Przegląd Finansowy - blog, komentarze, opinie.
Zapisz się na newsletter aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Zapisując się otrzymasz dwa darmowe e-booki o inwestowaniu w złoto i inwestycjach alternatywnych (wyłącznie dla subskrybentów)!

wtorek, 30 sierpnia 2016

"Zwiedzeni przez losowość" - Nassim Taleb - recenzja książki "Fooled by randomness"

Dziś chciałem zaprezentować Wam książkę Nassima Taleba pt. "Zwiedzeni przez losowość.  Tajemnicza rola przypadku w życiu i w rynkowej grze" (ang. "Fooled by Randomness: The Hidden Role of Chance in Life and in the Markets"). Recenzję tej książki pisałem dwa razy, ale też dlatego, że czytałem ją dwa razy. Stało się tak dlatego, że po pierwszym razie (odsłuchiwałem audiobooka) tak bardzo ta książka mnie zainteresowała, że postanowiłem ją kupić i przeczytać jeszcze raz. Cieszę się, że to zrobiłem.

Na wstępie, należy przed lekturą tej książki nałożyć sobie filtr na pewną pyszałkowatość autora. Autor ma pewną manierę, która może wydać się denerwująca, mianowicie z przeświadczenia o słuszności swoich tez (nie bezpodstawnego z resztą) przechodzi o swoistej pogardy dla tych, którzy nie są w stanie intelektualnie zrozumieć problemu. Inna sprawa, że opisane w książce złudzenia, którym ulegamy są rzeczywiście trudne do przezwyciężenia, i kiedy już pojmiemy jak działa otaczająca nas rzeczywistość, to faktycznie zaczynamy traktować wszystkich wokół jak naiwnych głupków, którzy nie mają pojęcia o tym, że są świadkami iluzji.

No właśnie jak więc działa ta otaczająca nas rzeczywistość?

Taleb stawia tezę, że to co wydaje się nam w naszym świecie deterministyczne jest w istocie przypadkowe i chaotyczne. Nasz mózg ma tendencję do racjonalizacji zdarzeń i doszukiwania się ciągów przyczynowo skutkowych nawet tam gdzie ich nie ma. Co gorsza, rozpracowanie tego jak rzeczywiście działa łamigłówka rzeczywistości i jak bardzo przypadkowe są otaczające nas zdarzenia jest trudniejsze niż mogłoby się wydawać.

Nassim Taleb pisze tak: „Matka natura nie mówi, ile przegródek jest w ruletce, ani nie przedstawia problemów w sposób podręcznikowy (w realnym świecie należy raczej odgadnąć problem, a nie rozwiązanie).”

Autor zwraca uwagę, że w wielu dziedzinach życia trudno jest nam odróżnić sukcesy przypadkowe od tych, które poparte zostały rzeczywistymi przymiotami. Mamy przy tym tendencję do racjonalizacji i wyszukiwania uzasadnień, zapominając, że każdy przypadek sukcesu o którym wiemy, jest otoczony setkami przypadków porażki identycznych ludzi, o których informacja się do nas nie przebija. Rzecz w tym, że rzadko zdajemy sobie sprawę z tego w jaki sposób losowość miała i ma wpływ na wszystko co robimy i doświadczamy. Mamy przy tym tendencję do nadmiernego przypisywania własnych sukcesów przymiotom osobistym, racjonalnym decyzjom czy zrealizowanym projektom, a porażki chętniej zrzucamy na karb przypadku. Nader często ulegamy też złudzeniu, że inni osiągnąwszy sukces zrobili to np. dlatego, że „umieli podejmować ryzyko”, zapominając o tym, że wśród tych którym się nie udało, owych „umiejących podejmować ryzyko” jest równie wielu, jeżeli nie więcej.

Oceniając osiągnięcia innych nader rzadko przywiązujemy wagę do rozróżnienia, na ile ich sukcesy (np. inwestycyjne) są wynikiem czystego zbiegu okoliczności (był we właściwym miejscu we właściwym czasie, albo kupił właściwy papier wartościowy w odpowiednim momencie), a na ile umiejętności zupełnie nie podatnych na losowość (autor posługuje się przykładem dentysty – szansa, że ukończył studia medyczne i utrzymał się w zawodzie dzięki przypadkowi jest jednak mniejsza niż w przypadku tradera opcji).

Szczególnie ten błąd oceny dotyczy historii. Zawsze oceniamy historię z punktu widzenia wiedzy o zdarzeniach przeszłych. Mamy ją w końcu tylko jedną - to jeden wynik jednego eksperymentu w przeszłości. „Kiedy spoglądamy w przeszłość, zawsze wydaje się ona deterministyczna, ponieważ dokonujemy tylko jednej obserwacji. Nasz umysł interpretuje większość zdarzeń, nie uwzględniając przy tym zdarzeń wcześniejszych, lecz późniejsze”. Historia oceniana i analizowana ex-post jest tylko jedną z wielu możliwych wersji wydarzeń, ta jedną która nastąpiła. Powinniśmy zaś oceniać ją z punktu widzenia tego zasobu wiedzy jakim dysponowali ówcześni. Autor pisze tak: „(…) nie można oceniać skuteczności w żadnej dziedzinie (wojnie, polityce, medycynie, inwestycjach) po samych wynikach, lecz po kosztach innych scenariuszy rozwoju zdarzeń (które trzeba by ponieść, gdyby historia potoczyła się inaczej).” Miliardy innych alternatywnych ścieżek nie zostały wylosowane, więc nie mamy czego analizować. Jesteśmy pozbawieni punktu odniesienia.

Co gorsza jesteśmy zanurzeni w przypadkowym szumie zdarzeń i informacji, zaś im bardziej dokładnie próbujemy analizować otoczenie (np. notowania giełdowe) tym większy współczynnik zaszumienia względem informacji. Ulegamy przy tym złudzeniom i gubimy się w tym szumie. Inaczej oceniamy zdarzenia pozytywne niż negatywne. Kolejny cytat: „Ludzie uważają spadki cen za znacznie bardziej niestabilne niż zdecydowanie gwałtowniejsze wzrosty. Co więcej wygląda na to, że o chwiejności rynku nie decydują rzeczywiste zdarzenia lecz ton doniesień medialnych. Wahania rynku w ciągu 18 miesięcy po 11 września 2001 roku były znacznie mniejsze niż te, które odnotowano w równie długim okresie przed tą datą, ale w opinii inwestorów po zamachu rynek był znacznie bardziej niestabilny.”. Nasze subiektywne postrzeganie rzeczywistości, i próby znajdowania ciągów przyczynowo skutkowych tam gdzie ich nie ma, poddawanie się emocjom – to wszystko są wady naszego umysłu, który nie jest racjonalny, ale jest skłonny do racjonalizacji (to już nie Taleb ale Aronson). 

Jest w tej książce wiele rozważań na temat różnych błędów poznawczych jakie popełnia nasz mózg analizując fakty, począwszy od wysnuwania uogólnień na podstawie przypadków jednostkowych, do wnioskowania o dowodach na brak czegoś z braku dowodów, przez analizowanie źle dobranych statystycznie prób. Problem dotyka nawet profesjonalistów, nasz umysł jest bowiem biologicznie przygotowany do racjonalizacji decyzji i zdarzeń przypadkowych lub emocjonalnych. Znacznie szybciej podejmujemy decyzje kierując się heurystykami sądzenia zakodowanymi na skróty, a nie analizą wszystkich wariantów i prawdopodobieństw. Nader często w końcu mamy tendencję do ulegania iluzji, że da się niektóre zdarzenia wytłumaczyć podczas gdy faktycznie są tylko przypadkowym szumem „wierzymy w takie wyjaśnienia, żeby nie zrujnować poczucia własnej wartości i móc dalej stawiać czoło przeciwnościom”.

W zmaganiach z losowością nie tylko szum jest problemem. Jest nim także skrajna trudność oceny prawdopodobieństw. Wynika to ze złośliwości natury – nie wiemy, czy układ, który udało się nam zamodelować na podstawie jakiś obserwacji był taki tylko przez przypadek przez chwilę, czy taki będzie zawsze. Jakby jakieś psotne dziecko dokładało do bębna, z którego losujemy, kolorowe kulki w zupełnie losowy sposób – jak wtedy wnioskować o prawdopodobieństwie na podstawie obserwacji dotychczasowych losowań? Autor stawia tezę: „To dowód, że znaczna część wiedzy o świecie, którą czerpiemy ze statystyk, ma wątłe podstawy” – ja nie jestem jednak przekonany, czy jest rzeczywiście aż tak źle. Niemniej jednak trzeba o tym pamiętać kiedy sięgamy po dane empiryczne na temat jakichkolwiek zjawisk.

Zabawne i smutne refleksje nasuwały mi się w toku dalszej lektury, kiedy autor znęcał się nad językiem niektórych filozofów czy pseudomyślicieli. Szczególnie oberwało się Heglowi, którego krytyka aż mnie rozbawiła (przytoczony w książce przykład tekstu rozkłada na łopatki). Niestety, pseudonaukowy bełkot jest wszędzie i konieczne jest wyrobienie sobie umiejętności identyfikowania takiego pseudonaukowego bredzenia, któremu bliżej do losowości niż logicznych wywodów. Cóż - czytając niektóre podane w książce przykłady tekstów z serii filozofo-bełkotu czy korpo-bełkotu tudzież bełkotu politycznego można powinny nam się otworzyć oczy i uszy na to ile wokół nas takiego bezsensownego języka. Mamy z tym do czynienia także w wielu wypowiedziach analityków rynku czy ekonomistów, którzy pod z góry postawioną tezę dobierają stek średnio powiązanych ze sobą argumentów, które składają się na autoprezentacją raczej niż weryfikowalny empirycznie model.

Taleb zwraca także uwagę na problem indukcji – często popełniamy ten błąd, wnioskując o przyszłości na podstawie faktów przeszłych. To że statystycznie zazwyczaj dzieje się tak jak działo się w przeszłości nie wyklucza niezerowych prawdopodobieństw wystąpienia zdarzeń skrajnych. Zdarzenia takie mogą mieć istotny wpływ na przedmiot naszego wnioskowania. Spotkałem się z takim problemem w komentarzach pod jednym z artykułów – czytelnik z faktu, że w zachodnim świecie nigdy nie zbankrutował system emerytalny indukuje tezę, że nigdy nie zbankrutuje np. ZUS i ewentualne ostrzeżenia na okoliczność są nieuzasadnione. Błąd polega na tym, że wnioskowanie o przyszłości na podstawie zdarzeń przeszłych powoduje, że tracimy z oczu zmieniające się warunki otoczenia i niezerowe prawdopodobieństwo zdarzeń skrajnych, które mogą zmieniać to otoczenie. 

Jeżeli zmienia się struktura instytucji rynkowych, to wnioskowanie o stanie rynku na podstawie obserwacji danych sprzed kilkunastu lat (bo chcemy obserwować długie szeregi czasowe – jako niby „lepsze”) jest obarczona poważnym błędem metodycznym – trzeba o tym pamiętać.

Zdarzenia skrajnie rzadkie, mało prawdopodobne, ale o kolosalnym wpływie są tematem kilku rozdziałów, a także kolejnej książki autora pt. „Czarny Łabędź”. Rzadko kiedy zadajemy sobie pytanie czy przypadkiem nie gramy w rosyjską ruletkę i czy z faktu, że jeszcze nie strzeliliśmy sobie w głowę należy wnioskować, że kolejny raz też nam się uda… „Zdarzenia rzadkie są zawsze nieoczekiwane; w przeciwnym razie w ogóle by do nich nie dochodziło. Ich typowy przykład może wyglądać następująco: inwestujecie pieniądze w fundusz hedgingowy generujący stabilne zyski bez żadnych objawów zmienności, aż tu nagle pewnego dnia otrzymujecie pismo zaczynające się od słów: 'Nieprzewidziane i nieoczekiwane zdarzenie, uważane za bardzo rzadkie…'. Zdarzenia takie występują właśnie dlatego, że są nieoczekiwane.”

Należy także pamiętać, że nie da się jakichkolwiek zebranych empirycznie danych użyć do dowodzenia, że coś nie istnieje. Zawsze na jakimś innym kontynencie może żyć gatunek czarnych łabędzi, którego jeszcze nie odkryto. Nie można za pomocą danych empirycznych potwierdzić twierdzenia lub teorii, można co najwyżej na ich podstawie udowodnić że jakieś twierdzenie jest nieprawdziwe. Podobnie „nie można wyciągać doniosłych wniosków z pojedynczego eksperymentu przeprowadzonego w przypadkowym środowisku – dobrze przeprowadzony eksperyment musi być powtarzalny, aby mógł dowodzić istnienia przyczynowości.”. Autor wyraźnie pije do Sorosa z jego „eksperymentem w czasie rzeczywistym”, który moim zdaniem jest kompletnym nonsensem.

Taleb stawia tezę, że w tym powyższym kontekście należy zdawać sobie sprawę, że w długim terminie sukcesem jest działanie takie, w którym zdarzenia losowe wykorzystujemy na swoją korzyść (np. budując odporne na losowość systemy inwestycyjne) i uwzględniamy możliwość wystąpienia czarnych łabędzi – zdarzeń skrajnie nieprawdopodobnych, ale o olbrzymim potencjale wpływu. Nie powinniśmy ulegać iluzji losowości, szczególnie kiedy przychodzi do oceny sukcesu własnego czy innych. Raczej należy z pokorą przyjąć fakty i otaczającą nas i miotającą z nami losowość. Uświadomienie sobie wpływu przypadku na sukces inwestycyjny i życiowy, pozwoli na mniejsze obwinianie się i porównywanie do innych i bardziej systematyczne spojrzenie na to co sami robimy i jak tę losowość staramy się okiełznać.

Autor w książce nie daje gotowych recept na to jak działać w otoczeniu losowości. Temu jest, z tego co wiem, poświęcona ostatnia jego książka „Antifragile” („Antykruchość”). W „Zwiedzeni przez losowość” Nassim Taleb wskazuje raczej na te elementy naszej konstrukcji jako ludzi (racjonalizm versus emocje, złudzenia poznawcze, etc.), o których musimy pamiętać i nad którymi powinniśmy pracować. Wymaga to pewnej pracy nas sposobem patrzenia na rzeczywistość, ale w mojej opinii warto tę pracę i przemyślenia wykonywać i ponawiać.

Przyznam się, że książka tale ba wywarła na mnie duże wrażenie jako materiał do rozważań. Polecam jej lekturę i zastanowienie się nad wpływem losowości na nas samych i na otaczający nas świat.

 Tytuł:

"Zwiedzeni przez losowość. Tajemnicza rola przypadku w życiu i w rynkowej grze"
Autor:Taleb Nassim Nicholas
Rok wydania: 2016
Wydawca:Kurhaus Publishing
ISBN:9788363993177

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Żyjemy w czasie największego eksperymentu w historii polityki monetarnej

Cisza na blogu związana była z urlopem. Nie zaprzestałem jednak śledzenia ciekawostek pojawiających się tu i ówdzie w światowej prasie. Skanując nagłówki bywa tak, że oko przyciągnięte zostaje przez jakieś nazwisko. Dla historii bankowości i finansów takim nazwiskiem przyciągającym oko jest Rotschild.

Tak więc przeglądając prasę zagraniczną trafiłem na taki oto artykuł:

W dużym skrócie (tutaj też art. na ten temat po angielsku) - przewodniczący funduszu inwestycyjnego rodziny Rothschild (Rothschild Investment Trust) - rodziny, której historia w dziedzinie finansów i bankowości sięga wiele wieków wstecz, a współczesne wpływy i kontakty sięgają dosyć szeroko - Jacob Rothschild prezentuje dosyć pesymistyczne nastawienie na temat tego co dzieje się obecnie w światowej gospodarce. Głosowanie w sprawie Brexitu, zagrożenie terrorystyczne, wybory w USA pogorszyły sytuację geopolityczną. Ryzykiem staje się też spowolnienie w Chinach a konflikty na Bliskim Wschodzie najprawdopodobniej nie zostaną rozwiązane jeszcze przez wiele lat.

Według niego to co wyrabiają obecnie bankierzy centralni ma cechy największego eksperymentu w dziejach polityki monetarnej. Od czasu kryzysu Lehman Brothers banki centralne obcinały stopy już 666 razy.Wyniki tego eksperymentu są nieprzewidywalne bo nigdy nie ćwiczono sytuacji kiedy 30% długów rządowych jest na ujemnych stopach. nikt nie jest pewien czy poziomy kursów są w tym momencie jeszcze w jakiś sposób związane z wyceną rynkową czy już wyłącznie z powodzią pieniędzy produkowanych przez banki centralne. Stopy zwrotu są najniższe od 500 lat, to pokazuje jak absurdalna sytuacja panuje na rynkach.

Rothschild oświadczył, że RIT zredukował swoją ekspozycję rynkową, w szczególności z Funta Sterlinga zwiększając jednocześnie zaangażowanie w złoto i inne metale szlachetne. Co ciekawe w portfolio funduszu RIT nie znajdziemy wielu obligacji rządowych. Rothschild lokuje także swoje aktywa w Koronach Szwedzkich.

Oświadczenia wygłaszane publicznie przez tego typu persony z kręgu ścisłej światowej finansjery należy czytać specyficznie. Nie czytałbym tego wprost jako zapowiedź rychłych wzrostów cen złota. raczej wyczytałbym między wierszami to co dla wielu obserwatorów jest raczej oczywiste. Istnieje duże systemowe ryzyko krachu na rynku obligacji rządowych, a jeżeli tak się stanie - to nawet niewielka ekspozycja na aktywa materialne może pozwolić utrzymać się na powierzchni.



czwartek, 4 sierpnia 2016

Szybsza informacja o dokonanej transakcji w Księdze Wieczystej

Kiedyś, dawno temu pisałem na blogu o tym jaki problem jest z aktualnością Księgi Wieczystej. Wspominałem między innymi o tym, że papierowy odpis z księgi szybko się zdezaktualizuje i zamawianie papierowych odpisów z KW nie ma sensu. Problem wynikał z tego, że wystarczyło, że ktoś po sporządzeniu odpisu złożył wniosek o wpis do Księgi i taki odpis już był bez wartości. 

Problem rozwiązał się trochę z wprowadzeniem wglądu online do Ksiąg Wieczystych. Notariusz mógł sprawdzić tuż przed transakcją co jest wpisane do KW. Rzecz jednak w tym, że sam notariusz na złożenie dokumentów do sądu już po dokonanej transakcji miał trzy dni. W tym czasie ewentualny oszust mógł sprzedać tę samą nieruchomość kilka razy u innych notariuszy.

Od pierwszego lipca weszła w życie nowelizacja ustawy o notariacie, zgodnie z którą notariusz sporządzający akt będzie w tym samym dniu składał do sądu wniosek za pośrednictwem systemu teleinformatycznego. Dzięki temu wzmianka w Księdze Wieczystej pojawi się w systemie elektronicznym od razu w dniu transakcji co bez wątpienia poprawi bezpieczeństwo obrotu nieruchomościami. 



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Yanis Varoufakis - "Globalny Minotaur" - recenzja

Ostatni czas na blogu to jest czas recenzji książek. Może tak jest, że ostatni okres mam okazję więcej czytać, faktem jest zaś, że też wpadają mi często coraz to nowe tytuły do przeczytania. Ostatnio taką pozycją była książka napisana przez byłego ministra finansów Grecji Yanisa Varoufakisa (Janis Warufakis, gr. Γιάνης Βαρουφάκης).

Ktoś, mógłby powiedzieć, że bankrutów słuchać nie warto bo cóż może nam o globalnym systemie ekonomicznym opowiedzieć minister finansów zbankrutowanego kraju. Otóż - błąd. Po pierwsze wiele może nam opowiedzieć o układzie sił który doprowadził Europę i świat do takiego stadium ekonomicznego w jakim się teraz znajduje. Bądź co bądź Varoufakis negocjował z UE, MFW i EBC. Po drugie jeśli się wsłuchać w to co ma do powiedzenia, okazuje się, że mówi bardzo konkretnie i jasno na temat fundamentów światowego kryzysu. Polecam obejrzenie na youtube paru wywiadów z nim i wykładów, które są dostępne. Na prawdę jest to bardzo wartościowe i pouczające.

Dla libertarian jest lewakiem, który krytykuje neoliberalizm i wolny rynek - rzecz w tym, że punktuje neoliberalizm dosyć precyzyjnie wskazując jak to się stało że jesteśmy tu i teraz.

Książka "Globalny Minotaur" to historia uzyskiwania przez USA hegemonistycznej pozycji na świecie od czasów kryzysu w 1929 roku aż do dnia dzisiejszego. USA stworzyło po drugiej wojnie światowej mechanizm, który miał utwierdzić dominującą pozycję Stanów Zjednoczonych w tworzącym się dwubiegunowym świecie. Mechanizm ten miał służyć stworzeniu rynków dla eksportu amerykańskich produktowy poprzez pobudzenie odbudowy i rozwoju zrujnowanych gospodarek Niemiec i Japonii. Fundamentami tego Globalnego Planu były "Plan Marshalla" i układ z Bretton Woods cementujące dominację dolara jako waluty rezerwowej na świecie. To pozwoliło USA stworzyć mechanizm recyklingu nadwyżek produkcji przemysłu amerykańskiego. Kiedy system ten stał się na dłuższą metę nie do utrzymania po kryzysie lat '70 ciąg potężnego silnika światowej gospodarki jakim było USA został odwrócony. Zamiast eksportować Stany zaczęły importować zwiększając swoje deficyty handlowe i budżetowe. Przedmiotem eksportu stały się tymczasem dolary i produkty finansowe wytwarzane na Wall Street. Taki układ sił stworzył tytułowego globalnego Minotaura, który pożera złożone w ofierze nadwyżki produkcyjne z całego świata, stwarza dogodne warunki re-inwestycji nadwyżek finansowych i nie pozwala się od siebie uwolnić.

Varoufakis opisuje cały ten proces przejścia od "globalnego planu" przez fazę "globalnego Minotaura" do tego co obecnie nazywa "bankruptokracją" - rządami zbankrutowanych instytucji finansowych zbyt wielkich by upaść. Czyni to w sposób łatwy do zrozumienia dla niewprawnego czytelnika, a jednocześnie przejrzysty i celny. Zawiodła mnie jedynie jedna rzecz - książka była dla mnie za krótka, zbyt szybko się skończyła i brakowało mi jednego czy dwóch rozdziałów o tym co dziś i teraz dzieje się w światowej gospodarce. Chętnie przeczytałbym na ten temat więcej (co nie znaczy, że autor tego nie poruszał - poruszał i owszem, ale dla mnie za mało). Trochę zabrakło mi na przykład więcej na temat bieżącej sytuacji gospodarczej w Unii Europejskiej, o czym autor miałby zapewne wiele do powiedzenia.

Warto pochylić się nad tą lekturą dlatego, że pozwala ona w sposób jaśniejszy i bardziej zrozumiały ogarnąć to co działo się i dzieje z Unią Europejską, Grecją krajami południa. Poznawszy punkt widzenia Varoufakisa jesteśmy w stanie zrozumieć rolę Niemiec w Unii i ich motywacje, jak również relację pomiędzy Unią a USA.

Polecam lekturę.

Globalny Minotaur
Ciekawa analiza historii pozycji ekonomicznej Stanów Zjednoczonych od kryzysu w 1929 roku do pokłosia kryzysu 2008 roku.
Wydawca: PWN
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-01-18340-0
Globalny Minotaur
Yanis Varoufakis - "Globalny Minotaur" - recenzja
Książka "Globalny Minotaur" to historia uzyskiwania przez USA hegemonistycznej pozycji na świecie. USA stworzyło po drugiej wojnie światowej mechanizm, który miał utwierdzić dominującą pozycję Stanów Zjednoczonych w tworzącym się dwubiegunowym świecie. Kiedy system ten stał się na dłuższą metę nie do utrzymania zamiast eksportować Stany zaczęły importować zwiększając swoje deficyty handlowe i budżetowe. Taki układ sił stworzył tytułowego globalnego Minotaura.
Date published: 08/01/2016
5

środa, 27 lipca 2016

Rząd przejada pieniądze z OFE w tempie 15 mln zł na godzinę...

Oj przepraszam, już przejadł całe pieniądze z OFE i zadłuża się dalej... Uderzyła mnie poniższa grafika, z wpisu na portalu Quercus TFI.
Źródło: Quercus

Miało być tak pięknie, a wyszło... jak zwykle. Pieniądze, które zostały zabrane emerytom z OFE zostały już przejedzone, a redukcja długu była czysto księgową sztuczką. Po prostu jeden rodzaj długu (obligacje) został nazwany innym rodzajem (zobowiązania względem przyszłych emerytów). 

Czy ktoś jeszcze wierzy w to, że to państwowe rozdawnictwo (500+, mieszkanie+, wiekemerytalny-) doprowadzi do czegoś pozytywnego? Dla mnie sytuacja, w której mamy już prawie BILION złotych długu (ponad 890 mld zł), który przyrasta w tempie 15 mln zł NA GODZINĘ - taka sytuacja jest nie do utrzymania na dłuższą metę. w 2014 roku rząd zmienił bieg w samochodzie pędzącym ku przepaści, a teraz jeszcze dodaje gazu.

Przyrost długu jest najszybszy od 15 lat. Nie dziwi to wszak kiedy zauważymy, że buńczuczne zapowiedzi rządzącej partii o wyciskaniu nowych podatków z hipermarketów, banków czy kogo tam jeszcze raczej nie dają efektów.
 Źródło: gazeta.pl
Oczywiście politycy będą nas teraz karmić bredniami o tym, że na tle innych krajów to my wcale tego długu do PKB nie mamy wiele, ale chodzi o trend i kierunek tego trendu. DŁUG ROŚNIE CORAZ SZYBCIEJ - czy nikogo to nie niepokoi? Kto te długi spłaci?

Tak więc jeśli ktokolwiek wierzy, że Państwo mu w przyszłości na emeryturze coś da... to niech się idzie leczyć. Państwo da mu co najwyżej kopa w d. No i jeszcze podatek trzeba będzie od tego zapłacić.

środa, 20 lipca 2016

Thomas Sowell "Basic Economics" - ekonomia dla każdego - recenzja

Po lekturze poprzedniej książki Thomasa Sowella pt. "Fakty i mity w ekonomii" postanowiłem odsłuchać kolejnego znalezionego audiobooka, tym razem zawierającego książkę o podstawach ekonomii. Chodzi o książkę pt "Basic Economics: A Common Sense Guide to the Economy". Książka ma także swoją polską wersję wydaną przez wydawnictwo FijoRR pt: "Ekonomia dla każdego".

Jest to napisana przystępnymi słowami książka o ekonomii w której zamiast wymyślnych wzorów znajdą się zdroworozsądkowe przykłady. Autor zaczyna od podstaw czyli tego czym jest ekonomia jako sposób alokacji rzadkich zasobów i od wyjaśnienia mechanizmu cen i pokazuje dlaczego jest on najbardziej efektywnym sposobem alokacji rzadkich zasobów.

Zagadnienia omawiane w książce są proste i wytłumaczone tan zdroworozsądkowo, że bardziej się chyba nie da. Podstawą jest zawsze odpowiedź na pytanie - w jaki sposób rozwiązanie danego zagadnienia ekonomicznego redukuje się do mechanizmu alokacji zasobów, które nie są nieograniczone. 

Można powiedzieć, że jest to książka rzeczywiście o podstawach, ucząca sposobu myślenia w kategoriach ekonomicznych i spojrzenia na świat w sposób naturalnie odkrywający pewne mity, którymi jesteśmy karmieni albo karmimy się sami.

Słuchało mi się tej książki dobrze - zapewne dlatego, że omawianie problemów ekonomicznych wyłożonych językiem prostym i zdroworozsądkowym pozwala na ich łatwiejsza analizę i zrozumienie. Zaletą tej książki jest także co do zasady pewna neutralność względem różnych teorii ekonomicznych. No może poza jedynie ortodoksyjnym wyznawaniem zasady, że jedynie wolny rynek pozwala na optymalną alokację.

Według mnie można autorowi zarzucić tylko jedno, że czasami upraszcza aż zanadto i zapomina o niuansach świata w którym żyjemy, który niestety nie jest oparty na równym dostępie do informacji czy racjonalnym podejmowaniu decyzji. Niestety z tego powodu niektóre mechanizmy ekonomiczne w rzeczywistym świecie działają inaczej niż w teorii.

Problem polega na tym, że idealne wyznawanie wiary w optymalną alokację zasobów poprzez wolny rynek całkowicie pomija fakt, że mamy do czynienia na nim także z manipulacjami, oszustwami, reglamentowaniem dostępu do informacji, a decyzje zakupowe nie zawsze są podejmowane w sposób całkowicie racjonalny bo człowiek nie jest istotą całkowicie racjonalną. Tutaj lektura w rozdziałach związanych z mechaniką regulacji rynku pracy (szczególnie jeżeli chodzi o to czy państwo powinno interweniować regulując np. przepisy BHP, ochrony środowiska czy pracy dzieci) dla mnie nie do końca zgadzała się z moim przekonaniem jak wygląda rzeczywistość i jak powinna być zorganizowana. niestety rzeczywistość nie jest czarno biała a taką czasem rysuje ją autor stawiając w opozycji wszelkie formy państwowej interwencji w rynek przeciw ideałowi mechanizmu alokacji zasobów za pomocą ceny. Według mnie rynki nie zawsze działają efektywnie także kiedy nie uczestniczy w nich państwo. 

Polecam lekturę czy też wysłuchanie audiobooka - skłania do myślenia.

Audiobooka znalazłem tutaj:

Ekonomia dla każdego
Napisana przystępnymi słowami książka o ekonomii w której zamiast wymyślnych wzorów znajdą się zdroworozsądkowe przykłady.
Wydawca: FijoRR Publishing
Data wydania: 2007
ISBN: 83-907621-6-1
Ekonomia dla każdego
Thomas Sowell "Basic Economics" - ekonomia dla każdego - recenzja
Omawianie problemów ekonomicznych wyłożonych językiem prostym i zdroworozsądkowym pozwala na ich łatwiejsza analizę i zrozumienie. Zaletą tej książki jest także co do zasady pewna neutralność względem różnych teorii ekonomicznych. No może poza jedynie ortodoksyjnym wyznawaniem zasady, że jedynie wolny rynek pozwala na optymalną alokację
Date published: 07/20/2016
5

piątek, 15 lipca 2016

Włoskie banki mają problem

Ostatnio newsem ekonomicznym stała się szybka sprzedaż pakietu 10% akcji banku Pekao S.A. przez włoski UniCredit. Pomimo wcześniej krążących po rynku informacji o planach, całość odbyła się błyskawicznie w poniedziałek. UniCredit dostał za akcje Pekao 3,3 mld złotych. Istotne jest jeszcze jedna informacja, że ta ratunkowa (bo tak należy ją postrzegać) sprzedaż nastąpiła po nieudanej sprzedaży udziałów w FinecoBank, z której UniCredit chciał pozyskać 328 mln euro.

Widać w tym wszystkim narastająca nerwowość włoskiego sektora bankowego, który gwałtownie zaczyna potrzebować pieniędzy. W styczniu pisałem o zagrożeniu jakie dla europejskiego sektora finansowego niesie sytuacja we włoskich bankach. Wtedy sytuacja jeszcze nie była tak nabrzmiała jak teraz. Od tamtego czasu nie poprawiła się, a wręcz pogorszyła.

Wyjątkowo wysoki udział złych kredytów w bankach włoskich sięgający już 17% (tyle kredytów prawdopodobnie nie zostanie spłacone) stawia pod znakiem zapytania stabilność całego sektora. Problem w tym, że uderzy to także w inne banki w EU, przede wszystkim francuskie i niemieckie.
 
Nawet najstarszy bank świata, włoski Banca Monte dei Paschi di Siena założony w 1472 roku wyceniany jest teraz przez giełdę na poziomie 9% swojej wartości księgowej. Wszystko właśnie przez niską ściągalność wierzytelności. Kredyty w których dłużnik uznany jest za bankruta warte są już ponad 200 mld euro.

Włosi są więc zdesperowani do pozyskiwania pieniędzy na dokapitalizowanie banków, a jednocześnie ponieważ Włochy nalezą do strefy Euro to rząd włoski nie może po prostu dodrukować pieniędzy żeby sektor bankowy znacjonalizować.

Wydaje się także że niewiele pomoże tutaj ustanowione nowe prawo dotyczące bail-in banków pieniędzmi depozytariuszy. Duzi depozytariusze już zapewne wieją z zagrożonych banków tak, że nie będzie z czego takiego bail-in zrobić.

W tej sytuacji wszystko zależy od tego czy ECB zechce pomóc Włochom, czy też doprowadzi do rozlania się kryzysu na całą Europę. Dużo zależy też od Niemiec, które nie chcą się zgodzić na zluzowanie unijnych regulacji dotyczących ratowania banków. Albo więc Włosi pozwolą granatowi wybuchnąć w szambie albo złamią unijne regulacje. Istnieje jeszcze jedno zagrożenie, że problemy finansowe przeniosą się na sferę polityczną i doprowadzą do upadku rządu, a to spowodowałoby paraliż decyzyjny co do sposobu ratowania banków. Taka sytuacja na pewno nie byłaby pożądana przez inwestorów.

Problem włoskiego sektora bankowego ma przy tym głębsze podłoże strukturalne. Włochy są w istocie gospodarką mocno socjalistyczną i mało efektywną. Na problemy związane z niską efektywnością przemysłu nie są w stanie zareagować przez potężną siłę związków zawodowych i w konsekwencji pogrążają się w stagnacji już od wielu lat.

Jaki będzie rozwój sytuacji? Sądzę, że trzeba uważnie obserwować to co się dzieje w europejskim sektorze bankowym bo może stamtąd nadejść kolejny kryzys na miarę tego z 2008 roku.