Przegląd Finansowy: 16-05-01 - 16-06-01

wtorek, 31 maja 2016

Czym jest pieniądz? Pieniądz jako zaufanie.

Czy zastanawialiście się kiedyś czym jest pieniądz? Tak banknoty, monety, to są formy pieniądza, ale chodzi mi o pieniądz jako abstrakcyjne filozoficzne pojęcie. Chodzi o tę idee pieniądza, która znajduje swoje ucieleśnienie w banknocie, monecie, sztabce złota czy sznurze muszli. 

Jak ktoś sięgnie sobie do encyklopedii (nie Wikipedii bo tam akurat w polskiej edycji artykuł o pieniądzu jest słaby) to znajdzie funkcjonalną definicję pieniądza określającą pieniądzem coś co stanowi środek płatniczy, jednostkę rozliczeniową i jednostkę tezauryzacyjną (przechowywania wartości). Ta funkcjonalna definicja pieniądza opisuje w zasadzie to jaki pieniądz jest (lub może być), ale nie sięga głębiej do praprzyczyny tego, że ludzkość zaczęła w ogóle używać cokolwiek jako pieniądze. 

Otóż kilka razy ostatnio w dwóch różnych książkach natknąłem się na bardzo interesujące i fundamentalne opisanie pieniądza jako idei. Otóż bardzo podoba mi się opisywanie pieniądza jako materializacji zaufania między ludźmi.

Pieniądz jako materialna forma zaufania.


Weźmy pierwotny "rynek" gdzie ludzie nie korzystali z pieniądza. Uczono mnie na ekonomii, że dawno dawno temu ludzie prowadzili wymianę barterową, która była niewygodna i musieli wymyślić pieniądz. Otóż badania wskazują, że pierwotnie ludzie opierali współpracę i wymianę towarową przede wszystkim na zaufaniu. Wytwarzając dobra jednego rodzaju ufali, że od innych w przyszłości otrzymają dobra innego rodzaju. Dopiero później pojawił się bezpośredni barter jako forma wymiany i konieczność ustalenia jakiejś jednostki rozliczeniowej.

Wynalezienie pieniądza kruszcowego wynikało z potrzeby posiadania rozpoznawalnej i wszędzie akceptowalnej jednostki płatności, tezauryzacji i rozliczania transakcji. Jednakże należy zauważyć, że w niektórych kulturach pieniądz nie przybrał formy kruszcowej, ale inną abstrakcyjną formę jaką były sznury koralików czy Kamienie Rai. Gdzie indziej mieliśmy pieniądz towarowy: sól, skóry, etc. Rzecz w tym, że to wszystko są jedynie formy pieniądza jako takiego, pieniądza który funkcjonuje w naszej świadomości głębiej - właśnie opartego na zaufaniu.

Dlaczego pieniądz to materialna forma zaufania? Otóż niezależnie od formy (banknot, złoto, kamienie szlachetne, bryłka soli) przyjmując jakąś jednostkę pieniężną w zamian za wykonaną przez nas pracę, ufamy, że w przyszłości (bliskiej lub dalekiej) w tym czy w innym miejscu, będziemy mogli w zamian uzyskać jakieś inne dobro, towar, czyjąś pracę, etc. Bez tego zaufania nie przyjęlibyśmy tego pieniądza. Kiedy płacimy nim za jakiś towar ufamy, że wymieniamy pewną wartość na inną wartość, ale jaką wartość ma pieniądz jako taki? Wartością "zaklętą" w pieniądzu jest właśnie zaufanie. Przyjmujący go ufa, że wymieni go później na coś innego o adekwatnej wartości.

Zaufanie jest esencją tezauryzacyjnej funkcji pieniądza. Wierzymy, że przechowa on wartość naszej pracy czy majątku w czasie. Ta wiara wpływa na nasze zaufanie. Kiedy nasza wiara w pieniądz spada, staje się on bezwartościowy i pojawia się inflacja. To nasza wiara i zaufanie do pieniądza kształtuje jego cenę w czasie.

Zaufanie jest fundamentem także funkcji rozliczeniowej - ufamy, że korzystając z jednostek pieniądza do rozliczania transakcji będzie ona rozliczona prawidłowo dziś i tak samo jak w innych przypadkach, przez innych uczestników obrotu czy w innym punkcie w czasie. Kiedy nasze zaufanie do "jakości" tej jednostki rozliczeniowej eroduje, przerzucamy się na inną i zaczynamy księgi handlowe prowadzić np. w innej walucie.

Zaufanie do państwa, prawa (stanowionego czy zwyczajowego), do innych ludzi jest fundamentem pieniądza. Kiedy wystawię weksel, on także zaczyna pełnić funkcję pieniądza. Nie każdy jednak będzie skłonny go przyjąć. Znacznie chętniej przyjmie złoto bo zaufanie do złota jako środka wymiany i przechowania wartości jest duże. Przyjmujący złotą monetę wierzy (i ma podstawy do tego by wierzyć) w to, że za rogiem wymieni ją na inny towar. Tę wiarę opiera na tradycji i uwspólnionym przekonaniu i zaufaniu w to, że skoro od wieków można było wymienić złoto na towary to i za rogiem się to uda. Historia go w tym zaufaniu umacnia. Przyjmujący weksel musi swoją wiarę i zaufanie we wręczany mu kawałek papieru oprzeć na prawie stanowionym, które mówi, że w razie gdybym uchylał się od zapłaty będzie mógł ścigać mnie w sądzie. Kiedy zaś przyjmuje papierowy banknot ufa, że w banku czy sklepie będzie mógł go wydać bo tak stanowi prawo i tak robią inni.

Kryzys wzajemnego zaufania miał miejsce w 2008 roku kiedy banki nie chciały pożyczać sobie pieniędzy. Kryzys zaufania do papierowego pieniądza miał miejsce w 1923 roku kiedy w Niemczech pełną parą drukowano papierowe marki, których nikt już nie chciał akceptować. Państwo (władza, rząd, politycy czy bank centralny) niejednokrotnie chętnie doprowadza do erozji zaufania do pieniądza w sposób intencjonalny wywołując inflację, ponieważ jest ona na rękę rządzącym (jako rodzaj podatku od kapitału). Bywa że po przekroczeniu pewnej granicy nic już nie jest w stanie odbudować zaufania do danej waluty...

Czy kiedy przyjmujecie banknot, zastanawiacie się czasem na czym opieracie zaufanie do pieniądza, którym posługujecie się na co dzień?

wtorek, 24 maja 2016

Regularne oszczędzanie - artykuł sponsorowany

Regularne oszczędzanie – jak zorganizować?

Planujesz regularnie odkładać część swoich zarobków? Brawo! Taka postawa to niestety wciąż rzadkość. Skoro jednak decydujesz się na dołączenie do elitarnego klubu ludzi oszczędzających, mamy dla Ciebie kilka rad, które ułatwią Ci to zadanie.

Regularne oszczędzanie zawsze wiąże się z dyscypliną i wyrzeczeniem. Jedną z podstaw ekonomii jest stwierdzenie, że ludzkie potrzeby są nieograniczone, co w praktyce oznacza, że nie ma takiej ilości pieniędzy, której nie bylibyśmy w stanie wydać. Naturalnie znacznie łatwiej oszczędzać osobie, która zarabia 10 tys. zł miesięcznie, niż samotnej mamie z dwójką dzieci, która dostaje 1,5 tys. zł na rękę. Jednak nawet najlepiej zarabiający mogą wpaść w pętlę długów, zaś osoby pozornie ubogie mogą oszczędzić parę złotych na czarną godzinę.

W Polsce po latach ubóstwa wciąż odczuwamy ogromną potrzebę konsumpcji, a liczne wstrząsy finansowe sprawiły, że wiele osób, zwłaszcza starszych, podejrzliwie podchodzi do regularnego i długoterminowego oszczędzania. Wiele się mówi o gospodarczym doganianiu przez Polskę zachodu, a Polacy i polskie firmy wiele dobrego zrobiły w tym kierunku przez ostatnie ćwierć wieku. Ale PKB to nie wszystko. Choć produkujemy już niemal tyle samo co Grecy czy Hiszpanie, pod względem pieniędzy odłożonych przez obywateli posiadamy znacznie mniej niż mieszkańcy tych "ubogich" krajów europejskich. Wg Eurostatu na koniec 2014 r. oszczędności Polaków wynosiły równowartość 93% PKB. Dla porównania: Grecy mają w oszczędnościach 138% ich PKB, a Hiszpanie aż 186,5. ??

Lokaty bankowe


Najłatwiejszą formą oszczędzania są lokaty bankowe. Z przyczyn praktycznych w grę wchodzą głównie konta oszczędnościowe, na które możemy wpłacać dowolne kwoty pieniędzy. Są oprocentowane nieco niżej od lokat, które jednak z reguły mają minimalny próg wejścia (aktualnie najczęściej jest to tysiąc złotych).

Do plusów lokat należy zaliczyć niewątpliwie bezpieczeństwo. Wkłady do wysokości 100 tys. euro są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Warto przy tym pamiętać, że środków w funduszu nie wystarczyłoby na zabezpieczenie depozytów w sytuacji, gdyby upadł choć jeden z największych banków w Polsce. Nie wspominając nawet o upadku kilku.

Na dzień dzisiejszy lokaty i konta oszczędnościowe nie są już opłacalnym sposobem oszczędzania. Oprocentowanie jest mikroskopijne, z ledwością przekracza inflację, a gdy odliczy się podatek Belki, to trzymanie pieniędzy w banku staje się niewiele bardziej opłacalne od trzymania ich w skarpecie.

Obligacje


Regularne oszczędzanie w obligacjach korporacyjnych, jest to bardzo trudne. Przede wszystkim dlatego, że wciąż niewiele jest emisji dostępnych dla inwestorów indywidualnych, a nawet wówczas mamy do czynienia ze stosunkowo wysokim progiem wejścia. Zdecydowanie łatwiej jest oszczędzać w Obligacjach Skarbu Państwa, ale i to rozwiązanie nie jest pozbawione wad. Obligacje te nie są lepiej oprocentowane niż lokaty bankowe, a czasem nawet gorzej. Ponadto od pewnego czasu utrudnione jest wyjście z inwestycji przed terminem, ze względu na dodatkowe opłaty, których wysokość może przekroczyć sumę narosłych odsetek.

Fundusze inwestycyjne


Fundusze inwestycyjne posiadają ogromną zaletę: pozwala uśrednić ryzyko. Kupując co miesiąc jednostki tego samego funduszu część kupimy "na górce", część "w dołku". W długim okresie pozwala to uniezależnić się od krótkoterminowych wahań kursów.

Większość funduszy wiąże się z mniejszym lub większym ryzykiem inwestycyjnym. Trzeba naprawdę stalowych nerwów, by regularnie kupować kolejne jednostki, gdy kursy spadają w dół. Polskie fundusze są także niestety jednymi z najdroższych w Europie, a każda wpłata to konieczność wniesienia opłaty manipulacyjnej.

Giełda


Regularne inwestowanie na giełdzie daje podobne korzyści jak w przypadku funduszy: uśrednienie ceny zakupów. Niestety ogromna zmienność giełdy wymaga stałego zaangażowania i aktywnego zarządzania pieniędzmi, na co mało kto ma czas.

Należy także wspomnieć, że każdy zakup na GPW obciążony jest prowizją, która jest znacznie wyższa w przypadku drobnych operacji (poniżej 500 zł), co sprawia, że koszty dla naszego przykładu są znacząco wyższe.

Warto pamiętać, że giełda wiąże się z dużym ryzykiem i jeśli akurat będzie w dołku, gdy przyjdzie czas na likwidację inwestycji, to na całej zabawie możemy nawet stracić.

Goldsaver


Goldsaver to sklep internetowy, który umożliwia kupowanie sztabek złota niejako na raty. Idea jest prosta: każda, nawet najdrobniejsza wpłata (od 10 zł w górę) przeliczana jest na kruszec według kursu rynkowego (cena złota LBMA przeliczona na złotówki wg średniego kursu NBP przemnożona przez 1,086). Kiedy z tych drobnych wpłat uzbiera się jedna uncja złota (31,1 g.) użytkownik serwisu może odebrać fizyczną sztabkę złota.

Niewątpliwą zaletą jest prostota tego rozwiązania. Nie trzeba się szczególnie znać na finansach, ani pilnować inwestycji. Podobnie jak w przypadku funduszy inwestycyjnych regularne zakupy drobnych ilości kruszcu pozwalają uśrednić cenę zakupu i zredukować krótkoterminowe wahania cen.

Samo złoto można łatwo odsprzedać po cenie 98% ceny rynkowej. Jest to dobry produkt, ale w długim horyzoncie czasowym. W krótkim i średnim horyzoncie istnieje ryzyko wahania cen, więc jeśli nagle i niespodziewanie będzie trzeba wycofać oszczędności, należy liczyć się z możliwością pewnej straty.

Niezależnie od tego co wybierzesz, regularne oszczędzanie to fundament, na którym budowana jest zamożność narodów zachodniej Europy. Czas najwyższy, żebyśmy im pod tym względem dorównali.

Mennica Wrocławska



Disclosure: Artykuł powstał w ramach odpłatnej współpracy. Otrzymałem wynagrodzenie za jego  publikację.

wtorek, 17 maja 2016

Publiczna emisja obligacji Banku Pocztowego na 4,5%

Od poniedziałku 23 maja rozpoczynają się zapisy w nowej emisji obligacji Banku pocztowego dla inwestorów indywidualnych. Oferta wygląda atrakcyjnie bo oferowane są obligacje 10 letnie oprocentowane w pierwszym półroczu 4,5% a później 2,8%+WIBOR6m. Odsetki mają być płacone półrocznie. Minimalny zapis to 5 tyś złotych a zapisy poniżej 30 tysięcy maję nie być redukowane (chyba że wyczerpie się pula 300 tysięcy obligacji gwarantowanych). Zapisy mają potrwać do 3 czerwca.

W oczywisty sposób jest to zatem oferta skonstruowana pod inwestorów detalicznych. Wydaje mi się, że Bank Pocztowy chce trochę powtórzyć sukces Aliora, któremu dosyć szybko udało się ostatnio uplasować emisję obligacji.


Oferta wygląda atrakcyjnie także ze względu na to, że emitentem jest bank de facto państwowy. Już miałem rozważyć zapisywanie się na te obligacje kiedy dostrzegłem jeden haczyk. Otóż zapisu można dokonać jedynie w biurach Expandera albo Ipopema Securities i to tylko zakładając w Ipopema rachunek maklerski dopłacając 0,45% wartości inwestycji tytułem prowizji.

Jak to przeczytałem to mi się odechciało. Nie rozumiem dlaczego oferującym biurem maklerskim nie mogłoby być DM PKO BP, który ma w Banku Pocztowym ponad 25% udziałów? Nie rozumiem dlaczego przy okazji takiej oferty daje się zarobić prywatnemu podmiotowi, który wcale nie grzeszy ilością oddziałów a przy okazji zbuduje sobie bazę marketingową klientów.

Więcej informacji na stronie Banku Pocztowego.

poniedziałek, 16 maja 2016

Czy wolny rynek jest receptą na wszystko?

Naszła mnie pewna refleksja. Otóż kiedy się czyta różnych ekonomistów, szczególnie w kręgach libertariańskich odnosi się wrażenie, że niektórzy zafiksowani są na punkcie wolnego rynku i jak mantrę powtarzają, że wolny rynek jest najlepszym rozwiązaniem wszelkich problemów bo najbardziej optymalnie alokuje zasoby i pracę ludzi. No i owszem, argumenty, które padają w zestawieniu z niedoskonałościami np. gospodarki socjalistycznej, czy prze-regulowanej przez rząd mają sens.

Jednak zastanawiam się cały czas czy aby na pewno taka całkowicie wolnorynkowa utopia jest rozwiązaniem, które ma szanse zadziałać w praktyce. tak to już z utopiami bywa, że budowane są na wyidealizowanych założeniach. tymczasem praktyka życiowa udowadnia, że strach, chciwość, brak poszanowania dla reguł, żądza władzy czy próżność powodują, że wyobrażenie o idealnej alokacji zasobów przez wolny rynek musi ustąpić rzeczywistości. 

Wydaje mi się, że nasze ludzkie cechy mają taką właściwość, że nie pozwalają nam podejmować decyzji idealnie racjonalnych. Co za tym idzie mrzonką jest założenie o tym, że rynek znajduje idealną równowagę. Rynki niestety nie działają doskonale. Mamy rynki manipulowane, mamy różne przewagi informacyjne jednych nad drugimi, mamy w końcu prostackie złodziejstwo, nieprzestrzeganie reguł, nieuczciwą konkurencję. Postulaty o tym, że siła wolnego rynku jest w stanie sama wyrugować powstawanie monopoli czy wyzysk pracowników, zanieczyszczanie środowiska albo oszukiwanie klientów w mojej opinii mrzonką. Zawsze ci, którzy mają dostęp do zasobów będą czuli pokusę aby wykorzystywać już posiadaną przewagę, aby łamiąc rynkowe reguły zdobyć tej przewagi więcej. Czy wolny rynek jest w stanie ich powstrzymać? Nie jestem przekonany. 

Nie jestem przekonany w związku z tym, że całkowite wycofanie się państwa z gospodarki jest słuszne. Obawiam się, że jak wszędzie potrzebny jest złoty środek. Oczywiście prze-regulowanie i ingerencja państwa w nadmiarze jest skutecznym hamulcem wolności gospodarczej i rozwoju, ale brak jakiejkolwiek ingerencji moim zdaniem skończy się na wyzysku i korpokracji. Tak źle i tak nie dobrze.

Co wy na ten temat sądzicie?

czwartek, 5 maja 2016

"Crashproof 2.0" Petera Shiffa - recenzja książki

Ciekawie czyta się książki napisane przed laty, które miały w założeniach prognozować przyszłość. Przeszłe prognozy można sobie potem weryfikować. Czegoś takiego można się spodziewać po lekturze książki Petera Schiffa „Crashproof 2.0”. 


Peter Schiff jest prezesem Euro Pacific Capital i jest zdecydowanym krytykiem przeszłej i obecnej polityki FED i Departamentu Skarbu USA.  Należy pamiętać, że Shiff jest zdecydowanym libertarianinem i leseferystą. Analizując w szerszym kontekście jego poglądy odnosi się wrażenie, że swojej krytyce uczestnictwa rządu w gospodarce czasem posuwa się nawet trochę za daleko. Jednakże, mimo tego, że można się z nim nie zgadzać  w pewnych kwestiach, dotyczących zakresu w jakim państwo powinno być odpowiedzialne za regulowanie rynku i ustalanie standardów (np. bezpieczeństwa produktów, regulacji rynku pracy, czy szkolnictwa), to obserwacje dotyczące roli FED w kreowaniu bańki i kryzysu są celne.

Czytając dziś tę książkę, napisaną w 2005 roku i uzupełnioną komentarzami w 2009 roku, widać wyraźnie że autor właściwie dostrzegał zagrożenia przed nadejściem kryzysu w 2008 roku. Co więcej, widać, że nadal przyczyny tego kryzysu nie zostały usunięte bo „pożar gaszony jest tą samą benzyną, która doprowadziła do jego wybuchu” czyli tanim drukowanym w coraz większych ilościach pieniądzem.

Książka napisana jest przystępnym językiem, zrozumiałym dla każdego i posługuje się porównaniami, które w prosty sposób oddają problemy gospodarki. 

Zauważalna jest krytyka gospodarki opartej na usługach, przeciwstawionej gospodarce wytwórczej. Z jednej strony autor trafnie zauważa, że usługi to przede wszystkim konsumpcja a nie wytwarzanie rzeczywistego bogactwa. Z drugiej jednak strony należy się zastanowić, czy nie idzie zbyt daleko w totalnej krytyce tego usługowego komponentu gospodarki, który bądź co bądź służy zaspokajaniu potrzeb ludzi i może mimo wszystko generować olbrzymie bogactwo. Problem w tym, gdzie są źródła przepływów finansowych generujących to bogactwo. Jeżeli jest nimi kredyt to całość jest faktycznie oparta na wątłych fundamentach.

Peter Shiff dużo miejsca poświęca inflacji i wykłada dlaczego w jego opinii (jak i opinii ekonomistów tzw. „szkoły austriackiej”) wszelkie przejawy inflacji są pochodną jedynie zwiększania podaży pieniądza. Mimo, że wykład jest celny to mam wrażenie że jest w nim trochę uproszczeń. Podobnież jak z kwestią cen ropy w przypadku której zupełnie nie zauważono trendu wydobycia ropy łupkowej i wpływu podaży na cenę, jak również kwestii odchodzenia od ropy i przechodzenia na technologie odnawialnych źródeł energii, które mogą moderować popyt.

W dalszej części książki Shiff dużo miejsca poświęca opisowi anatomii bańki na rynku nieruchomości w USA, która doprowadziła do światowego kryzysu. Jest to lektura ciekawa bo zobrazowane są powiązania i konflikty interesów pomiędzy uczestnikami rynku, które prowadziły do tego ża balon  nieruchomościowy pęczniał aż pękł.

W dalszej części książki autor wyjaśnia proponowaną przez siebie strategię inwestycyjną mającą na celu ochronę majątku przed nadchodzącym kryzysem. 

Zalecenia autora obejmują przede wszystkim konserwatywne inwestycje w akcje dywidendowe stabilnych spółek na zdrowych gospodarczo rynkach. Jest to pisane z punktu widzenia inwestora wywodzącego się z rynku amerykańskiego i kierunkami inwestycji są synki europejskie i azjatyckie. Mam jednak wrażenie, że autor nie przewidział problemów strefy euro i w ogóle nie wspomina możliwym wpływie tych zjawisk na swoją strategię.

Część dotycząca zaleceń inwestycyjnych jest pisana z punktu widzenia inwestora amerykańskiego. Autor poświęca na zalecenia mniej więcej jedną trzecią książki na formułowanie zaleceń co do portfela inwestycyjnego. Szczególnie dużo uwagi autor poświęca inwestycjom w zagraniczne (względem rynku amerykańskiego) akcje, złoto i akcje firm wydobywających złoto. 

Miałem wrażenie, że końcowe rozdziały poświęcone temu, co w zasadzie powinno być  celem całej książki, czyli zaprezentowaniu strategii inwestycyjnej, były trochę zbyt mocno nafaszerowane zachętami i ukrytymi reklamami do korzystania z usług Euro Pacific Capital (firmy asset management stworzonej przez autora). Niektóre porady inwestycyjne były typowe dla rynku amerykańskiego stąd dla nas z perspektywy europejskiej czy polskiej średnio przydatne. 

Nie znaczy to, że kwestionuję te zalecenia jako takie, albo książkę jako taką. Jeżeli jednak ktoś miałby nadzieję, że znajdzie gotowe instrukcje nad którymi nie będzie musiał pomyśleć czy popracować we własnym zakresie – nic z tego. 

Mimo tych niedoskonałości uważam, że książka otwiera pewne zapadki w mózgu i skłania do myślenia krytycznego nad własnym portfelem inwestycyjnym i jego przyszłością. Nie żałuję jej lektury i polecam każdemu kto chciałby wzbogacić swoje spojrzenie na inwestowanie w obecnych czasach.

Dla chętnych odsłuchania książki w formie audiobooka, pod poniższymi linkami można znaleźć nagrania na youtube:
-
Crashproof 2.0
Książka o tym jak sterować po wodach gospodarki aby przetrwać katastrofę.
Data wydania: 2009
Crashproof 2.0
"Crashproof 2.0" Petera Shiffa - recenzja
Ciekawie czyta się książki napisane przed laty, które miały w założeniach prognozować przyszłość. Przeszłe prognozy można sobie potem weryfikować. Czegoś takiego można się spodziewać po lekturze książki Petera Schiffa „Crashproof 2.0”.
Date published: 05/05/2016
4

środa, 4 maja 2016

Przegląd lokat bankowych maj 2016

Jak co miesiąc postanowiłem przyjrzeć się ofertom banków w zakresie lokat. Rynek nie wygląda specjalnie zachęcająco w zakresie depozytów. Konkurencja ze strony SKOKów i banków spółdzielczych wygasa wraz z kolejnymi problemami poszczególnych podmiotów. Banki zaś są skłonne płacić większe procenty ale nie na lokatach, a za obligacje (ponieważ obligacje korzystniej są uwidaczniane w ich bilansach).

Jak wygląda zatem oferta rynkowa w przypadku lokat "z haczykami" czyli takich, które wymagają założenia konta albo bycia nowym klientem?
  • Nadal najwięcej bo 5% proponuje na 2 miesiące Deutsche Bank dla nowych klientów  przy zakładaniu nowego konta dbNET jest to jednak problematyczne 5% bo aktywuje się dopiero przy aktywacji konta, która następuje już po założeniu lokaty, czyli wcześniej środki nie pracują na tych 5%,
  • Także w przypadku Aliora bez zmian - na 2 miesiące Alior Bank  ma lokatę promocyjną na 4% dostępną przy otwieraniu rachunku,
  • Podobnie 4% na 3 miesiące proponuje Idea Bank na lokacie Happy dla nowych klientów,
  • Eurobank na 1 miesiąc oferuje 3,5% dla klientów korzystających po raz pierwszy z aplikacji mobilnej, zaś mBank proponuje tyle samo na lokacie 3 miesięcznej  dla klientów otwierających nowe konto osobiste
  • Dalej na 3,25% są lokaty w Millenium i Idea Banku na 3 miesiące,
  • Na 3,2% jest Lokata Bezkarna w BGŻoptima - bez zmian względem poprzedniego miesiąca.
Odnoszę nieodparte wrażenie, że oferty banków zamarły. Nic się miesiąc do miesiąca nie zmienia.

A jak wyglądają oferty "bez haczyków"?
  • Idea Bank ma lokatę "Letni sejf" na 5 miesięcy na 2,55%
  • 2,3% daje neoBank onLine na neoLokacie na 3 miesiące,
  • BOŚ proponuje tyle samo na EKOlokacie Korzystnej na 4 miesiące albo na EKOlokacie SUPERprocentującej na 6 miesięcy,
  • Getin Bank daje też 2,3% na e-lokacie tradycyjnej na 6 miesięcy.