Przegląd Finansowy - blog, komentarze, opinie.
Zapisz się na newsletter aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Zapisując się otrzymasz dwa darmowe e-booki o inwestowaniu w złoto i inwestycjach alternatywnych (wyłącznie dla subskrybentów)!

środa, 20 lipca 2016

Thomas Sowell "Basic Economics" - ekonomia dla każdego - recenzja

Po lekturze poprzedniej książki Thomasa Sowella pt. "Fakty i mity w ekonomii" postanowiłem odsłuchać kolejnego znalezionego audiobooka, tym razem zawierającego książkę o podstawach ekonomii. Chodzi o książkę pt "Basic Economics: A Common Sense Guide to the Economy". Książka ma także swoją polską wersję wydaną przez wydawnictwo FijoRR pt: "Ekonomia dla każdego".

Jest to napisana przystępnymi słowami książka o ekonomii w której zamiast wymyślnych wzorów znajdą się zdroworozsądkowe przykłady. Autor zaczyna od podstaw czyli tego czym jest ekonomia jako sposób alokacji rzadkich zasobów i od wyjaśnienia mechanizmu cen i pokazuje dlaczego jest on najbardziej efektywnym sposobem alokacji rzadkich zasobów.

Zagadnienia omawiane w książce są proste i wytłumaczone tan zdroworozsądkowo, że bardziej się chyba nie da. Podstawą jest zawsze odpowiedź na pytanie - w jaki sposób rozwiązanie danego zagadnienia ekonomicznego redukuje się do mechanizmu alokacji zasobów, które nie są nieograniczone. 

Można powiedzieć, że jest to książka rzeczywiście o podstawach, ucząca sposobu myślenia w kategoriach ekonomicznych i spojrzenia na świat w sposób naturalnie odkrywający pewne mity, którymi jesteśmy karmieni albo karmimy się sami.

Słuchało mi się tej książki dobrze - zapewne dlatego, że omawianie problemów ekonomicznych wyłożonych językiem prostym i zdroworozsądkowym pozwala na ich łatwiejsza analizę i zrozumienie. Zaletą tej książki jest także co do zasady pewna neutralność względem różnych teorii ekonomicznych. No może poza jedynie ortodoksyjnym wyznawaniem zasady, że jedynie wolny rynek pozwala na optymalną alokację.

Według mnie można autorowi zarzucić tylko jedno, że czasami upraszcza aż zanadto i zapomina o niuansach świata w którym żyjemy, który niestety nie jest oparty na równym dostępie do informacji czy racjonalnym podejmowaniu decyzji. Niestety z tego powodu niektóre mechanizmy ekonomiczne w rzeczywistym świecie działają inaczej niż w teorii.

Problem polega na tym, że idealne wyznawanie wiary w optymalną alokację zasobów poprzez wolny rynek całkowicie pomija fakt, że mamy do czynienia na nim także z manipulacjami, oszustwami, reglamentowaniem dostępu do informacji, a decyzje zakupowe nie zawsze są podejmowane w sposób całkowicie racjonalny bo człowiek nie jest istotą całkowicie racjonalną. Tutaj lektura w rozdziałach związanych z mechaniką regulacji rynku pracy (szczególnie jeżeli chodzi o to czy państwo powinno interweniować regulując np. przepisy BHP, ochrony środowiska czy pracy dzieci) dla mnie nie do końca zgadzała się z moim przekonaniem jak wygląda rzeczywistość i jak powinna być zorganizowana. niestety rzeczywistość nie jest czarno biała a taką czasem rysuje ją autor stawiając w opozycji wszelkie formy państwowej interwencji w rynek przeciw ideałowi mechanizmu alokacji zasobów za pomocą ceny. Według mnie rynki nie zawsze działają efektywnie także kiedy nie uczestniczy w nich państwo. 

Polecam lekturę czy też wysłuchanie audiobooka - skłania do myślenia.

Audiobooka znalazłem tutaj:

piątek, 15 lipca 2016

Włoskie banki mają problem

Ostatnio newsem ekonomicznym stała się szybka sprzedaż pakietu 10% akcji banku Pekao S.A. przez włoski UniCredit. Pomimo wcześniej krążących po rynku informacji o planach, całość odbyła się błyskawicznie w poniedziałek. UniCredit dostał za akcje Pekao 3,3 mld złotych. Istotne jest jeszcze jedna informacja, że ta ratunkowa (bo tak należy ją postrzegać) sprzedaż nastąpiła po nieudanej sprzedaży udziałów w FinecoBank, z której UniCredit chciał pozyskać 328 mln euro.

Widać w tym wszystkim narastająca nerwowość włoskiego sektora bankowego, który gwałtownie zaczyna potrzebować pieniędzy. W styczniu pisałem o zagrożeniu jakie dla europejskiego sektora finansowego niesie sytuacja we włoskich bankach. Wtedy sytuacja jeszcze nie była tak nabrzmiała jak teraz. Od tamtego czasu nie poprawiła się, a wręcz pogorszyła.

Wyjątkowo wysoki udział złych kredytów w bankach włoskich sięgający już 17% (tyle kredytów prawdopodobnie nie zostanie spłacone) stawia pod znakiem zapytania stabilność całego sektora. Problem w tym, że uderzy to także w inne banki w EU, przede wszystkim francuskie i niemieckie.
 
Nawet najstarszy bank świata, włoski Banca Monte dei Paschi di Siena założony w 1472 roku wyceniany jest teraz przez giełdę na poziomie 9% swojej wartości księgowej. Wszystko właśnie przez niską ściągalność wierzytelności. Kredyty w których dłużnik uznany jest za bankruta warte są już ponad 200 mld euro.

Włosi są więc zdesperowani do pozyskiwania pieniędzy na dokapitalizowanie banków, a jednocześnie ponieważ Włochy nalezą do strefy Euro to rząd włoski nie może po prostu dodrukować pieniędzy żeby sektor bankowy znacjonalizować.

Wydaje się także że niewiele pomoże tutaj ustanowione nowe prawo dotyczące bail-in banków pieniędzmi depozytariuszy. Duzi depozytariusze już zapewne wieją z zagrożonych banków tak, że nie będzie z czego takiego bail-in zrobić.

W tej sytuacji wszystko zależy od tego czy ECB zechce pomóc Włochom, czy też doprowadzi do rozlania się kryzysu na całą Europę. Dużo zależy też od Niemiec, które nie chcą się zgodzić na zluzowanie unijnych regulacji dotyczących ratowania banków. Albo więc Włosi pozwolą granatowi wybuchnąć w szambie albo złamią unijne regulacje. Istnieje jeszcze jedno zagrożenie, że problemy finansowe przeniosą się na sferę polityczną i doprowadzą do upadku rządu, a to spowodowałoby paraliż decyzyjny co do sposobu ratowania banków. Taka sytuacja na pewno nie byłaby pożądana przez inwestorów.

Problem włoskiego sektora bankowego ma przy tym głębsze podłoże strukturalne. Włochy są w istocie gospodarką mocno socjalistyczną i mało efektywną. Na problemy związane z niską efektywnością przemysłu nie są w stanie zareagować przez potężną siłę związków zawodowych i w konsekwencji pogrążają się w stagnacji już od wielu lat.

Jaki będzie rozwój sytuacji? Sądzę, że trzeba uważnie obserwować to co się dzieje w europejskim sektorze bankowym bo może stamtąd nadejść kolejny kryzys na miarę tego z 2008 roku.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Złote korzyści dla biznesu - artykuł sponsorowany

Złoto jest znanym od wieków sposobem na zabezpieczenie majątku, a dla wielu inwestorów bezpieczną przystanią i „wyjściem awaryjnym” w przypadkach załamania rynków finansowych. A jakie korzyści może dać złoto przedsiębiorcom? 

Bezpieczeństwo 

Rozwijanie biznesu, szczególnie w trudnym otoczeniu prawnym zawsze wiąże się z ryzykiem. Podobnie jest z inwestowaniem czy lokowaniem pieniędzy. W zasadzie nie ma form całkowicie bezpiecznych. Nawet lokaty bankowe, które zawsze uchodziły za najbardziej stabilną i konserwatywną formę przechowywania pieniędzy, zależą od funduszy gwarancyjnych, a zagrażają im przede wszystkim pojawiające się w Europie nowe mechanizmy prawne, które „testowano już na Cyprze”. Chodzi o mechanizm przejmowania części depozytów, w sytuacji załamania się systemu bankowego. Trudno oczywiście realnie ocenić na ile jest to realne zagrożenie dla polskich posiadaczy lokat, ale nie można go całkowicie zignorować. 

 

Ten przykład pokazuje, jak bardzo na znaczeniu zyskuje dywersyfikacja. Na tym polu złoto doskonale uzupełnia wszelkie inne formy lokowania i pomnażania pieniędzy. Również w przypadku np. firmy rodzinnej. Złoto postrzegane jest jako bezpieczna przystań na czasy kryzysów gospodarczych i politycznych. Pozwala bowiem uniknąć negatywnych konsekwencji, jakie spotykają majątek denominowany w walucie gospodarki dotkniętej zawirowaniami. 

Jak działa mechanizm „złotego bezpiecznika”? Najprościej mówiąc złoto zwykle zachowuje się odwrotnie do rynków finansowych, przez co ogranicza ryzyko dużych strat. Korzyści dla inwestorów wydają się oczywiste. W przypadku przedsiębiorstwa złoto może być elementem rezerwy, która przez wiele firm trzymana jest w gotówce. Powstaje co z płynnością takiej „złotej rezerwy”? 

Płynność i mobilność 

Dobra lokata kapitału powinna dawać jego posiadaczowi możliwość jej spieniężenia bez zbędnego oczekiwania. W przypadku sprzedaży mniejszych ilości złota gotówkę możemy otrzymać od ręki po trwającym kilka minut procesie weryfikacji autentyczności produktu. W przypadku produktów o gramaturze większej niż 100 g weryfikacja i wypłata pieniędzy potrwa maksymalnie kilka dni. 

Dodatkowo duża koncentracja kapitału w niewielkiej objętościowo sztabce lub monecie pozwalają na przenoszenie sporej wartości majątku. Złoto w formie najpopularniejszych monet i sztabek najbardziej renomowanych producentów będzie rozpoznawalne w każdym miejscu na świecie, gdzie prowadzony jest obrót złotem. Monety posiadają jeszcze jedną zaletę: dzięki temu, że są legalnym środkiem płatniczym, przy deklarowaniu przewożonych przez granicę wartości, możemy brać pod uwagę ich wartość nominalną, która jest znacznie niższa niż wartość rynkowa (warto jednak zapoznać się wcześniej z przepisami celnymi obowiązującymi na danej granicy). 

Brak podatków 

Kolejne korzyści jakie płyną ze złota wiążą się z podatkami. Na podstawie art. 122 Ustawy o VAT zwolnione z tego podatku jest złoto inwestycyjne, które rozumie się przez sztabki o próbie minimum 0.995 oraz monety o próbie minimum 0.900, wybite po 1800 r., które są lub były obowiązującymi środkiem płatniczym w kraju pochodzenia i sprzedawane są po cenie, która nie przekracza wartości rynkowej zawartego w monecie kruszcu o 80 procent. 

Z kolei podatek dochodowy należałoby zapłacić jedynie w przypadku odsprzedaży złota w ciągu sześciu miesięcy od ostatniego dnia miesiąca, w którym nastąpił jego zakup. Zakup złota w postaci fizycznego kruszcu (w odróżnieniu od papierów wartościowych opartych o złoto) nie podlega też podatkowi od zysków kapitałowych. 

Prywatność 

Dla wielu małych i średnich przedsiębiorców, którzy zabezpieczają część majątku lub rezerwy firmowej w złocie ważna jest kwestia prostoty transakcji i prywatności. 

Zakup złota wiąże się z taką samą liczbą formalności co zakup bułki w sklepie, tzn. płacimy i zabieramy towar. Można oczywiście złożyć zamówienie i odebrać złoto w późniejszym terminie, dzięki czemu zapłaci się niższą cenę. Należy wtedy podać swoje dane, które pozwolą później zidentyfikować osobę odbierającą towar. Przy sprzedaży złota w formie monet lub sztabek wymogiem formalnym jest podpisanie umowy kupna sprzedaży. 

Co więcej, lokata kapitału w złoto daje możliwość zachowania anonimowości. Zakupy nieprzekraczające kwoty 15 tys. euro nie wymagają rejestracji i przekazania dotyczących jej informacji Generalnemu Inspektorowi Informacji Finansowej. Wynika to z Ustawy o przeciwdziałaniu wprowadzaniu do obrotu finansowego wartości majątkowych pochodzących z nielegalnych lub nieujawnionych źródeł. 

Przekazywanie majątku 

Dotychczas koncentrowaliśmy się na dywersyfikacji, ograniczaniu ryzyka czy korzyściach podatkowych. Innym aspektem, szczególnie ważnym dla właścicieli firm rodzinnych jest kwestia gromadzenia i przekazywania majątku. 

Dotychczas uważano, że najlepszym zabezpieczeniem majątku są nieruchomości. To częsty sposób wybierany przez właścicieli firm, chociaż jak się okazuje nie w każdym przypadku jest on najlepszym. Powód? Taki rodzaj inwestycji zamraża pieniądz, a w nagłych sytuacjach, gdy potrzebna jest gotówka, może spowodować także straty. Co zatem jest alternatywą? 

W przypadku złota mamy do czynienia z twardą walutą, czyli z czymś, co jest bardzo płynne i bardzo mobilne. Jak wspomnieliśmy, jesteśmy w stanie sprzedać złoto od ręki w dowolnym momencie i w dowolnej ilości. 

Co zyskuje przedsiębiorca inwestujący w złoto? Przede wszystkim możliwość dysponowania walutą ponadczasową, odporną na kryzysy gospodarcze, a przy tym estetyczną i prestiżową. Niewątpliwą zaletą jest też fakt, że im dłuższy jest czas posiadania dóbr luksusowych, tym większa jest szansa na zarobek. 

Każdorazowo myśląc o zabezpieczaniu majątku musimy otaczać się różnymi rodzajami aktywów. W zależności od celu, jaki przedsiębiorca chce osiągnąć, dobiera tak aktywa aby wybór był słuszny. Należy pamiętać przy tym by żadnego z nich nie było za dużo. 

Osoby zainteresowane inwestycjami powinny pójść po poradę do specjalistów w danej dziedzinie, a w przypadku dóbr luksusowych najlepiej wybrać sprawdzonego dostawcę. 

Tekst przygotowany przez redakcję portalu mysaver.pl we współpracy z serwisem goldsaver.pl


Disclosure: Artykuł powstał w ramach odpłatnej współpracy. Otrzymałem wynagrodzenie za jego  publikację.
 

wtorek, 5 lipca 2016

Morawiecki zapowiada rozwalenie OFE - jak żyć?

Prezes Kaczyński zapowiedział ostatnio wielką redystrybucję dóbr i kiedy już wszyscy ze strachem zaczęli się zastanawiać komu zabiorą aby redystrybuować to wicepremier Morawiecki zaczął wyjaśniać. No i co wyjaśnił? 

Popatrzyłem sobie na prezentację, którą opublikowało Ministerstwo Rozwoju i co tam mamy? Ano zapowiedzi budowania oszczędności Polaków (było). Cel - rozwój społeczno gospodarczy. No pięknie, też bym chciał. Szukamy konkretów. 

Jest slajd o systemie emerytalnym. No tak, wszyscy (i Morawiecki i Belka i paru innych) mówią że trzeba "zreformować OFE" bo "pieniądze w nich nie pracują dla gospodarki". Zastanawiam się cały czas jak pieniądze mogą pracować. Ale załóżmy że mogą, to znaczy jak są zainwestowane w akcje polskiego przedsiębiorstwa to nie pracują? Znaczy się że ten kapitał należy wycofać i co z nim zrobić? Kupić obligacje tego przedsiębiorstwa? Przecież to bzdury. Bełkot jakiś. Pieniądze w OFE jeżeli są zainwestowane w akcje przedsiębiorstw to pracują tak jak każdy inny kapitał na rzecz tych przedsiębiorstw. Bez tego kapitału firmy te musiałyby go pożyczyć gdzieś indziej albo zwinąć działalność proste jak konstrukcja cepa. No chyba, że chodzi o to aby te akcje sprzedać a pieniądze wydać na inwestycje infrastrukturalne. Tylko, że po pierwsze, kto miałby odkupić te akcje? Po drugie to ja myślałem, że właśnie o to chodzi aby inwestycje emerytalne Polaków były zainwestowane w akcje Polskich przedsiębiorstw. Gdzie jest jakiś konkret? Nie do końca widzę.

Przejdźmy więc do porządku dziennego nad tym nonsensem, że pieniądze zainwestowane na rynku kapitałowym nie pracują. Owszem można się zżymać co do ilości tego ile z nich jest zainwestowane na polskim rynku - to chyba tu jest pies pogrzebany bo na tę "nie polską" cześć inwestycji OFE mają chrapkę rządzący. 

Tylko, że przecież tu jest sedno racjonalnego inwestowania aby dywersyfikować. Cóż, ja nie jestem patriotą jeśli o to chodzi - plujcie na mnie. Jestem pragmatykiem i jako polisę ubezpieczeniową przed wariatami u steru gospodarki wybieram dywersyfikację zagraniczną.

Tylko, że wg. pomysłu "dorżnięcia OFE" te pieniądze zainwestowane poza Polską miałyby zostać przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej - umówmy się - zostaną przejedzone tak jak przejadane są dziś na wypłaty emerytur. 

Pozostała część miałaby "zostać zwrócona Polakom" - są takie buńczuczne zapowiedzi "Generalnie plan jest taki, że pieniądze z OFE chcemy przekazać Polakom.". Tyle tylko, że po pierwsze konkretów brak, a z samej prezentacji wyłania się wizja taka, że Polacy żadnej specjalnej kontroli nad tymi pieniędzmi mieć nie będą, bo zarządzane one będą nadal przez jakąś mutację funduszy. Pewnie w końcu je znacjonalizują jak już dojdą do wniosku, że nie pracują dla gospodarki wystarczająco wydajnie kupując akcje zbankrutowanych kopalń. Bo to chyba o to chodzi, aby móc decydować w jakie firmy (w domyśle, te które aktualna władza będzie chciała wspierać) mają "inwestować" te nowe fundusze. Więc się skończy na tym, że będą dotować związkokrację i megalomańskie plany, plus zbankrutowane kopalnie. Na startupy i venture capital pewnie nie starczy bo system będzie centralnie planowany jak mi podpowiada przeczucie.

No ale niby każdy obywatel ma "dostać z powrotem" te swoje pieniądze na IKE - tylko, że wygląda na to, że przy okazji IKE i IKZE miałyby zostać "zaaresztowane" w ten sposób aby uniemożliwić wypłaty z nich przed osiągnięciem wieku emerytalnego (a nawet wtedy tylko do 25% w gotówce). To jest odejście od tego co mamy teraz, czyli możliwości całkowitego zwrotu (po zapłaceniu stosownych podatków). Konkretów brak, ale ślady na slajdzie "27" są: "Konieczność modyfikacji IKE np. poprzez obowiązek wykupu za co najmniej 75% środków w IKE emerytury okresowej lub dożywotniej z możliwością 25% wypłata jednorazowa (analogicznie do IPK)".

Nie wiem jak oni to zrobią w stosunku do środków, które zostały wpłacone na IKE i IKZE przed tą reformą, ale jest to pomysł, który napawa mnie trwogą i jestem gotów rozważyć czy nie byłoby sensownym ewakuowanie z IKE i IKZE swoich pieniędzy. Wolę je mieć (nawet w mniejszej ilości) i móc nimi dysponować aby "pracowały" dla mnie, niż być ograniczonym w możliwości ich awaryjnego wycofania. 
Co dalej? Oczywiście na tym etapie konkretów brak. Zapowiedzi są buńczuczne, ale znamy ten proceder już z likwidacji abonamentu RTV (niezorientowanym przypominam, że nadal obowiązuje choć już kolejna ekipa bierze się za jego likwidację), podatku od "supermarketów" (nadal chyba brak definicji supermarketu o ile się orientuję) i tym podobnych, które zapowiadali jedni czy drudzy politycy. Wracając do tematu - konkretów na razie brak, więc nie zostaje nic innego jak uważnie obserwować i trzymać palec na spuście. Sądzę, że jakby na horyzoncie się pojawiły znaki, że reforma IKE/IKZE pójdzie w złym kierunku (przez zły rozumiem ograniczenie praw do dysponowania środkami, które są już tam wpłacone) to trzeba być gotowym odpalić granat i wywiewać z tych produktów nawet płacąc frycowe podatku. 

Co do reszty zaś, tj. tego co OFE miałyby przekazać na IKE to... szczerze mówiąc jakoś nie wierzę aby "danie tych pieniędzy Polakom" miało oznaczać swobodę w inwestowaniu tych środków, więc na dobrą sprawę - żadna zmiana. 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Brexit i co teraz?

Brexit, w sensie wyniku referendum stał się faktem. Pojawiają się pytania co teraz będzie. Im więcej tych pytań tym więcej niewiadomych.

Fakty są takie, że sami zwolennicy Brexitu, w Wielkiej Brytanii wydają się być zaskoczeni faktem, że teraz będą musieli odpowiadać na bardzo konkretne pytania. W sensie formalnym Brexit się jeszcze nie rozpoczął, ale ujawnił jak podzielone jest brytyjskie społeczeństwo. Unia ze Szkocją znów trzeszczy w szwach, pojawiają się głosy, że Szkoci będą próbowali albo formalnie blokować Brexit, albo będą próbowali znów referendum o secesji. Są już podobno ponad dwa miliony podpisów pod wnioskiem o ponowne referendum.

Ze smyczy zrywają się populistyczno nacjonalistyczne demony, nie tylko w samym Zjednoczonym (jak długo?) Królestwie, ale w innych krajach UE. Nie wygląda to dobrze.

Pojawiają się pytania na jakich warunkach Wielka Brytania miałaby wyjść z Unii, nikt nie jest w stanie nic konkretnego powiedzieć. Potwierdzają się przewidywania, o których pisałem np. w ostatnim newsletterze, że po wyniku referendum na rzecz Brexitu czeka nas okres dużej niepewności na rynkach.

Ktoś kto obstawiał obie strony sporu pewnie zarobił. Zarobiło złoto i dolar, stracił funt, podrożał frank. Straciły też giełdy. Sądzę, że niepewność będzie się utrzymywać i tendencje do szoków na wymienionych walutach i giełdzie będą nawracały. W miarę jak będą pojawiały się kolejne newsy z pola Brexitu to będziemy mieli trzepnięcia w jedną i w drugą stronę. Nie sądzę przy tym aby przez najbliższy czas (jakieś dwa lata minimum) gospodarka brytyjska rosła, a co za tym idzie funt. pamiętajmy - niepewność (a z tym mamy teraz do czynienia) nie sprzyja nowym inwestycjom. ktoś kto miał stawiać nową linie produkcyjną w Wielkiej Brytanii teraz się wstrzyma z decyzją. Finansiści zaś będą bardziej nerwowo, rozchwiane rynki to zaś mniejsza chęć do uczestniczenia w zabawie przez co bardziej ostrożny kapitał, który odpłynie prawdopodobnie na inne giełdy.

Czekają nas teraz co najmniej dwa, jak nie cztery lata zamieszania, niepewności i nerwowych ruchów. jeszcze tylko brakuje aby jakiś bank się potknął o własne sznurowadła i zobaczymy falę domina jak po Lehman Brothers.

Dlaczego na rynkach będzie dużo niepewności? Po pierwsze jeśli Wielka Brytania ma złożyć notyfikację o wyjściu z UE to musi osiągnąć wewnętrzny konsensus polityczny, a tymczasem następuje tam przetasowanie rządowe i groźba secesji Szkocji i Irlandii Północnej. Następnie trzeba będzie wynegocjować warunki rozwodu, na co traktat europejski daje dwa lata. termin ten można za obopólną zgodą przedłużać ad infinitum, ale to też niczemu dobremu nie posłuży. Warunki rozwodu są istotne bo wiele kwestii wymaga uregulowania: przepływ kapitału, świadczenie usług finansowych na wspólnym rynku, przepływ pracowników, umowy o dostępie do rynku, aż po umowy o przelotach lotniczych których podobno Wielka Brytania nie ma zbyt wiele bo polegała dotąd na umowach unijnych. Oczywiście są też kwestie finansowe, czyli rozliczenie projektów w toku i składek do budżetu UE. Gwarantuje wszystkim, że nie będzie tak pięknie jak naobiecywali ludziom politycy nawołujący do Brexitu, że nagle fala pieniędzy popłynie do ludzi np. na służbę zdrowia. Już w Kornwalii podnoszą się głosy, że teraz rząd w Londynie powinien im zagwarantować miękkie lądowanie bo UE obetnie im pieniądze, których dostawali sporo. Lekko nie będzie -im dalej w las tym więcej drzew. 

Dla Polski i Polaków oznacza to niepewność i podatność kursu na fluktuacje. Szczególnie niepokoić się mogą zadłużeni w walutach obcych. Niebezpieczeństwo jest też takie, że może dojść do ograniczenia wydatków z budżetu UE, których jesteśmy największym beneficjentem.

tak więc zanim dojdzie do faktycznego Brexitu, czeka nas okres kiedy trzeszczenie w szwach i złowrogie pohukiwania będzie słychać głośniej i częściej.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozmyślania o Brexicie

Widmo krąży nad Europą, widmo Brexitu - można byłoby w ten sposób sparafrazować Marxa. 

Miałem ostatnio przyjemność gościć w stolicy byłego imperium i porozmawiać co nieco z jego mieszkańcami. Wyłania się obraz społeczeństwa, w którym pewna grupa zacietrzewionych polityków w dosyć manipulacyjny sposób próbuje zrobić z Wielką Brytanią to co szkoccy nacjonaliści próbowali ze Szkocją. Argumenty padające za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE są wyolbrzymiane, kłamliwe i wyssane z palca a mimo to wierzy w nie ponad 45 procent wyborców. Pojawia się pytania na ile rzeczywiście sondaże są wiarygodne - to po pierwsze. Po drugie pojawia się pytanie czy ci Brytyjczycy, którzy chcieliby Brexitu zdają sobie sprawę na co się decydują. Abstrahuję tu od faktu, że mało który z nich zdaje sobie sprawę w rzeczywistości - na jakich warunkach wielka Brytania jest w UE i ile pieniędzy do niej wraca. To dokładnie tak smao jak ze Szkocją, której naiwni nacjonaliści próbowali wmówić obywatelom, że kraj ten poradziłby sobie bez dotacji z Londynu i tylko dzięki (kończącej się i taniejącej) ropie z dna Morza Północnego.

Zastanawiam się, czy manipulatorzy z nad Tamizy, którzy wciskają Brytyjczykom brednie o tym, że zaleje ich fala uchodźców jak pozostaną w UE (tak jakby to miało jakikolwiek wpływ na politykę migracyjną UK, która jest odrębna) nie są przypadkiem na pasku USA i w ramach TTIP nie będą próbowali zrobić z Londynu de facto kolonii Ameryki.

W końcu mało kto z idących do referendum zdaje sobie sprawę, że jedyne co mogą wywołać głosy na rzecz Brexitu to tumult i zamieszanie, bo formalnie ostatecznym głosem dysponuje brytyjski parlament, którego referendum nie wiąże ściśle, a przy niewielkiej przewadze może sprawę ewentualnej ustawy o wyjściu z UE skutecznie blokować. Artykuły pisane na ten temat w prasie brytyjskiej pozostają niezauważone nawet przez przeciwników Brexitu co pokazuje na zamieszanie i niezrozumienie skomplikowanej materii.

To co może nastąpić i na pewno nastąpi to niepewność. Polecam w tym miejscu lekturę artykułu pt. "Niepewność - Brexit - referendum 23 czerwca" który ukazał się kilka dni temu na drugim blogu Mojaforsa.pl. Rzecz w tym, że każde zamieszanie będzie niekorzystne dla złotówki, przy czym Brexit bardziej. Ja dla pewności obstawiam więc wszystkie konie złoto, franka, funta, euro i dolara. Niezależnie od rozwiązania będę i tak miał na wakacje tu czy tam, a czy wartość tych pieniędzy wzrośnie czy spadnie to skompensuje mi się w drugiej kieszeni. Albo będę się cieszył ze wzrostu ceny papierków, albo będę się cieszył, że mogę się ich pozbyć skoro są bezwartościowe. Wyjdzie na to samo.

czwartek, 9 czerwca 2016

Ekonomiczne fakty i mity - o książce Thomasa Sowella "Economic facts and fallacies"

Przeglądając ostatnio blogi finansowe widzę brak jakiejś konkretniejszej myśli, dominują miałkie tematy w stylu kolejnej promocji konta w tym czy w innym banku. Sensowniejszej lektury jak na lekarstwo. Dlatego też ostatnio czytam książki i słucham audiobooków.

Pozycja, która zrobiła na mnie ostatnio rzeczywiste wrażenie to książka Thomasa Sowella pt. "Economic facts and fallacies" czyli "fakty i mity w ekonomii", w której rozprawia się on z pewnymi dosyć rozpowszechnionymi przekonaniami o ekonomicznych aspektach nierówności, dyskryminacji rasowej, dostępności do rynku nieruchomości, czy nierównościach między płciami. Autor rozbija mity w sposób dosyć konkretny i za pomocą faktów.

Co mnie najbardziej uderzyło, to fakt, że kiedy czytałem te książkę miałem wrażenie że autor jest białym libertatrianinem - szczególnie kiedy rozprawiał się z mitami dotyczącymi dyskryminacji rasowej w USA. Brak "political corectness" był uderzający. Tymczasem później trafiłem na wywiad z nim na youtube i... zobaczyłem czarnego ekonomistę, który bez zahamowań rozjeżdża mity o ekonomicznej dyskryminacji "afroamerykanów" wskazując, że w połowie lat 40 pozycja społeczno ekonomiczna czarnych amerykanów była lepsza niż dziś pomimo wprowadzenia w ostatnich latach wielu polityk równościowych. Z równą gracją rozprawia się z mitami na temat nierówności - kto w ogóle powiedział, że nierówności jako takie są złe, skoro były one i są naturalne? Kto i w jaki sposób chciałby definiować kryteria na podstawie których mógłby oceniać czy jakaś nierówność społeczna już jest niepożądana czy nie? A nierówności pomiędzy krajami także są inherentne skoro geografii nie przeskoczymy. Powinniśmy zatem analizować czy i jak dany kraj zmienił swoją gospodarkę i czy przestrzega się w nim reguł prawa a nie lamentować nad np. dziedzictwem kolonializmu.

To tylko przykłady dwóch z wielu mitów, które w książce Sowella zostały rozmontowane.

Nie chce mi się streszczać książki - dość powiedzieć, że jest ciekawa i warto się zapoznać. Idealnym streszczeniem jest wywiad, którego udzielił Thomass Sowell i który można obejrzeć na youtube. Trwa jakieś 30 minut.


Gdyby zaś ktoś chciał posłuchać całej książki, to na youtube jest audiobook - ponad 9 godzin słuchania. Polecam.


Polska wersja tej książki została wydana nakładem wydawnictwa FijoRR pt: "Fakty i mity w ekonomii" Tłum.: Krzysztof Węgrzecki Warszawa 2008ISBN: 978-83-89812-50-6