Przegląd Finansowy: 2014

piątek, 26 grudnia 2014

Inwestycje alternatywne - podstawy

Na początek należałoby zapewne wyjaśnić samo pojęcie Inwestycji alternatywnych.


Inwestycje alternatywne nie zaliczają się do tak zwanych tradycyjnych form inwestowania. Są one specyficzne poprzez charakter samej inwestycji, aktywa będące jej przedmiotem, specyfikę, itd. Obejmują one zakup dzieł sztuki, przedmiotów kolekcjonerskich, znaczków, monet, inwestycje w sport, etc.

Główna korzyść związana takimi inwestycjami, to przede wszystkim zmniejszenie zmienności wahań portfela, skuteczniejsza dywersyfikacja oraz wykorzystanie niskiej korelacji z innymi, tradycyjnymi klasami aktywów. Na przykład inwestycje w dzieła sztuki są w mniejszym stopniu skorelowane z rynkami finansowymi niż różne rodzaje aktywów na tych właśnie rynkach. Takie inwestycje charakteryzują się zazwyczaj wyższa barierą wejścia i niższą płynnością (choć nie zawsze).
Niektórzy do inwestycji alternatywnych zaliczają także fundusze hedgingowe, fundusze private equity i fundusze funduszy. Ja wolałbym inna definicję. Za inwestycje alternatywne proponowałbym uznać zatem inwestycje w inne klasy aktywów nisko skorelowane z rynkami finansowymi. Pod tym względem inwestycje w ziemię i nieruchomości można byłoby zaliczyć właśnie do inwestycji alternatywnych. Złoto zaś stałoby gdzieś na granicy.


Ale czy wszystkie inwestycje alternatywne są dostępne jedynie dla wielkich inwestorów? Otóż nie. Wprawdzie dzieła sztuki mogą kosztować i miliony dolarów, ale czasem da się kupić dzieło jakiegoś perspektywicznego artysty w przystępnej cenie.
Innym przykładem mogą być monety kolekcjonerskie na których w roku 2007 można było sporo zarobić, a rozważnie lokując w nie oszczędności myślę, że będzie to możliwe także w przyszłości. Podobnie walory filatelistyczne. Także tutaj uważnie dobierając przedmiot inwestycji można nieźle zarobić. Przykładem są znaczki wycofane z obiegu, posiadające błędy czy rzadkie okazy wydane w niewielkim nakładzie. Inne przykłady to antyki, sztuka, stare rękopisy, mapy, wina (tak, tak niektórzy inwestują w wina)...

Generalną zasada która wyłania się z powyższego jest fakt, że to nie ilość pieniędzy przeznaczona do zainwestowania jest najważniejsza w tego typu inwestycjach. Tutaj (z racji niewielkiej liczby analiz dostępnych publicznie i specyfiki danego rynku) najistotniejsza jest dogłębna wiedza o przedmiocie inwestycji. Nie znając się na filatelistyce czy numizmatyce, albo obrazach trudno będzie o korzystne lokowanie w tych dziedzinach swojego kapitału.

 

Inwestycje w metale szlachetne

Tak jak już wspomniałem inwestowanie w metale ma pewne cechy inwestycji alternatywnych w tym sensie, że są one w mniejszym stopniu skorelowane z sytuacją na rynkach finansowych. Złoto jest wręcz znanym od wielu lat hedge antyinflaycjnym. W związku z tym, że wiele pisze się o złociejako tym metalu szlachetnym, w którym warto lokować swoje inwestycje nie będę tutaj skupiał się na tym zagadnieniu. Odsyłam do innych opracowań, natomiast chciałbym poniżej przedstawić krótką charakterystykę takich metali jak srebro, platyna, pallad w kontekście inwestycyjnym.

 

SREBRO

Srebro od zarania dziejów było wykorzystywane na cele monetarne. Po odejściu od jego wykorzystania do celów bicia monety podstawowym zastosowaniem pozostało zastosowanie go w jubilerstwie i przemyśle. Wykorzystywane jest także do celów inwestycyjnych, jednak z naszej polskiej perspektywy jest znacznie mniej atrakcyjne niż złoto, ze względu na obłożenie go podatkiem VAT w całej Unii Europejskiej. Ponadto marże nakładane na inwestycyjne sztabki czy monety srebrne potrafią sięgnąć 100% ceny spot, co czyni taką inwestycję mało opłacalną. W końcu srebro jest dwa do trzech razy bardziej niestabilne od złota. Oznacza to na ogół znacznie bardziej dynamiczne wzrosty, ale i znaczne spadki, nie rzadko rzędu 30%. Wynika to z płytkości rynku i faktu, że większość wydobycia srebra pozyskuje się przy okazji wydobycia rudy innych metali (miedź, cynk).
Inwestorzy zainteresowani zakupem srebra do celów inwestycyjnych mogą nabyć (podobnie jak w przypadku złota) sztabki i monety. Jeżeli zakładamy inwestycję w wartość kruszcu a nie wartość numizmatyczną to odradzam na cele inwestycyjne wszelkie wynalazki typu monety kolekcjonerskie (chyba że kupowane poniżej ceny spot srebra). Podobnie rzecz ma się ze srebrnym złomem (sztućce służą raczej do spożywania posiłków a nie do inwestycji). Generalnie jeżeli inwestować w cokolwiek to tak, aby można było to potem zbyć po godziwej cenie.
Podobnie jak w przypadku złota istnieją także specjalistyczne fundusze inwestujące w ten metal i powiązane z nim aktywa, ale niestety nie znam żadnych dostępnych w Polsce.

 

PLATYNA

Innym metalem szlachetnym, który cieszy się zainteresowaniem inwestorów jest platyna. Jest to jeden z najrzadziej występujących na ziemi metali, którego producentami jest zaledwie klika krajów (78% produkcji platyny pochodzi z RPA, 13% z Rosji, a 5% z USA i Kanady), a który wraz z wynalezieniem katalizatorów samochodowych zyskał spore zapotrzebowanie przemysłowe. Platyna ma pewną cechę, która czyni ja interesującą dla inwestora - jest trudno dostępna. Jest niestety przez to droga, co z kolei stawia ją poza zasięgiem przeciętnych małych inwestorów. Ta trudna dostępność platyny sprawiły, że nigdy w historii nie był wykorzystywany na cele monetarne.
Z najbardziej znanych platynowych monet lokacyjnych wymienić można amerykańskiego Platinum Eagle, kanadyjskiego platynowego Maple Leaf oraz platynową australijską Koalę. Dostępne są także platynowe sztabki.

 

PALLAD

Na końcu dochodzimy do palladu, najmniej chyba znanego z metali szlachetnych, który może być przedmiotem zainteresowania inwestorów. W zasadzie jest to metal przemysłowy, a nie szlachetny. ze względu na swą rzadkość występowania jest jednak przedmiotem zainteresowania inwestorów. Pallad stosuje się w dentystyce, przemyśle chemicznym i elektronicznym. Coraz większym polem zastosowań palladu jest produkcja katalizatorów do silników diesla. Największym producentem jest rosyjski Norilsk Nickel Group (surowiec ten otrzymuje jako efekt uboczny swej podstawowej działalności jaką jest produkcja niklu.). Znaczna produkcja palladu pochodzi także z RPA. Inwestycja w pallad może przybrać formę zakupu monet lub sztabek. Są one równie trudno dostępne jak platynowe i ze względu na nietypowość, trochę cierpią z powodu niskiej płynności.

 

Numizmatyka

Numizmatyka to alternatywny sposób inwestowania i dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Monety kolekcjonerskie są ciekawym sposobem lokowania pieniędzy. Należy pamiętać jednak, że taka inwestycja powinna być sposobem na dywersyfikację naszych oszczędności, a raczej nie powinna być główna inwestycją. Poza tym inwestycje w monety wymagają pewnej dawki wiedzy na temat przedmiotu inwestycji.
Sztandarowym przykładem inwestowania w polskie monety kolekcjonerskie jest złota moneta o nominale 200 zł XIII konkurs pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Moneta ta została wybita w nakładzie 500 sztuk w roku 1995. W tamtym okresie można ją było kupić w cenie emisyjnej 780 zł. Dzisiaj ta moneta kosztuje około 40000 złotych. Często wymieniana jest także moneta o nominale 20 zł Szlak Bursztynowy, która w dniu emisji kosztowała 57 zł a dzisiaj po spadku cen z poziomu 3000 zł kosztowała potem 1800 zł.

Te dwa powyższe przykłady to najlepsze rodzynki inwestycyjne z tego rynku i trzeba się liczyć z faktem, że takich monet już pewnie nie będzie. Jednak okazje się zdarzają cały czas. Niemniej jednak lata 2008-2010 były bardzo trudne dla osób inwestujących w monety. Ze względu na wysokie nakłady większość wyemitowanych w tym okresie monet osiągnęła ceny poniżej emisyjnych. Załamanie pociągnęło za sobą także inne walory (wielu inwestorów zmuszonych było wyprzedać się ze zgromadzonych monet). Na tę sytuację nałożyło się ogólne załamanie na rynkach finansowych (chociaż generalnie twierdzi się, że rynek numizmatyczny jest odwrotnie skorelowany z giełdą to rok 2008 pokazał, że rządzi się on swoimi prawami i cyklami). Także sposób sprzedaży monet kolekcjonerskich zmieniony przez NBP w latach 2009-2010 sprawił, że znaczna część marży z potencjalnego wzrostu cen nowoemitowanych monet przepłynęła do NBP. Te zawirowania dotknęły w różnym stopniu segmenty monet starych, złotych czy srebrnych.

I w 2008 roku zdarzały się przecież okazje. W listopadzie 2008, z okazji 90 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę został wydany między innymi banknot kolekcjonerski i złota moneta o nominale 50 zł. Moneta kosztowała w dniu emisji 370 zł i ze względu na mały nakład nie każdemu udało się ją kupić. Wkrótce potem jej cena skoczyła do poziomu 900 zł za sztukę. Banknot kolekcjonerski o nominale 10 zł był jeszcze lepszą inwestycją. W dniu emisji kosztował 15 zł za sztukę a po miesiącu 50-55 zł. Jest to kolejne uzasadnienie dla tezy, że aby odnieść w inwestycjach alternatywnych sukces trzeba dobrze orientować się w rynku.

W przypadku wszystkich monet najważniejszy jest nakład. Im niższy nakład tym wyższy potencjał wzrostu. W przypadku monet złotych, na cenę wpływa tez wartość zawartego w monecie kruszcu. Dodatkowo istotne są także walory estetyczne czy przynależność do serii.
Tak więc monety kolekcjonerskie mogą być inwestycją, nawet całkiem niezłą, pod warunkiem, że są odpowiednio dobrane o odpowiednich nakładach, w dobrych stanach zachowania i przechowywane w odpowiednich warunkach.

Na temat inwestycji w złoto przeczytasz we wpisie "Małe kompendium inwestowania w fizyczne złoto".

Złote monety kolekcjonerskie - wartość kolekcjonerska i wartość kruszcu

Szczególny przypadek inwestycji w monety kolekcjonerskie to zakup monet złotych. Złote monety kolekcjonerskie są droższe niż cena samego metalu. Otóż wartość tych monet powiększa wartość numizmatyczna czy też kolekcjonerska stanowiąca niejako marżę za rzadkość i stan zachowania monety.

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że wartość numizmatyczna tych monet podlega wahaniom nie do końca zależnym od cen złota. Bo kiedy temat monety staje się popularny, a sama moneta rzadka to jej wartość numizmatyczna rośnie szybciej. Szybciej może także spadać kiedy moda na daną monetę przeminie. Przykładem może być moneta złota "90 rocznica odzyskania niepodległości" o nominale 50zł. jej cena emisyjna wynosiła 370zł ale ze względu na niski nakład (8800szt) prawie natychmiast stała się niedostępna. Jej cena szybko skoczyła do 1000zł aby po kilku miesiącach spaść do około 700zł.

W artykule na portalu emonety.pl znajduje się analiza korelacji cen złotych monet kolekcjonerskich z ceną złota. Jak pokazują analizy w przytaczanym artykule, bywa różnie. Bardzo różnie i czasem nawet bez jakiejkolwiek korelacji. Oczywiście cena takiej monety nie spadnie raczej poniżej ceny kruszcu bo szybko zostałaby wykupiona i przetopiona, ale wartość numizmatyczna waha się czasem dramatycznie.
Jaki z tego wniosek dla inwestora? Uważnie dobierać monety. Bo ryzyko związane ze zmiennością ich wartości jest zdecydowanie większe niż w przypadku sztabek. W zasadzie kupując złote monety kolekcjonerskie kupuje się strukturę złożoną z ceny złota i wartości numizmatycznej. Pierwsza stanowi dolne zabezpieczenie inwestycji, a druga podlega zmianom i może generować większy zysk.

 

Srebrne monety kolekcjonerskie jako inwestycja?

Rozważając możliwość dokonania inwestycji w srebro można także uwzględnić możliwość zakupu kolekcjonerskich monet srebrnych jako sposobu na inwestycję w ten metal. Pisałem już o tym w kontekście numizmatyki ogólnie. Niestety nie jest tak różowo. Otóż ceny srebrnych monet kolekcjonerskich są absolutnie oderwane od ceny zawartego w nich kruszcu. Kształtowane są przez wielkość nakładu, walory estetyczne, etc. ale nie przez zawartość metalu. Owszem zdarza się, że cena takiej monety spadnie na tyle, że zrówna się z wartością zawartego w niej srebra, wtedy rzeczywiście dla inwestora szukającego okazji może to być atrakcyjny zakup, ale też niekoniecznie. Rynek numizmatyczny rządzi się bowiem swoimi prawami. Rynek numizmatyczny przeżywał swój rozkwit w latach 2006-2007. Później w związku z rosnącymi nakładami monet emitowanych przez NBP i ze zmianami w sposobie ich dystrybucji, szanse na zarobienie na nowo emitowanych monetach stały się znikome. Zdarzało się, że ceny nowo wypuszczonych numizmatów spadały na rynku wtórnym poniżej ceny emisyjnej. Dlatego też lokowanie funduszy w numizmaty należy rozpatrywać w zupełnie osobnej kategorii od lokowania w metale szlachetne.

 

Lokata w monety Nordic Gold

Innym ciekawym pomysłem był zakup monet 2zł Nordic Gold emitowanych przez NBP do 2014 roku. Istota pomysłu sprowadzała się do zakupu woreczków menniczych (ze względu na to, że w woreczku znajduje się 50 szt. monet) monet Nordic Gold. NBP tował 2zł monety Nordic Gold jako monety okolicznościowe. W kasie NBP można je było wymienić po cenie nominalnej. Oznacza to, że przychodząc ze 100zł banknotem otrzymaliśmy worek 50 monet wart równo 100zł. Zasadnicza sprawa polegała bowiem na tym, że monety te są (nadal) prawnym środkiem płatniczym więc możemy iść do warzywniaka i kupić za nie cokolwiek (problem jednak, że sklepikarze nie znają tych monet, ale każdy bank ma już obowiązek je przyjąć).

Istota lokaty polega na tym, że wartość kolekcjonerska tych monet z roku na rok rośnie. Może nie rośnie w jakimś zastraszającym tempie, ale rośnie. A sama lokata jest bezpieczna o tyle, że w każdej chwili możemy odzyskać kwotę nominalną wsadzoną w te monety. Proste.
Oczywiście trudno jest oszacować w tym momencie jaki zysk nam przyniosą te monety. I w tym tkwi sęk. Pozytywem jest zaś dostępność i możliwość ich szybkiego upłynnienia, choćby po wartości nominalnej. W każdej chwili możemy iść do sklepu i je wydać.

Aktualnie NBP emituje nowe momenty okolicznościowe o nominale 5zł, które mogą pełnić tę samą funkcję inwestycyjno-płatniczą.

 

Znaczki

Przykładem inwestycji alternatywnej może być kupowanie selektywnie dobranych walorów filatelistycznych. Poniżej trzy przykłady z ostatnich lat.
Przykładem jest seria znaczków "Ocaleli z zagłady" - z powodu błędu w jednym ze znaczków wszystkie arkusze tej emisji były na przełomie lutego i marca 2009 roku wycofywane z obiegu. Kto zdążył kupić, lub ma znajomości na poczcie mógł zaopatrzyć się w blok w cenie 35zł. Tymczasem na aukcjach internetowych cena bloku sięga 130-150zł. Ponieważ większość znaczków tej emisji została jednak zniszczona i w jej miejsce wypuszczone zostały poprawione, to znaczki z błędem, które się ostały, stopniowo zyskują na wartości.
Selektywnie dobierane walory filatelistyczne mogą przynieść zysk z zainwestowanych w nie pieniędzy. Jednak aby dobrze wybrać należy kierować się znajomością dziedziny, orientacją na rynku i wyczuciem.

 

Pożyczki społecznościowe - warto się w to bawić?

Jakiś czas temu pojawił się pomysł "inwestowania" poprzez udzielanie pożyczek społecznościowych. Od samego początku byłem ostrożny względem takich wynalazków. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda interesująco. Organizatorzy serwisów służących udzielaniu takich pożyczek zapewniają o wsparciu przy windykacji należności, o ubezpieczeniu pożyczek, etc.
Mnie zniechęciła na początku jedna kwestia - rozliczanie podatków. Generalnie dla mnie nieoczywiste jak miałbym się rozliczyć jako inwestor i jaka kwotę mógłbym w ten sposób pożyczyć innym, żeby nie zostało to potraktowane jako działalność gospodarcza.
Druga rzecz to wiarygodność pożyczkobiorców, praktycznie nieweryfikowalna. Domyślam się, że średnio rzecz biorąc niska. Jest to dosyć ryzykowna zabawa, przy niewielkim marży zysku. Jak można się po pewnym czasie funkcjonowania takich serwisów zorientować - generalnie we wszystkich tego typu przedsięwzięciach dużo jest opóźnień spłaty i pożyczek windykowanych. Sama windykacja zaś też jest problemem i niejednokrotnie jest nieopłacalna przy małej skali zaangażowanych środków. Mieliśmy po drodze także przygody z likwidacją serwisów, przez które udzielano takich pożyczek, gdzie udzielający ich zostawali porzuceni sami sobie.
Jednym słowem uważam tę dziedzinę za raczej zabawę i nie traktowałbym tego na poważnie jako sposobu inwestowania.

 

Fundusze inwestycji alternatywnych

Inwestujący na rynkach finansowych poszukują często możliwości selektywnego doboru rodzaju aktywów, w które lokują swoje pieniądze. Inwestycje alternatywne pozwalają na ulokowanie pieniędzy na rynkach, które przynajmniej zazwyczaj nie są skorelowane z "mainstreamowym" rynkiem finansowym. Problem polega na tym, że chcąc inwestować w rynek sztuki, filatelistyczny czy numizmatyczny trzeba mieć pokaźny zasób wiedzy o przedmiocie swojej inwestycji.
Cóż w takim przypadku może zrobić inwestor, który takiej wiedzy nie ma, a mimo to chciałby w pewien sposób zdywersyfikować ryzyko lokując pieniądze w nieco inny sposób? Szukając odpowiedzi na to pytanie zacząłem się zastanawiać czy na rynku polskim dostępne są fundusze inwestycyjne, które pozwoliłyby na zrealizowanie takiego założenia. Mówiąc krótko, zacząłem szukać funduszy inwestycyjnych, które inwestowałyby w aktywa na rynkach alternatywnych.
Przy funduszach inwestycyjnych, niezależnie od tego w jaki rodzaj aktywów inwestują należy pamiętać, że są one jedynie wehikułem służącym do dokonywania takich operacji finansowych. Są tak sprawne jak ich zarządzający i także są podatne na różnorakie ryzyka.

Po pewnym czasie poszukiwań okazało się, że na naszym rynku nie ma zbyt wielu funduszy spełniających założone kryteria, jeżeli już są to często adresowane są do osób dysponujących znacznie grubszym portfelem. Mam przy tym dużą nieufność do tego typu wehikułów. Nierzadko kreowane nie przez rzeczywistych znawców tematu, a przez bankowych marketingowców chcących zarobić na nieznajomości rzeczy u klientów. 

 

Płynność inwestycji w wino

Ostatnio pojawia się sporo naganiających do zakupu "wina inwestycyjnego" publikacji w prasie, można się więc zastanowić czy to ma jakikolwiek sens.
Po pierwsze czy wino byłoby inwestycją bezpieczną na czas kryzysu (mam na myśli taki prawdziwy kryzys)? Raczej nadawałoby się wyłącznie na napój niezależnie od rocznika, ale pieniędzy byśmy nie odzyskali.
Poza tym, jeśli ktoś kupuje, dajmy na to, skrzynkę licząc na wzrost ceny, to powinien się zastanowić co z nią później zrobić. Można wypić, ale do tego służą raczej "tańsze roczniki". Sprzedać? Tu się pojawia problem, bo trzeba mieć komu sprzedać... A jaki mamy rynek na wino inwestycyjne? Chyba mniej płynny niż zawartość butelek w naszej inwestycji...  Nie jest to więc segment, w który możne lokować dużą część portfela.

 

Inwestycje w brylanty?

Od jakiegoś czasu Internetowi dealerzy proponują jako jeden ze sposobów inwestowania zakup brylantów. O ile sam zakup kamieni szlachetnych może rzeczywiście być interesującym sposobem dokonania inwestycji alternatywnej, to po głębszym zastanowieniu widzę jeden podstawowy problem. W mojej opinii niestety rynek kamieni szlachetnych w Polsce jest stosunkowo płytki i trudno dostępny dla przeciętnych inwestorów.

O ile ze sprzedażą złota, srebra, monet czy znaczków większych problemów nie ma - można to zrobić nawet na allegro to w przypadku brylantów (podobnie jak z resztą innych inwestycji alternatywnych jak na przykład wina) możliwość sprzedania zakupionego kamienia jest mniejsza. Bo gdzie mielibyśmy się z takim kamieniem udać? Allego? Niewykluczone, ale wiedza niezbędna do oceny kamienia jest na tyle duża, że ten kanał jest wysoce ryzykowny dla kupujących i wątpię aby się rozwinął. Zostają jubilerzy, ale oni zaproponują nam ceny z dużym dyskontem. Zostaje ewentualna możliwość odsprzedaży dealerowi, ale dyskonto także będzie spore.
Jaki z tego wniosek? Jeżeli ktoś nie ma zapewnionego kanału zbytu i nie zna rynku brylantów, niech uważa.
Jest to z resztą powszechny problem wszystkich inwestycji alternatywnych. Ich płynność jest tym niższa im bardziej niszowy jest to rynek i im większa wiedza jest niezbędna do tego aby dokonywać takich inwestycji.

Ponadto warto wiedzieć, że rynek kamieni szlachetnych jest dosyć mocno zmanipulowany przez dużych graczy.
"Brylant pozostanie brylantem tylko wtedy, gdy jego wartość nie będzie podlegać wahaniom nawet w warunkach kryzysu. Obraz brylantu jako „wiecznej wartości” tworzony przez wiele dziesięcioleci, nie może się zdewaluować. Dlatego nie możemy dopuścić do spadku cen" te słowa wypowiedziane w 2008 roku Antwerpii przez ówczesnego prezesa koncernu Alrosa (35% światowego rynku) Siergieja Wybornowa doskonale oddaje stopień zmanipulowania rynku brylantów i diamentów.
W stosunku do brylantów jestem zdecydowanie sceptyczny. O ile złoto czy srebro miało w swojej historii epizody monetarne i są powszechnie uznawane za nośnik wartości, o ile srebro i platyna mają swoje zastosowania przemysłowe, to brylanty są tylko piękne. Nie zaprzeczam, piękno tych kamieni jest urzekające, ale to wszystko. Są i owszem jakimś nośnikiem wartości, ale ich cena jest pochodną manipulacji, tylko i wyłącznie.
Wspomniałem, żeinwestując w kamienie szlachetne trzeba mieć zapewniony rynek zbytu. Doskonale rozumieją to zarówno De Beers jak i Alrosa, bo w obliczu kryzysowego spadku popytu po prostu zamknęły kopalnie. W 2008 r zakupy na rynku amerykańskim spadły o ponad połowę, wydobycie zmniejszono, ale nie ograniczyło to strat koncernów wydobywczych. jak widać na Brylantach nie zawsze i nie każdemu uda się zarobić. Skoro popyt w ciągu roku może spaść o połowę i jedynym ratunkiem dla cen jest wstrzymanie wydobycia to jaki jest potencjał tego rynku?

 

Inwestycje w whisky

Niedawno pojawiła się kolejna możliwość alternatywnego inwestowania. Tym razem chodzi o inwestycje w whisky.
Usługa oferowana przez jedną z firm private investment jest oparta na współpracy z World Whisky Index i polega na fizycznym zakupie butelek lub beczek tego trunku. Zakupiona przez inwestora whisky jest ubezpieczona do poziomu jej wartości rynkowej i przechowywana w profesjonalnym magazynie w Amsterdamie. Minimalna kwota inwestycji w whisky wynosi 25 tysięcy złotych. Rekomendowany czas inwestycji to 3-5 lat. Dzięki dostępowi do platformy World Whisky Index, inwestorzy mają możliwość zbycia części lub całości portfela w dowolnym momencie.
Kwestia ma się podobnie jak z winem. Whisky jest towarem luksusowym i służy raczej do celów konsumpcyjnych.

 

Inwestowanie w sztukę czy kolekcjonowanie sztuki?

Ciekawą dziedziną inwestycji alternatywnych, szczególnie dla tych posiadających spore zasoby wolnej gotówki jest inwestowanie w dzieła sztuki. Podstawowym zagadnieniem w tym wypadku wydaje się być odpowiedź na pytanie, czy inwestowanie w sztukę może i powinno być jednocześnie kolekcjonowaniem dzieł sztuki z pobudek estetycznych. Inaczej - czy możemy być inwestorem jeżeli posiadamy emocjonalny i estetyczny stosunek do dzieła?

Moim zdaniem emocje są złym doradcą. Owszem dzieła sztuki, także te inwestycyjne, powinny zaspokajać nasze poczucie estetyki, ale kupowanie i sprzedawanie ich pod wpływem emocji (a o te przy estetycznym kontakcie z dziełem nietrudno) jest złym pomysłem.
Cytując wypowiedź z wywiadu z Andrzejem Koźmińskim, który ukazał się kiedyś w prasie:
"Istnieje, moim zdaniem mylne, przekonanie, że dzieła sztuki są dobrą lokatą pieniędzy. (...) Jeśli ktoś kupuje dzieła sztuki jako kolekcjoner - to znaczy kupuje to, co mu serce dyktuje, przeciętny przyrost cen w dłuższym czasie nie jest wyższy od przychodów pochodzących z lokat bankowych. (...) Owszem, na tym można zarobić pieniądze, jeśli ktoś zawodowo się tym zajmuje, kupuje i sprzedaje w odpowiednich momentach albo bez reszty poświęci się temu jako prywatny inwestor."
Ja się z tą opinią bez reszty zgadzam. Zatem dla przyjemności kupujmy sobie dzieła sztuki aby zaspokoić uczucia estetyczne. A inwestycyjnie tylko wtedy jeżeli zajmujemy się tym, lub chcemy się tym zająć profesjonalnie.

 

Płynność inwestycji alternatywnych

Gwoli podsumowania należy na koniec zaznaczyć, że jednym z istotnych aspektów każdej inwestycji jest możliwość odzyskania zainwestowanego w nią kapitału. Należy zatem pamiętać, że inwestycje alternatywne cechują się zwykle niższym poziomem płynności niż tradycyjne. Ten niższy poziom płynności wynika z faktu, że albo rynki dla danych aktywów są płytkie, albo ograniczona jest liczba kupujących, albo rządzą się one specyficznymi prawami.
W przypadku dzieł sztuki można powiedzieć, że szybka sprzedaż po atrakcyjnej cenie jest raczej wykluczona. Można nasze dzieło wystawić na aukcję, ale te są organizowane w określonych terminach i im więcej jest ono warte tym mniejsza liczba potencjalnych nabywców. Ewentualna sprzedaż przez galerię, czy antykwariat także wiąże się z oczekiwaniem na nabywcę i z zapłaceniem prowizji.
Znacznie bardziej płynny jest rynek nieruchomości, ale także tu (szczególnie w czasie kryzysu) sprzedaż może trwać nawet kilka miesięcy i nie zawsze będzie możliwość uzyskania satysfakcjonującej nas ceny.
Jeżeli chodzi o walory numizmatyczne czy filatelistyczne to istnieje dosyć szeroki rynek tego typu przedmiotów. Można je sprzedawać na aukcjach internetowych lub w sklepach specjalistycznych. Aukcje są szybkie i zwykle ilość transakcji tam zawieranych gwarantuje sprzedanie naszego przedmiotu. niemniej jednak, im droższy przedmiot będziemy sprzedawać tym dłużej będzie trzeba czekać na nabywcę. Z kolei sklepy mogą nasze przedmioty brać w komis lub odkupić, jednak często ceny przez nie proponowane są mniej atrakcyjne niż na aukcjach.

Dlatego też planując dokonania inwestycji w alternatywne aktywa lub rynki należy mieć na uwadze możliwość szybkiego wycofania się z niego i upłynnienia naszych aktywów.

Tekst stanowi przeredagowaną kompilację artykułów ukazujących się na blogu w latach 2009-2011

Ten artykuł rzecz jasna nie wyczerpuje tematu. W zakres inwestycji alternatywnych można zaliczyć także dzieła sztuki, pamiątki, pocztówki, fotografie, autografy - o tych i innych typach inwestycji pisze wiele portali, polecam z tego wszystkiego lekturę pracy magisterskiej Zbigniewa Ostrowskiego "Inwestycje alternatywne jako forma dywersyfikacji portfela inwestycyjnego w dobie światowego kryzysu finansowego" tekst dostępny poniżej:


Inny ciekawy wpis, na temat inwestycji alternatywnych i tego czym one tak na prawdę są można znaleźć na blogu Michała Poła we wpisie "Czym dokładnie są inwestycje alternatywne".

piątek, 19 grudnia 2014

J.J. Murphy "Analiza techniczna" - recenzja książki

Książka pt. "Analiza techniczna" Murphy'ego jest nazywana przez niektórych "biblią" analizy technicznej. Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że jest to pozycja klasyczna w bibliotece każdego inwestora. Na mojej półce leży od roku 1995, kiedy to ukazała się w Polsce po raz pierwszy. Wtedy też czytałem ją po raz pierwszy i miałem trudności ze zrozumieniem - tak dalece nie przystawała do naszego rynku. Teraz i rynek dojrzał i ja jako inwestor dojrzałem i ponownie czytając ją byłem w stanie ją lepiej zrozumieć. Mają rację ci, którzy twierdzą, że do zrozumienia tej książki trzeba mieć trochę podstaw w zakresie analizy technicznej.

Książka omawia podstawowe techniki analizy technicznej, podstawowe wskaźniki i główne założenia teorii Dow'a czy Fibonacci'ego. Jest to w zasadzie podręcznik, do którego można i powinno się wracać.

Niestety ta pozycja ma też wady - główną jest to, że nieco nie przystaje do naszych realiów jakie mamy na GPW. Dużo przykładów jest opartych o rynki surowcowe i towarowe, podczas gdy polska giełda to przede wszystkim akcje. Stąd też czasem niektóre fragmenty dotyczące spekulacji na pochodnych na surowce nie mają u nas zastosowania.

Druga wada to "starość" - ja mam egzemplarz z 1995 roku w którym przykłady opierały się o lata osiemdziesiąte, a technika omawiana (metody kreślenia wykresów, oprogramowanie) była archaiczna. Z tego co wiem istnieją nowsze wydania tej książki, ale nie wiem jakie tam są przykłady i czy zostało to zaktualizowane.


Mimo tych wad polecę tę czy też nowe wydania tej książki do przeczytania wszystkim interesującym się analizą techniczną.

Tytuł:"Analiza techniczna"
Autor:J.J. Murphy
Rok wydania: 1995
Wydawca:WIG PRESS
ISBN:83-903296-0-3

czwartek, 18 grudnia 2014

Ujemne stopy procentowe w Szwajcarii

Wykres ze strony snb.ch
Centralny Bank Szwajcarski postanowił wprowadzić ujemne stopy procentowe. Stopa oprocentowania środków ma wynosić -0,25% dla depozytów powyżej 10 milionów CHF, a cel dla stawki LIBOR 3m ma wynosić od -0,75% do 0,25%.

W komunikacie potwierdzono dążenie do utrzymania parytetu franka 1,2 za euro. (Żródło)

Mnie natomiast zastanawia jedno - jak sobie z tym poradzą nasze banki, które udzielały kredytów w walucie. W umowach kredytowych zazwyczaj były zapisy, że oprocentowanie kredytu opiera się na stawce LIBOR + marża banku. W sytuacji ujemnego LIBOR oprocentowanie powinno jeszcze bardziej spaść bo powinno pomniejszać marżę banku. Pożyjemy - zobaczymy.

wtorek, 16 grudnia 2014

Dlaczego tanieje benzyna?

Spadające ceny na stacjach paliw każdego z nas cieszą. Jeszcze nie tak dawno tankowaliśmy benzynę czy diesla po cenie ponad 5zł, a teraz na niektórych stacjach spadła ona już poniżej 4,40zł za litr. Wielu pewnie zastanawia się dlaczego tak się dzieje. Mam na ten temat swoją własną teorię, która postanowiłem się podzielić. 

Wydaje mi się, że nakładają się tutaj dwie płaszczyzny: biznesowa i polityczna.

W płaszczyźnie biznesowej mamy do czynienia ze znaczącym wzrostem wydobycia ropy i gazu łupkowego w USA. Ten wzrost wydobycia doprowadził do spadku cen w samych Stanach, ale dotychczas nie przekładał się na ceny na rynkach światowych. Jednak lobby producentów ropy w USA zaczeło naciskać na umożliwienie eksportu tej ropy aby powstrzymać spadek cen w kraju i ulokować za granicą część rosnącej podaży. Zakaz eksportu ropy wprowadzono w 1975 roku, w w związku z kryzysem naftowym wywołanym przez nałożone przez OPEC embargo na sprzedaż ropy Stany Zjednoczonym. Przez wiele lat USA były w coraz większym stopniu uzależnione od importu ropy i próbowały w ten sposób zatrzymać wydobywany w kraju surowiec. "Rewolucja łupkowa" zmieniła wiele - przynajmniej na krótką metę.

Informacje o możliwym zniesieniu zakazu eksportu mają wpływ na rynek międzynarodowy bo gdyby USA zniosły zakaz eksportu to cena ropy mogłaby spaść jeszcze bardziej.

W płaszczyźnie politycznej zaś na pewno Biały Dom dawkuje informacje o możliwym zniesieniu zakazu eksportu po to aby zbić ceny na świecie i zaszkodzić Rosji, której gospodarka jest skrajnie uzależniona od eksportu ropy i gazu. Wywołanie spekulacji na spadek cen ropy leży w politycznym interesie USA po to aby osłabić Rosję w jej działaniach dążących do odbudowania pozycji w byłym dominium ZSRR. Cena ropy to jest rodzaj broni ekonomicznej - pamiętajmy, że żyjemy w czasach globalnych wojen ekonomicznych, w których każda strona gra we własną grę.

No właśnie, bo w tej grze - zarówno na płaszczyźnie biznesowej, jak i politycznej jest jeszcze jeden gracz - OPEC, a w zasadzie Arabia Saudyjska, która zajmowała dotychczas pierwsze miejsce w wydobyciu ropy (wyprzedziły ją niedawno USA).

OPEC nie podjął na ostatnim spotkaniu żadnych działań, które mogłyby przełożyć się na zwiększenie ceny ropy. "- To wspaniała decyzja - powiedział uśmiechnięty saudyjski minister ds. ropy Ali an-Naimi, wychodząc po trwających pięć godzin obradach kartelu." (źródło) W co gra Arabia Saudyjska?

Na płaszczyźnie biznesowej zapewne gra na wyniszczenie konkurencji. Koszty wydobycia ropy z tradycyjnych złóż, które dominują w Arabii Saudyjskiej to zaledwie kilkanaście dolarów za baryłkę! Arabowie mogą więc pozwolić sobie na krótkoterminowe obniżenie ceny po to aby wykończyć ekonomicznie konkurentów z USA i Rosji, którzy mają znacznie wyższe koszty wydobycia. Wydobycie ropy łupkowej w USA jest bardzo kosztowne, a instalacje w Rosji kapitałochłonne i wymagające nakładów na modernizację aby podtrzymać poziom wydobycia. Arabowie mogą grać na wykończenie słabszych konkurentów i ich przejęcie. Jednocześnie na płaszczyźnie politycznej uśmiechają się do USA, któremu to zależy na wykończeniu gospodarki rosyjskiej.

Niskie ceny ropy do także gorzej dla gospodarki Iranu, z którym zarówno USA jak i Arabia Saudyjska mają na pieńku. Tutaj interesy obu graczy są zgodne. 

W tej grze jeszcze jednym graczem przy stoliku są Chiny, którym niskie ceny ropy są bardzo na rękę. Z jednej strony osłabiona pozycja negocjacyjna Rosji pozwoli im dzięki temu dyktować warunki w negocjacjach dotyczących budowy gazociągów z Syberii do Chin. Z drugiej strony osłabienie ekonomiczne producentów ropy pozwoli na ich przejęcie i zabezpieczenie w przyszłości interesów Chin poprzez udziały w złożach. Chiny są jednym z najszybciej zwiększających swoją konsumpcję ropy krajów świata i niewątpliwie z uwagą przyglądają się globalnej rozgrywce. Należy pamiętać, że dysponują one olbrzymim kapitałem zgromadzonym w rezerwach walutowych i prędzej czy później mogą wyruszyć na zakupy.

To taka moja naiwna teoria.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

SKOK Wołomin zawieszony, stracił płynność finansową - co z lokatami? (Aktualizacja 18.12.2014)

Uwaga - najnowsze informacje z 18.12.2014 są na końcu wpisu.

Klienci SKOK Wołomin nie mają lekkiego życia. Afera wokół SKOKu Wołomin narasta i napotykają ich coraz większe problemy. Dziś Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła działalność SKOKu Wołomin z powodu utraty płynności finansowej. 
"SKOK Wołomin według stanu na dzień 10 grudnia 2014 r. utracił płynność finansową, po uprzednim wykorzystaniu własnych środków płynnych, w tym wszystkich złożonych w Krajowej Spółdzielczej Kasie Oszczędnościowo – Kredytowej (dalej „Kasa Krajowa”) w wysokości 300,9 mln zł."
Jednym słowem w kasie SKOKu nie ma ani złotówki płynnych środków. 

Do jutra KNF czeka na informację z Kasy Krajowej SKOK czy udzieli ona wsparcia dla SKOKu Wołomin. Można mieć uzasadnione wątpliwości czy tak się stanie ponieważ (cytuję): "Do czasu zawieszenia działalności SKOK Wołomin, Kasa Krajowa odmawiała SKOK Wołomin, reprezentowanemu przez zarządcę komisarycznego, udzielenia jakiegokolwiek wsparcia finansowego, w tym kredytu płynnościowego."

Jeżeli do jutra Kasa Krajowa nie zdecyduje się na pomoc to KNF złoży wniosek o ogłoszenie upadłości. Do czasu rozstrzygnięcia tych procedur deponenci posiadający swoje środki w SKOKU Wołomin nie będą mieli dostępu do nich. Wniosek o upadłość został złożony w piątek -szczegóły na końcu wpisu.

Co dalej?

Cóż, jeżeli zostanie złożony wniosek o upadłość, to nawet byłoby pewnie dla klientów lepiej. Zgodnie z przepisami w ciągu 20 dni od złożenia wniosku o upadłość Bankowy Fundusz Gwarancyjny jest zobowiązany rozpocząć zwracanie środków do wysokości 100 tysięcy euro. Zazwyczaj odbywa się to tak, że jakiś duży bank (w poprzednich przypadkach były to PKO i Pekao) otrzymuje od BFG zlecenie obsłużenia takich klientów, którzy muszą udać się do placówki tego banku z dowodem osobistym i złożyć wniosek o wypłatę środków gwarantowanych. Szczegóły dotyczące wypłat na końcu wpisu.


Upadek SKOKU Wołomin będzie niewątpliwie mocnym szarpnięciem finansowym dla BFG bo SKOK ten zgromadził aż 2,7 mld depozytów. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał raport BFG za 2014 rok po tych wszystkich wypłatach klientom SKOKów.

Więcej na temat systemu gwarantowania depozytów przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny przeczytasz tutaj.


AKTUALIZACJA 15.12.2014
W dniu 12 grudnia 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego wystąpiła z wnioskiem do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie o ogłoszenie upadłości Kasy SKOK Wołomin.  Bankowy Fundusz Gwarancyjny rozpoczął działania związane z przygotowaniem i przeprowadzeniem wypłat środków gwarantowanych deponentom Kasy. Środki gwarantowane wypłacane będą w złotych, bez względu na walutę, w jakiej nominowane były depozyty, do równowartości w złotych 100.000 euro, tj. 418.050,00 zł. Informacje o podmiocie, za pośrednictwem którego będą realizowane wypłaty środków gwarantowanych, terminach i miejscach ich dokonywania, Zarząd Funduszu poda do publicznej wiadomości. 
  • W celu odebrania środków gwarantowanych deponenci nie muszą podejmować żadnych czynności oprócz stawienia się z dokumentem tożsamości w placówce wypłacającej (zostanie podane co to za bank).
  • Deponenci nie muszą zgłaszać swoich wierzytelności ani Bankowemu Funduszowi Gwarancyjnemu, ani Zarządcy Komisarycznemu Kasy. Informacje o należnościach deponentów, wynikające z ksiąg rachunkowych Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie będą przekazane Funduszowi przez Zarządcę Komisarycznego Kasy.
  • Wierzytelności przekraczające wartość środków gwarantowanych mogą być dochodzone od Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie (w postępowaniu cywilnym). W przypadku ogłoszenia jej upadłości wierzytelności te powinny zostać zgłoszone sędziemu-komisarzowi w terminie wskazanym w postanowieniu sądu o ogłoszeniu upadłości.
 Źródło i dalsze szczegółowe informacje na stronie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego


AKTUALIZACJA 18.12.2014
Zgodnie z komunikatem  BFG wypłaty środków gwarantowanych deponentom Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie dokonywane będą za pośrednictwem Powszechnej Kasy Oszczędności Banku Polskiego S.A. (dalej: PKO Bank Polski) w okresie od 19 grudnia 2014 r. do 28 lutego 2015 r. na podstawie listy wypłat przekazanej przez Fundusz. Obsługa wypłat środków gwarantowanych odbywać się będzie we wskazanych na stronie www.pkobp.pl oddziałach Banku, z wyłączeniem agencji. Lista tych oddziałów stanowi załącznik do uchwały nr 105/DGD/2014. W przypadku zamiaru dokonania wypłaty kwoty przekraczającej 25 tys. zł w formie gotówki, konieczne jest poinformowanie o takim zamiarze wybranego oddziału Banku z wyprzedzeniem 2 dni roboczych (osobiście lub telefonicznie).
Po zakończeniu wypłat przez PKO Bank Polski środki gwarantowane będą wypłacane bezpośrednio przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny w okresie 5 lat od dnia spełnienia warunku gwarancji wobec Kasy, tj. do czasu przedawnienia roszczeń z tego tytułu.

środa, 10 grudnia 2014

Jakie obligacje można kupować na IKE? A co z IKZE?

Rachunki IKE i IKZE służące do oszczędzania na emeryturę mają niestety ograniczoną popularność. Szczególnie IKE wydaje się obecnie mniej atrakcyjne niż IKZE ze względu na trochę mniejsze zachęty podatkowe. Jeżeli jednak zdecydujemy się na oszczędzanie na emeryturę w tej właśnie formie to jednym ze sposobów lokowania pieniędzy jest zakup obligacji.

Jeżeli chodzi o konto IKE mamy dwie opcje do wyboru:
  1. możemy założyć konto IKE w biurze maklerskim - wtedy będziemy mieli możliwość kupowania obligacji skarbowych notowanych na giełdzie i obligacji korporacyjnych (o ryzyku inwestowania w dług korporacyjny pisałem tutaj);
  2. możemy założyć konto IKE-obligacje w PKO BP i wtedy mamy możliwość kupowania wyłącznie oszczędnościowych obligacji skarbowych oferowanych na rynku pierwotnym, które nie będą notowane na giełdzie.
Na chwilę chciałem się skupić jeszcze na opcji numer dwa. To, że obligacje te nie będą notowane na GPW nie znaczy oczywiście, że nie będziemy mogli ich wcześniej sprzedać i zamknąć rachunku - obligacje te można będzie bowiem przedstawić do wcześniejszego wykupu na warunkach określonych w liście emisyjnym każdej serii. Jednak zwróćmy uwagę, że sama natura oszczędzania na emeryturę raczej zakłada, że będziemy prawdopodobnie trzymali zakupione obligacje do wykupu.


W ramach konta IKE-obligacje możemy kupić następujące rodzaje obligacji:
  • obligacje dwuletnie - DOS - są obligacjami o stałym oprocentowaniu, z roczną kapitalizacją odsetek,
  • obligacje trzyletnie - TOZ - są obligacjami o zmiennym oprocentowaniu aktualizowanym co sześć miesięcy, które jest wyliczane jako iloczyn wskaźnika WIBOR 6M, czyli oprocentowania sześciomiesięcznych pożyczek na rynku międzybankowym i mnożnika,
  • obligacje czteroletnie - COI - są obligacjami o zmiennym oprocentowaniu uzależnionym od poziomu inflacji, które opiera się na poziomie inflacji w danym roku oraz marży odsetkowej, co jest gwarancją zwrotu wyższego od inflacji, mają cztery okresy odsetkowe, odsetki wypłacane są po każdym pełnym roku oszczędzania,
  • obligacje dzięsięcioletnie - EDO - są obligacjami o zmiennym oprocentowaniu, z roczną kapitalizacją odsetek, w pierwszym, rocznym okresie odsetkowym oprocentowanie jest określone w liście emisyjnym, a w kolejnych latach - naliczane jest od wartości powiększonej o odsetki naliczone po zakończeniu poprzedniego okresu odsetkowego, w kolejnych latach zmienne oprocentowanie jest uzależnione od wskaźnika inflacji i stanowi w danym roku sumę stopy inflacji za poprzednie 12 miesięcy oraz marży odsetkowej.
Jeszcze do niedawna była możliwość zakupu tylko obligacji EDO (z resztą nazywają się one Emerytalne Dziesięcioletnie Oszczędnościowe), od niedawna można kupować także obligacje o krótszym terminie w zależności od tego co jest aktualnie korzystniejsze (konieczne staje się podejmowanie decyzji i dokonywanie wyborów, czego wcześniej nie było).



A co z kontem IKZE? Niestety tutaj sprawa wygląda dużo mniej ciekawie - nie ma po prostu konta IKZE-obligacje działającego analogicznie jak IKE-obligacje. Nie wiem dlaczego tak jest, ale w przypadku IKZE jesteśmy ograniczeniu wyłącznie do opcji z kontem w biurze maklerskim i zakupem obligacji na rynku giełdowym.

wtorek, 9 grudnia 2014

blogi.przeglad-finansowy.pl

Od niedawna na blogu w podstronie http://blogi.przeglad-finansowy.pl jest dostępny katalog/agregator blogów o tematyce finansowej. Zbiera on w jednym miejscu najnowsze wpisy z kilkudziesięciu blogów. Będę go uzupełniał o nowe ciekawe pozycje. Zapraszam do korzystania.

piątek, 5 grudnia 2014

Czy opłaca się trzymac pieniądze w bankach? Trochę o gotówce i o tym jaki pomysł mają Włosi.


W poprzednim poście wspominałem o tym, że temat posiadania gotówki jest nadal aktualny. Tak jest w istocie, tym bardziej, że coraz częściej realne stopy procentowe są ujemne i przestaje się opłacać trzymać pieniądze w banku. 

Przy obecnym oprocentowaniu kont oszczędnościowych saldo, które należałoby utrzymywać aby pokryć opłaty staje się niejednokrotnie całkiem wysokie. Przykładowo w PKO BP za prowadzenie konta oszczędnościowego pobierana jest opłata 1zł. Podobnie jest w Citi Handlowy (opłata  30 zł  naliczana w  kiedy klient nie korzysta aktywnie z konta osobistego lub karty) i Toyota Bank Polska (30 zł za prowadzenie tylko za te miesiące, w których dokonano wypłaty z konta). 

Ale nawet w PKO BP, które pobiera najniższa opłatę, aby pieniądze zgromadzone na tym koncie miały jakikolwiek sens (przy oprocentowaniu uwaga!!! 1% (jeden procent) ROCZNIE przy kwocie do 10 tysięcy i ma jeszcze spaść) trzeba by trzymać tam około 1500zł, a i tak wtedy te pieniądze nie zarabiają na nic więcej poza prowizją.

Wniosek jest taki, że coraz większa jest pokusa aby nie trzymać gotówki w banku tylko z niej korzystać, albo przynajmniej trzymać w przysłowiowej "skarpecie". Oczywiście rządy i bankierzy będą nas to tego zniechęcać. Ci pierwsi dlatego, że na każdej transakcji bezgotówkowej zarabiają prowizję. Ci drudzy dlatego, że gotówkę trudniej kontrolować, jak również trudniej egzekwować podatki przy obrocie gotówkowym. 

Stąd też pojawiają się próby ograniczenia użycia gotówki. Przykładowo we Włoszech nie będzie można wkrótce płacić gotówką za transakcje ponad 30 Euro. Przeciętni ludzie będą oczywiście między młotem a kowadłem okradani z jednej strony przez banki opłatami a z drugiej dojeni przez państwo podatkami. Ciekaw też jestem jak z tym ograniczeniem (bzdurnym moim zdaniem) poradzą sobie turyści. Z doświadczenia wiem, że jednak na wyjeździe zagranicznym dobrze mieć gotówkę i czasem opłaca się jej używać. Pomysłowi Włosi pewnie znajdą na to sposób.

Popłynęliśmy trochę od PKO do Włoch, ale wspólny temat pozostaje otwarty - gra o pieniądz - wszyscy w nią gramy.

czwartek, 4 grudnia 2014

Wpisy sprzed lat - grudzień: fundusz bezpieczeństwa, kupwanie złota, ile trzeba mieć gotówki i o rachunku IKZE

Jak co miesiąc proponuję sięgnięcie do nadal aktualnych wpisów umieszczonych przeze mnie na blogu w grudniu lat ubiegłych:

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Jakie lokaty na grudzień 2014?

Postanowiłem zrobić małe porównanie i zestawienie lokat, które moim zdaniem stanowią najciekawszą ofertę depozytów bankowych w bieżącym miesiącu.

Tym razem postanowiłem podzielić je na dwie grupy - lokaty "bez haczyków" i "z haczykami". Jeśli ktoś czytuje mojego bloga, to pewnie wie, że zdecydowanie bardziej jestem za lokatami "bez haczyków" czyli takimi, dla których nie potrzeba zakładać konta czy kupować dodatkowych produktów. Niestety takich lokat jest coraz mniej, a szkoda, bo w pewnym momencie człowiek wykorzysta już wszystkie dostępne promocje i przestaje mu się chcieć i opłacać biegać z banku do banku dla kilku złotych różnicy. tym bardziej, że banki coraz bardziej zaczynają przykręcać śrubę i każą sobie płacić za konta, które niegdyś były darmowe.

Na pierwszy rzut zatem lokaty "bez haczyków":
  • Na trzy miesiące mamy lokatę w BIZ Banku (Lokata Spinająca) na 3,5%,
  • Także na trzy miesiące Getin Bank proponuje (w ramach Getin Online - Lokata Party) 3,1%,
  • Na dłuższy okres 6 miesięcy także mamy lokatę w BIZ Banku - tym razem na 3,4%,
  • Ewentualnie też na 6 miesięcy Getin Bank proponuje (w ramach Getin Online - Lokata jak Marzenie) 3,2%,
  •  Lokaty roczne okupują tez te same banki ale BIZ Bank proponuje oprocentowanie zmienne na lokacie Lokata BIZ WIBOR Plus (WIBOR6m+0,8%) na tę chwilę dając 3,52% (zmienne co 3 miesiące),
  • Getin online na 12 miesięcy proponuje Lokatę Wznoszącą ze stałym oprocentowaniem 3,3%.
A jeśli chodzi o lokaty "z haczykami"?
  • Na trzy miesiące - Idea Bank proponuje Lokatę Happy na 5% - tylko dla nowych klientów
  • Credit Agricole, też na trzy miesiące proponuje 4,1% dla nowych środków pod warunkiem posiadania konta,
  • Smart Bank dla nowych klientów proponuje Smart Lokatę na 4,1% na trzy miesiące - można je założyć tylko raz,
  • Na sześć miesięcy mamy ofertę BOŚ - EkoLokata Zielona na 3,2% dla nowych środków (nie powala, nieprawdaż?),
  • Ewentualnie też na 6 miesięcy lokatę dla nowych środków w mBanku na 2,65% (tym bardziej nie powala - po co te haczyki skoro na rynku są lepsze oferty baz "haków"?),
  • Na rok BZWBK proponuje Lokatę Mobilną na 3,5% tylko dla nowych użytkowników aplikacji mobilnej i pod warunkiem posiadania konta,
  • W końcu jak ktoś ma ponad 100 tyś złotych może iść do Lions Banku i założyć Lokatę Welcome na 4% na trzy miesiące - dostępną tylko dla nowych klientów bankowości internetowej.

Szału nie ma. Może się okazać, że warto zamiast na lokatę założyć konto oszczędnościowe (np Smart Procent w dawnym FM Banku na 4% do 50 tyś PLN) i tam trzymać kasę.


niedziela, 30 listopada 2014

Szwajcarskie NIE w dzisiejszym referendum

Według najnowszych sondaży w szwajcarskim referendum "Save our gold" większość uczestników zagłosowała przeciw (źródło). O przedmiocie referendum pisałem w poprzednim poście, w dużym skrócie przedmiotem referendum były kwestie:
  1. Zakaz sprzedaży złota przez SNB,
  2. Nakaz przechowywania rezerw złota w Szwajcarii,
  3. Nakaz utrzymywania przynajmniej 20% rezerw walutowych w złocie.

środa, 26 listopada 2014

O co chodzi z referendum w Szwajcarii w sprawie złota?

Za kilka dni, trzydziestego listopada, Szwajcarzy zagłosują w referendum "w sprawie złota". Trochę mówi się na ten temat także i w Polsce, strasząc że zachwieje to kursem walutowym i frank skoczy do góry. Zastanówmy się zatem o co w tym referendum chodzi i jakie ma ono praktyczne znaczenie i czy będzie miało realny wpływ na cokolwiek.

Najpierw tło.

Tłem jest fakt, że frank szwajcarski był do 1997 roku ostatnią walutą wymienialną na złoto. W tymże roku pod naciskiem IMF Szwajcarzy przyjęli uchwałę znoszącą powiązania franka ze złotem, a w 2000 roku potwierdzili tę zmianę modyfikując konstytucję. W 1999 roku rezerwy złota Szwajcarii wynosiły 2590 ton, a w cztery lata później 1550 ton mniej. Ostatni raport wskazuje, że SNB posiada w rezerwach około 1040 ton złota.

W międzyczasie ruszyły maszyny drukarskie i podaż franka na rynek. Aby dotrzymać kroku osłabiającym swoje waluty UE i USA, po kryzysie 2008 roku, kiedy to do Szwajcarii napływała powódź obcej waluty, SNB ogłosił w 2012 roku, że będzie drukował tyle ile trzeba aby utrzymać kurs franka poniżej 1,2 do Euro.

W tym kontekście pojawiła się inicjatywa "Save our gold" z projektem referendum.

Przedmiotem referendum będą trzy zagadnienia:
  1. Zakaz sprzedaży złota przez SNB,
  2. Nakaz przechowywania rezerw złota w Szwajcarii,
  3. Nakaz utrzymywania przynajmniej 20% rezerw walutowych w złocie.
Zauważcie, że nie ma mowy, jak niektórzy to błędnie opisują, o jakiejkolwiek wymienialności franka na złoto. Mowa jest tylko o sposobie lokowania rezerw, które teraz są przechowywane w różnych papierowych aktywach.

Jakie implikacje będą miały poszczególne zagadnienia?

Zacznijmy od punktu 2. Nakaz przechowywania rezerw złota w Szwajcarii spowoduje konieczność sprowadzenia do kraju złota przechowywanego w skarbcach za granicą. Problematyczne od strony politycznej (vide - perypetie Bundesbanku z repatriacją złota), ale nie niewykonalne (vide, repatriacja złota do Holandii). Na kurs walutowy wpływu to nie będzie miało żadnego. Spowoduje to raczej, że SNB będzie miał mniejsze możliwości uelastyczniania swoich działań dysponując złotem tylko u siebie w skarbcu. Nie stoi jednak nic na przeszkodzie, aby to złoto leasingować i obracać papierowym derywatem opartym na tak wyleasowanym złocie.

Punkt 3 - nakaz utrzymywania przynajmniej 20% rezerw walutowych w złocie spowoduje, że drukując franki aby osłabić walutę, SNB będzie musiał część wydrukowanych franków przeznaczyć na zakup złota. Zyska na tym zatem przede wszystkim złoto, nie zaś euro czy sam frank. Problem jedynie w tym, że Szwajcaria musiałaby dokupić jeszcze około 1500 ton złota, miałaby jednak na to ładnych parę lat. Jak pokazuje przykład zwiększających swoje rezerwy Rosji i Chin, jest to wykonalne bez dewastacji rynku.

Punkt 1 - zakaz sprzedaży złota, jest problematyczny. Bo związanie SNB opcją jedynie zakupu złota bez możliwości jego sprzedaży, rzeczywiście będzie wiązało bankowi ręce. Oczywiście nic nie stanie na przeszkodzie przed wypożyczaniem złota na procent (leasing) czy kreowaniem opartego o złoto papieru co pewnie będzie miało miejsce.

Szwajcarski Bank Narodowy jest przeciwny referendum bo twierdzi, że "związałoby mu ręce". Faktycznie tak by było, pewne operacje miałby utrudnione. Nie wydaje mi się, jednak aby ewentualny pozytywny wynik referendum miał jakiś znaczący wpływ na kurs waluty w średnim okresie. Są owszem spekulacje,że frank się może umocnić, ale jak wcześniej pisałem, SNB nadal będzie mógł franki drukować. Na pewno zyska złoto bo pojawi się przymusowy popyt. W krótkim terminie owszem może być psychologiczne wahnięcie, a w długim terminie? Cóż, w razie wygrania referendum trzeba będzie przygotować odpowiednie ustawy (rząd ma na to 3 lata), a SNB będzie miał na ich realizację kolejne pięć lat.  Poza tym implementacja wyników referendum w przepisach może się odbywać na różne sposoby, więc ... wiele się może więc zdarzyć, i zmienić, w międzyczasie.

Na razie szanse przesuwają się na stronę przeciwników...

wtorek, 25 listopada 2014

Grudniowa 14 - nowa Obligacja Skarbu Państwa

W ubiegłym roku w listopadzie Ministerstwo Finansów wypuściło nową emisję Obligacji Detalicznych "Listopadowa 13", która okazała się hitem zakupów (bo jeśli chodzi o oprocentowanie to wcale hitem nie była). Obligacje te zapadają w grudniu tego roku i wygląda na to, że Ministerstwo postanowiło zatroszczyć się o przygarnięcie ulokowanych w nich pieniędzy. 

Wystartowała zatem nowa emisja obligacji pod nazwą "Grudniowa 14-stka" - którą będzie się oznaczało kodem KOS0216. Konstrukcja jest taka, że oprocentowanie jest progresywnie coraz większe w kolejnych miesiącach - po czternastu miesiącach rentowność wyniesie więc 2,14% w skali roku. W przypadku zamiany na "Grudniową czternastkę" z obligacji innych emisji, które zapadają w grudniu czyli: KOS1214 (czyli na przykład obligacji z "Listopadowej 13-stki"), DOS1214, COI1214, EDO1214, będzie dostępna poprzez zamianę i w takim przypadku cena nabycia wyniesie 99,90 zł, co pozwoli uzyskać rentowność 2,23% w skali roku. Niespecjalnie wiele...

Czy to się opłaca? Cóż, niespecjalnie właśnie.
Banki dają na lokatach około 3%, przykładowo "Lokata Wznosząca" w Getin Online na 12 miesięcy daje 3,3% bez haczyków, wymogu posiadania konta, nowych środków, etc. Z kolei "Lokata Internetowa" w Meritum płaci 3,1% na 12 miesięcy też bez specjalnych warunków.

Według mnie obligacje się w tym kontekście nie opłacają, chyba że chcemy w nie zainwestować środki,których nie gwarantowałby nam BFG (>100 tyś EUR), ale przy takich pieniądzach też wydaje mi się, że jest parę możliwości lokowania na lepszych warunkach i w miarę bezpiecznie.

PS. Update z 01.12.2014 - warto zobaczyć jakie lokaty mamy do dyspozycji w grudniu 2014 bo może się okazać, że będą tam korzystniejsze warunki.

sobota, 22 listopada 2014

Jak wybrać kantor internetowy

Osoby spłacające kredyty zaciągnięte w walucie, czy też po prostu chcące kupić walutę np. na wakacje, coraz częściej korzystają z usług kantorów internetowych. Jest ich dostępnych na rynku mnóstwo i dla kogoś kto chciałby skorzystać z ich oferty problemem może być samo podjęcie decyzji z usług którego skorzystać. Poniżej chciałbym przedstawić krótki przewodnik, który może pomóc ci dokonać wyboru.

Na początek - jakie mamy rodzaje "e-kantorów"

Sposobów wymiany walut w internecie jest kilka - warto wiedzieć jak działają różne podmioty, bo w zależności od celu możemy chcieć skorzystać z takiej czy innej opcji.

Mamy zatem model biznesowy, który nazywam "tradycyjny kantor przeniesiony do internetu" - polega to na tym, że jako dodatek do fizycznej placówki czy też sieci fizycznych kantorów, możemy wymienić też w tej samej "firmie" walutę przez internet.

Drugi model to "grupowa platforma zakupów waluty" - który polega na tym, że firma zbiera zlecenia zakupu walut od wielu klientów, którzy zarejestrowali się na jej portalu i później realizuje je na rynku walutowym. Dzięki temu udaje się obniżyć koszty bo zamiast wielu drobnych zleceń w systemie bankowym widnieje jedno duże, które czasem pozwala nawet negocjować cenę. Ten model może mieć zastosowanie dla kupujących walutę na potrzeby spłaty kredytów.

Trzeci model to "platforma wymiany między użytkownikami" - polega to na tym, że na takim portalu możemy składać zlecenia sprzedaży lub zakupu. Kiedy ktoś inny zobaczy nasze zlecenie i chciałby złożyć zlecenie przeciwstawne to dochodzi do transakcji. Taka giełda walutowa. Pozwala to kojarzyć sprzedających z kupującymi.

Przykłady każdego rodzaju podmiotów można znaleźć na liście kantorów internetowych dostępnej tutaj na blogu.

Jak odbywa się wymiana walut w kantorze online?

Zasadniczo w każdym z tych trzech opisanych powyżej modeli wymiana waluty odbywa się podobnie. Najpierw musimy zarejestrować się na stronie internetowej podając swoje dane osobowe i zawierając umowę. Później definiujemy rachunki bankowe z których będziemy wpłacać i na które będziemy wypłacać. Zwykle potwierdzenie dyspozycji odbywa się za pomocą kodów SMS.

Kiedy chcemy wymienić walutę musimy najpierw przelać środki na rachunek "kantoru", następnie składamy zlecenie kupna/sprzedaży i w zależności od tego w jakim modelu funkcjonuje nasza platforma czekamy krócej lub dłużej na jego realizację. Jak już zlecenie się wykona, to przelewamy nasze wymienione środki na inne konto np. walutowe w naszym banku. Koniec.

Przez ten czas kiedy nasze środki znajdują się na rachunkach w kantorze internetowym to podlegają one ryzyku, związanemu np. z upadłością kantoru. Warto pod tym kątem przeczytać regulamin czy nie ma tam jakiś zapisów z tym związanych.

Pamiętajmy, że kantory, czy platformy wymiany walut to nie banki (chyba, że zdarza się im być częścią banku, ale to wyjątki) - czasem działają na prawie polskim, czasem na zagranicznym, czasem w oparciu o zwykłą licencję kantorową, czasem w oparciu o inne przepisy. Nie obejmuje ich Bankowy Fundusz Gwarancyjny (z wyjątkiem kantorów będących częścią banku), zatem nasze pieniądze podlegają w nich większemu ryzyku.

Generalna zasada, której ja się trzymam jest taka, aby środki w kantorze trzymać jak najkrócej i natychmiast po zrealizowaniu zlecenia przelać je do banku.

Wyjątkiem od tej zasady może być kantor Alior Banku, czy też sytuacja kiedy chcemy korzystać z karty bankomatowej wydanej przez kantor - wtedy jednak warto byłoby przeanalizować zapisy umowy i ustalić gdzie w tym czasie są nasze pieniądze i czy są w jakiś sposób gwarantowane.

Do czego potrzebny - spłata rat czy wyjazd za granicę?

To do czego potrzebujemy wymienić pieniądze, może determinować to z jakiej platformy wymiany skorzystamy. Czy zależy nam na czasie, czy na kursie walutowym, a może będziemy wymieniać regularnie? A może są to duże kwoty i wolelibyśmy aby kantor był prowadzony przez bank (też takie są) a nie jako samodzielna firma? Odpowiedzmy sobie na takie pytania i po analizie ofert podejmijmy decyzję.

Generalnie dla spłacających kredyty może mieć większy sens korzystanie z platform wspólnego zakupu waluty. Osoby, które mają środki walutowe, które chciałyby sprzedać i wymienić na złotówki mogą zainteresować się platformami wymiany między użytkownikami bo tam prawdopodobnie dostaną dobry kurs. Jeśli ktoś chce jechać na wakacje to może rozważyć kantor, który daje kartę walutową do bankomatu.

W jakim banku są rachunki?

To z jakiego kantoru skorzystamy zależy też od tego jakie banki on obsługuje.  Chodzi o to, czy kantor ma rachunki w tym samym banku, w którym my. 

Co nam to daje? Na pewno większą szybkość bo przelew między naszym rachunkiem, a rachunkiem kantoru będzie błyskawiczny i zazwyczaj będziemy mogli składać zlecenie lub cieszyć się pieniędzmi w ciągu kilkunastu minut lub kilku godzin. Jeżeli rachunki byłyby w różnych bankach to przelew może iść nawet trzy dni.

Do tego dochodzą koszty - przelewy między rachunkami w tym samym banku są zwykle bezpłatne - sprawdźmy to w tabeli opłat i prowizji zarówno w naszym banku, jak i w tym kantorze, z którego usług chcemy skorzystać.

Czy będziemy potrzebowali gotówki?

Powinniśmy sobie odpowiedzieć na to pytanie ponieważ niektóre kantory (np. Alior Banku czy Cinkciarz) dają możliwość wyrobienia sobie karty bankomatowej do rachunku w kantorze. Są też takie, które dają możliwość fizycznego odebrania gotówki (na pewno ten Aliorowy i platforma e-kantorpolski.pl). Są też takie, które przyślą nam gotówkę kurierem do domu albo umożliwiają odbiór wymienionej sumy w kantorze w placówce (np. e-kantorwalutowy.pl).

A może karta walutowa?

No właśnie - jeśli chcemy korzystać z waluty za granicą, to warto się zastanowić nad kartą walutową do bankomatu i płatności. Może nam to obniżyć koszty, które ponieślibyśmy na wypłatach gotówki z bankomatów posługując się polską karta. Są kantory, które mają taki element swojej oferty.

Automatyzacja?

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, który mogą brać pod uwagę spłacający kredyty walutowe. Niektóre platformy dają możliwość definiowania automatycznych zleceń, które możemy ustawić tak aby przypadały wtedy kiedy przypada płatność naszych rat. Nie korzystałem z tego nigdy, sam wolę kontrolować to co spłacam i pilnować czy spłata raty się pobrała, ale może to być przydatne. Nie wiem - jest taka możliwość, może warto się zastanowić czy chcemy z niej korzystać.

Kursy walutowe i spread.

Na koniec warto przeanalizować które kantory dają najlepsze kursy i maja najniższy spread. Dlaczego na końcu a nie na początku? Bo wbrew pozorom różnice są obecnie niewielkie. Znacznie większą wartość dodaną daje nam obsługa rachunku w tym samym banku niż jeden grosz różnicy na spreadzie (chyba, że mówimy o na prawdę dużych kwotach. W tym calu warto skorzystać z porównywarki kantorównp. kurencja.com albo strefawalut.pl

Mam nadzieję, że powyższe wskazówki pomogą wam wybrać e-kantor dla siebie. Listę wszystkich znanych mi kantorów internetowych umieściłem na blogu pod adresem: http://kantory.przeglad-finansowy.pl/ zapraszam do korzystania.

czwartek, 20 listopada 2014

Od afery taśmowej do druku pieniędzy?

Specjalnie dałem kontrowersyjny tytuł, żeby więcej klikać. Bo prawda jest taka, że NBP nie potrzebuje specjalnych narzędzi o które "wnioskował w ramach afery taśmowej" aby drukować pieniądze. Produkcja złotówek z powietrza jest jak najbardziej legalna (tak tak!) i odbywa się zgodnie z koncepcją pieniądza fiducjarnego (trudne słowo).

Natomiast faktem jest, że to o czym była mowa w trakcie nagranej rozmowy Belki z Sienkiewiczem w restauracji Sowa&Przyjaciele - staje się faktem. Ministerstwo Finansów opublikowało projekt nowelizacji ustawy o Narodowym Banku Polskim, w którym zapisano prawo NBP do sprzedawania i kupowania na rynku wtórnym papierów wartościowych w ramach działań na rzecz stabilności systemu finansowego.

Oznacza to, że NBP dostanie do ręki kolejne narzędzie pozwalającemu zadziałać w razie konieczności prowadzenia "niestandardowej polityki monetarnej". NBP nadal nie może bezpośrednio pożyczać budżetowi państwa, ale będzie mógł pożyczać pośrednio skupując papiery od banków.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla ominięcia innych banków, rolę pośrednika odegra Bank Gospodarstwa Krajowego (państwowy), co w efekcie sprawi, że ominięty zostanie zakaz konstytucyjnego zadłużania się Skarbu Państwa w NBP. Czy taki przepis przejdzie i czy ostanie się pod ewentualnym zarzutem o zgodność z konstytucją? Może być to ciekawe zagadnienie - ktoś musiałby te przepisy zaskarżyć.

Jakie jest moje zdanie na ten temat?

Po pierwsze nie wpadałbym w histerię, że NBP nagle zacznie drukować pieniądze. Jak już pisałem - drukuje tak czy siak. 

Po drugie - istnienie takiego narzędzia może mieć dobre skutki W ODPOWIEDZIALNYCH RĘKACH - czasem trzeba mieć broń nawet jeśli strzelać z niej będziemy w kierunku wroga i w ostateczności. Takie narzędzie, daje NBP większą elastyczność. Nie oszukujmy się, to daje też większą elastyczność rządowi - fakty są takie, że Polska jest zadłużona za granicą i koszty obsługi długu są uzależnione od kursu walutowego. Jednocześnie aby obsługiwać swój dług Polska musi pożyczać na rynkach. W sytuacji kryzysu - kiedy nikt nie chciałby nam pożyczać, taki manewr z NBP może być jedynym wyjściem. Tylko może także prowadzić w spiralę katastrofy monetarnej i być uliczką bez wyjścia. Jak? Ano przeczytajcie sobie "Kiedy pieniądz umiera" - już kiedyś drukowano pieniądze na potrzeby rządu.

Po trzecie - niestety obawiam się czy ręce, w które daje się takie narzędzie są wystarczająco odpowiedzialne. Obawiam się zakusów do tego, o czym niestety była mowa na taśmach - zakusów polityków, aby dogadać się z szefem NBP żeby zasypać dziurę budżetową w kryzysowej sytuacji, poprzez monetyzację długu skarbu państwa.

poniedziałek, 17 listopada 2014

O kredyt hipoteczny będzie coraz trudniej

Od stycznia 2015 roku aby zaciągnąć w banku kredyt hipoteczny potrzebny będzie już minimum 10% wkład własny. Jest to konsekwencja wprowadzenia w ubiegłym roku rekomendacji S, zgodnie z którą już w tym roku biorący kredyt hipoteczny musieli posiadać 5% wkład własny, od 2015 r. będzie to właśnie 10%, od 2016 r. 15%, a docelowo, od 2017 r. aby wziąć kredyt na zakup mieszkania trzeba będzie dysponować 20% wkładem własnym.

Według danych AMRON liczba kredytów hipotecznych wzrosła pomiędzy 2013 a 2014 rokiem zaledwie o 45,5 tysięcy (dane do końca II kwartału) podczas gdy w poprzednich latach były to wzrosty o 80 tyś w 2013 i 100 tyś w 2012. Widać więc że liczba nowo udzielanych kredytów hipotecznych stale maleje.

O 9,08% spadł udział kredytów, których LTV (wartość kredytu do wartości nieruchomości) przekroczyło 80% - oznacza to, że banki coraz mniej chętnie dają kredyty z niskim udziałem własnym, a polityka ta odbija się na liczbie udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Problem polega na tym, że niewielu Polaków oszczędza - ponad 40% ankietowanych przez TNS Polaków przyznało, że niczego nie odkłada i nie inwestuje. Wynika to oczywiście z wysokiego stosunku kosztów życia, do zarobków.

Najwyraźniej KNF chyba dostrzegła, że zostawienie wyśrubowanych kryteriów rekomendacji S - efektywnie zablokuje udzielanie kredytów w przyszłych latach, bo (podobno) dopuściła ubezpieczenie niskiego wkładu jako realizację tej polityki. (Cytuję tu artykuł, nie udało mi się znaleźć źródła na stronach KNF potwierdzającego takie podejście). Nawet jeżeli załatwia to sprawę, to i tak podnosi koszty kredytu.

Można się też domyślać, że wobec mniejszej liczby udzielanych kredytów banki będą chciały na każdym pojedynczym kredycie więcej zarobić, marże będą więc zapewne wyższe, co przyczyni się to tego, że w efekcie także mniejsza będzie dostępność kredytów i koło się zamyka.

Istnieje wprawdzie program Mieszkanie dla Młodych, ale niestety ma on dosyć poważne ograniczenia. Nie jest on dostępny dla wszystkich, którzy chcieliby kupić mieszkanie - dotyczy tylko młodych osób w wieku do 35 lat Poza tym dotyczy on wyłącznie mieszkań nowych, nie kupimy z dopłatą mieszkania na rynku wtórnym. Generalnie więc ma on ograniczony zasięg i na cały rynek mieszkaniowy wywiera ograniczony wpływ.

Chcący zaciągnąć w najbliższym czasie kredyt hipoteczny powinni jednak zorientować się czy nie kwalifikują się do tego programu, ewentualnie rozważyć przeprowadzenie zbiórki w rodzinie na wkład własny i zastanowić się czy nie warto podejść do kwestii kupna mieszkania jeszcze przed końcem roku.

sobota, 15 listopada 2014

Polskie PKB nie chce spadać - wzrost PKB w III kwartale o 3,4% rok do roku.

Według najnowszych danych GUS PKB w III kwartale był wyższy niż przed rokiem o 3,4%.  Jest to wprawdzie tak zwany "szybki szacunek", czyli dane te mogą zostać skorygowane, ale zwykle te korekty nie są zbyt wielkie. Bardziej szczegółowe, dane na temat PKB w trzecim kwartale poznamy 28 listopada.
Większość analityków na rynku spodziewała się, że będzie gorzej.Przewidywano, że gospodarka będzie rozwijała się w tempie nieprzekraczającym 3%, a prognozy rynkowe mówiły o wzroście PKB w III kwartale o 2,8%.

Prawdopodobnie przyczyną jest zwiększony popyt krajowy w połączeniu z deflacją, która sprawia,że w ujęciu realnym wzrost jest jeszcze wyższy niż nominalnie. Jednocześnie mamy spadek bezrobocia i wzrost realny wynagrodzeń (niestety nie wszyscy go równomiernie odczuwają, ale taka jest statystyka, że uśrednia). Oczywiście pojawiają się też głosy, że to zmiana metodyki liczenia PKB przez GUS może mieć wpływ na inną strukturę wzrostu w poszczególnych kwartałach (bo nie na efekt bazy - baza tez została przeliczona),

Na dobre dane o PKB zareagował kurs złotówki,która umocniła się nieznacznie na koniec dnia w piątek.

Pojawiają się opinie,że tak dobry wynik PKB neguje szanse na kolejne obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Dane są lepsze od oczekiwań Rady Polityki Pieniężnej zakładającej wzrost PKB w III kwartale 3% rok do roku. Ostatni komunikat RPP uzależnił tymczasem dalsze obniżki oprocentowania od pogorszenia się perspektywy wzrostu.

czwartek, 13 listopada 2014

Jak wziąć najtańszy kredyt?

Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy procentowe, ale okazuje się, że banki wcale nie obniżają kosztów kredytów. Jak to możliwe? Wprawdzie stopa lombardowa poszła w dół, a co za tym idzie poszła w dół także maksymalna kwota odsetek, która wynosi obecnie 4-krotność stopy lombardowej czyli na dziś 12%, jednak banki udzielając kredytów doliczają do nich prowizje i dodatkowe opłaty, które potrafią podnieść koszt kredytu gotówkowego do nawet około 20%.

Jak więc wziąć najtańszy kredyt?

Kredyt na Karcie Kredytowej!

Karty kredytowe wiele rzeczy ułatwiają, nawet jeżeli trzeba za nie płacić kilkadziesiąt złotych rocznie. Oprocentowanie kredytu zaciągniętego na karcie wynosi obecnie od 8,4% do 12% i jest to znacząco mniej niż nawet najtańszy kredyt gotówkowy na rynku.

Jeżeli chcielibyśmy zaciągnąć na karcie kredyt i wyciągnąć gotówkę, to wszystko co musimy zrobić to zlecić przelew z karty na nasz rachunek bankowy. Koszt takiego przelewu wynosi zazwyczaj około 2% wartości. W sumie daje to około 11%-14% oprocentowania kredytu gdybyśmy chcieli go spłacać przez rok. Musimy tylko upewnić się wcześniej, że bank pozwoli nam rozłożyć taki kredyt na karcie na raty. Wiele banków pozwala złożyć taki wniosek dzięki czemu po takiej operacji możemy cieszyć się znacznie tańszym kredytem gotówkowym niż gdybyśmy poszli po niego normalnie do banku.

Czy ktoś z Was korzystał już z tak zaciągniętego kredytu?

poniedziałek, 10 listopada 2014

Lokaty zawierane na odległość - problemy członków SKOK Wołomin

Problem z lokatami zawieranymi przez internet, czy korespondencyjnie - jednym słowem na odległość, bez wizyty w placówce banku, czy SKOKu mają tę nieprzyjemną cechę, że jeśli coś tylko idzie nie tak to zaczynają sprawiać więcej problemów.

Mogą tego doświadczyć ostatnio członkowie SKOK Wołomin, którzy założyli tam lokaty, jak sądzę drogą korespondencyjną. Nie orientuję się do końca na jakiej zasadzie to działało, ale z lektury forów internetowych wynika, że całkiem było możliwe zakładanie przez internet lokat w SKOK Wołomin a następnie składanie drogą mailową dyspozycji co dalej ma się dziać z pieniędzmi. Problem w tym, że lokaty takie zakładały także osoby, które mają całkiem daleko do placówki kasy. Niestety SKOK Wołomin posiada placówki w niektórych województwach i to tylko w największych miastach. Dla przykładu w małopolskim jest jedna placówka w Krakowie.

Kłopoty zaczęły się kiedy wybuchła afera w związku z oskarżeniem zarządu kasy o przestępstwa finansowe w związku z zarządzaniem kasą.   KNF powołał zarządcę komisarycznego, a ten (zapewne z ostrożności) zablokował możliwość składania dyspozycji wypłaty z lokat drogą mailową. Teraz (co się chyba jeszcze nie zmieniło) aby wydobyć pieniądze ze SKOKu trzeba udać się osobiście do placówki, albo wysłać dyspozycję poświadczoną notarialnie.

Oczywiste jest, że przy mniejszych kwotach pieniędzy taka procedura jest co najmniej uciążliwa, a przynajmniej kosztowna.

Nie będę rozwodził się na temat działań zarządcy komisarycznego, czy są dobre czy złe, czas pokaże. To, na co chciałem zwrócić na tym przykładzie uwagę, to ogólny problem związany z ryzykiem deponowania pieniędzy w instytucjach finansowych, które nie posiadają sieci placówek. 

Przyznam się, że wyleczyłem się już trochę z banków ściśle internetowych. Jak to mówi mój kolega, "wolę taki bank gdzie można pójść i w mordę dać". To jest po prostu wygodniejsze, lata doświadczeń z niekompetentnymi konsultantami w telecentrach banków, utwierdziły mnie w przekonaniu, że takie rozwiązanie awaryjne jak placówka jest przydatne. Tym bardziej, że różnice pomiędzy bankami internetowymi i klasycznymi niemal się zatarły. Większość "stacjonarnych" banków daje teraz konto internetowe na praktycznie takich samych warunkach jak banki ściśle internetowe (no może poza Aliorem, który ostatnio każe sobie coraz więcej płacić), a oprocentowanie czy warunki kont w bankach "internetowych" nie powalają tak jak to było piętnaście lat temu.

Tak więc deponując pieniądze na lokacie warto się zastanowić, czy w razie czego będzie "gdzie pójść i w mordę lać" ;) chociaż w SKOK Wołomin to raczej można chyba w mordę dostać, więc sam już nie wiem.

sobota, 8 listopada 2014

Lokata deklasująca?

BGŻ Optima wyskoczyło właśnie z nową lokatą - Lokata Deklasująca, bo tak nazwano nowy produkt, jest oprocentowana na 3,5% i można ją założyć na trzy miesiące. Oferta jest limitowana, w tym momencie pozostało jeszcze 807 możliwych do założenia lokat. Można taką lokatę założyć na maksymalnie 100tyś złotych, a lokat można założyć maksymalnie pięć.

Czy lokata ta jest rzeczywiście taka rewelacyjna? Cóż, niestety nie bardzo. Promocja dotyczy tylko nowych środków, czyli takich, których nie mieliśmy w BGŻ Optima w dniu 5 listopada. W przeciwnym przypadku dostaniemy standardowe oprocentowanie 2,2%. 

No i na dodatek, czy ta lokata rzeczywiście jest taka deklasująca? NIE JEST. Pomijając wszystkie promocyjne lokaty dla nowych klientów z zakładaniem kont to mamy na przykład "Lokatę Spinającą" w BIZ Banku na trzy miesiące też na 3,5% niekoniecznie dla nowych środków.

Nie ma się czym ekscytować.

piątek, 7 listopada 2014

Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego jako tarcza podatkowa

Kiedyś pisałem o tym, że konto IKZE można wykorzystać nie tylko jako formę oszczędzania na emeryturę, ale także jako tzw. "tarczę podatkową" i jako ubezpieczenie od utraty pracy. W dużym skrócie, osobom, które w podatku dochodowym wchodzą w próg 32% opłaca się wpłacać na konto IKZE i uzyskiwać odliczenie od podatku po to aby w okresie niskich dochodów móc odzyskać wpłacone pieniądze opodatkowane stawką 18%. IKZE jest także sposobem dla osób przed 60 rokiem życia aby przetransferować w czasie swoje oszczędności i opodatkować je stawką 10% zamiast 18% lub 32%. Ponieważ zbliżamy się do końca roku podatkowego toteż temat staje się znów aktualny. Michał Szafrański na blogu jakoszczedzacpieniadze.pl sporo się napracował aby przeanalizować to zagadnienie i przybliżyć materię  na ile się to opłaca. Nie będę więc powielał jego treści tylko oddam mu głos i zapraszam do lektury na jego blogu.

środa, 5 listopada 2014

Nowa domena bloga: www.przeglad-finansowy.pl

Od dziś blog występować będzie pod nową domeną:

www.przeglad-finansowy.pl 

stara domena na blogspot będzie działać i przekierowuje do nowej tak więc linki i wszystko co dotąd opublikowano na blogu powinno działać poprawnie.

Pewnie już dawno powinienem był to zrobić - blog funkcjonuje już w sumie parę lat, ale naszło to na mnie dopiero dzisiaj i postanowiłem, że skoro ten rok jest rokiem odświeżania tego bloga (na początku roku zmieniłem szatę graficzną) to najwyższy czas na zmianę także domeny.

Oczywiście nie obyło sie bez praktycznej implementacji prawa Murphy'ego - to znaczy zamiast działać coś poszło nie tak i przez parę godzin blog był niedostępny, a ja nie wiedziałem dlaczego. W końcu udało mi się to wszystko postawić na nogi i z dniem dzisiejszym inauguruję działalność bloga pod nowym adresem. Mam nadzieję,że za chwilę znowu coś się nie schrzani.

Mam prośbę do wszystkich, którzy mają dodane linki do mojego bloga, aby w miarę możliwości uaktualnili je do adresu http://przeglad-finansowy.pl