Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpisy gościnne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpisy gościnne. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 maja 2018

Apartament – świetna lokata kapitału

Jeszcze kilka lat temu osoby, które dysponowały większymi oszczędnościami umieszczali je na lokatach bankowych. Ci, którzy mieli naprawdę bardzo duże oszczędności częściej lokowali je w sztabkach złota, a jeśli lubili pewne ryzyko, wybierali inwestowanie na giełdzie. Chętnie inwestowano także w zakup nieruchomości.
Ale możliwości w tym zakresie były wówczas niewielkie, można się było jedynie zdecydować na zakup ziemi. Lokaty bankowe z uwagi na niskie oprocentowanie nie cieszą się obecnie zbyt dużą popularnością. Osoby, które dysponują dużymi oszczędnościami mogą dzisiaj nie tylko grać na giełdzie czy inwestować w złoto. Coraz chętniej osoby bardzo zamożne inwestują w zakup mieszkań. Coraz większą popularnością wśród osób, które dysponują naprawdę dużymi pieniędzmi jest zakup lub budowa apartamentu. Większość osób, które wybierają tę opcję inwestowania decyduje się następnie na ich wynajmowanie. Tego typu inwestycja będzie opłacalna pod pewnymi jednak warunkami. Jednym z nich jest lokalizacja. Apartament powinien znajdować się w miejscowości, która jest atrakcyjna zarówno dla turystów jak i dla świata biznesu. Miastem, które spełnia oba te warunki jest stolica Dolnego Ślaska, Wrocław.

O tym, czy apartament będzie bezpieczną i pewną lokatą kapitału zadecyduje jeszcze jeden warunek: jego lokalizacja. Jeżeli chodzi nam o to, aby go wynajmować i czerpać z tego po pewnym czasie spore zyski, powinniśmy postawić na apartament w atrakcyjnej dzielnicy miasta. Przeznaczając apartament na wynajem musimy wziąć pod uwagę, że turyści, ale także inne osoby, które zatrzymują się w apartamentach mają coraz większe wymagania. Idealne lokalizacje to apartamenty w budynkach położonych blisko ośrodków biznesowych, sąsiadujące z instytucjami kulturalnymi i miejscami, które są szczególnie atrakcyjne dla turystów. Budynek, w którym będzie znajdował się apartament, w który zamierzamy zainwestować niemałe przecież pieniądze nie może sąsiadować z ruchliwą ulicą. Chętnie wynajmowane są za to te apartamenty, które znajdują się w sąsiedztwie parków i terenów rekreacyjnych.

Wiele uwagi należy poświecić również w urządzeniu i wyposażeniu apartamentu. Nie może w nim zabraknąć wyposażenia, które niezbędne jest do wypoczynku, ale także do pracy. Goście z zadowoleniem przyjmą również możliwość korzystania z dostępu do bezprzewodowego internetu Wi-Fi, balkon, taras lub loggię, parking i szybką oraz cicho pracującą windę. Dobrze widziane są także apartamenty, w których jest przynajmniej aneks kuchenny z lodówką, zmywarką i kuchenką gazową lub elektryczną.

Inwestowanie w nieruchomości to jedna z bardziej bezpiecznych możliwości inwestowania dużego kapitału. Inwestowanie w apartamentu to dobry pomysł. Zainteresowanie apartamentami na wynajem już obecnie jest bardzo duże, z pewnością sytuacja nie ulegnie zmianie na gorsze w najbliższym czasie. Można pokusić się o stwierdzenie, że inwestowanie w apartamenty na wynajem to obecnie niezwykle atrakcyjna inwestycja, która przyniesie spore zyski.


Autor artykułu
Artykuł został przygotowany przy współpracy z portalem luxurysleeping.pl

piątek, 28 lipca 2017

Usługa dla krezusów - wpis gościnny

Usługi asset management są adresowane do wąskiej grupy klientów. Z reguły mogą z niej skorzystać wyłącznie osoby dysponujące przynajmniej 1 milionem zł wolnych środków. Bywa jednak, że firmy wykazują pewną elastyczność i są gotowe nieco ten próg obniżyć.
 


Przez wiele lat po 1989 roku, gdy w Polsce pojawił się wreszcie rynek usług finansowych, usługi asset management były przypisane do wielkich, krajowych bądź zagranicznych, korporacji bankowych. Ale w latach dwutysięcznych powstało kilka niezależnych firm tej branży. W ostatnich latach coraz więcej klientów wybiera właśnie współpracę z niezależnymi asset managerami. Niezależne firmy zarządzani aktywami są z reguły bardziej elastyczne, a ich usługi lepiej sprofilowane. Zaletą niezależnych asset managerów jest także z reguły lepsza komunikacja z klientami, co oznacza częstsze spotkania klientów z zarządzającymi, którzy tłumaczą swoją strategię i przedstawiają swoje poglądy na konkretne firmy. Ale komunikacja oznacza w tym wypadku przede wszystkim prowadzenie przez firmy zarządzające edukacji klientów, co – zwłaszcza w wypadku osób dysponujących dużymi pieniędzmi – pozwala im podejmować bardziej świadome, a więc lepsze decyzje.

Polacy wolą lokować za granicą
Bardzo istotną przewagą niezależnych asset managerów jest ich oferta produktowa. Bankowe firmy zarządzania aktywami najczęściej oferują swoim klientom jedynie produkty inwestycyjne grupy kapitałowej, której są częścią. Dodatkowo, oferują takie produkty, które w określonym momencie są najbardziej zgodne z polityką sprzedażową międzynarodowej korporacji. Czyli, po prostu, przynoszą największy zysk. Grupie finansowej, nie klientom. Dlatego w ostatnich latach obserwujemy powolne, ale nieuniknione „zamieranie” korporacyjnych firm asset management. Dzieje się tak również dlatego, że jak się okazuje, korzystniejsze dla nich jest oferowanie klientom nie usług asset management, ale funduszy inwestycyjnych.
W efekcie rynek usług zarządzania aktywami dla najbardziej zamożnych klientów jest w Polsce dość wąski. Od 1995 roku, gdy w Polsce powstała pierwsza firma oferująca usługi asset management, do chwili obecnej Komisja Nadzoru Finansowego wydała niewiele ponad trzydzieści zezwoleń na prowadzenie usług zarządzania aktywami dla najbogatszych klientów. Korzysta z nich, jak się szacuje, niespełna 5 tysięcy klientów. Niewielu, skoro tylko w 2016 roku ponad 20 tysięcy Polaków legitymowało się dochodem przekraczającym ponad 1 milion zł. Rzecz w tym, że niemała część polskich milionerów woli lokować pieniądze za granicą, w zachodnich firmach asset management, uważając to za bezpieczniejsze rozwiązanie. Istotnym elementem przemawiającym za takim rozwiązaniem są również kwestie podatkowe.

Świadome decyzje
Inwestowanie w strategię, czyli podstawowy produkt oferowany przez firmy asset management jest korzystniejszy dla klientów. Przede wszystkim z powodów podatkowych. Wprawdzie usługi tego rodzaju są obciążone 23-procentowym VAT-em, ale ogromnym plusem jest możliwość kompensowania zysków i strat na poszczególnych inwestycjach. W wypadku funduszy jest to niemożliwe. Poza tym, jak wyjaśnia Błażej Bogdziewicz z Caspar Asset Management, jednej z największych firm zarządzania aktywami dla najzamożniejszych klientów, klient jest właścicielem konkretnych akcji konkretnych spółek. „Klienci strategii mogą podejmować bardziej świadome decyzje. Jeśli klient posiada jednostki uczestnictwa funduszy, to z reguły kieruje się stopą zwrotu wypracowaną przez fundusz. Często podejmuje decyzje pod wpływem emocji. Spadki skłaniają go do umorzeń, wzrosty do kupna. Tymczasem racjonalne zachowanie dyktuje odwrotne decyzje. Kupować warto przy spadkach, a umarzać przy wzrostach” – przekonuje Błażej Bogdziewicz.

Artykuł został przygotowany przez Caspar TFI

poniedziałek, 17 lipca 2017

Dlaczego nie warto trzymać pieniędzy na nieoprocentowanym koncie? - wpis gościnny

Finansiści wystawiają nam, Polakom, druzgocącą opinię. Większość z nas nie potrafi w sposób efektywny zarządzać swoimi finansami. Swoje nadwyżki finansowe, jeśli oczywiście takowe mamy, trzymamy najczęściej na nieoprocentowanych kontach osobistych. Jeśli już myślimy w jakikolwiek sposób o pomnożeniu kapitału, najczęściej wybieramy lokaty. Tylko garstka Polaków inwestuje oszczędności w inny sposób.
 

Konta osobiste, które posiadamy, bardzo rzadko są oprocentowane. Nawet jeśli są, to na bardzo niewielki, szczątkowy wręcz procent. Alternatywnie - są oprocentowane na akceptowalny procent, jednak tylko do określonej, zazwyczaj bardzo niskiej kwoty sięgającej jedynie kilku tysięcy złotych. Oczywiście lepiej jest posiadać rachunek oprocentowany w taki sposób niż taki, który oferuje zerowe lub niemalże zerowe oprocentowanie, jednak musimy pamiętać, że nie jest to optymalny sposób ochrony naszych oszczędności.

Trzymając bowiem pieniądze na nieoprocentowanym koncie po prostu tracimy. Po pierwsze nie otrzymujemy żadnych odsetek, co jest oczywiste. Co ważniejsze, lokaty bankowe stanowią barierę chroniącą nas przed inflacją. Inflacja, wiążąca się ze wzrostem cen towarów i usług, jest wrogiem naszych oszczędności. Powoduje, że za te same pieniądze po okresie np. roku możemy kupić mniej. I tak, lokata oprocentowana na 4% przy inflacji rzędu 3% daje nam realny zysk na poziomie 1%. W wypadku trzymania środków na koncie nieoprocentowanym – realnie stracilibyśmy 4% przez rok! To wbrew pozorom bardzo spora suma. Przy kwocie 100.000zł to aż 4.000zł straty tylko przez okres jednego roku! Należy pokreślić, że jeszcze kilka miesięcy temu w Polsce mieliśmy deflację, czyli zjawisko odwrotne do inflacji. Dzięki temu zyski z najkorzystniej oprocentowanych lokat na rynku przekraczały 4%.

Alternatywą dla trzymania pieniędzy na lokatach jest kupowanie jednostek funduszy inwestycyjnych, inwestowanie na rynku nieruchomości, kupowanie akcji i obligacji albo chociażby inwestowanie w wino czy whisky. Są to jednak zupełnie odrębne grupy inwestycji, będące z pewnością materiałem na oddzielny artykuł. Pamiętajmy, że większość z nich wiąże się ze sporym ryzykiem. Oczywiście wprawny inwestor jest w stanie zarobić na wiele sposobów, jednak w żaden sposób nie można tego z góry zagwarantować. Dla osób, które nie mają po prostu do tego głowy, lokaty bankowe wydają się bezpieczną przystanią. Pamiętajmy, że środki w polskich bankach są w pełni zabezpieczone przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny do 100.000 EUR, co stanowi równowartość ponad 400.000 PLN.

Wniosek jest prosty – kompletnie nie opłaca się trzymać naszych oszczędności na nieoprocentowanych kontach osobistych. Jeśli nie chcemy inwestować w bardziej ryzykowne instrumenty finansowe, to zamiast na rachunkach bankowych, trzymajmy nasze środki na oprocentowanych lokatach. To pozwoli nam zazwyczaj ochronić się przed inflacją, a często także trochę zarobić. Warto skorzystać z promocji dla nowych klientów, w których banki często oferują podwyższone oprocentowanie lub premię za samo założenie lokaty!

Łukasz Miśkiewicz
Zobacz więcej porad o finansach i oszczędzaniu: polakoszczedza.pl.

wtorek, 30 maja 2017

Upadek Wenezueli - wpis gościnny

Po 18 latach socjalistycznych, uzależnionych od wydatków publicznych rządów w Wenezueli wiadomości dochodzące z tego zakątka świata wciąż wywołują szok, zaciekawienie i skrajne emocje. Wszystko zaczęło się od przysłowiowego już braku papieru toaletowego, podstawowych leków i pustych półek w sklepach, kończy zaś na tłumach Wenezuelczyków próbujących przekroczyć granicę z Kolumbią, aby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby.

W tym samym czasie na lotnisku w Caracas lądują dziesiątki Boeingów 747 z całego świata, które przybywają z cennym ładunkiem na pokładzie. Nie, rząd „Republiki Boliwariańskiej” nie importuje żywności ani leków. Samoloty transportowe przewożą nowo wydrukowane banknoty wenezuelskiej waluty – boliwara. Ten zaskakujący scenariusz nie jest po prostu kolejnym złośliwym dowcipem wenezuelskiego rządu; wynika z faktu, że nie można uniknąć drukowania nowych banknotów, biorąc pod uwagę roczną stopę inflacji w wysokości 800% w 2016 r. w połączeniu z niechęcią wobec skorygowania inflacji poprzez zmianę nominalnej wartości waluty – mimo że w końcu została ona zwiększona pod wpływem aktualnej sytuacji w 2017 r.


W rzeczywistości sytuacja jest tak poważna, że władze z trudem gromadzą wystarczające sumy w dolarach, aby opłacić dodruk nowych boliwarów. Cytując słynny blog Zero Hedge: „Innymi słowy Wenezuela jest teraz bankrutem, który może nie mieć wystarczająco dużo środków, aby zapłacić za swoje pieniądze”. Z kolei gdy socjaliści na szczycie próbują stosować kosztowne metody neutralizowania hiperinflacji, burmistrz regionu Chacao w Caracas twierdzi, że od maja zeszłego roku Wenezuelczycy polują na gołębie i psy, gdyż w sklepach nie można znaleźć 70% artykułów pierwszej potrzeby.

Jak do tego doszło? Wenezuela to kraj z największymi rezerwami ropy naftowej, które według danych z Caracas wynoszą prawie 300 miliardów baryłek wysokiej jakości węglowodorów – to więcej niż w przypadku Arabii Saudyjskiej; to kraj, na cześć którego prasa amerykańska wygłaszała peany w 2013 r., wychwalając sukces chavizmu i nowego socjalizmu południowoamerykańskiego; kraj, który stał się „zagrożeniem dla globalnego kapitalizmu”, kiedy to w ciągu 10 lat (od 2003 do 2013 r.) podwoił wartość PKB, ograniczył umieralność dzieci o połowę, przyjął miliony młodych ludzi na uniwersytety i zapewnił obywatelom dostęp do służby zdrowia.


Dramatyczna sytuacja Wenezueli to klasyczny przykład planowej gospodarki interwencjonistycznej, która została zgrabnie podsumowana przez Margaret Thatcher: „Problem z socjalizmem polega na tym, że ostatecznie kończą ci się cudze pieniądze”. Nowe państwowe mieszkalnictwo, „bezpłatna” edukacja i opieka zdrowotna, świąteczne premie i dotacje na różne produkty w tym żywność, specjalne świadczenia dla „śmietanki” – za to wszystko trzeba teraz zapłacić. Można finansować te wydatki, póki istnieją zagraniczne spółki, które można znacjonalizować, nieruchomości, które państwo socjalistyczne może wywłaszczyć i – co najważniejsze – dopóki „czarne złoto” pozostaje źródłem ogromnych przychodów.

Problemy te były jednak oczywiste nawet przed największym spadkiem cen ropy. Już w 2014 r. w budżecie Wenezueli występował niepokojący 17% deficyt. Wstrząs okazał się jeszcze silniejszy, gdy w 2015 r. ceny ropy na zagranicznych giełdach spadły do 40 USD za baryłkę – podczas gdy wcześniej przez kilka lat utrzymywały się w okolicach 100 USD za baryłkę – i do dziś pozostały na poziomie 50 USD. Reakcja wenezuelskich socjalistów była taka sama jak zwykle, zgodna ze scenariuszem dobrze znanym studentom historii gospodarczej. Olbrzymich wydatków niezbędnych do pozostania u władzy nie można finansować z zasobów naturalnych lub przez zaciekłe pozbawianie mienia. Socjalistom pozostały więc dwie możliwości – drukowanie większej ilości pieniędzy i kontrolowanie cen.

Monetyzacja deficytów budżetowych (tj. pokrywanie deficytu nowo wydrukowanymi pieniędzmi) w latach 2007–2013 doprowadziła do inflacji w wysokości 27,4% – ponad pięć razy wyższej niż średnia dla Ameryki Południowej w tym okresie. Wprowadzono ograniczenia dostępu do walut obcych, aby nie dopuścić do odwrotu od szybko tracącego na wartości boliwara. Rząd narzucił kilka różnych kursów wymiany, a kursy preferencyjne były dostępne jedynie dla pewnych grup z kręgów bliskim władzom. Oczywiście zamiast się zatrzymać, przepływ kapitału wzrósł, gdyż wielu Wenezuelczyków płaciło ogromne sumy boliwarów za dolary, aby potem nielegalnie wywieźć je z kraju. Wymiana walut na czarnym rynku stała się zjawiskiem powszechnym, popularność zyskały też strony internetowe śledzące bardzo niestabilny kurs dolara; system Bitcoin okazał się zbawieniem dla wielu osób, gdyż pozostawał trudny do wyśledzenia dla służb rządowych.

Powyższy opis w żaden jednak sposób nie przedstawia pełnego obrazu udręki, którą Chavez i jego następca Maduro zgotowali swoim współobywatelom. Tysiące prywatnych firm zostało wywłaszczonych, właścicieli sklepów aresztowano za „zbyt wysokie ceny”, wprowadzono również bardzo restrykcyjne ograniczenia cen (które później zostały wyegzekwowane przez żołnierzy w ponad 1400 supermarketach). Kontrolowano nie tylko ceny towarów i usług, lecz również rynek pracy – pensje nie mogły zostać obniżone, a ceny nie mogły wzrosnąć. Jak można się było spodziewać, doprowadziło to do kompletnego załamania gospodarczego: upadłości niewielkiej liczby przedsiębiorstw, którym udało się przetrwać do tego czasu, zniknięcia wszelkich towarów, łącznie z produktami pierwszej potrzeby, oraz wielkiej klęski głodu.

Aby przeciwdziałać spowodowanym przez siebie zniszczeniom, Maduro prześcignął nawet swojego mentora Cháveza, sięgając po ultrapopulistyczne hasła w celu zamydlenia oczu Wenezuelczykom. Utworzył nawet Ministerstwo Szczęścia i nadal organizował ceremonie rozdawania domów, podczas których, aby otrzymać upragniony klucz, nieszczęśni nowi właściciele musieli przysiąc dozgonną lojalność wobec reżimu i partii. Z powodu nadchodzących wyborów burmistrza Boże Narodzenie „przesunięto” na wcześniejszy termin, by „zwiększyć szczęście narodu”, co z kolei miało zapewnić lepszy wyniki socjalistów w wyborach.

Działaniom tym towarzyszyły represje wobec opozycji, wybuch protestów, utworzono także specjalne zmotoryzowane „szwadrony śmierci”, aby zneutralizować najniebezpieczniejszych przeciwników reżimu. Oczywiście Maduro i pozostali wenezuelscy socjaliści mieli odpowiednie wyjaśnienie oraz wyrok w sprawie „prawdziwych winowajców”, którzy wywołali kryzys w tym południowoamerykańskim państwie. Byli nimi zagraniczni i miejscowi kapitaliści, amerykańscy imperialiści prowadzący działalność przeciw środowisku, „pasożytnicza burżuazja”. Wszyscy oni spiskowali, aby zniszczyć socjalistyczny raj Republiki Boliwariańskiej.

Scenariusz ten jest podobny do historii wielu innych rządów uzależnionych od wydatków i hiperinflacji, która następuje po nich jak kac. Przez pewien czas władzom udaje się utrzymywać wydatki publiczne, dzięki czemu cieszą się popularnością wśród przyszłych ofiar – czasem nakłady są pokrywane z zasobów naturalnych, a czasem nie. W pewnym momencie, kiedy nie da się już utrzymać budżetu za pomocą zwykłych form wywłaszczenia (podatków i długu), na pomoc przychodzi drukowanie pieniędzy. Wynikającą z tego hiperinflację „leczy się” za pomocą kontrolowania cen. Przedsiębiorcy, którym nie uda się przenieść na czarny rynek, przestają pracować, co w efekcie zwiększa deficyty i rozmiar cierpienia... Dopóki reżim nie upadnie.



Autor artykułu
Artykuł został przygotowany przez firmę Tavex oferującej szeroki wybór złota inwestycyjnego, ponad 50 walut z całego świata oraz szybkie i tanie przekazy pieniężne TavexWise

środa, 17 maja 2017

Stanowisko UOKiK w sprawie polisolokat - jak wygląda? - wpis gościnny

Ubezpieczenia z elementem inwestycyjnym zrobiły istną furorę w naszym kraju, bardzo wielu rodaków z uśmiechem na twarzy podpisywało umowy, w myśl których ich kapitał miał spokojnie pomnażać się na polisie lokacyjnej. Bardzo wielu z nich wciąż żałuje, że dało się nabrać na kolorowe reklamy i skuszeni wysokim oprocentowaniem udali się do towarzystw ubezpieczeniowych by zawrzeć umowę.
Na szczęście dzisiaj nie są osamotnieni w walce o odzyskanie swoich pieniędzy, skutecznie pomaga im w tym Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, który dokłada wszelkich starań, by rozwiązać problem związany z nieuczciwym zapisem w umowach o polisolokaty. Jakie jest stanowisko UOKiK w tej sprawie?

Czym są polisolokaty?

By dobrze zrozumieć problem, musimy wiedzieć czym są i jak działają polisolokaty, a co ważniejsze zrozumieć, czemu zapisy w umowie o nie były nieuczciwe.
W najprostszym tłumaczeniu, polisolokata to połączenie dwóch usług – polisy lokacyjnej i ubezpieczenia na życie. To rozwiązanie ( w porównaniu do innych usług finansowych) miało zapewnić ogromy i pewny zysk klientom. A wszystko za sprawą podatku belki, a w zasadzie jego braku. Nie jest on bowiem doliczany do usług, które obejmują ubezpieczenia. Dlatego też towarzystwa ubezpieczeniowe mogły zaoferować klientom większy procent zysku.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie, jednak bardzo szybko okazało się, że polsiolokaty są maszynką do robienia pieniędzy… dla towarzystw ubezpieczeniowych. A wszystko przez tzw. opłatę likwidacyjną – czym ona jest?
Opłata likwidacyjna, to zapis w umowie o polisolokacie, który informuje o kosztach, jakie będzie musiał ponieść klient, gdy zechce zrezygnować z umowy przed jej zakończeniem. Miała to być forma zabezpieczenia dla usługodawcy. W praktyce jednak ten zapis umowy był często pomijany przy jej podpisywaniu, a o samej opłacie dowiadywaliśmy się dopiero w momencie, w którym rezygnowaliśmy z umowy. Nadmienić trzeba, że polisolokata sama w sobie nie generowała zysku, raczej straty, przez które musieliśmy wpłacać na lokatę dodatkowe środki (brak wpłat był równoznaczny z rozwiązaniem umowy i naliczeniem opłaty likwidacyjnej). Co jednak najważniejsze, sama opłata wynosiła nawet 100 procent wkładu własnego.

A co na to UOKiK?

Na szczęście organ państwowy nie pozostawił poszkodowanych samych sobie, rozpoczynając negocjacje z towarzystwami ubezpieczeniowymi. Zapisy umów związane z opłatą likwidacyjną zostały uznane za nieuczciwe, co otworzyło drogę (sądową), do walki o pieniądze, które stracili klienci.
Głównym zarzutem ze strony UOKiK, jest fakt, że poprzez opłatę likwidacyjną ubezpieczyciele starają się przerzucić na konsumentów koszty początkowe zawarcia ubezpieczenia – a te w ocenie specjalistów powinny być zaliczane do ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej, to z kolei powinno być zmartwieniem jedynie przedsiębiorcy.
MS
Więcej informacji o odzyskaniu środków z polisolokat uzyskasz na: http://oplatylikwidacyjne24.pl.

piątek, 21 kwietnia 2017

Rozkładamy ubezpieczenie mieszkania na czynniki pierwsze. (wpis gościnny)

Ubezpieczenie mieszkania to naturalna czynność. Każdy kto chce zadbać o własne bezpieczeństwo, każdy kto chroni mieszkanie oraz mieszkańców, oprócz skorzystania z różnego rodzaju urządzeń, zabezpieczeń musi wybrać optymalne ubezpieczenie. Wszak nigdy nie wiadomo co może się przytrafić.

Pożary, włamania, zalanie wodą i wiele innych zdarzeń losowych powoduje ogromne straty. Jak zatem ubezpieczyć mieszkanie na wypadek różnego rodzaju negatywnych wydarzeń?


Ubezpieczenie szyte na miarę

Ubezpieczenie i jego opcję powinniśmy wybrać pod katem naszych potrzeb. Trzeba jednoznacznie odpowiedzieć na liczne pytania. Na to co może zagrażać konkretnej nieruchomości, na jakie zdarzenia będzie narażona w szczególności. Należy sprawdzić wartość wyposażenia mieszkania, tak aby w sytuacji zniszczenia nie było problemów z jego odtworzeniem. Brać należy także pod uwagę ryzyko włamania, kradzieży i pod tym kątem szukać również najbardziej atrakcyjnych opcji ubezpieczeniowych.


Ubezpieczenia rozszerzone


Firmy ubezpieczeniowe konkurują ze sobą na coraz bardziej wymyślne oferty, dzięki czemu potencjalni klienci nie muszą obracać się tylko i wyłącznie w temacie ochrony mieszkania, domu. Istnieją opcje rozszerzonych pakietów związane choćby z pomocą ubezpieczonemu w postaci wynajmu mieszkania zastępczego, pomocy prawnej i wielu innych dodatkowych działań.

Warto pomyśleć o OC

Decydując się na wykup ubezpieczenia rozsądnie jest również zainwestować w OC – odpowiedzialność cywilna. To prosty sposób na uniknięcie kosztów związanych ze spowodowaniem nieumyślnych wypadków, zniszczeń dokonanych w domach sąsiadów. Najczęściej mowa tutaj o przypadkowych zalaniach i pokryciu kosztów remontu. Całość zostanie sfinansowana właśnie z polisy OC.


Co wpływa na wartość stawek ubezpieczeniowych?

Zasadniczo brane są pod uwagę elementy wyposażenia mieszkania oraz jego zabezpieczenia. Firmy oferujące polisy brać pod uwagę mogą czy na wyposażeniu lokalu są np. drzwi, szyby czy też rolety antywłamaniowe, posiadające naturalnie niezbędne atesty. Czy właściciel nieruchomości zainwestował w takie zabezpieczenia jak choćby alarm tradycyjny oraz alarm przeciwpożarowy. Czy zamontowana jest choćby kamera zmniejszająca ryzyko włamania. To część elementów o które winni zadbać właściciele dzięki czemu składka może być niższa. Dodatkowo brane jest pod uwagę otoczenie. Brane jest pod uwagę czy mieszkanie znajduje się na osiedlu zamkniętym i chronionym. Sprawdza się również lojalność względem firmy ubezpieczeniowej. Kontynuowanie współpracy czy też posiadanie innych ubezpieczeń to możliwość uzyskania zniżki.


Ile trzeba zapłacić za ubezpieczenie mieszkania?

Powyżej wspomniane zostało co wpływa na wysokość ubezpieczenia oraz jak należy podejść do oceny ryzyka. Teraz czas na sprawdzenie tego ile co może rzeczywiście kosztować jeżeli mowa o składce na jeden rok.

Symulacja zakłada że ubezpieczone zostanie mieszkanie w Gdańsku, o wielkości 43 m2, rok budowy 2007 wyposażone w drzwi antywłamaniowe. Wybierając standardowe ubezpieczenie, do tego decydując się na opcję OC na kwotę 50.000 zł, składka roczna wynosić będzie około 300 złotych. Podobnie sytuacja będzie wyglądać w innych częściach Polski. Ubezpieczenie podobnego mieszkania będzie wiązało się z wydaniem kwoty oscylującej wokół 300 złotych.


Nie zawsze możemy liczyć na wypłatę ubezpieczenia

Oczywiście nie życzymy nikomu problemów związanych z własnym mieszkaniem, domem. Nie życzymy żadnych wypadków losowych ale należy pamiętać, że nie zawsze ubezpieczyciel będzie chciał nam wypłacić ubezpieczenie.

Jakiekolwiek celowe zniszczenia mienia, brak dbałości, rażące zaniedbania odnośnie stanu domu, mieszkania czy też kradzież niezwykle wartościowych przedmiotów takich jak choćby dzieła sztuki. W takich sytuacjach trudno liczyć na odszkodowanie. Przykładowo dzieła sztuki, antyki należy ubezpieczyć osobno. Koszt takiej polisy jest zdecydowanie droższy od tradycyjnej.


Staranne czytanie OWU


Przed podpisaniem umowy o ubezpieczeniu należy dokładnie zapoznać się z wszystkimi informacjami zawartymi w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia, w skrócie OWU. Na co zwrócić uwagę? Jakie detale mają znaczenie?

Domeną wielu osób jest brak dokładnej analizy zapisów w umowach. Bo za długa, za trudnym językiem napisana, presja czasu. To pierwszy błąd w trakcie zawierania umów ubezpieczeniowych. Należy zatem spokojnie wszystko sprawdzić, należy zwrócić baczną uwagę w szczególności na wszystkie informacje odnoszące się do wyłączeń odpowiedzialności ubezpieczyciela za powstałe szkody.


Autor artykułu
Zainteresował Cię temat? Wpadnij również na: Nowe-nieruchomosci.pl

poniedziałek, 6 marca 2017

Dlaczego stajemy się dłużnikami?

Polacy są zadłużeni na łączną kwotę ponad 40 miliardów złotych.


Wylicza się, że w każdym kolejnym kwartale wartość zadłużeń wzrasta o 1,07%. Najwięcej dłużników mieszka w województwie śląskim i mazowieckim. Okazuje się, że dłużnikami jest aż 6,1% Polaków – to ci, którzy nie spłacili w terminie do 60 dni zobowiązań o wartości minimum 200 złotych. W tzw. grupie podwyższonego ryzyka, czyli tej, która obarczona jest zagrożeniem niespłacania należności w terminie przeważają mężczyźni. Aż 60% mężczyzn jest zresztą dłużnikami, od których trudno wyegzekwować spłatę długu. Wartość długów wynosi najczęściej od 2100 złotych do 5000 złotych.

Zgodnie ze statystykami, aż 33% dłużników ma niespłacone w terminie zaległości w wyniku czynników zewnętrznych. 28% popada zaś w długi, bo źle gospodaruje budżetem i zaciąga zbyt dużą liczbę pożyczek, których nie jest potem w stanie spłacić.

Nie tylko złe zarządzanie domowym budżetem sprawia, że popadamy w coraz większe długi. Przyczyną nieradzenia sobie ze spłatą należnych zobowiązań w terminie mogą być też przypadki losowe, w tym utrata pracy czy choroba bliskiej osoby. Nie zawsze mamy wpływ na niekorzystną sytuację finansową, ale to od nas zależy, jak z niej wybrniemy. Ciekawostką jest tutaj fakt, iż 9% badanych przyznaje, że w długi popadają tylko osoby o słabym charakterze, nieporadne. Nie łączą oni absolutnie zadłużenia z rozrzutnością i życiem ponad stan.

Badania wykazują, że w długi popadamy zwykle w wyniku nadmiernej konsumpcji. Wydajemy o wiele więcej niż zarabiamy, wybieramy produkty drogie i lepszej jakości aniżeli tańsze zamienniki. Większość Polaków nie ustala też priorytetów w kwestii miesięcznych wydatków. W pierwszej kolejności powinniśmy spłacać należne zobowiązania, takie jak rachunki za czynsz, gaz, prąd, telewizję, telefon czy internet – to właśnie dostawcy tych mediów stają się najczęściej wierzycielami. Osoby, które nie posiadają wystarczającej wiedzy finansowej, powinny sporządzać comiesięczną listę wydatków, zgodnie z własnymi możliwościami.

Czy wiecie, że aż 22% dłużników zaciąga kolejne zobowiązania, by móc spłacić te pierwsze? Niestety jest to typowy mechanizm zjawiska, jakim jest spirala zadłużenia. Osoby, których miesięczny dochód nie jest wystarczający na terminową opłatę bieżących rachunków, zaciągają pożyczki. Później, by je spłacić, wnioskują o kolejne. Dochodzi do sytuacji, kiedy tracą zdolność finansową i nie mają możliwości wywiązania się z pojętych zobowiązań. To moment, kiedy wierzyciel zwraca się do firmy windykacyjnej, celem odzyskania długu.

Każdy dłużnik powinien dążyć do oddłużenia. Rozwiązaniem nie jest konsolidacja zadłużeń ani pozbycie się mienia na rzecz przeterminowanych zobowiązań. Nie należy dopuszczać do sytuacji, w której zadłużenie będzie przyczyną złożenia wniosku do sądu. Wyrok natychmiastowej wykonalności wiąże się z zaangażowaniem w sprawę komornika, który bezwzględnie reprezentuje wierzyciela, zajmując mienie dłużnika. Najlepszą opcją jest więc współpraca z windykatorem, który umożliwia negocjacje. Ich efektem jest korzystny system spłaty należności zarówno dla wierzyciela, jak i dłużnika.

Artykuł powstał w oparciu o treści ze strony Intrum Justitia.

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu

sobota, 21 stycznia 2017

Polak (nie)potrafi oszczędzać

Wśród analityków nieustannie toczą się spory na temat rzeczywistej sytuacji finansowej Polaków. Według nich coraz mniej oszczędzamy, a coraz więcej pożyczamy i kupujemy. Chciałoby się powiedzieć „ oszczędny jak Polak”, ale nie zawsze ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości.


Finansowa roztropność nie jest naszą mocną stroną, co w dużej mierze uwarunkowane jest ograniczonym lub całkowitym brakiem edukacji finansowej. W szkole ta sfera edukacji ogranicza się do stwierdzeń „ bez pracy nie ma kołaczy” i „aby mieć pieniądze należy pracować”. Dzieci wizualizują w głowach obraz przyszłości i z niecierpliwością oczekują dorosłości. Nie wiedzą jeszcze, że wkroczą w świat nie mając odpowiedniej wiedzy na temat pomnażania i inwestowania gotówki, a także, że kredyt kredytowi nierówny. Dowiedzą się tego w praktyce na własnej skórze, ucząc na własnych błędach i słono płacąc za te lekcje.
Historia kołem się toczy
Nasze pojęcie o finansach i planowaniu wydatków w dużej mierze zależy od tego, jak do tej kwestii podchodzili nasi rodzice. Wzorce mają ogromne znaczenie i są pewnego rodzaju drogowskazem. Zmysł obserwacji i umiejętność wyciągania wniosków są niezwykle przydatne w dorosłym życiu i niezbędne przy realizacji wszelkiego rodzaju przedsięwzięć finansowych.
Skala problemu
Chcąc w pełni zrozumieć skalę problemu należy przyjrzeć się faktom, które nie nastrajają optymistycznie. Jednym z nich jest bezwzględne zaufanie do produktów i usług oferowanych przez banki i inne instytucje finansowe. Lubimy pożyczać i robimy to na potęgę. Nie korzystamy z usług doradców kredytowych, co pozwoliłoby uniknąć wielu rozczarowań. Nie dajemy sobie chwili na zastanowienie, przeanalizowanie tylko działamy pod wpływem impulsu. A świadomość, że być może za chwilę będziemy mieć dodatkowe fundusze sprawia, że pojęcia typu – racjonalnie i bez pośpiechu stają się nam obce.
Ponad połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności i żyje z dnia na dzień. Naszym problemem jest idealizowanie okoliczności w których przyszło nam żyć. Nie mamy pieniędzy, nie myślimy perspektywicznie i długofalowo. Zachowujemy się jakby nie miało być jutra i wydajemy więcej niż pozwala na to nasz domowy budżet. Nieprzemyślane wydatki są głównym problemem współczesnego Polaka. Posiłkowanie się chwilówkami stało się sposobem na załatanie dziury budżetowej. Jednak jest to rozwiązanie krótkotrwałe, często nakręcające spiralę długów. A te, spłacamy niechętnie. Gdy tylko opada euforia spowodowana „nagłym bogactwem ” zaczyna docierać do nas, że wpadliśmy w pułapkę, zastawioną często przez nas samych.
Dobre planowanie
Głównie dlatego, że pieniądze towarzyszą nam na każdym kroku, na co dzień, nie podejmujemy prób zastanowienia się jak i czy dobrze gospodarujemy dostępnym budżetem. Zbyt często nadużywając słów „ jakoś to będzie”. Chcąc nauczyć się panowania nad finansami należy zastosować metodę małych kroków. Najprostszym sposobem jest sporządzenie listy przychodów i wydatków. Żeby w coś uwierzyć trzeba to zobaczyć na własne oczy, a zapisując wydane sumy mamy pełny wgląd w nasze poczynania. Biorąc pod uwagę okoliczność, że często „zamiatamy fakty pod dywan”, w przypadku planowania budżetu nie warto tego robić i sumiennie zapisywać każdy, nawet najmniejszy wydatek. Oszukując samego siebie nigdy nie osiągnie się finansowej harmonii.
Oszczędzanie bez tajemnic
Szary koniec – to pozycja Polski w rankingu na najbardziej oszczędny naród. Biorąc pod uwagę informacje zawarte powyżej, obłudą byłoby oczekiwanie pozycji na podium. Mniej oszczędności od nas mają Łotysze i Litwini. Pocieszające? Nie sądzę. Przed nami są Czesi, Węgrzy, Niemcy i Szwedzi. Część osób zgodnie twierdzi, że na pewno zaczęli by oszczędzać, gdyby więcej zarabiali. Tymczasem oszczędności są wszędzie. A zaradność to nie skąpstwo. Dlatego warto stanąć z boku i przyjrzeć się swojemu stylowi życia. Wyłączanie ładowarek z kontaktów, robienie prania tylko gdy zapełnimy całą pralkę czy wyłączanie światła po wyjściu z pomieszczenia, to także formy oszczędzania. Zwłaszcza, że opłaty za media pochłaniają lwią część naszego domowego budżetu. Do wydatków stałych zaliczamy także wyżywienie. I tu należy zadać sobie pytanie, ile i jak często wrzucamy produktów spożywczych. Robiąc zakupy z głową możemy liczyć na spore oszczędności. Pieniądze nie leżą na ziemi, nie wyrzucajmy ich więc w błoto. Stołowanie się na mieście również nie poprawia kondycji naszego portfela. Jeśli będziemy stosować zasadę – najpierw obowiązki, potem przyjemności to z pewnością na tym zyskamy. Świadomość, że sprawujemy kontrolę nad własnym życiem wpływa pozytywnie na postrzeganie własnej osoby.
Człowiek uczy się całe życie i jest istotą omylną. Pół biedy jeśli wyciąga wnioski i uczy się na własnych błędach, nie powielając ich.
Jedno jest pewne, jeśli decydujemy się wsiąść na pożyczkową karuzelę to nie zapominajmy zapiąć pasów. Niejednokrotnie przyda się także poduszka powietrzna bo upadek może być bardzo dotkliwy. Oszczędzanie to trudna sztuka, ale warto podjąć trud i poznać wszystkie jej tajniki. Spokój i poczucie bezpieczeństwa to wartości bezcenne.
Więcej informacji
Publikację przygotował Niezależny Doradca Kredytowy Tomasz Wostal - kredyty to nasza specjalność.

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu

piątek, 2 grudnia 2016

Ciekawe i innowacyjne inwestycje w nieruchomości

Inwestycje w nieruchomości kojarzą się nadto pozytywnie i często utożsamiane są z wyjątkowo rozsądnym oraz skutecznym lokowaniem pieniędzy. Dla wielu osób oznacza to przede wszystkim kupno mieszkania lub domu i wynajmowanie go, jednak okazuje się, że można inwestować w zdecydowanie bardziej niekonwencjonalny sposób.Biorąc pod uwagę fakt, że klasyczne inwestowanie w nieruchomości bywa dość powszechne, warto przeanalizować inne dostępne rozwiązania.
 


Wiele zależy od ludzkiej kreatywności, bowiem tak naprawdę sposobów na przemyślane zarządzanie posiadanym majątkiem jest sporo. Trzeba oszacować swoje możliwości, potrzeby i oczekiwania, a następnie zdecydować się na najlepsze rozwiązanie. Oczywiście, dany sposób na zwielokrotnienie dobytku może się okazać nieefektywny w konkretnych realiach, jednak należy zdawać sobie sprawę, że w przypadku finansów ryzyko zazwyczaj jest wkalkulowane.

Nietypowe rozwiązania i sposoby na znaczne powiększenie stanu konta

Liczba studentów w naszym kraju zdecydowanie przerasta tę, którą można było zaobserwować jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Właśnie dlatego odpowiednim sposobem na ulokowanie majątku może stać się inwestycja w akademik. Co prawda, takie rozwiązanie jest popularne przede wszystkim na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie dość powszechnym zabiegiem jest kupno jednego z pokojów i wynajmowanie go któremuś ze studentów. Dzięki temu, można czerpać wymierne zyski bez konieczności nieustannego doglądania zakupionego lokalu.

Kolejnym, nieco podobnym sposobem na zwielokrotnienie posiadanego na koncie majątku jest zakup pokoju hotelowego. Wystarczy jednorazowo zapłacić odpowiednią kwotę, a ów pokój będzie zarządzany przez firmę odpowiedzialną za sprawowanie pieczy na obiektem. Warto mieć świadomość, że w tym przypadku również inwestor nie musi martwić się o kwestię administracji, czerpiąc niemałe przecież przychody wynikające z ustalonego czynszu.

Wychodząc z założenia, że najbardziej pożądaną inwestycją jest taka, która sama sobą zarządza, a jedynym obowiązkiem właściciela jest doglądanie stanu konta, należy pamiętać o inwestycji w miejsca postojowe. Rzecz jasna, nie chodzi tu o stanowisko w osiedlowym garażu, a o lotniskowych parkingach. W tym przypadku, podobnie jak w wyżej wspomnianych, zarówno administracją, jak i rozliczaniem się z najemcami zajmuje się zewnętrzny podmiot.

Kiepski stan służby zdrowia może być atutem inwestora

Bardzo szybko może się okazać, że innym niezłym pomysłem jest inwestycja w dom spokojnej starości – choć koniecznie trzeba mieć świadomość stosunkowo wysokich kosztów takiego przedsięwzięcia. Niestety, służba zdrowia nie zawsze jest w stanie zagwarantować seniorom wszystkiego, czego potrzebują, nie tylko w naszym kraju, ale również w wielu pozostałych miejscach na Starym Kontynencie. Dlatego właśnie domy spokojnej starości cieszą się rosnącą popularnością, a firmy decydujące się na inwestycje w tej branży mają nieocenione możliwości rozwoju.

Oczywiście, to tylko kilka nietypowych i nowatorskich pomysłów na inwestycje w nieruchomości, jednak można odnaleźć całe mnóstwo innych. Wśród takowych można wyróżnić chociażby krótkoterminowy wynajem mieszkania – szansa na przenocowanie w odpowiednich warunkach taniej niż w hotelu może odnaleźć wielu zwolenników.
Portal SprytnaKasa.pl wsparł nas merytorycznie.

 

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu.

niedziela, 30 października 2016

Konsolidacja kredytów w praktyce. Na co uważać? - wpis gościnny

Raty zaciągniętych kredytów i zobowiązań Cię przytłaczają? Zbliża się termin spłaty, a Ty nie masz wystarczających środków na koncie? Bank nie chce słyszeć o zmienieniu Ci harmonogramu płatności? Nie panikuj. Odpowiednim rozwiązaniem dla Ciebie może być konsolidacja kredytów. Przeczytaj, na czym polega i na co uważać decydując się na nią.

 

 

Brak pieniędzy na spłatę zobowiązań. Co robić?

Najgorsze rozwiązanie, które możesz wybrać, to zerwanie kontaktu z bankiem i niedokonanie wpłaty. Pamiętaj, bankowi nie zależy wcale na doprowadzeniu Cię do bankructwa - wręcz przeciwnie, bank chce odzyskać pożyczone Ci pieniądze. Jeśli zerwiesz kontakt z bankiem, problemy będzie miał i on, i Ty - może czekać Cię rozprawa przed sądem i egzekucja komornicza. W takiej sytuacji znacznie lepiej będzie skontaktować się z bankiem i renegocjować warunki spłaty zadłużenia. Często dobrym wyjściem będzie prolongata kredytu lub zmiana wysokości raty tak, byś spłacał mniej, ale dłużej. Jeśli bank odmawia takiego rozwiązania, jedynym wyjściem często pozostaje kredyt konsolidacyjny.

 

Kredyt konsolidacyjny - na czym polega?

Kredyt konsolidacyjny przeznaczony jest dla osób, które są już mocno zadłużone, często mają już kilka zobowiązań w różnych bankach i mają problemy z ich spłatą. Dzięki wzięciu kredytu konsolidacyjnego jeden bank przejmie wszystkie nasze zobowiązania. Bardzo często jest to rozwiązanie korzystne dla nas, gdyż po połączeniu kredytów oprocentowanie jest niższe, niż w przypadku wszystkich zobowiązań osobno. Oznacza to dla nas niższą ratę. Kredytem konsolidacyjnym możemy objąć przeróżne zobowiązania - takie jak kredyt hipoteczny, kredyt na samochód, raty za zakup sprzętu domowego czy limit w karcie kredytowej.

 

Kto może starać się o kredyt konsolidacyjny?

Kredyty konsolidacyjne są udzielane nawet osobom w złej sytuacji finansowej, które mają już wiele zobowiązań. Idąc na wizytę w banku w sprawie kredytu konsolidacyjnego będziemy potrzebowali zaświadczeń o naszych zarobkach, rachunkach, które co miesiąc opłacamy i kredytach, które wzięliśmy (będziemy musieli potwierdzić, ile rat już zapłaciliśmy i ile nam jeszcze zostało, jak bardzo zalegamy ze spłatą).
Pamiętajmy jednak, że chociaż kredyt konsolidacyjny jest produktem dla osób już zadłużonych, nie oznacza to, że każdy go dostanie. Banki raczej nie udzielają kredytów konsolidacyjnych osobom, które zerwały kontakt wcześniej z bankiem i zalegają ze spłatą kilku rat. Z tego powodu, gdy mamy problemy ze spłatą kredytu, najlepiej zgłosić się do banku jak najwcześniej. Przy braniu kredytu konsolidacyjnego często wymagany jest również zastaw - może to być jednak nawet mieszkanie już objęte hipoteką. Warto wspomnieć o tym, że banki niechętnie udzielają kredytów konsolidacyjnych na sumę wyższą niż 80-90 tysięcy złotych.

 

Jakie są zalety kredytu konsolidacyjnego?

Przede wszystkim, często to jedyne rozwiązanie, które może nas uratować w sytuacji podbramkowej. Oprocentowanie nowego kredytu jest często niższe niż suma odsetek, które już spłacamy. Dzięki rozłożeniu kredytu na dłuższy czas, spłacamy niższą ratę, na którą nas stać - dzięki temu możemy uniknąć sytuacji, w której przepada nam nieruchomość objęta hipoteką lub czeka nas egzekucja komornicza.

 

Ile będzie nas kosztować konsolidacja długów?

Pamiętajmy o tym, że konsolidacja kredytów to zawsze pewien dodatkowy koszt - nie możemy mieć złudzeń, że bank zaproponuje takie samo oprocentowanie osobie z wieloma długami i złą historią kredytową, jak komuś kto zawsze wywiązywał się ze swoich zobowiązań rzetelnie. Oprocentowanie kredytu konsolidacyjnego zawsze będzie wyższe niż oprocentowanie zwykłego kredytu hipotecznego - ryzyko banku jest w tym wypadku znacznie większe. Do tego często dochodzi koszt prowizji.

 

Czy to się opłaca?

W przypadku kredytu konsolidacyjnego zyskać możemy jedynie na tym, że rata, którą spłacamy, będzie niższa. Czas spłaty wydłuży się i to sprawi, że suma odsetek, które będziemy musieli zapłacić bankowi, będzie większa, więc łączny koszt kredytu wzrośnie. Z tego powodu powinniśmy traktować kredyt konsolidacyjny jedynie jako wyjście w sytuacji podbramkowej - jeśli tylko możemy, spróbujmy najpierw zacisnąć pasa i postarać się spłacić nasze wierzytelności bez tego.


piątek, 21 października 2016

Wpływ wyborów prezydenckich w USA na rynek finansowy (wpis gościnny)

Już 8 listopada Amerykanie podejmą decyzję, mogącą silnie wpłynąć na kreowanie nastrojów panujących na rynku finansowym w najbliższym czasie. Pojawienie się kontrowersyjnego pretendenta do prezydenckiego fotela w postaci Donalda Trumpa wzbudziło niepewności, a te uwidaczniają się również w notowaniu walut. Jak ewentualne zwycięstwo tego kandydata może przełożyć się na nastawienie inwestorów?

 



Walka na słowa

Dwie debaty na linii Clinton-Trump nie zdołały jednoznacznie wskazać zwycięzcy tych starć. Ostanie spotkanie pomiędzy kandydatami zostanie zapamiętane jako pozbawiony zasad moralnych spektakl. Ciężka atmosfera, dziwna mowa ciała oraz wzajemne wytykanie błędów bardziej przypominało przepychankę uliczną niż produktywny dialog, który pomógłby obywatelom w podjęciu decyzji.

Podczas telewizyjnej rozgrywki republikanin formułował wiele zarzutów w kierunku Hillary Clinton, jednak sam też musiał się zmierzyć z oskarżeniami, dotyczącymi przede wszystkim traktowania kobiet i mniejszości narodowych, a każdy taki zarzut wobec Trumpa zmniejsza prawdopodobieństwo wygranej i uspokaja nieco rynkowe nastroje.

Co wygrana Trumpa oznacza dla rynku finansowego?

Forex lubi stabilność, a kandydaturze Donalda Trumpa do stabilności daleko. Pojawienie się kandydata podążającego nieutartymi wcześniej ścieżkami, wskazuje na silną potrzebę zmian w Stanach Zjednoczonych. Z kolei takie zmiany budzą wiele pytań o przyszłość. Trump jest dla Forexu jak nowy front, trudno jednak przewidzieć jaka będzie jego siła, kierunek, a tym bardziej przewidzieć skutki.

Nieprzewidywalność rodzi obawy i to względem kwestii, tak głośno analizowanej w ostatnim czasie przez inwestorów, mianowicie podwyżki stóp procentowych w USA. Podczas pierwszej debaty prezydenckiej Donald Trump przypisał prezes Rezerwy Federalnej Janet Yellen upolitycznienie, co jest sytuacją bezprecedensową w historii wyborów prezydenckich. Zarzut dotyczył utrzymywania niskich stóp procentowych, w celu wspierania koniunktury gospodarczej kraju podczas prezydentury Baracka Obamy. Według niego powstała w ten sposób bańka spekulacyjna, która pęknie wraz z zacieśnieniem polityki monetarnej. Rynek spodziewa się, że taki krok nastąpi jeszcze przed końcem tego roku, jednak już po wyborach prezydenckich.

Skutki zmian w Fed

W związku z powyższym trudno spodziewać się, aby po ewentualnej wygranej Trumpa obecna szefowa Fed zdecydowała się na kontynuowanie swojej pracy do końca kadencji, która wygasa w 2018 roku. Janet Yellen może postanowić odejść jeszcze przed grudniowym posiedzeniem w sprawie stóp procentowych, co zdezorientowałoby rynek. Pojawią się także obawy o zastąpienie jej stanowiska osobą z obozu Trumpa, a to odzwierciedliłoby się przede wszystkim w kursie walut rynków wschodzących. Zatem brak stabilności może się okazać silniejszym czynnikiem ryzyka niż spodziewana podwyżka.

Wahania walut nie są wykluczone również wtedy, gdy zwycięstwo odniesie kandydatka demokratów. Według informacji napływających zza oceanu, znana z gołębiej polityki Lael Brainard, może zostać w takiej sytuacji powołana na stanowisko sekretarza skarbu. Odeszłaby wtedy z Fed największa przeciwniczka zacieśniania polityki monetarnej.

Do wyborów pozostało niewiele czasu. Może podczas ostatniego etapu zmagań pomiędzy kandydatami o fotel prezydencki szala zdoła się przechylić na którąś ze stron. Jest to o tyle istotne, że tylko wyraźny faworyt wyścigu do Białego Domu pozwoli rynkowi Forex na przygotowanie się do nadchodzących zmian.


Artykuł opracowany przy współpracy z Ekantor.pl

niedziela, 27 września 2015

Mieszkanie dla Młodych – nowości od września 2015 (wpis gościnny)

Program Mieszkanie dla Młodych został pomyślany jako remedium na problemy mieszkaniowe ciut młodszych obywateli. Jednak założenia, jakie przyjęto na etapie wprowadzania w życie pierwszej wersji tego programu spowodowały, że nie był on dostępny dla najbardziej potrzebujących. Jak zmienią to wprowadzone od pierwszego września uaktualnienia?

 

Ograniczenia pierwszej wersji
Powodowały one dla potencjalnych kupców szereg niedogodności. Jedną z najważniejszych było to, że dofinansowanie wkładu własnego dotyczyło tylko nowych mieszkań budowanych przez deweloperów lub na rzecz członków spółdzielni. budowanych przez deweloperów, bądź na rzecz członków spółdzielni, w sytuacji kiedy mieszkania zostały już wybudowane i rozliczone. Dopłata dotyczyła 50 metrów kwadratowych mieszkania o powierzchni do 75 metrów lub domu do 100 metrów kwadratowych. Limity te były wyższe dla rodzin wielodzietnych i wynosiły odpowiednio 85 metrów kwadratowych za mieszkanie i 110 metrów kwadratowych za dom. Ponadto dofinansowanie w przeliczeniu na metr kwadratowy nie mogło przekroczyć maksymalnych limitów ustalonych osobno dla każdego regionu.

Oddzielne limity ustalono dla miast wojewódzkich, dla sąsiadujących z nimi gmin i dla pozostałych gmin województwa. Powodowało to, że z jednej strony nie można było kupić większego mieszkania o cenie za metr kwadratowy mieszczącej się z założonym limicie, zaś z drugiej niemożliwy był zakup małych mieszkań w lepszych lokalizacjach, których cena za metr kwadratowy przekraczała ustalony limit. Ponadto zasady dofinansowania powodowały migrację środków głównie do miast wojewódzkich i ich sąsiedztwa, gdzie zlokalizowane były inwestycje deweloperskie.

Z programu nie mogli skorzystać mieszkańcy mniejszych miejscowości, w których nie działali deweloperzy, co powodowało, ze na rynku nie było mieszkań spełniających założone warunki. Dofinansowanie dotyczyło osób, które nie miały wcześniej na własność mieszkania lub domu, przez co dopłaty nie mogły uzyskać osoby, które miały np. przepisane na siebie przez rodziców mieszkanie. Ograniczenie to dotyczyło także rodzin wielodzietnych, które w nowej wersji programu mogą starać się o dopłatę. Ponadto wnioskodawca nie mógł przekroczyć 35. roku życia. W przypadku par ograniczenie to dotyczyło młodszego z partnerów.

Druga wersja programu
Wprowadza ona szereg zmian, z których najważniejszą jest rozszerzenie możliwych do dofinansowania lokali o te pochodzące z rynku wtórnego. Pozwoli to na otwarcie rynku na mniejsze miejscowości, w których dostępne są mieszkania używane, brakuje zaś nowych inwestycji. Program jednak preferuje rynek pierwotny, co widać między innymi w wysokości dopłat do mieszkań nowych, które wynoszą 110 procent wartości wskaźnika przeliczeniowego, zaś dla mieszkań używanych jest to 90 procent. O ile jednak w przypadku miast wojewódzkich dofinansowanie dla mieszkań z rynku wtórnego jest na bardzo niskim poziomie w relacji do cen mieszkań, o tyle w przypadku tzw. Polski powiatowej możliwość kupna mieszkań z rynku wtórnego i dopłaty do nich mogą spowodować rozruszanie się tamtejszego rynku.

Dopłaty dotyczą także mieszkań lub domów powstałych w wyniku przebudowy. Z dofinansowania wkładu własnego będą mogli skorzystać też członkowie spółdzielni mieszkaniowych po podpisaniu z nią umowy o budowę lokalu. O dofinansowanie mogą starać się te same grupy osób, co w pierwszej edycji programu, przy czym w razie braku zdolności kredytowej będzie można wskazać dowolną osobę, która przystąpi do umowy kredytowej nie zaś tylko członkowie najbliższej rodziny.

Limity wiekowe pozostają na tym samym poziomie dla singli i par bezdzietnych lub mających co najwyżej dwójkę dzieci, zniesiono je z kolei dla osób lub rodzin z co najmniej trójką dzieci. Wzrasta także wysokość dofinansowania wkładu własnego dla rodzin z dwójką dzieci do 20 procent a dla rodzin, które mają co najmniej troje dzieci do 30 procent. Bez zmian pozostaje ono dla osób i par bezdzietnych oraz dla tych, którzy mają jedno dziecko. Ponadto bez zmian pozostaje 5 procentowy dodatek, który przyznawany jest jeśli kredytobiorcy urodzi się lub zostanie przysposobione trzecie lub kolejne dziecko.
Mieszkanie dla Młodych MDM
Sprawdź najlepszą dopłatę w programie Mieszkanie dla Młodych MDM

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu.

czwartek, 10 września 2015

Co banki przygotowały dla przedsiębiorców? (wpis gościnny)

W ofercie banków znajdują się zarówno produkty opracowane z myślą o klientach indywidualnych, jak i przedsiębiorcach. Ci drudzy mogą liczyć m.in. na zaciągnięcie: kredytu inwestycyjnego czy obrotowego, linii kredytowej, karty kredytowej lub zdecydować się na produkty inwestycyjne.


Większość banków wychodzi naprzeciw oczekiwaniom konsumentów. Ci zaś poszukują różnorodnych produktów. Z myślą zarówno o klientach indywidualnych, jak i przedsiębiorcach, banki proponują zarówno produkty kredytowe, jak i inwestycyjne. Z czego mogą skorzystać właściciele firm? Okazuje się, że mają do swojej dyspozycji bardzo wiele produktów.

Przedsiębiorcy mogą korzystać z szeregu produktów zarówno kredytowych, jak i inwestycyjnych. Do tych pierwszych należą: kredyty inwestycyjne, kredyty obrotowe, linie kredytowe czy karty kredytowe. Produkty pozwalające na oszczędzanie lub pomnażanie nadwyżek finansowych, to głównie konta oszczędnościowe i lokaty. W ofercie banków znajduje się również kredyty dla tych, którzy dopiero rozpoczynają działalność gospodarczą.

Kiedy potrzebne są dodatkowe środki?
Większość przedsiębiorców chce rozwijać swoje firmy. By jednak otworzyć nowy oddział lub filię, niezbędne jest posiadanie pieniędzy. Jeżeli tych w firmowej kasie brakuje, pojawia się pytanie o źródło finansowania. Jednym z rozwiązań jest skierowanie się do banku. Takie rozwiązanie pozwala na pozyskanie środków na dalszy rozwój. Przedsiębiorcy powinni zainteresować się w szczególności kredytem inwestycyjnym, który jest produktem stworzonym z myślą właśnie o finansowaniu inwestycji.
Nie zawsze jednak pieniądze są potrzebne wyłącznie do tego, by dalej rozwijać firmę. Część przedsiębiorców potrzebuje środków na opłacanie swoich bieżących zobowiązań. W takim przypadku dobrym rozwiązaniem jest skorzystanie z kredytu obrotowego. Dzięki dostępowi do dodatkowych środków, przedsiębiorca nie musi martwić się o firmowe finanse w sytuacji, gdy któryś z jego kontrahentów spóźni się z zapłatą faktury.

Gdy na koncie firmowym zostają dodatkowe środki
Właściciel firmy mającej stabilną sytuację i przynoszącej zyski, powinien pomyśleć o tym, by ulokować nadwyżkę pieniędzy np. na koncie oszczędnościowym, pozwalającym na pomnożenie środków. Kwestia korzystania z produktów inwestycyjnych jest bardzo ważna. Nie można zapomnieć, że większość kont firmowych nie jest oprocentowana, co oznacza, że przedsiębiorca faktycznie nie podnosi dodatkowych korzyści z tego, że przechowuje je właśnie tam.
Oferta banków w zakresie produktów inwestycyjnych również jest szeroka. Przedsiębiorcy mogą wybierać wśród: rachunków oszczędnościowych i lokat. By jednak dobrze wybrać, właściciel firmy powinien być świadomy, jaka jest różnica między tymi dwoma produktami. O ile z konta oszczędnościowego pieniądze można wypłacić w każdej chwili, o tyle lokaty są najczęściej produktami terminowymi. Jeżeli przedsiębiorca podpisze umowę o prowadzenie lokaty i następnie zdecyduje się na wycofanie środków, to najpewniej straci odsetki, czyli rzeczywisty zysk. Taka sytuacja nie ma miejsca przy rachunkach oszczędnościowych – dobrze o tym pamiętać.

Korzystny wybór jest możliwy
Szeroka oferta banków w zakresie produktów dedykowanych przedsiębiorcom sprawia, że faktycznie mogą oni liczyć na konkretne korzyści. Niezależnie od tego, czy sięgają po produkty kredytowe czy też oszczędnościowe, mogą osiągnąć zamierzony cel, czy zbudować stabilna sytuację finansową swojej firmy. By wybrać korzystanie warto jednak pamiętać o porównaniu ofert banków lub skorzystać z pomocy specjalistów, czyli doradców finansowych.



Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu.

wtorek, 28 lipca 2015

Indie inwestują w złoto (artykuł gościnny)

Dla dziennikarza New York Timesa najlepszym przykładem marnotrawstwa zasobów w Indiach jest sytuacja ze świątyni bogini Mahalakshmi. Każdego dnia ludzie przynoszą jej podarunki – złoto, klejnoty. Masa kruszcu, która leży potem zamknięta w sejfie i nie przynosi pożytku nikomu, poza ofiarodawcami. O ile rzeczywiście w nią wierzą.
Indie to kraj, w którym złota jest pod dostatkiem. A premier Narendra Modi ma zamiar wykorzystać je dla rozwoju gospodarczego.

 


Złoto bezużyteczne?

Indie posiadają jedne z największych  zasobów złota na świecie. Każdego roku Hindusi sprowadzają z zagranicy kolejne tony kruszcu. Niemniej większość z przeznaczeniem na ozdoby, biżuterię i cele religijne. Indyjski premier, Narendra Modi, ma dość tej sytuacji.
A przecież złoto to konkretne pieniądze, które mogłyby zostać wykorzystane na poprawę sytuacji gospodarczej tej największej na świecie demokracji. Modi stawia więc sprawę jasno: zamiast marnować złoto na ozdoby, zaprzęgnijmy je do pracy. W ten sposób szybciej dościgniemy Chiny i podniesiemy poziom życia ludzi – zdaje się przekonywać premier.
Modi ma na myśli około 20 tysięcy ton złota, z których aż 2,5 tys. znajduje się w rękach zarządzających świątyniami. Kruszec, o którym mowa, wart jest ponad 700 mld dolarów. Tyle, ile połowa rocznego produktu krajowego brutto Indii. Łatwo sobie wyobrazić, jaki skok rozwojowy czeka kraj, jeśli uda się wykorzystać choćby część z tego majątku.

Uwaga: deficyt handlowy

Jednak sama wartość złota to nie wszystko. Indie borykają się od lat z ogromnym deficytem handlowym. Jego roczna wartość to nawet 5 proc. PKB. Aż jedna trzecia z tego przypada na złoto, które mieszkańcy Indii importują z zagranicy. Co w praktyce oznacza, że ciężko wypracowane na miejscu pieniądze odpływają z kraju zasilając kieszenie przedsiębiorstw działających gdzie indziej.
Sytuacja, w której kraj więcej importuje niż eksportuje na dłuższą metę jest trudna do utrzymania. Zwłaszcza w przypadku gospodarki ledwie rozwijającej się, której główną przewagą jest tania siła robocza.

Zachęty i głosy sprzeciwu

Plan premiera Modiego zakłada wdrożenie zachęt, które skłonią Hindusów do umieszczania złota w bankach, zamiast domowych sejfach czy świątyniach. Instytucje finansowe mają oferować specjalne, stałe stopy dla „kont kruszcowych”. W planie są także obligacje oparte na złocie oraz wypuszczenie na rynek złotej monety.
Czy się uda? Nie wiadomo. Chodzi bowiem nie tylko o procesy gospodarcze, ale także zwyczaje zakorzenione w indyjskim społeczeństwie od pokoleń. Wierzenia religijne, kultura ale także przekonanie, że na wszelki wypadek dobrze mieć w domu złoto, mogą być trudne do przezwyciężenia.
Już teraz odzywają się głosy sprzeciwu. Niektórzy z liderów religijnych argumentują, że chęć wykorzystania złota przez rząd to zamach na bogactwo obywateli. I bogów.
Czy premierowi z partii odwołującej się do tradycji religijnej uda się osiągnąć sukces na tak ryzykownym polu?
Ilustracja: Arian Zwegers / Foter.com / CC BY



Współpraca:
Materiał zrealizowano we współpracy z Mennicą Staropolską zajmującą się sprzedażą złota i innych metali szlachetnych.
-->