Przegląd Finansowy: 2016

sobota, 31 grudnia 2016

Koszty opóźnienia spłaty pożyczki - artykuł sponsorowany

Decyzja o udzieleniu szybkiej pożyczki zapada nierzadko już w kwadrans. Równie szybko mogą znaleźć się na koncie bankowym pożyczkobiorcy pieniądze, o które wnioskował. Proces ten znacznie przyspiesza posiadanie rachunku w tym samym banku, co firma oferująca udzielenie pożyczki. Przy jej zwrocie nie trzeba wówczas płacić dodatkowej prowizji za przelew na konto obcego banku.
 

 

Jak dużo pieniędzy można otrzymać na konto, biorąc szybką pożyczkę

Firmy będące pożyczkodawcami oferują pożyczenie po raz pierwszy kwoty równej nawet 1500 złotych. W sytuacji spłaty zadłużenia w terminie ustalonym w umowie, limit ewentualnego kolejnego zobowiązania finansowego wzrasta. Przykładowo na stronie www.viasms.pl druga pożyczka może wynosić już 2000 złotych, a każda następna np. 2,5 i 3 tysiące złotych. Jednocześnie można mieć tylko jedno zadłużenie, po którego spłacie składa się wniosek i otrzymuje kolejną chwilówkę. Własne konto zasila się ponadto dodatkowymi środkami, otrzymywanymi po zaproszeniu znajomych, którzy również skorzystają z usług pożyczkodawcy i zostaną jego klientami.

 

Jak wygląda spłata chwilówki

Regulowanie zobowiązań finansowych jest obecnie bezproblemowe: większość pożyczkodawców ma konta w różnych bankach. Spłaty zadłużenia dokonuje się wówczas przelewem internetowym z własnego domu (z komputera bądź telefonu komórkowego) bezpośrednio na konto firmy bez żadnych dodatkowych opłat. Niezwykle ważne jest przestrzeganie terminów zawartych w umowie, które ustala się indywidualnie po określeniu kwoty pożyczki. Przelewa się ją w całości na konto bankowe, z którego została otrzymana. Pieniądze można także wpłacić w każdym oddziale banku, a także w placówce Poczty Polskiej na terenie całego kraju.

 

Czym może grozić brak zwrotu pożyczki

Nieuregulowanie płatności w terminie określonym w umowie skutkuje negatywną historią kredytową pożyczkobiorcy. Wiąże się to z problemami dla właścicieli działalności gospodarczej, utrudnionym dostępem do najmu lokali czy korzystania z różnego rodzaju usług (przykładowo multimedialnych, telekomunikacyjnych lub finansowych). W Krajowym Rejestrze Dłużników znajduje się obecnie coraz więcej Polaków, a statystyczna kwota zadłużenia w przeliczeniu na jedną osobę nieprzerwanie wzrasta. Należy również ponieść koszty opóźnienia zwrotu zobowiązania, które wynoszą rocznie 5,5% pożyczki, a także dodać do tej kwoty dwukrotność sumy stopy referencyjnej NBP w chwili wykonywania przelewu.

 

Co robić przy problemach ze spłatą zobowiązania

Aby nie otrzymać negatywnego wpisu w Biurach Informacji Gospodarczych ani nie stać się podmiotem procedury windykacyjnej, należy zwrócić całą pożyczkę w uzgodnionym terminie. Już tego samego dnia można starać się o kolejną, tym razem wyższą, kwotę pieniędzy. Nie ma możliwości przedłużenia okresu spłaty zobowiązania. W sytuacji przewidywanych trudności finansowych warto zgłosić je wcześniej pożyczkodawcy, aby wspólnie ustalić nowe warunki i termin zwrotu pieniędzy. Uniknie się wówczas kosztownego postępowania sądowego oraz kłopotliwej egzekucji komorniczej.

Disclosure:  Powyższy tekst stanowi artykuł sponsorowany i nie jest tekstem mojego autorstwa. Za opublikowanie na blogu powyższego tekstu otrzymam wynagrodzenie.

czwartek, 29 grudnia 2016

Podsumowanie 2016 roku

Końcówka roku to tradycyjny czas podsumowań, zanim przejdę do zebrania tego co wydarzyło się na blogu chciałem odnieść się do prognoz, które na 2016 roku prezentowałem w sylwestra zeszłego roku.

Pierwsza kwestia dotyczyła cen ropy. Okazuje się, że nie miałem racji i bardziej sprawdziły się prognozy ekspertów gazety Dziennik.pl niż Stratforu. Ropa podrożała w ciągu tego roku z około czterdziestu do prawie sześćdziesięciu dolarów za baryłkę.

Warszawska giełda zaś kończy rok praktycznie w tym samym miejscu, w którym zaczynała. Nie znaczy to oczywiście, że nic się w ciągu tego roku nie działo. Mieliśmy wahania rzędu +-10% ale na koniec roku jesteśmy praktycznie w punkcie wyjścia. Kto się załapał na ruchy we właściwych momentach ten zarobił.
Nie sprawdziły się prognozy Meryll Lynch o wzroście gospodarczym w Polsce na poziomie 3,5%, sądzę że nie doceniono wariactwa naszego rządu i poziomu wystraszenia inwestorów. Kurs złotego w konsekwencji wcale się nie umocnił i do euro pozostał praktycznie na tym samym poziomie.

Wszyscy liczyli na pobudzenie konsumpcji i wygenerowanie wzrostu w oparciu o 500+ ale nikt nie doszacował poziomu ograniczenia inwestycji w związku z niestabilnością prawną. Radosne pomysły posłów z Wiejskiej wdrażane praktycznie z dnia na dzień skutecznie podkopują zaufanie do państwa prawa.

Zagrożenie ostatecznym demontażem OFE prognozowane przez TFI Capital Partners jeszcze się nie zmaterializowało, ale jak pisałem w poprzednim wpisie jest na horyzoncie. To też się wpisuje w stan zalęknienia inwestorów.

Przechodząc do tego co działo się na blogu, a właściwie blogach. otóż blog MojaForsa.pl kończy właśnie rok. Udało mi się regularnie publikować na nim co tydzień jeden wpis i rozwinąć go w miarę możliwości czasowych. Jeżeli zaś chodzi o to co przygotowywałem tutaj to wydaje mi się, że najciekawsze i najbardziej poczytne wpisy były następujące:

1. Przede wszystkim kontynuowałem publikację recenzji książek, w ramach tego cyklu ukazały się następujące wpisy:
2.Jeżeli chodzi o komentarze dotyczące bieżącej sytuacji to sporą popularnością cieszyły się następujące wpisy:
3. Zaś z serii przemyśleń ogólnych były to:
Sądzę, że te wpisy mają pewien ponadczasowy charakter i warto do nich wrócić, także po to, aby z pewnej perspektywy ocenić wydarzenia.

Co do prognoz na 2017 rok to ten temat zostawię na kolejny wpis.

piątek, 23 grudnia 2016

OFE do zaorania - co jeszcze?

Dokonana za Tuska kradzież pieniędzy obywateli z Otwartych Funduszy Emerytalnych nie wystarczyła na długo. Pieniądze zostały szybko przejedzone a dług publiczny wrócił do poprzedniego poziomu. Nie dziwiliśmy się więc, że Morawiecki podczas prezentacji w okolicach lata proponował ostateczne zaoranie OFE. Jak dowiadujemy się teraz z prasy Otwarte Fundusze Emerytalne mają przestać istnieć. Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów przyjął rekomendację, która zakłada, że 75% pieniędzy trafi do nowych funduszy inwestycyjnych, zaś 25% trafi do Funduszu Rezerwy Demograficznej, formalnie zarządzanego przez ZUS. Oznacza to ni mniej ni więcej, że 25% realnych pieniędzy zostanie zamienione  na wirtualne zapisy na subkontach w ZUS. Reszta miałaby w jakiejś (jeszcze nie wiadomo jakiej) formie zasilić IKE.

Ja nie mam wiary w to państwo i nie mam wiary w obietnice rządzących. Nie mam też najmniejszej wiary w ZUS i zapisy na jego wirtualnych kontach. Widzę natomiast stopień przejadania państwa na rozdawnictwo i marnotrawstwo. Dlatego właśnie nie specjalnie cieszę się z tej zapowiedzi. Raczej spodziewam się, że pieniądze z OFE szybko zostaną przejedzone na rozdawnictwo socjalne w stylu 500+.

Nie wierzę też w te zapewnienia z innego powodu. Po wielu miesiącach od pierwszych zapowiedzi Morawieckiego nadal nie ma konkretów w jakiej formie miałyby te pozostałe środki zasilić IKE. Jak nie ma  konkretów to nie wiadomo czy się nie skończy jak z projektem jednolitego podatku czy likwidacją abonamentu RTV. Tyle już takich zapowiedzi było.

Pytanie co następne zostanie odebrane Polakom aby realizować wizje prezesa Kaczyńskiego? Ja się boję wizji państwa, które lepiej wie co dla mnie dobre - a to jest niestety wizja, którą prezentuje obecna władza. Jeżeli prezes Kaczyński stawia takie tezy, jak w wywiadzie dla Rzeczpospolitej z 15 grudnia:
"Niepokojąca jest też tendencja części przedsiębiorców do przechodzenia na status rentierów w dość młodym wieku: „Dorobiłem się, a teraz korzystam z życia i wydaję pieniądze...”."
To wyraźnie widać z nich pewien bolszewicki sposób myślenia - to Państwo wie co dla obywatela dobre, a obywatel "kułak" jak mu za dobrze to znaczy że jest pasożytem.  Mnie to przeraża bo niby dlaczego ktoś ma mi zabraniać robić z moimi pieniędzmi (które zarobiłem i od, których zapłaciłem podatki) co mi się podoba? Jeśli będę chciał zostanę rentierem a jeśli będę chciał to rozdam na szkoły w Afryce - nikomu nic do mojego majątku. Tymczasem obecna władza ma podejście takie, że dla wyrównywania szans należy lepszym graczom połamać nogi. To jest myślenie głupie jeszcze z jednego względu - przecież ten kapitał, z którego chciałby żyć taki rentier to jest zwykle gdzieś zainwestowany i to zwykle właśnie w tym kraju. Przecież mógłby zainwestować te pieniądze gdzieś indziej i tam pobierać odsetki? Myślenie takie, że to jest nieczynny pieniądz to jest myślenie rodem z lat dwudziestych!

Może chaotycznie piszę, ale mi na prawdę przychodzą niewesołe refleksje na myśl. Najważniejsza jest taka, że nie należy ufać Państwu. Bo to Państwo owszem jednym rozda, ale aby to zrobić innym zabierze, albo się zadłuży. To jest straszna refleksja bo to doprowadzi do rozpadu tego kraju. Niestety każda racjonalnie myśląca jednostka w imię własnego instynktu samozachowawczego będzie działać tak by chronić swój interes i wszystko się rozpadnie... Smutne to.

Więc i Święta będą pod znakiem tej smutnej refleksji...


środa, 21 grudnia 2016

Małe kompendium inwestowania w fizyczne złoto

Temat inwestowania w złoto pojawiał się na niniejszym blogu już wielokrotnie, postanowiłem go jednak zaktualizować. Rzecz w tym, że posiadanie złota jest dla portfela inwestycyjnego swego rodzaju ubezpieczeniem przez zawieruchą jaką może nam uczynić globalna gospodarka i miłościwie nam panujący rząd. Mówię przy tym o inwestowaniu w złoto fizyczne bo tylko posiadanie fizycznego metalu daje możliwość swobodnego dysponowania ulokowanym w nim kapitałem. 

Chciałbym zatem zebrać w tym jednym miejscu informacje, które być może pojawiały się na blogu, ale się już mogły trochę zdezaktualizować. Chodzi mi o to dlaczego warto trzymać część portfela w fizycznym zlocie i jak to robić.

Ceny złota


Na początek jednak pewne małe wyjaśnienie dotyczące rynku złota i pojęcia jakim jest cena złota. W jaki sposób ustalane są ceny złota? Handel na tym rynku w większości przypadków przechodzi przez ręce niewielkiej grupy tzw. „banków bulionowych” które zajmują się handlem kruszcem. Są to takie instytucje jak między innymi HSBC, Scotiabank, UBS, JP Morgan, Morgan Stanley czy Goldman Sachs a do 2014 roku także Deutsche Bank.

W Londynie cena złota ustalana jest w ramach tzw. London Gold Fixing polegającego na tym, że codziennie rano uczestniczące banki w ramach telekonferencji wymieniają się informacjami o aktualnym poziomie zleceń kupna i sprzedaży a następnie ustalają nową cenę równowagi rynku. Od wielu lat istnieją dowody na to, że uczestniczące w fixingu banki podawały fikcyjne wysokości zleceń po to aby manipulować ceną. Deutsche Bank przyznał się nawet w trakcie procesu z grupą niezadowolonych inwestorów, że uczestniczył w procederze manipulacji na rynku kontraktów terminowych na złoto. Działo się tak dlatego, że w oparciu o cenę ustalaną w Londynie określane są wyceny pochodnych instrumentów finansowych „opartych na złocie”.

Drugie miejsce na którym ustala się i manipuluje cenę złota to giełda Comex w USA. Handluje się tam kontraktami terminowymi na złoto. Aby zawierać takie kontrakty banki utrzymują depozyty stanowiące zaledwie około 5-10% wartości handlowanych kontraktów. Tak potężny lewar pozwala multiplikować zyski bez angażowania rzeczywistego kapitału. Rzecz w tym, że rozliczanie kontraktów zazwyczaj następuje w gotówce. Mało kto życzy sobie dostawy fizycznego metalu. Gdyby tak się stało giełda by natychmiast zbankrutowała albo zmuszona była zawiesić rozliczanie kontraktów w kruszcu. Ilość handlowanego ”papierowego złota” wielokrotnie przekracza bowiem ilość tego fizycznego.

Z dwóch podanych powyżej powodów przywiązywanie nadmiernej wartości pojęciu ceny złota może prowadzić do błędów interpretacji sytuacji na rynku. Bywały bowiem takie momenty w czasie kiedy cena złota spadała (spadały ceny kontraktów na "papierowe złoto") a dostępność fizycznego kruszcu była bardzo ograniczona . Taki rozjazd cen złota fizycznego i papierowego może się zdarzyć w przyszłości.

Czymś zatem zupełnie innym jest wartość złota (fizycznego), a czymś zupełnie innym jego cena, będąca pochodną spekulacji na rynku sztucznych instrumentów pochodnych, których "wydrukowano" 100 razy więcej niż samego złota fizycznego.

Warto w tym miejscu wyjaśnić pojęcie „cena spot” – jest to cena po jakiej handluje się złoto danego dnia, średnio na rynkach, bez spreadu i marży. Za taką cenę raczej nie uda nam się nigdy kupić ani sprzedać, ale stanowi ona punkt odniesienia.

Gdzie znaleźć ceny złota?

Napisaliśmy sobie teoretycznie jak to jest z tą ceną złota, ale należałoby sobie powiedzieć gdzie można sprawdzić aktualny kurs złota. Jeszcze jakiś czas temu miało sens sprawdzanie na stronie Narodowego Banku Polskiego informacji o aktualnej cenie skupu złota za gram. tak się jednak składa, że NBP zaprzestał skupu złota i zaprzestał także publikować taką informację.

To co aktualnie możemy znaleźć na stronie NBP to aktualne ceny sprzedaży monet uncjowych "Orzeł Bielik" i wyliczany kurs referencyjny złota wyliczany raz dziennie. Można je znaleźć na tej stronie: http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/statystyka/ceny_zlota.html

Jeżeli chodzi o sprawdzenie aktualnej ceny rynkowej, to ja najczęściej korzystam z serwisu stooq, na którym można sprawdzić wykres cen złota aktualizowany w czasie niemal rzeczywistym. Należy pamiętać, że jednostką jest cena za uncję złota. Wykres jest dostępny tutaj: http://stooq.pl/q/?s=xaupln

Jeżeli zaś mamy złom złota i chcielibyśmy go sprzedać to aktualne ceny skupu złomu złota można sprawdzić  na kilku stronach internetowych. Oczywiście w zależności od tego do jakiego punktu skupu się udamy to dostaniemy inne ceny, ale warto zweryfikować je wcześniej w internecie aby mieć punkt odniesienia. Ja polecam sprawdzenie ceny złota w skupie na następujących stronach:

Rola złota w portfelu

Historycznie złoto służyło jako środek akumulacji wartości. Te historyczne uwarunkowania są nadal w mocy. Złoto jest niezależnym od rządów, spekulantów i rynków środkiem, który pozwala zabezpieczyć się od zawieruchy. Złoto jest ubezpieczeniem przed nieprzewidywalnymi, chciwymi i głupimi zachowaniami rządów i bankierów. Złota nie można wydrukować, a odebrać możne jedynie przemocą (fizyczną bądź prawną). 

Złoto posiada wartość poprzez to, że jest akceptowalne powszechnie, jest niepodrabialne, pewne w obrocie, anonimowe i nie da się sterować jego ilością. Czy widzicie już różnice między fizycznym metalem a papierowym kontraktem "odzwierciedlającym cenę złota"?

Złoto stanowi stabilny punkt odniesienia względem walut, których podaż oparta jest na administracyjnych decyzjach, a nie na obiektywnych zjawiskach gospodarczych. Złoto stanowi w portfelu inwestycyjnym swego rodzaju stabilizator chroniący go przed wpływami inflacji i zmian na rynku walutowym.

Inwestycje w złoto fizyczne

Cena złota fizycznego składa się zazwyczaj z wielu składników takich jak cena kruszcu, koszt bicia (marża mennicy), marża dealera, koszty transportu, wartość kolekcjonerska, etc. Należy zwracać uwagę jaki jest stosunek ceny danego rodzaju złota od konkretnego wytwórcy i sklepu, w stosunku do ceny czystego kruszcu zawartego w przedmiocie. Pamiętać należy także żeby dobrze przeliczyć zawartość kruszcu wg. próby.

Wagę złota bardzo często podaje się albo w gramach albo w uncjach (oz). W odniesieniu do złota stosuje się uncję trojańską (jubilerską) równą 31,1035 g.

Z kolei próba złota to sposób określenia zawartości czystego złota w stopie. Pierwszym sposobem określania próby jest podanie w promilach zawartości kruszcu w stopie. Przykładowo stop zawierający 99,9% czystego złota będzie określony próbą 999 (lub c999 czy 0,999 zależnie od zapisu).

Istnieje jeszcze inny podział czystości złota, określanej w karatach, gdzie 1 karat odpowiada zawartości wagowo 1/24 czystego złota w stopie. Zatem 24 karatowe złoto będzie miało próbę 1000, 22 karatowe próbę 916, a 8 karatowe próbę 333. Wyroby jubilerskie oznacza się odpowiednia cechą probierczą - wizerunki polskich cech probierczych dostępne są na stronie Głównego Urzędu Miar.


Formy złota fizycznego


1. Sztabki - sztabki złota mają formę płaskich prostokątnych odlewów wykonanych ze złota próby .999. Najczęściej występują one w wagach 1,2,5,10,20,100,1000 gram oraz 1/2 uncji oraz 1 uncja. Każda sztabka zwykle opisana jest nazwą producenta, próbą złota z którego została wykonana oraz wagą. Bardzo często sztabki zamknięte są w plastikowych hermetycznych opakowaniach zwanych "certi card" ze względu na kształt karty kredytowej. Opakowanie takie często zawiera dodatkowy certyfikat wybicia. Czasem spotyka się na sztabkach lub certyfikatach podane numery seryjne (można je zweryfikować na stronach internetowych producenta).
  • Sztabki Mennicy Polskiej - 5g, 10g, 20g, 1 uncja (31,1g), 50g, 100g i 250g, zapakowane w ochronne opakowanie z certyfikatem, niestety trudno dostępne i dosyć drogie (cena potrafi sięgać 30% ponad cenę spot złota). Poniżej przykładowe zdjęcie.
  • Sztabki innych mennic - dostępne w Polsce są sztabki mennicy australijskiej, PAMP w Szwajcarii, mennicy niemieckiej i innych. Zwykle ceny u dealerów kształtują się około 15% ponad cenę spot. Zwykle pakowane w opakowania plastikowe z certyfikatem. Poniżej kilka przykładowych zdjęć.

2. Monety bulionowe - czyli innymi słowy monety lokacyjne, są to monety bite przez mennice różnych państw, czasem nie nie posiadające oznaczenia waluty, mające za to wartość określoną w kruszcu z którego zostały wybite. Najczęściej można spotkać następujące:
  • Orzeł Bielik - próby 999,9 emitowany przez NBP. Na rewersie - stylizowana sylwetka orła bielika oraz informacja o masie monety. Na awersie godło RP oraz nominał. Brzeg gładki. Do monety dołączony jest certyfikat wraz z danymi technicznymi oraz krótkim opisem. Dostępne nominały to: 50 zł o masie 1/10 oz średnica 18,0mm; 100 zł - 1/4 oz, 22,0 mm; 200 zł - 0,5 oz, 27,0 mm; 500 zł - 1 oz, 32,0 mm.

  • Krugerrand - bite ze złota próby .916 w mennicy południowoafrykańskiej są prawnym środkiem płatniczym w RPA (obecnie nie używanym jako waluta, a raczej lokata). Jest to najpopularniejsza moneta bulionowa na świecie. Dostępne są monety 1 oz, 1/2 oz, 1/4 oz i 1/10 oz. Szczegółowe parametry monet można znaleźć tutaj. Poniżej zdjęcie:
 3. Monety kolekcjonerskie - wykonane ze złota (różnej próby w zależności od parametrów emisji) mogą stanowić lokatę kapitału ze względu na dwie podstawowe składowe swojej ceny. Pierwszą składową jest wartość zawartego w monecie kruszcu. Można obliczyć jego wartość mnożąc wagę monety przez wyrażoną w promilach próbę zawartego w niej złota. Przykładowo, typowa moneta kolekcjonerska emitowana ostatnimi laty przez NBP o nominale 200zł waży 15,5g i wykonana jest ze złota próby 900. Zawiera zatem 13,95g czystego złota. Inna moneta o nominale 100zł wydawana przez NBP waży 8g i także wykonana jest z także ze złota próby 900, zawiera zatem 7,2g złota. W ten sposób można znając zawartość złota w monecie obliczyć jego cenę.
Drugą składową ceny monet kolekcjonerskich jest ich wartość kolekcjonerska wynikająca z ich artystycznego wykonania i wysokości nakładu. W przypadku inwestowania w złoto jako takie, interesuje nas ona o tyle aby była jak najniższa w momencie zakupu i najwyższa w momencie sprzedaży, ale przede wszystkim interesuje nas cena złota. W przypadku zakupu monet po cenie emisyjnej, wartość "kolekcjonerska" przekłada się na marżę emitenta (NBP).

4. Biżuteria i złom złota - może stanowić także pewnego rodzaju lokatę kapitału, aczkolwiek ceny są tu znacznie bardziej zróżnicowane. W przypadku biżuterii mamy do czynienia z wielością prób (przykład obliczenia rzeczywistej zawartości kruszcu podałem powyżej), i zróżnicowaniem cen (wynikającym z walorów artystycznych wyrobu). Biżuteria jako lokata powinna być wyceniana w portfelu po cenie złomu złota aby uniknąć niespodzianek w przypadku sprzedaży. Takie podejście rzutuje oczywiście na podejście do zakupu. Należy jednak pamiętać, że podstawowym przeznaczeniem biżuterii jest ozdabianie, a nie lokata.

Źródła zakupu złota fizycznego

1. Dealerzy w internecie - jednym ze źródeł zakupu złota są sklepy internetowe. Zestawienie macie podlinkowane na stronie. Zwracam uwagę aby kupować u poważnych sprzedawców i nie godzić się na dostawę terminową choćby była tańsza (o tym dalej).

2. Stacjonarne punkty sprzedawców złota inwestycyjnego. Niektórzy sprzedawcy tacy jak np. Mennica Polska, Mennica Wrocławska czy e-Numizmatyka mają w niektórych miastach swoje stacjonarne sklepy. Można w nich (na różnych wprawdzie warunkach) kupić pewną ilość złota za gotówkę.
3. Sklepy numizmatyczne - mogą być przede wszystkim źródłem monet kolekcjonerskich. Rzadko spotyka się tam sztabki czy monety bulionowe (te prędzej). Stanowią raczej bezpieczne źródło zakupów za gotówkę, jednak marże mają często (choć nie zawsze) wyższe niż w internecie. Odpadają jednak koszty transportu.

4. NBP - Narodowy bank polski może być źródłem złotych Orłów Bielików i złotych monet kolekcjonerskich. Ceny tych walorów jakie są każdy może sobie sprawdzić i porównać. Zaleta jest taka, że to bank i raczej bezpieczne źródło złota.

5. Banki - w wybranych oddziałach niektórych banków (Raiffeisen, Alior, niektóre banki spółdzielcze) można kupić fizyczne złoto. Tracimy przy tym na anonimowości i cena zwykle też jest wyższa, ale kupno w banku daje większe poczucie bezpieczeństwa przy dużych transakcjach.

6. Kantory/lombardy - złotem handlują owszem niektóre z nich, ale jako źródło do zaopatrywania się nie polecam ze względu na wysokie marże. 

Jeszcze ostrzeżeni - istnieje coś takiego jak zakup złota w dostawie terminowej i głupotą jest z niego korzystać. Coś takiego jak dostawa terminowa złota u dealera jest zaprzeczeniem sensu inwestycji w złoto. Albo dealer złoto ma i wtedy kupujemy od ręki, albo go nie ma i wtedy nie kupujemy. Propozycja kupna w dostawie terminowej zazwyczaj ma w sobie zaszyte obracanie naszymi pieniędzmi przez 45 dni. Wielu inwestorów się na tym przejechało kiedy zamówili coś w dostawie terminowej i potem płakali kiedy sprzedawca ogłosił upadłość.

Jak bezpiecznie kupić złoto?

Podstawą jest oczywiście zdrowy rozsądek i kierowanie się kilkoma podstawowymi regułami:
  1. pewne źródło - uznany dealer jest bezpieczny i daje gwarancję, że wyrób który kupujemy jest takiej jakości jak się nas zapewnia; należy unikać wszelkich okazji, wyprzedaży, promocji jeżeli nie jesteśmy absolutnie pewni co kupujemy, nigdy nie kupować na ulicy od nieznajomych, na targach, etc;
  2. gwarancja jakości - nie kupować wyrobów nie ocechowanych, z nieznanej mennicy, dziwnie wyglądających, pokawałkowanych, w ostateczności udać się do zaufanego jubilera a najlepiej do Urzędu Probierczego;
  3. uważać z pieniędzmi - to się wiąże z punktem pierwszym, kupując u poważnego dealera transakcji dokonuje się w bezpiecznym otoczeniu lub zaufanym sklepie internetowym, kupując w bramie nie mamy pewności, czy zaraz nie ostaniemy gazrurką w głowę, albo czy potem nas ktoś nie będzie śledził;
  4. anonimowość - złoto jest bezpieczne jeżeli nikt nie wie o jego istnieniu, a jego właściciel jest bezpieczniejszy, jeżeli nikt nie wie, że jest właścicielem złota, stąd im mniej informacji o nas podajemy drugiej stronie transakcji tym lepiej;
  5. limitować transakcje - nie kupować za zbyt duża kwotę na raz, jeżeli zostaniemy oszukani lub przesyłka do nas wysłana zostanie skradziona - stracimy duża kwotę, lepiej dokonywać mniejszych transakcji partiami;
  6. być krytycznym - mieć wyczulone zmysły i każde odstępstwo od normy w powyższych punktach, każdą niejednoznaczność w opisie przedmiotu, każdą wątpliwość interpretować na niekorzyść takiej transakcji - ostatecznie to my dysponujemy pieniędzmi i chcemy je wydać, okazji nie zabraknie;
  7. wiedzieć co się kupuje - jeżeli kupujemy monetę to trzeba wiedzieć jak ona powinna wyglądać, jakie są jej rodzaje, warianty, czym się różnią i jak rozpoznać fałszerstwo, jeżeli kupujemy sztabki to tak samo wiedzieć jakie i ile powinny być warte.

Złoto niealokowane? Co to jest?

Czasem sprzedawcy proponują zakup certyfikatów, które niby mają pokrycie w fizycznym kruszcu, ale w formie tak zwanej niealokowanej. Co to jest złoto niealokowane? To po prostu udział w pewnej puli złota przechowywanego przez firmę, która wystawiła nam certyfikat. Trąci to Amber Goldem i niestety tak jest, widzę dwa ryzyka:
  1. Po pierwsze wystawca certyfikatów może spekulować złotem znajdującym się w takiej puli. Może je w szczególności shortować, a więc w oczekiwaniu spadku ceny sprzedać, aby potem odkupić taniej. Rodzi to ryzyko, że rynek się odwróci i nie zdąży zareagować, odkupi drożej i poniesie straty, albo co gorsza nie będzie w stanie odkupić bo rynek się załamie i zostanie bez złota. Niestety klienci nie są o tym ryzyku informowani.
  2. Po drugie, wystawca certyfikatów może wielokrotnie sprzedać to samo złoto. No bo jak interpretować zapis, że "może korzystać z całego lub z części towaru (...) na własny rachunek, tak jakby był Właścicielem"? Przecież może to oznaczać, że już raz sprzedane złoto na które został wystawiony certyfikat zostanie sprzedane po raz drugi komuś innemu i też zostanie mu wystawiony certyfikat. W szczególnym przypadku istnieje ryzyko, że do tego samego kawałka złota będzie rościć sobie prawa kilku posiadaczy certyfikatów. innymi słowy, że ilość złota nie wystarczy na ich pokrycie, gdyby wszyscy się jednocześnie zgłosili. 
Reasumując - trzymajcie się z daleka od takich konstrukcji.

Gdzie sprzedać złoto

NBP niestety zaprzestał skupu złota od inwestorów indywidualnych. Mamy jednak szereg innych możliwości:
1. Kantor/lombard - miejsce sprzedaży dla desperatów - cena skupu istotnie niższa od rynkowej. Zaleta jest taka, że gotówkę dostajemy natychmiast.

2. Sklep numizmatyczny - dobre miejsce do sprzedaży monet kolekcjonerskich. Niestety cena jaka za nie dostaniemy będzie pomniejszona o marżę sklepu lub będziemy je mogli jedynie oddać w komis.

3. Skup złota u dealerów - Duzi sprzedawcy zaś zazwyczaj oferują skup złota, które sami sprzedali. Niektórzy także skupują dowolne złoto także nie pochodzące z ich sprzedaży po cenie bliskiej spot lub nieco niższej. generalnie trzeba zwracać uwagę na cenę skupu - jak bardzo odbiega ona od spot.

4. Jubiler - bardziej można u jubilera sprzedać złotą biżuterię. Ewentualnie każde złoto zawsze można u jubilera przetopić na cokolwiek. Cena silnie zależy od tego z kim rozmawiamy i czego chcemy.

5. Firmy skupujące - np. "GoldBuyers", "Cash for gold" - etc. Tutaj raczej na pewno dostaniemy dużo niższą cenę także jest to raczej ścieżka dla desperatów

Zadano mi jakiś czas temu pytanie, w jaki sposób - bezpiecznie można sprzedać posiadane złoto. Pytanie nie jest trywialne bo w pierwszej kolejności należałoby zastanowić się co to znaczy "sprzedać bezpiecznie złoto"? Otóż "bezpiecznie" = bez ryzyka obrabowania, napadu, etc., ale także "bezpiecznie" = bez ryzyka, że stracimy nie wiadomo ile pieniędzy sprzedając po złej cenie.

Przy okazji warto pamiętać o tym, że cena będzie funkcją tego jak szybko chcemy sprzedać.

A więc do rzeczy - po pierwsze wystrzegajmy się przygodnych kupców. Sprawdźmy cenę złota na stronie Narodowego Banku Polskiego i policzmy ile jest warte nasze złoto w tzw. cenie spot. NBP niestety nie prowadzi już skupu złota, ogłasza jedynie jego cenę. Niestety także musimy wziąć poprawkę na to, że prawdopodobnie nie uda nam się sprzedać go w cenie spot, tylko kilka procent niższej. Na takiej zasadzie działa cały rynek i niewiele możemy na to poradzić.

Problem z powyższym może pojawić się, jeżeli nie wiemy co mamy w ręku. Np dostaliśmy monetę co do której nie wiemy jak się nazywa. Tutaj z pomocą przyjdzie nam Internet - na podstawie zdjęć zamieszczonych w sklepach internetowych ze złotem z łatwością możemy sprawdzić czym dysponujemy.
Kiedy już wiemy ile nasze złoto jest teoretycznie warte możemy udać się spieniężyć.  Jeżeli złoto kopiliśmy u porządnego dealera to możemy sprawdzić za jaką cenę odkupią od nas złoto które u nich nabyliśmy. 

Złote monety kolekcjonerskie - wartość kolekcjonerska i wartość kruszcu


Kiedy pisałem o formach fizycznego złota, w które można zainwestować swój kapitał wspomniałem także o tym, że złote monety kolekcjonerskie są droższe niż cena samego metalu. Otóż wartość tych monet powiększa wartość numizmatyczna czy też kolekcjonerska stanowiąca niejako marżę za rzadkość i stan zachowania monety.

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że wartość numizmatyczna tych monet podlega wahaniom nie do końca zależnym od cen złota. Bo kiedy temat monety staje się popularny, a sama moneta rzadka, to jej wartość numizmatyczna rośnie szybciej. Szybciej może także spadać kiedy moda na daną monetę przeminie. 

Jak pokazują analizy, z korelacją cen złotych monet kolekcjonerskich do ceny złota, bywa różnie. Bardzo różnie i czasem nawet bez jakiejkolwiek korelacji. Oczywiście cena takiej monety nie spadnie raczej poniżej ceny kruszcu bo szybko zostałaby wykupiona i przetopiona, ale wartość numizmatyczna waha się czasem dramatycznie.

Jaki z tego wniosek dla inwestora? Uważnie dobierać monety. Bo ryzyko związane ze zmiennością ich wartości jest zdecydowanie większe niż w przypadku sztabek. W zasadzie kupując złote monety kolekcjonerskie kupuje się „strukturę” złożoną z ceny złota i wartości numizmatycznej. Pierwsza stanowi dolne zabezpieczenie inwestycji, a druga podlega zmianom i może generować większy zysk.

Przechowywanie złota


Niektórzy skłonni są wydać sporą gotówkę, kupić złoto i zostawić je na "przechowanie" ... gdzieś. To "gdzieś" może przyjąć formułę oddawania dealerowi, czy też wkładania złota do jakiejś "puli". Uświadommy sobie jednak jeden fakt - w razie totalnego załamania (przed którym złoto ma nas podobno uchronić), żaden dealer będący spółką z o.o., akcyjną, czy czymkolwiek innym, nie odda nam naszego złota. Nie ważne jak ładnie wydrukowane certyfikaty nam za nie wystawił. Złoto fizyczne będzie warte tyle, że będzie się opłacało je ukraść, zdefraudować, etc... Będzie można sobie pozwać potem spółkę o wydanie "towaru", w najlepszym wypadku odzyskamy jakąś gotówkę, która pewnie już będzie wtedy znacznie mniej warta.

Sens posiadania złota fizycznego polega na jego roli ubezpieczeniowej. nie da się zrealizować tej roli kiedy oddajemy kontrolę nad naszym złotem komuś innemu.

Niech nas nie zwiedzie to, że podobnie działają banki - wszak nie wyciągamy z banku tych samych banknotów, które włożyliśmy na konto. Otóż system bankowy jest iluzją, "my myślimy, że mamy pieniądze w banku, a bank myśli, że wszyscy na raz się po nie nie zgłosimy" - poczytajcie sobie na czym polega system rezerw cząstkowych.

Kupując złoto przed tym właśnie chcemy się zabezpieczyć, nie dajmy się więc wpuścić w kanał, że ktoś nam je "przechowa", a w międzyczasie to on sobie będzie nim obracał, ale nam solennie obieca, że przecież odda. Obietnice mają to do siebie, że ludzie czasem ich nie dotrzymują. 

Kupując złoto, trzeba założyć, że będziemy je przechowywać pod naszą kontrolą. Im wyższy stopień tej kontroli tym lepiej. 

Zainwestujmy w skrytkę bankową (niektórzy się nie zgodzą i powiedzą, że to też jest poza naszą kontrolą - kwestia jest dyskusyjna - są różne stopnie kontroli, ten uważam za całkiem niezły), albo sejf, albo ostatecznie zakopmy pod jabłonką. Ale, nie zostawiajmy komuś na "przechowanie" bo to mija się z sensem.

Poza tym złoto lubi ciszę. Najbezpieczniej dla nas i naszego złota jeśli nikt poza nami samymi nie będzie o nim wiedział. Najbliższa rodzina? To kwestia zaufania – niech każdy rozważy we własnym sumieniu. Reszta świata? Absolutnie nie. Po co mają wiedzieć? 

piątek, 16 grudnia 2016

Rynek złota po podwyżce stóp przez system rezerwy federalnej FED

W czwartek FED podniósł stopy procentowe w USA i zapowiedział kolejne podwyżki. O ile samo podniesienie stóp było raczej zapowiadane, oczekiwane i rynki spodziewały się tego od dłuższego czasu, to zapowiedź dalszych podwyżek była trochę zaskakująca. Wszak w samej gospodarce amerykańskiej fundamentalnie niewiele się zmieniło w stosunku do całego mijającego roku. Komentatorzy odnoszą wrażenie, że ruch Yellen jest swego rodzaju rozgrywką w stronę prezydenta elekta Trumpa. Być może to reakcja na zapowiedzi luzowania fiskalnego ze strony nowej administracji.

W każdym razie podwyżka była przez rynki antycypowana i generalnie globalne giełdy nie specjalnie na nią zareagowały. Osłabły jedynie na tzw. rynkach wschodzących. Pisałem o tym wcześniej – działa tu mechanizm w ramach którego kiedy stopa procentowa USA wzrasta, to tamtejszy rynek finansowy odsysa kapitał o d rynków potencjalnie bardziej ryzykownych. Tak więc ceny obligacji państw wschodzących spadają.

W konsekwencji to co zobaczyliśmy na złotym, czyli skokowe umocnienie dolara w czwartek, było właśnie tym zjawiskiem. Kapitał odpływa tam, gdzie relacja zysku do ryzyka jest bardziej korzystna.

Osłabiło się także złoto. Mówimy tu o cenie złota papierowego kreowanej przez spekulantów. Jest to reakcja na zapowiedzi dalszych podwyżek stóp. W tej sytuacji kapitał spekulacyjny przesuwa się z aktywa, które nie płaci odsetek do tych, które płacą. Fundamentalnie jednak dla posiadania złota fizycznego niewiele się tu zmieniło.

Statystyki historyczne pokazują przy tym, że w 61 przypadkach na sto w 12 miesięcy po podwyżce stóp przez FED złoto notowano wyżej niż przed. Może się zatem okazać, że aktualny dołek na złocie jest dobrą okazją aby dobrać go trochę do portfela w długoterminowej perspektywie.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Dlaczego ludzie nie czytają co podpisują?

Mam wrażenie, że ludzie nie czytają ze zrozumieniem tego co podpisują i potem jak przychodzi do konsekwencji to przybierają postawę płaczących przedszkolaków, podają się za debili analfabetów, których inni muszą za uszy wyciągać z bigosu, którego sami naważyli.

Z takim przypadkiem zetknęliśmy się już raz w przypadku "nabitych w mbank", którzy podpisawszy umowy jawnie ich "dymające" później dziwili się że są "dymani". Zapytani jednak czy ktokolwiek ich zmuszał do podpisywania niekorzystnych dla siebie umów (mówimy o klauzulach ustalania oprocentowania kredytu przez zarząd banku wg. własnego widzimisię) brnęli w jakiś bełkot zapominając, że w tym samym czasie było na rynku sporo mniej niekorzystnych alternatyw.

Obecnie mamy do czynienia z podobną sytuacją. Członkowie, byłego już, SKOK Wołomin dziwią się, że dostają od syndyka wezwania do zapłaty. Zapominają wszakże, że wykupując udziały zgodzili się na bycie członkiem SKOK, co wiąże się z pewnymi obowiązkami a nie tylko prawami. Jednym z obowiązków członka SKOK (wynikających z przepisów prawa) jest odpowiadanie za zobowiązania SKOK do wysokości dwukrotności udziału (ustawa mówi, że statut kasy może przewidywać takie podyższenie). Skoro ktoś przystępuje do SKOK i wykupuje udział, to statut kasy powinien znać - to po pierwsze. Po drugie skoro ktoś już jest członkiem SKOK to powinien wykonywać swoje prawa i brać udział w zgromadzeniach członków, żeby kontrolować zarząd kasy. Po trzecie jak ktoś już się SKOKiem nie interesuje bo swoje lokaty stamtąd pozabierał, to członkostwo powinien wypowiedzieć. Jeżeli tego nie robi i kasa ma straty to niech nie płacze, że musi dopłacić.

Czy jest tu coś trudnego do pojęcia? Dla mnie jest trudne do pojęcia to, że ludzie wchodzą w jakąś relację prawną (członkostwo w SKOK) nie rozumiejąc na co się piszą i do czego się zobowiązują. Czy gdyby w statucie SKOK było napisane, że mają oddać nerkę, to też by przystąpili a potem płakali? Z debilizmu zachowań niektórych domniemuję, że pewnie tak.


piątek, 9 grudnia 2016

"Pieniądze są w bankach"...

Czy ktoś jeszcze pamięta te słowa śp. Andrzeja Leppera wypowiedziane z mównicy sejmowej kiedy domagał się aby cześć rezerwy rewaluacyjnej NBP przeznaczyć na wydatki krajowe. Wtedy zarzucono mu, że efektywnie oznaczałoby to dodruk pieniędzy. Mijały lata i koniec końców zysk NBP przeznaczano do budżetu (zgodnie z resztą z prawem) efektywnie wpuszczając te pieniądze na rynek. 

Teraz to że pieniądze są w bankach wydaje się bardzo dobrze rozumieć obecny rząd. Okazuje się, że osłabienie złotego spowodowało wykreowanie papierowego zysku NBP na poziomie około 10 miliardów. Ten papierowy zysk to właśnie tyle ile rząd potrzebuje na 500+ więc efektywnie po przekazaniu go do budżetu zostanie on wydrukowany i rozdany. Nie będzie rezerwy rewaluacyjnej, którą można byłoby wykorzystać w przypadku szoków walutowych.

Także ostatnie (konsekwentne z resztą) działania na rzecz repolonizacji banków, polegające na zakupie przez PZU i PFR akcji Pekao zmierzają do tego aby przejąc państwową kontrolę nad podażą pieniądza. We współczesnym systemie monetarnym opartym o pieniądz papierowy i cząstkową rezerwę - kreacją pieniądza zajmują się banki poprzez tworzenie kredytu. Kontrola nad tym ile kredytu jest generowane przez sektor bankowy oznacza większą kontrolę nad podażą pieniądza w gospodarce. Aktualnie poprzez PKO i PZU (Alior i Pekao) rząd kontroluje 52% sektora bankowego w Polsce.

Co to oznacza? Hmm, mam mieszane uczucia bo tli się we mnie obawa przed niekontrolowaną podażą pieniądza, która będzie skutkowała inflacją i osłabieniem się złotówki. Czy te obawy się zrealizują? Zobaczymy.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Włosi zagłosowali na "nie" - co dalej ze strefą euro?

Nie dalej jak w zeszły wtorek pisałem o stojącym przed Włochami wyborze, który może rzutować na przyszłość strefy euro i relacji z UE. Okazuje się, że w niedzielę włosi zagłosowali przeciwko reformom konstytucyjnym, czyli jakby na to nie patrzeć, uznali, że w obecnym bałaganie włoskiej polityki czują się całkiem nieźle.

Konsekwencje na razie są takie, że premier Mateo Renzi ogłosił, że poda się do dymisji. Nie potwierdziły się przy tym obawy, że wynik referendum odbije się momentalnie na notowaniach walut. Traciły wszakże akcje włoskich banków. Wygląda na to że inwestorzy uwzględnili już to wydarzenie w cenach. Jednak wgląda na to, że charakter europejskiego kryzysu polityczno-finansowego ma wszak charakter przewlekłej choroby i żadne gwałtowne skoki ciśnienia u pacjenta nie powinny wzbudzać zbytniego zainteresowania.

Konsekwencje europejskiej niemocy, w wydaniu włoskim, zmaterializują się jednak prędzej czy później. W zasadzie nie ma specjalnie mechanizmu skutecznego wspierania włoskiego sektora finansowego. Pozostaje spoglądać uważnie co w czwartek ogłosi ECB i w jaki sposób jego komunikat dotyczący programu QE odczytają rynki finansowe. Analitycy spodziewają się, że spekulacje przed czwartkowym posiedzeniem mogą podbijać wycenę euro.

W dalszej perspektywie pojawiają się jednak ważne pytania. Czy ustąpienie rządu we Włoszech otworzy drogę siłom politycznym, które będą próbowały wygenerować wystąpienie tego kraju ze strefy euro? Pomijając fakt komu się to bardziej nie opłaci, to tego typu perspektywa może jeszcze dokładać trochę do szeregu niepewności, które już mamy zagwarantowane (patrz Brexit).


piątek, 2 grudnia 2016

Ciekawe i innowacyjne inwestycje w nieruchomości

Inwestycje w nieruchomości kojarzą się nadto pozytywnie i często utożsamiane są z wyjątkowo rozsądnym oraz skutecznym lokowaniem pieniędzy. Dla wielu osób oznacza to przede wszystkim kupno mieszkania lub domu i wynajmowanie go, jednak okazuje się, że można inwestować w zdecydowanie bardziej niekonwencjonalny sposób.Biorąc pod uwagę fakt, że klasyczne inwestowanie w nieruchomości bywa dość powszechne, warto przeanalizować inne dostępne rozwiązania.
 


Wiele zależy od ludzkiej kreatywności, bowiem tak naprawdę sposobów na przemyślane zarządzanie posiadanym majątkiem jest sporo. Trzeba oszacować swoje możliwości, potrzeby i oczekiwania, a następnie zdecydować się na najlepsze rozwiązanie. Oczywiście, dany sposób na zwielokrotnienie dobytku może się okazać nieefektywny w konkretnych realiach, jednak należy zdawać sobie sprawę, że w przypadku finansów ryzyko zazwyczaj jest wkalkulowane.

Nietypowe rozwiązania i sposoby na znaczne powiększenie stanu konta

Liczba studentów w naszym kraju zdecydowanie przerasta tę, którą można było zaobserwować jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Właśnie dlatego odpowiednim sposobem na ulokowanie majątku może stać się inwestycja w akademik. Co prawda, takie rozwiązanie jest popularne przede wszystkim na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie dość powszechnym zabiegiem jest kupno jednego z pokojów i wynajmowanie go któremuś ze studentów. Dzięki temu, można czerpać wymierne zyski bez konieczności nieustannego doglądania zakupionego lokalu.

Kolejnym, nieco podobnym sposobem na zwielokrotnienie posiadanego na koncie majątku jest zakup pokoju hotelowego. Wystarczy jednorazowo zapłacić odpowiednią kwotę, a ów pokój będzie zarządzany przez firmę odpowiedzialną za sprawowanie pieczy na obiektem. Warto mieć świadomość, że w tym przypadku również inwestor nie musi martwić się o kwestię administracji, czerpiąc niemałe przecież przychody wynikające z ustalonego czynszu.

Wychodząc z założenia, że najbardziej pożądaną inwestycją jest taka, która sama sobą zarządza, a jedynym obowiązkiem właściciela jest doglądanie stanu konta, należy pamiętać o inwestycji w miejsca postojowe. Rzecz jasna, nie chodzi tu o stanowisko w osiedlowym garażu, a o lotniskowych parkingach. W tym przypadku, podobnie jak w wyżej wspomnianych, zarówno administracją, jak i rozliczaniem się z najemcami zajmuje się zewnętrzny podmiot.

Kiepski stan służby zdrowia może być atutem inwestora

Bardzo szybko może się okazać, że innym niezłym pomysłem jest inwestycja w dom spokojnej starości – choć koniecznie trzeba mieć świadomość stosunkowo wysokich kosztów takiego przedsięwzięcia. Niestety, służba zdrowia nie zawsze jest w stanie zagwarantować seniorom wszystkiego, czego potrzebują, nie tylko w naszym kraju, ale również w wielu pozostałych miejscach na Starym Kontynencie. Dlatego właśnie domy spokojnej starości cieszą się rosnącą popularnością, a firmy decydujące się na inwestycje w tej branży mają nieocenione możliwości rozwoju.

Oczywiście, to tylko kilka nietypowych i nowatorskich pomysłów na inwestycje w nieruchomości, jednak można odnaleźć całe mnóstwo innych. Wśród takowych można wyróżnić chociażby krótkoterminowy wynajem mieszkania – szansa na przenocowanie w odpowiednich warunkach taniej niż w hotelu może odnaleźć wielu zwolenników.
Portal SprytnaKasa.pl wsparł nas merytorycznie.

 

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu.

Przegląd lokat na grudzień 2016

Na blogu Moja-forsa.pl pojawił się przegląd lokat bankowych w bieżącym miesiącu. Można go przeczytać pod linkiem: http://www.mojaforsa.pl/2016/12/lokaty-bankowe-na-grudzien-2016.html
Zapraszam do lektury.
 

wtorek, 29 listopada 2016

Czy europejską gospodarkę czekają kolejne wstrząsy z epicentrum we Włoszech?

Od jakiegoś czasu mówi się, że europejski system bankowy stanowi w światowej gospodarce słabe ogniwo. Wygląda na to, że podczas gdy po kryzysie 2008 roku banki amerykańskie (przy wydatnym wsparciu amerykańskiego podatnika) pozbierały się mniej więcej, to w Europie nadal system bankowy jest w kłopotach. Jest to po trosze wynikiem funkcjonującego w Europie systemu walutowego, postawy ECB i Komisji Europejskiej. Szczególnie ta ostatnia nie chce pozwalać na bezpośrednie wspieranie przez państwa członkowskie banków. Kończy się na tym, że nie bardzo wiadomo kto ma te banki wspierać w razie problemów. 

Aktualnie jesteśmy świadkami takiej właśnie sytuacji we Włoszech, gdzie od jakiegoś czasu ECB, rząd włoski i Komisja Europejska bawią się w grę na przeciąganie status quo. Problem jednak opiera się także o system polityczny,który w Europie zaczyna trzeszczeć, a we Włoszech szczególnie. Dało się to zaobserwować już w lipcu, teraz zbliżamy się do kolejnego momentu, w którym ryzyko polityczne może przełożyć się na gospodarkę.

W niedzielę we Włoszech odbędzie się referendum na temat serii reform konstytucyjnych, które miałyby pomóc w skutecznym rządzeniu państwem. System polityczny Włoch jest anegdotyczny. Dla nakreślenia tła - od końca wojny naliczyłem we Włoszech 41 premierów i 63 rządy.
 
Premier Włoch Mateo Renzi

Tak więc ma być referendum o rządzeniu państwem, co samo w sobie nie byłoby złe gdyby nie tendencje, które zarysowują się ostatnio w Europie i na świecie (Brexit, Trump) aby "dać establishmentowi w twarz". Jeżeli Włosi zagłosują na "nie" to rząd Mateo Renzi'ego zapewne poda się do dymisji (co zapowiedział) i tu dochodzimy do spraw ekonomicznych.

Po upadku rządu do władzy zapewne dorwą się populiści (jak populiści rozmontowują gospodarkę widać na naszym podwórku), którzy nie wykluczone, że zaczną produkować hasła anty UE (na co rynki zareagują panicznie) czy sterować w kierunku wyjścia ze strefy euro (na co też rynki zareagują panicznie). Sytuacji nie poprawia fakt, że włoski sektor bankowy siedzi na górze złych długów. Banki włoskie zaś finansowały się w bankach francuskich i niemieckich, więc te nerwowo zerkają teraz w stronę Włoch. 

Renzi chciał sprawy posprzątać i do tego potrzebna mu jest reforma konstytucyjna, ale jeśli referendum upadnie to szanse na poukładanie spraw problematycznych dla włoskiego sektora bankowego będą znikome. Nie wykluczone, że Włochy zaczną dryfować w kierunku katastrofy stylu greckiego, co zważywszy na całkiem sporą jednak wielkość włoskiej gospodarki w Europie (zawsze mnie fascynowało jak tak zwariowany i nieogarnięty naród ma tak dużą procentowo gospodarkę na tle reszty EU) może być nieprzyjemne w skutkach (na pewno nerwowe). 

Pozostaje wierzyć, że rynki już uwzględniły głos na "nie" w swoich wycenach.

wtorek, 22 listopada 2016

Prawo Kopernika-Greshama a druk pieniędzy

Taka refleksja mnie naszła, pewnie Ameryki nie odkryję, ale chciałem się moją refleksją podzielić. Jest takie prawo ekonomiczne nazywane prawem Kopernika-Greshama, mówi ono, że jeśli w gospodarce mamy dwa rodzaje pieniądza, które są ekwiwalentne pod względem wartości nominalnej, ale różne pod względem wartości realnej to ten, który ma większą realną wartość (albo jest postrzegany jako lepszy) będzie gromadzony w celu przechowania bogactwa, a ten "gorszy" będzie krążył w obiegu.

To proste prawo wynika z tego, że nikt nie chciałby przechowywać swojego majątku w monetach gorszej jakości czy pieniądzach uznawanych za "mniej warte" albo "tracące  na wartości". 

Obserwację tę wywiedziono już w czasach starożytnych kiedy w obiegu były monety kruszcowe, w których co rusz to jakiś władca postanawiał obniżyć procent czystego kruszcu.

Teraz odnieśmy to prawo na obecną sytuację ekonomiczną na świecie. Mamy programy "ilościowego luzowania" czy "skupu aktywów" polegające na tym, że banki centralne produkują pieniądze i kupują za nie obligacje czy inne aktywa. Pieniędzy tych jest w bród. Tylko czy globalni inwestorzy chcą utrzymywać w nich swoje kapitały? Raczej sterują w kierunku aktywów "lepszych", stąd rosnące ceny akcji i aktywów materialnych. Ten obraz trochę zaburza fakt, że współcześnie bank centralny nie jest już jedynie odpowiedzialnych za kreację pieniądza. Większość pieniądza w systemie generowana jest przez banki w formie kredytu mamy jeszcze przepływy kapitału pomiędzy różnymi walutami i krajami. Kiedy jedna waluta jest osłabiana w wyniku dodruku to inne się umacniają względem niej.

czwartek, 17 listopada 2016

Obniżenie wieku emerytalnego

Chciałbym coś napisać na temat niedawnego przepchnięcia przez sejm obniżenia wieku emerytalnego. Wszyscy o tym piszą. Niektórzy się zapewne cieszą. Cóż, każdy patrząc swojego interesu może się cieszyć lub nie. Moja refleksja jest smutna - wiele już wypowiedziano słów na ten temat i nie chce mi się powtarzać. Demografia w naszym kraju wygląda tak że liczba osób pracujących na jednego emeryta jest coraz mniejsza i będzie spadać. Pomysły prokreacyjne rządu raczej tu nie pomogą - całe to dęcie w 500+ nie zwiększy liczby ludności w wieku produkcyjnym - to urojenia.

Problemem jest system, który z natury rzeczy (finansowanie emerytur z bieżących składek) jest piramidą finansową. Ale o tym też pisałem wiele razy i nie chce mi się powtarzać. 

Smutek mojej refleksji wynika z tego, że czuję podskórnie, że będę musiał w przyszłości płacić większe podatki, a moje dziecko zapewne jeszcze wyższe. Czuję podskórnie, że ten kierunek doprowadzi do rozwalenia polskiej gospodarki zamiast do jej wzmocnienia i mówię tu o długoterminowej perspektywie. Czuję też podskórnie, że ten system emerytalny się rozleci i na koniec to co dostanę w zamian za swoje składki będzie nędznym ochłapem.

Zostaje mi troszczyć się samemu o swój partykularny interes i nie oglądać się na państwo, co potwierdza tylko moją smutną refleksję, że jeśli więcej osób tak zrobi - system rozleci się szybciej.

środa, 9 listopada 2016

Dlaczego rynki boją się Donalda Trumpa?

Dzisiejszy poranek rozpoczął się newsem, że oto w wyborach prezydenckich w USA najprawdopodobniej zwyciężył Donald Trump. Na tę nowinę rynki zareagowały mocno nerwowo. Dlaczego?
 
By Michael Vadon [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons 

Pomijając kwestie osobowościowe czy też opinie dotyczące inteligencji przyszłego prezydenta USA jedno jest pewne. Jest on kolejną po Orbanie, Erdoganie, Kaczyńskim czy Brexicie emanacją pewnego niezadowolenia ze status quo. Status quo, które stanowiło o zyskach istotnej grupy ludzi inwestujących na międzynarodowych rynkach.

W pierwszej kolejności ryzyko rynkowe zwiększa fakt, że Donald Trump jest nieprzewidywalny. Wystarczająco wiele razy sam sobie zaprzeczał składając skrajne obietnice, że trudno ocenić na ile i w jakim kierunku popchnie politykę i gospodarkę USA.

Gospodarka amerykańska działa aktualnie praktycznie wyłącznie dzięki wspomaganiu niskimi stopami procentowymi i FED posiada bardzo wąskie pole manewru gdyby tylko coś złego zaczęło się z nią dziać. Tymczasem, jakkolwiek buńczucznie nie brzmiałyby zapowiedzi Trumpa, istnieją obawy, że jego przyszła polityka gospodarcza może poprowadzić w złym kierunku.

Nie wiadomo do czego zaprowadzą zapowiadane obniżki podatków skoro amerykański deficyt jest już teraz gigantyczny. Oczywiście zapowiedzi obniżki wydatków nie było.

Zapowiedź wprowadzenia ceł na towary importowane do USA z Meksyku i Chin grodzi popadnięciem w wojnę celną, na której nie wiadomo jak wyjdzie samo USA. Zapowiedzi Trumpa brzmią mocno izolacjonistycznie i myślę, że światowe rynki tego się obawiają - próbom renegocjacji umów handlowych, co w konsekwencji może doprowadzić do wojny celnej i ekonomicznej.

Z kolei zapowiadane przez przyszłego prezydenta ograniczenie imigracji do USA choć nośne pozornie nie pozostanie bez wpływu na amerykańską gospodarkę. Zarówno po stronie popytu jak i po stronie źródła taniej siły roboczej imigracja do USA (także ta nielegalna) jest ważnym składnikiem gospodarki wielu stanów. Być może zapowiadane obniżki podatków zamortyzują ten problem, ale kto wiek jak będzie. Ekonomia jest wszak eksperymentowaniem na żywym organizmie. 

Trump naraził się też Wall Street. Po pierwsze do końca nie wiadomo czy chce deregulacji czy pacyfikacji. Tak na prawdę nie wiadomo czego chce bo wiele razy zaprzeczał sam sobie wygłaszając populistyczne hasła. Finansiści nie lubią takich polityków, którzy raz ich głaszczą aby zaraz wymachiwać pięściami i grozić im więzieniem i nakładaniem dodatkowych podatków (na menedżerów funduszy). A Trumpa Wall Street nie lubiło już wcześniej tak czy siak na gruncie biznesowym.

Jak ostatecznie będzie funkcjonowała gospodarka USA pod rządami Donalda Trumpa wyjdzie w praniu. Warto mieć jednak na uwadze, że odnośnie zarządzania krajem to prezydent USA ma ręce związane mocno przez kongres i pomimo że republikanie mają aktualnie większość w obu izbach kongresu, to przecież nawet wewnątrz partii republikańskiej istniała opozycja wobec Trumpa.

Rynki obawiają się też nieprzewidywalnych działań na arenie geopolitycznej - zmiana paradygmatu polityki zagranicznej USA będzie zwiększać niepewność. Nie ma się co dziwić, że przepowiada się wzrosty cen złota. Ciekawe nota bene czym skończy się zapowiadany przez Trumpa audyt FED (pewnie niczym o czym opinia publiczna się dowie).

poniedziałek, 7 listopada 2016

Czy funt szterling będzie się teraz umacniał?

Naszła mnie ostatnio refleksja, że trafnie przewidziałem sytuację rynkową związaną z Brexitem. Kiedy rozważałem możliwe scenariusze - jeszcze przed czerwcowym referendum, doszedłem do wniosku, że pewne jest tylko zamieszanie. W istocie tak się stało i dzieje nadal, turbulencje na funcie szterlingu są zatem wzmożone. Wydaje się jednak, że chwilowo przynajmniej, lokalny dołek właśnie odchodzi w przeszłość.

W czerwcu przewidywałem, że siły polityczne w Wielkiej Brytanii nie odpuszczą zupełnie wyniku referendum i będą starały się metodami prawnymi doprowadzić do debaty nad jego wynikiem w brytyjskim parlamencie. Temat zdawał się być ignorowany przez samych Brytyjczyków, czy to z opcji "leave" czy "remain". Scenariusz się jednak zmaterializował i brytyjski High Court ogłosił, że rząd może zainicjować wyjście Wielkiej Brytanii z UE ale po decyzji parlamentu. Nie wiem czy w UK jest opcja aby Teheresa May po prostu nie wydrukowała wyroku (jak to w pewnym wschodnio europejskim bantustanie bywa), jest jednak opcja apelacji, którą rząd brytyjski wykorzysta. Skutek jednak jest taki, że definitywnych decyzji co do uruchomienia art. 50 traktatu Lizbońskiego, na razie nie będzie. 

Rynki wolą takie status quo zdecydowanie bardziej niż niepewność co do tego jak miałby wyglądać
"hard brexit". Może nawet uda się utopić projekt brexitu w jakiś debatach i dyskusjach parlamentarnych, albo związać rządowi ręce jakąś uchwałą kierunkową co do charakteru negocjacji. City zapewne na to liczy bo funt przestał się osłabiać.

Zaczyna się trochę materializować scenariusz, o którym pisał w październiku Wojciech Białek, który sugerował, że w okresie pomiędzy listopadem a styczniem funt powinien raczej zaliczyć lokalne minimum, po którym powinien się umacniać. 

Na to nakładają się deklarowane pozytywne projekcje Banku Anglii co do tempa wzrostu i inflacji. Bank Anglii spodziewa się wzrostu inflacji ponad docelowy poziom 2% na początku przyszłego roku i utrzymywania się jej w dłuższym okresie powyżej tego poziomu, a gospodarka będzie rosnąć w tempie 2,2% w tym roku oraz 1,4% w przyszłym. 

Wygląda więc na to, że oczekiwania rynkowe są takie, że funt się będzie wzmacniał przynajmniej do czasu kiedy pojawiłyby się jakieś znaczące informacje sugerujące "twardy brexit".

środa, 2 listopada 2016

Panika bankowa

Niedawno przez media przeleciała informacja o kłopotach jednego z banków spółdzielczych. Nastąpiło to nie tak dawno po ogłoszeniu upadłości dwóch innych banków spółdzielczych i skutkiem tego nastąpiła wśród klientów panika. Z kont banku wycofał pieniądze nawet urząd gminy (słusznie z resztą bo środki którymi dysponuje nie są gwarantowane przez BFG - ot kuriozum). Ludzie zaczęli rozsyłać do siebie paniczne SMSy a przed bankiem ustawiła się kolejka.

Sytuację zaczęli ratować wespół zespół prezesi BFG, NBP i KNF zapewniając, że zapewnią bankowi płynność itd itp.

Naszły mnie pewne refleksje przy okazji tej historii i celowo nie podaję tu nazw banków bo rzecz jest bardziej systemowa.

Po pierwsze panika dotknęła mały bank. Może i w swojej lidze (tj. banków spółdzielczych) duży, ale generalnie systemowo mały. Tymczasem emocje spowodowały, że do akcji musiała wystartować trójka NBP+KNF+BFG aby gasić nerwy klientów. Rzecz w tym, że 90% ludzi stojących w kolejce do okienka po zerwane lokaty miałaby i tak środki gwarantowane przez BFG gdyby bank upadł. Mimo to panikowali. Co działoby się gdyby analogiczne problemy miał duży bank?

By Bundesarchiv, Bild 102-12023 / Georg Pahl / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de, 

Druga refleksja jest taka, że nie rozumiem dlaczego samorządy czy instytucje państwowe trzymają kasę w bankach komercyjnych jeżeli istnieje BGK, który jest bankiem państwowym i mógłby obsłużyć te rachunki. Przecież w razie upadku banku środki takich instytucji przepadają więc albo państwo powinno je same sobie gwarantować lub trzymać je w swojej instytucji (najlepiej oba warianty). nie rozumiem też dlaczego instytucje państwowe (i niech mi ktoś nie chrzani, że samorządy to nie instytucje państwowe bo są tak samo elementem tego państwa jak wszystko inne) dają zarobić bankom komercyjnym skoro mogą w instytucji państwowej. Co poza fałszywie rozumianą wolnością i konkurencyjnością stoi temu na przeszkodzie? 

Trzecia refleksja jest taka, że mało kto uświadamia sobie jednak, że cały system bankowy jest piramidą finansową. Gdyby wszyscy naraz poprosili o wypłatę "swoich" pieniędzy z banku, klapłoby to wszystko w dziesięć minut. Bank zasadniczo działa bowiem jak pompka, która przepuszcza przez siebie pieniądze depozytariuszy udzielając z nich kredytów. Na rezerwę zostaje drobny procent środków. Wszelkie twierdzenia jakoby w bankach były jakieś pieniądze to brednie, co dobitnie udowadnia nam sytuacja małego banku spółdzielczego. 

Czy tylko ja wpadłem na to, że każdy inny biznes prowadzony w tym modelu spotkałby się ze zdecydowaną reakcją organów ścigania? Banki od paruset lat wylobbowały sobie jednak stosowne ustawy i nic im nie grozi.

niedziela, 30 października 2016

Konsolidacja kredytów w praktyce. Na co uważać? - wpis gościnny

Raty zaciągniętych kredytów i zobowiązań Cię przytłaczają? Zbliża się termin spłaty, a Ty nie masz wystarczających środków na koncie? Bank nie chce słyszeć o zmienieniu Ci harmonogramu płatności? Nie panikuj. Odpowiednim rozwiązaniem dla Ciebie może być konsolidacja kredytów. Przeczytaj, na czym polega i na co uważać decydując się na nią.

 

 

Brak pieniędzy na spłatę zobowiązań. Co robić?

Najgorsze rozwiązanie, które możesz wybrać, to zerwanie kontaktu z bankiem i niedokonanie wpłaty. Pamiętaj, bankowi nie zależy wcale na doprowadzeniu Cię do bankructwa - wręcz przeciwnie, bank chce odzyskać pożyczone Ci pieniądze. Jeśli zerwiesz kontakt z bankiem, problemy będzie miał i on, i Ty - może czekać Cię rozprawa przed sądem i egzekucja komornicza. W takiej sytuacji znacznie lepiej będzie skontaktować się z bankiem i renegocjować warunki spłaty zadłużenia. Często dobrym wyjściem będzie prolongata kredytu lub zmiana wysokości raty tak, byś spłacał mniej, ale dłużej. Jeśli bank odmawia takiego rozwiązania, jedynym wyjściem często pozostaje kredyt konsolidacyjny.

 

Kredyt konsolidacyjny - na czym polega?

Kredyt konsolidacyjny przeznaczony jest dla osób, które są już mocno zadłużone, często mają już kilka zobowiązań w różnych bankach i mają problemy z ich spłatą. Dzięki wzięciu kredytu konsolidacyjnego jeden bank przejmie wszystkie nasze zobowiązania. Bardzo często jest to rozwiązanie korzystne dla nas, gdyż po połączeniu kredytów oprocentowanie jest niższe, niż w przypadku wszystkich zobowiązań osobno. Oznacza to dla nas niższą ratę. Kredytem konsolidacyjnym możemy objąć przeróżne zobowiązania - takie jak kredyt hipoteczny, kredyt na samochód, raty za zakup sprzętu domowego czy limit w karcie kredytowej.

 

Kto może starać się o kredyt konsolidacyjny?

Kredyty konsolidacyjne są udzielane nawet osobom w złej sytuacji finansowej, które mają już wiele zobowiązań. Idąc na wizytę w banku w sprawie kredytu konsolidacyjnego będziemy potrzebowali zaświadczeń o naszych zarobkach, rachunkach, które co miesiąc opłacamy i kredytach, które wzięliśmy (będziemy musieli potwierdzić, ile rat już zapłaciliśmy i ile nam jeszcze zostało, jak bardzo zalegamy ze spłatą).
Pamiętajmy jednak, że chociaż kredyt konsolidacyjny jest produktem dla osób już zadłużonych, nie oznacza to, że każdy go dostanie. Banki raczej nie udzielają kredytów konsolidacyjnych osobom, które zerwały kontakt wcześniej z bankiem i zalegają ze spłatą kilku rat. Z tego powodu, gdy mamy problemy ze spłatą kredytu, najlepiej zgłosić się do banku jak najwcześniej. Przy braniu kredytu konsolidacyjnego często wymagany jest również zastaw - może to być jednak nawet mieszkanie już objęte hipoteką. Warto wspomnieć o tym, że banki niechętnie udzielają kredytów konsolidacyjnych na sumę wyższą niż 80-90 tysięcy złotych.

 

Jakie są zalety kredytu konsolidacyjnego?

Przede wszystkim, często to jedyne rozwiązanie, które może nas uratować w sytuacji podbramkowej. Oprocentowanie nowego kredytu jest często niższe niż suma odsetek, które już spłacamy. Dzięki rozłożeniu kredytu na dłuższy czas, spłacamy niższą ratę, na którą nas stać - dzięki temu możemy uniknąć sytuacji, w której przepada nam nieruchomość objęta hipoteką lub czeka nas egzekucja komornicza.

 

Ile będzie nas kosztować konsolidacja długów?

Pamiętajmy o tym, że konsolidacja kredytów to zawsze pewien dodatkowy koszt - nie możemy mieć złudzeń, że bank zaproponuje takie samo oprocentowanie osobie z wieloma długami i złą historią kredytową, jak komuś kto zawsze wywiązywał się ze swoich zobowiązań rzetelnie. Oprocentowanie kredytu konsolidacyjnego zawsze będzie wyższe niż oprocentowanie zwykłego kredytu hipotecznego - ryzyko banku jest w tym wypadku znacznie większe. Do tego często dochodzi koszt prowizji.

 

Czy to się opłaca?

W przypadku kredytu konsolidacyjnego zyskać możemy jedynie na tym, że rata, którą spłacamy, będzie niższa. Czas spłaty wydłuży się i to sprawi, że suma odsetek, które będziemy musieli zapłacić bankowi, będzie większa, więc łączny koszt kredytu wzrośnie. Z tego powodu powinniśmy traktować kredyt konsolidacyjny jedynie jako wyjście w sytuacji podbramkowej - jeśli tylko możemy, spróbujmy najpierw zacisnąć pasa i postarać się spłacić nasze wierzytelności bez tego.


środa, 26 października 2016

Podstawowy rachunek płatniczy za darmo - co to zmieni?

Unijni eurokraci zajmują się z zapałem poprawianiem poziomu życia ludzi. Jednym z tych pomysłów jest unijna dyrektywa o podstawowym rachunku płatniczym, która właśnie znalazła swoją implementację w formie przyjętej jednogłośnie ustawy. 

Idea polega na tym aby zmusić banki do udostępnienia klientom, którzy nie posiadają innego rachunku, produktu bezpłatnego o ograniczonej funkcjonalności. Zgodnie z ustawą, posiadacz bezpłatnego rachunku podstawowego, będzie mógł wykonywać jedynie podstawowe transakcje, takie jak: wpłata i wypłata, polecenie przelewu czy polecenie zapłaty. W ciągu miesiąca możliwe będzie dokonanie pięciu bezpłatnych poleceń przelewu lub zapłaty (w tym zleceń stałych), a za kolejne trzeba będzie płacić podobnież jak za inne usługi około-kontowe. Co ciekawe także w ramach rachunku podstawowego nie będzie można korzystać z karty kredytowej i innych produktów kredytowych, więc chęć wzięcia kredytu będzie się wiązała z przekształceniem konta i zapewne opłatą.

Oczywiście za dodatkowe usługi (w tym kartę do rachunku) będzie już musiał płacić i tutaj zapewne w ofercie banków pojawią się haczyki i gwiazdki, a karta do takiego rachunku będzie teoretycznie nie droższa niż najczęściej oferowana takiej karty innym klientom (ale jakoś czuję podskórnie, że gdzieś ukryte opłaty się pojawią). Jak to się ma do treści uzasadnienia projektu ustawy: "Projektowane rozwiązania mają na celu zwiększenie wyboru ofert usług płatniczych dostępnych dla konsumentów oraz poprawę jakości i przejrzystości usług świadczonych przez dostawców usług płatniczych, a także zwiększenie mobilności konsumentów oraz wprowadzenie ułatwień w zakresie porównywania opłat i usług w zakresie rachunków płatniczych"? 

Ja mam wątpliwości czy to zadziała. To znaczy wątpię w to, że taka oferta przekona wiele osób do skorzystania z oferty banków (po co w ogóle unijni biurokraci się tym przejmują, jaki mają w tym interes aby nakręcać klientów sektorowi bankowemu)? Wątpię też czy rzeczywiście przyczyni się to do przejrzystości oferty.

Mnie się pomysł wydaje chybiony także z takiego powodu, że dla banków tego typu produkt będzie generował raczej koszty. Koszty, które podobnie jak w przypadku podatku bankowego, zostaną przerzucone na wszystkich pozostałych klientów.  Powiedzmy sobie też szczerze, że segment klientów zainteresowanych podstawowym rachunkiem płatniczym nie jest (w mojej opinii) dla banków szczególnie atrakcyjny biznesowo. Pamiętam akcję darmowych kont w Aliorze, które po zakończeniu "promocji" były przepychane do segmentu płatnego bo ich utrzymanie było kosztowne a zyski z "osadu" na nich znikome. Poza tym jeśli ktoś chciałby mieć rachunek w banku to istnieją jeszcze nadal oferty (fakt, że było ich więcej swego czasu), które umożliwiają zakładanie i prowadzenie bezpłatnego konta (np. Nest Bank). 

Cały czas nadal nie rozumiem także po co na siłę regulować rynek i zmuszać banki do tworzenia nowych produktów zamiast zostawić konkurencji sprawę by załatwiła się sama. Jaki interes biurokraci mają we wpychaniu ludzi do sektora bankowego... 

Ciekaw jestem Waszych opinii i przemyśleń.

Źródła: 

wtorek, 25 października 2016

Czy ty także popełniałeś jako początkujący wszystkie możliwe błędy?

Zapraszam na blog Moja Forsa do lektury wpisu poświęconego błędom popełnianym najczęściej przez początkujących - czy wy też popełnialiście takie? http://www.mojaforsa.pl/2016/10/najczestsze-bedy-poczatkujacych.html

piątek, 21 października 2016

Wpływ wyborów prezydenckich w USA na rynek finansowy (wpis gościnny)

Już 8 listopada Amerykanie podejmą decyzję, mogącą silnie wpłynąć na kreowanie nastrojów panujących na rynku finansowym w najbliższym czasie. Pojawienie się kontrowersyjnego pretendenta do prezydenckiego fotela w postaci Donalda Trumpa wzbudziło niepewności, a te uwidaczniają się również w notowaniu walut. Jak ewentualne zwycięstwo tego kandydata może przełożyć się na nastawienie inwestorów?

 



Walka na słowa

Dwie debaty na linii Clinton-Trump nie zdołały jednoznacznie wskazać zwycięzcy tych starć. Ostanie spotkanie pomiędzy kandydatami zostanie zapamiętane jako pozbawiony zasad moralnych spektakl. Ciężka atmosfera, dziwna mowa ciała oraz wzajemne wytykanie błędów bardziej przypominało przepychankę uliczną niż produktywny dialog, który pomógłby obywatelom w podjęciu decyzji.

Podczas telewizyjnej rozgrywki republikanin formułował wiele zarzutów w kierunku Hillary Clinton, jednak sam też musiał się zmierzyć z oskarżeniami, dotyczącymi przede wszystkim traktowania kobiet i mniejszości narodowych, a każdy taki zarzut wobec Trumpa zmniejsza prawdopodobieństwo wygranej i uspokaja nieco rynkowe nastroje.

Co wygrana Trumpa oznacza dla rynku finansowego?

Forex lubi stabilność, a kandydaturze Donalda Trumpa do stabilności daleko. Pojawienie się kandydata podążającego nieutartymi wcześniej ścieżkami, wskazuje na silną potrzebę zmian w Stanach Zjednoczonych. Z kolei takie zmiany budzą wiele pytań o przyszłość. Trump jest dla Forexu jak nowy front, trudno jednak przewidzieć jaka będzie jego siła, kierunek, a tym bardziej przewidzieć skutki.

Nieprzewidywalność rodzi obawy i to względem kwestii, tak głośno analizowanej w ostatnim czasie przez inwestorów, mianowicie podwyżki stóp procentowych w USA. Podczas pierwszej debaty prezydenckiej Donald Trump przypisał prezes Rezerwy Federalnej Janet Yellen upolitycznienie, co jest sytuacją bezprecedensową w historii wyborów prezydenckich. Zarzut dotyczył utrzymywania niskich stóp procentowych, w celu wspierania koniunktury gospodarczej kraju podczas prezydentury Baracka Obamy. Według niego powstała w ten sposób bańka spekulacyjna, która pęknie wraz z zacieśnieniem polityki monetarnej. Rynek spodziewa się, że taki krok nastąpi jeszcze przed końcem tego roku, jednak już po wyborach prezydenckich.

Skutki zmian w Fed

W związku z powyższym trudno spodziewać się, aby po ewentualnej wygranej Trumpa obecna szefowa Fed zdecydowała się na kontynuowanie swojej pracy do końca kadencji, która wygasa w 2018 roku. Janet Yellen może postanowić odejść jeszcze przed grudniowym posiedzeniem w sprawie stóp procentowych, co zdezorientowałoby rynek. Pojawią się także obawy o zastąpienie jej stanowiska osobą z obozu Trumpa, a to odzwierciedliłoby się przede wszystkim w kursie walut rynków wschodzących. Zatem brak stabilności może się okazać silniejszym czynnikiem ryzyka niż spodziewana podwyżka.

Wahania walut nie są wykluczone również wtedy, gdy zwycięstwo odniesie kandydatka demokratów. Według informacji napływających zza oceanu, znana z gołębiej polityki Lael Brainard, może zostać w takiej sytuacji powołana na stanowisko sekretarza skarbu. Odeszłaby wtedy z Fed największa przeciwniczka zacieśniania polityki monetarnej.

Do wyborów pozostało niewiele czasu. Może podczas ostatniego etapu zmagań pomiędzy kandydatami o fotel prezydencki szala zdoła się przechylić na którąś ze stron. Jest to o tyle istotne, że tylko wyraźny faworyt wyścigu do Białego Domu pozwoli rynkowi Forex na przygotowanie się do nadchodzących zmian.


Artykuł opracowany przy współpracy z Ekantor.pl