Przegląd Finansowy - blog, komentarze, opinie.

czwartek, 25 maja 2017

BTCUSD - bańka czy kasyno?

Rzućcie okiem na wykres BTCUSD - czy widzicie tu coś co wydaje się wam dziwne? No właśnie, jak długo może lecieć pionowo w górę? Jaka będzie najbliższa korekta? Co skłania ludzi do kupowania teraz bitcoina, po tej cenie? Ja tu widzę bańkę, która nie jest w stanie pęcznieć w nieskończoność.

Moje przemyślenia na temat bitcoina zawarłem w tym wpisie z marca tego roku. Ktoś może powiedzieć, że byłem frajerem b o gdybym wytrzymał do teraz to byłbym dwa razy bogatszy. Cóż, nie oglądam się za siebie pod tym względem, a swoje przemyślenia nadal traktuję jako obowiązujące.

wtorek, 23 maja 2017

Przypomnienie wpisów z ubiegego roku

Nie wiem co mnie naszło, ale przeglądając wpisy z ostatniego roku stwierdziłem, że jest parę takich, które zachowały swoją aktualność, warte są przypomnienia albo też są na tyle popularne, że coś w nich jest, co przyciąga ludzi. Chciałbym przypomnieć kilka z nich.

Od razu wykluczam z tego recenzje, te są spisane na stronie z recenzjami książek - polecam lekturę, większości z nich. Na prawdę jest to wiele wartościowych pozycji.

No więc co takiego wydaje mi się warte przypomnienia?

Pieniądz jako zaufanie - w tym wpisie zastanawiałem się nad tym, czym tak na prawdę są pieniądze. Analizowaliście to kiedyś? Warto się pochylić nad tym co przedstawia sobą kolorowy papierek, który wydajemy w sklepie, czy to jest wartość naszego czasu, naszej pracy, nasz majątek, dochód, nasze marzenia? Co sprawia, że ktoś chce go od nas przyjąć i dać nam coś w zamian? CO sprawia, że chcemy go mieć w portfelu?

Żyjemy w czasie największego eksperymentu w historii - to są rozważania nad sytuacją w jakiej znajduje się światowa gospodarka. Stan zerowych stóp procentowych jest aberracją, jaka nigdy nie występowała w historii ekonomii. Do czego to może doprowadzić?

Równość jest niesprawiedliwa - to było nagranie wideo z wykładu dr. Yarona Brooka, na prawdę warte rozpropagowania i analizowania po kilka razy.

Przeregulowanie - czy zastanawialiście się kiedyś nad założeniem własnej działalności gospodarczej? A ilu z Was wystraszyło się wszystkich tych urzędowych formalności, podatków, ZUSów, deklaracji, rozliczeń, przepisów, etc? Właśnie o tym jest ten wpis, o tym, że moim zdaniem nadmiar regulacji, na który cierpi nasza gospodarka tłamsi naszą kreatywność i przedsiębiorczość.

Produkty strukturyzowane - refleksja nad tym, że tak na prawdę niewiele zmienia się od lat na rynku finansowych, jeśli chodzi o oferowanie klientom lokat strukturyzowanych. Zazwyczaj  są one najbardziej korzystne dla banku i niestety dane empiryczne to potwierdzają.

Skrytki depozytowe za granicą - skrytka bankowa w innym kraju - Przeprowadziłem research i poszukałem informacji jakie są możliwości i koszty wynajęcia skrytki bankowej za granicą w sąsiadujących z nami krajach. We wpisie zestawienie tabelaryczne ofert, które znalazłem.

Przechowywanie złota na antypodach - złoto alokowane w Perth Mint w Australii - jak w tytule, informacja o tym że taka możliwość jest i jak działa.

Chiny, złoto i ropa - układanka - trochę rozważań nad systemem monetarnym i kierunkami przepływ bogactwa.

Mam złe przeczucia - rzecz o bankach centralnych - jeżeli chcielibyście wiedzieć czego dotyczy pojęcie "liquidity supernova" to zapraszam do lektury

piątek, 19 maja 2017

"Wspomnienia Gracza Giełdowego" Edwin Lefèvre - recenzja

Skończyłem właśnie czytać fabularyzowaną biografię jednego z najbardziej znanych spekulantów  - Jesse'go Livermoore'a. Działał na rynkach akcji i towarów na początku dwudziestego wieku, a książka Lefèvre'a okazała się bestsellerem - sprzedaje się świetnie do dnia dzisiejszego i trzeba przyznać, że rzeczywiście warta jest lektury.

Czytałem oryginalny tekst angielski, ale na rynku można kupić polskie wydanie zawierające obszerny, zajmujący niemal drugie tyle co sama książka komentarz uzupełniający wiedzę o realiach rynkowych, w których działał Livermore.

"Historia cały czas powtarza się na Wall Street' - to zadnie z książki Lefèvre'a jest idealnym kluczem do tej książki. Bo "Wspomnienia gracza giełdowego", czyta się tak, jakby były napisane dzisiaj - pomimo faktu, że traktują o świecie giełdowym z przełomu XIX i XX wieku. Okazuje się, że mechanizmy rządzące rynkiem, zachowania graczy, sposoby zarabiania, manipulacji, dobre i złe praktyki - to wszystko jest niezmienne. Zmieniają się kostiumy i techniczne środki, za pomocą których zawiera się transakcje, ale istota wspomnień Larrego Livingsotna  (faktycznie Jessiego Livermore'a) zasadza się na tym, że są one cały czas aktualne co do sposobu poruszania się po rynku. Oczywiście, od czasów Livermore'a powstały całe masy różnych instrumentów pochodnych, derywatów, opcji, etc, ale ... pewne praktyki spekulacji zostały te same.

Pytany jak zarobił tyle pieniędzy odpowiadał, że zawsze kupował "za późno" i zawsze sprzedawał "za wcześnie". Coś w tym jest bo próby łapania dołków i górek zwykle źle się kończą. pojęcia "za późno" i "za wcześnie" są przez niektórych nadużywane, a rzecz jest w czymś innym. W istocie nigdy nie jest "za późno" na wykonanie jakiegoś ruchu, we właściwych warunkach zawsze można dokonać transakcji osiągając na niej zysk, należy tylko wiedzieć co się robi i kiedy się tego dokonuje.

Przywoływane w książce historie pokazują jak wielką moc mają stadne zachowania giełdowego tłumu i jak często inwestorzy podążają za plotką, nie bacząc na zachowanie ceny waloru. Często podążają za zupełnie nieracjonalnymi przesłankami i jasność rozumowania przyćmiewa im własna chciwość. Podążanie za plotką jest z resztą bardzo zwodnicze i prowadzi do strat. 

Livermore zwraca też uwagę na zjawisko polegające na tym, że prasa bardzo często wymyśla objaśnienia do ruchów cen, nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością i doszukuje się post factum przyczyn zmiany ceny w czymś co nie było z tym ruchem związane. Wskazuje także jak istotne jest kierowanie się własnym, niezaburzonym osądem spraw. Wskazuje, jak ważne jest bycie krytycznym co do informacji napływających na rynek, ze strony firm, brokerów, analityków czy innych inwestorów. Wskazuje też jak krytycznym nalezy być do informacji napływających z samych spółek. 

Ludzie, którzy szukają łatwych pieniędzy niezmiennie płacą za przywilej nauczenia się tego, że zdecydowanie nie da się ich znaleźć. Zachowania ludzkie i ludzka naiwność czy chciwość nie zmieniły się przez lata.

Książka odkrywa mechanizmy giełdowej manipulacji informacją. Wiele z nich, znamy, co nie zmienia faktu, że miały i mają one miejsce cały czas. To że są one często znane, nie zmienia też faktu, że generalna publika bardzo często nadal im ulega tracąc ogromne pieniądze. 

Livermore wskazuje jeszcze jedną ponadczasową prawdę - nikt nie wygra z rynkiem. Nawet próba manipulacji ceną waloru, przy wszystkich do tego dostępnych uwarunkowaniach, skończy się porażką, jeżeli z rynku nie napłynie oczekiwana reakcja. Przeświadczenie, że manipulator jest w stanie zrobić z rynkiem wszystko jest jego zdaniem iluzją, wszak każde zlecenie ma swoją drugą stronę, a jeżeli celem manipulatora jest zarobić na sprzedaży jakiegoś papieru, to musi i tak odsprzedać go komuś innemu. Jeżeli nie będzie chętnych to cała zabawa się nie uda.

Jest to lektura bez wątpienia bezcenna. Przyznam się, że ta książka, jest najlepszym od wielu lat podręcznikiem, który uczy poruszania się na giełdzie. Na prawdę najlepszym bo uczy na przykładach, zarówno tych udanych transakcji jak i tych złych, które doprowadziły Livermore'a kilkakrotnie do bankructwa.

Książkę czyta się ciekawie, aczkolwiek czasem wymaga ona skupienia i odłożenia na chwilę na półkę, aby do niej później wrócić. Niewątpliwie wartością dodaną dla polskiego wydania są objaśnienia do każdego rozdziału, przybliżające współczesnym czytelnikom realia czasu kiedy książka powstawała.

Czytając tę książkę można na przykładach nauczyć się tego w jaki sposób należy postępować na rynku, kiedy powinno się sprzedawać, a kiedy kupować. Ta wiedza jest niezależna od czasu - powstała wiele lat temu, ale dziś jest tak samo aktualna jak kiedyś.

Narrator pokazuje nam też jak działają mechanizmy manipulacji rynkiem i ceną waloru, szczególnie zwracając uwagę na momenty kupna i sprzedaży a także na istotne znaczenie złożonych już na rynku zleceń. Zwraca też uwagę na znaczenie emocji i konsekwencji w grze giełdowej. Wskazuje jak wielu ludzi (nawet wśród wielkich inwestorów) traci pieniądze kiedy tracą dystans do rynku i gdy w grę włączają się emocje.

To co się zmieniło na giełdzie to na pewno wielkość rynku i wielośc indtrumentów finansowych. Sam Livingston aka Livermore stwierdza, że za jego kariery ilość instrumentów na rynku wzrosła tak znacząco, że stała się nie do ogarnięcia dla pojedynczego tradera. Co można przy tym powiedzieć o rynku dzisiejszym?

Warte zapamiętanie są wciąż prawdziwe ostatnie zdania tej książki, że nikt nie jest w stanie stale pokonywać rynku, choć może okazyjnie zarabiać na nim pieniądze, niezależnie jednak od doświadczenia zawsze jest ryzyko strat bo spekulacja rynkowa nie może być 100 procentowo bezpieczna. Doświadczeni gracze wiedzą, że poleganie na "podpowiedziach" doprowadzi do ruiny szybciej niż jakiekolwiek inne wypadki. Droga do sukcesu na giełdzie nie jest łatwa. Jeżeli w grze giełdowej będziemy polegali na własnym przekonaniu, to po pierwsze będziemy bardziej świadomi tego co robimy, a po drugie w razie wpadki nie będziemy mieli do nikogo żalu, a może nawet nauczymy się czegoś na własnej porażce.

Niestety "nie da się zapobiec by ludzie mylili się, nie ważne jak są doświadczeni". Najgorszymi wrogami spekulanta giełdowego są: ignorancja, chciwość, strach i nadzieja. Jest to tak bardzo prawdziwe cały czas, niezależnie dziś, czy w przeszłości.

Podsumowując - książka na prawdę warta przeczytania.

Wspomnienia gracza giełdowego.
Fabularyzowana biografia Jesse Livermoore'a. Interesująca lektura o praktyce spekulanta giełdowego.
Wydawca: Linia 2011
Data wydania: 20116
ISBN: 9788363000202
Wspomnienia gracza giełdowego.
Edwin Lefevre "Wspomnienia gracza giełdowego." - recenzja
Jedna z najlepszych książek poświęconych grze giełdowej jakie czytałem. Przykłady z życia pozwalają zrozumieć mechanizmy gry giełdowej i przybliżają to w jaki sposób powinno się na tym rynku poruszać.
Date published: 18/05/2017
5

środa, 17 maja 2017

Stanowisko UOKiK w sprawie polisolokat - jak wygląda? - wpis gościnny

Ubezpieczenia z elementem inwestycyjnym zrobiły istną furorę w naszym kraju, bardzo wielu rodaków z uśmiechem na twarzy podpisywało umowy, w myśl których ich kapitał miał spokojnie pomnażać się na polisie lokacyjnej. Bardzo wielu z nich wciąż żałuje, że dało się nabrać na kolorowe reklamy i skuszeni wysokim oprocentowaniem udali się do towarzystw ubezpieczeniowych by zawrzeć umowę.
Na szczęście dzisiaj nie są osamotnieni w walce o odzyskanie swoich pieniędzy, skutecznie pomaga im w tym Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, który dokłada wszelkich starań, by rozwiązać problem związany z nieuczciwym zapisem w umowach o polisolokaty. Jakie jest stanowisko UOKiK w tej sprawie?

Czym są polisolokaty?

By dobrze zrozumieć problem, musimy wiedzieć czym są i jak działają polisolokaty, a co ważniejsze zrozumieć, czemu zapisy w umowie o nie były nieuczciwe.
W najprostszym tłumaczeniu, polisolokata to połączenie dwóch usług – polisy lokacyjnej i ubezpieczenia na życie. To rozwiązanie ( w porównaniu do innych usług finansowych) miało zapewnić ogromy i pewny zysk klientom. A wszystko za sprawą podatku belki, a w zasadzie jego braku. Nie jest on bowiem doliczany do usług, które obejmują ubezpieczenia. Dlatego też towarzystwa ubezpieczeniowe mogły zaoferować klientom większy procent zysku.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie, jednak bardzo szybko okazało się, że polsiolokaty są maszynką do robienia pieniędzy… dla towarzystw ubezpieczeniowych. A wszystko przez tzw. opłatę likwidacyjną – czym ona jest?
Opłata likwidacyjna, to zapis w umowie o polisolokacie, który informuje o kosztach, jakie będzie musiał ponieść klient, gdy zechce zrezygnować z umowy przed jej zakończeniem. Miała to być forma zabezpieczenia dla usługodawcy. W praktyce jednak ten zapis umowy był często pomijany przy jej podpisywaniu, a o samej opłacie dowiadywaliśmy się dopiero w momencie, w którym rezygnowaliśmy z umowy. Nadmienić trzeba, że polisolokata sama w sobie nie generowała zysku, raczej straty, przez które musieliśmy wpłacać na lokatę dodatkowe środki (brak wpłat był równoznaczny z rozwiązaniem umowy i naliczeniem opłaty likwidacyjnej). Co jednak najważniejsze, sama opłata wynosiła nawet 100 procent wkładu własnego.

A co na to UOKiK?

Na szczęście organ państwowy nie pozostawił poszkodowanych samych sobie, rozpoczynając negocjacje z towarzystwami ubezpieczeniowymi. Zapisy umów związane z opłatą likwidacyjną zostały uznane za nieuczciwe, co otworzyło drogę (sądową), do walki o pieniądze, które stracili klienci.
Głównym zarzutem ze strony UOKiK, jest fakt, że poprzez opłatę likwidacyjną ubezpieczyciele starają się przerzucić na konsumentów koszty początkowe zawarcia ubezpieczenia – a te w ocenie specjalistów powinny być zaliczane do ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej, to z kolei powinno być zmartwieniem jedynie przedsiębiorcy.
MS
Więcej informacji o odzyskaniu środków z polisolokat uzyskasz na: http://oplatylikwidacyjne24.pl.

poniedziałek, 15 maja 2017

Mam złe przeczucia - rzecz o bankach centralnych

W raporcie Bank of America Merrill Lynch znalazłem sformułowanie "Liquidity Supernova" odnoszące się do ilości "drukowanego" pieniądza wprowadzanego przez banki centralne do światowej gospodarki. Nie wiem jak to przetłumaczyć, może "eksplozja płynności"? Nie do końca da się słowami oddać fakt, że zaledwie w pierwszych trzech miesiącach 2017 roku Europejski bank centralny i Bank of Japan kupiły na rynku aktywa warte 1 trylion (po naszemu chyba bilion) dolarów. 

Generalnie kupiono papiery wartościowe za świeżo wydrukowaną gotówkę. Przykładowo Szwajcarski bank Centralny zaczął kupować bezpośrednio akcje i ma je już w swoim bilansie warte 80 miliardów dolarów (ciekawe co zrobi kiedy zaczną tracić na wartości). W ciągu ostatnich lat po kryzysie 2008 roku bilanse największych (ECB, BOJ, FED, SNB i BoE) spuchły ekspotencjalnie. 

Tymczasem tempo światowego wzrostu, czy też pokryzysowego "recovery" jest... takie sobie. Na pewno nie jest takie, jakiego można by się spodziewać po zastrzykach gotówki tak regularnych i tak wielkich. Pamiętajcie, że przecież mamy praktycznie zerowe/ujemne stopy procentowe. Jeżeli teraz nastąpi tąpnięcie, to banki centralne literalnie zostaną już zupełnie bez jakiejkolwiek amunicji.

Trochę przypomina to bieg po ruchomych schodach, tyle że w przeciwnym kierunku. Biegniemy, coraz bardziej jesteśmy zmęczeni, a nie przemieszczamy się wcale. Banki centralne pompują w rynki około 200 miliardów dolarów miesięcznie. Co będzie się działo kiedy FED czy inne banki centralne postanowią wyjąć wtyczkę z gniazdka lub faktycznie zaczną podnosić stopy procentowe? Ja mam złe przeczucia...

Zobaczie także: https://snbchf.com/2017/05/durden-emerges-central-banks-trillion-2017/