wtorek, 24 kwietnia 2018

Czy państwo zdaje egzamin w przypadku nadużyć na rynkach kapitałowych, czy ogólnie w gospodarce? - afera GetBack

Pytanie postawione w tytule pojawia się w mojej głowie regularnie. Postanowiłem napisać o tym bo zbiegają się w czasie dwie rzeczy. Oto mamy sytuację kiedy spółka GetBack po festiwalu zamieszania jakie ufundowała swoim inwestorom nie spłaca odsetek od obligacji. Pojawiają się więc tacy inwestorzy, którzy chcą pisać doniesienia do prokuratury. Życzę im szczęścia bo moje osobiste doświadczenia są raczej negatywne. Oto mija właśnie cztery lata jak po doniesieniach inwestorów prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie upadłości Rodan Systems. Cóż takiego wydarzyło się w tym śledztwie przez te cztery lata? Absolutnie nic. ZERO. Kompletnie nic. 

Dla mnie państwo polskie abdykuje generalnie na całej linii w takich tematach. mamy kolejne afery, małe i duże. Amber Gold był jednym przykładem. Raz na jakiś czas pokazowo wsadzi się kogoś do ciupy aby trzymać bez wyroku parę lat. Tylko kiedy przychodzi do rzetelnego wyjaśnienia poszczególnych spraw to prokuratura, KNF i inne instytucje polskiego państwa kompletnie sobie nie radzą.

Co lepsze - KNF teraz twierdzi, że w prospekcie GetBacku, który sam zatwierdzał (!) mogły być nieścisłości. jaką więc rolę pełnią ci urzędnicy skoro pozwalają spółce, która prezentuje bardzo wysokie ryzyko prze-lewarowania i utraty płynniściu wchodzić na rynek, być dystrybuowaną pomiędzy indywidualnych inwestorów, a potem sami przyznają, że coś było nie tak? Po co dyrektywy MIFID, KNFy, i inne tego typu głupoty, skoro to i tak NIE DZIAŁA.

Mamy niewydolne urzędy, wykonujące niewydolne prawo. jak to jest że upadłość spółki takiej jak np. Budostal 5 trwa pięć (chyba, jak nie więcej) lat? Jak to jest, że nadal mogą emitować obligacje firmy, które są ewidentnie zagrożone niewypłacalnością? Jak to jest, że kiedy doradcy Lions Banku naganiali klientów na obligacje Ganta i zapewniali że to bezpieczna inwestycja podczas gdy widać było że to jest bardzo duże ryzyko (które się później zmaterializowało) - to nie ponieśli jako ludzie i jako instytucja finansowa żadnych konsekwencji?

Jak to jest, że przeciętny człowiek w państwie polskim, kiedy ktoś mu nie odda pieniędzy jest bezradny bo dochodzenie własnych praw jest praktycznie nieopłacalne, a instytucje państwowe wcale mu nie pomagają? Jak to jest, że prawo chroni nieuczciwego dłużnika (którego nie można normalnie, za pośrednictwem sądu namierzyć kiedy się np. wymelduje), a porządny obywatel, który został oszukany nie ma żadnego wsparcia?

Albo wracając do tematu obligacji - mamy takie sytuacje gdy inwestor zostaje umoczony z nic nie wartym papierem, którego nie może ani sprzedać ani nawet do kosza wyrzucić (bo zdematerializowany) i nie jest w stanie zaliczyć go w straty podatkowe? 

Moim zdaniem niezależnie od kłapania mordą polityków tej czy innej maści, nie mamy porządnego pro obywatelskiego państwa, które stoi na straży uczciwych ludzi. Państwo teoretyczne istnieje nadal, choćby się aktualnie, miłościwie nam panująca władza święcie oburzała, bo prawda jest taka, że czy to pięć lat temu, czy teraz - instrumenty prawne i mechanizmy działania są takie same. Dlatego obawiam się, że obligatariusze GetBacku piszący donosy do prokuratury, będą mieli jedynie wątpliwą przyjemność składać zeznania w walących się obskurnych komisariatach z odpadającym tynkiem i rozpadającymi się meblami, a potem długo czekać na wynik śledztwa, które absolutnie do niczego nie doprowadzi.


czwartek, 19 kwietnia 2018

Czy zakaz handlu w niedzielę wywoła inflację?

Mamy ostatnio przyjemność lub nie (zależy od punktu widzenia) doświadczać zakazu handlu w niedzielę. Miłościwie nam panujący rząd za punkt honoru postawił sobie udupienie handlu. ponieważ z podatkiem od galerii handlowych (jeszcze) nie wyszło, to przynajmniej zakaz handlu działa. W kwietniu mamy trzy niedziele "niehandlowe". Czym to się objawia? Ano wszystkie te punkt, których ruch nie przeniósł się na inne dni (czyli przede wszystkim gastronomia) zlokalizowane w galeriach, mają teraz problem. Koszty funkcjonowania, które ponoszą nie zmniejszyły się, za to obroty w niedziele spadły niemal do zera. Grycan żalił się, że nie opłaca się utrzymywać tych punktów otwartych bo w niedziele i tak nikt nie przychodzi. To są tego rodzaju zakupy, które dokonuje się impulsywnie albo przy okazji. Nikt nie pojedzie do galerii handlowej specjalnie na lody albo do piekarni, nawet jeśli te punkty będą tam otwarte. Chleb to pewnie jeszcze kupi w sobotę, ale lodziarnia czy restauracja, w której zjadłby coś "przy okazji" może się na niedzielę również zamknąć.

Mamy więc stałe koszty, których nie pokrywa niedzielny utarg. Co więc może zrobić taki punkt aby przetrwać? Musi podnieść ceny tak aby skompensować choć trochę ubytek utargu.

Refleksja ta nadeszła mnie nad talerzem zupy, która kiedyś kosztowała 6,85zł a dziś zapłaciłem za nią 10,10zł to jest wzrost o 47%!!!! Przecież nikt nie wmówi mi, że o tyle w ciągu miesiąca podrożały warzywa czy wsad mięsny! 

To prowadzi mnie do innego pytania, czy takie zmiany cen przyczynią się do wzrostu inflacji? Nie wiem, jest pewna elastyczność cenowa konsumentów. Wzrost o 47% jest może ekstremalny, ale powoduje, że niejeden (być może także ja) tej zupy już więcej nie kupi. Jej udział w moim koszyku dóbr więc de facto zmaleje. Pytanie tylko ile jeszcze produktów tego rodzaju będzie? A co z innymi produktami? Czy w ich cenach też zostaną ujęte podwyższone koszty? pewnie markety sprytnie zamaskują ten wzrost "promocjami" w sobotę. Chętnie bym zobaczył jakieś dane na ten temat. Tymczasem napiszcie jakie Wy macie spostrzeżenia.


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" - Sławek Muturi, Robert Zduńczyk - recenzja książki

Kolejna książka po którą sięgnąłem w dziedzinie inwestowania nieruchomości to "Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości". Podobnie jak ostatnio recenzowana jej autorem jest Sławek Muturi wspólnie z Robertem Zduńczykiem. O ile poprzednia pozycja, miała zasadniczo autobiograficzno/filozoficzny charakter ta jest przede wszystkim poradnikiem.

Jest to książka dla wszystkich tych, którzy zastanawiają się czy nie zacząć inwestować w nieruchomości. Opisana prostym i przystępnym językiem, czyta się szybko, ale nie znaczy to, że nie jest pełna praktycznych wskazówek. Jest ona naszpikowana praktycznymi poradami. 

Na początku autorzy wykładają koncepcję wolności finansowej. Dla kogoś kto czytał już blog fridomia.pl czy jakąś książkę Sławka Muturi, nie będzie to nic nowego. Ważne jest to, że przypominają różnicę między wolnością finansową i bogactwem, wskazując rolę pasywnych przypływów gotówki. 

Dalej zaczyna się "mięsko". Po pierwsze mamy wyjaśnienie pewnych mitów związanych z inwestowaniem w nieruchomości. Mamy pewne praktyczne wskazówki od czego zacząć, jak finansować i kupować a potem utrzymywać i zarządzać swoim mieszkaniem/portfelem mieszkań. Jest to pewien podstawowy zasobnik wiedzy pozwalający z rozmysłem wejść w temat. Nie wiem czy jest wystarczający - sądząc po tym, że mam na półce do przeczytania jeszcze dwie książki z praktycznymi wskazówkami na ten temat, to pewnie ta nie wyczerpuje tematu. Ale nie o to chodzi chyba w tej pozycji. Ona ma na celu uświadomić że inwestowanie w nieruchomości jest w zasięgu ręki i jest praktycznie wykonalne. Ma ona na celu dostarczyć podstawowy zasób wiedzy, który każdy będzie mógł rozbudować.

Ważne są praktyczne wskazówki w rozdziale o tym jak dobrze kupować mieszkania. Są to kwestie, o których ktoś kto nie kupował na cele inwestycyjne dowiaduje się pewnie pierwszy raz. Podobnie jak informacje zawarte w rozdziale o finansowaniu. Autorzy wskazują na zalety i wady każdego sposobu finansowania, włącznie z zakupem za gotówkę czy posiłkowaniem się kredytem. Pozwala to na spokojnie zastanowić się nad swoją strategia przed podjęciem dalszych kroków. Jest także trochę praktycznych porad dotyczących tego co zrobić aby mieszkanie wynajmowało się w miarę bezproblemowo i bez przerw.

Jest to przy tym pozycja, która traktuje o inwestowaniu w nieruchomości w sposób wyważony i racjonalny. Autorzy tłumaczą jak liczyć czy inwestycja się opłaci. Opisują czy i w jaki sposób rozważać wsparcie się kredytem, ale nie namawiają i wskazują też ryzyka. Jasno piszą, że każdy może znaleźć swój własny sposób, który będzie mu pasował do niego samego, jego możliwości czasowych i finansowych i do lokalnego rynku, na którym będzie operował.

Książkę czyta się szybko - 240 stron wchłonąłem w dwa popołudnia. Sądzę, że pewnie będę do niej wracał.

"Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" - Sławek Muturi, Robert Zduńczyk - recenzja książki
Książka o tym jak zacząc iwestowac w nieruchomości.
Wydawca: Studio Emka
Data wydania: 2009
ISBN: 9878388607936
Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości
"Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" - Sławek Muturi, Robert Zduńczyk - recenzja książki
Lektura tej książki to dawka wiedzy i inspiracji dla każdego kto zastanawia się nad tym aby zacząć inwestować w nieruchomości na wynajem.
Date published: 15/04/2018
5

czwartek, 5 kwietnia 2018

Szwajcarzy zagłosują za zniesieniem bankowości opartej na rezerwie cząstkowej

Zaglądając na stronę SNB znalazłem interesującą informację. Otóż 10 czerwca odbędzie się w Szwajcarii referendum nad - uwaga; zniesieniem bankowości opartej na rezerwie cząstkowej. nie będę się tu wgłębiał na czym polega "fractional reserve bankig" - zainteresowani wiedza o co chodzi, ci co nie wiedzą łatwo znajdą wyjaśnienie w internecie. rzecz w tym, że samo takie referendum jest ewenementem na skalę światową i gdyby (co mało prawdopodobne) odniosło sukces - wywróciłoby (również jako precedens) bankowość całkiem sporego kraju.

Interesujące jest także, że SNB prezentując swoje argumenty (a jakże) przeciw tej inicjatywie nie wgłębia się zbytnio w merytoryczną dyskusję. Wygląda to tak, że bankierzy centralni nie chcąc zmieniać status quo nie są także zbyt chętni do odkrywania swojej "kuchni" w publicznej dyskusji. Padają zatem argumenty w stylu:
  • "tak jak jest to jest dobrze więc po co to zmieniać"
  • "nie mamy problemów, które wymagałyby naprawy"
  • "mamy wystarczające instrumenty aby realizować swoją politykę"
  • "wszystkie banki centralne tak działają"
  • "boimy się upolitycznienia banku centralnego"
i w końcu uwaga (to mnie rozbawiło): "nie oparty na długu pieniądz osłabiłby zaufanie do franka"!

Hah, spodziewałem się nieco bardziej wnikających w meteorytykę argumentów, a ostatni mnie rozwalił. Rzecz w tym, że SNB chce chyba po prostu zdyskredytować inicjatywę zamiast z nią dyskutować na odpowiednim merytorycznie poziomie.

Nie spodziewam się jednak sukcesu autorów inicjatywy. Podobnie było z pomysłem powrotu do franka opartego o złoto, jakiś czas temu. Jest mniejszość bardziej świadomych procesów ekonomicznych obywateli i większość raczej podążająca za kursem wyznaczanym przez finansowo polityczny establishment.

Z ciekawości jednak sprawdzę w czerwcu jak to się skończy.

Źródła:

-->