Przegląd Finansowy: 10-02-01 - 10-03-01

niedziela, 28 lutego 2010

Ewakuacja...

Całkiem niedawno na blogu wyraziłem wątpliwość jak wyciek informacji o osobach ukrywających w Szwajcarii swoje niezapłacone podatki, wpłynie na obecność zdeponowanego w Szwajcarskich bankach kapitału...

Generalnie zaufanie do poufności Szwajcarskich bankierów zostało nadwyrężone ostatnimi laty...

No więc ewakuacja już się rozpoczęła.

Pozostają otwarte postawione przeze mnie pytania o wpływ jaki wywrze to na gospodarkę tego alpejskiego kraju i walutę, w której zadłużyła się spora liczba Polaków...

wtorek, 23 lutego 2010

Długi...

Życie na kredyt jest fajne do momentu kiedy przychodzi potem ten kredyt spłacać. Dużo większym złudzeniem jest życie na kredyt, który spłacą po nas następne pokolenia. Jest fajnie, ale potem inni mają problem.

Generalnie zadłużanie się państwa polega na przerzucaniu kosztów dzisiejszego rozwoju na przyszłe pokolenia. Problem odsuwamy w czasie, ale nie likwidujemy.

Niestety problem publicznego długu jest powszechny - co nie napawa optymizmem. Współautor reformy emerytalnej z 1999 r. prof. Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie podsumował to następująco:

"dobrobyt krajów Europy jest w dużej mierze ufundowany na przesuwaniu długu publicznego z jednych pokoleń na kolejne. - Na zasadzie: dzisiaj konsumujemy, a jutro zapłacimy. Tyle tylko, że kolejne pokolenia są mniej liczne od poprzednich, w związku z czym Europie w pewnym momencie będzie grozić bankructwo - tłumaczył ekonomista. (...) rolowanie długu publicznego przypomina nielegalną piramidę finansową."
Problem jest powszechny nie tylko w Europie, ale także w USA, na co wiele przykładów, o których pisałem ja, czy inni.

W tej sytuacji nie dziwi, dlaczego każdy rząd tak ceni sobie przywilej emisyjny, czyli możliwość sprawowania kontroli nad drukiem pustego pieniądza. Daje to niedostępną w przypadku przeciętnego kowalskiego możliwość "wyinflacjowania" się z długów przez zdewaluowanie waluty, w której są nominowane.

Bo najbardziej uczciwej metody jaką są podatki rząd nie bierze pod uwagę z obawy o niepokoje społeczne, łatwiej więc przerzucić koszty na przyszłe pokolenia. Ciekawie pisał o tym swego czasu Wojciech Białek. Poza tym jeśli po wielu dziesięcioleciach życia na kredyt próbuje się wreszcie posprzątać bałagan, to nie ma się co dziwić, że ludzie są wściekli i wychodzą na ulicę tak jak w Grecji. Tylko wszyscy powinni sobie zadać pytanie, czy nie korzystali na tym, że żyli na kredyt? No więc właśnie...

A dla wszystkich przeciętnych obywateli, którzy są o krok od ulegania iluzji konsumpcji i życia na kredyt, KNF przygotował "rekomendację T". rzecz jasna nie rozwiąże to problemów. W spiralę zadłużenia wpadają ci, którzy w bankach i tak nie mają czego szukać więc odwiedzają Provident i inne firmy pożyczkowe. Natomiast ci, którzy nie mieliby problemów ze spłatą będą mieli niższą zdolność.

W ten oto sposób znów wychodzi nie tak jak trzeba, wszystko na opak i na odwrót. Długi zaś zostają... dla chcących się zadłużać - radzę zastanowić się kto to potem spłaci...

poniedziałek, 22 lutego 2010

Był plan - nie ma planu

Był plan ratunkowy dla Grecji... a tu nagle nie ma planu...
A jutro się okaże, że znowu jest plan...

Amerykański socjalizm...

Kiedyś uczono mnie o USA jako o bastionie liberalizmu. 

Teraz chyba niewiele z tego zostało i socjalizm w USA zaczyna panoszyć się na coraz szerszą skalę. Aktualnie w formie wydawania miliardów dolarów przez rząd federalny na pomoc zadłużonym właścicielom domów, których po utracie pracy nie stać na spłatę rat kredyt. Tak samo jak uważałem ten pomysł w naszym kraju za głupi tak samo uważam go za ślepą uliczkę wychodzenia z kryzysu w przypadku USA.

niedziela, 21 lutego 2010

Wskaźniki sentymentu - luty

Druga połowa lutego to najwyższy czas, żeby zweryfikować swoje nastawienie do rynków. Patrząc ogólnie może się wydawać, że długoterminowo nie powinno być żadnych zmian. niemniej jednak widzę, że moje pozytywne nastawienie do akcji było trochę na wyrost bo akurat dostaliśmy w plecy korektą (na razie nazywam to korektą, choć wszyscy już ogłosili bessę). Ale od początku...

ZŁOTO - Tu nic nie zmieniam. Było i jest pozytywne nastawienie. Szczególnie, że przez ostatni miesiąc złoto trzymało poziom, a w euro i w dolarze nawet drożało.

WALUTY- Sentyment negatywny. Nadal uważam, że w długim horyzoncie czasowym złotówka na tle innych walut będzie raczej się lekko umacniała zatem zarobku na walutach nie widzę.

AKCJE - Sentyment neutralny. tak jak pisałem, dostaliśmy w ciągu ostatniego miesiąca dosyć konkretne baty na GPW. Daje to zimny prysznic wszystkim, którzy sądzili, że jeśli giełda od ubiegłego roku zarobiła ponad 70% to będzie przez kolejny rok podążała w tym samym kierunku bez przystanków.Teraz stałbym na stanowisku, że na giełdzie dadzą zarobić dobrze wyselekcjonowane spółki.

LOKATY - Tutaj bez zmian - sentyment neutralny. Wydaje mi się, że pomimo, rosnących oczekiwań co do podwyżek stóp przez RPP nadal będziemy świadkami powolnego dostosowywania oprocentowania do realiów i raczej stagnacji niż wzrostów oprocentowania lokat. Na razie zostaję przy neutralnym nastawieniu.

NIERUCHOMOŚCI - Sentyment neutralny. Wprawdzie pojawiają się pierwsze jaskółki ożywienia, zarówno jeżeli chodzi o ceny, sprzedaż czy dostępność kredytu to na razie dla mnie jest jeszcze za wcześnie aby odtrąbić koniec problemów na rynku nieruchomości. Czekam na to, że po pierwszym kwartale może coś więcej będzie widać w raportach rynkowych.

OBLIGACJE- Sentyment pozytywny (nadal). Na tle reszty sposobów lokowania pieniędzy (w segmencie bezpiecznym)  detaliczne obligacje skarbowe pozostają dobrą alternatywą na długi termin. Nie sądzę aby nastąpiły jakieś zmiany, jeżeli chodzi o oprocentowanie obligacji detalicznych - przynajmniej do czasu kiedy RPP zacznie podnosić stopy. 

Treści przedstawione we wpisach na blogu są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego wpisu.

czwartek, 18 lutego 2010

Zestawienie prognoz euro

Ciekawy obrazek zestawiający przewidywania dot. kursu euro, pod linkiem jest arykuł z którego jest on wzięty.



Nie ma co komentować  na razie - widać na wykresie. Trzeba zobaczyć co dalej, wcześniejszy podobny wpis: Po ile będzie euro.

środa, 17 lutego 2010

Lokaty długoterminowe

Nie od dziś preferuję lokaty o stałym oprocentowaniu nad tymi z oprocentowaniem zmiennym. Aktualnie ciekawie robi się jezeli chodzi tego typu lokaty w "segmencie" długoterminowym.

Open Finance przedłużyło dziś promocję swojej Lokaty Optymalnej do 02.03.2010. Przy, czym najdłuższy termin na jaki można założyć taką lokatę to 12 miesięcy - oprocentowanie jest atrakcyjne i wynosi 7,07% netto w skali roku.

Na dłuższy termin z tych co znam są lokaty na 24 i 36 miesięcy Toyota Banku na 6% rocznie brutto - co daje 4,86% netto, więc sząłu nie ma.

Niedawno Millenium wystrzeliło ze swoją "Lokatą Wyjątkową", na podobnych warunkach (6% brutto na 24 miesiące). 

AIG Bank daje za lokaty 24-36 miesięcy od 5,8% do 5,9% w zależności od ulokowanej kwoty.

Nie zgodzę się przy tym, z niektórymi krytykami, że tego typu lokaty na stały procent 6% brutto na 24 miesiące nie są alternatywą dla Lokaty Optymalnej w Open Finance. Wg. mnie  przynajmniej dają pewność co do procentu.  Owszem jest to zakład o inflację, ale nie wydaje mi się, żeby stopy procentowe ustalane przez RPP miały zbyt szybko zacząć rosnąć. Nawet jeżeli zaczną, to oprocentowanie lokat jest już teraz na tyle ponad stopami RPP, że zanim stopy zaczną oddziaływać na stawki rynkowe trochę czasu minie. Wydaje mi się, że stawki rynkowe i stawki referencyjne rozjechały się na tyle, że margines dla banków jakiś jest.

Poza tym wszystko zależy na jak długo będziemy potrzebowali ulokować pieniądze. Jedni mogą ulokować je na rok inni na dwa lata.

wtorek, 16 lutego 2010

Interesujący artykuł na temat sytuacji złota i dolara

Polecam interesujący artykuł Dr Chrisa Martensona na temat obecnej sytuacji na rynku złota i dolara. trochę wywrotowy, niemniej to ciekawa lektura - polecam.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Haczyki małym drukiem

Ze świadomością jaka jest prawdziwa zawartość ofert obejmujących różnorakie produkty finansowe bywa różnie. Stąd czasem zwracam uwagę na tego typu "gwiazdki", haczyki małym drukiem i tym podobne.

Z lektury niektórych postów na tym blogu można byłoby wywnioskować, że dosyć preferuję produkty oferowane przez Open Finance. Tym razem jednak chcę zwrócić uwagę na to, że nierzadko czają się tam owe haczyki. Przykładem niech będzie "Pakiet Oszczędnościowy z konsolą" - za wykupienie tego produktu możemy uzyskać (tak nęci nas reklama) atrakcyjną nagrodę. na stronie reklamującej produkt kusi nas także wielkie 10%. Szczegóły jak zwykle napisane są małym drukiem, szarą nieczytelną czcionką.

A okazuje się, że w tym produkcie chodzi o połączone ze sobą trzy produkty:
  • 3 miesięczną lokatę na 10% rocznie
  • produkt strukturyzowany
  • produkt regularnego oszczędzania z gwarancją kapitału
Podział środków jest zapewne zaszyty na sztywno (składki, opłaty i regulamin są u doradcy, który oczywiście wszystko świetnie klientowi wytłumaczy = sprzeda). Rozbrajając to na czynniki pierwsze mamy lokatę na wysoki procent na którą zapewne pójdzie najmniej naszych pieniędzy. Do tego lokata strukturyzowana, zapewne z barierą ograniczającą zyski - moje stanowisko na temat lokat strukturyzowanych już znacie (porównania i wnioski, też). Trzecią część stanowi produkt regularnego oszczędzania, który jest haczykiem polegającym na tym, że zapisując się musimy zapewne zadeklarować określoną kwotę regularnych wpłat. Prowizje i opłaty za ewentualne odstąpienie są na pewno wystarczające, że sami moglibyśmy za te pieniądze kupić sobie konsolę, którą w przypadku tego produktu być może wygramy jak nam się poszczęści.

Sęk tkwi w tym, że na wędkę lokaty na 10% łowi się ludzi na produkty regularnego "oszczędzania" będące ciągłym strumieniem prowizji dla instytucji finansowych. To jest ten haczyk. Moja opinia na temat takich planów systematycznego oszczędzania jest też już na tym blogu.

Tak więc radzę wszystkim wystrzegać się takich haczyków i uważnie czytać umowy i regulaminy. Nie wspominam już też o wystrzeganiu się takich tworów finansowych jak wymienione w tym ostrzeżeniu KNF jak na przykład takie Amber Gold. Potem okazuje się że lokata w złocie na 10% okaże się zwykłą piramidą finansową (dla trochę mniej obeznanego z tematem inwestowania w złoto wyjaśniam, że lokata 10% w złoto jest po prostu niemożliwa).

czwartek, 11 lutego 2010

Ratowanie Grecji

Nie chciałem pisać o Grecji, szczerze mówiąc wydaje mi się, że medialna ekscytacja tematem problemów tego kraju jest trochę sztucznie nakręcana. Broniłem się przed tym, ale teraz stwierdziłem, że trzeba by to jakoś podsumować. 

O kłopotach Grecji i nieprawidłowościach w raportowaniu danych do Eurostatu było wiadomo już dawno. Dawno też wiadomo było, że jak Grecy dostają jakieś pieniądze z Unii to je zdefraudują i na pewno nie zainwestują w infrastrukturę. Miałem przyjemność pracować z Grekami przy okazji różnych przedsięwzięć i wiem, że są szalenie inteligentni jeżeli chodzi o tworzenie iluzji i wyciąganie forsy z Komisji Europejskiej, natomiest nie starcza już im zapału do realizowania organicznej pracy.

No ale do rzeczy.

Otóż dziś nad ratowaniem bankruta zastanawiali się przywódcy UE. Przywódcy Francji i Niemiec, premier Grecji i szefowie Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego ogłosili, że porozumieli się w sprawie pomocy dla Grecji. Co ciekawe do dyskusji włączył się jeszcze nasz premier wtrącając swoje trzy grosze - co pozwolę sobie pozostawić bez komentarza, jako, że nie zdążyłem sobie wyrobić jeszcze na ten temat zdania.

Pytanie dlaczego problem Grecji tak zaprząta uwagę wszystkich w Europie? Ano niestety Grecja jest w strefie euro, a jej problem staje się w tym momencie problemem wszystkich członków strefy euro. Problemem, który wynika z samych założeń, które przewidują, że do strefy euro można wejść, ale nikt nie wymyślił jak z niej wyjść, albo jak kogoś wyrzucić. Stąd kryteria konwergencji, które teoretycznie powinny być spełniane przez wszystkich członków eurozony są nagminnie łamane (szczególnie jeżeli chodzi o deficyt), co rzutuje na stabilność wspólnej waluty. Grecy przy tym, przez lata w żywe oczy kpili sobie z tych kryteriów wprowadzając wszystkich w błąd. Problem polega na tym, że uchodziło im to na sucho, a założeń systemu walutowego euro nikt nie poprawiał. Nie ma zatem sankcji dla takiego łamania zasad uczestnictwa we wspólnej walucie. Nie ma się jednak czemu dziwić, zważywszy na solidną reprezentacje Greków wśród urzędników unijnej administracji. 

Teraz brak możliwości skutecznego pacyfikowania niesfornych rządów nie przestrzegających fiskalnych wymogów euro strefy mści się stokrotnie. Oczywiście za tę opieszałość lub też krótkowzroczność urzędników z Brukseli przyjdzie zapłacić wszystkim obywatelom Unii. Niestety...

poniedziałek, 8 lutego 2010

Alan Greenspan twierdzi, że wzrost zadłużenia USA jest groźny

Były prezes Rezerwy Federalnej (Fed) Alan Greenspan ostrzegł, że trzeba zmniejszyć deficyt i dług publiczny, gdyż zagraża on pozycji USA jako supermocarstwa. Powiedział też między innymi, że "W pewnym momencie zdamy sobie sprawę, że nasza zdolność pożyczania będzie ograniczona".

Interesująco brzmią te słowa w ustach człowieka, za którego kadencji na stanowisku prezesa FED dług publiczny USA rósł chyba najszybciej od zakończenia drugiej wojny światowej...

Swoją drogą określiłbym takie twierdzenia jako "oczywistą oczywistość" o której nota-bene wszyscy dookoła trąbią już dosyć dawno.

PS. Polityka easy-money została zaaplikowana gospodarce amerykańskiej przez Alana Greenspana po kryzysie roku 1987 i wygenerowała potężne bańki spekulacyjne na akcjach i nieruchomościach. Pęknięcie tych baniek przyczyniło się do obecnego kryzysu, a próba ratowania go przez pompowanie jeszcze większej podaży pieniądza w gospodarkę przypomina gaszenie płonącego budynku kanistrami z benzyną. Ciekawie obserwuje się teraz wypowiedzi osób, które przyznały, że do kryzysu się przyczyniły.

czwartek, 4 lutego 2010

Reputacja Szwajcarii?

Szwajcaria znana jest ze swojej tajemnicy bankowej i reputacji kraju, który jeżeli przywieziemy do niego pieniądze bezpiecznie je przechowa. Tymczasem, mit o świętej tajemnicy bankowej w Szwajcarii zaczął kruszyć się już jakiś czas temu pod naciskiem USA. Generalnie problem tkwi w tym, że w tym kraju dosyć specyficznie interpretuje się, pod względem zgodności z prawem, sytuację w której ktoś przywozi do Szwajcarii pieniądze unikając w ten sposób płacenia podatków w swoim kraju.

Taka sytuacja od dawna nie podoba się wielu krajom w Europie i poza nią, stąd na rząd szwajcarski od dawna wywierane są naciski w sprawie ujawnienia danych i kont osób które ukrywają tam swoje majątki. 

Ostatnim wydarzeniem, które wpisuje się w cały ten proces podkopywania zaufania do Szwajcarii jako depozytariusza Europy jest zakup przez Niemcy wykradzionej bazy danych o klientach jednego z banków.

Całe zamieszanie może mieć poważne reperkusje na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to odstąpienie przez Szwajcarię od umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania z Niemcami, podobnie jak to było w przypadku Francji. To z kolei pociągnie za sobą reperkusje w postaci wyższych ceł, i tak dalej. Na pewno nie wpłynie to na poprawę tempa wzrostu gospodarki Szwajcarii.

Druga płaszczyzna to po prostu zamykanie kont i wycofywanie depozytów przez tych, którzy ukryli tam swoje majątki. Zapewne kilku takich się znajdzie, pytanie jak wielu i czy ten proces wpłynie np. na kurs franka.

Bo do kursu franka właśnie chciałem zmierzać. Cała reszta szczególnie nas nie interesuje, ale jako że całkiem sporo Polaków jest zadłużonych w CHF toteż interesuje nas jak to całe zamieszanie wpłynie na zaufanie do Szwajcarskiej waluty. Cóż, na pewno nie wpłynie pozytywnie, co dla nas jest przekornie całkiem niezłą informacją.

środa, 3 lutego 2010

Pomysły państwa na poprawianie życia.

W apogeum kryzysu nasi rządzący wpadli na kilka genialnych pomysłów na poprawienie sobie samopoczucia i ulżenie obywatelom.

Pierwszym pomysłem była upadłość konsumencka, którą obwarowano tak bzdurnymi przepisami, że od początku obowiązywania ustawy skorzystało z niej może z dziesięć osób. Przykład absurdu, który powstał jest tu.

Kolejnym pomysłem była pomoc państwa w spłacie kredytu dla kredytobiorców, którzy znaleźli się na bezrobociu. Okazało się, że z tej możliwości skorzystało całe 735 osób.Swoją drogą cieszę się że tak mało, bo to z moich podatków i niestety ja się bym nie kwalifikował do dopłaty a też bym chciał coś od państwa dostać.

Generalnie problem polega na tym, że kiedy państwo zajmuje się ręcznym sterowaniem pewnymi procesami gospodarczymi, to albo przeregulowuje, albo tworzy nie działające prawo. Generalnie jak państwo się za coś zabiera, to mój fatalizm każe mi uznać, że to się na pewno nie uda.

W skali globalnej w podobny sposób można ocenić finansowe stimulansy dla gospodarki światowej. Pompowanie miliardów dolarów w banki, które "są za duże aby upaść' jest ewidentnym przykładem niezrozumienia praw rządzących ekonomią. 
Obawiam się, że w ten sposób daleko nie zajdziemy zarówno w skali światowej jak i lokalnej.