Przegląd Finansowy: 17-04-01 - 17-05-01

wtorek, 25 kwietnia 2017

Czy frank szwajcarski się osłabi?

Po niedzielnych wyborach we Francji mogliśmy zaobserwować zjawisko polegające na tym, że nagle cena franka szwajcarskiego znalazła się w okolicach 3 złotych 90 groszy. Zaczęły się pojawiać pytania na czym to polega i czy jest to trwała tendencja.

Po pierwsze, zjawisko, z którym mamy do czynienia od wczoraj polega na umocnieniu złotówki, co widzimy po spadającym kursie innych walut oraz cenie złota.

Jak widać na powyższym wykresie generalnie to od poniedziałku wszystkie walory zachowują się podobnie. Spoglądając na wykres kursu franka w dłuższym terminie wydawać by się mogło, że CHF słabnie, jeżeli jednak spojrzymy na kurs CHF do EUR to zobaczymy, że tak na prawdę od początku roku mamy do czynienia z umocnieniem się złotówki, a frank do euro wręcz się wzmacnia.

Czy  jest zatem szansa aby cena franka szwajcarskiego znacząco spadła? Nie jestem o tym przekonany. Obecne poziomy kursu można by uznać wręcz za odstępstwo od "normy"

Otóż pomimo wieszczów, którzy twierdzili, że umocnienie się franka do innych walut zabije gospodarkę Szwajcarii (niestety mnie też się tak kiedyś wydawało), okazało się inaczej. Gospodarka szwajcarska ma się dobrze, osiąga nadwyżkę eksportową i budżetową w przeciwieństwie do "lecącej na długach" gospodarki polskiej. Zestawienie tych dwóch faktów powinno wystarczyć aby pozbawić się złudzeń na franki po 2 złote.

Na to nakłada się ucieczka do waluty CHF ze wszystkich tych walut, które są podatne na turbulencje polityczne i gospodarcze. Zamanifestowało się to tym, że w poniedziałek frank rzeczywiście osłabł do Euro, ale tylko trochę do poziomu z października.

Można się zżymać, że frank jest przewartościowany, ale taki stan rzeczy może trwać długo. Nie robiłbym z tego założeń, że skoro jest przewartościowany to się musi osłabić. To za daleko idące.


piątek, 21 kwietnia 2017

Rozkładamy ubezpieczenie mieszkania na czynniki pierwsze. (wpis gościnny)

Ubezpieczenie mieszkania to naturalna czynność. Każdy kto chce zadbać o własne bezpieczeństwo, każdy kto chroni mieszkanie oraz mieszkańców, oprócz skorzystania z różnego rodzaju urządzeń, zabezpieczeń musi wybrać optymalne ubezpieczenie. Wszak nigdy nie wiadomo co może się przytrafić.

Pożary, włamania, zalanie wodą i wiele innych zdarzeń losowych powoduje ogromne straty. Jak zatem ubezpieczyć mieszkanie na wypadek różnego rodzaju negatywnych wydarzeń?


Ubezpieczenie szyte na miarę

Ubezpieczenie i jego opcję powinniśmy wybrać pod katem naszych potrzeb. Trzeba jednoznacznie odpowiedzieć na liczne pytania. Na to co może zagrażać konkretnej nieruchomości, na jakie zdarzenia będzie narażona w szczególności. Należy sprawdzić wartość wyposażenia mieszkania, tak aby w sytuacji zniszczenia nie było problemów z jego odtworzeniem. Brać należy także pod uwagę ryzyko włamania, kradzieży i pod tym kątem szukać również najbardziej atrakcyjnych opcji ubezpieczeniowych.


Ubezpieczenia rozszerzone


Firmy ubezpieczeniowe konkurują ze sobą na coraz bardziej wymyślne oferty, dzięki czemu potencjalni klienci nie muszą obracać się tylko i wyłącznie w temacie ochrony mieszkania, domu. Istnieją opcje rozszerzonych pakietów związane choćby z pomocą ubezpieczonemu w postaci wynajmu mieszkania zastępczego, pomocy prawnej i wielu innych dodatkowych działań.

Warto pomyśleć o OC

Decydując się na wykup ubezpieczenia rozsądnie jest również zainwestować w OC – odpowiedzialność cywilna. To prosty sposób na uniknięcie kosztów związanych ze spowodowaniem nieumyślnych wypadków, zniszczeń dokonanych w domach sąsiadów. Najczęściej mowa tutaj o przypadkowych zalaniach i pokryciu kosztów remontu. Całość zostanie sfinansowana właśnie z polisy OC.


Co wpływa na wartość stawek ubezpieczeniowych?

Zasadniczo brane są pod uwagę elementy wyposażenia mieszkania oraz jego zabezpieczenia. Firmy oferujące polisy brać pod uwagę mogą czy na wyposażeniu lokalu są np. drzwi, szyby czy też rolety antywłamaniowe, posiadające naturalnie niezbędne atesty. Czy właściciel nieruchomości zainwestował w takie zabezpieczenia jak choćby alarm tradycyjny oraz alarm przeciwpożarowy. Czy zamontowana jest choćby kamera zmniejszająca ryzyko włamania. To część elementów o które winni zadbać właściciele dzięki czemu składka może być niższa. Dodatkowo brane jest pod uwagę otoczenie. Brane jest pod uwagę czy mieszkanie znajduje się na osiedlu zamkniętym i chronionym. Sprawdza się również lojalność względem firmy ubezpieczeniowej. Kontynuowanie współpracy czy też posiadanie innych ubezpieczeń to możliwość uzyskania zniżki.


Ile trzeba zapłacić za ubezpieczenie mieszkania?

Powyżej wspomniane zostało co wpływa na wysokość ubezpieczenia oraz jak należy podejść do oceny ryzyka. Teraz czas na sprawdzenie tego ile co może rzeczywiście kosztować jeżeli mowa o składce na jeden rok.

Symulacja zakłada że ubezpieczone zostanie mieszkanie w Gdańsku, o wielkości 43 m2, rok budowy 2007 wyposażone w drzwi antywłamaniowe. Wybierając standardowe ubezpieczenie, do tego decydując się na opcję OC na kwotę 50.000 zł, składka roczna wynosić będzie około 300 złotych. Podobnie sytuacja będzie wyglądać w innych częściach Polski. Ubezpieczenie podobnego mieszkania będzie wiązało się z wydaniem kwoty oscylującej wokół 300 złotych.


Nie zawsze możemy liczyć na wypłatę ubezpieczenia

Oczywiście nie życzymy nikomu problemów związanych z własnym mieszkaniem, domem. Nie życzymy żadnych wypadków losowych ale należy pamiętać, że nie zawsze ubezpieczyciel będzie chciał nam wypłacić ubezpieczenie.

Jakiekolwiek celowe zniszczenia mienia, brak dbałości, rażące zaniedbania odnośnie stanu domu, mieszkania czy też kradzież niezwykle wartościowych przedmiotów takich jak choćby dzieła sztuki. W takich sytuacjach trudno liczyć na odszkodowanie. Przykładowo dzieła sztuki, antyki należy ubezpieczyć osobno. Koszt takiej polisy jest zdecydowanie droższy od tradycyjnej.


Staranne czytanie OWU


Przed podpisaniem umowy o ubezpieczeniu należy dokładnie zapoznać się z wszystkimi informacjami zawartymi w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia, w skrócie OWU. Na co zwrócić uwagę? Jakie detale mają znaczenie?

Domeną wielu osób jest brak dokładnej analizy zapisów w umowach. Bo za długa, za trudnym językiem napisana, presja czasu. To pierwszy błąd w trakcie zawierania umów ubezpieczeniowych. Należy zatem spokojnie wszystko sprawdzić, należy zwrócić baczną uwagę w szczególności na wszystkie informacje odnoszące się do wyłączeń odpowiedzialności ubezpieczyciela za powstałe szkody.


Autor artykułu
Zainteresował Cię temat? Wpadnij również na: Nowe-nieruchomosci.pl

piątek, 7 kwietnia 2017

Crowdfunding udziałowy - ale o co chodzi?

Od jakiegoś czasu obserwuję wysyp na różnych serwisach artykułów na temat takiego pomysłu jak "crowdfunding udziałowy". Odnoszę wrażenie, że jest to temat dosyć intensywnie promowany, fakt - dosyć nowy, jako koncepcja, no i w związku z tym intensywnie promowany. 

W tej promocji jednak widzę wiele niedopowiedzeń i obawiam się, czy za chwilę nie wyniknie z tego jakaś kolejna afera.


W czym rzecz. Koncepcja polega na tym, że firma, która ma pomysł na biznes poszukuje kapitału, dostarczyć go mogą zainteresowani wejściem w inwestycję drobni inwestorzy. So far so good. Pośredniczy w tym procesie ten czy inny serwis, który organizuje proces pozyskiwania wspólników do spółki. Rzecz opiera się o udziały w spółce z o.o. aby nie podpadać pod regulacje KNFu o ofercie publicznej (akcji). Taki serwis bierze na siebie pełnomocnictwo objęcia udziałów w imieniu inwestora, a ten może za niewielką sumę te udziały nabyć. Ponoć można nawet płacić kartą.

Gdzie ja widzę problem i dlaczego znowu marudzę? (Tak - marudziłem też o Amber Goldzie a potem widzieli wszyscy co z tego wyszło).

Otóż mam wrażenie, że w całym tym procesie promowania tego typu inwestowania, (zainteresowane wypromowaniem tematu) firmy pośredniczące przedstawiają same superlatywy, nie mówiąc nic o ryzykach. A przecież inwestycja w spółkę wiąże się też z ryzykiem. Ryzyk jest mnóstwo, a w materiałach informacyjnych jest o tym niewiele.

Jakie ryzyka? A no proszę, biznes nie wyjdzie, spółka upadnie, inwestorzy się nie dogadają, albo do spółki zostanie wprowadzony większościowy udziałowiec, który spółkę przejmie, pośrednik zachachmęci forsę, zarząd spółki ukradnie pieniądze, etc etc. Z wszystkim się trzeba i należy liczyć, dokumenty trzeba czytać ze zrozumieniem i analizować, przystąpienie do spółki w roli udziałowca to zawarcie pewnej umowy a nie kupno batonika w sklepie.

Jak sobie przeczytałem taki regulamin jednego pośrednika (organizującego taki crowdfunding), to on generalnie jest zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności za cokolwiek. W szczególności kiedy do inwestycji nie dojdzie, z tych czy innych względów. Tymczasem w niektórych przypadkach to pośrednik jest faktycznym udziałowcem w spółce, a ostatecznemu inwestorowi sprzedaje tylko rodzaj "usługi finansowej", co mi osobiście zapala bardzo czerwoną lampkę.

Tymczasem promotorzy tego procesu milczą i uważam, że to bardzo źle. Bo za chwilę jedna czy druga spółka upadnie (bo biznes jest np. ryzykowny i nie wyjdzie), a rozczarowani inwestorzy będą chodzić do telewizji się wypłakać. A to wszystko dlatego, że nie zrozumieli (a nikt im nie przypomniał o tym), że inwestowanie wiąże się z ryzykiem. Na koniec przyjdzie ten czy inny organ państwowy i całego procederu zakaże, wylewając dziecko z kąpielą. 

Bo ja nie twierdze, że crowdfunding udziałowy jest zły, absolutnie. Twierdzę tylko, że powinien być przekazywany potencjalnym inwestorom kompletny i rzetelny zestaw informacji, a nie tylko słodkie reklamowe kity jak to łatwo, pięknie, szybko i zyskownie.

Dlaczego się tak wywnętrzam? Bo widzę te artykuły promocyjne i krew mnie zalewa. Zgłosiła się do mnie swego czasu taka osoba, z propozycją artykułu promocyjnego. Odpisałem, że chętnie zamieszczę na blogu, pod warunkiem wszakże, że będzie to temat rzetelnie opisany. Zadałem parę trudnych zagadnień do wyjaśnienia. 

Przykładowo poprosiłem aby  opisać dla jakiego rodzaju inwestorów jest przeznaczone uczestnictwo w tego rodzaju przedsięwzięciach - moim zdaniem stawia ono pewne wymagania inwestorowi, tzn. musi on mieć pewne doświadczenie biznesowe, aby być w stanie we właściwy sposób ocenić ryzyka i stronę formalną uczestnictwa w jakimś przedsięwzięciu/inwestycji. Według mnie nie każdy się do tego nadaje i nie każdy ma wiedzę i umiejętność oceny, na ile inwestycja w danej formie jest płynna, na ile niesie ze sobą ryzyka i na ile obietnica zysku jest realna do spełnienia. Nie umniejszam przy tym roli doradców, ale wg. mnie nie można się zdawać całkowicie i wyłącznie na nich.

Żaden artykuł promujący temat crowdfundingu jaki czytałem, o tym wyczerpująco nie wspomina. Uważam, że to źle.

Kolejne pytanie jakie zadałem dotyczyło roli pośrednika w relacji między inwestorem a spółką zarówno na etapie pozyskiwania środków, jak i później. Bardzo wiele od tego zależy jaka jest rola pośrednika i czy on uczestniczy w tej inwestycji jako "zbieracz środków" czy jako "pełnomicnik udziałowców". W każdym wypadku jest inny zestaw potencjalnych ryzyk i inny zestaw klauzul w umowie, które trzeba przeczytać ze zrozumieniem. Ale także o tym żaden promocyjny artykuł nie wspomina. A potem się ten czy inny inwestor zawiedzie i będzie płakał.

Kolejna rzecz to ryzyko takich inwestycji. Jest ono podwyższone, inwestycje dotyczą startupów czyli projektów o potencjale, które jednak mogą nie wypalić. Na naszym polskim rynku nie ma jeszcze takich statystyk i doświadczenia jeżeli chodzi o przeżywalność startupów, w takim materiale informacyjnym należy o tym wspomnieć. Moim zdaniem to nie są inwestycje dla osób, które zakładają że na pewno wyjdą z inwestycji po 3-5 latach  zyskiem! Mogą nie wyjść bo spółka będzie wymagała dokapitalizowania, może się okazać, że nie uda się zrealizować założeń rynkowych albo że plan się przedłuży i taka inwestycja to nie lokata. NIKT O TYM NIE WSPOMINA! Pisze się tylko ile miliardów zebrała jakaś tam spółka w procesie crowdfundingu za granicą - gdzie Rzym a gdzie Krym!

Nie odpowiedziano mi nawet na pytania o formalną stronę przedsięwzięcia. Pomija się to trochę milczeniem,a to jest ważne jaka jest strona formalna takiej inwestycji, tzn. czy inwestor obejmuje udziały w spółce, obligacje czy w jakiejś innej formie uczestniczy w przedsięwzięciu a co za tym idzie jakie są jego prawa w związku z wyłożonym kapitałem. Co się dzieje z kasą przekazaną pośrednikowi, etc.

Tak więc po zadaniu tych kilku kwestii do opisania w artykule (który wtedy rzetelnie wykładałby temat) nigdy już więcej odpowiedzi i zainteresowania nie otrzymałem.

Mniemam zatem, że trzeba być bardzo, ale to bardzo ostrożnym wchodząc w takie przedsięwzięcia. należy czytać uważnie umowy i regulaminy i krytycznie je analizować, bo one są pisane na złe czasy jak coś nie wyjdzie. nie dajcie się omamić wizją złotych gór bo wielu inwestorów w tej czy innej inwestycji już popłynęło na swojej chciwości.


wtorek, 4 kwietnia 2017

Rozważań o przyszłości - ciąg dalszy

Nie chciałbym, żeby wyszło, że marudzę z tą nadchodzącą recesją o której pisałem w poprzednim wpisie. Tak się jednak składa, że kolejny raport analityczny, który otrzymałem, też dotyka trochę tego tematu. 

Współcześnie w świecie widać narastające rozróżnienie pomiędzy krajami, które są w stanie utrzymać wzrost gospodarczy, bazując na wewnętrznym popycie, a tymi, które uzależnione są od eksportu. Bardzo wiele krajów jest silnie wystawionych na zjawiska zachodzące w światowym systemie gospodarczym, co przekłada się na to, że turbulencje na świecie wywołują napięcia wewnętrzne. 

Weźmy przykładowo takie kraje jak Rosja czy Arabia Saudyjska, uzależnione od wpływów z eksportu surowców energetycznych, czy Niemcy oraz Chiny uzależnione od eksportu towarów. Spowolnienie gospodarcze na świecie wywołuje w tych krajach wewnętrzne napięcia, w każdym inne, ale związane z tą samą przyczyną.

Niemcy, o których pisałem w poprzednim wpisie nie doświadczyły jeszcze spadku eksportu, ale z dużym prawdopodobieństwem doświadczą. Doświadczają już jednak wewnętrznych napięć, a procesy te będą narastać.

Oddalając trochę perspektywę, spójrzmy szerzej. Rynek giełdowy w USA jest nieracjonalnie napompowany. Gdyby liczyć czas od ostatniej recesji i przyjąć, że kalendarzowo spowolnienie gospodarcze powinno pojawiać się cyklicznie co jakieś sześć siedem lat, to powinniśmy już mieć kryzys. Skoro go nie ma, to z każdym kolejnym rokiem jego brak jest raczej anomalią niż normą.
 
Można się spodziewać, że umiarkowany wzrost w USA przełoży się na eksport niemiecki. O tym już pisałem. Nie pisałem (a może kiedyś dawno w Newsletterze, kiedy jeszcze wychodził), że te problemy gospodarki niemieckiej stanowią ryzyko dla systemu bankowego w całej Europie. Elementem tego potencjalnego zagrożenia jest (o czym już na 100% pisałem kiedyś w Newsletterze), narastający problem sektora bankowego we Włoszech. Nadal nie rozwiązany, mający swoje odpryski polityczne i zagrażający bezpieczeństwu banków niemieckich i francuskich.

Sądzę, że niepewność wokół Brexitu, też przełoży się na ogólną ostrożność inwestorów w pakowaniu się w długoterminowe przedsięwzięcia gdziekolwiek czy to na wyspach, czy na kontynencie. tymczasem sektor bankowy w Europie pochłonięty własnymi problemami nie będzie się chętnie ładował w nakręcanie inwestycji.

Nie chcę się powtarzać, ale dla Europy Wschodniej problemy gospodarcze Niemiec mogą skutkować spowolnieniem. Będzie ono tym bardziej odczuwalne i bardziej dany kraj jest częścią łańcucha dostaw niemieckich koncernów.