Przegląd Finansowy: 17-03-01 - 17-04-01

poniedziałek, 27 marca 2017

Czy w 2018 nadejdzie globalna recesja?

Wpadł mi w ręce raport przygotowany przez CPM Group - firmę analityczno doradczą, która koncentruje się przede wszystkim na rynku metali szlachetnych.

Czytam sobie w tym raporcie tezy, zbieżne generalnie z tym, co dociera do mnie z innych źródeł. Mianowicie twierdzą oni, że przyszły rok może być tym, w którym pojawi się recesja, która może dorównać tej z lat 2007-2009. Generalnie przyczynkiem do problemów gospodarczych wydają się być zakusy polityków, aby podejmować działania ograniczające wolny handel.Brexit, pomysły Trumpa czy problemy w Europie mogą wyhamować światową wymianę handlową, a rosnące stopy procentowa podciąć skrzydła wielu biznesom, które funkcjonują na nikłym marginesie zysku.

Z resztą przykładowo w takiej gospodarce USA identyfikuje się np. kredyty studenckie jako kolejną bańkę, której pęknięcie będzie miało równie opłakane skutki jak w przypadku bańki nieruchomościowej w 2007-2008 roku. Czy to nie jest przesadzone? Trudno mi powiedzieć.

Jest inny czynnik, który może i powinien napawać niepokojem. otóż w przypadku poprzedniego kryzysu banki centralne gasiły go zasypując rynek tonami świeżo drukowanych pieniędzy. Te pieniądze nie zostały ściągnięte z rynku i bilansów banków centralnych, one nadal tam są. W efekcie powtórzenie tej operacji może nie odnieść już pożądanych skutków w przypadku kolejnego kryzysu.

Jeżeli dojdzie do sytuacji, że izolacjonistyczne polityki rządów zostaną wprowadzone w życie, do może dojść do wzrostu cen na rynkach światowych, ze względu na dodatkowe cła i wyższe koszty prowadzenia handlu. Wprowadzenie zapowiadanego przez Trumpa stimulansu fiskalnego, może wywołać presję na wzrost płac w USA. To pociągnie za sobą impuls inflacyjny i podwyżkę stóp przez FED, a w konsekwencji upadek tych biznesów, które żyły z taniego finansowania. Realny staje się zatem scenariusz stagflacji.

Także ECB przebąkuje o podwyżce stóp. To z kolei przełożyć się może na umocnienie euro do dolara i też przyczyni się do pogorszenia bilansu handlowego EU-USA.  Pod warunkiem, że w sferze politycznej w Europie wreszcie wszystko się wyjaśni... czyli jeszcze nie w tym roku.

Jak to się może przełożyć na nasze krajowe podwórko? Cóż, nasz największy parter handlowy, czyli Niemcy ma w handlu z USA nadwyżkę eksportową wartości blisko pięciu miliardów dolarów miesięcznie. Niemcy eksportują do USA blisko 10% wartości całego swojego eksportu. Ograniczenia tego strumienia wymiany handlowej odbiją się na firmach z Polski, które niejednokrotnie są dostawcami czy podwykonawcami dla niemieckich koncernów.

Jedno jest pewne, wydaje się, że zachowanie wzmożonej ostrożności na przełomie tego i przyszłego roku jest uzasadnione. Warto śledzić doniesienia o stanie gospodarki USA i Niemiec bo może to mieć znaczenie dla naszego krajowego podwórka i stanu naszej gospodarki.

środa, 15 marca 2017

Chiny, złoto i ropa - układanka

Jest pewna układanka, jeżeli chodzi o globalny system monetarny, na którą chciałbym Wam zwrócić uwagę. Weźcie pod uwagę pewne fakty.

Obecny system, w którym dolar stanowi dominującą walutę rezerwową nie byłby możliwy gdyby nie miał oparcia w czymś więcej. Po zamknięciu przez Nixona możliwości wymiany dolarów na złoto, Amerykanie potrzebowali czegoś co pozwoliłoby wesprzeć dolara. 

W latach siedemdziesiątych zawarte zostało porozumienie z panującą w Arabii Saudyjskiej rodziną królewską, które przewidywało, że Arabowie będą sprzedawali na światowych rynkach ropę wyłącznie za dolary. Otrzymane petrodolary miały być inwestowane w USA (przede wszystkim w amerykańskie obligacje skarbowe), a w zamian Arabia Saudyjska dostała gwarancje bezpieczeństwa i dostawy broni od Amerykanów.

Generalnie układ ten działał jeszcze do niedawna i posiadane przez Arabię Saudyjską rezerwy obligacji USA rosły wraz z cenami ropy. Ostatnio jednak ilość posiadanych przez nich amerykańskich obligacji zaczęła się zmniejszać, a na linii USA - Arabia Saudyjska pojawiły się napięcia.

Cofając się jednak do lat siedemdziesiątych - ustanowiono wtedy system, w którym ktokolwiek chciał kupować ropę na rynkach światowych musiał wcześniej wymienić swoją walutę na dolary. Zapewniało to stałe zapotrzebowanie na dolara i w konsekwencji na amerykańskie papiery skarbowe.

W 2010 roku zaczęto podnosić głośno kwestię, że nowy system monetarny, nie byłby wcale taką złą ideą. Ówczesny prezydent Banku Światowego sugerował aby uwzględnić złoto jak punkt odniesienia i włączyć do międzynarodowego systemu chińskiego juana.

W 2012 roku Iran zaczął przyjmować w juanach płatności za eksport ropy do Chin. Była to odpowiedź na sankcje odcinające go od systemu SWIFT. Większość tych rozliczeń w juanach przechodziła przez banki rosyjskie.

W 2013 roku Ludowy Bank Chin ogłosił, że czas zacząć ograniczać posiadane przez Chiny rezerwy w amerykańskich obligacjach. W 2014 roku globalne rezerwy walutowe zaczęły spadać. Chińskie rezerwy utrzymywane w obligacjach USA także zaczęły się zmniejszać. Tymczasem w Szanghaju uruchomiono Szhanghai Gold Exchange, celem miało być uruchomienie handlu złotem wycenianym w juanach.

W 2015 roku Gazprom zaczął sprzedawać Chinom ropę za juany oraz zaczął rozmowy nad użyciem juanów i rubli do rozliczeń dostaw gazu w planowanym rurociągu na zachodniej Syberii. 

W 2016 roku Saudyjczycy zagrozili sprzedażą wszystkich obligacji USA w odpowiedzi na uchwałę senatu wiążącą ich z zamachami z 11 września. Wkrótce potem Chiny uruchomiły na SGE fixing złota w juanach.

Jednocześnie oficjalnie raportowane rezerwy złota zarówno Rosji jak i Chin stale rosną. Jednak po 2013 roku rosyjskie rezerwy zaczęły rosnąć jeszcze szybciej. Chiny z kolei stały się największym na świecie importerem ropy naftowej. W konsekwencji Chiny planują już od kilku lat wprowadzenie własnego kontraktu futures na ropę naftową wycenianego w juanach. 

Czy widzicie już jaki system wyłania się z tego połączenia? Powoli dolar zaczyna tracić oparcie jakie dawał mu rynek ropy naftowej. Z kolei wokół waluty chińskiej zaczyna powstawać system pozwalający eksporterom ropy sprzedawać ją za juany i wymieniać pozyskane w ten sposób rezerwy na złoto bez pośrednictwa amerykańskiej waluty.

Czy gdybyście byli krajem produkującym ropę, to ograniczalibyście jej produkcję aby uzyskać jak najwięcej "masowo produkowanego towaru" jakim są dolary? Czy też zwiększylibyście jej produkcję tak aby zakupić za nią jak najwięcej złota (którego nikt więcej nie wyprodukuje, a którego cena w nowym systemie monetarnym ma szanse znacząco wzrosnąć)?

piątek, 10 marca 2017

Moja przygoda z bitcoin, BTC zrównał się z ceną uncji złota - co dalej? Moje przemyślenia.

Niniejszy wpis powstawał w ciągu ubiegłego tygodnia, kiedy realizowałem swoje postanowienie całkowitego zamknięcia długiej pozycji w BTC. Jak postanowiłem tak zrobiłem, ale trochę to jednak trwało z powodów, o których między innymi napiszę poniżej. Cena bitcoina wywindowała się ostatnio tak dalece, że przekroczyła cenę uncji złota. Fakt ten spowodował, że do mainstreamu przebiła się informacja o tym, że bitcoin w ogóle istnieje. Był to dla mnie sygnał aby całkowicie zlikwidować pozycję w bitcoinie. Ustawiłem sobie taki znacznik sygnalny wychodząc założenia, że użyteczność uncji złota jest jednak większa niż jednego BTC. Życie i fakty zdają się potwierdzać moją tezę.

Moja przygoda z bitcoinem rozpoczęła się około dwa lata temu. Napisałem na ten temat kilka wpisów:


Pisząc te teksty zadałem sobie kilka zasadniczych pytań na temat potencjału tej technologii. Świadomie nie nazywam bitcoina walutą dlatego, że ostatnie wydarzenia na rynku uświadamiają mi jak dalece jest to rozwiązanie niestety niedoskonałe.

Pomimo tego, że uważam bitcoina za niezwykłą technologie z ogromnym potencjałem, mam także mocno ostrożne podejście co do jego przyszłości i rozpowszechnienia się. Nie znaczy to, że nie próbowałem na nim zarobić. Owszem próbowałem, ale nie popadając w fanatyzm, jaki czasem daje się wyczytać na niektórych forach. Podszedłem do tematu raczej pragmatycznie zadając sobie pytanie ile mogę stracić. To niestety nie jest tak pięknie i różowo, jak niektórzy chcieliby aby było. Ostatnie kilka lat cena BTC rosła i o zarobek niełatwo, ale i zmienność może być stresująca. Moje podejście polegało raczej na pasywnym kup-trzymaj-czuwaj.

Wracając jednak do fundamentów, to w tym czasie dwóch ostatnich lata nabrałem przekonania i wiedzy, że technologia bitcoina zmaga się z poważnymi problemami i jeżeli nie zostaną one rozwiązane to niestety ale pozostanie niszowa.

Technologia bitcoin od pewnego czasu zmaga się z bardzo poważnym ograniczeniem wydajnościowym. Nie wdając się w szczegóły techniczne, chodzi o to, że przy zwiększającej się (wraz z popularnością) liczbie transakcji, coraz dłużej trzeba czekać na przekazane środki, albo konieczne jest opłacanie coraz wyższych prowizji. 

W przypadku dużej kumulacji zleceń sieć momentami praktycznie się zatyka. Moim zdaniem powoduje to, że technologia ta się nie sprawdzi jako rozwiązanie do masowych płatności (a jako taka była swego czasu "reklamowana"). Z resztą z samego założenia protokołu bitcoina wynika, że skoro  blok (paczka transakcji do zatwierdzenia) jest generowany średnio co 10 minut to przynajmniej tyle (a w praktyce więcej, o czym dalej) będzie się czekało na potwierdzenie transakcji. To de facto eliminuje system jako "instant payment" - czy wyobrażacie sobie płacenie w ten sposób za zakupy w kasie? Niewykonalne, tymczasem wyciągając kartę bankową tak właśnie jest. Do czego zatem ma służyć bitcoin?

Co istotne - to, że do problemów wydajnościowych dojdzie z pewnością, było wiadome mniej więcej od dwóch lat. W tym czasie powstał szereg propozycji technicznych rozwiązania sytuacji, jednak konsensusu wśród społeczności deweloperów rozwijających oprogramowanie bitcoina nie osiągnięto. Co gorsza pojawiły się podziały i wzajemne oskarżenia o uprawianie polityki na korzyść tej czy innej grupy interesów. Warto przy tym wiedzieć, że bitcoin jako kryptowaluta nie istnieje bez oprogramowania implementującego jego podstawową funkcjonalność czyli potwierdzanie transakcji. Oprogramowanie to tworzą deweloperzy, ale użytkują wszyscy pozostali, szczególną grupą interesu są przy tym tzw. "górnicy" dostarczający mocy obliczeniowej niezbędnej by sieć bitcoina mogła w ogóle jakakolwiek transakcję przetworzyć. Podziały w społeczności mogą w szczególnym przypadku doprowadzić do podziału sieci na dwie i de facto na rozpadzie waluty na dwie równoległe - jaki może to mieć skutek dla inwestorów i użytkowników? Raczej kiepski.

Sieć bitcoin jest poza tym podatna na ataki spamerskie, na które w obecnej sytuacji nie ma lekarstwa. Te jeszcze bardziej przyczyniają się do zadławienia już przeciążonej sieci. Aktualnie sytuacja wygląda tak (i wiem to z doświadczenia), że nawet przy całkiem wysoko ustawionych opłatach za transakcję, oczekiwanie na potwierdzenie przekazania środków może wynieść (w moim przypadku kilka razy się tak zdarzyło) nawet kilka godzin! Jest to sytuacja nieakceptowalna w każdym praktycznie zastosowaniu płatniczym poza przekazami międzynarodowymi. Jest to z resztą nie do przyjęcia w sytuacji, kiedy potrzebujemy szybko ewakuować się z danego rynku. Co gorsza liczba transakcji oczekujących w kolejce na potwierdzenie cały czas rośnie. W tej chwili kiedy piszę te słowa jest ich już około kilkadziesiąt tysięcy i liczba ta rośnie. W sieci pojawia się około 3-4 transakcji na sekundę więc korek się nie rozładowuje, ale powoduje, że konieczne jest ustawianie coraz wyższych prowizji. Istnieje (według mojej opinii) obawa, że jeśli problem przepustowości systemu nie zostanie rozwiązany, to cały system finansowy wokół bitcoina tj. giełdy, kantory, sklepy - zwolni i w pewnym momencie stanie na dobre.

Jaki jest pożytek z posiadania tokenów kryptowaluty, z którą niespecjalnie można cokolwiek zrobić? Jaki jest sens korzystania z narzędzia, które używane zgodnie z przeznaczeniem staje się niezdatne do użytku?

Z resztą uzależnienie systemu od funkcjonowania cały czas, konsumującej energię, mocy obliczeniowej sieci komputerów nasuwa mi także szereg kolejnych wątpliwości. Na pewno uzależnienie od sprawnego funkcjonowania rzeszy komputerów nie sprawi abym przyjął, że bitcoin zasługuje na miano cyfrowego złota.

Otóż właśnie to jest zasadnicza różnica względem tradycyjnych form pieniądza i wada bitcoina. Chodzi o uzależnienie od technologii. Bitcoin nie istnieje bez prądu elektrycznego, więc w przypadku katastrofy naturalnej na nic się nam nie zda. Jak widać jest także uzależniony od sposobu technologicznej implementacji, która nie jest pozbawiona wad.

Jeśli zaś chodzi o tę technologiczną implementację sama społeczność skupiona wokół bitcoina i rozwijająca oprogramowanie służące do jego obsługi okazuje się być dosyć podzielona i wręcz skłócona co do sposobu implementacji rozwiązań mających usprawnić jego wykorzystanie w przyszłości. Stoi więc na tym, że brak konsensusu prowadzi do zadławienia się systemu w obecnym stanie i staje się blokadą rozwojową na przyszłość. Nie wróży to dobrze technologii z olbrzymim potencjałem. Co do wpływu na wartość jednostki BTC, to moim zdaniem kiedy przyjdzie otrzeźwienie rynek czeka zimny prysznic.

Co do wartości jednostek BTC to należy zauważyć, że o ile w samym algorytmie kreacji bitcoinów zapisano ich deflacyjny charakter, to mamy do czynienia z istną inflacją różnorakich wirtualnych kryptowalut. Jaka będzie rola BTC w tym systemie za np. pięć lat? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Co jeszcze można dołożyć do tego ogródka? No cóż, szczęśliwie uniknąłem hakerskich ataków zmierzających aby ukraść mi bitcoiny z komputera. Wielu użytkowników jednak nie jest w stanie się uchronić przed tego rodzaju przestępczością. Co gorsza, im dłużej korzystam z bitcoina tym bardziej przekonuję się, że technologiczne skomplikowanie i wysublimowanie zastosowanych w nim rozwiązań kryptograficznych, nie przyczyni się do umasowienia tej kryptowaluty. Generalnie przeciętny człowiek nie jest w stanie zrozumieć jak to działa, a niestety w niektórych przypadkach takie zrozumienie jest konieczne aby z tej technologii w sposób bezpieczny korzystać. Dochodzimy zatem do tego, że to co dla entuzjastów jest proste i oczywiste, wcale nie jest takie dla przeciętnego "Kowalskiego" i po pierwszym zainteresowaniu może go skutecznie zniechęcić. Monety, banknoty czy płatności kartą debetową są proste do zrozumienia, bitcoin nie jest.

Problem stopnia skomplikowania technologii przekłada się na konieczność stosowania skomplikowanych zabezpieczeń przed kradzieżą. Niestety przerasta to nawet operatorów płatności czy giełd. Co rusz słyszymy o upadłości, czy kradzieży z jakiejś giełdy bitcoinowej. Raz sprawcami są hakerzy, innym razem sami właściciele, jeszcze innym - nie wiadomo kto. Nawet mnie udało się doświadczyć upadłości jednej z polskich bitcoinowych giełd, szczęściem nie przechowywałem na niej wtedy akurat żadnych środków, ale miałem okazję śledzić problemy tych, którzy pieniądze potracili - nic przyjemnego.

Skomplikowanie technologii to także problemy związane z błędami w implementacji protokołu i klienta. Jeżeli takie wystąpią (co nie jest niemożliwe  bo zdarzało się w przypadku bitcoina jak i innych kryptowalut) istnieje realne ryzyko, że ktoś straci pieniądze nie przez włamanie, ale przez błędy w działaniu systemu.

Z resztą skomplikowanie wydaje mi się problemem w ogóle dla szerszego rozpowszechnienia tej technologii. Karty płatnicze są jednak prostsze w użyciu i nie miałbym problemów z objaśnieniem sposobu ich działania komuś niezorientowanemu w technologii i mającemu swoje lata. Tymczasem bitcoin? Z jego adresami, transakcjami, potwierdzeniami w łańcuchu bloków, adresami reszty, portfelami, kluczami publicznymi i prywatnymi jest jednak trochę bardziej skomplikowany. Nie pomaga tu nawet próba trzymania się analogii do monet i upraszczanie nazewnictwa. Ko nie wierzy niech spróbuje wytłumaczyć babci jak z tego korzystać...

Następnym elementem jest zmienność cen. Kurs BTC potrafi się zmienić o kilkadziesiąt procent w ciągu dnia, taka zmienność nie jest pożądana dla niektórych z potencjalnych inwestorów czy użytkowników. Dla niektórych jest to świetna okazja do zarobku, dla innych przyczyna strat. Fakt faktem rynek jest dosyć płytki i większe zainteresowanie powoduje okresy wzmożonej zmienności. 

Jak więc można sobie wyobrażać ludzi, chodzących po ulicach z portfelami bitcoinów i płacących nimi za zakupy skoro aktualnie wahania cen potrafią sięgnąć kilkudziesięciu procent dziennie? Oczywiście w odpowiedzi usłyszymy, że jest to technologia w fazie zalążkowej i jak się rozwinie to się ustabilizuje, etc... tylko jak ma się rozpowszechnić przy takiej zmienności cen? Trochę mam wrażenie jesteśmy w błędnym kole, a adwokaci bitcoina próbują trochę jakby zaklinać rzeczywistość...

W końcu nieokreśloność prawna, która o dziwo szybciej się rozwiązuje niż problemy technologiczne. Czy za chwilę nie okaże się tak, że systemy prawne dostosują się do faktu istnienia kryptowalut szybciej niż technologia bitcoina poprawi swoją wydajność?

Pojawia się więc pytanie o to w jakim kierunku ta technologia zmierza, czemu i komu miałaby służyć i do czego. Niestety trudno w tym momencie powiedzieć. na razie głównie zainteresowani są nią spekulanci liczący na wzrost kursu, który już hiperbolicznie zmierza do nieskończoności. Jako technologia blockchain ma to rozwiązanie zapewne ogromny potencjał i szereg zastosowań, jako technologia masowych płatności niestety szereg ograniczeń, jako mechanizm transferu środków także... 

Być może trendu się nie da odwrócić i użycie bitcoina będzie coraz powszechniejsze, być może przyjmie inną formę, taką dla bardziej wtajemniczonych, podczas gdy dla masowych użytkowników powstaną inne rozwiązania. Fakt faktem, tych problemów w kontekście potencjału bitcoina jako pieniądza jest wiele. Z resztą w mniejszym lub większym stopniu dotyczą one także innych kryptowalut.

Na koniec jeszcze aby dopełnić obraz, należy zwrócić uwagę (potencjalnych inwestorów) na ryzyka legislacyjne i podatkowe. Na tę chwilę byt prawny kryptowalut nie jest uregulowany w większości krajów świata, a podejście do nich bywa skrajnie różne od delegalizacji i penalizacji do prac nad uznaniem za pełnoprawny środek płatniczy. To się zmienia, w niektórych krajach nawet calkiem szybko na korzyść.

Należy mieć jednak na uwadze, że technologiczne uzależnienie bitcoina od funkcjonowania określonych komputerów prowadzących obliczenia jest jednocześnie dużą podatnością gdyby rządy postanowiły "wyłączyć" sieć. Cóż bowiem stoi na przeszkodzie aby wydać przepisy ściśle regulujące wymianę bitcoinów na walutę i każące zarejestrować każdy działający w sieci bitcoin komputer w centralnej rządowej bazie pod groźbą kary? BTC nie stanie się wtedy ucieczką pd chaosu kryzysu finansowego, ale pułapką, w której nasze środki zarekwiruje rząd. Niemożliwe? Mało prawdopodobne? Ale jednak nie wykluczone...

Uważam, że pozostając entuzjastą nowej technologii jako inwestor należy podejmować decyzje kierując się pragmatyką i analizą ryzyka. Powyższe to są niektóre z ryzyk związanych w inwestowaniem pieniędzy w kryptowalutę. Stopy zwrotu mogą być zachęcające, ale i potencjalne straty duże. Warto mieć to na uwadze.

poniedziałek, 6 marca 2017

Dlaczego stajemy się dłużnikami?

Polacy są zadłużeni na łączną kwotę ponad 40 miliardów złotych.


Wylicza się, że w każdym kolejnym kwartale wartość zadłużeń wzrasta o 1,07%. Najwięcej dłużników mieszka w województwie śląskim i mazowieckim. Okazuje się, że dłużnikami jest aż 6,1% Polaków – to ci, którzy nie spłacili w terminie do 60 dni zobowiązań o wartości minimum 200 złotych. W tzw. grupie podwyższonego ryzyka, czyli tej, która obarczona jest zagrożeniem niespłacania należności w terminie przeważają mężczyźni. Aż 60% mężczyzn jest zresztą dłużnikami, od których trudno wyegzekwować spłatę długu. Wartość długów wynosi najczęściej od 2100 złotych do 5000 złotych.

Zgodnie ze statystykami, aż 33% dłużników ma niespłacone w terminie zaległości w wyniku czynników zewnętrznych. 28% popada zaś w długi, bo źle gospodaruje budżetem i zaciąga zbyt dużą liczbę pożyczek, których nie jest potem w stanie spłacić.

Nie tylko złe zarządzanie domowym budżetem sprawia, że popadamy w coraz większe długi. Przyczyną nieradzenia sobie ze spłatą należnych zobowiązań w terminie mogą być też przypadki losowe, w tym utrata pracy czy choroba bliskiej osoby. Nie zawsze mamy wpływ na niekorzystną sytuację finansową, ale to od nas zależy, jak z niej wybrniemy. Ciekawostką jest tutaj fakt, iż 9% badanych przyznaje, że w długi popadają tylko osoby o słabym charakterze, nieporadne. Nie łączą oni absolutnie zadłużenia z rozrzutnością i życiem ponad stan.

Badania wykazują, że w długi popadamy zwykle w wyniku nadmiernej konsumpcji. Wydajemy o wiele więcej niż zarabiamy, wybieramy produkty drogie i lepszej jakości aniżeli tańsze zamienniki. Większość Polaków nie ustala też priorytetów w kwestii miesięcznych wydatków. W pierwszej kolejności powinniśmy spłacać należne zobowiązania, takie jak rachunki za czynsz, gaz, prąd, telewizję, telefon czy internet – to właśnie dostawcy tych mediów stają się najczęściej wierzycielami. Osoby, które nie posiadają wystarczającej wiedzy finansowej, powinny sporządzać comiesięczną listę wydatków, zgodnie z własnymi możliwościami.

Czy wiecie, że aż 22% dłużników zaciąga kolejne zobowiązania, by móc spłacić te pierwsze? Niestety jest to typowy mechanizm zjawiska, jakim jest spirala zadłużenia. Osoby, których miesięczny dochód nie jest wystarczający na terminową opłatę bieżących rachunków, zaciągają pożyczki. Później, by je spłacić, wnioskują o kolejne. Dochodzi do sytuacji, kiedy tracą zdolność finansową i nie mają możliwości wywiązania się z pojętych zobowiązań. To moment, kiedy wierzyciel zwraca się do firmy windykacyjnej, celem odzyskania długu.

Każdy dłużnik powinien dążyć do oddłużenia. Rozwiązaniem nie jest konsolidacja zadłużeń ani pozbycie się mienia na rzecz przeterminowanych zobowiązań. Nie należy dopuszczać do sytuacji, w której zadłużenie będzie przyczyną złożenia wniosku do sądu. Wyrok natychmiastowej wykonalności wiąże się z zaangażowaniem w sprawę komornika, który bezwzględnie reprezentuje wierzyciela, zajmując mienie dłużnika. Najlepszą opcją jest więc współpraca z windykatorem, który umożliwia negocjacje. Ich efektem jest korzystny system spłaty należności zarówno dla wierzyciela, jak i dłużnika.

Artykuł powstał w oparciu o treści ze strony Intrum Justitia.

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu