Przegląd Finansowy - blog, komentarze, opinie.

środa, 15 marca 2017

Chiny, złoto i ropa - układanka

Jest pewna układanka, jeżeli chodzi o globalny system monetarny, na którą chciałbym Wam zwrócić uwagę. Weźcie pod uwagę pewne fakty.

Obecny system, w którym dolar stanowi dominującą walutę rezerwową nie byłby możliwy gdyby nie miał oparcia w czymś więcej. Po zamknięciu przez Nixona możliwości wymiany dolarów na złoto, Amerykanie potrzebowali czegoś co pozwoliłoby wesprzeć dolara. 

W latach siedemdziesiątych zawarte zostało porozumienie z panującą w Arabii Saudyjskiej rodziną królewską, które przewidywało, że Arabowie będą sprzedawali na światowych rynkach ropę wyłącznie za dolary. Otrzymane petrodolary miały być inwestowane w USA (przede wszystkim w amerykańskie obligacje skarbowe), a w zamian Arabia Saudyjska dostała gwarancje bezpieczeństwa i dostawy broni od Amerykanów.

Generalnie układ ten działał jeszcze do niedawna i posiadane przez Arabię Saudyjską rezerwy obligacji USA rosły wraz z cenami ropy. Ostatnio jednak ilość posiadanych przez nich amerykańskich obligacji zaczęła się zmniejszać, a na linii USA - Arabia Saudyjska pojawiły się napięcia.

Cofając się jednak do lat siedemdziesiątych - ustanowiono wtedy system, w którym ktokolwiek chciał kupować ropę na rynkach światowych musiał wcześniej wymienić swoją walutę na dolary. Zapewniało to stałe zapotrzebowanie na dolara i w konsekwencji na amerykańskie papiery skarbowe.

W 2010 roku zaczęto podnosić głośno kwestię, że nowy system monetarny, nie byłby wcale taką złą ideą. Ówczesny prezydent Banku Światowego sugerował aby uwzględnić złoto jak punkt odniesienia i włączyć do międzynarodowego systemu chińskiego juana.

W 2012 roku Iran zaczął przyjmować w juanach płatności za eksport ropy do Chin. Była to odpowiedź na sankcje odcinające go od systemu SWIFT. Większość tych rozliczeń w juanach przechodziła przez banki rosyjskie.

W 2013 roku Ludowy Bank Chin ogłosił, że czas zacząć ograniczać posiadane przez Chiny rezerwy w amerykańskich obligacjach. W 2014 roku globalne rezerwy walutowe zaczęły spadać. Chińskie rezerwy utrzymywane w obligacjach USA także zaczęły się zmniejszać. Tymczasem w Szanghaju uruchomiono Szhanghai Gold Exchange, celem miało być uruchomienie handlu złotem wycenianym w juanach.

W 2015 roku Gazprom zaczął sprzedawać Chinom ropę za juany oraz zaczął rozmowy nad użyciem juanów i rubli do rozliczeń dostaw gazu w planowanym rurociągu na zachodniej Syberii. 

W 2016 roku Saudyjczycy zagrozili sprzedażą wszystkich obligacji USA w odpowiedzi na uchwałę senatu wiążącą ich z zamachami z 11 września. Wkrótce potem Chiny uruchomiły na SGE fixing złota w juanach.

Jednocześnie oficjalnie raportowane rezerwy złota zarówno Rosji jak i Chin stale rosną. Jednak po 2013 roku rosyjskie rezerwy zaczęły rosnąć jeszcze szybciej. Chiny z kolei stały się największym na świecie importerem ropy naftowej. W konsekwencji Chiny planują już od kilku lat wprowadzenie własnego kontraktu futures na ropę naftową wycenianego w juanach. 

Czy widzicie już jaki system wyłania się z tego połączenia? Powoli dolar zaczyna tracić oparcie jakie dawał mu rynek ropy naftowej. Z kolei wokół waluty chińskiej zaczyna powstawać system pozwalający eksporterom ropy sprzedawać ją za juany i wymieniać pozyskane w ten sposób rezerwy na złoto bez pośrednictwa amerykańskiej waluty.

Czy gdybyście byli krajem produkującym ropę, to ograniczalibyście jej produkcję aby uzyskać jak najwięcej "masowo produkowanego towaru" jakim są dolary? Czy też zwiększylibyście jej produkcję tak aby zakupić za nią jak najwięcej złota (którego nikt więcej nie wyprodukuje, a którego cena w nowym systemie monetarnym ma szanse znacząco wzrosnąć)?

piątek, 10 marca 2017

Moja przygoda z bitcoin, BTC zrównał się z ceną uncji złota - co dalej? Moje przemyślenia.

Niniejszy wpis powstawał w ciągu ubiegłego tygodnia, kiedy realizowałem swoje postanowienie całkowitego zamknięcia długiej pozycji w BTC. Jak postanowiłem tak zrobiłem, ale trochę to jednak trwało z powodów, o których między innymi napiszę poniżej. Cena bitcoina wywindowała się ostatnio tak dalece, że przekroczyła cenę uncji złota. Fakt ten spowodował, że do mainstreamu przebiła się informacja o tym, że bitcoin w ogóle istnieje. Był to dla mnie sygnał aby całkowicie zlikwidować pozycję w bitcoinie. Ustawiłem sobie taki znacznik sygnalny wychodząc założenia, że użyteczność uncji złota jest jednak większa niż jednego BTC. Życie i fakty zdają się potwierdzać moją tezę.

Moja przygoda z bitcoinem rozpoczęła się około dwa lata temu. Napisałem na ten temat kilka wpisów:


Pisząc te teksty zadałem sobie kilka zasadniczych pytań na temat potencjału tej technologii. Świadomie nie nazywam bitcoina walutą dlatego, że ostatnie wydarzenia na rynku uświadamiają mi jak dalece jest to rozwiązanie niestety niedoskonałe.

Pomimo tego, że uważam bitcoina za niezwykłą technologie z ogromnym potencjałem, mam także mocno ostrożne podejście co do jego przyszłości i rozpowszechnienia się. Nie znaczy to, że nie próbowałem na nim zarobić. Owszem próbowałem, ale nie popadając w fanatyzm, jaki czasem daje się wyczytać na niektórych forach. Podszedłem do tematu raczej pragmatycznie zadając sobie pytanie ile mogę stracić. To niestety nie jest tak pięknie i różowo, jak niektórzy chcieliby aby było. Ostatnie kilka lat cena BTC rosła i o zarobek niełatwo, ale i zmienność może być stresująca. Moje podejście polegało raczej na pasywnym kup-trzymaj-czuwaj.

Wracając jednak do fundamentów, to w tym czasie dwóch ostatnich lata nabrałem przekonania i wiedzy, że technologia bitcoina zmaga się z poważnymi problemami i jeżeli nie zostaną one rozwiązane to niestety ale pozostanie niszowa.

Technologia bitcoin od pewnego czasu zmaga się z bardzo poważnym ograniczeniem wydajnościowym. Nie wdając się w szczegóły techniczne, chodzi o to, że przy zwiększającej się (wraz z popularnością) liczbie transakcji, coraz dłużej trzeba czekać na przekazane środki, albo konieczne jest opłacanie coraz wyższych prowizji. 

W przypadku dużej kumulacji zleceń sieć momentami praktycznie się zatyka. Moim zdaniem powoduje to, że technologia ta się nie sprawdzi jako rozwiązanie do masowych płatności (a jako taka była swego czasu "reklamowana"). Z resztą z samego założenia protokołu bitcoina wynika, że skoro  blok (paczka transakcji do zatwierdzenia) jest generowany średnio co 10 minut to przynajmniej tyle (a w praktyce więcej, o czym dalej) będzie się czekało na potwierdzenie transakcji. To de facto eliminuje system jako "instant payment" - czy wyobrażacie sobie płacenie w ten sposób za zakupy w kasie? Niewykonalne, tymczasem wyciągając kartę bankową tak właśnie jest. Do czego zatem ma służyć bitcoin?

Co istotne - to, że do problemów wydajnościowych dojdzie z pewnością, było wiadome mniej więcej od dwóch lat. W tym czasie powstał szereg propozycji technicznych rozwiązania sytuacji, jednak konsensusu wśród społeczności deweloperów rozwijających oprogramowanie bitcoina nie osiągnięto. Co gorsza pojawiły się podziały i wzajemne oskarżenia o uprawianie polityki na korzyść tej czy innej grupy interesów. Warto przy tym wiedzieć, że bitcoin jako kryptowaluta nie istnieje bez oprogramowania implementującego jego podstawową funkcjonalność czyli potwierdzanie transakcji. Oprogramowanie to tworzą deweloperzy, ale użytkują wszyscy pozostali, szczególną grupą interesu są przy tym tzw. "górnicy" dostarczający mocy obliczeniowej niezbędnej by sieć bitcoina mogła w ogóle jakakolwiek transakcję przetworzyć. Podziały w społeczności mogą w szczególnym przypadku doprowadzić do podziału sieci na dwie i de facto na rozpadzie waluty na dwie równoległe - jaki może to mieć skutek dla inwestorów i użytkowników? Raczej kiepski.

Sieć bitcoin jest poza tym podatna na ataki spamerskie, na które w obecnej sytuacji nie ma lekarstwa. Te jeszcze bardziej przyczyniają się do zadławienia już przeciążonej sieci. Aktualnie sytuacja wygląda tak (i wiem to z doświadczenia), że nawet przy całkiem wysoko ustawionych opłatach za transakcję, oczekiwanie na potwierdzenie przekazania środków może wynieść (w moim przypadku kilka razy się tak zdarzyło) nawet kilka godzin! Jest to sytuacja nieakceptowalna w każdym praktycznie zastosowaniu płatniczym poza przekazami międzynarodowymi. Jest to z resztą nie do przyjęcia w sytuacji, kiedy potrzebujemy szybko ewakuować się z danego rynku. Co gorsza liczba transakcji oczekujących w kolejce na potwierdzenie cały czas rośnie. W tej chwili kiedy piszę te słowa jest ich już około kilkadziesiąt tysięcy i liczba ta rośnie. W sieci pojawia się około 3-4 transakcji na sekundę więc korek się nie rozładowuje, ale powoduje, że konieczne jest ustawianie coraz wyższych prowizji. Istnieje (według mojej opinii) obawa, że jeśli problem przepustowości systemu nie zostanie rozwiązany, to cały system finansowy wokół bitcoina tj. giełdy, kantory, sklepy - zwolni i w pewnym momencie stanie na dobre.

Jaki jest pożytek z posiadania tokenów kryptowaluty, z którą niespecjalnie można cokolwiek zrobić? Jaki jest sens korzystania z narzędzia, które używane zgodnie z przeznaczeniem staje się niezdatne do użytku?

Z resztą uzależnienie systemu od funkcjonowania cały czas, konsumującej energię, mocy obliczeniowej sieci komputerów nasuwa mi także szereg kolejnych wątpliwości. Na pewno uzależnienie od sprawnego funkcjonowania rzeszy komputerów nie sprawi abym przyjął, że bitcoin zasługuje na miano cyfrowego złota.

Otóż właśnie to jest zasadnicza różnica względem tradycyjnych form pieniądza i wada bitcoina. Chodzi o uzależnienie od technologii. Bitcoin nie istnieje bez prądu elektrycznego, więc w przypadku katastrofy naturalnej na nic się nam nie zda. Jak widać jest także uzależniony od sposobu technologicznej implementacji, która nie jest pozbawiona wad.

Jeśli zaś chodzi o tę technologiczną implementację sama społeczność skupiona wokół bitcoina i rozwijająca oprogramowanie służące do jego obsługi okazuje się być dosyć podzielona i wręcz skłócona co do sposobu implementacji rozwiązań mających usprawnić jego wykorzystanie w przyszłości. Stoi więc na tym, że brak konsensusu prowadzi do zadławienia się systemu w obecnym stanie i staje się blokadą rozwojową na przyszłość. Nie wróży to dobrze technologii z olbrzymim potencjałem. Co do wpływu na wartość jednostki BTC, to moim zdaniem kiedy przyjdzie otrzeźwienie rynek czeka zimny prysznic.

Co do wartości jednostek BTC to należy zauważyć, że o ile w samym algorytmie kreacji bitcoinów zapisano ich deflacyjny charakter, to mamy do czynienia z istną inflacją różnorakich wirtualnych kryptowalut. Jaka będzie rola BTC w tym systemie za np. pięć lat? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Co jeszcze można dołożyć do tego ogródka? No cóż, szczęśliwie uniknąłem hakerskich ataków zmierzających aby ukraść mi bitcoiny z komputera. Wielu użytkowników jednak nie jest w stanie się uchronić przed tego rodzaju przestępczością. Co gorsza, im dłużej korzystam z bitcoina tym bardziej przekonuję się, że technologiczne skomplikowanie i wysublimowanie zastosowanych w nim rozwiązań kryptograficznych, nie przyczyni się do umasowienia tej kryptowaluty. Generalnie przeciętny człowiek nie jest w stanie zrozumieć jak to działa, a niestety w niektórych przypadkach takie zrozumienie jest konieczne aby z tej technologii w sposób bezpieczny korzystać. Dochodzimy zatem do tego, że to co dla entuzjastów jest proste i oczywiste, wcale nie jest takie dla przeciętnego "Kowalskiego" i po pierwszym zainteresowaniu może go skutecznie zniechęcić. Monety, banknoty czy płatności kartą debetową są proste do zrozumienia, bitcoin nie jest.

Problem stopnia skomplikowania technologii przekłada się na konieczność stosowania skomplikowanych zabezpieczeń przed kradzieżą. Niestety przerasta to nawet operatorów płatności czy giełd. Co rusz słyszymy o upadłości, czy kradzieży z jakiejś giełdy bitcoinowej. Raz sprawcami są hakerzy, innym razem sami właściciele, jeszcze innym - nie wiadomo kto. Nawet mnie udało się doświadczyć upadłości jednej z polskich bitcoinowych giełd, szczęściem nie przechowywałem na niej wtedy akurat żadnych środków, ale miałem okazję śledzić problemy tych, którzy pieniądze potracili - nic przyjemnego.

Skomplikowanie technologii to także problemy związane z błędami w implementacji protokołu i klienta. Jeżeli takie wystąpią (co nie jest niemożliwe  bo zdarzało się w przypadku bitcoina jak i innych kryptowalut) istnieje realne ryzyko, że ktoś straci pieniądze nie przez włamanie, ale przez błędy w działaniu systemu.

Z resztą skomplikowanie wydaje mi się problemem w ogóle dla szerszego rozpowszechnienia tej technologii. Karty płatnicze są jednak prostsze w użyciu i nie miałbym problemów z objaśnieniem sposobu ich działania komuś niezorientowanemu w technologii i mającemu swoje lata. Tymczasem bitcoin? Z jego adresami, transakcjami, potwierdzeniami w łańcuchu bloków, adresami reszty, portfelami, kluczami publicznymi i prywatnymi jest jednak trochę bardziej skomplikowany. Nie pomaga tu nawet próba trzymania się analogii do monet i upraszczanie nazewnictwa. Ko nie wierzy niech spróbuje wytłumaczyć babci jak z tego korzystać...

Następnym elementem jest zmienność cen. Kurs BTC potrafi się zmienić o kilkadziesiąt procent w ciągu dnia, taka zmienność nie jest pożądana dla niektórych z potencjalnych inwestorów czy użytkowników. Dla niektórych jest to świetna okazja do zarobku, dla innych przyczyna strat. Fakt faktem rynek jest dosyć płytki i większe zainteresowanie powoduje okresy wzmożonej zmienności. 

Jak więc można sobie wyobrażać ludzi, chodzących po ulicach z portfelami bitcoinów i płacących nimi za zakupy skoro aktualnie wahania cen potrafią sięgnąć kilkudziesięciu procent dziennie? Oczywiście w odpowiedzi usłyszymy, że jest to technologia w fazie zalążkowej i jak się rozwinie to się ustabilizuje, etc... tylko jak ma się rozpowszechnić przy takiej zmienności cen? Trochę mam wrażenie jesteśmy w błędnym kole, a adwokaci bitcoina próbują trochę jakby zaklinać rzeczywistość...

W końcu nieokreśloność prawna, która o dziwo szybciej się rozwiązuje niż problemy technologiczne. Czy za chwilę nie okaże się tak, że systemy prawne dostosują się do faktu istnienia kryptowalut szybciej niż technologia bitcoina poprawi swoją wydajność?

Pojawia się więc pytanie o to w jakim kierunku ta technologia zmierza, czemu i komu miałaby służyć i do czego. Niestety trudno w tym momencie powiedzieć. na razie głównie zainteresowani są nią spekulanci liczący na wzrost kursu, który już hiperbolicznie zmierza do nieskończoności. Jako technologia blockchain ma to rozwiązanie zapewne ogromny potencjał i szereg zastosowań, jako technologia masowych płatności niestety szereg ograniczeń, jako mechanizm transferu środków także... 

Być może trendu się nie da odwrócić i użycie bitcoina będzie coraz powszechniejsze, być może przyjmie inną formę, taką dla bardziej wtajemniczonych, podczas gdy dla masowych użytkowników powstaną inne rozwiązania. Fakt faktem, tych problemów w kontekście potencjału bitcoina jako pieniądza jest wiele. Z resztą w mniejszym lub większym stopniu dotyczą one także innych kryptowalut.

Na koniec jeszcze aby dopełnić obraz, należy zwrócić uwagę (potencjalnych inwestorów) na ryzyka legislacyjne i podatkowe. Na tę chwilę byt prawny kryptowalut nie jest uregulowany w większości krajów świata, a podejście do nich bywa skrajnie różne od delegalizacji i penalizacji do prac nad uznaniem za pełnoprawny środek płatniczy. To się zmienia, w niektórych krajach nawet calkiem szybko na korzyść.

Należy mieć jednak na uwadze, że technologiczne uzależnienie bitcoina od funkcjonowania określonych komputerów prowadzących obliczenia jest jednocześnie dużą podatnością gdyby rządy postanowiły "wyłączyć" sieć. Cóż bowiem stoi na przeszkodzie aby wydać przepisy ściśle regulujące wymianę bitcoinów na walutę i każące zarejestrować każdy działający w sieci bitcoin komputer w centralnej rządowej bazie pod groźbą kary? BTC nie stanie się wtedy ucieczką pd chaosu kryzysu finansowego, ale pułapką, w której nasze środki zarekwiruje rząd. Niemożliwe? Mało prawdopodobne? Ale jednak nie wykluczone...

Uważam, że pozostając entuzjastą nowej technologii jako inwestor należy podejmować decyzje kierując się pragmatyką i analizą ryzyka. Powyższe to są niektóre z ryzyk związanych w inwestowaniem pieniędzy w kryptowalutę. Stopy zwrotu mogą być zachęcające, ale i potencjalne straty duże. Warto mieć to na uwadze.

poniedziałek, 6 marca 2017

Dlaczego stajemy się dłużnikami?

Polacy są zadłużeni na łączną kwotę ponad 40 miliardów złotych.


Wylicza się, że w każdym kolejnym kwartale wartość zadłużeń wzrasta o 1,07%. Najwięcej dłużników mieszka w województwie śląskim i mazowieckim. Okazuje się, że dłużnikami jest aż 6,1% Polaków – to ci, którzy nie spłacili w terminie do 60 dni zobowiązań o wartości minimum 200 złotych. W tzw. grupie podwyższonego ryzyka, czyli tej, która obarczona jest zagrożeniem niespłacania należności w terminie przeważają mężczyźni. Aż 60% mężczyzn jest zresztą dłużnikami, od których trudno wyegzekwować spłatę długu. Wartość długów wynosi najczęściej od 2100 złotych do 5000 złotych.

Zgodnie ze statystykami, aż 33% dłużników ma niespłacone w terminie zaległości w wyniku czynników zewnętrznych. 28% popada zaś w długi, bo źle gospodaruje budżetem i zaciąga zbyt dużą liczbę pożyczek, których nie jest potem w stanie spłacić.

Nie tylko złe zarządzanie domowym budżetem sprawia, że popadamy w coraz większe długi. Przyczyną nieradzenia sobie ze spłatą należnych zobowiązań w terminie mogą być też przypadki losowe, w tym utrata pracy czy choroba bliskiej osoby. Nie zawsze mamy wpływ na niekorzystną sytuację finansową, ale to od nas zależy, jak z niej wybrniemy. Ciekawostką jest tutaj fakt, iż 9% badanych przyznaje, że w długi popadają tylko osoby o słabym charakterze, nieporadne. Nie łączą oni absolutnie zadłużenia z rozrzutnością i życiem ponad stan.

Badania wykazują, że w długi popadamy zwykle w wyniku nadmiernej konsumpcji. Wydajemy o wiele więcej niż zarabiamy, wybieramy produkty drogie i lepszej jakości aniżeli tańsze zamienniki. Większość Polaków nie ustala też priorytetów w kwestii miesięcznych wydatków. W pierwszej kolejności powinniśmy spłacać należne zobowiązania, takie jak rachunki za czynsz, gaz, prąd, telewizję, telefon czy internet – to właśnie dostawcy tych mediów stają się najczęściej wierzycielami. Osoby, które nie posiadają wystarczającej wiedzy finansowej, powinny sporządzać comiesięczną listę wydatków, zgodnie z własnymi możliwościami.

Czy wiecie, że aż 22% dłużników zaciąga kolejne zobowiązania, by móc spłacić te pierwsze? Niestety jest to typowy mechanizm zjawiska, jakim jest spirala zadłużenia. Osoby, których miesięczny dochód nie jest wystarczający na terminową opłatę bieżących rachunków, zaciągają pożyczki. Później, by je spłacić, wnioskują o kolejne. Dochodzi do sytuacji, kiedy tracą zdolność finansową i nie mają możliwości wywiązania się z pojętych zobowiązań. To moment, kiedy wierzyciel zwraca się do firmy windykacyjnej, celem odzyskania długu.

Każdy dłużnik powinien dążyć do oddłużenia. Rozwiązaniem nie jest konsolidacja zadłużeń ani pozbycie się mienia na rzecz przeterminowanych zobowiązań. Nie należy dopuszczać do sytuacji, w której zadłużenie będzie przyczyną złożenia wniosku do sądu. Wyrok natychmiastowej wykonalności wiąże się z zaangażowaniem w sprawę komornika, który bezwzględnie reprezentuje wierzyciela, zajmując mienie dłużnika. Najlepszą opcją jest więc współpraca z windykatorem, który umożliwia negocjacje. Ich efektem jest korzystny system spłaty należności zarówno dla wierzyciela, jak i dłużnika.

Artykuł powstał w oparciu o treści ze strony Intrum Justitia.

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu

środa, 22 lutego 2017

Willem Middelkoop "Wielki reset. Walki ze złotem i koniec systemu finansowego" - recenzja

Ostatnio trafiła w moje ręce kolejna książka, którą postanowiłem zrecenzować na blogu. Jest to kolejna po opisywanych już przeze mnie książkach Songa Hongbinga, Petera Shiffa i Jamesa Rickardsa pozycja, która traktuje o dysfunkcjach współczesnego systemu finansowego na świecie.

Chodzi o pozycję autorstwa Willema Middelkoopa pt. "Wielki reset. Walki ze złotem i koniec systemu finansowego". Jej treść stanowią prze-kompilowane teksty autora pochodzące z przed 2015 roku. ma to swoje plusy (książka odwołuje się w miarę do sytuacji współczesnej), jednak pewne predykcje pojawiające się w jej treści już się odsunęły w czasie (nie ziściły się).


Autor zebrał w niej najważniejsze elementy swoich wcześniejszych książek, których nie przetłumaczono na angielski czy polski. W konsekwencji jest to książka mocno przekrojowa, w której nie brakuje pewnych skrótów wymagających rozwinięcia. Zainteresowani będą jednak w stanie samodzielnie dokonać tego uzupełnienia, korzystając z obszernej bibliografii na końcu książki i kilkuset przypisów odsyłających do źródeł. Dla osób "nowych w temacie", będzie ona zawierała wiele ciekawych informacji, jednakże prawda jest taka, że dla tych, którzy czytali książki Shiffa czy Rickardsa, książka ta nie będzie specjalnym odkryciem czy nowością. Niestety dla czytelnika bardziej zaznajomionego z historią pieniądza i finansów, skróty poczynione przez autora będą aż zanadto widoczne i trochę drażniące.

Należy jednak autorowi zwrócić honor w kwestii bibliografii i źródeł (częściowo). Pod względem bibliografii i odesłań do źródeł książka ta mocno bije na głowy np. Hongbinga, który z kolei do źródeł nie odsyła wcale. Można dyskutować na ile źródła używane przez Midelkoopa są wiarygodne czy autorytatywne, ale są i można je weryfikować czy podążać ich śladem. 

Czasem jednak kwestia źródeł pozostawiała u mnie pewne wątpliwości. Przykładowo trochę niepoważnie wyglądało także powoływanie się na dane i wykresy z serwisu Zerohedge. Nie umniejszając temu portalowi, te dane wszakże mają swoje źródła pierwotne i pisząc książkę należałoby do nich sięgnąć.

Fakt, że książka jest kompilacją wcześniejszych tekstów miał, moim zdaniem, wpływ także na styl. Drażniło mnie czasem dokonywanie niekontrolowanych przeskoków w narracji. Utrudniało to lekturę. W jednym znaniu byliśmy w czasach II wojny światowej,aby w następnym znaleźć się w latach trzydziestych, a następnie wrócić do połowy lat czterdziestych. Niestety na takich zabiegach cierpi spójność wywodu. 

Natrafiłem także na pewne denerwujące powtórzenia. Nie wiem na ile to styl autora, wada redakcji czy niedoskonałość tłumaczenia, ale mam przekonanie, że powtórzenie takich samych stwierdzeń w odległości dwóch zdań nie powinno mieć miejsca. Raz zdarzyło mi się też nadziać na pomyloną datę 1907 z 2007 rokiem, co dla obeznanego z historią czytelnika nie nastręcza problemów, ale dla kogoś dopiero temat studiującego może wprowadzić zamieszanie.

Poza tym mam kilka zastrzeżeń natury merytorycznej.

Rozdział na temat możliwego podwójnego zarachowania złota na rachunkach MFW i banków centralnych wydał mi się niejasny i nie poparty wystarczającymi źródłami. Dodatkowo Middelkoop mocno upraszcza i plącze kwestię złota i jego certyfikatów w bilansie FED z papierowymi derywatami handlowanymi na rynkach w bilansach funduszy typu ETF. To są niestety dwie różne rzeczy i autor wprowadza tu niezorientowanego czytelnika trochę w błąd, stosując takie uproszczenia. Autor po prostu, stosując skróty, miksuje razem wiele problemów dotyczących rynku złota.

Także pisząc o niejasnościach wokół złota zgromadzonego w Fort Knox, autor miksuje wiele spekulacji prasowych na potrzeby swojej narracji. Pewnym nadużyciem jest też sugerowanie między wierszami informacji o sprzedaży One Chase Manhattan Plaza, jakoby przedmiotem zakupu były skarbce wraz z zawartością, co oczywiście nie miało miejsca. Fakt, że sprzedano samą nieruchomość (niezależnie od jej znaczenia) jest w moim odczuciu nadużywany do zasugerowania istnienia (na zupełnie innym szczeblu) jakiegoś porozumienia USA i Chin co do przechowywania Chińskiego złota (na co nie ma żadnych odesłań do źródeł).

Warto wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Otóż Middelkoop w jednym z fragmentów twierdzi, że w latach siedemdziesiątych Paul Volker "został zmuszony do drastycznej podwyżki stóp procentowych aby uratować status dolara". Rzecz (przynajmniej z tego co wiem jest nieco bardziej zniuansowana). Varoufakis w "Globalny Minotaur" twierdzi, że Volcker nie był zmuszony, ale że ta podwyżka była niejako częścią pewnej szerszej agendy, aby odwrócić przepływ nadwyżek handlowych. Była zatem nie tyle reakcją, co intencjonalnym zabiegiem. Warto zestawić ze sobą te dwa punkty widzenia.

Kompletnie bez sensu jest też dodany na końcu jeden akapit na temat srebra. Bez rozwinięcia tezy (dlaczego zdaniem autora srebro jest taką super inwestycją) i w kontekście tego, że cała książka traktuje o złocie, to dodanie takiego akapitu może czytelnika wprowadzać w konfuzję. Tym bardziej, że srebro to temat na odrębną książkę.

Teraz czas na pozytywy, a jest ich kilka i moim zdaniem kompensują trochę powyższe uchybienia.

Przede wszystkim książka napisana jest bardzo prostym językiem i na prawdę ułatwia zrozumienie wielu procesów, nie odwołując się do hermetycznych pojęć czy skomplikowanych wywodów. Czytało się ją szybko i bez zacięć. Co więcej, autor wykłada na początku całkowite podstawy, pozwalając zrozumieć jak działa system pieniądza fiducjarnego, rezerwy cząstkowej i kredytu. Jest to moim zdaniem dobra książka, na początek dla osób chcących zrozumieć powiązania złota, gospodarki i pieniądza.

Dla osób, które nie miały dotychczas okazji poczytać o tym jak wyglądała i wygląda "kuchnia" systemu monetarnego, skąd się bierze pieniądz i jakie są rzeczywiste powody problemów systemu finansowego, to ta książka jest dobrym punktem wyjścia. Bibliografia i przypisy jakie by one nie były pozwalają wyjść poza jej ramy już samodzielnie szukając wiedzy i poszerzając horyzonty. Uważam to za dużą wartość tej książki, czego bardzo, ale to bardzo brakowało mi u Hongbinga.

Nie należy przy tym wszystkim jednak zapominać, że Middelkoop przywołuje wiele bardzo istotnych faktów dotyczących międzynarodowej pozycji złota. Fakty te, są warte zaznajomienia się przez wszystkich, którzy chcieliby zrozumieć rolę złota w systemie finansowym i nie czuć się zaskoczeni nadchodzącymi wydarzeniami.

Wielki reset.
Przekrojowa pozycja opisująca dzieje pieniądza i złota w systemie finansowym, a także wskazująca na narastające i nierozwiązane problemy.
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 2016
ISBN: 9788377859575
Wielki reset
Willem Middelkoop "Wielki reset. Walki ze złotem i koniec systemu finansowego" - recenzja
Książka w sposób przekrojowy wprowadza w historię złota w systemie monetarnym i wskazuje na wciąż nierozwiązane problemy i niezbilansowania, które mogą legnąć u podstaw kolejnego nadchodzącego kryzysu. Dobra pozycja dla osób, które chciałyby zacząć zgłębiać wiedzę "w temacie".
Date published: 22/02/2017
3

wtorek, 21 lutego 2017

Zapraszam na mojaforsa.pl - wpis o funduszach

Zapraszam na bloga mojaforsa.pl do lektury wpisu na temat rodzajów funduszy inwestycyjnych. Mam nadzieję, że z pożytkiem szczególnie dla osób nowych "w temacie".

piątek, 17 lutego 2017

Interesująca lokata nawet na 1,5% w CHF w BOŚ Banku - EKOlokata z Frankiem

Osoby posiadające kredyt frankowy ostatnio muszą czuć się zawiedzione podejściem partii i rządu do tematu. Zostało jasno zakomunikowane, że działań pomocowych na szczeblu państwowym nie będzie, a jak kto chce to sobie może iść do sądu.

Bywa jednak tak, że osoby zadłużone we franku mają pewne środki w walucie i zastanawiają się nad nadpłaceniem takiego kredytu. W tym kontekście interesująca wydaje się propozycja Banku Ochrony Środowiska.

Otóż w ramach promocji można tam założyć (także przez internet) lokatę we frankach szwajcarskich (na minimum 1000 CHF), nazwaną "EKOlokata z Frankiem" (więcej informacji tu na stronie banku) oprocentowaną w następujący sposób:
  • 3M – 0,30%
  • 6M – 0,60%
  • 12M – 1,00%
  • 24M – 1,30%
  • 36M – 1,50%
W tym momencie jest to chyba najlepiej oprocentowany depozyt w CHF na rynku (pytanie jak długo ta promocja potrwa).
 
Przypomnę, że aktualnie stopy procentowe CHF (LIBOR 3 miesięczny) wynoszą -0,75% (tak minus!). Oznacza to, że po dodaniu marży banku oprocentowanie kredytu może być bardzo niskie. Jak niskie? Jeżeli marża banku wynosi nie więcej niż 2,25% to po odjęciu LIBOR możemy mieć kredyt oprocentowany poniżej 1,5% rocznie.  

Zauważacie, że w takim przypadku, gdyby efektywne oprocentowanie kredytu było niższe niż odsetki z takiej lokaty, to bardziej mogłoby się opłacać założyć ją zamiast np. nadpłacać kredyt?

Zastanawiam się co stoi za tak skonstruowaną propozycją depozytową BOŚ. Czy chodzi o poprawę współczynników relacji depozytów do kredytów walutowych, czy o zamknięcie jakiś swapów walutowych, czy też o zakład co do wysokości stóp procentowych? 

Należy mieć na uwadze, że taka lokata jest depozytem stałoprocentowym, podczas gdy kredyt jest o oprocentowaniu zmiennym, w przypadku podwyżki stóp w Szwajcarii mogłoby się okazać, że na takim układzie jednak zaczniemy tracić. Czy stopy LIBOR wzrosną w najbliższych dwóch latach? Trudno powiedzieć, należy mieć taki scenariusz na uwadze.

środa, 15 lutego 2017

Jak sprawdzić autentyczność złotych sztabek i monet bez profesjonalnego sprzętu? - artykuł sponsorowany

Inwestycja w metale szlachetne to coraz powszechnej wybierana metoda oszczędzania, a w zasadzie ochrony kapitału. Złoto, srebro i platynowce to naturalne minerały kopalne, których nie da się wytworzyć w warunkach laboratoryjnych. Dzisiejsza technologia, bardzo zaawansowana i niesamowicie kosztowna umożliwia np. produkcję diamentów i innych kamieni szlachetnych, które będą miały właściwości fizyczne identyczne jak te naturalne – oczywiście istnieje też metodologia (również droga) rozpoznawania, które kamienie są naturalne a które „wyhodował człowiek”. Choć wytworzenie kilku atomów złota udało się w 1980 roku poprzez przemianę jądrową bizmutu uczonemu Glennowi T. Seaborgowi ale eksperyment z uwagi na koszty zapisał się w historii jako ciekawostka.

W polskich zasobach internetowych znaleźć można sporo ciekawych stron na których można poczytać o złocie i srebrze, sensie inwestowania w metale szlachetne, mniej lub bardziej trafne prognozy i analizy cenowe, w naszym odczuciu brakuje jednak sensownych informacji dla osób inwestujących w fizyczne metale szlachetne odnośnie rozpoznawania autentyczności monet i sztabek. Wśród internetowych , samozwańczych znawców panuje przekonanie że opłacalność podrabiania takich walorów jest np. od 50 czy 100 gramowej sztabki. Otóż nie – na rynku niestety można spotkać falsyfikaty przeróżnych sztabek, nawet o najmniejszych gabarytach czy 1 uncjowych (i pewnie mniejszych) monet srebrnych, których wartość to połowa sztabki złota o masie 1 grama.

Od dawna w obiegu są podrabiane stare, złote dolarówki, carskie ruble i niemieckie marki, jednak znaczna część tych monet jest ze złota a fałszerze zarabiali na różnicy pomiędzy ceną kruszcu a monety bulionowej ( oczywiście istnieją również falsyfikaty o zaniżonej próbnie złota, a nawet srebrne pozłacane ale te można wychwycić z bardzo łatwy sposób). Złoto i srebro oraz ich stopy mają określoną gęstość (masę właściwą) oraz określone właściwości magnetyczne – już te czynniki sprawiają, że wyrobów nie da się podrobić idealnie. Istnieją również takie właściwości fizyczne jak prędkość rozchodzenia się fali dźwiękowej, konduktywność czy przewodność cieplna i dzięki tym właściwościom oczywiście z pomocą odpowiedniego sprzętu również można sprawdzić dany metal.

Sprawdzenie gęstości sztabki lub monety oraz sprawdzenie właściwości magnetycznych daje 100% pewność czy mamy do czynienia z autentycznym wyrobem.

Gęstość domowymi sposobami można sprawdzić na 3 sposoby.

1. Sprawdzenie gęstości za pomocą piknometru. 


Piknometr składa się z pojemnika i pokrywki z otworem, jest to bardzo proste akcesorium, oprócz samego piknometru będziemy potrzebować wagę oraz wodę, najlepiej destylowaną.
Fot. Piknometr, źródło: http://anticorr.pl

Aby ustalić masę właściwą (gęstość) sztabki czy monety potrzebujemy 3 wartości:
  • m1 - masa sztabki (bez opakowania)/monety, 
  • m2 - masa pojemnika z pokrywką oraz z wodą 
  • m3 - masa pojemnika z pokrywką z wodą oraz monetą/sztabką w środku 

Podstawiamy do wzoru gęstość = m1 * gęstość wody/(m1+m2-m3) 

Gęstość wody zależy od jej temperatury https://www.fizyka.umk.pl/~lab2/tables/H2O.html 

W warunkach pokojowych możemy przyjąć, że gęstość wody jest równa 1.

Więcej o metodzie pomiaru za pomocą piknometru: http://www.mennicakapitalowa.pl/Sprawdzanie-autentycznosci-monet-za-pomoca-gestosciomierza-blog-pol-1484830423.html

2. Ważenie metali w wodzie ( waga hydrostatyczna)

 
Fot. TESTER CZYSTOŚCI METALU WTB/AU Źródło: RadWag


Gęstość wyznaczymy również za pomocą wagi, która umożliwia ważenie w powietrzu oraz w wodzie. Taka waga obliczy gęstość w naszym wypadku sztabki (bez opakowania ) lub monety w następujący sposób: 

Gęstość = masa w powietrzu * gęstość wody/ (masa w powietrzu – masa w wodzie) 

Masa w powietrzu to nic innego jak sprawdzenie ile waży moneta lub sztabka (bez opakowania). Aby zważyć obiekt w wodzie musimy zauważyć że waga hydrostatyczna jest zbudowana w taki sposób, że pojemnik z woda nie naciska na szalę, a zawieszona tacka jest na cienkich linkach, wyzerowana waga zważy przedmiot zanurzony całkowicie w wodzie. W praktyce wygląda to tak: https://www.youtube.com/watch?v=3Vqb3Av71AE&t=8s 

Pomocne będzie również zapoznanie się z ćwiczeniem z fizyki – wyznaczanie gęstości za pomocy wagi szalkowej:
Fot . Ważenie w wodzie za pomocą wagi szlakowej, Źródło: http://www.lhup.edu/~dsimanek/scenario/labman1/archim.htm

3. Trzeci sposób to uproszczona wersja drugiego sposobu (mniej dokładny) 


Gęstość = masa w powietrzu / masa w wodzie Masę w wodzie ustalamy w następująco– na szalę wagi kładziemy pojemnik z wodą, tarujemy wagę, do wody wprowadzamy monetę/sztabkę zawieszoną na nitce/żyłce/cienkim drucie ( o bardzo małej, pomijalnej masie ) , która jest przymocowana do statywu (ewentualnie trzymamy ręku)

Inne właściwości, które możemy badać


Niełatwo znaleźć inny metal lub stop aby znaleźć zamiennik dla złota /srebra o takiej samej gęstości. 



Powyższa tabela zawiera metale o podobnych gęstościach, jednak różnią je właściwości magnetyczne oraz prędkość rozchodzenia się dźwięku. Diamagnetyki są metalami które są odpychane przez magnes, paramagnetyki są lekko przyciągane – te dodatkowo właściwość pozwala łatwo wyłapać falsyfikat dzięki wadze magnetycznej, która można zrobić samemu http://www.mennicakapitalowa.pl/Waga-magnetyczna-domowej-roboty-do-sprawdzania-sztabek-blog-pol-1484308120.html

Co ważne nie ma znaczenia czy badamy sztabkę/monetę w opakowaniu czy bez. Dodatkowo można zweryfikować monetę lub sztabkę bez opakowania za pomocą USG - badania ultradźwiękowe, które wykorzystują zjawiska rozchodzenia się fali o częstotliwości ultradźwiękowej. https://www.youtube.com/watch?v=_T8fdshyEek 

Za pomocą np. odpowiedniego testera można sprawdzić czy badany metal to złoto/srebro i czy w wyrobie nie ma np. rdzenia z innego metalu. 

Tekst przygotowany przez redakcję bloga dostępnego w ramach serwisu http://www.mennicakapitalowa.pl

Disclosure: Artykuł powstał w ramach odpłatnej współpracy. Otrzymałem wynagrodzenie za jego  publikację