Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2020

Monolog - o pieniądzach

Czytam taką książkę, wkrótce będzie jej recenzja. tymczasem monolog, wklejenia, którego nie mogłem się powstrzymać (niech mnie sądzą jeśli łamię prawo cytatu, ale na prawdę nie byłem w stanie się powstrzymać). Porobiłem jednak pewne skróty. Co to za książka dowiecie się na końcu.

"A zatem sądzi pan, że pieniądze są źródłem zła? (...) A czy zapytał pan kiedykolwiek, co jest źródłem pieniędzy? Pieniądze są narzędziem wymiany, która nie może istnieć, jeśli nie istnieje produkcja towarów i ludzie, którzy je produkują. Pieniądze są materialną formą zasady mówiącej, że ludzie, którzy chcą załatwiać ze sobą interesy, muszą to robić w formie handlu, płacąc wartością za wartość. Pieniądze nie są narzędziem sępów, którzy żądają pańskiego produktu w zamian za łzy, ani grabieżców, którzy zabierają go panu siłą. Istnienie pieniędzy jest możliwe tylko dzięki ludziom, którzy produkują. Czy to właśnie nazywa pan złem? 

Akceptując pieniądze jako zapłatę za swój wysiłek, robi pan to jedynie w przekonaniu, że zamieni je na produkt wysiłku innych. To nie sępy ani grabieżcy nadają pieniądzom wartość. Ani ocean łez, ani wszystkie karabiny świata nie mogą przekształcić tych kawałków papieru w pańskim portfelu w chleb, którego będzie pan potrzebował, by przeżyć jutrzejszy dzień. Te kawałki papieru, który powinien być złotem, są manifestem honoru — pańskiego roszczenia wobec energii producentów. Pański portfel jest manifestem nadziei, że gdzieś w otaczającym świecie są ludzie, którzy nie zdradzą zasady moralnej leżącej u podłoża pieniądza. Czy to właśnie nazywa pan złem? Czy kiedykolwiek szukał pan źródła produkcji?(...) 

Bogactwo jest produktem zdolności człowieka do myślenia. A zatem czy pieniądze robi człowiek, który wynajduje silnik, kosztem tych, którzy go nie wynaleźli? Czy robią je ludzie inteligentni kosztem głupich? Zdolni kosztem niekompetentnych? Ambitni kosztem leniwych? Pieniądze są tworzone — zanim będzie można je zagrabić lub wyłudzić — wysiłkiem każdego uczciwego człowieka, wysiłkiem na miarę jego zdolności. Człowiek uczciwy to taki, który wie, że nie może skonsumować więcej, niż wytworzył. Handel na podstawie pieniędzy jest kodeksem ludzi dobrej woli. 

U podłoża pieniędzy leży aksjomat, że każdy człowiek jest właścicielem swojego umysłu i wysiłku. Pieniądze nie pozwalają, by o wartości pańskiego wysiłku stanowiła jakakolwiek siła poza dobrowolnym wyborem człowieka, który pragnie wymienić na niego swój wysiłek. Pieniądze pozwalają panu otrzymać za swoje towary i swoją pracę tyle, ile są one warte dla ludzi, którzy je kupują, ale nie więcej. Pieniądze nie pozwalają na żadne transakcje z wyjątkiem tych, które obie strony dobrowolnie uznają za korzystne. Pieniądze wymagają od pana uznania faktu, że ludzie muszą pracować na własną korzyść, nie zaś niekorzyść, na własny zysk, a nie stratę — uznania, że nie są zwierzętami pociągowymi, zrodzonymi po to, by dźwigać brzemię pańskiego nieszczęścia — że musi im pan oferować wartości, nie rany — że tym, co łączy ludzi, nie jest wymiana cierpienia, lecz dóbr. 
Pieniądze wymagają, aby sprzedawał pan nie swoją słabość głupocie ludzi, lecz swój talent ich rozsądkowi; żądają, by kupował pan nie najlichsze, co mogą zaoferować, ale najlepsze, co potrafią znaleźć pańskie pieniądze. A kiedy ludzie żyją dzięki wymianie — mając za arbitra rozsądek, nie siłę — wygrywa najlepszy produkt, najlepsze wykonanie, ludzie o najlepszej zdolności oceny i największym talencie — a stopień produktywności człowieka jest zarazem stopniem jego nagrody. 

Taki jest kodeks życia, którego narzędziem i symbolem jest pieniądz. Czy to właśnie nazywa pan złem? Pieniądz jednak jest tylko narzędziem. Zabierze pana, dokąd pan zechce, ale nie zastąpi pana w fotelu kierowcy. Da panu środki do zaspokojenia pańskich pragnień, ale nie dostarczy tych pragnień. 
Pieniądz jest plagą ludzi, którzy usiłują odwrócić zasadę przyczyny i skutku — ludzi, którzy chcą zastąpić umysł grabieniem jego produktów. Pieniądze nie kupią szczęścia człowiekowi, który nie ma pojęcia, czego chce: pieniądze nie zapewnią mu systemu wartości, jeśli nie wie, co jest dla niego wartością, ani nie dostarczą mu celu, jeśli się nie zdecydował, ku czemu zmierzać. 

Pieniądze nie kupią inteligencji głupcowi, podziwu — tchórzowi, szacunku — nieudacznikowi. Człowiek usiłujący kupić mózgi tych, którzy go przewyższają, aby mu służyły, zastępując ocenę pieniędzmi, ostatecznie pada ofiarą gorszych od siebie. Ludzie inteligentni go opuszczają, ale oszuści zlatują się do niego, zwabieni zasadą, której nie odkrył: że nikt nie może być wart mniej niż jego pieniądze. (...)

Pieniądze są żywą siłą, która, pozbawiona korzeni, obumiera. Nie będą służyły umysłowi, który nie potrafi im dorównać. Czy z tego powodu nazywa je pan złem? Pieniądze są środkiem przetrwania. Werdykt, który pan wydaje o swoim źródle utrzymania, wydaje pan o swoim życiu. Jeśli źródło jest zatrute, potępił pan swoje własne życie. Czy zdobył pan te pieniądze podstępem? Hołubiąc ludzkie występki i ludzką głupotę? Zaspokajając potrzeby durniów w nadziei, że uzyska pan więcej, niż na to zasługują pańskie umiejętności? Obniżając swoje kryteria? Wykonując pogardzaną przez siebie pracę dla pogardzanych przez siebie kupców? Jeśli tak, pańskie pieniądze nie dadzą panu ani grama szczęścia. Wszystkie rzeczy, jakie pan kupi, będą dla pana nie hołdem, lecz wymówką; nie osiągnięciem, lecz wspomnieniem wstydu. Będzie pan krzyczał, że pieniądze są złem. Są złem, bo nie zastąpią panu szacunku dla samego sobie? Złem, bo nie pozwalają się cieszyć własnym zepsuciem? Czy to pieniądze, czy właśnie ten fakt jest źródłem pańskiej nienawiści? 

Pieniądze zawsze pozostaną skutkiem i nie dadzą się zmusić do zastąpienia pana w roli przyczyny. Pieniądze są produktem cnoty, ale nie uczynią pana cnotliwym i nie odkupią pańskich występków. Pieniądze nie dadzą panu tego, co niezasłużone, ani w postaci materialnej, ani duchowej. Czy to pieniądze, czy właśnie ten fakt jest źródłem pańskiej nienawiści? A może mówił pan, że to miłość do pieniędzy leży u podstaw zła? Aby coś kochać, trzeba znać i kochać jego istotę. 

Kochać pieniądze, to rozumieć i kochać fakt, iż są one wcieleniem najwspanialszej siły wewnątrz człowieka i kluczem uniwersalnym do wymiany jego wysiłku na wysiłek najlepszych spośród ludzi. To człowiek, który sprzedałby duszę za pięć centów, najgłośniej obwieszcza swoją nienawiść do pieniędzy — i ma powody, by ich nienawidzić. Miłośnicy pieniędzy chcą na nie pracować. Wiedzą, że potrafią na nie zasłużyć. Proszę pozwolić udzielić sobie wskazówki co do charakterów ludzkich: człowiek, który potępia pieniądze, zdobył je w sposób nieuczciwy; ten, który je szanuje, zarobił je. 

Proszę uciekać co sił w nogach przed każdym, kto panu mówi, że pieniądze są złem. To zdanie jest dzwonkiem trędowatego, zawieszonym na szyi zbliżającego się grabieżcy. Dopóki ludzie żyją razem na ziemi i potrzebują środków, by prowadzić ze sobą interesy, jedyne, co będzie mogło zastąpić pieniądze, jeśli z nich zrezygnują, to będzie lufa karabinu. (...) 

Pieniądze są barometrem cnoty społeczeństwa. Kiedy zobaczy pan, że handel odbywa się nie dzięki przyzwoleniu, lecz pod przymusem — kiedy zobaczy pan, że aby wytwarzać, potrzebuje pan zezwolenia ludzi, którzy nic nie wytwarzają — kiedy zobaczy pan, że pieniądze płyną do tych, którzy nie handlują towarami, lecz przysługami — kiedy zobaczy pan, że ludzie bogacą się dzięki łapówkom i pociąganiu za sznurki, nie zaś dzięki pracy, a pańskie prawa nie chronią pana przed nimi, lecz ich przed panem — kiedy zobaczy pan, że nagradza się zepsucie, a uczciwość zmienia się w poświęcenie — może pan być pewien, że społeczeństwo jest skazane. Pieniądze są zbyt szlachetnym środkiem, by konkurować z karabinami i pertraktować z brutalnością. Nie pozwolą przetrwać krajowi w połowie złożonemu z należnych prawnie dóbr, a w połowie z łupów. 

Kiedykolwiek pojawiają się wśród ludzi niszczyciele, zaczynają od niszczenia pieniędzy, bo to one są ochroną człowieka i bazą moralnej egzystencji. Niszczyciele zabierają złoto i dają jego właścicielom w zamian plik fałszywych papierów. To zabija obiektywne kryteria i oddaje ludzi w arbitralną władzę arbitralnych decydentów o wartościach. Złoto było wartością obiektywną, ekwiwalentem wyprodukowanego bogactwa. Papier jest kredytem na nieistniejące bogactwo, wspartym przez karabin wycelowany w tych, którzy mają je wyprodukować. Papier jest czekiem wystawionym przez grabieżców działających w świetle prawa w ciężar konta, które nie należy do nich: cnoty ofiar. (...)

Kiedy pieniądze przestają być narzędziem, za pomocą którego ludzie załatwiają sprawy, wtedy za narzędzie zaczynają im służyć inni ludzie. Krew, baty, karabiny — albo dolary. Niech pan wybiera — wyjście jest tylko jedno, a czas ucieka."

Ayn Rand "Atlas zbuntowany" tłum. Iwona Michałowska

poniedziałek, 17 lutego 2020

Polacy próbują uciekać przed inflacją w obligacje skarbowe

Według ostatnich danych GUS inflacja w styczniu przekroczyła 4,4%. Nie ma się zatem czemu dziwić, że oszczędzający próbują za wszelką cenę ratować swój kapitał. Ofert depozytów bankowych, które pozwalałyby uciec przed inflacją nie ma. Oszczędzający rzucili się zatem na obligacje skarbowe indeksowane inflacją.

Pomimo tego, że takie obligacje ochronę przed inflacją włączają dopiero w drugim roku, popyt  na nie i tak jest największy od dekady. Po raz pierwszy w historii suma zgłoszonego popytu na 4 latki przekroczyła maksymalną wartość emisji określoną w liście emisyjnym na 1 mld zł. Konieczne było wydanie aneksu do listu inwestycyjnego zwiększającego wielkość emisji do 2 mld zł. Sprzedaż wszystkich obligacji oszczędnościowych sięgnęła w styczniu 2,5 mld zł.Styczniowy popyt na obligacje był wyższy niż w całym roku 2010, 2011 czy 2012 kiedy całoroczny popyt na obligacje detaliczne był niższy niż 2,45 mld zł.

Dla porządku przypomnijmy, że inflacja rośnie przy całkowitej bierności NBP. jest to wręcz działanie intencjonalne. Adam Glapiński, prezes NBP i przewodniczący RPP, jeszcze w styczniu na konferencji po posiedzeniu RPP przewidywał, że inflacja nie przekroczy 4 procent, a ekonomistów, którzy uznawali taki scenariusz za całkiem realny, nazwał publicystami. Cóż, życie weryfikuje, a historia pamięta. Czy zatem prezesa Glapińskiego zapamięta tak jak Rudolfa Havensteina?

Na razie NBP twardo obstaje przy swojej teorii, że inflacja spadnie. Pożyjemy zobaczymy. na koniec taki obrazek historyczny.



Polecam wszystkim na razie lekturę książki "Kiedy pieniądz umiera" - właśnie o inflacji. Może w sam raz na nadchodzące czasy?

wtorek, 2 stycznia 2018

Murray Rothbard "Złoto, Banki, ludzie" ("What has government done to our money?") - recenzja

Książka "What has government done to our money?" jest znana w kręgach interesujących się austriacką szkołą ekonomii. Stwierdziłem, zatem że nie wypada abym jej w końcu nie przeczytał. Spodziewałem się odnaleźć w niej coś nowego, czego jeszcze nie wiedziałem ale niestety trochę się zawiodłem. Nie twierdzę, że książka jest zła, albo, że nie ma fundamentalnego znaczenia dla zrozumienia w jaki sposób pieniądz przekształcił się z tego czym był pierwotnie w tym czym jest teraz. Wręcz przeciwnie, wszystko to znajdziemy opisane w sposób lekki i przystępny. Tak się jednak składa, że po lekturze tych wszystkich książek, o których już miałem przyjemność pisać na blogu, nie znalazłem w niej nic nowego o czym bym już nie wiedział.


Jest to lektura, którą czyta się gładko i szybko. Tę nieco ponad 170 stronicową pozycję przeczytałem w trzy godziny. Napisana jest językiem przystępnym, zatem nadaje się jak najbardziej dla wszystkich, którzy chcieliby zrozumieć filozofię myślenia szkoły austriackiej. Nadaje się dla wszystkich, którzy chcieliby pojąć co z obecnym nam systemem pieniężnym jest nie tak i dlaczego tak się dzieje.

Rothbard jednoznacznie uznaje za pieniądz wyłącznie ten towarowy - przede wszystkim zaś złoto. System bankowy i banki centralne kreujące pieniądz pusty, nie posiadający pokrycia nazywa zaś bez ogródek fałszerzami. Nie sposób odmówić logiki w uznaniu za fałszywy systemu, w którym ktoś tworzy pieniądz oparty wyłącznie na prawnym przymusie, manipulując wolnym rynkiem i operując prawnym przymusem akceptacji środka płatniczego. Zwraca uwagę na ważną rzecz, pieniądz nietowarowy, który jest drukowany przez banki nie zwiększa bogactwa, prowadzi zaś jedynie do przesunięcia bogactwa od jednych do drugich, z rąk posiadających je do rąk manipulatorów wydających świeżo wydrukowane banknoty (rząd). Warto przemyśleć tę kwestię bo wielu ludzi ulega iluzji, że jest inaczej.

Wskazuje, że przez długi czas w historii prywatne monety bite w prywatnych mennicach funkcjonowały doskonale, zanim za ich bicie i psucie zabierali się władcy, poszukujący w ten sposób ukrytego źródła dochodu.
Jak czytamy w przedmowie napisanej przez Mateusza Machaja "Rothbard  obala także w książce mit 'niezależnego banku centralnego', którego celem ma być rzekomo 'walka z inflacją'". W sposób jasny wykazuje, że inflacja jest właśnie efektem tworzenia pieniędzy przez banki, a bez instytucji banku centralnego nie mogłaby zaistnieć na taką skalę, z jaką mamy do czynienia od lat siedemdziesiątych na całym świecie. Przed powstaniem banków centralnych to zjawisko było znikome. Inflacja i fałszowanie pieniądza są dla Rothbarda dokładnie tym samym. Pokazuje on czytelnie dlaczego rządom zależy na inflacji- "ponieważ inflacja jest potężnym i delikatnym sposobem na zdobycie przez rząd zasobów należących do ludzi", "inflacja nie przynosi korzyści ogółowi społeczeństwa; przyczynia się natomiast do redystrybucji bogactwa, z korzyścią dla tych którzy są na czele stawki". Zwykli ludzie są jednak zawsze "na końcu peletonu" i z inflacji odczuwają tylko negatywne skutki.

Rothbard obala też inny mit - o tym, że strony transakcji wymiany, wyceniają jej przedmiot na zasadzie równowartości. Jest przecież zgoła inaczej i kluczowe jest uświadomienie sobie faktu, że nie zawieramy transakcji kupna czegoś gdy nie mamy przekonania, że nabyty przez nas przedmiot transakcji stanowi dla nas większą wartość niż wydane nań pieniądze. Handel i rozwój nie jest zatem grą o sumie zerowej i rozbicie tego mitu pozwala zrozumieć dlaczego tak bardzo mylą się lewicowi krytycy wolnego rynku.

Pieniądz w ujęciu Rothbarda jest  towarem posiadającym swoją cenę. Wyjście od tego założenia pozwala zrozumieć lepiej jego naturę, w tym właśnie kwestię wymiany handlowej, zaufania do pieniądza itp. Pozwala też zrozumieć błędność poglądu, mówiącego o tym, że czymś złym jest tezauryzacja pieniądza. Skoro bowiem jako towar jest on w każdej chwili czyjaś własnością, to nie ma znaczenia prędkość jego obiegu i nie jest czymś złym, że ktoś ( w świecie niepewności) przechowuje pieniądze na przyszłość.

Tymczasem w systemie bankowym opartym o rezerwę cząstkową, prywatna tezauryzacja pieniądza poza tym systemem, jest faktycznie czymś złym... dla banków, bo pozbawia je paliwa pozwalającego, w sposób oszukańczy, kreować nowy kredyt w oparciu o ułamek wartości rezerw. 

Warto sobie uświadomić jakim manipulacjom musiał ulec sposób myślenia o depozycie bankowym, aby zamiast karać bankierów za udzielanie kredytów bez pokrycia w rezerwach, pochwalać ten sposób kreacji pustego pieniądza (opartego o depozyt nieprawidłowy, który w każdym innym przypadku np. defraudacji złożonego na magazyn towaru, karany byłby więzieniem).

W końcu Rothbard prognozuje, że jeżeli nie nastąpi powrót do klasycznego systemu pieniężnego (opartego według niego na złocie i systemie stuprocentowej rezerwy) to system pieniężny borykając się z problemami to systemu sztywnych kursów to systemu płynnych kursów walutowych ostatecznie upadnie. Czy prognoza ta jest faktycznie realna? Niewykluczone, że w pewnym momencie tak, ale jak i kiedy i w jaki sposób - tego nie sposób przewidzieć i tego w książce Rothbard też nie prognozuje. 

Ostatni rozdział pt. "jak odzyskać pieniądze"to niejako manifest programowy. Rothbard pisze, co jego zdaniem należy zrobić (zlikwidować bank centralny, powrócić do systemu waluty złotej). Moim zdaniem, pomija on cały skomplikowany aspekt międzynarodowy i rysuje idealistyczną utopię, która nie wiem czy ma szanse na ziszczenie się w takim kształcie jaki postuluje. jest to przy tym manifest polityczny i nie wiem czy z tego właśnie względu nie jest także utopią. Wszak demokracja jako system rządów głupców wybieranych przez ignorantów, działa w oparciu o krótkowzroczność i populizm, a to właśnie krótkowzroczność i populizm leżą u podstaw psucia pieniądza i ukrytego opodatkowania w formie inflacji.

Największa zaleta tej książki? Bezsprzecznie przejrzysty język. Wada? Trochę amerykocentryzm... Pewną jej wadą jest też to, że ma już swoje lata i pewnych najnowszych wydarzeń ze światowych rynków finansowych po prostu nie dotyka. Bardzo mocno skupia się przy tym na pierwotnej roli złota jako pieniądza, pomijając trochę wszystkie aspekty związane z tym co stało się ze światowym systemem monetarnym po odejściu od złotego standardu (rolę petrodolarów, powstanie euro, mechanizm transferu nadwyżek, o którym pisze Varoufakis). Niemniej jednak jest to lektura godna polecenia jako wstęp do zgłębiania tych problemów.


Złoto, Banki, ludzie.
Książka o historii polityki pieniężnej.
Wydawca: Fijorr publishing
Data wydania: 2004
ISBN: 83-89812-00-2
Złoto, Banki, ludzie.
Murray Rothbard "Złoto, Banki, ludzie" ("What has government done to our money?") - recenzja
Jest to lektura, którą czyta się gładko i szybko. Tę nieco ponad 170 stronicową pozycję przeczytałem w trzy godziny. Napisana jest językiem przystępnym, zatem nadaje się jak najbardziej dla wszystkich, którzy chcieliby zrozumieć filozofię myślenia szkoły austriackiej. Nadaje się dla wszystkich, którzy chcieliby pojąć co z obecnym nam systemem pieniężnym jest nie tak i dlaczego tak się dzieje.
Date published: 10/01/2018
4

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Nowy banknot NBP, 500+ w jednym "papierku"?

Dzisiaj na konferencji prasowej, NBP idąc pod prąd trendom Europy i świata zaprezentował nowy banknot 500zł. Podczas gdy niedawno ECB ogłosił, że wstrzymuje druk najwyższego nominału 500EUR (niby z powodu zainteresowania przestępców, ale moim zdaniem aby odgonić ludzi od gotówki), a w USA podniosły się swego czasu głosy za wstrzymaniem emisji 100 dolarówek, nasz rodzimy bank odpowiadając na zwiększone zapotrzebowanie na gotówkę przygotowuje się do emisji banknotu 500zł. No cóż, nie ma się co dziwić, że mamy zwiększone zapotrzebowanie na gotówkę podczas gdy stopy procentowe są niskie a w niektórych krajach ujemne. W tej sytuacji trzymanie gotówki jest nawet czasem bezpieczniejsze niż w banku. 

Jak podał NBP emisja banknotu 500 zł jest odpowiedzią na zjawisko wzrostu wartości obiegu gotówkowego oraz wzmożony popyt na banknoty o wysokich nominałach, w szczególności na nominał 200 złotych.Czyżby więc w naszym kraju odczuwano rozrost szarej strefy? Przecież właśnie przykręca się jej śrubę i ogranicza obrót gotówkowy? Albo może NBP przygotowuje się pod inflację, którą wywoła rozdawanie 500zł na dziecko? Tak czy inaczej nowy banknot wejdzie do obiegu w 2017 roku.

Wizerunek banknotu 500 zł zaprojektował Andrzej Heidrich, autor pozostałych polskich banknotów obiegowych, na banknocie znalazł się wizerunek Jana III Sobieskiego i zachowana została chronologiczna ciągłość serii „Władcy polscy”. 

Banknocik wyglądać będzie następująco:


wtorek, 31 maja 2016

Czym jest pieniądz? Pieniądz jako zaufanie.

Czy zastanawialiście się kiedyś czym jest pieniądz? Tak banknoty, monety, to są formy pieniądza, ale chodzi mi o pieniądz jako abstrakcyjne filozoficzne pojęcie. Chodzi o tę idee pieniądza, która znajduje swoje ucieleśnienie w banknocie, monecie, sztabce złota czy sznurze muszli. 

Jak ktoś sięgnie sobie do encyklopedii (nie Wikipedii bo tam akurat w polskiej edycji artykuł o pieniądzu jest słaby) to znajdzie funkcjonalną definicję pieniądza określającą pieniądzem coś co stanowi środek płatniczy, jednostkę rozliczeniową i jednostkę tezauryzacyjną (przechowywania wartości). Ta funkcjonalna definicja pieniądza opisuje w zasadzie to jaki pieniądz jest (lub może być), ale nie sięga głębiej do praprzyczyny tego, że ludzkość zaczęła w ogóle używać cokolwiek jako pieniądze. 

Otóż kilka razy ostatnio w dwóch różnych książkach natknąłem się na bardzo interesujące i fundamentalne opisanie pieniądza jako idei. Otóż bardzo podoba mi się opisywanie pieniądza jako materializacji zaufania między ludźmi.

Pieniądz jako materialna forma zaufania.


Weźmy pierwotny "rynek" gdzie ludzie nie korzystali z pieniądza. Uczono mnie na ekonomii, że dawno dawno temu ludzie prowadzili wymianę barterową, która była niewygodna i musieli wymyślić pieniądz. Otóż badania wskazują, że pierwotnie ludzie opierali współpracę i wymianę towarową przede wszystkim na zaufaniu. Wytwarzając dobra jednego rodzaju ufali, że od innych w przyszłości otrzymają dobra innego rodzaju. Dopiero później pojawił się bezpośredni barter jako forma wymiany i konieczność ustalenia jakiejś jednostki rozliczeniowej.

Wynalezienie pieniądza kruszcowego wynikało z potrzeby posiadania rozpoznawalnej i wszędzie akceptowalnej jednostki płatności, tezauryzacji i rozliczania transakcji. Jednakże należy zauważyć, że w niektórych kulturach pieniądz nie przybrał formy kruszcowej, ale inną abstrakcyjną formę jaką były sznury koralików czy Kamienie Rai. Gdzie indziej mieliśmy pieniądz towarowy: sól, skóry, etc. Rzecz w tym, że to wszystko są jedynie formy pieniądza jako takiego, pieniądza który funkcjonuje w naszej świadomości głębiej - właśnie opartego na zaufaniu.

Dlaczego pieniądz to materialna forma zaufania? Otóż niezależnie od formy (banknot, złoto, kamienie szlachetne, bryłka soli) przyjmując jakąś jednostkę pieniężną w zamian za wykonaną przez nas pracę, ufamy, że w przyszłości (bliskiej lub dalekiej) w tym czy w innym miejscu, będziemy mogli w zamian uzyskać jakieś inne dobro, towar, czyjąś pracę, etc. Bez tego zaufania nie przyjęlibyśmy tego pieniądza. Kiedy płacimy nim za jakiś towar ufamy, że wymieniamy pewną wartość na inną wartość, ale jaką wartość ma pieniądz jako taki? Wartością "zaklętą" w pieniądzu jest właśnie zaufanie. Przyjmujący go ufa, że wymieni go później na coś innego o adekwatnej wartości.

Zaufanie jest esencją tezauryzacyjnej funkcji pieniądza. Wierzymy, że przechowa on wartość naszej pracy czy majątku w czasie. Ta wiara wpływa na nasze zaufanie. Kiedy nasza wiara w pieniądz spada, staje się on bezwartościowy i pojawia się inflacja. To nasza wiara i zaufanie do pieniądza kształtuje jego cenę w czasie.

Zaufanie jest fundamentem także funkcji rozliczeniowej - ufamy, że korzystając z jednostek pieniądza do rozliczania transakcji będzie ona rozliczona prawidłowo dziś i tak samo jak w innych przypadkach, przez innych uczestników obrotu czy w innym punkcie w czasie. Kiedy nasze zaufanie do "jakości" tej jednostki rozliczeniowej eroduje, przerzucamy się na inną i zaczynamy księgi handlowe prowadzić np. w innej walucie.

Zaufanie do państwa, prawa (stanowionego czy zwyczajowego), do innych ludzi jest fundamentem pieniądza. Kiedy wystawię weksel, on także zaczyna pełnić funkcję pieniądza. Nie każdy jednak będzie skłonny go przyjąć. Znacznie chętniej przyjmie złoto bo zaufanie do złota jako środka wymiany i przechowania wartości jest duże. Przyjmujący złotą monetę wierzy (i ma podstawy do tego by wierzyć) w to, że za rogiem wymieni ją na inny towar. Tę wiarę opiera na tradycji i uwspólnionym przekonaniu i zaufaniu w to, że skoro od wieków można było wymienić złoto na towary to i za rogiem się to uda. Historia go w tym zaufaniu umacnia. Przyjmujący weksel musi swoją wiarę i zaufanie we wręczany mu kawałek papieru oprzeć na prawie stanowionym, które mówi, że w razie gdybym uchylał się od zapłaty będzie mógł ścigać mnie w sądzie. Kiedy zaś przyjmuje papierowy banknot ufa, że w banku czy sklepie będzie mógł go wydać bo tak stanowi prawo i tak robią inni.

Kryzys wzajemnego zaufania miał miejsce w 2008 roku kiedy banki nie chciały pożyczać sobie pieniędzy. Kryzys zaufania do papierowego pieniądza miał miejsce w 1923 roku kiedy w Niemczech pełną parą drukowano papierowe marki, których nikt już nie chciał akceptować. Państwo (władza, rząd, politycy czy bank centralny) niejednokrotnie chętnie doprowadza do erozji zaufania do pieniądza w sposób intencjonalny wywołując inflację, ponieważ jest ona na rękę rządzącym (jako rodzaj podatku od kapitału). Bywa że po przekroczeniu pewnej granicy nic już nie jest w stanie odbudować zaufania do danej waluty...

Czy kiedy przyjmujecie banknot, zastanawiacie się czasem na czym opieracie zaufanie do pieniądza, którym posługujecie się na co dzień?

piątek, 12 lutego 2016

Nowe 200zł

Dzisiaj Narodowy Bank Polski wprowadza do obiegu nową wersję banknotu 200zł z ulepszonymi zabezpieczeniami. Już niedługo zatem będziemy mogli się natknąć na nowe banknoty wypłacając je z banku lub bankomatu. 

Wzory nowej dwusetki prezentują się następująco:





Na nowym banknocie umieszczono m.in. nitkę okienkową z efektem zmienności optycznej, ozdobny element graficzny, płynnie zmieniający kolor ze złotego na zielony, złoty opalizujący ornament, wzbogacono znak wodny, zmieniono znak recto-verso i lewa część banknotu, gdzie znajduje się znak wodny, jest niezadrukowana. Wprowadzono także ułatwienia dla osób niewidomych i niedowidzących:  10 ukośnych pasków umieszczonych wzdłuż krótszych krawędzi banknotu i trójkąt w lewym dolnym rogu wykonany z drobnych kółek wyczuwalnych w dotyku.

Co ciekawe NBP prowadzi tez prace nad banknotem 500zł z wizerunkiem Jana III Sobieskiego. Cała seria banknotów została zaprojektowana przez Andrzeja Heidricha.


piątek, 5 grudnia 2014

Czy opłaca się trzymac pieniądze w bankach? Trochę o gotówce i o tym jaki pomysł mają Włosi.


W poprzednim poście wspominałem o tym, że temat posiadania gotówki jest nadal aktualny. Tak jest w istocie, tym bardziej, że coraz częściej realne stopy procentowe są ujemne i przestaje się opłacać trzymać pieniądze w banku. 

Przy obecnym oprocentowaniu kont oszczędnościowych saldo, które należałoby utrzymywać aby pokryć opłaty staje się niejednokrotnie całkiem wysokie. Przykładowo w PKO BP za prowadzenie konta oszczędnościowego pobierana jest opłata 1zł. Podobnie jest w Citi Handlowy (opłata  30 zł  naliczana w  kiedy klient nie korzysta aktywnie z konta osobistego lub karty) i Toyota Bank Polska (30 zł za prowadzenie tylko za te miesiące, w których dokonano wypłaty z konta). 

Ale nawet w PKO BP, które pobiera najniższa opłatę, aby pieniądze zgromadzone na tym koncie miały jakikolwiek sens (przy oprocentowaniu uwaga!!! 1% (jeden procent) ROCZNIE przy kwocie do 10 tysięcy i ma jeszcze spaść) trzeba by trzymać tam około 1500zł, a i tak wtedy te pieniądze nie zarabiają na nic więcej poza prowizją.

Wniosek jest taki, że coraz większa jest pokusa aby nie trzymać gotówki w banku tylko z niej korzystać, albo przynajmniej trzymać w przysłowiowej "skarpecie". Oczywiście rządy i bankierzy będą nas to tego zniechęcać. Ci pierwsi dlatego, że na każdej transakcji bezgotówkowej zarabiają prowizję. Ci drudzy dlatego, że gotówkę trudniej kontrolować, jak również trudniej egzekwować podatki przy obrocie gotówkowym. 

Stąd też pojawiają się próby ograniczenia użycia gotówki. Przykładowo we Włoszech nie będzie można wkrótce płacić gotówką za transakcje ponad 30 Euro. Przeciętni ludzie będą oczywiście między młotem a kowadłem okradani z jednej strony przez banki opłatami a z drugiej dojeni przez państwo podatkami. Ciekaw też jestem jak z tym ograniczeniem (bzdurnym moim zdaniem) poradzą sobie turyści. Z doświadczenia wiem, że jednak na wyjeździe zagranicznym dobrze mieć gotówkę i czasem opłaca się jej używać. Pomysłowi Włosi pewnie znajdą na to sposób.

Popłynęliśmy trochę od PKO do Włoch, ale wspólny temat pozostaje otwarty - gra o pieniądz - wszyscy w nią gramy.

wtorek, 7 października 2014

Październikowe wpisy sprzed lat - o podatku "Belki", o brylantach, srebrze, wojnach walutowych i dlaczego warto wydziedziczyć dziecko

Jak co miesiąc przypominam wpisy popełnione przeze mnie na blogu przed laty w miesiącu październiku:

wtorek, 17 czerwca 2014

Jak NBP produkuje pieniądze?

Na fali histerii związanej z aferą taśmową i rozmową prezesa NBP z ministrem Sienkiewiczem, warto może byłoby przypomnieć sobie na czym polega emisja pieniądza czy też popularnie zwany druk pieniądza. Otóż wbrew pozorom fizyczne drukowanie banknotów jest jednym z drobnych fragmentów końcówki tego procesu. po pierwsze wyjaśnijmy sobie pewne fakty - skąd się bierze pieniądz? 

W dużym skrócie.
 
Zgodnie z przepisami NBP ma wyłączne prawo emisji pieniądza, który jest prawnym środkiem płatniczym. Jak NBP to robi? tak samo jak każdy bank centralny, kreuje najpierw pewne zapisy na rachunkach księgowych. Zapisuje więc w pozycji "Winien" i w pozycji "Ma" w bilansie jakąś sumę pieniędzy, które w wyniku tego magicznego aktu kreacji pojawiają się z niczego. Teraz, za tak wykreowane środki NBP może:
  • wypłacić odsetki bankom komercyjnym trzymającym wkłady na rachunkach w NBP,
  • dokonać tzw. operacji otwartego rynku np. kupując jakieś aktywa (instrumenty finansowe, waluty, obligacje, aktywa materialne),
  • pożyczyć pieniądze jakimś bankom komercyjnym na procent pod zastaw jakiś aktywów (np. obligacji).
W wyniku każdej z tych operacji pieniądz trafia do obiegu w formie zapisów na rachunkach bankowych.

Element gotówkowy pojawia się dopiero wtedy kiedy bank komercyjny wypłaca gotówkę z bankomatów i kas do swoich klientów. Otóż wtedy zamawia w NBP jakąś kwotę gotówki w zamian za pieniądze posiadane na rachunku w NBP. Tutaj nie mamy już kreacji pieniądza, jest to jedynie akt zamiany zapisów księgowych na banknoty.

Tak więc kochani, bez histerii, NBP (i każdy inny współcześnie bank centralny) produkuje pieniądze znacznie szybciej niż drukuje banknoty ;)

-->