Przegląd Finansowy: 17-01-01 - 17-02-01

wtorek, 31 stycznia 2017

Nie ma efektu 500+, brak wpływu na PKB

Główny Urząd Statystyczny podał dziś dane o wzroście gospodarczym w 2016 roku. PKB wzrosło o 2,8%. Analitycy obstawiali 2,7%, więc teoretycznie niby lepiej, ale... wynik jest gorszy od tego za 2015 rok, kiedy PKB urosło o 3,9%. Wartość dodana brutto w przemyśle wzrosła o 3,5% - w porównaniu do 2015 roku kiedy wzrosła o 6,5% to wygląda to słabo.

Dlaczego tak słabo to wygląda i gdzie jest efekt 500 plus, na który wszyscy liczyli?

Okazuje się, że wobec "dobrej zmiany" i inflacji zmian w przepisach, inwestycje zostały drastycznie wstrzymane. Oczywiście wstrzymane zostały zarówno te inwestycje finansowane z funduszy UE (praktycznie w ubiegłym roku projekty finansowane z funduszy unijnych nie były uruchamiane), jak również inwestycje przedsiębiorców finansowane ze środków własnych. Wydatki związane z inwestycjami spadły aż o 5,5% (w 2015 roku był notowany ich wzrost o 6,1%) - tak dużego spadku inwestycji NIE BYŁO NIGDY w ciągu ostatnich 10 lat. 


Jeżeli przyjrzeć się temu wykresowi dokładnie to widać jeszcze jedną zależność. Nie ma efektu 500+, na który wszyscy liczyli.

Nie zgadzam się tu z opiniami analityków wyrażanymi w prasie, które stanowią: 
"Wzrost PKB wyglądałby jeszcze gorzej, gdyby nie rosnąca konsumpcja. W 2016 wydaliśmy w sklepach o 3,6 procent więcej pieniędzy niż w 2015 - to największy wzrost od roku 2008. Ludzie wydają więcej pieniędzy, bo mają większe dochody. Te z kolei rosną bo po pierwsze sytuacja na rynku pracy jest coraz lepsza - maleje liczba osób bezrobotnych, po drugie rośnie płaca minimalna i generalnie poziom płac staje się powoli coraz wyższy, a po trzecie sporej części gospodarstw domowych pomaga program Rodzina 500 plus. "
Wygląda to tak, że spożycie w sektorze gospodarstw domowych rosło w tym samym tempie (3,6%) co w ubiegłym roku (3,2%) - oznacza to, że (przynajmniej na razie) dodatkowe pieniądze z 500+ nie trafiły w znaczącej ilości na konsumpcję. Skoro bowiem przy stymulacji programem 500+ i spadającym bezrobociu wzrost konsumpcji jest praktycznie taki sam jak w 2015 (3,2%) czy 2014 (2,6%) to znaczy, że te pieniądze dodatkowe nie działają (jeszcze?) w gospodarce.

Być może te środki przeznaczone zostały na spłaty zadłużenia lub oszczędności? Nie byłoby to wykluczone bo spotkałem się osobiście z wieloma opiniami o tymczasowości tego świadczenia. Są to, co ciekawe opinie osób, które otrzymują 500 złotych na dziecko. Wiele z tych osób ma przeczucie, że po pierwszym roku działania tego programu zostanie on wstrzymany. Co więcej utwierdzają ich w tym treści decyzji, które przyznawały świadczenie na czas określony do 30 września 2017 roku. 


Dane GUS:  http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rachunki-narodowe/roczne-rachunki-narodowe/produkt-krajowy-brutto-w-2016-roku-szacunek-wstepny,2,6.html
Źródło wykresu: http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/informacja-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej-kraju-w-2016-r-,1,56.html







piątek, 27 stycznia 2017

Co nas może zaskoczyć w 2017 roku?

Poniższy wpis jest treścią ostatniego wydania Newslettera

Szanowni Czytelnicy,

Odpowiedź na postawione w tytule pytanie okazała się zaskakująca również dla mnie. Otóż okazało się że w ramach ubogacania naszego świata wymyślono przepisy, które na parę sposobów utrudniają wysyłkę takich newsletterów jak ten. Jak wiecie nie zbierałem nigdy żadnych informacji o Was, ani danych dotyczących personaliów czy adresu fizycznego. Jedyne co interesowało mnie to zgoda na wysyłanie maili. Cenię sobie anonimowość w sieci, która służy swobodzie wypowiedzi odpowiedzialnych jednostek. Tymczasem w chęci naprawiania świata funduje się nam "utrudnienia". Chodzi konkretnie o regulacje dotyczące podawania w kampanii mailowej adresu fizycznego rozsyłającego ją podmiotu. Jedni mogą uważać, że jest to genialny pomysł inni wręcz przeciwnie. Ponieważ należę do tych drugich postanowiłem niniejszym, że ten numer Newslettera będzie ostatnim, który otrzymacie.

W związku z tym zamieszaniem dostajecie dziś Newsletter wysłany zwyczajnym mailem a nie w ramach kampanii. Nie ma w nim także linka do wypisania się (poniżej wyjaśniam dlaczego). Jeśli ktoś chce aby go wykreślić z listy już teraz, uprzejmie proszę niech odpowie na tego maila, a ja natychmiast skasuję jego maila.

Zapewne zadacie w związku z tym pytanie, co z listą mailową. Nie sprzedam Waszych adresów nikomu - możecie być o to spokojni. Przestaniecie dostawać Newslettery i lista zostanie usunięta z systemu newsletterowego tak jakbyście się sami z niej wypisali. Pozwolę sobie ją zachować prywatnie do jednego wyłącznie celu. Gdybym w pewnym momencie wpadł na pomysł reaktywacji Newslettera wtedy wyślę Wam o tym wiadomość. Nie wiem jednak, czy tak się stanie. Mam nadzieję, że te artykuły, które rozsyłałam Wam przez ostatnie dwa lata, były dla Was interesujące. Będzie je można znaleźć na stronie w sekcji "Archiwum newslettera". Liczę na to, że będziecie odwiedzać mojego bloga. Aby nie przegapić nowych wpisów można skorzystać z kanału RSS albo śledzić stronę na Facebooku.

A teraz czas na właściwy wpis.

Mamy nowy rok 2017 a z nim nowe wyzwania i zagrożenia. Wygląda na to, że wokoło jest całkiem ciekawie i co nieco może nas zaskoczyć, albo przynajmniej sprawić, że się zdziwimy. Chociaż może niekoniecznie, bo pewne ryzyka z pewnym prawdopodobieństwem można wychwycić już dzisiaj.
  
Nie będę tym razem pisał jednak o potencjalnych zagrożeniach politycznych związanych z Brexitem czy też wyborami we Włoszech. Chciałbym napisać kilka słów o trzech krajach: Niemczech (nasz sąsiad, z którym nasza gospodarka jest dosyć mocno związana), Rosji (drugi sąsiad, którego sytuacja gospodarcza ma wpływ na geopolitykę) i Chinach (jedna z największych gospodarek świata, z niemałymi aspiracjami).

Niemcy
  
Niemcy są krajem w pewien sposób uzależnionym od eksportu. Cały koncept wspólnej strefy euro i integracji europejskiej był wymyślony między innymi po to aby zapewnić niemieckiej gospodarce rynek zbytu. Jednakże od czasów kryzysu 2008 roku handel międzynarodowy ulega pewnej degradacji. Spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie spowodowało spadek zapotrzebowania na produkty dostarczane między innymi przez gospodarkę niemiecką (czwartą największą gospodarkę świata).

Eksport niemiecki w 2016 roku był niższy niż przewidywały prognozy. Niemiecki Bundesbank przewiduje "umiarkowany" wzrost eksportu w latach 2017-2018. Należy jednak mieć na uwadze, że wzrost gospodarki europejskiej raczej nie wystrzeli, a czeka ją jeszcze sporo innych problemów. Wielkiego wzrostu gospodarki amerykańskiej (a co za tym idzie importu z Niemiec) w 2017 też nie należy się spodziewać. Także popyt na niemieckie produkty ze strony Chin będzie spadał. Wobec problemów "brexitowych" nie należy się spodziewać także, że eksport do UK skompensuje spadek popytu z innych rynków.

Warto pamiętać, że 47% gospodarki niemieckiej jest napędzane eksportem. Warto także pamiętać, że eksport z Polski do Niemiec odpowiada za około 1/4 do 1/3 całego naszego eksportu i spowolnienie w Niemczech może być odczuwalne także w Polsce.
   
Rosja
     
Gospodarka drugiego naszego dużego sąsiada jest napędzana ropą. Spadek jej cen znacząco wpłynął zatem na jej siłę. Rosja zaczęła się zmagać ze spadkiem wartości waluty i nawet z dwucyfrową inflacją i PKP za 2016 rok prawdopodobnie spadnie.

Wprawdzie pojawiają się prognozy sugerujące, że dołek gospodarka rosyjska ma za sobą, ale o ile ceny ropy nie wzrosną w znaczący sposób w 2017 to należałoby do tych prognoz podchodzić ostrożnie.

Rosja na dokładkę wydaje sporo pieniędzy na kwestie militarne dociskając śrubę już i tak dociśniętej gospodarce.

Kwestią niepokojącą jest to, w jaki sposób te problemy ekonomiczne przełożą się na politykę naszego wschodniego sąsiada. Obawiam się, że możemy być świadkami potrząsania szabelką i zimno-wojennej retoryki skierowanej na "rynek wewnętrzny" bardziej niż na zewnątrz. Z drugiej strony Rosja ma prawo czuć się osaczana i będzie starała się sprawić wrażenie groźniejszej i poważniejszej niż w rzeczywistości.
 
Chiny
      
Chiny mają aspiracje do bycia znaczącym graczem na arenie świata. Co więcej mają potencjał i starają się te aspiracje realizować. Nie ukrywam, że od wielu lat powtarzam, że należy z uwagą śledzić Chiny.

Z obserwacji wynika, że dotychczasowe tempo wzrostu gospodarki chińskiej jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Powoduje to szereg napięć, które będzie się próbować rozwiązywać w klasyczny sposób - poprzez włączanie ręcznego, centralnego sterowania. Tym właśnie było ostatnie działanie zmierzające do ograniczenia wypływu Juanów za granicę poprzez kontrole przepływu kapitałów czy giełd Bitcoina i tym jest ostatni nakaz przyhamowania udzielania nowych kredytów.

Niestety spowolnienie gospodarcze w Chinach podminowuje wysiłki zmierzające np. do umiędzynarodowienia Juana. Chińczycy będą musieli zmagać się z próbami odpływu kapitału z kraju i desperacko będą próbowali budować zagraniczny popyt stabilizujący swoją walutę (przykład z ostatniej wizyty prezesa Bank of China na Węgrzech).

Jednak wyzwaniem są dla Chin też problemy wewnętrzne, a przede wszystkim wzrastające bezrobocie, bańka na rynku nieruchomości i wzrastające zadłużenie. Należy przy tym z ostrożnością interpretować statystyki podawane oficjalnie - wielokrotnie okazywało się, że były one manipulowane, a z resztą same liczby (np. bezrobocie na poziomie 4%) wyglądają niewiarygodnie.

Wstrząsy i spowolnienia w Chinach mają zaś tendencję do przekładania się na gospodarkę światową. Kiedy gospodarka chińska przestaje zasysać z rynku surowce i towary, siadają ceny co przekłada się... a jakże na sytuację gospodarczą naszych najbliższych sąsiadów czyli Niemiec i Rosji. Należy się zatem przyglądać uważnie sytuacji, bo wbrew pozorom sytuacja tak odległa jak w Chinach może przełożyć się na nasze krajowe podwórko.
   
   
Co na blogu?
   
   
Chciałbym polecić lekturę czterech wpisów, które ukazały się na blogu na przełomie grudnia i stycznia:

Pierwszy wpis to "Małe kompendium inwestowania w fizyczne złoto" - jest to pewne odświeżenie tematu,który był już wielokrotnie w ciągu poprzednich lat poruszany na blogu, tym razem w formie nowego uaktualnionego i skumulowanego w jeden artykuł wpisu.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2016/12/mae-kompendium-inwestowania-w-fizyczne.html)

Drugi wpis to "Prognozy na rok 2017" - który można czytać w zasadzie łącznie z dzisiejszym newsletterem.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2017/01/prognozy-na-rok-2017.html)

Trzeci artykuł to "Skrytki depozytowe za granicą" - dla zainteresowanych, zebrałem oferty dostępne w ościennych krajach.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2017/01/skrytki-depozytowe-za-granica.html)

Czwarty wpis ro recenzja książki "Czarny łabędź" Nassima Taleba - zapraszam do lektury.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2017/01/nassim-nicolas-taleb-czarny-abedz.html)

 

wtorek, 24 stycznia 2017

Gdzie kupić złoto?

Pomimo tego, że temat złota inwestycyjnego jest wałkowany w blogosferze finansowej już od wielu lat, to nadal czasem natykam się na zadawane tu i ówdzie (w komentarzach na niektórych blogach czy na forach) pytania od niezorientowanych osób "gdzie kupić złoto"?. Często pada pytanie gdzie można kupić złoto jakby się już chciało zainwestować.

Oczywiście w praktycznie każdym większym mieście są kantory czy jubilerzy, którzy w swojej ofercie posiadają także sztabki czy złote monety. Problemu z samym zakupem jako takim nie ma, znacznie istotniejsza jest odpowiedź na pytanie gdzie i jak kupić aby nie przepłacić.

Osobom poszukującym odpowiedzi na to pytanie polecam przygotowany przeze mnie ostatnio wpis pt. "Małe kompendium inwestowania w złoto", w którym znajdziecie szereg wyczerpujących informacji na temat tego jak i gdzie można je kupić czy sprzedać. Znajdziecie tam także wyjaśnienie w jaki sposób kształtowane są ceny złota i gdzie można sprawdzić czy porównać je tak, aby nie przepłacić za zakup.

Na moim blogu jest także aktualizowana periodycznie lista sprzedawców metali szlachetnych, którzy posiadają swoje internetowe sklepy, tam można się rozejrzeć. 


sobota, 21 stycznia 2017

Polak (nie)potrafi oszczędzać

Wśród analityków nieustannie toczą się spory na temat rzeczywistej sytuacji finansowej Polaków. Według nich coraz mniej oszczędzamy, a coraz więcej pożyczamy i kupujemy. Chciałoby się powiedzieć „ oszczędny jak Polak”, ale nie zawsze ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości.


Finansowa roztropność nie jest naszą mocną stroną, co w dużej mierze uwarunkowane jest ograniczonym lub całkowitym brakiem edukacji finansowej. W szkole ta sfera edukacji ogranicza się do stwierdzeń „ bez pracy nie ma kołaczy” i „aby mieć pieniądze należy pracować”. Dzieci wizualizują w głowach obraz przyszłości i z niecierpliwością oczekują dorosłości. Nie wiedzą jeszcze, że wkroczą w świat nie mając odpowiedniej wiedzy na temat pomnażania i inwestowania gotówki, a także, że kredyt kredytowi nierówny. Dowiedzą się tego w praktyce na własnej skórze, ucząc na własnych błędach i słono płacąc za te lekcje.
Historia kołem się toczy
Nasze pojęcie o finansach i planowaniu wydatków w dużej mierze zależy od tego, jak do tej kwestii podchodzili nasi rodzice. Wzorce mają ogromne znaczenie i są pewnego rodzaju drogowskazem. Zmysł obserwacji i umiejętność wyciągania wniosków są niezwykle przydatne w dorosłym życiu i niezbędne przy realizacji wszelkiego rodzaju przedsięwzięć finansowych.
Skala problemu
Chcąc w pełni zrozumieć skalę problemu należy przyjrzeć się faktom, które nie nastrajają optymistycznie. Jednym z nich jest bezwzględne zaufanie do produktów i usług oferowanych przez banki i inne instytucje finansowe. Lubimy pożyczać i robimy to na potęgę. Nie korzystamy z usług doradców kredytowych, co pozwoliłoby uniknąć wielu rozczarowań. Nie dajemy sobie chwili na zastanowienie, przeanalizowanie tylko działamy pod wpływem impulsu. A świadomość, że być może za chwilę będziemy mieć dodatkowe fundusze sprawia, że pojęcia typu – racjonalnie i bez pośpiechu stają się nam obce.
Ponad połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności i żyje z dnia na dzień. Naszym problemem jest idealizowanie okoliczności w których przyszło nam żyć. Nie mamy pieniędzy, nie myślimy perspektywicznie i długofalowo. Zachowujemy się jakby nie miało być jutra i wydajemy więcej niż pozwala na to nasz domowy budżet. Nieprzemyślane wydatki są głównym problemem współczesnego Polaka. Posiłkowanie się chwilówkami stało się sposobem na załatanie dziury budżetowej. Jednak jest to rozwiązanie krótkotrwałe, często nakręcające spiralę długów. A te, spłacamy niechętnie. Gdy tylko opada euforia spowodowana „nagłym bogactwem ” zaczyna docierać do nas, że wpadliśmy w pułapkę, zastawioną często przez nas samych.
Dobre planowanie
Głównie dlatego, że pieniądze towarzyszą nam na każdym kroku, na co dzień, nie podejmujemy prób zastanowienia się jak i czy dobrze gospodarujemy dostępnym budżetem. Zbyt często nadużywając słów „ jakoś to będzie”. Chcąc nauczyć się panowania nad finansami należy zastosować metodę małych kroków. Najprostszym sposobem jest sporządzenie listy przychodów i wydatków. Żeby w coś uwierzyć trzeba to zobaczyć na własne oczy, a zapisując wydane sumy mamy pełny wgląd w nasze poczynania. Biorąc pod uwagę okoliczność, że często „zamiatamy fakty pod dywan”, w przypadku planowania budżetu nie warto tego robić i sumiennie zapisywać każdy, nawet najmniejszy wydatek. Oszukując samego siebie nigdy nie osiągnie się finansowej harmonii.
Oszczędzanie bez tajemnic
Szary koniec – to pozycja Polski w rankingu na najbardziej oszczędny naród. Biorąc pod uwagę informacje zawarte powyżej, obłudą byłoby oczekiwanie pozycji na podium. Mniej oszczędności od nas mają Łotysze i Litwini. Pocieszające? Nie sądzę. Przed nami są Czesi, Węgrzy, Niemcy i Szwedzi. Część osób zgodnie twierdzi, że na pewno zaczęli by oszczędzać, gdyby więcej zarabiali. Tymczasem oszczędności są wszędzie. A zaradność to nie skąpstwo. Dlatego warto stanąć z boku i przyjrzeć się swojemu stylowi życia. Wyłączanie ładowarek z kontaktów, robienie prania tylko gdy zapełnimy całą pralkę czy wyłączanie światła po wyjściu z pomieszczenia, to także formy oszczędzania. Zwłaszcza, że opłaty za media pochłaniają lwią część naszego domowego budżetu. Do wydatków stałych zaliczamy także wyżywienie. I tu należy zadać sobie pytanie, ile i jak często wrzucamy produktów spożywczych. Robiąc zakupy z głową możemy liczyć na spore oszczędności. Pieniądze nie leżą na ziemi, nie wyrzucajmy ich więc w błoto. Stołowanie się na mieście również nie poprawia kondycji naszego portfela. Jeśli będziemy stosować zasadę – najpierw obowiązki, potem przyjemności to z pewnością na tym zyskamy. Świadomość, że sprawujemy kontrolę nad własnym życiem wpływa pozytywnie na postrzeganie własnej osoby.
Człowiek uczy się całe życie i jest istotą omylną. Pół biedy jeśli wyciąga wnioski i uczy się na własnych błędach, nie powielając ich.
Jedno jest pewne, jeśli decydujemy się wsiąść na pożyczkową karuzelę to nie zapominajmy zapiąć pasów. Niejednokrotnie przyda się także poduszka powietrzna bo upadek może być bardzo dotkliwy. Oszczędzanie to trudna sztuka, ale warto podjąć trud i poznać wszystkie jej tajniki. Spokój i poczucie bezpieczeństwa to wartości bezcenne.
Więcej informacji
Publikację przygotował Niezależny Doradca Kredytowy Tomasz Wostal - kredyty to nasza specjalność.

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Nassim Nicholas Taleb "Czarny łabędź" - recenzja

Dosyć dużo czasu zeszło mi od kiedy opisałem swoje wrażenia z lektury poprzedniej książki Nassima Taleba "Zwiedzeni przez losowość". Problem polegał na tym, że brakowało trochę czasu aby się porządnie skupić na lekturze, ale i na tym, że "Czarny Łabędź" (angielski tytuł "Black Swan"), czyli kolejna książka Taleba - nie jest krótka.

Książka ta zyskała sobie miano bestsellera, sprzedano 3 miliony egzemplarzy na całym świecie, a pojęcie "czarnego łabędzia" stało się bardziej znane. Postanowiłem więc idąc "za ciosem" przeczytać także i tę pozycję, w które Nassim Taleb rozwinął pewne idee, o których wspominał już w "Zwiedzeni przez losowość". 

Chodzi o to, że w otaczającym nas świecie mamy czasem do czynienia ze zdarzeniami rzadkimi o bardzo istotnym wpływie na otaczającą nas rzeczywistość. Takie zdarzenia, których zaistnienia nie umiemy przewidzieć, a ich wystąpienie uświadamiamy sobie zazwyczaj post factum nazywamy "czarnymi łabędziami". 

"Tym co nazywamy Czarnym Łabędziem (pisanym wielką literą), jest zdarzenie wykazujące poniższe trzy cechy. Po pierwsze jest nietypowe, ponieważ wykracza poza domenę naszych zwykłych oczekiwań, jako że żaden element przeszłości nie wskazuje wyraźnie na możliwość jego zaistnienia. Po drugie, wywiera drastyczny wpływ na rzeczywistość (w odróżnieniu od ptaka o nietypowym upierzeniu). Po trzecie, mimo braku typowości tego zdarzenia nasza natura każe nam szukać po fakcie uzasadnienia jego wystąpienia, tak by stało się wytłumaczalne i przewidywalne."

Rzecz w tym właśnie, że nie sposób przewidzieć "czarnego łabędzia", nie da się więc "zarządzać ryzykiem". 

"Czarne łabędzie są nieprzewidywalne, dlatego powinniśmy przystosować się do tego, że istnieją (zamiast naiwnie próbować je przewidzieć)."

Taleb wyśmiewa całą ideę "zarządzania ryzykiem" argumentując, że opiera się ona na błędnych założeniach. Świat nie wpasowuje się w statystyczne modele, o których jesteśmy uczeni. Praktycznie nic w otaczającej nas rzeczywistości nie ma "rozkładu normalnego". Tymczasem bardzo często zakładamy, że tak właśnie jest. Uśredniamy i popełniamy błędy indukcji, zakładając (jak indyk, któremu odrąbuje się głowę by go upiec), że dzisiejszy dzień będzie taki sam jak poprzednie. 

"Jeden z problemów, z jakimi borykam się w życiu, polega na tym, że kiedy mówię ludziom, że rozkład Gaussa nie występuje powszechnie w prawdziwym życiu, tylko w wyobraźni statystyków, chcą żebym im to 'udowodnił' - co, jak się przekonamy w kolejnych dwóch rozdziałach, nie sprawia większych trudności, podczas gdy nikomu nie udało się dowieść, że jest na odwrót."
Raz na jakiś czas (o czym kiedyś przypominali nam starcy w wiosce), zdarza się coś nieprzewidywalnego, a cała sztuka polega na tym aby nasze działania prowadzić w sposób, który nas uodporni na takie rzadkie ekstrema.

"Ludzka pamięć jest ograniczona i filtruje elementy rzeczywistości, dlatego mamy tendencję do zapamiętywania tych danych, które odpowiadają późniejszym faktom (...)."

Rzecz w tym, że albo mamy tendencję do zapominania o lekcjach z przeszłości, albo też mamy tendencję do wyciągania z niej zbyt daleko idących wniosków.

Nassim Taleb przestrzega przed naiwnym wyciąganiem wniosków z historii i przed doszukiwaniem się przyczyn wydarzeń historycznych bez świadomości tego, w jakim np. kontekście i przy jak ograniczonej wiedzy były podejmowane decyzje poszczególnych jednostek. Oni nie mogli wiedzieć jakie będą konsekwencje! Nie mogli ich przewidzieć! Mogli spekulować o przyszłości, która jest naszą teraźniejszością. Dlatego wyciąganie wniosków i doszukiwanie się ciągów przyczynowo-skutkowych w wydarzeniach historycznych jest niebezpieczne. Przypadkowość miała na wiele splotów historycznych wydarzeń równy wpływ co przyczynowość i celowość historyczna.

Taleb podkreśla wielokrotnie błąd bazowania na danych historycznych do przewidywania przyszłości. Zwraca przy tym uwagę na problem polegający na tym, że jeżeli nie jesteśmy w stanie mentalnie objąć ryzyka wystąpienia "czarnego łabędzia" to wypieramy z umysłu w ogóle koncepcję, że takie rzadkie ekstremalne zdarzenia mogą się przytrafiać. Uciekamy w stronę dobrze znanych modeli statystycznych, które nie pasują do rzeczywistości, którą miałyby zamodelować.

Są dziedziny życia i gospodarki znacznie bardziej przesunięte w domenę "ekstremistanu" niż inne. Czymże innym jest funkcjonowanie na rynkach finansowych od życia rzemieślnika polegającego na wykonywaniu pracy własnych rąk. Przypadkowość w obu tych domenach ma zasadniczo różny wpływ na jednostkę. Istotą jest zdanie sobie sprawy, że żadne modele zarządzania ryzykiem na rynkach finansowych nie zadziałają skutecznie w długim terminie, bo są one zmienne, podatne na losowość i zawierają wbudowane dodatnie sprzężenia zwrotne, które powodują, że zdarzenia rzadkie mogą mieć w nich wpływ katastrofalny albo wysoce pozytywny.

Tak - pozytywny - bo "czarne łabędzie" to nie tylko zdarzenia negatywne. Wygrana w totolotka jest czarnym łabędziem, ale nie polegamy w naszym życiu na modelu, który miałby nas do niej  doprowadzić. Zdajemy sobie sprawę, że takim typem zdarzenia rządzi losowość. Niestety w wielu przypadkach analogicznych zdarzeń już nie mamy takiej świadomości, a przecież niejednokrotnie spekulacje rynkowe to praktycznie to samo co loteria.

Co więcej, często popadamy w nadmierną pychę co do własnego wkładu w sukces, który de facto był przypadkowy.

"My, ludzie, padamy ofiarą asymetrii percepcji zdarzeń losowych. Sukcesy wyjaśniamy swoimi umiejętnościami, a porażki okolicznościami zewnętrznymi poza naszą kontrolą, czyli przypadkowością. Czujemy się odpowiedzialni za dobre wyniki, ale w złych nie widzimy swojej winy. To sprawia, że mamy się za lepszych od innych we wszystkim, czym się zajmujemy. "

Nassim Taleb bardzo krytycznie wypowiada się o "przepowiadaczach" i "prognostach". Tym gorzej mają ci, którzy mają tytuły naukowe. Co ciekawe badania naukowe potwierdzają jego tezę, że próby przewidywania prawdopodobieństwa przyszłych zdarzeń nie mają związku z wykształceniem. Wyższy tytuł naukowy nie pomaga temu, kto próbuje przewidzieć przyszłość. Badania Philipa Tetlocka dowiodły jeszcze jednej ciekawej rzeczy - ludzie o doskonałej opinii i reputacji są gorszymi prognostami do tych niepopularnych.

Fajnie tę kwestie podsumował recenzent na portalu obserwatorfinansowy.pl: "Daje do myślenia, ile warte są na przykład dzisiaj ogłaszane prognozy wysokości naszych emerytur za 30 czy 40 lat. 30 lat temu, czyli w 1982 r.,  dopiero co wprowadzono stan wojenny. Gdyby wówczas ktoś powiedział, że za 10 lat nie będzie PRL-u, podobnie jak żadnego z ówczesnych sąsiadów Polski (NRD, Czechosłowacji i ZSRR), nikt nie potraktowałby go poważnie. "

Autor zwraca uwagę na główne trzy problemy przy próbach prognozowania wynikające z niezrozumienia natury niepewności. Pierwszy problem to zbyt poważne traktowanie prognoz i nie szacowanie ich dokładności. Jeżeli nie określimy marginesu błędu naszej prognozy to jest ona mało wartościowa, a przecież nic nie jest pozbawione przedziału niepewności. Gdyby prognoza była 100% pewna nie byłaby prognozą tylko wiedzą(!) o przyszłości.

Drugi błąd, na który zwraca uwagę Taleb to zapominanie, że poziom niepewności (czyli dokładność prognozy) zmienia się w czasie i spada tym bardziej im dłuższy czas obejmuje prognoza. Znacznie szerszy margines błędu ma prognoza czegoś za 10 lat niż za rok.

Po trzecie w końcu zapominamy, że prognozowane zmienne podlegają losowości więc mogą się materializować także scenariusze mało prawdopodobne a nawet skrajnie nieprawdopodobne. Taleb pisze tak:
"Pójdę o krok dalej i (...) postawię tezę, że to wyniki z dolnej granicy szacunków (czyli najgorszy scenariusz) mają największe znaczenie  przy wyborze strategii działania - najgorszy scenariusz jest zdecydowanie ważniejszy od samej prognozy. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji kiedy ów zły scenariusz jest niedopuszczalny."
Mocno obrywa się ekonomistom, nie bez przyczyny i nie bez racji. Teorie ekonomiczne mają więcej niestety wspólnego z krasomówstwem niż nauką. Opierają się na pewnych znaczących uproszczeniach, które w oczywisty sposób nie są spełnione.

"Racjonalność stała się kaftanem bezpieczeństwa dla tradycyjnej ekonomii. Splatonizowani ekonomiści nie zwracali uwagi na to, że ludzie mogą kierować się w zachowaniach czymś innym niż maksymalizacja zysków ekonomicznych"
Wychodząc od takich teoretycznych koncepcji, współczesny biznes i ekonomia popadł w grzech pychy. Wielu finansistom wydawało się i wydaje, że mogą przewidzieć i kontrolować przyszłość. To zaś fałszywe przekonanie powoduje, że brniemy w kierunku, w którym jakiekolwiek zdarzenie losowe, którego nie przewidzieliśmy, rozsypuje całą układankę. Najbardziej materializuje się to przy zaciąganiu kredytów, gdy ulegamy pewnej iluzji co do prawdopodobieństwa zdarzeń przyszłych.

"Dług sugeruje, że jesteśmy w dużej mierze pewni rozwoju wydarzeń w przyszłości i polegamy w znaczącym stopniu na prognozach. (...) Prognozowanie zaś jest szkodliwe ponieważ ludzie (a zwłaszcza rządy) zaciągają długi w reakcji na prognozy (albo wykorzystują prognozy jako pretekst poznawczy do zaciągnięcia długu)."

Drażnić może trochę styl autora, ale uważam, że można mu wybaczyć. Nie ma sensu atakować stylu kiedy w grę wchodzi meteorytyka, a ta jest rozwinięta w niektórych rozdziałach tej książki nawet trochę bardziej niż w zwykłym eseju, raczej dla bardziej zaawansowanych. Jest to bowiem rodzaj eseju ukraszony elementami wiedzy o rachunku prawdopodobieństwa. Czyta się ją dobrze, aczkolwiek pod koniec, w częściach (ostatnich) gdzie poruszane są bardziej techniczne elementy byłem już trochę znużony.

Wartością dodaną jest także bibliografia - licząca 37 stron stanowi spis lektur dla tych, którzy chcieliby pogłębić i rozwinąć swą wiedzę w dziedzinie ekonomi, matematyki, statystyki czy filozofii.

Na koniec takie zdanie, które wydaje mi się trafnie podsumowuje pewną myśl przewodnią książki:
"Znacznie rozsądniej jest podejmować ryzyko, które potrafimy zmierzyć, niż mierzyć ryzyko, które podejmujemy."

Czarny łabędź. O skutkach nieprzewidywalnych zdarzeń.
Black swan.
Esej na temat roli prawdopodobieństwa i zdarzeń losowych w otaczającej nas rzeczywistości, ekonomii.
Wydawca: Kurhaus Publishing
Data wydania: 2015
ISBN: 978-83-653-0101-7
Nassim Nicholas Taleb "Czarny łabędź" - recenzja
Solidna dawka lektury skłaniającej do przemyśleń i wysiłku, ale jednocześnie przystępnie podana i kwieciście uargumentowana, niejako przewodnik po domenie ekstremalnych zdarzeń losowych, w otaczającym nas świecie. Ważna lektura dla tych, którzy chcą zacząć dostrzegać błędy popełniane na każdym kroku przez przedsiębiorstwa czy rządy.
Interesujący esej na temat roli prawdopodobieństwa i zdarzeń losowych w otaczającej nas rzeczywistości, ekonomii. Rozważania o problemach dotyczących prognozowania i błędach, które popełniamy oceniając prawdopodobieństwo wystąpienia istotnych zdarzeń.
5

czwartek, 12 stycznia 2017

Skrytki depozytowe za granicą - skrytka bankowa w innym kraju?

Mój wpis na blogu poświęcony skrytkom bankowym w naszym kraju cieszy się nie słabnącą popularnością podobnie jak druga jego część poświęcona kosztowi wynajęcia skrytki bankowej. Temat przechowywania kosztowności w bezpiecznym miejscu nie ogranicza się jednakże tylko i wyłącznie do terenu naszego kraju. Kraje ościenne oferują podobne a nawet szersze możliwości. Bywa tak, że oferta przechowywania kosztowności jest tam znacznie bardziej rozbudowana i ma znacznie dłuższą tradycję niż u nas. Co więcej często jest to oferta korzystniejsza np. ze względu na możliwość wynajęcia skrytki całkowicie anonimowo lub też ubezpieczenia.

Sądzę, że wśród czytelników może istnieć także zainteresowanie tematem wynajęcia skrytki bankowej poza granicami naszego kraju. Zastanawiałem się przez chwilę jak podejść do tego tematu. Nie jestem w stanie przedstawić wyczerpującej listy wszystkich podmiotów oferujących skrytki w całej Europie. Postanowiłem zatem, że w ogóle nie będę pisał o skrytkach w bankach, a skupię się na wybranych podmiotach prywatnych w krajach ościennych. Wynika to z tego, że po prostu banków, które za granicą oferują taką usługę jest zbyt wiele. Jednocześnie oferta podmiotów prywatnych, oferujących wynajem skrytki depozytowej, wydała mi się interesująca i warta opisania.

Zapraszam zatem do lektury tego wysoce selektywnego i subiektywnego zestawienia ofert najmu skrytek sejfowych, które wydały mi się potencjalnie interesujące. Wybrałem dla dokładniejszego przejrzenia trzy kraje, które wydają mi się najbliższe w sensie geograficznym (Niemcy, Austria i Czechy) dla których opis znajdziecie w tabelce, dodatkowo wrzuciłem jeszcze listę firm oferujących skrytki w Wielkiej Brytanii i Irlandii (już bez szczegółowych opisów) bo wielu naszych rodaków tam przebywa i może to być dla nich interesujące. Oczywiście nie gwarantuję dostępności skrytek w tych miejscach, to jest tak zmienna rzecz, że każdy zainteresowany powinien sam się zorientować.


KrajNazwa i adresUwagi
Czechy24SAFE
Na Poříčí 1071/17
110 00 Praha 1
 http://www.24safe.cz
  • Różne wymiary.
  • Koszty od 390CZK miesięcznie do 1200CZK miesięcznie.
  • Konieczne posiadanie numeru telefonu komórkowego, adresu e-mail i dokumentów identyfikujących (ID/paszport).
  • Otwarte całą dobę 7 dni w tygodniu.
  • Zawartość ubezpieczona do 50000CZK, możliwość dodatkowego ubezpieczenia.
  • Możliwość udzielenia upoważnienia.
CzechyPrague Safe Deposit s.r.o.
Kolowratsky Palac Na Prikope 1047 / 17
Prague 1 - Stare Mesto 110 00
Czech Republic
https://www.praguesafedeposit.com
  • Różne wymiary.
  • Cena od 12099CZK rocznie.
  • Niezbędne ID/paszport.
  • Otwarte całą dobę 7 dni w tygodniu.
  • Ubezpieczenie negocjowalne indywidualnie.
  • Możliwość przechowania w skarbcu dzieł sztuki nie mieszczących się w skrytkach.
  • Możliwość upoważnienia dodatkowej osoby.
  • Możliwy najem  krótkoterminowy.
AustriaSAFE Wertfachvermietungs Ges.m.b.H.
Auerspergstrasse 1, A-1080 Wien, Austria
http://www.dassafe.com
  • Różne wymiary.
  • Ceny od  410 do 4760 EUR rocznie (cena netto).
  • Możliwość wynajęcia skrytki anonimowo.
  • Wymagany depozyt 390-490 EUR.
  • Ubezpieczenie w cenie do 36336 EUR.
  • Otwarte od poniedziałku do piątku od 8.00 do 20.00 (z wyjątkiem dni świątecznych).
  • Możliwy najem krótkoterminowy.
AustriaSparta Global Intelligence GmbH
Löwengasse 39, 1030 Vienna
http://www.spartasafe.com
  • Różne wymiary.
  • Ceny od  340 do 6100 EUR rocznie (cena netto).
  • Możliwość wynajęcia skrytki anonimowo.
  • Ubezpieczenie w cenie do 40000 EUR.
  • Otwarte od poniedziałku do piątku od 10.00 do 20.00 (z wyjątkiem dni świątecznych), za opłatą możliwe ustalenie indywidualnej godziny i dnia.
  • Możliwy najem krótkoterminowy.
NiemcyDegussa Sonne/Mond Goldhandel GmbH
oddziały:
München, Stuttgart, Köln, Hamburg, Hannover, Berlin, Nürnberg
http://www.degussa-goldhandel.de/services/einlagerung/schliessfaecher/
  • Różne wymiary w zależności od oddziału.
  • Ceny różnią się w zależności od oddziału.
  • Godziny otwarcia podane na stronach oddziałów.
AustriaPalais Coburg,
Seilerstätte 3 E, A-1010 Vienna
http://palais-coburg.com/en/palais/vault-room/
  • Różne wymiary.
  • Ceny od  300 do 600 EUR rocznie (cena netto).
  • Wymagany depozyt 250 EUR.
  • Możliwość wynajęcia skrytki anonimowo.
  • Zawartość ubezpieczona do 35000EUR, możliwość dodatkowego ubezpieczenia.
  • Otwarte całą dobę 7 dni w tygodniu.
NiemcyPro Aurum
München, Berlin, Düsseldorf, Stuttgart, Bad Homburg
http://www.proaurum.ch/home/serviceprodukte/sicher-verwahren/schliessfach.html

  • Ubezpieczenie w cenie do 40000 EUR.
  • Godziny otwarcia podane na stronach oddziałów.
  • Różne wymiary w zależności od oddziału.
  • Ceny różnią się w zależności od oddziału.
NiemcyGoldkontor Hamburg GmbH
Kontorhaus Bergstraße
Bergstraße 16
20095 Hamburg
https://feingoldhandel.de/schliessfach
  • Różne wymiary.
  • Ceny od  285 do 389 EUR rocznie (cena netto).
NiemcyEmporium Hamburg Münzhandelsgesellschaft mbH
Hanseatisches Münz- und Edelmetallkontor (HAMEKO) Störtebeker Haus
Süderstraße 288
20537 Hamburg
http://hameko.de/schliessfaecher/
  • Różne wymiary.
  • Ceny od  265 do 630 EUR rocznie.
  • Ubezpieczenie w cenie do 30000 EUR.
NiemcySMS Betriebs GmbH
Am Ladenzentrum 6b
21465 Reinbek
http://www.sms-hh.de/english-site/
  • Różne wymiary.

Wielka Brytania 


Irlandia 

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże wszystkim szukającym informacji na takie tematy jak wynajęcie skrytki sejfowej w innym kraju za granicą, albo odpowiedź na pytanie gdzie przechowywać złoto lub kosztowności w jakimś sejfie lub banku poza naszym krajem.

wtorek, 10 stycznia 2017

Dlaczego Bitcoin jest ostatnio w nagłówkach prasowych i co dalej?

W ostatnich tygodniach słowo "bitcoin" zaczęło się znacznie częściej pojawiać na łamach newsów i prasy. Wywołane jest to bezprecedensowym rajdem, który wyniósł wartość tej kryptowaluty do poziomów nie widzianych od końca 2013 roku.

 

Aktualnie dzienny wolumen obrotów na rynkach handlujących bitcoinem wynosi około 300-400milionów dolarów dziennie. To nie jest dużo, to jest ułamek tego co dziennie przelewa się przez Wall Street. 

Wyglądało to więc tak, że od wielu miesięcy wartość bitcoina wrastała, ale przed końcem roku 2016 dostała dodatkowego dopalacza w. Nagłówki prasowe sugerowały, że stało się tak w wyniku wiadomości z Chin, Indii i Wenezueli. 

Fakt faktem, obecnie 95% obrotów na bitcoin generują użytkownicy z Chin, tymczasem waluta chińska trochę zaczęła się osłabiać. Bardziej rzeczywistym powodem, który wpłynął na wzrost wartości bitcoina, były działania rządu chińskiego, który chce ograniczyć wypływ pieniędzy z kraju. W skutek tego wielu chińskich użytkowników zaczęło kupować bitcoina za juany i następnie sprzedawać go na zagranicznych giełdach za dolary czy euro. Drugi element popytu ze strony chińskich użytkowników to czysta spekulacja - oczekiwanie na dalszy wzrost wartości. 

Ten spekulacyjny element widać było wyraźnie kiedy bitcoin dotarł do psychologicznej granicy 1150 dolarów (wartość poprzedniego szczytu w 2013 roku). Bardzo szybko część posiadaczy zaczęła wtedy realizować zyski.

Drugi element, to podsycane zainteresowanie bitcoinem wynikające z zamieszania wokół demonetyzacji w Indiach. Zamieszanie związane ze skasowaniem z obiegu olbrzymiej ilości papierowej waluty spowodowało naturalną ucieczkę kapitału do wszystkiego innego, w tym bitcoina. Ten argument był często podawany w newsach prasowych jako jeden z powodów wzrostu wartości bitcoina, ale moim zdaniem jego wpływ był bardziej psychologiczno spekulacyjny niż faktyczny. Obroty na rynku indyjskim nie są aż tak wielkie aby wpłynąć w ten sposób a cenę bezpośrednio. Zamieszanie w Indiach wpłynęło raczej pośrednio na stan ducha spekulacyjnie nastawionych inwestorów poza granicami Indii.

Ostatni argument jaki był podawany w popularnej prasie to Wenezuela. Oczywiście panujący tam kryzys gospodarczy i walutowy pcha wielu świadomych użytkowników bitcoina w tym kraju, do zakupów tej kryptowaluty. Jednakże, skala wpływu tych zakupów na światowy rynek tej waluty jest moim zdaniem także psychologiczna, a nie faktyczna. Nawet wielokrotny wzrost zainteresowania kryptowalutami w tym kraju nie wpłynie na kurs waluty przez sam wolumen obrotu - raczej będzie pretekstem do spekulantów w Azji aby robić sobie nadzieje na dalszy wzrost kursu. 

Z bitcoinem jest generalnie tak, że każde zamieszanie wokół walut papierowych przypomina wszystkim świadomym istnienia kryptowalut o tym, że można do nich załadować kapitał. Przed bitcoinem jest zapewne jeszcze wiele takich baniek i wiele spekulacyjnych rajdów nakręcanych obawami o kapitał wyrażony w fiducjarnych pieniądzach. Z racji niskiej kapotalizacji rynku rajdy te, jak i następujące po nich korekty mogą być równie gwałtowne jak ostatnio osiągając zmienności rzędu 30% dziennie. Raczej może to odstraszyć inwestorów przyzwyczajonych do "klasycznych" rynków kapitałowych i dysponujących dużymi pieniędzmi. Nikt tych dużych pieniędzy w rynek bitcoina nie załaduje nie stając się jednocześnie manipulatorem ceny, w takiej sytuacji nikt nie wejdzie z naprawdę dużym kapitałem w rynek, z którego potem nie będzie mógł ewakuować się nie zbijając kursu o 30%. 

Sądzę zatem, że owszem bitcoin ma przed sobą wzrosty, w sumie lepiej aby były spokojniejsze, ale i nieuniknione są rynkowe turbulencje.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Prognozy na rok 2017

Z nowym rokiem spróbuję zebrać najciekawsze prognozy na nadchodzące 12 miesięcy. Stawianie prognoz jest rozrywką w której staramy się oszukać samych siebie i wmówić sobie, że przyszłość jest przewidywalna. Gdyby tak jednak było to podejmowane decyzje zawsze i wszędzie byłyby trafne, co jak wiemy nigdy nie następuje. Zabawmy się jednak w prognozy z pełną świadomością faktu, jak wiele losowych czynników wpływa na otaczający nas świat.

Aby oderwać się trochę od losowości spójrzmy na długoterminowe trendy, które budują się wokół nas. W USA mamy nowego prezydenta, który będzie musiał stawić czoło faktom. Te zaś są takie, że globalna potęga Stanów Zjednoczonych jest mocno nadwyrężona i wymaga wiele wysiłku aby podnieść swoją konkurencyjność ekonomiczną. na pewno będą zarysowywały się tutaj napięcia na linii USA-Chiny, szczególnie jeżeli chodzi o ewentualne bariery handlowe, które mogłaby wprowadzić nowa amerykańska administracja.

Chiny są na początku zmian mających na celu przesunięcie źródeł wzrostu z eksportu na konsumpcję wewnętrzną. Jest to jednak długa droga i najeżona szeregami niebezpieczeństw, które mogą się przełożyć na spowolnienie w Chinach, a przez to na ceny surowców na świecie. Utrzymanie poziomu wzrostu w chinach (pomimo już rozdętej tam bańki kredytowej) będzie nie lada wyzwaniem dla chińskich władz.

W Europie zaś czeka nas okres wyborów: Francja, Niemcy, Włochy i Holandia - będzie to zarówno dla europejskiej polityki, jak i gospodarki i waluty okres pełen napięć i niepewności. Do tego nakłada się nierozstrzygnięty jeszcze model Brexitu, który położy się cieniem na stabilności europejskiej waluty kiedy już strony wreszcie zasiądą do negocjacji.

Eksperci Stratfor prognozują, że ceny ropy raczej wzrosną w 2017 roku jako, że kraje takie jak Arabia Saudyjska będą skłonne obniżać wydobycie aby podbić cenę.

Prawdopodobnie na świecie wróci inflacja. Wszyscy będą o niej mówić,  ale nie spodziewałbym się aby była ona wysoka. Jednak jeżeli wzrosną stopy procentowe w USA, to na pewno kraje zadłużone w dolarach albo mające swoje gospodarki ściśle związane z dolarem odczują ten wzrost (negatywnie).

Jeżeli chodzi o nasze krajowe podwórko to spodziewałbym się spowolnienia wzrostu PKB. Wielu inwestorów wstrzymuje nowe inwestycje z obawy przed niestabilnością prawa i podatków. Jednocześnie mamy festiwal wydatków rządowych które nie specjalnie przekładają się na inwestycje a są raczej kierowane do konsumentów, którzy tylko w pewnym procencie wydatkują je na konsumpcję krajową. Nadzieje na to, że już wkrótce ruszą inwestycje finansowane ze środków unijnych uważam za przesadzone. Owszem pewnie ruszą, ale nie w tym tempie, które wszyscy by chcieli i do którego byli przyzwyczajeni w "poprzedniej pięciolatce". Urzędnicy są przestraszeni i nie są skłonni podpisywać się pod decyzjami czy umowami przetargowymi a poziom chaosu wywołanego "dobrą zmianą" w agencjach i instytucjach centralnych jeszcze jest daleki od poukładania i stabilizacji.

Ekonomiści prognozują, że wpływ 500+ będzie stopniowo wygasał ze względu na powrót inflacji. Faktem jednak jest, że sami ekonomiści mają trudności ze zbieżnością swoich prognoz.

Jeżeli chodzi o kursy walut to jestem ostrożnym pesymistą, spodziewam się, że złotówka nie będzie miała podstaw do tego aby się umacniać i raczej wobec wygłupów naszych rządzących i niestabilności prawnej - perspektywy złotówki nie wyglądają dobrze.

Źródła: