Przegląd Finansowy: 16-04-01 - 16-05-01

piątek, 29 kwietnia 2016

Bitcoin na legalu

Zastanawiałem się przez chwilę jaki dać tytuł. Rzecz w tym, że chciałem napisać notkę o tym jak to bitcoin zostaje uznany przez kolejne instytucje rządowe za pełnoprawny środek płatniczy. Otóż nie dalej jak w piątek rząd japoński zatwierdził zmiany w przepisach uwzględniające bitcoina i inne cyfrowe waluty jako posiadające funkcję zbliżoną do "prawdziwych" pieniędzy. Rzecz jasna wiąże się to z wtłoczeniem różnego rodzaju biznesów związanych z bitcoinem (giełdy wymiany na ten przykład) w pewne ramy prawne, które dla niektórych mogą być niewygodne, a dla innych stanowić wręcz zaprzeczenie bitcoina. Z drugiej strony zwiększy to zapewne bezpieczeństwo i pozwoli uniknąć sytuacji jak z Mt.Gox. Poza tym to w mojej opinii pozwoli na popularyzację wirtualnej waluty przy jednoczesnym utrudnianiu wykorzystania jej do działań nielegalnych.

Druga podobna informacja napłynęła niedawno z Luksemburga gdzie giełda wymiany Bitstamp po pozytywnie przeprowadzonym procesie audytu otrzymała licencję instytucji płatniczej, na mocy której może legalnie prowadzić działalność w zakresie transakcji płatniczych, rozliczeń transakcji, przekazów pieniędzy, etc. na terenie całej unii. W związku z tym Bitstamp ogłosił, że od wtorku 26 kwietnia uruchamia trading BTC/EUR i możliwość przelewania na konto środków w EUR bez przewalutowania na USD.

Wygląda zatem na to, że rynek bitcoinowy staje się bardziej uregulowany. Moim zdaniem rysuje to dla bitcoina coraz lepsze perspektywy. Lepsze niż pozostawanie na granicy. Zdecydowanie bardziej dla popularyzacji wykorzystania kryptowalut będzie jeśli użytkownicy będą mieli pewność, że korzystają z usług podmiotów, które spełniają choćby minimalne wymogi, niż bez tych regulacji. Zaraz się pewnie podniosą głosy, że to zabije bitcoiina bo regulacje i szpiegowanie transakcji, etc... Ja tam uważam, że po pierwsze jak ktoś będzie chciał bitcoina nielegalnie wykorzystywać to znajdzie na to sposób korzystając z usług firemek w Zimbabwe (z całym szacunkiem do Zimbabwe), a jak ktoś chce mieć całkowitą pewność, że nie będzie szpiegowany to niech używa gotówki. Coś za coś, albo powszechność i regulacja, albo brak regulacji i niszowość. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka. takie jest moje zdanie.

Źródła:

wtorek, 26 kwietnia 2016

Kupowanie złota w goldsaver.pl - infografika

Serwis goldsaver.pl, którego recenzję i opis publikowałem na blogu przygotował infografikę, która pokazuje dlaczego bardziej opłaca się kupić sztabki 1oz w serwisie Goldsaver niż kupować sztabki o mniejszej gramaturze. 


Disclosure: Artykuł powstał w ramach odpłatnej współpracy. Otrzymałem wynagrodzenie za jego  publikację.

piątek, 22 kwietnia 2016

Nieruchomości na wynajem, podnajem i powierzenie zarządzania wynajmem

Spływający regularnie dochód z wynajmu nieruchomości jest chyba marzeniem każdego. Gdyby jeszcze posiadanie takiego strumienia dochodu nie było okupione stresem związanym z koniecznością pozyskiwania, pilnowania i sprzątania po najemcach, każdy właściciel mieszkania na wynajem byłby wniebowzięty. Nieruchomość wynajmowana może bowiem generować dochody, ale mieszkanie stojące puste w oczekiwaniu na najemców to w zasadzie same koszty.

W naszym kraju rynek najmu mieszkań jest, w porównaniu z krajami zachodnimi, dosyć prymitywny. Składają się na to czynniki związane z otoczeniem prawnym i zaszłości historyczne. Na zachodzie w nieruchomości na wynajem inwestują często duzi instytucjonalni inwestorzy albo ludzie kupujący od razu więcej mieszkań, a zarządzaniem operacyjnym samym procesem najmu zajmują się wyspecjalizowane agencje. U nas w większości przypadków rzecz realizuje się metodą chałupniczą.

Dlatego też z zainteresowaniem dostrzegam pojawienie się w Polsce wyspecjalizowanych podmiotów, które zajmują się najmem nieruchomości. Natknąłem się na temat czytając wywiad z Mateuszem Brejtą.

Sednem tego wywiadu był koncept biznesowy polegający na podnajmie już wynajętych mieszkań. Polecam lekturę, nie chcę się tu o tym rozpisywać jako o sposobie na życie (choć też ciekawe). Ja chciałem zahaczyć o temat z innej strony.

Rzecz w tym, że już zaczynają działalność w Polsce firmy specjalizujące się w obsłudze mieszkań na wynajem. Działanie takiej firmy polega na tym, że podpisuje ona umowę z właścicielem mieszkania zobowiązując się do opłacania regularnego czynszu. Jednocześnie zgodnie z umową firma jest uprawniona do podnajmowania mieszkania dalszym najemcom. Firma bierze na siebie wtedy wszystkie ryzyka związane z "obsługą najemców" ich wypłacalnością czy kontrolowaniem. Firma sama odpowiada wtedy za znalezienie chętnych do wynajęcia mieszkania. Właściciel otrzymuje regularny czynsz. Wpływy dla niego są oczywiście niższe niż gdyby sam zajął się całą otoczką związaną z "obslugą" wynajmu mieszkania, ale za to są pewne i z barków ma zdjęty bagaż zaprzątania sobie głowy najemcami. Idealne rozwiązanie dla kogoś kto inwestycję w nieruchomości traktuje jako inwestycję finansową i nie chce bawić się osobiście we wszystkie sprawy związane z najmem albo nie ma na nie czasu.
 


Oczywiście nic nie jest za darmo. Oddanie części ryzyka i powierzenie pewnej pracy profesjonalnemu podmiotowi wiąże się z tym, że część zysków z tytułu wynajmu mieszkania trzeba oddać "za zarządzanie". Dla kogoś posiadającego mieszkanie usługi takiej firmy jaką prowadzi pan Brejta, czy Muturi mogą być wybawieniem od kłopotów "użerania się z najemcami". Dla kogoś kto chce wejść w nieruchomości aby potraktować je jako inny rodzaj inwestycji "finansowej" przekazanie komuś mieszkania w zarządzanie uwalnia od maczania sobie rąk w rzeczach, na których się nie znamy.

Każdy winien ocenić, czy opłaca mu się taki układ i czy sam byłby w stanie zrobić wszystko lepiej samodzielnie. Niemniej jednak istnienie takich podmiotów, które za opłatą przejmują zarządzanie mieszkaniem, pozyskiwaniem najemców i windykacją, jest szansą na rozwój tego rynku.

środa, 20 kwietnia 2016

Fixing złota w chińskim yuanie - Shanghai Gold Benchmark Price

Jakoś tak się składa, że ostatni tydzień jest przeładowany informacjami o złocie. Kiedy w sobotę pisałem wpis pt. "Co w złocie piszczy" nie było jeszcze wiadomo czy na giełdzie w Szanghaju zostanie w końcu w tym tygodniu uruchomiony fixing złota denominowany w yuanach. 

Ostatecznie tak się stało jak informowałem. We wtorek ruszyła oficjalnie "Shanghai Gold Benchmark Price" - codzienna wycena złota w chińskiej walucie. 

Dlaczego ta informacja jest taka istotna? Bo jest to kolejny kamyczek do ogródka dolara. Kontrahenci, chcący kupować fizyczne złoto na giełdzie w Szanghaju nie będą musieli oglądać się na kurs dolara. Z kolei dla juana jest to ważny krok do umiędzynarodowienia waluty do czego Chiny dążą od dawna i o czym wielokrotnie pisałem. Jest to także wyraz woli oderwania się od giełd na których wyznaczanie ceny jest manipulowane (Londyn, Nowy Jork). O manipulacji rynkiem złota pisałem w kwietniowym newsletterze w tekście dla prenumeratorów.

Na razie  fakt uruchomienia w Szanghaju fixingu złota nie będzie raczej miał bezpośredniego wpływu na ceny. Jest to jednak jedno z wielu wydarzeń wskazujących na trend światowej gospodarki - słabnącej pozycji dolara i rosnącej pozycji złota i chińskiej waluty.

Więcej informacji u źródła:

wtorek, 19 kwietnia 2016

Jak ja nie mogę znieść naganiaczy na Forex

Regularnie co jakiś czas dzwoni do mnie bezczelny typ próbujący namówić mnie na założenie rachunku do gry na Forex. Dodatkowo regularnie dostaję całą masę spamu naganiającego na "zarabianie na forexie". Kiedy jednak wczoraj nadziałem się na ewidentnie manipulacyjną reklamę miarka się przebrała. 

Dlaczego mnie to tak denerwuje? Otóż denerwuje mnie przede wszystkim nachalne naganianie do zakładania rachunków wstrętne manipulacje mające na celu przedstawić obraz forexu jako miejsca, w którym bez jakiegokolwiek wysiłku można zarobić olbrzymie pieniądze. Rzecz jasna temat ryzyka w takich reklamach nie istnieje. 

Jak inaczej niż "manipulacją" można nazwać artykuł sponsorowany opisujący "historię" pana, który "po 2 godzinach szkolenia" zaczął zarabiać na forexie kilkanaście tysięcy złotych "stosując kilka banalnie prostych metod" i teraz może leżeć na kanapie albo bawić się z dziećmi. Rysuje się sielankowy obraz "zarabiania" przy pracy przez dwie godziny dziennie dzięki wspaniałemu wynalazkowi jakim jest 50 krotny lewar. Problem w tym, że w całym takim sponsorowanym tekście nie ma ani jednego słowa o ryzyku! Nie ma ani jednego słowa o tym, że zawieranie transakcji na Forex jest w dużej mierze hazardem i w starciu z wielkimi graczami dysponującymi olbrzymimi zasobami do manipulacji rynkiem i zawierania transakcji w milisekundowych slotach czasu, którzy mają potężne centra komputerowe składające automatycznie zlecenia wyprzedzające - w starciu z takimi graczami każda płotka jest paszą na pożarcie.


W takich artykułach sponsorowanych nie ma słowa o tym, że gra z lewarem oznacza, że można stracić więcej pieniędzy niż się wpłaciło na rachunek! To nie jest zarabianie, to jest bardzo ryzykowne działanie, w którym 80% detalicznych uczestników rynku traci swoje pieniądze.

Reklamuje się forex jako sposób na wyjście z długów a tymczasem jest to doskonały sposób aby się w długi wpędzić. Nie jest to przy tym takie proste zajęcie i wymaga warsztatu tradera, umiejętności, przygotowania i wiedzy. 

Dlaczego jest więc tak nachalnie reklamowane, jako bezstresowy sposób zarabiania olbrzymich pieniędzy? Właśnie dlatego, że dla brokera u którego założy się rachunek forexowy, jest to żyła złota. Broker zarabia na każdej transakcji nie ważne czy tracimy czy zyskujemy. Każdy kto próbuje zawierać transakcje na forex płaci pewną kwotę od każdej takiej transakcji (cz toi w formie jawnych prowizji czy ukrytego spreadu).

Przez takie manipulacyjne przedstawianie forexu jako rynku na którym nawet zupełnie zieloni mogą zarabiać bez ryzyka - dlatego właśnie nie mogę znieść tego naganiania.

Zainteresowanym polecam lekturę:

piątek, 15 kwietnia 2016

Manipulacje na rynku złota

O tym, że cena na rynku złota jest manipulowana przez wielkich światowych graczy, wiedzą zapewne wszyscy "siedzący w temacie". Wydaje mi się nawet, że sam kiedyś pisałem posta na ten temat, ale nie mogę go odnaleźć. 

Rzecz w tym, że cena złota jest ustalana na giełdach, na których przedmiotem obrotu są w znacznej części kontrakty na złoto a nie sam fizyczny metal. Ilość kontraktów znajdujących się w obrocie znacząco przekracza ilość fizycznego metalu zmieniającego właścicieli. Dzieje się tak dlatego, że uczestniczące w tym procederze instytucje rozliczają po prostu kontakty w gotówce i rzadko kiedy zdarza się, aby ktoś zażądał fizycznej dostawy. Gdyby ktoś skupił dużą ilość kontraktów na złoto i zarządzał ich rozliczenia w fizycznym metalu, to doprowadziłby do bankructwa całe uczestniczące w procederze towarzystwo.

Taka struktura rynku sprawia, że ceną złota i srebra bardzo łatwo manipulować ponieważ w łatwy sposób można dokonać transakcji krótkiej sprzedaży olbrzymich ilości kontraktów terminowych mających pokrycie jedynie w ułamku procenta. Informacje o takich praktykach na rynku krążyły już od dosyć dawna. Amerykańskie U.S. Commodity Futures Trading Commission prowadziło nawet "śledztwo" w tej sprawie, ale żadnych sensownych wniosków i działań nie było. 

Dziś okazuje się, że fakty jednak potwierdzają plotki i spiskowe teorie. Według ukazujących się niedawno w prasie informacji Deutsche Bank poszedł na ugodę w ramach procesu z grupą poszkodowanych inwestorów, który toczy się w Nowym Jorku. Firma w swoich pismach podobno przyznała, że uczestniczyła wraz z innymi bankami w procesie manipulowania cenami na rynkach metali szlachetnych.

W mojej opinii jest to kolejny argument za tym, że posługiwanie się takim wskaźnikiem jak "cena złota" jest oderwane od rzeczywistości. Jeżeli ktoś chciałby w obecnych dniach dokonać poważnego zakupu złota na rynku, to okaże się że musi poczekać bo zaspokojenie popytu rynkowego, szczególnie dla większych zamówień staje się coraz trudniejsze. Cena złota nie wyznacza punktu równowagi popytu i podaży fizycznego metalu bo ustalana jest na rynku kontaktów oderwanych "w kosmos" od tegoż fizycznego rynku.

środa, 13 kwietnia 2016

Dmuchanie inflacji

Czytam sobie Puls Biznesu a tam stoi: "decydenci strefy euro zrobią „wszystko, co jest konieczne" by zdynamizować niebezpiecznie niską inflację". Chodzi o wypowiedź Mario Draghiego (szefa EBC) sprzed tygodnia. Draghi zyskał już przydomek "whatever it takes to save the euro", teraz chyba będzie miał drugi "whatever it takes to set inflation". O co chodzi z tą inflacją? Czyżby inflacja miała znaczyć, że jest dobrze? Tu jest ukryty szwindel...

Przecież wszyscy w Polsce, którzy pamiętają choćby trochę przełom lat 80 i 90 mają dreszcze na myśl o inflacji. Więc dlaczego rządy na zachodzie tak chciałyby inflacji jako oznaki wzrostu gospodarczego?

Cóż, chodzi o to, że mając gigantyczne długi można je będzie spłacać mniej wartościowym pieniądzem. Rządy krajów zachodnich są zadłużone, dlatego też posuwają się do tego "ukrytego okradania obywateli" za pomocą inflacji. Mając kontrolę nad podażą pieniądza można zwiększając jegoilość wywołać inflację i sprawić, że nominalnie wzrost gospodarczy się zwiększy. Dzięki temu od nominalnie wyższych cen i płac zapłacone zostaną wyższe podatki, a długi spłacane będą nowym mniej wartym pieniądzem. Inflacja, powodując wzrost nominalnego PKB zmniejsza relację długu publicznego do PKB i poprawia statystyki. Rządzący mogą znów zamienić się w świętego Mikołaja i rozdawać świeżo wydrukowane pieniądze. Które potem i tak będą niewiele warte i skończą mniej więcej tak...

 
fot. "Sweeping the pengő inflation banknotes after the introduction of the forint in August 1946" 
Source Magyar Nemzeti Múzeum Történeti Fényképtára, Budapest http://mek.oszk.hu/01900/01906/html/index1433.html

Tylko oszczędzających żal. Inflacja powoduje destrukcję oszczędności bo już zgromadzone tracą na wartości. Jest to forma ukrytego okradania oszczędzających zamiast podnoszenia podatków. Deflacji nie da się opodatkować, inflację tak. Kiedy w sytuacji inflacji dostaniemy podwyżkę, cześć tej podwyżki pójdzie na podatki. Od wyższej nominalnie ceny zapłacimy wyższy VAT. Dlatego rządowi inflacja jest potrzebna bo zbierze wyższe podatki.

Kto pamięta okres inflacji w Polsce na przełomie lat 80 i 90 pamięta też że uciekało się z oszczędnościami do "twardej waluty". Rzecz w tym, że trzymanie pieniędzy w złotówkach nawet na wysoki procent nie chroniło ich przed utratą wartości, złotówka osłabiała się do innych walut i sens miało trzymanie oszczędności w markach, dolarach, funtach czy frankach. 

Nie mogę się oprzeć skojarzeniom z inflacją w republice weimarskiej w latach 20. Czy wiecie co powstrzymywało wtedy Reichsbank przed jeszcze większym drukiem pieniędzy? Brak papieru i ograniczone możliwości transportowania nowo wydrukowanych banknotów. Chyba jeszcze raz przeczytam sobie książkę "Kiedy pieniądz umiera" Adama Fergussona żeby przypomnieć sobie jak diagnozować objawy szaleństwa bankierów centralnych.

W obecnych czasach rządy wszystkich krajów pompują inflacyjny balon więc ucieczka z oszczędnościami ma sens w kierunku aktywów materialnych: dobrze ulokowanych nieruchomości (które nie odleciały jeszcze w bańce) czy metali szlachetnych.

sobota, 9 kwietnia 2016

Co w złocie piszczy?

Jak wiecie ostatnio jestem "w temacie" Jima Rickardsa i tak się złożyło, że nawinął mi się pod rękę wywiad, który został z nim przeprowadzony kilka dni temu.


To co usłyszałem w nim interesującego znajduje się od około 10 minuty kiedy Rickards opowiada o swoim spotkaniu z przedstawicielem jednej z firm w Szwajcarii, która zajmuje się przetopem i rafinacją złota. Istotna informacja jest w skrócie taka. Na rynku dominuje popyt na 1kg sztaby w standardzie 0,9999, które są standardem rynku chińskiego. Na rynku brakuje złota fizycznego, żeby zaspokoić istniejący popyt. Do przetopu trafiają sztaby ze skarbców, które trafiały tam bardzo dawno temu, co oznacza, że w skarbcach w Londynie zaczyna być widać dno. Kontrahenci z Chin kupują po pięćset ton złota rocznie, a chcieliby kupić dwa razy więcej!

Druga istotna informacja, którą należy śledzić to planowane uruchomienie przez Shanghai Gold Exchange fixingu fizycznego złota w denominowanego w juanach. Zapowiedzi tego pojawiały się już w ubiegłym roku, nieoficjalne źródła podają planowaną datę na 19 kwietnia tego roku, ale żadne oficjalne informacje giełdy w Szanghaju tego nie potwierdzają. Wydarzenie to będzie z pewnością istotnym krokiem milowym do umiędzynarodowienia juana po ogłoszeniu włączenia go do koszyka SDR. Dlaczego? Uzyskanie przez Chiny możliwości bezpośredniego (bez pośrednictwa dolara) kształtowania i ogłaszania relacji ceny złota do juana wzmocni międzynarodową pozycję ich waluty i pozwoli (na płaszczyźnie politycznej) odgrywać coraz większy wpływ na kształt systemu finansowego na świecie. Poza tym analitycy są przekonani, że wielkość oficjalnych rezerw złota należących do Chin jest istotnie zaniżona i manipulowanie tą informacją będzie cha rządu w Pekinie kolejnym narzędziem kształtowania polityczno ekonomicznej roli swojej waluty na rynku międzynarodowym. (Źródła 1,2,3,4)

piątek, 8 kwietnia 2016

Jakie lokaty w kwietniu 2016?

Nadszedł kolejny miesiąc - postanowiłem zatem zerknąć na ofertę lokat dostępnych w kwietniu 2016.

Bez zbędnych wstępów - na pierwszy rzut biorę lokaty "z haczykami" wymagające wpłaty nowych środków czy założenia konta:
  • Deutsche Bank proponuje na 2 miesiące lokatę dla nowych klientów na 5% przy zakładaniu nowego konta dbNET,
  • Alior Bank na 2 miesiące ma lokatę promocyjną na 4% także dostępną przy otwieraniu rachunku
  • także mBank proponuje 4% na lokacie dla klientów otwierających nowe konto osobiste, tyle że na 3 miesiące,
  • Także 4% na 3 miesiące proponuje Idea Bank na lokacie Happy dla nowych klientów,
  • Z kolei Eurobank na 1 miesiąc oferuje 3,5% dla klientów korzystających po raz pierwszy z aplikacji mobilnej,
  • Dalej na 3,25% są lokaty w Millenium i Idea Banku na 3 miesiące,
  • Na 3,2% jest Lokata Bezkarna w BGŻoptima.

Problem z tymi lokatami jest taki, że w większości przypadków są one dostępne dla kwot na maksymalnie 10 tysięcy złotych. 

A co jeżeli szukamy lokat "bez haczyków"?
  • 2,65% możemy wyciągnąć na lokacie 5 miesięcznej "Tylko teraz" w Idea Banku (co ciekawe max do miliona złotych),
  • Getin Bank proponuje 2,4% na e-Lokacie Tradycyjnej na 6 miesięcy,
  • 2,3% daje neoBank onLine na neoLokacie na 3 miesiące, BOŚ proponuje tyle na EKOlokacie Korzystnej na 4 miesiące albo na EKOlokacie SUPERprocentującej na 6 miesięcy i EKOlokacie Wysoko Procentującej na 9 miesięcy, zaś IdeaBank na "lokacie nr 1" na 6 miesięcy i "Lokacie Fair Play" albo "Lokacie stabilnej" na 9 miesięcy
Mam wrażenie, że od poprzedniego miesiąca coś się lekko poprawiło jeśli chodzi o oprocentowanie. Czyżby banki potrzebowały więcej płynności?

wtorek, 5 kwietnia 2016

James Rickards "The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System" - recenzja książki

Jakiś czas temu proponowałem na blogu odsłuchanie audiobooka z książką Jamesa Rickardsa pt. "The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System". Tak się ostatnio złożyło, że wiele czasu spędzam stojąc w korkach, co postanowiłem sobie uprzyjemnić słuchając właśnie tej książki. W dzisiejszym wpisie chciałbym ją Wam krótko zrecenzować. 


Na początek napiszę co mi się w tej książce nie spodobało. Może miałem zbyt rozbudowane oczekiwania, wydawało mi się, że przeczytam w niej scenariusz nadchodzącego kryzysu. Znalazłem za to opis wskazówek, na które należy zwracać uwagę i tego co po kryzysie może nastąpić. Bardzo skrótowo zaś potraktowane zostało to, w jaki sposób przygotować się na tąpnięcie i "globalny reset". Oczekiwałem czegoś więcej.

Początek książki, cała pierwsza jej połowa nie przybliżały czytelnika (wg. mnie) do celu jakim jest wyjaśnienie dlaczego może nastąpić i jak może nastąpić upadek dolara. Suma summarum ciekawe, opowieści autora o  swojej pracy dla kręgów rządowych i CIA, trochę rozmydliły narrację. Wprawdzie opis jak po atakach 11 września CIA opracowywało program wykrywania anomalii na rynkach finansowych celem przewidywania możliwych ataków terrorystycznych jest fajny i interesująco się go czyta/słucha. Jednak to bardziej temat, który pasowałaby do "Currency wars". Nawet gdyby całej pierwszej części w książce nie było, z punktu widzenia tytułu i celu w sumie by straciła.

Dalej, autor wprowadza nas w realia i mechanizmy światowych wojen ekonomicznych. Wskazuje, że stały się one elementem doktryny obronnej zarówno USA jak i chin. Wyjaśnia w jaki sposób atak na rynki finansowe może służyć osiągnięciu celów politycznych i militarnych. Opisuje działania Chin na międzynarodowych rynkach finansowych, które wskazują na ukryte przygotowywanie pod potencjalny przyszły konflikt z USA. Interesujący jest także opis konfrontacji z Iranem, która obejmowała odcięcie Iranu od międzynarodowego systemu finansowego, działania Iranu w celu umożliwienia rozliczeń w Złocie i innych walutach np. rupiach a także prowadzone przez Iran rozliczenia za pośrednictwem banków rosyjskich i chińskich. tyle tylko, że to także pasuje bardziej do "Wojen walutowych", z resztą po dotarciu do końca książki zadajemy sobie pytanie co te informacje wniosły...

Problem w tym, że w dalszych częściach książki autor nie rozwija tematu wojen walutowych wystarczająco jasno wiążąc go z tym, czego oczekiwałem czyli potencjalnym scenariuszem wydarzeń. Jest to zatem owszem, interesujący temat do przemyśleń i rozważań ale bez powiązania z końcówką książki, przynajmniej nie w sposób wyraźny.

Podobała mi się za to kolejna część, niejako historyczno analityczna. Omówione zostały bloki gospodarcze Europy, Chin i krajów BRICS. Rickards ciekawie opisuje na przykład dysfunkcje i problemy gospodarki Chińskiej, które mogą przerodzić się w spowolnienie wywołujące wpływ na globalną gospodarkę. Bardzo interesujący i inny od powszechnie wyrażanego przez większość ekonomistów i mainstreamu jest też opisany w książce punkt widzenia na Unię Europejską i kwestie kryzysu i perspektyw euro. Ciekawe są też analizy projektów współpracy międzynarodowej między krajami BRICS czy SOW. Problem po lekturze części drugiej jest jednak ten sam, brak wywiedzenia z tych obserwacji czytelnego dla odbiorcy toku myślowego wiążącego wszystko w jedną całość.

Autor próbuje robić to w części trzeciej. Jest ona istotna i ciekawa. Nie mogę powiedzieć aby mnie znudziła, wręcz przeciwnie dała do myślenia. Warte przeanalizowania są rozważania na temat deflacji, jej przyczyn, źródeł, skutków i tego dlaczego jest nielubiana.

Bardzo interesujące jest też omówienie roli deficytów budżetowych, ich istoty i wpływu na walutę. Kluczowe jest, co dla mnie było pouczające, wyjaśnienie że w kwestii deficytów budżetowych liczy się nie tyle ich bezwzględna wysokość, czy nawet względna w relacji do PKB, a bardziej trend a zatem czy gospodarka jest zdolna je obsługiwać czy nie i czy rosną czy spadają. To pozwala zrozumieć naturę polityki fiskalnej i monetarnej w znacznie bardziej jasnym świetle.

Dalej Rickards snuje rozważania na temat roli SDR i Międzynarodowego Funduszu Walutowego w potencjalnej zmianie światowego systemu monetarnego. Jest to o tyle ciekawe, że książka pisana jest z perspektywy roku 2012, snuje pewne przewidywania dotyczące tego co może wydarzyć się w roku 2015, który mamy już za sobą i warto jest zawsze analizować stopień wypełnienia się takich przepowiedni, które z resztą w kontekście IMF i SDR po trochu się realizują.

Autor snuje wizję systemu walutowego opartego na złocie, która jest trochę wg. mnie niemożliwa do zrealizowania. Na moje oko świat zapewne pójdzie w kierunku inflacji SDRów ze złotem jako jednym ze składników koszyka. Jest to niemniej warte wysłuchania bo pozwala zrozumieć dlaczego krytycy złota w systemie monetarnym jako takiego, mijają się z rzeczywistością.

Lektura tej książki dla mnie wniosła przede wszystkim przemyślenia o deflacji, roli i statusie euro jako waluty i UE jako organizacji, roli złota w rękach banków centralnych, potencjale SDR jako światowej waluty i kwestii deficytów finansów publicznych jako elementu wpływającego na gospodarkę i walutę.

Pomimo wszystkich słabości, generalnie książka mi się jednak podobała bo odkrywa wiele aspektów na które mainstream nie zwraca uwagi i na które sami nie zwracamy uwagi w toku codzienności. Polecam lekturę/słuchanie.

-
The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System
Książka o pieniądzu, problemach gospodarki i nadchodzącycm kryzysie.
The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System
James Rickards "The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System" - recenzja
Pomimo wszystkich słabości, generalnie książka mi się podobała bo odkrywa wiele aspektów na które mainstream nie zwraca uwagi i na które sami nie zwracamy uwagi w toku codzienności. Polecam lekturę/słuchanie.
Date published: 04/05/2016
4