środa, 14 lutego 2018

Podatek od Bitcoina...

Rok 2017 można śmiało nazwać rokiem pod znakiem kryptowalut. Spektakularny wzrost dla niektórych okazał się pod względem finansowym bardzo korzystny. Nie ma się zatem co dziwić, że w Ministerstwie Finansów pojawiają się w ramach grup roboczych pomysły co do ktyptowalut. Jeden z nich dotyczy opodatkowania. 

Doświadczenie życiowe podpowiada, że od pomysły do prawa drogi mogą być różne, niemniej jednak nie ma to znaczenia dla tych, którzy sprzedając swoje Bitcoiny dorobili się kokosów. Teraz trzeba zapłacić od tego podatek. W tym miejscu mam dla wszystkich "zarobionych na Bitcoinie" dobrą radę, aby nie brali zbyt pochopnie wszelkiej maści porad opublikowanych tu i ówdzie w jakiś prasowych artykułach czy internetowych stronach. Z tego co czytałem tego typu materiały, to roi się tam od merytorycznych błędów. Status prawny kryptowalut krystalizuje się w polskim prawie stosunkowo powoli. Niestety, ale przygoda z Bitcoinem wiąże się też z koniecznością przestudiowania przepisów podatkowych. To traumatyczne doświadczenie zalecam każdemu jeśli chce mieć niejaką świadomość tego co wpisuje do PIT. Podpowiem, że nie zawsze ni nie w każdym przypadku można sobie uwzględnić koszty. Tyle w temacie, nie zamierzam bawić się w doradcę podatkowego, z resztą każda sprawa jest inna. Zastanawiam się tylko ilu tak na prawdę dobrze policzy podatek od osiągniętych na Bitcoinie zysków. No i ilu postanowi ten fakt ukryć ryzykując karnym 75% podatkiem.

piątek, 9 lutego 2018

Inflacja oficjalna i odczuwalna

Jadąc sobie dziś na zakupy pomyślałem sobie jak to jest, że w sumie od ładnych paru lat niby mówi się o tym, że inflację mamy niską, w 2016 była nawet deflacja, a jak popatrzy się na swoje wydatki "na życie" to czuje się tylko wzrost. Być może za część tego wzrostu odpowiada tzw. inflacja stylu życia, polegająca na tym, że czasem gdy mamy poczucie, że powodzi nam się lepiej do koszyka wkładamy produkty z wyższej półki, a przez to droższe.

Mam jednak przekonanie, że odczuwalna inflacja związana jest z tym, co robi urząd statystyczny, czyli kompozycją tak zwanego statystycznego koszyka. Właśnie chodzi o to, że każdy z nas ma nieco inne przyzwyczajenia i co innego do tego koszyka wkłada, aby zmierzyć inflację trzeba więc uśrednić. Robi się więc statystyczny koszyk w którym oprócz jakiegoś procenta żywności jest pewien procent wydatków na wakacje, jakiś procent wydatków na auta, trochę na ciuchy, etc... No właśnie. Ten zabieg powoduje, że w przypadku tych osób które odbiegają pod względem dochodowym od średniej w dół, inflacja nie uwzględnia tego, że w ich przypadku ceny żywności i mieszkania mają znacznie większy udział w koszyku niż w przypadku osób mogących sobie pozwolić na auto i wakacje.

Weźmy na tapetę rocznik statystyczny za 2016 rok (za 2017 rok jeszcze nie ma, a chciałem użyć jednej tablicy aby coś pokazać). W tablicy 13 mamy wskaźniki cen towarów i usług:

Widać z tej tabeli, że w latach 2015 i 2016 mieliśmy deflację także jeśli chodzi o ceny żywności, ale jeżeli popatrzymy na te ceny w dłuższym ujęciu to zauważymy, że w stosunku do 2000,2005 jak i 2010 roku ceny żywności rosły szybciej niż wskaźnik inflacji ogólnej.

Jeżeli zaś wgłębimy się jeszcze bardziej i zerkniemy na tabelę 14 gdzie są rozpisane wskaźniki cen żywności, to zobaczymy, że sama żywność bez napojów rosła w jeszcze szybszym tempie. Najbardziej zaś rosły ceny pieczywa, mięsa wołowego, wędlin, mleka, ryb, jajek, owoców, ziemniaków. Spadały wprawdzie ceny odzieży i butów, ale artykuły naprawdę pierwszej potrzeby drożały najbardziej. 


Weźmy więc takiego statystycznego mniej zamożnego człowieka, który ma dochód powiedzmy, że waloryzowany inflacją. Ten człowiek z roku na rok ma do wydania realnie mniej bo podstawowe produkty, które kupuje są coraz droższe. On rezygnuje z zakupu ubrań, butów ale kupuje pieczywo i masło, które kosztują więcej bo ich ceny rosną szybciej niż inflacja.


wtorek, 6 lutego 2018

Gwałtowne spadki na Wall Street - długo wyczekiwana korekta?

Piątkowa sesja na Wall Street zakończyła się dla głównych indeksów ponad 2-procentowymi spadkami. Dow Jones zanurkował spadł w piątek 2,5%. Z kolei poniedziałkowa sesja jeszcze bardziej pogłębiła spadki. S&P500 spadał w w pewnej chwili nawet o 4,4% do 2638 pkt, a Dow Jones  nawet o 6,3% do 23 923 pkt. Tak silna zniżka w ciągu jednej sesji przytrafiła się po raz pierwszy w historii. Patrząc z szerszej perspektywy S&P500 w ciągu sześciu sesji stracił 7,8 proc. 

Oczywiście te spadki odbiły się echem na innych giełdach. Wczoraj giełdy azjatyckie  także traciły np. Nikkei tracił momentami nawet 7%.

Polski WIG otworzył się dziś także na minusie. Na razie nie szaleje, jest jakieś 2,3%-2,9% poniżej wczorajszego zamknięcia.

Co się stało?

No cóż, patrząc z szerszej perspektywy, to od co najmniej roku mówiło się, że giełda w Nowym Jorku jest przewartościowana i anomalią są tak stałe systematyczne wzrosty. Spójrzcie na dziesięcioletni wykres indeksów giełdy w Nowym Jorku. Od końca 2015 roku rosła praktycznie bez większej korekty. Potężne ilości taniego pieniądza zrobiły swoje - prędzej czy później coś takiego musiało nastąpić.



Jakiś czynnik (nie ważne jaki) wywołał lawinę sprzedaży powodując odkręcenie się napinanej od wielu miesięcy sprężyny.gwałtowność spadków pogłębia fakt, że większość obrotu generują teraz automatyczne systemy komputerowe przy których reakcji człowiek może tylko stać z boku i obserwować lawinę zleceń.

Co będzie dalej? 

Trudno wyrokować. Analitycy mówią, że to tylko korekta i to normalne po tak długich wzrostach. Trzeba obserwować rynek jak się sytuacja będzie rozwijała.

wtorek, 30 stycznia 2018

Robert Gwiazdowski - "Równość i (nie)sprawiedliwość. Dlaczego Piketty nie lubi bogatych?" - recenzja

Przeczytałem kolejną książkę. Tym razem poświęconą tematowi równości i sprawiedliwości społecznej, na którym wypłynęła ostatnimi czasy figura niejakiego pana Piketty z jego książką "Kapitał w XXI wieku". Autorów rozbijających w proch głupoty wypisywane przez Piketty'ego jest na świecie wielu. Dość wspomnieć, nawet w kręgach lewicowych sam Varoufakis zrównał go z ziemią.Temat sprawiedliwości społecznej poruszał ten Yaron Brook, którego przywoływałem na blogu.

Nie o nich jednak chciałem pisać, ale o kolejnej książce, którą przeczytałem. tym razem jest to książka Roberta Gwiazdowskiego, poświęcona właśnie ideom przywołanym przez pana Piketty. Książka nosi tytuł "Równość i (nie)sprawiedliwość. Dlaczego Piketty nie lubi bogatych?" i niestety nie odpowiada na postawione w tytule pytanie o stan psychofizyczny autora "Kapitału w XXI wieku". Nie oczekiwałem jednak takiej odpowiedzi bo nie miała to być biografia Piketty'ego, ale książka o tym czy faktycznie ma sens to co on napisał.


Autor dosyć sprawnie, krok po kroku, rozmontowuje argumentację dotycząca nierówności społecznych do której odwołuje się wielu socjalistów. W pierwszej kolejności wskazuje, że Piketty i jemu podobni ignorują naturalne przyczyny powstawania nierówności )geograficzne, genetyczne, intelektualne, etc). Socjaliści mają tendencję do uważania nierówności za złe same w sobie nie zastanawiając się, skąd się biorą. Tymczasem w wielu przypadkach nierówności są elementem naturalnego stanu rzeczy, zawsze były i będą. Tymczasem próba wyrównywania ich bez zrozumienia ich istoty skutkuje utopią. Kończy się tym, czym był komunizm, tryumfem ideologii nad faktami. 

Gwiazdowski zręcznie przytacza zaś fakty rozbijające argumentację Piketty'ego. Wychodząc od wykazania, że równość powinna być rozumiana wyłącznie w sensie formalnoprawnym, a nie w sensie majątkowym. Tylko równość rozumiana jako równe traktowanie przez prawo i instytucje, tworzenie równych szans - to tylko jest równość, która ma sens. Próby wyrównywania nierówności majątkowych zawsze będą wiązały się z przymusem, a aparat przymusu to zawsze tworzenie większych nierówności. "Egalitaryzm jest możliwy do osiągnięcia tylko poprzez naruszenie praw natury, wolności i zasady równości wobec prawa. Skoro bowiem istnieją naturalne różnice między ludźmi, to można je zniwelować tylko poprzez nierówne ich traktowanie."

Porażające jest to, że ta prosta i oczywista prawda nie dociera do większości ludzi, którymi raczej rządzi zawiść niż logika. Nadal politycy (i nie tylko) próbują udowadniać tezę o "sprawiedliwości" progresywnego systemu podatków, zapominając, że na logikę nie ma on "sprawiedliwego" uzasadnienia. Gwiazdowski badzo dokładnie to wykazuje w wielu miejscach książki.

Zwraca uwagę, że na przestrzeni dziejów zawsze występował pewien stosunek bogatych do biednych i to na poziomie jednostek jak i całych narodów. Wynika to choćby z tego, że przyroda nie obdzieliła po równo wszystkich miejsc na ziemi i wiele niestety zależy od miejsca urodzenia. Natura  samej istocie nie jest sprawiedliwa, nie daje wszystkim po równo. Co ciekawe jednak nierówności globalne się zmniejszają. Dzięki eksportowi kapitałów z krajów bogatych do biednych, te drugie doganiają pod względem stopy życia te pierwsze. Socjaliści chcieliby jednak zahamowania tego przepływu tak by kierować kapitał bogatych tam gdzie oni by chcieli a nie tam gdzie miałoby to najbardziej rozsądne ekonomicznie uzasadnienie.

Śmiałe zdanie pada w pewnym miejscu "socjaliści to ludzie, którym się nie powiodło". Ja się z tym zgadzam. Jest coś neurotycznego w tym, że chcąc równać wszystkich będziemy jednych traktować lepiej a drugich gorzej. Jest też coś z grzechu pychy w wierze, że ma się monopol na decydowanie co jest sprawiedliwe a co nie.

Gwiazdowski w dosyć zręczny sposób rozprawia się z kolejnymi "mitami Piketty'ego", czy to chodzi o akumulację bogactwa (np. z wiekiem się ono kumuluje u każdego), czy też wykazując, że 25 lat temu niewielu dzisiejszych najbogatszych należało do najbogatszych. Fortuny nie są więc, jak chciałby to uzasadnić Piketty wynikiem dziedziczenia (do którego z resztą nic nikomu), ale szczęścia, trafnych decyzji czy talentu. Wskazuje też, że to władza jest często powodem powstawania nierówności i aparat państwowy odgrywa w tym niebagatelną rolę. "Największa nierówność polega bowiem na tym, że jedni posiadają władzę, a inni jej podlegają!"

Autor  wytyka też Piketty'emu elementarne błędy takie jak mylenie "oszczęsności" z rynkową wyceną majątku. Wykazuje przy tym dobitnie na przykładach absurdalność pomysłu opodatkowania majątku czy niezrozumienie pewnych problemów przez (nazwijmy ich) "zwolenników równości". Gwiazdowski wskazuje, że nie da się stworzyć teorii podziału uwzględniającej wszystkie czynniki i zmienne.

Bardzo dużą część tej książki poświęcona była kontrargumentom przeciw progresji podatkowej. Na moje oko trochę zbyt duża i szczerze mówiąc momentami mi się dłużyła. Fakt faktem argumenty są celne i jest ich wiele. Problem został potraktowany zdecydowanie wieloaspektowo. Gwiazdowski wykazuje na wielu przykładach jak to system podatku progresywnego jest de facto niesprawiedliwy, zniechęca do większego zaangażowania i de facto kara za większą produktywność i staranność.

Progresja podatkowa służy jednak wzbudzaniu przez polityków emocji i wygrywaniu wyborów, a nie rzeczywistemu niwelowaniu różnic. Ze szkodą dla społeczeństwa rzecz jasna.

Na koniec Gwiazdowski wytyka apologetom równości (takim jak Piketty), że sami są elementem tej nierówności, którą, jak twierdzą, zwalczają. Podaje wiele przykkładów publicznych wypowiedzi różnych polityków czy biznesmentów, które były raczej wyrazem hipokryzji niż autentycznym opowiedzeniem się (swoimi pieniędzmi) za egaliarystycznymi ideałami.

Książkę tę czytało mi się nieźle. Zabrakło mi w niej jednak szerszego podsumowania, jakiejś celnej konkluzji, zamykającego wszystko rozdziału, który by ten wywód ładnie zamknął. Polecam jej lekturę wszystkim, którzy rozważają kwestie równości ekonomicznej w swoich myślach a chcieliby usłyszeć logiczną i rzeczową argumentacją dlaczego twórca "Kapitału w XXI wieku" się głęboko myli.

Równość i (nie)sprawiedliwość. Dlaczego Piketty nie lubi bogatych?
Książka o nierównościach i błędzie idei egalitaryzmu ekonomicznego.
Wydawca: Fijorr publishing
Data wydania: 2016
ISBN: 9788364599378
Równość i (nie)sprawiedliwość. Dlaczego Piketty nie lubi bogatych?
Robert Gwiazdowski - "Równość i (nie)sprawiedliwość. Dlaczego Piketty nie lubi bogatych?" - recenzja
Książkę tę czytało mi się nieźle. Zabrakło mi w niej jednak szerszego podsumowania, jakiejś celnej konkluzji, zamykającego wszystko rozdziału, który by ten wywód ładnie zamknął. Polecam jej lekturę wszystkim, którzy rozważają kwestie równości ekonomicznej w swoich myślach a chcieliby usłyszeć logiczną i rzeczową argumentacją dlaczego twórca "Kapitału w XXI wieku" się głęboko myli.
Date published: 12/01/2018
4

niedziela, 28 stycznia 2018

Wyższe wynagrodzenia od 2018 roku – co to znaczy dla rynku pracy? - artykuł odpłatny

Pojęcie płacy minimalnej zostało stworzone po to, by dać każdej osobie zatrudnionej na umowę o pracę gwarancję pensji w wysokości wystarczającej do życia. Chociaż nadal nie jest to wymarzona kwota, od początku XXI wieku wynagrodzenie minimalne w Polsce konsekwentnie rośnie i w tym roku dobiło do 2100 zł brutto.  Co to znaczy dla rynku pracy i dla ciebie?



Od czego zależy wysokość płacy minimalnej?


Zazwyczaj wysokość minimalnego wynagrodzenia oblicza się w oparciu o prognozowaną na kolejny rok wysokość inflacji, czyli wzrostu cen, oraz również o dwie trzecie realnego wzrostu gospodarczego. Wysokość wynagrodzenia od tego roku będzie też w pełni obowiązywać osoby, które dopiero zaczynają w swoim życiu pracę zarobkową na pełen etat. Ci z kolei, którzy będą odchodzić z firm po wielu latach, mogą liczyć także na wyższą odprawę (31 500 brutto) w przypadku zwolnień grupowych.*

*zródło: mpips.gov.pl/ktualności-wszystkie/np.,5536,8860,placa-minimalna-w-2018-r-.html

2100 brutto – ile to na rękę?

Płaca minimalna określana jest w postaci kwoty brutto, a więc cześć z niej nie wpadnie do naszego portfela, ale odejdzie na poczet podatków i ubezpieczeń obowiązkowych. Wchodząc w szczegóły, od kwoty brutto 2100 zł odjąć musimy następująco:
  • ubezpieczenie emerytalne – 204,96 zł
  • ubezpieczenie rentowe – 31,50 zł
  • ubezpieczenie chorobowe 51,45 zł
  • ubezpieczenie zdrowotne 163,09 zł
  • podatek dochodowy 119 zł
Wynika z tego, że suma dodatkowych opłat wynosi 570 zł, w związku z czym na nasze konto realnie wpadać będzie co miesiąc dokładnie 1530 zł (kwota netto).

Stawki godzinowe i nocne?

Zmianie uległy też stawki godzinowe w 2018 roku. Jeszcze do niedawna minimalna stawka za godzinę pracy brutto wynosiła 13 zł, a od tego roku wzrasta ona o 70 groszy. Nad przestrzeganiem nowych przepisów czuwa cały czas Państwowa Inspekcja Pracy, a niepłacenie minimalnej stawki grozi grzywną nawet do 30 tys. złotych. Podobnie ma się sytuacja w przypadku dodatków za pracę w nocy, od 22 do 7 rano. Dopłata nadal wynosi 20% do pensji minimalnej, co oznacza i tak oznacza realny wzrost kwoty. Zmiany dotyczą także osób zatrudnionych w niepełnym wymiarze pracy, np. na pół etatu – również ich najniższa pensja nie może wynieść mniej niż proporcjonalne 1050 zł brutto.

A co, gdy szef płaci poniżej progu minimalnego?

W przypadku każdej niedogodności w zakresie wynagrodzenia, w pierwszej kwestii powinniśmy ten problem omówić z naszym pracodawcą. Jeśli to nie daje realnego rezultatu i czujemy, że nie dogadamy się z szefem, zawsze taką sytuację możemy zgłosić do Państwowej Inspekcji Pracy, która powinna wszcząć kontrolę i egzekwować prawa pracowników. Z powiadomieniem inspekcji poczekać musimy jednak do miesięcznego rozliczenia.
Do tego czasu, szczególnie biorąc pod uwagę jednoczesny wzrost cen w sklepach (inflacja), możemy mieć problem z finansami i „wyrobieniem się do pierwszego”. Na szczęście, zanim wybije ta czarna godzina, możemy sięgnąć po tymczasowe rozwiązanie – pożyczkę na 30 dni, którą za pomocą Internetu otrzymamy ekspresowo i bez zawiłych formalności. Wystarczy znaleźć firmę, zarejestrować się na stronie i wypełnić formularz. Jeszcze tylko przelew weryfikacyjny, a potem zostaje już tylko czekać na decyzję. Przykładem jest pożyczka na 30 dni od Vivus, jednej z najbardziej rozpoznawalnych firm tego typu w kraju. Szybka pożyczka na miesiąc to dobra opcja na chwilowe kryzysy finansowe, które przecież zdarzyć się mogą każdemu.

Zmiany urlopowe

W 2018 mają również nastąpić pozytywne zmiany w kontekście brania urlopów przy umowie o pracę. Urlop służy głównie regeneracji, na którą powinien pozwolić sobie każdy, w związku z tym utrudnione będzie przekładanie dni urlopowych na następny rok. Ponadto, po zmianach każdemu pracownikowi przysługiwać będzie 26 dni urlopowych, a nie tak jak dotychczas – tylko tym, którzy przepracowali już odpowiednio długi okres.
Źródła:
  • polskieradio.pl/42/259/Artykul/1977127,Placa-minimalna-w-gore-wyzsze-dodatki-i-odszkodowania
  • forbes.pl/finanse/skutki-podniesienia-placy-minimalnej-w-polsce/cwzl3s7
  • pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82aca_minimalna




Disclosure: Artykuł powstał w ramach odpłatnej współpracy. Otrzymałem wynagrodzenie za jego  publikację
-->