Przegląd Finansowy: 17-08-01 - 17-09-01

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Jaki będzie wpływ huraganu Harvey na amerykańską gospodarkę?

Nasze media ekonomiczne i nie tylko nie poświęcają zbyt wiele uwagi tematowi huraganu Harvey, który uderzył w południowe wybrzeże USA. Tymczasem pojawiają się komentarze, że zniszczenia w okolicach Huston w Teksasie mogą przekroczyć te, których doświadczył Nowy Orlean podczas huraganu Katrina.

Postanowiłem wynotować parę zagadnień do przemyślenia w średnim terminie, bez jednoznacznych odpowiedzi. Nie interesują mnie przy tym analizy jednodniowych wykresów, że tam złoto skoczyło, czy ropa. Pytanie jaki będzie średnio i długo terminowy wpływ huraganu na gospodarkę i czy wywróci się z tego powodu coś więcej pociągając za sobą inne klocki.

Obszar wybrzeża Teksasu aż do granic stanu Luizjana to lokalizacja dziewięciu istotnych rafinerii ropy naftowej i znaczących zakładów przemysłowych związanych z przetwórstwem ropy. Już ten fakt powoduje, że ewentualne zniszczenia w infrastrukturze będą miały wysokie koszty finansowe. Sam fakt wystąpienia huraganu powoduje wstrzymanie produkcji (w rafineriach i na platformach) - po Katrinie wracała ona do pierwotnego poziomu przez dziesięć miesięcy.

Zniszczenia w infrastrukturze przetwórczej, zaopatrującej USA w paliwa, mogą (ale czy faktycznie tak będzie), zakłócić dostawy produktów naftowych? To miałoby hamujący wpływ na całą gospodarkę.

We wrześniu rząd USA zbliża się do kolejnego limitu zadłużenia. Jeżeli Kongres go nie podniesie będziemy mieli "government shut-down" jak w 2013, tym razem w trakcie akcji ratunkowej...

Huragan powoduje przerwy w dostawach prądu, co z kolei powoduje problemy przy szeregu innych biznesów nie dotkniętych bezpośrednio huraganem. Po Katrinie występowały zakłócenia w dostawach ropy przez Collonial Pipeline na północny zachód USA.

Straty ponoszą przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe i banki kredytujące zniszczone domy.

Zniszczenie infrastruktury i wstrzymanie działalności biznesowej przekłada się na spadek zatrudnienia. W wyniku Katriny w Luizjanie pracę straciło 190 tysięcy ludzi.

Spada PKB - w przypadku Katriny miesiąc po huraganie stopa wzrostu PKB w USA spadła z 4,2% do 1,8% (później wróciła na podobny poziom wraz z rosnącymi wydatkami na odbudowę zniszczonej infrastruktury).

Katrina (sierpień 2005) była przed kryzysem nieruchomościowym, który zaczął się ujawniać w połowie 2006 a kulminował upadkiem Lehman Brothers w 2007. 

Huragan się jeszcze nie skończył - trzeba będzie się przyglądać uważnie wpływowi na gospodarkę.



czwartek, 10 sierpnia 2017

Alan Greenspan - Mapa i terytorium, ryzyko natura ludzka, przewidywanie - recenzja

Zapraszam do lektury recenzji kolejnej książki, jest to "Mapa i terytorium" Alana Greenspana, ekonomisty i wieloletniego prezesa rady gubernatorów Rezerwy Federalnej USA.  Czym jest ta książka o kryzysie (i nie tylko), napisana przez człowieka, którego oskarża się, że do niego doprowadził? Przyznanie się do winy? Spowiedź Greenspana?

O racjonalności i złożoności

Interesujące jest to, że we wstępie Greenspan przyznaje, że nauki ekonomiczne nie są w stanie sprostać wyzwaniom prognozowania. Podważa tym samym niejako cały fundament bankowości centralnej i swej dotychczasowej kariery. Wczytując się głębiej w jego wywód, docieramy do sedna - to emocje ludzi uczestniczących w rynku/gospodarce są czynnikiem, który utrudnia budowanie wszelkich modeli. Z resztą każdy model z natury rzeczy, stanowi uproszczenie rzeczywistości, a więc jest niedoskonały (czego dowiódł dobitnie kryzys 2008 roku). Szkoda tylko, że w dalszej części książki, autor nie rozwija wystarczająco głęboko tego problemu. Dosyć szybko Greenspan zauważa, że neoklasyczne przekonanie o racjonalnym człowieku podejmującym racjonalne decyzje ekonomiczne, jest iluzją, którą sobie stworzyliśmy kierując się jednakże intuicją. Dziwi jednak, że kilka stron dalej (s. 44) autor sam sobie zaprzecza, pisząc że "większość ludzkich reakcji na zdarzenia gospodarcze, jest w końcu racjonalna, lub taka w znacznej mierze, jako że instynkty zwierzęce, są w dużym stopniu kontrolowane przez rozum." Nie zgadzam się z tym. Obserwacja rozwoju niektórych baniek rynkowych pokazuje, że gracze czasem są w stanie wręcz oczekiwać, że cena wzrośnie dwukrotnie w krótkim terminie, nie mając ku temu żadnych fundamentalnych (a co za tym idzie racjonalnych) podstaw. Faktem jest jednak stwierdzenie, że uzmysłowienie sobie, co ludzkość mogłaby zdziałać, gdyby była w pełni racjonalna, pozwala sobie wyobrazić górne granice możliwości osiągnięć gospodarczych.

Greenspan w jednym z rozdziałów zwraca jednak uwagę, że w ciągu XX wieku, złożoność systemu finansowego wzrosła tak dalece, że żaden audytor nie jest w stanie ocenić ryzyka, na jakie wystawia się dana instytucja finansowa. Jak zatem można mówić o racjonalności rynku czy oceny ryzyka?

Interesujące jest to, że Greenspan po części przyznaje to o wskazał Nassim Taleb, mianowicie, że wnioskowanie o prawdopodobieństwie przyszłych zdarzeń, na podstawie szeregów czasowych z przeszłości, jest obarczone błędem. Jednocześnie naiwne wydaje mi się stwierdzenie, że "uzbrojeni w doświadczenie z Lehmanem, zarządzający ryzykiem będą znacznie ostrożniejsi w szacowaniu przyszłego ryzyka." Taka wiara w wyciąganie wniosków i skuteczność działań "naprawczych" względem gospodarki USA, wyziera z dalszych części książki. Czy jest racjonalna? Obawiam się że nie. Czy znalazła potwierdzenie w faktach bieżących (książka jest sprzed paru lat)? Też chyba nie.

Wyznanie winy

W dalszej części książka zaczyna przypominać wyznanie winy - nie przewidzenia potencjalnych skutków ryzyka systemowego przed kryzysem 2008 roku. Chodzi o nie przewidzenie wystąpienia zjawisk stosunkowo mało prawdopodobnych, ale o skrajnie dużym wpływie. Greenspan rozkłada przy tym na czynniki pierwsze poszczególne aspekty, które doprowadziły do kryzysu. czymś co mnie jednak zadziwiło, było to, że komentując wielodziesięcioletnie wzrosty indeksu S&P500 Greenspan nie zająknął się ani słowem o inflacji i podaży pieniądza. Napisał o tym w zupełnie innej części książki, w osobnym rozdziale, ale w sposób jakby nie powiązany z kwestią wzrostu indeksu, który wyjaśnia wzrostem produktywności nie mówiąc nic o wartościach realnych odniesionych do wartości pieniądza.

 


Greenspan zwraca uwagę na istotny problem jakim jest istnienie instytucji finansowych zbyt dużych aby upaść. Ich obecność na rynku wypacza cały obraz konkurencji i percepcję ryzyka. Wpływa pośrednio także na inne podmioty (np. poprzez różnice w kosztach finansowania). Co jeszcze istotne, zwraca uwagę, że interwencjonizm rządów po 2008 roku sprawił, że zmieniła się percepcja ryzyk na rynkach. Teraz nikt nie uwierzy w to, że kolejnym razem ten czy inny rząd wstrzyma się od interwencji. To zaś wbrew pozorom wprowadza jeszcze większą niepewność i ryzyko na rynki.


Polityka

Greenspan słusznie zauważa, że politycy mają skłonność, do "aktywizmu". Tam gdzie roztropnie byłoby pozwolić rynkom spadać a firmom bankrutować - usiłują interweniować. Zamiast reagować umiarkowanie - stają się "nadreaktywni" i podejmują zbyt radykalne działania. Politycy nastawiają się na krótkotrwałe korzyści lekceważąc długoterminowe koszty. Polityk, który interweniuje bez powodzenia, jest chwalony za to, że próbował, zaś ten, który pozwala rynkom spadać (w ich naturalnym samoregulacyjnym mechanizmie), jest ganiony za brak reakcji. Greenspan jednak nie zauważa przy tym w jaki sposób financjalizacja gospodarki (i np. uzależnienie systemu ubezpieczeń emerytalnych od giełdy) doprowadza to tego, że politycy czują się przymuszani do zapobiegania spadkom (gdyż cała narracja polityczna jest oparta o paradygmat wiecznego wzrostu, który jest z założenia błędny).


O innowacyjności i kulturze

Bardzo interesujące i skłaniające do refleksji były fragmenty dotyczące innowacyjności. Greenspan zauważa, że kluczowy dla innowacyjności jest odpowiedni klimat społeczny, kulturowy, religijny, polityczny, poszanowanie praw własności, itd. Faktycznie jeżeli przyjrzeć się uważnie, to poszanowanie prawa ma zasadnicze znaczenie dla woli podjęcia ryzykownej inwestycji w nowe technologie. Nikt nie zaryzykuje pieniędzy wiedząc, że przyszłe zyski mogą mu być odebrane przez skorumpowanych polityków czy pazerne państwo. Ta refleksja każe zwracać uwagę na to, czy rzeczywiście Chiny mają potencjał przegonić państwa rozwinięte i także na to, dokąd zmierza nasz własny system prawny i państwowy.

Innowacji nie da się zadekretować, jak to próbują tacy czy inni politycy. Łatwo jest jednak zburzyć delikatne warunki dla powstania innowacyjności. Warto także zwrócić uwagę, że społeczno-religijne zacofanie, wyraźnie różnicuje różne regiony świata pod względem innowacyjności. Dośc powiedzieć, że na Półwyspie Arabskim, pomimo miliardów petrodolarów nie powstało jak dotąd absolutnie żadne innowacyjne przedsiębiorstwo na skalę globalną.

Greenspan zwraca także uwagę na rolę kultury w odniesieniu do np. sytuacji gospodarczej w strefie euro czy w Japonii. Sądzę, że jego spostrzeżenia w tej materii są dosyć celne.


O rozwarstwieniu dochodów


Następny temat, który porusza Greenspan to rosnący w skali globalnej poziom rozwarstwienia dochodów (wyrażony współczynnikiem Giniego). Zwraca uwagę na to jak globalizacja przyczynia się (od lat 70) do tego procesu. Niestety nie zająknął się przy tym o tym jaką rolę w tym procesie odgrywa "financjalizacja" gospodarki. Wprawdzie słusznie zauważa rolę rynków kapitałowych w kreowaniu np. superprezesów z gigantycznymi bonusami, ale zapomina dlaczego te rynki są tak rozbuchane i w jaki sposób przepływy finansowe i globalne deficyty kształtują w skali makro dystrybucję pracy na świecie.

Słusznie jednak zauważa, że żaden system proponowany przez krytyków kapitalizmu, nie wytworzył materialnych standardów życia takich jak skonstruowany w taki czy inny sposób system kapitalistyczny.

Moje wrażenia

Należy mieć na uwadze, że siłą rzeczy jest to książka Ameryko-centryczna. Książkę tę czytało mi się nieźle. Ciekawa dla zainteresowanych będzie niewątpliwie analiza wykresów i tabel dołączonych na końcu książki. Nie jest to jednak lektura konieczna. Odwołania do nich są tak skonstruowane, że jak ktoś nie jest zainteresowany, to nie musi do nich sięgać. Nawet pomimo czasem technicznego języka, generalnie pozycja napisana jest dość strawnie. Czasem tylko wydawało mi się, że autor zupełnie niepotrzebnie powtarza swą myśl po kilka razy. Czasem też odnosiłem wrażenie, że Greenspan odpływa w analizy tak wysublimowanych danych, że traci wątek a wywód ciężko jest zrozumieć.

Pewien problem czytelnikom tej książki może sprawić dosyć techniczny język, którym posługuje się autor. Trzeba się niestety orientować w przebiegu kryzysu 2008 roku, realiach ekonomiczno-gosodarczych i terminologii finansowo ekonomicznej. Ten język nie jest jednak konsystentny poprzez poszczególne rozdziały. Niektóre napisane są w sposób bardziej, a inne mniej hermetyczny. Wydaje mi się, że książka stanowi swego rodzaju zbiór esejów.

Czasem także odnosi się wrażenie, że eseje w książce zostały zmiksowane przypadkowo. Rozdział o inflacji i pieniądzu wydał mi się interesujący ale dosyć pobieżny. Niestety zupełnie niezrozumiałym wtrętem był dla mnie kolejny rozdział pt. "Bufory". Moim zdaniem nie miał on wiele wspólnego z resztą książki. Bo jaki cel i związek z resztą wywodów miały mieć rozważania na temat wieku infrastruktury militarnej USA? Wyglądało na to, że autor chciał coś powiedzieć na temat konieczności finansowania modernizacji infrastruktury z oszczędności, ale nie powiedział nic nowego poza paroma komunałami o posiadaniu oszczędności jako bufora na nieprzewidziane wydatki. Nie dość wyraźnie moim zdaniem odniósł się przy tym do problemu narosłego niespłacalnego zadłużenia USA.

Próbą spuentowania rozważań całej książki jest ostatni rozdział pt. "Bilans". Greenspan dostrzega, że interwencje państwa mające zapobiegać upadkom przerywają proces naturalnej alokacji aktywów. nie jest tu jednak ani zbyt odkrywczy, ani tez nie pisze nic nowego ponad to co napisał kilka rozdziałów wcześniej. Zabrakło mi w tym bilansie zdecydowanej puenty, czegoś więcej o zadłużeniu (poza jednym akapitem), realnej wizji na przyszłość.  Brakło próby sformułowania jakiś recept (a tego można byłoby od człowieka pokroju Greenspana jednak oczekiwać).

Mapa i terytorium.
Wyznania Alana Greenspana.
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2014
ISBN: 9788379610198
Mapa i terytorium.
Alan Greenspan - Mapa i terytorium, ryzyko natura ludzka, przewidywanie - recenzja
Interesujące wyznania i eseje autorstwa byłego przewodniczącego Rezerwy Federalnej.
Date published: 10/08/2017
4

środa, 2 sierpnia 2017

Regulacje na rynku mieszkaniowym

Mamy (tak głosi oficjalna narracja) głód na rynku mieszkaniowym. Nie wiem do końca czym miałby się on przejawiać bo w sumie dosyć niewielu bezdomnych jest realnie jeśli policzyć względem populacji całego kraju. Może rzeczywiście należałoby powiedzieć, że mamy na rynku mieszkaniowym głód dostępności tanich mieszkań o przystępnym komforcie. To pewnie bliższe prawdy określenie stanu faktycznego. 


W takiej sytuacji rynkowej, państwo (sterowane rękami polityków) decyduje się wspierać lub regulować te czy inne działalności związane z rynkiem mieszkań. W ramach tych regulacji ustanawia prawo, które ogranicza właścicieli w możliwości wyrzucenia niepłacących czynszu (ustawa o ochronie lokatorów), wprowadza dopłaty do zakupu mieszkań, czy też jak słyszałem planuje narzucić na deweloperów ograniczenie minimalnej powierzchni nowo budowanych mieszkań.

Zastanawiam się, czy politycy zdają sobie sprawę, czemu te wszystkie uchwalane przepisy mają służyć, bo na pewno nie zwiększają dostępności mieszkań (tak jak by chciano) ani nie obniżają ich cen (czy też cen najmu). Prowadzą jedynie do tego, że wynajmujący wyżej kalkulują ryzyko (wyższa cena najmu), deweloperzy podnoszą cenę (aby zdyskontować napływ środków z programów rządowych), a w przyszłości będą musieli budować mieszkania o wyższej powierzchni (na które nie każdego będzie stać).

Nikt, na prawdę nikt nie podnosi przy tym, że przecież gdyby wolny rynek regulował rynek mieszkań to ceny najmu by spadły bo byłoby więcej chętnych inwestorów aby budować małe mieszkania na wynajem. Więcej osób mogłoby pozwolić sobie na zakup, a ci którzy nie byliby w stanie kupić wynajmowaliby tak jak to się dzieje na świecie. Mniej regulacji prowadziłoby bowiem do tego, że w każdym segmencie cenowym byłaby większa dostępność różnego rodzaju lokali na różnych poziomach cenowych.

Rzecz na dodatek w tym, że nie są to pomysły wyssane z palca, ale dowiedzione na podstawie badań empirycznych (por. Thomas Sowell)  prawidłowości. badania dowiodły, że w tych jurysdykcjach gdzie przepisy ograniczające rynek mieszkaniowy (względem nowego budownictwa i względem rynku najmu) są mniejsze, dostępność mieszkań jest większa, a ich średnia cena (nabycia czy najmu) mniejsza. Niestety w mentalności polityków jest przeświadczenie, że są oni mądrzejsi od społeczeństwa i rynku, przez co lepiej uregulują to co doskonale jest w stanie wyregulować się samo, za pomocą mechanizmu rynkowego ustalania cen.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Lektury na wakacje

Pomyślałem sobie, że skoro mamy okres wakacyjny, pogoda zaczęła dopisywać, to może zaproponuje czytelnikom jakiś wybór książek, które można byłoby poczytać smażąc się na słońcu. Spośród całej listy pozycji, które recenzowałem wybieram zatem takie, które są w miarę łatwo przyswajalne. Warunek jest istotny bo przecież czytając na plaży nie jesteśmy w stanie czasem podążyć za zawikłanym rozumowaniem autora, ale chodzi o puentę.

Zdecydowanie zatem poleciłbym "Wspomnienia gracza giełdowego", a to dlatego, że czyta się je trochę jak powieść. Można w sumie odpuścić sobie w tym upale skupianie się na aspektach finansowych, a i tak ta książka nie straci ze swojej atrakcyjności jako historia pewnego (znanego) inwestora.

Wbrew pozorom kolejną prostą do zrozumienia książką nadającą się do czytania w upał jest "Ekonomia dla każdego" Thomasa Sowella. Dlaczego? Otóż prostszym językiem ekonomi wykładać się już nie da. 

Trzecia to "Zwiedzeni przez losowość" Nassima Taleba. Dlaczego nie "Czarny Łabędź"? Chyba dlatego, że jest to wcześniejsza książka Taleba i w niej jeszcze tak nie odpłynął. Czytało mi się ją lżej niż "Czarnego Łabędzia", który wydał mi się trochę wtórny. No i z autopsji wiem, że da się ją czytać w upale ;)

Finalnie poleciłbym jeszcze "Kiedy pieniądz umiera" Adama Fergussona - książkę też czyta się trochę jak powieść historyczną. Nie trzeba skupiać się na liczbach czy wykresach, a raczej śledzić wydarzenia.