Przegląd Finansowy: 17-06-01 - 17-07-01

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Dlaczego jestem przeciwnikiem wycofania gotówki?

Korzystanie z gotówki est niewygodne - to fakt. Przede wszystkim trzeba ją mieć aby ją wydać, nie zawsze mamy jej wystarczająco, przechowywanie/liczenie/transport gotówki kosztuje, etc. te i wiele innych argumentów przeciwko gotówce jest słusznych, a pomimo tego jestem zdecydowanym przeciwnikiem całkowitego jej wycofania. Dlaczego?

Jest wiele powodów, które chciałbym poniżej wyłożyć.

Powody filozoficzno - wolnościowe


Po pierwsze, możliwość płacenia gotówką jest pewną formą wolności osobistej jednostki. Może to dla niektórych strasznie górnolotnie brzmi, ale zastanówcie się jak byście się czuli musząc pytać się o zgodę kogoś obcego w KAŻDYM przypadku, KAŻDEJ transakcji? Chyba nie byłoby to takie super... To teraz pomyślcie, że w zasadzie płacąc kartą robicie dokładnie to. Każda transakcja kartowa oznacza zapytanie do banku o autoryzację. 

Implikacje dla ochrony prywatności są oczywiste, odsunę je na bok bo dla jednych mają one znaczenie większe, a dla innych mniejsze. Znacznie istotniejsza jest dla mnie pokusa aby móc kontrolować gospodarkę lub jednostki dla jakiś własnych politycznych czy biznesowych celów.

Wyobraźmy sobie, że politycy postanawiają pewnego dnia, że handel zakup określonych towarów w określonych godzinach jest nieprawomyślny (bo np. mamy Ramadan, czy Wielkanoc). Cóż stoi na przeszkodzie aby zablokować określone transakcje kartami w tych godzinach? Absolutnie nic i nie ma przed tym żadnej obrony. 

Czarny rynek? Zapomnijcie, rząd będzie kontrolował wszystkie transakcje (inna sprawa, że to realnie niewykonalne bo ludzie znajdą inny rodzaj pieniądza czy waluty, ale chodzi o przykład).

Albo taki pomysł. Załóżmy, że duży bank chce przejąć sieć sklepów detalicznych, cóż stałoby na przeszkodzie aby trochę popsuć przy autoryzacji transakcji. Niech na przykład pieniądze spływają z tygodniowym opóźnieniem (przez błędy techniczne), płynność firmy siada i można ją łatwo przejąć. Sposobów są tysiące.

Pewnym filozoficzno-wolnosciowym argumentem jest to, że nie każdy z nas chciałby się chwalić przed innymi listą transakcji. Niekoniecznie chodzi o nielegalne zakupy, ale kupno "świerszczyka" lepiej pozostawić anonimowe. Nie każdy ma wolę, chęć i odporność psychiczną aby stawić czoła upublicznianiu takich informacji. Fakt, że każda absolutnie transakcja byłaby rejestrowana dawałby służbom rożnej maści wygodne narzędzie szantażu niektórych.

To jest pewnego rodzaju kwestia natury filozoficznej. Moim zdaniem pozostawienie pewnej choćby szansy wyboru, czy daną transakcję zostawić anonimową powinno być po stronie obywatela w imię pewnych zasad.

Powody techniczno - katastroficzne


Eliminacja gotówki prowadzi do uzależnienia od systemu bankowego. Generalnie każda elektronizacja transakcji finansowych prowadzi do uzależnienia od prądu elektrycznego i technologii. Wielu z nas traktuje prąd elektryczny jak powietrze, jest i był zawsze w gniazdku. Fakty są takie, że infrastruktura energetyczna jest bardzo delikatna i podatna na zaburzenia. Zdarza się tu i ówdzie od czasu do czasu blackout czy awaria. Bywało tak i w naszym kraju, że unieruchomione brakiem prądu (np. po wichurach) kasy fiskalne skutecznie blokowały zaopatrzenie w sklepach. Dysponując gotówką można ten problem jakoś półlegalnie obejść, ale jeżeli gotówka jest cyfrowa... to jesteśmy w kropce.

Uzależnienie się na własne życzenie od pewnej technologii bez pozostawiania sobie alternatywy jest moim zdaniem niebezpieczne. Każda sytuacja ekstremalna (huragan, powódź, wojna czy zamieszki) może prowadzić do paraliżu. 

Do tego dochodzi podatność systemów informatycznych, które jak często można to stwierdzić (nawet w bankach) bezbłędne nie są. Gwarancji, że wszystko będzie działać zawsze i bez problemów nie da nikt (a jak da to uciekajcie, bo pewnie wariat). 

Nie twierdzę, że gotówka jest bezpieczna. Ją też można stracić (w powodzi, pożarze, rabunku). Jest jednak alternatywą i daje szansę dywersyfikacji pewnych ryzyk.

Powody ekonomiczne


Na koniec powody natury ekonomicznej. Sytuacja na świecie sprawia, że banki centralne imają się "niekonwencjonalnych rozwiązań". Ustanawiają na przykład ujemne stopy procentowe, które polegają de facto na tym, że za depozyt w banku trzeba płacić. Naturalna alternatywa w takiej sytuacji polega na wyjęciu pieniędzy z banku i schowaniu "w materacu". Pozbawieni gotówki obywatele, pozbawieni są też tej drogi ucieczki. W ostatecznym rozrachunku stanowić to może dla bankierów nie lada pokusę. Dlaczego by nie przystrzyc jeszcze bardziej posiadaczy oszczędności?

A opłaty transakcyjne? Przecież na każdej transakcji kartą zarabiają banki. Pobierają one swoisty podatek od obrotu bezgotówkowego, są więc wielkimi beneficjentami potencjalnego wyeliminowania gotówki. Tylko co się stanie, kiedy obywatele zostaną pozbawieni możliwości ucieczki w obrót gotówkowy? Opłaty niechybnie wzrosną...

Tak więc słuchając o terrorystach, bezpieczeństwie publicznym, wyłudzeniach podatków, nie dajcie sobie wmówić, że za wszystko odpowiada gotówka.  Bywa i tak, ale bywa też tak, że takie antygotówkowe argumenty mają na celu napędzenie zysku lobby bankowego.

A jakie wy macie argumenty za i przeciw gotówce w obrocie?

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ekonomia nie jest grą o sumie zerowej

Przyszło mi do głowy, że powinienem o tym napisać. Niestety wydaje mi się, że wielu ludzi, także polityków mających wpływ na gospodarkę, zapomina o tym fakcie, że ekonomia nie jest grą o sumie zero. 

Warto się nad tym pochylić bo ma to daleko idące implikacje. Gra o sumie zerowej, to jest taka, w której w przypadku gdy jeden z graczy zyskuje, pozostali muszą tracić tyle samo ile on zyskał. W sumie bilans w grze o sumie zero wynosi właśnie zero, czyjaś strata jest zyskiem kogoś innego.
Ekonomia nie jest takim przypadkiem, z prostego powodu. Jeżeli zawieramy transakcję, to aby do niej doszło, (przy założeniu wolnego rynku - bo tylko takie założenie ma sens) obie strony muszą odnieść korzyść. Jeżeli kupuję od pana Kowalskiego samochód, to według mojej oceny tej transakcji jego wartość jest większa niż wartość pieniędzy, które za niego daję w formie ceny. Z kolei dla Kowalskiego, wartość auta jest mniejsza niż wartość pieniędzy, które otrzymuje jako zapłatę. Na końcu transakcji mam pojazd, który ma dla mnie jakąś wartość i jestem zadowolony z transakcji, a Kowalski ma pieniądze i też jest zadowolony. Gdyby było inaczej (zakładamy warunki idealne i wolny rynek) nie zawarlibyśmy umowy.

Oczywiście zaraz zgłosi się ktoś i powie, że w realnym świecie są oszuści, cwaniacy, złodzieje i niedoskonała informacja dla obu stron. Owszem, ale to są zaburzenia, które nie zmieniają fundamentalnej zasady, która mówi, że strony nie zawrą transakcji jeżeli nie będą przekonane, że będzie ona z korzyścią dla nich. 

Tak więc na końcu takiej operacji ekonomicznej mamy dwie strony, które mają przekonanie, że wartość ich majątku jest większa. Pamiętajmy przy tym o jednym - wartość jest trudno mierzalna i nie jest to wyłącznie wartość liczbowa. Na pomijaniu tego aspektu zasadza się błąd całej masy ekonomistów, wydaje im się, że wszystko sprowadza się do ceny i wyrażonych w pieniądzu współczynników, a to nie prawda.

Takie wypaczone spojrzenie na ekonomię prowadzi do absurdów w stylu takim, że do PKB liczy się wartość pracy pokojówki, za którą płacimy wynagrodzenie, ale już nie któregoś z domowników, który posprzątał mieszkanie "w zamian za wikt i opierunek". Generalnie z dużą rezerwą należy podchodzić do niektórych miar ekonomicznych, bo zasadzają się na mocno upraszczających założeniach co do rzeczywistości. 

Wracając do tematu wpisu, to dzięki temu, że w każdej transakcji ekonomicznej dla obu stron tworzona jest pewna dodana wartość (niekoniecznie mierzalna), cała ta ekonomia się kręci. Ludzie, którzy tego nie rozumieją, żyją w przeświadczeniu, że światem rządzą oszuści i wyzyskiwacze, podczas gdy często jest tak, że ludzie bogaci dorobili się majątków właśnie dlatego, że oferowali produkty lub usługi, za które inni chcieli zapłacić. 

Ja nie twierdzę, że w gospodarce nie ma patologii czy nieuczciwości, chcę tylko powiedzieć, że nie należy na całą ekonomię patrzeć przez pryzmat wyzysku, bo to prosta droga do ułomnego spojrzenia na świat, które prezentowali komuniści. Jak próbowali na nowo układać gospodarkę po swojemu, to nijak nie chciała im działać.

czwartek, 8 czerwca 2017

Księgi wieczyste online za darmo?

Osoby przeszukujące internet wydaję się bardzo często szukać odpowiedzi na pytanie o możliwość przeglądania online ksiąg wieczystych. Nie jest to pytanie oderwane od rzeczywistości. Faktycznie kiedyś po to aby przejrzeć księgę wieczystą trzeba było się udać do sądu i w czytelni wypełnić odpowiedni wniosek. Teraz jest na szczęście lepiej.



Dlaczego w ogóle przeglądanie KW zajmuje miejsce na blogu finansowym? Dlatego, że uważam iż przed ewentualną decyzją inwestycyjną, związaną z nieruchomościami, należy księgę wieczystą zweryfikować bezwzględnie.

Dzisiaj, po tym jak, w ramach projektu Nowej Księgi Wieczystej, stare papierowe księgi, przechowywane w archiwach sądów, zostały zmigrowane z formy papierowej do postaci elektronicznej, nie stanowi już problemu aby za darmo bez żadnych opłat dotrzeć do treści aktualnej czy treści zupełnej i przejrzeć ją w przeglądarce internetowej.

W tym celu należy udać się na stronę Ministerstwa Sprawiedliwości, na której udostępniona jest elektroniczna przeglądarka ksiąg wieczystych: http://ekw.ms.gov.pl

Następnie, jak na zaznaczonym powyżej zrzucie ekranu, wybieramy opcję: "Przeglądanie Księgi Wieczystej".

Otrzymamy ekran, na którym konieczne będzie wprowadzenie numerku księgi wieczystej, aby uzyskać dostęp do KW. 

Tutaj może pojawić się pewien problem, związany z tym, że czasem możemy nie znać numeru księgi, który chcielibyśmy sprawdzić. Otóż przychodzą tu z pomocą serwisy internetowe, które pozwalają znaleźć dopasowane numery KW czy to posługując się numerem działki czy też adresem nieruchomości. Taki serwis opisywałem w jednym z wpisów na blogu

Generalnie wygląda to tak, że można znaleźć numer księgi (odpłatnie), korzystając z takiego serwisu komercyjnego, a następnie (już bezpłatnie) znaleźć online treść księgi wieczystej na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.



Discolsure: Za zamówienia w serwisach komercyjnych, zrealizowane po założeniu konta za pośrednictwem linka prowadzącego z mojego bloga, otrzymam prowizję. 

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rok po brexicie

Za dwa tygodnie minie mniej więcej rok od referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie wyjścia z UE. Rozważałem trochę ten temat przed rokiem i postanowiłem wrócić do moich ówczesnych przewidywań. Na ile okazały się one trafne?

Przewidywałem zamieszanie i mamy zamieszanie. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że w czwartek mamy wybory w Wielkiej Brytanii. Podczas gdy Poszczególne kraje UE zwarły szyki i ustaliły wspólne kluczowe punkty swego stanowiska, to Wielka Brytania "hamletyzuje". Sytuacja wygląda więc tak, że po półrocznym debatowaniu w brytyjskim parlamencie, uruchomiono w końcu procedurę wyjścia z UE w ramach art. 50 traktatu lizbońskiego, a następnie (podczas gdy dalej nie wiadomo na jakie  miałyby być zasady "rozwodu") ogłoszono kolejne wybory. Co najśmieszniejsze, wcale nie jest wykluczone, że zmęczeni zamieszaniem "po brexitowym" brytyjczycy w czwartek nie udzielą większości aktualnie rządzącej, pro exitowej partii konserwatywnej. Zdecydowanie zyskuje partia pracy, co się stanie w przypadku jej wygranej? Prognozuję jeszcze większe zamieszanie.

Najlepiej to widać jak się przeanalizuje stanowiska dwóch największych partii brytyjskich w związku z wyborami. premier May była przeciwko brexitowi, a teraz stoi na stanowisku, że nie ma "miękkich rozwiązań". W samej partii konserwatywnej są tacy co nawołują do twardego rozstania się (oczywiście bez konkretów, jak miałoby wyglądać życie po rozwodzie). Partia pracy nawołuje do "miękkiego rozstania się" i stoi na stanowisku, że trzeba z UE negocjować a nie wywijać fochy jak to robią konserwatyści.

Tak czy siak, nawet przy wygranej konserwatystów ich poparcie nie będzie tak silne aby legitymizować silny twardy brexit. Obawiam się jednak, że w związku z tym każdy praktycznie scenariusz polityczny dla Wielkiej Brytanii oznacza dalsze trwanie w niepewności i brak jednoznacznego stanowiska w negocjacjach z UE. 

Oczywiście nie umocni to funta.

Z resztą moje przewidywania co do pozycji funta się potwierdziły, na wykresie możemy wyraźnie zobaczyć jaka była cena funta w złotówkach rok temu a jaka jest teraz. 



Nie twierdzę, że funt się nigdy nie umocni. Ma na to szansę, ale dopiero kiedy kurz rozwodowej bitwy opadnie, czyli... za jakieś parę lat. Na razie nadchodzi sztorm.

Swoje "profetyczne" słowa sprzed roku powtórzę tu bo wydają mi się nadal aktualne:
"Czekają nas teraz co najmniej dwa, jak nie cztery lata zamieszania, niepewności i nerwowych ruchów. Jeszcze tylko brakuje aby jakiś bank się potknął o własne sznurowadła i zobaczymy falę domina jak po Lehman Brothers."