Przegląd Finansowy: 16-02-01 - 16-03-01

środa, 24 lutego 2016

Coś o kondycji światowej gospodarki

Rzeczywistą kondycję światowej gospodarki (szczególnie w sektorze produkcji) dobrze pokazują wskaźniki odnoszące się do transportu towarów. Zależność jest prosta i logiczna, wszak gospodarka kręci się w tedy kiedy fabryki produkują, a ludzie kupują i używają wytworzone towary. Kiedy ktoś kupuje towar - trzeba go dostarczyć. Żeby wyprodukować towar trzeba przewieźć surowce, wszystkim zaś uczestniczącym w procesie produkcji trzeba dostarczyć w jakiś sposób żywność i paliwo.


Wskaźniki odnoszące się do przewozów towarowych mogą nam zatem pokazać to, czego nie pokażą wskaźniki operujące na wartości produktów (zafałszowanej tym, że ceny określane są w jakiejś walucie). Stąd bardziej niż wartość przewiezionych towarów, interesująca może być liczba przewozów. transport morski pełni tu szczególną rolę. 81% wolumenu handlu światowego jest transportowane drogą morską. 

Dlatego też interesującym wskaźnikiem jest Baltic Dry Index - pisałem o nim już kiedyś, stąd też nie będę się powtarzał. Przypomnę jedynie, że wskaźnik ten publikowany jest codziennie przez londyńską Baltic-Exchange wyznacza syntetyczny koszt transportu morskiego materiałów i towarów. Co nam mówi wskaźnik odnoszący się do kosztu transportu, skoro przedtem pisałem o liczbie przewozów? 

Ano zależność jest prosta. Kiedy mamy duże zapotrzebowanie na przewozy to koszt rośnie bo liczba statków jest ograniczona i nie tak prędko można wybudować nowe statki. Kiedy więc gospodarka rozkręca się i liczba przewozów wzrasta, rośnie też ich cena, a za nią wskaźnik BDI. Kiedy gospodarka się schładza to zapotrzebowanie na przewozy maleje, spadają ceny (bo statek lepiej aby pływał po kosztach niż rdzewiał bezczynnie) i spada wskaźnik BDI. Sadek ma miejsce w sytuacji tak jak wskazywaliście w komentarzach - kiedy zdolności przewozowe rosną szybciej niż zapotrzebowanie (bo np. oddaje się bardziej pojemne statki mające większe ładowności).

Spójrzmy zatem na wykres, co nam powie wskaźnik BDI?


Najwyższy w historii poziom BDI osiągnął w maju 2008 tuż przed krachem i światowym kryzysem. Potem spadł, trochę się odbił, ale generalnie szoruje na historycznym dnie... ale ale... zaraz właśnie BDI jest NAJNIŻEJ W HISTORII, na poziomie 291 (10 i 11 luty 2016) punktów nie był nawet po globalnym załamaniu w 2008 roku (wtedy w szczycie wynosił 11555 tak jedenaście tysięcy..., aktualnie na poziomie 316). 

To co widać na wykresie BDI potwierdza też jeszcze jedna informacja na którą natknąłem się dziś rano. Jak donosi Puls Biznesu "tempo złomowania statków jest większe niż ich budowania. Deutsche Bank zwrócił uwagę, że w ubiegłym tygodniu na złom poszło 16 statków o zdolności przewozu 1,6 mln ton. W tym samym okresie dostarczono 9 nowych jednostek."  Od początku 2016 skala złomowania statków jest o 80% wyższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku. jednym słowem statki są niepotrzebne bo ilość przewozów tak zmalała, że stoją i rdzewieją. Bardziej opłaca się je pociąć na żyletki niż utrzymywać, więc liczba ich złomowań wzrosła.

Czy to oznacza, że światowa gospodarka jest w świetnej kondycji? Wręcz przeciwnie. Wzrost tonażu przewożonych ładunków jest mniejszy niż dostępne moce przewozowe. Oznacza to, że światowy handel zamiera nie rośnie taj jakby się tego spodziewali przewoźnicy, gospodarka spowalnia i (jeśli traktować BDI jako wskaźnik wyprzedzający) czeka nas coś niedobrego.  Chyba że już dzieje się źle, ale tego jeszcze nie dostrzegamy.


poniedziałek, 22 lutego 2016

Co jeśli będziemy mieli w Polsce "drugą Grecję"?

Od kiedy nowy rząd zaczął przedstawiać swoje pomysły na gospodarkę i sprawy socjalne, coraz częściej zaczynamy słyszeć ostrzeżenia, że będziemy mieli w naszym kraju "drugą Grecję". Załóżmy na chwilę, że złe prognozy się spełnią - jeżeli tak to co nam grozi i jak się na to przygotować?

Po pierwsze należy sobie uświadomić, że nie jesteśmy krajem odizolowanym gospodarczo - jesteśmy zależni od sytuacji gospodarczej za granicą, mamy własną walutę i funkcjonujemy w jakimś otoczeniu w świecie i w Europie. Dla jednych powyższe zdanie będzie powodem do dumy, dla innych zabrzmi złowróżbnie. 

Otóż mając własną walutę jesteśmy podatni na spekulacje i przepływy kapitału. Włóżmy też między bańki zapewnienia o tym, że NBP byłby w stanie złotówki bronić jeśli trzeba - rezerwy NBP wystarczyłyby na kilka dni przypadku na prawdę poważnego ataku spekulacyjnego. przypomnijmy sobie jak w kryzysie 2008 roku wyglądały kursy walut.

Po drugie Polska i obywatele naszego kraju są mocno zadłużeni w walutach. Efektem tego tąpnięcia na rynkach walutowych wpływają na wysokość długu, który jest do obsłużenia. Wspomnijmy co się działo w styczniu 2015.

Po trzecie, nasz budżet jest na permanentnym deficycie. Nigdy nie przypominam sobie jednego roku z nadwyżką budżetową. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko tyle, że nasz dług przyrasta. Jesteśmy uzależnieni od zapożyczania się na rynkach finansowych. Jedno tąpnięcie i ogon zacznie machać psem.

Stabilność sektora bankowego jest taka sobie. Mamy już kilka upadłych SKOKów i jeden bank spółdzielczy i banki ledwo są w stanie pokrywać konieczne wpłaty do BFG. W przypadku krachu systemowego jedynym ratunkiem będzie pożyczka z NBP (czyli dodruk pieniądza) co osłabi walutę, co podniesie koszty obsługi długu, co spowolni gospodarkę i pogłębi problemy budżetu... spirala się rozkręca.

Sytuacja globalna też na nas wpływa, spowolnienie gospodarcze czy kryzys na świecie osłabi naszą gospodarkę. Kryzys bankowy może skutkować drenowaniem naszych lokalnych instytucji finansowych z kapitału. Wystarczy, że przestaną udzielać kredytów, albo że oprocentowanie kredytów przestanie być wrażliwe na stopy NBP... 

Takich negatywnych sprzężeń zwrotnych jest sporo.
 

Mamy więc rząd, który podejmuje bardzo konkretne zobowiązania i ma bardzo mgliste pomysły na ich finansowanie. Scenariusz jaki się w tej sytuacji rozwinie ma szanse zależeć w dużej mierze od szczęścia. Jeśli się nie poszczęści możemy mieć problemy.

Załóżmy więc hipotetycznie, że mamy "drugą Grecję". Jest więc kryzys gospodarczy, przedsiębiorstwa upadają, osłabia się złotówka, zaczynają kłaść się banki. Jak można przygotować się na taką ewentualność?

Według mnie każdy rozsądnie myślący na okoliczność takiego scenariusza powinien mieć przygotowane: 
  1. Pewną kwotę oszczędności w gotówce - trzeba założyć, że kryzys może doprowadzić do sytuacji "wakacji bankowych" - przestaną działać bankomaty, nie będzie można zapłacić kartą powyżej jakiejś kwoty. Na taką okoliczność kwota minimum to wg. mnie ekwiwalent miesięcznych kosztów życia w gotówce.
  2. Część oszczędności w gotówce w walutach - w sytuacji problemów, na pewno osłabi się złotówka. W Grecji nie było tego problemu - tam było euro, które w walizkach wywożono z kraju. W przypadku polski złotówka zanurkuje - waluta pozwoli częściowo zachować wartość naszych oszczędności. Dlaczego gotówka? Bo jak zamkną bank to nie wypłacimy żadnej waluty z konta w banku. Co gorsza jeśli dojdzie do scenariusza jak w Argentynie, to nam walutowe oszczędności przeliczą na złotówki po złodziejskim kursie. Ile tej gotówki, to już każdy musi we własnym sumieniu rozważyć.
  3. Część oszczędności w złocie. Złoto ma tę cechę, że łatwo w niewielkiej objętości i wadze skoncentrować wyższą wartość. W razie konieczności ewakuowania się z kraju, wywiezienie złota i waluty może być jedyną szansą uratowania czegoś z naszego majątku. Złoto poza tym pozostaje odporne na wahania walut względem siebie. Jego cena owszem się zmienia, ale jakimś przechowalnikiem wartości będzie zawsze. Poza tym, cokolwiek by się działo złoto od nas zawsze ktoś odkupi, nieważne po jakiej cenie, ale zawsze się ktoś chętny znajdzie, nad tym czy innym morzem.
Jakie jeszcze bardziej egzotyczne opcje można rozważyć?
  1. Konto bankowe za granicą? jest to jakaś opcja, ale nie przerabiałem tego - jest to wariant zapewne kosztowny i ma sens w przypadku większych kwot. Najbezpieczniej byłoby w Szwajcarii, ale tam nie jest pewnie łatwo założyć rachunku nie będąc rezydentem. 
  2. Relacje z rodziną za granicą - inwestowanie w relacje z rodziną na emigracji nie jest głupim pomysłem. Lepiej mieć opcję, że będzie się u kogo zatrzymać, albo że ktoś przechowa dla nas jakieś pieniądze czy precjoza
Macie jeszcze jakieś pomysły? Napiszcie w komentarzach...

poniedziałek, 15 lutego 2016

Jeszcze kilka zagadnień o Bitcoin

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z Bitcoinem i kiedy pisałem pierwszy artykuł na ten temat, wynotowałem sobie jeszcze kilka zagadnień które chciałem poruszyć. Cały czas, jak już analizuję temat Bitcoina od jakiegoś czasu fascynuje mnie on w kategoriach trochę eksperymentu.Zastanawiam się nad tym gdzie i w jakim miejscu można zarobić w kontekście Bitcoina i oto co przyszło mi do głowy.

Pierwsza sprawa, czy kopanie Bitcoina ma sens? Na tyle na ile udało mi się zorientować ma ono sens tylko i wyłącznie kiedy spełnimy jednocześnie kilka warunków:
  • będziemy mieli bardzo tani sprzęt - "koparki",
  • będziemy mieli praktycznie zerowe koszty własne,
  • uzyskamy dostęp do praktycznie darmowego prądu,
  • będziemy robili "kopalnię" na duża skalę.
Spełnienie powyższych w domowych  warunkach nie jest możliwe, stąd nie ma to sensu. Widzę tu przy okazji duże zagrożenie dla sieci Bitcoin - otóż duża koncentracja "rynku" kopalń dostarczających mocy obliczeniowej do sieci może grozić bezpieczeństwu sieci.

Skoro nie ma sensu próbować "kopania" samodzielnie to może wykupić dostęp w "chmurze" do mocy obliczeniowej? Nie wydaje mi się to sensowne ani rozsądne. Większość tego typu usług "cloudminingu" to scam, jedna którą sprawdziłem i działa daje tak niskie stopy zwrotu, że cała rzecz nie ma sensu.

Zatem zostaje próba spekulacji na różnicach kursowych. Problem w tym, że rynek Bitcoin jest płytki i na tym płytkim rynku rozbujanie go jest możliwe nawet dla niedużych graczy. Próby przewidzenia kierunku zmian cen Bitcoina to czysty hazard. Krótko i średniookresowa spekulacja jest więc moim zdaniem bez sensu.

Więc może trzymać po prostu oszczędności w Bitcoin? Cóż, fundamentalnie wydaje mi się, że mogłoby to mieć szanse powodzenia. W krótkim i średnim terminie jednak cena jest nieprzewidywalna i nawet jeśli fundamentalnie wydaje nam się, że wartość Bitcoina będzie rosnąć w miarę rozwoju jego rynku, to należy się przygotować na szoki cenowe.

Czy zostaje Bitcoin jako medium rozliczeniowe? To co przemawia na jego korzyść to niższe koszty transakcyjne przy przesyłaniu pieniędzy i transakcjach. Jednak komplikacja techniczne skutecznie stoi temu na przeszkodzie. 

Będę przyglądał się Bitcoinowi i pewnie wracał do tematu. Ciekaw jestem co wy na ten temat sądzicie.

piątek, 12 lutego 2016

Nowe 200zł

Dzisiaj Narodowy Bank Polski wprowadza do obiegu nową wersję banknotu 200zł z ulepszonymi zabezpieczeniami. Już niedługo zatem będziemy mogli się natknąć na nowe banknoty wypłacając je z banku lub bankomatu. 

Wzory nowej dwusetki prezentują się następująco:





Na nowym banknocie umieszczono m.in. nitkę okienkową z efektem zmienności optycznej, ozdobny element graficzny, płynnie zmieniający kolor ze złotego na zielony, złoty opalizujący ornament, wzbogacono znak wodny, zmieniono znak recto-verso i lewa część banknotu, gdzie znajduje się znak wodny, jest niezadrukowana. Wprowadzono także ułatwienia dla osób niewidomych i niedowidzących:  10 ukośnych pasków umieszczonych wzdłuż krótszych krawędzi banknotu i trójkąt w lewym dolnym rogu wykonany z drobnych kółek wyczuwalnych w dotyku.

Co ciekawe NBP prowadzi tez prace nad banknotem 500zł z wizerunkiem Jana III Sobieskiego. Cała seria banknotów została zaprojektowana przez Andrzeja Heidricha.


wtorek, 9 lutego 2016

The Death of Money by James Rickards - audiobook

Dla miłośników interesującej literatury, tym razem w wersji audio polecam kolejną książkę Jima Rickardsa. Recenzję poprzedniej (Wojny Walutowe) zamieściłem już na blogu, tym razem proponuję odsłuchanie w wersji audio książki pt. "The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System". Stety, albo niestety - w wersji angielskiej.

Część 1

Część 2

Część 3

Część 4




piątek, 5 lutego 2016

Czy SP500 jest w bańce?

Patrzę sobie na wykres indeksu SP500 rynku akcji amerykańskich i zastanawiam się, czy zadawanie pytania o to, czy amerykański rynek akcji jest w bańce... jest w ogóle na miejscu. Odpowiedź wydaje się oczywista jeśli tylko spojrzy się na wykres.
Pierwszy szczyt na przełomie lat '90 i 2000 ro szczyt bańki internetowej. Drugi szczyt to moment tuz przed krachem i upadkiem Lehman Brothers. Trzeci szczyt na SP500 jest dziś... tuż przed nadchodzącym krachem. Tak sądze.

Obecna bańka jest napędzana drukowaniem dolarów przez FED, zerowymi stopami procentowymi i pompowaniem taniego pieniądza na rynki kapitałowe.

Patrząc tylko na wykres widać wyraźnie, że wzrost w tym tempie jest nie do utrzymania. Nie wiadomo kiedy dokładnie nastąpi krach, czy obecne spadki to już jego znamiona. Jedyne co jest pewne to to, że nie da się utrzymać wzrostu w nieskończoność i spadki są nieuniknione. Jeśli FED postanowi znowu podnieść stopy to (jak pisałem wcześniej) odetnie co bardziej ryzykowne biznesy od marży zysku. To wysypie się na rynek akcji, nie ma innej opcji.

Problemem jest rozdźwięk pomiędzy rynkiem kapitałowym w USA i realną gospodarką. Realnie gospodarka nie wzrosła w latach 2009-2015 tak bardzo jak mógłby na to wskazywać wzrost indeksów giełdowych. Wzrosty na giełdzie wywołała nadpodaż papieru. 

Co ciekawe - ostatnio można zaobserwować ciekawą tendencję. Coraz więcej przedsiębiorstw kupuje własne akcje. To tak jakby rynek już nie miał wystarczającej siły popytowej aby utrzymać wysoki kurs giełdowy, a kapitał (który można tanio pożyczyć płacą praktycznie zerowe odsetki) nie miał się gdzie podziać. Czym to może skutkować kiedy nagle za ten pożyczony kapitał będzie trzeba zapłacić? Wole nie myśleć. 

Problem w nadchodzącym kryzysie polega też na tym, że zastrzyki lekarstwa w postaci taniego druku pieniądza już powoli przestają działać. Poprzedni kryzys gaszono właśnie programami QE, ale czym będzie gasić przyszły kryzys wywołany właśnie programami QE?



wtorek, 2 lutego 2016

Przegląd lokat bankowych - luty 2016

Przyznam się szczerze, że sam nie pamiętam już kiedy ostatnio przeglądałem na rynku dostępne lokaty bankowe. Jak sobie teraz sprawdziłem było to równo dwa miesiące temu. Pytanie co w tym czasie zmieniło się na rynku? Cóż, mamy już podatek bankowy to i nie spodziewałbym się cudów. Raczej będzie marniej. Sprawdźmy.

W przypadku lokat z tak zwanymi haczykami (wymagających założenia konta, albo wpłaty nowych środków) mamy nadal kilka promocji (wybrałem te powyżej 3% żeby promocja miała jakiś sens):
  • Idea Bank daje 4% na 3 miesiące na Lokacie Happy - tylko dla nowych klientów
  • mBank daje też 4% na 3 miesiące na lokacie "4% na wejście" dla otwierających konto
  • Millenium ma na 3 miesiące lokatę mobilną na 3,25% tylko dla posiadaczy konta
  • BGŻOptima ma na 3 miesiące lokatę bezkarną na 3,2% dla otwierających rachunek
  • Deutsche Bank daje na 2 miesiące 5% na db Lok@cie dla nowych klientów
  • Alior daje nowym klientom na 2 miesiące 4%

Zwykle te lokaty promocyjne mają maksimum 10 tysięcy złotych  z wyjątkiem BGŻOptima, którego Lokata bezkarna ma limit 100 tysięcy.

Bez haczyków i potrzeby posiadania konta można założyć sobie na 3% jedynie lokatę rentierską na 3 lata w Noble Banku (minimum 150 tyś) albo (też na 3 lata) lokaty w Santander i T-Mobile Usługi bankowe (minimalnie 1000zł albo 5000zł)

Z pozostałych:
  • Alior na 2 miesiące proponuje 2%
  • Idea Bank także na 2 miesiące daje 2%
  • neBank online na 3 miesiące daje 2,3%
  • Getin na 3 miesiące daje 2,2%
  • Noble bank na 3 miesiące - 2,2%
  • Plus bank na 3 miesiące - 2,15%
  • Idea Bank na 3miesiące - 2,15%
  • BZ WBK na 4 miesiące daje 2,6%
  • BOŚ na 4 miesiące daje 2,3%
  • Idea Bank na 4 miesiące proponuje 2,15%
Stawki rosną przy depozytach 6 miesięcznych (od 2,1% do 2,40% proponują Getin Bank, Plus Bank, Idea Bank, Toyota Bank,  BOŚ i Noble Bank), 9 miesięcznych (od 2,11% do 2,35% proponują Toyota bank, BOŚ, Idea Bank, Getin Bank i Noble Bank) i 12 miesięcznych (od 2% do 2,57% proponują, Santander, neoBank online, Idea Bank, Getin Bank, Toyota Bank, Noble bank, BOŚ i BIZ Bank).

Łezka się w oku kręci kiedy się kończą założone trzy lata temu lokaty na 6%...