Przegląd Finansowy - blog, komentarze, opinie.
Zapisz się na newsletter aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Zapisując się otrzymasz dwa darmowe e-booki o inwestowaniu w złoto i inwestycjach alternatywnych (wyłącznie dla subskrybentów)!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Włosi zagłosowali na "nie" - co dalej ze strefą euro?

Nie dalej jak w zeszły wtorek pisałem o stojącym przed Włochami wyborze, który może rzutować na przyszłość strefy euro i relacji z UE. Okazuje się, że w niedzielę włosi zagłosowali przeciwko reformom konstytucyjnym, czyli jakby na to nie patrzeć, uznali, że w obecnym bałaganie włoskiej polityki czują się całkiem nieźle.

Konsekwencje na razie są takie, że premier Mateo Renzi ogłosił, że poda się do dymisji. Nie potwierdziły się przy tym obawy, że wynik referendum odbije się momentalnie na notowaniach walut. Traciły wszakże akcje włoskich banków. Wygląda na to że inwestorzy uwzględnili już to wydarzenie w cenach. Jednak wgląda na to, że charakter europejskiego kryzysu polityczno-finansowego ma wszak charakter przewlekłej choroby i żadne gwałtowne skoki ciśnienia u pacjenta nie powinny wzbudzać zbytniego zainteresowania.

Konsekwencje europejskiej niemocy, w wydaniu włoskim, zmaterializują się jednak prędzej czy później. W zasadzie nie ma specjalnie mechanizmu skutecznego wspierania włoskiego sektora finansowego. Pozostaje spoglądać uważnie co w czwartek ogłosi ECB i w jaki sposób jego komunikat dotyczący programu QE odczytają rynki finansowe. Analitycy spodziewają się, że spekulacje przed czwartkowym posiedzeniem mogą podbijać wycenę euro.

W dalszej perspektywie pojawiają się jednak ważne pytania. Czy ustąpienie rządu we Włoszech otworzy drogę siłom politycznym, które będą próbowały wygenerować wystąpienie tego kraju ze strefy euro? Pomijając fakt komu się to bardziej nie opłaci, to tego typu perspektywa może jeszcze dokładać trochę do szeregu niepewności, które już mamy zagwarantowane (patrz Brexit).


piątek, 2 grudnia 2016

Ciekawe i innowacyjne inwestycje w nieruchomości

Inwestycje w nieruchomości kojarzą się nadto pozytywnie i często utożsamiane są z wyjątkowo rozsądnym oraz skutecznym lokowaniem pieniędzy. Dla wielu osób oznacza to przede wszystkim kupno mieszkania lub domu i wynajmowanie go, jednak okazuje się, że można inwestować w zdecydowanie bardziej niekonwencjonalny sposób.Biorąc pod uwagę fakt, że klasyczne inwestowanie w nieruchomości bywa dość powszechne, warto przeanalizować inne dostępne rozwiązania.
 


Wiele zależy od ludzkiej kreatywności, bowiem tak naprawdę sposobów na przemyślane zarządzanie posiadanym majątkiem jest sporo. Trzeba oszacować swoje możliwości, potrzeby i oczekiwania, a następnie zdecydować się na najlepsze rozwiązanie. Oczywiście, dany sposób na zwielokrotnienie dobytku może się okazać nieefektywny w konkretnych realiach, jednak należy zdawać sobie sprawę, że w przypadku finansów ryzyko zazwyczaj jest wkalkulowane.

Nietypowe rozwiązania i sposoby na znaczne powiększenie stanu konta

Liczba studentów w naszym kraju zdecydowanie przerasta tę, którą można było zaobserwować jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Właśnie dlatego odpowiednim sposobem na ulokowanie majątku może stać się inwestycja w akademik. Co prawda, takie rozwiązanie jest popularne przede wszystkim na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie dość powszechnym zabiegiem jest kupno jednego z pokojów i wynajmowanie go któremuś ze studentów. Dzięki temu, można czerpać wymierne zyski bez konieczności nieustannego doglądania zakupionego lokalu.

Kolejnym, nieco podobnym sposobem na zwielokrotnienie posiadanego na koncie majątku jest zakup pokoju hotelowego. Wystarczy jednorazowo zapłacić odpowiednią kwotę, a ów pokój będzie zarządzany przez firmę odpowiedzialną za sprawowanie pieczy na obiektem. Warto mieć świadomość, że w tym przypadku również inwestor nie musi martwić się o kwestię administracji, czerpiąc niemałe przecież przychody wynikające z ustalonego czynszu.

Wychodząc z założenia, że najbardziej pożądaną inwestycją jest taka, która sama sobą zarządza, a jedynym obowiązkiem właściciela jest doglądanie stanu konta, należy pamiętać o inwestycji w miejsca postojowe. Rzecz jasna, nie chodzi tu o stanowisko w osiedlowym garażu, a o lotniskowych parkingach. W tym przypadku, podobnie jak w wyżej wspomnianych, zarówno administracją, jak i rozliczaniem się z najemcami zajmuje się zewnętrzny podmiot.

Kiepski stan służby zdrowia może być atutem inwestora

Bardzo szybko może się okazać, że innym niezłym pomysłem jest inwestycja w dom spokojnej starości – choć koniecznie trzeba mieć świadomość stosunkowo wysokich kosztów takiego przedsięwzięcia. Niestety, służba zdrowia nie zawsze jest w stanie zagwarantować seniorom wszystkiego, czego potrzebują, nie tylko w naszym kraju, ale również w wielu pozostałych miejscach na Starym Kontynencie. Dlatego właśnie domy spokojnej starości cieszą się rosnącą popularnością, a firmy decydujące się na inwestycje w tej branży mają nieocenione możliwości rozwoju.

Oczywiście, to tylko kilka nietypowych i nowatorskich pomysłów na inwestycje w nieruchomości, jednak można odnaleźć całe mnóstwo innych. Wśród takowych można wyróżnić chociażby krótkoterminowy wynajem mieszkania – szansa na przenocowanie w odpowiednich warunkach taniej niż w hotelu może odnaleźć wielu zwolenników.
Portal SprytnaKasa.pl wsparł nas merytorycznie.

 

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu.

Przegląd lokat na grudzień 2016

Na blogu Moja-forsa.pl pojawił się przegląd lokat bankowych w bieżącym miesiącu. Można go przeczytać pod linkiem: http://www.mojaforsa.pl/2016/12/lokaty-bankowe-na-grudzien-2016.html
Zapraszam do lektury.
 

wtorek, 29 listopada 2016

Czy europejską gospodarkę czekają kolejne wstrząsy z epicentrum we Włoszech?

Od jakiegoś czasu mówi się, że europejski system bankowy stanowi w światowej gospodarce słabe ogniwo. Wygląda na to, że podczas gdy po kryzysie 2008 roku banki amerykańskie (przy wydatnym wsparciu amerykańskiego podatnika) pozbierały się mniej więcej, to w Europie nadal system bankowy jest w kłopotach. Jest to po trosze wynikiem funkcjonującego w Europie systemu walutowego, postawy ECB i Komisji Europejskiej. Szczególnie ta ostatnia nie chce pozwalać na bezpośrednie wspieranie przez państwa członkowskie banków. Kończy się na tym, że nie bardzo wiadomo kto ma te banki wspierać w razie problemów. 

Aktualnie jesteśmy świadkami takiej właśnie sytuacji we Włoszech, gdzie od jakiegoś czasu ECB, rząd włoski i Komisja Europejska bawią się w grę na przeciąganie status quo. Problem jednak opiera się także o system polityczny,który w Europie zaczyna trzeszczeć, a we Włoszech szczególnie. Dało się to zaobserwować już w lipcu, teraz zbliżamy się do kolejnego momentu, w którym ryzyko polityczne może przełożyć się na gospodarkę.

W niedzielę we Włoszech odbędzie się referendum na temat serii reform konstytucyjnych, które miałyby pomóc w skutecznym rządzeniu państwem. System polityczny Włoch jest anegdotyczny. Dla nakreślenia tła - od końca wojny naliczyłem we Włoszech 41 premierów i 63 rządy.
 
Premier Włoch Mateo Renzi

Tak więc ma być referendum o rządzeniu państwem, co samo w sobie nie byłoby złe gdyby nie tendencje, które zarysowują się ostatnio w Europie i na świecie (Brexit, Trump) aby "dać establishmentowi w twarz". Jeżeli Włosi zagłosują na "nie" to rząd Mateo Renzi'ego zapewne poda się do dymisji (co zapowiedział) i tu dochodzimy do spraw ekonomicznych.

Po upadku rządu do władzy zapewne dorwą się populiści (jak populiści rozmontowują gospodarkę widać na naszym podwórku), którzy nie wykluczone, że zaczną produkować hasła anty UE (na co rynki zareagują panicznie) czy sterować w kierunku wyjścia ze strefy euro (na co też rynki zareagują panicznie). Sytuacji nie poprawia fakt, że włoski sektor bankowy siedzi na górze złych długów. Banki włoskie zaś finansowały się w bankach francuskich i niemieckich, więc te nerwowo zerkają teraz w stronę Włoch. 

Renzi chciał sprawy posprzątać i do tego potrzebna mu jest reforma konstytucyjna, ale jeśli referendum upadnie to szanse na poukładanie spraw problematycznych dla włoskiego sektora bankowego będą znikome. Nie wykluczone, że Włochy zaczną dryfować w kierunku katastrofy stylu greckiego, co zważywszy na całkiem sporą jednak wielkość włoskiej gospodarki w Europie (zawsze mnie fascynowało jak tak zwariowany i nieogarnięty naród ma tak dużą procentowo gospodarkę na tle reszty EU) może być nieprzyjemne w skutkach (na pewno nerwowe). 

Pozostaje wierzyć, że rynki już uwzględniły głos na "nie" w swoich wycenach.

wtorek, 22 listopada 2016

Prawo Kopernika-Greshama a druk pieniędzy

Taka refleksja mnie naszła, pewnie Ameryki nie odkryję, ale chciałem się moją refleksją podzielić. Jest takie prawo ekonomiczne nazywane prawem Kopernika-Greshama, mówi ono, że jeśli w gospodarce mamy dwa rodzaje pieniądza, które są ekwiwalentne pod względem wartości nominalnej, ale różne pod względem wartości realnej to ten, który ma większą realną wartość (albo jest postrzegany jako lepszy) będzie gromadzony w celu przechowania bogactwa, a ten "gorszy" będzie krążył w obiegu.

To proste prawo wynika z tego, że nikt nie chciałby przechowywać swojego majątku w monetach gorszej jakości czy pieniądzach uznawanych za "mniej warte" albo "tracące  na wartości". 

Obserwację tę wywiedziono już w czasach starożytnych kiedy w obiegu były monety kruszcowe, w których co rusz to jakiś władca postanawiał obniżyć procent czystego kruszcu.

Teraz odnieśmy to prawo na obecną sytuację ekonomiczną na świecie. Mamy programy "ilościowego luzowania" czy "skupu aktywów" polegające na tym, że banki centralne produkują pieniądze i kupują za nie obligacje czy inne aktywa. Pieniędzy tych jest w bród. Tylko czy globalni inwestorzy chcą utrzymywać w nich swoje kapitały? Raczej sterują w kierunku aktywów "lepszych", stąd rosnące ceny akcji i aktywów materialnych. Ten obraz trochę zaburza fakt, że współcześnie bank centralny nie jest już jedynie odpowiedzialnych za kreację pieniądza. Większość pieniądza w systemie generowana jest przez banki w formie kredytu mamy jeszcze przepływy kapitału pomiędzy różnymi walutami i krajami. Kiedy jedna waluta jest osłabiana w wyniku dodruku to inne się umacniają względem niej.

czwartek, 17 listopada 2016

Obniżenie wieku emerytalnego

Chciałbym coś napisać na temat niedawnego przepchnięcia przez sejm obniżenia wieku emerytalnego. Wszyscy o tym piszą. Niektórzy się zapewne cieszą. Cóż, każdy patrząc swojego interesu może się cieszyć lub nie. Moja refleksja jest smutna - wiele już wypowiedziano słów na ten temat i nie chce mi się powtarzać. Demografia w naszym kraju wygląda tak że liczba osób pracujących na jednego emeryta jest coraz mniejsza i będzie spadać. Pomysły prokreacyjne rządu raczej tu nie pomogą - całe to dęcie w 500+ nie zwiększy liczby ludności w wieku produkcyjnym - to urojenia.

Problemem jest system, który z natury rzeczy (finansowanie emerytur z bieżących składek) jest piramidą finansową. Ale o tym też pisałem wiele razy i nie chce mi się powtarzać. 

Smutek mojej refleksji wynika z tego, że czuję podskórnie, że będę musiał w przyszłości płacić większe podatki, a moje dziecko zapewne jeszcze wyższe. Czuję podskórnie, że ten kierunek doprowadzi do rozwalenia polskiej gospodarki zamiast do jej wzmocnienia i mówię tu o długoterminowej perspektywie. Czuję też podskórnie, że ten system emerytalny się rozleci i na koniec to co dostanę w zamian za swoje składki będzie nędznym ochłapem.

Zostaje mi troszczyć się samemu o swój partykularny interes i nie oglądać się na państwo, co potwierdza tylko moją smutną refleksję, że jeśli więcej osób tak zrobi - system rozleci się szybciej.

środa, 9 listopada 2016

Dlaczego rynki boją się Donalda Trumpa?

Dzisiejszy poranek rozpoczął się newsem, że oto w wyborach prezydenckich w USA najprawdopodobniej zwyciężył Donald Trump. Na tę nowinę rynki zareagowały mocno nerwowo. Dlaczego?
 
By Michael Vadon [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons 

Pomijając kwestie osobowościowe czy też opinie dotyczące inteligencji przyszłego prezydenta USA jedno jest pewne. Jest on kolejną po Orbanie, Erdoganie, Kaczyńskim czy Brexicie emanacją pewnego niezadowolenia ze status quo. Status quo, które stanowiło o zyskach istotnej grupy ludzi inwestujących na międzynarodowych rynkach.

W pierwszej kolejności ryzyko rynkowe zwiększa fakt, że Donald Trump jest nieprzewidywalny. Wystarczająco wiele razy sam sobie zaprzeczał składając skrajne obietnice, że trudno ocenić na ile i w jakim kierunku popchnie politykę i gospodarkę USA.

Gospodarka amerykańska działa aktualnie praktycznie wyłącznie dzięki wspomaganiu niskimi stopami procentowymi i FED posiada bardzo wąskie pole manewru gdyby tylko coś złego zaczęło się z nią dziać. Tymczasem, jakkolwiek buńczucznie nie brzmiałyby zapowiedzi Trumpa, istnieją obawy, że jego przyszła polityka gospodarcza może poprowadzić w złym kierunku.

Nie wiadomo do czego zaprowadzą zapowiadane obniżki podatków skoro amerykański deficyt jest już teraz gigantyczny. Oczywiście zapowiedzi obniżki wydatków nie było.

Zapowiedź wprowadzenia ceł na towary importowane do USA z Meksyku i Chin grodzi popadnięciem w wojnę celną, na której nie wiadomo jak wyjdzie samo USA. Zapowiedzi Trumpa brzmią mocno izolacjonistycznie i myślę, że światowe rynki tego się obawiają - próbom renegocjacji umów handlowych, co w konsekwencji może doprowadzić do wojny celnej i ekonomicznej.

Z kolei zapowiadane przez przyszłego prezydenta ograniczenie imigracji do USA choć nośne pozornie nie pozostanie bez wpływu na amerykańską gospodarkę. Zarówno po stronie popytu jak i po stronie źródła taniej siły roboczej imigracja do USA (także ta nielegalna) jest ważnym składnikiem gospodarki wielu stanów. Być może zapowiadane obniżki podatków zamortyzują ten problem, ale kto wiek jak będzie. Ekonomia jest wszak eksperymentowaniem na żywym organizmie. 

Trump naraził się też Wall Street. Po pierwsze do końca nie wiadomo czy chce deregulacji czy pacyfikacji. Tak na prawdę nie wiadomo czego chce bo wiele razy zaprzeczał sam sobie wygłaszając populistyczne hasła. Finansiści nie lubią takich polityków, którzy raz ich głaszczą aby zaraz wymachiwać pięściami i grozić im więzieniem i nakładaniem dodatkowych podatków (na menedżerów funduszy). A Trumpa Wall Street nie lubiło już wcześniej tak czy siak na gruncie biznesowym.

Jak ostatecznie będzie funkcjonowała gospodarka USA pod rządami Donalda Trumpa wyjdzie w praniu. Warto mieć jednak na uwadze, że odnośnie zarządzania krajem to prezydent USA ma ręce związane mocno przez kongres i pomimo że republikanie mają aktualnie większość w obu izbach kongresu, to przecież nawet wewnątrz partii republikańskiej istniała opozycja wobec Trumpa.

Rynki obawiają się też nieprzewidywalnych działań na arenie geopolitycznej - zmiana paradygmatu polityki zagranicznej USA będzie zwiększać niepewność. Nie ma się co dziwić, że przepowiada się wzrosty cen złota. Ciekawe nota bene czym skończy się zapowiadany przez Trumpa audyt FED (pewnie niczym o czym opinia publiczna się dowie).