poniedziałek, 24 września 2018

Wielka gra

Czytam sobie właśnie o liście otwartym jaki obligatariusze firmy Get Back skierowali do banków, które udzieliły Get Backowi kredytów zabezpieczonych (w jaki sposób to nie wiem). Generalnie sprawa jest taka, że obligatariusze (niezabezpieczeni) apelują do zdrowego rozsądku, wrażliwości, etc wierzycieli zabezpieczonych bo tylko w ten sposób mają szansą odzyskać cokolwiek w trybie upadłości układowej (w dużym skrócie). 

Co na to banki mające te zabezpieczone wierzytelności? no cóż, jeśli mam zgadywać to pewnie będą miały tych niezabezpieczonych wierzycieli w nosie. Zestawiam to sobie z sytuacją Sygnity - tam instytucje finansowe dostarczają ciągłej kroplówki i pożyczają kasę firmie, która jest w permanentnej restrukturyzacji. Dzieje się tak dlatego, że mają w tym interes bo upadłość jest znacznie gorsza niż permanentna kroplówka. 

W przypadku Get Backu banki zadziałają ugodowo tylko jeżeli będą miały w tym interes, a czy będą miały? Nie spodziewam się bo gdyby tak było to już by jakieś działania podjęły nie czekając na listy otwarte. Czy przejmą się negatywnym PR? Nie sądzę, bo działając przeciw swojemu interesowi naraziłyby się na restrykcje KNF, a prawda jest taka, że los niezabezpieczonych obligatariuszy Get Backu guzik kogo obchodzi, a w szczególności guzik obchodzi większość klientów tychże banków. Większość klientów, nie ma pojęcia co to obligacje, dlaczego na nich ludzie tracą, a jeśli nawet ma pojęcie to uzna, że są sami sobie winni. Więc banki niespecjalnie przejmą się "złym PR".

I w ten właśnie sposób toczy się wielka gra, w której duzi gracze czyszczą zwykły plankton.


poniedziałek, 17 września 2018

Bank of England ostrzega przed twardym Brexitem

Bank of England ostrzega, że w przypadku braku wynegocjowania między Wielką Brytanią a Unią Europejską umowy "rozwodowej", z dnia na dzień brytyjska gospodarka i system finansowy może pogrążyć się w chaosie. Przykładowo wymieniono 48 milionów polis ubezpieczeniowych, czy derywaty warte 29 trylionów funtów. Zagrożone jest zdaniem BoE nawet do 500 tyś miejsc pracy.

Mark Carney, naczelnik Banku Anglii ostrzegł niedawno, że rozstanie z UE bez wynegocjowania sensownej umowy z Brukselą może skończyć się kryzysem porównywalnym z tym sprzed dekady. Ostrzegł, że ceny nieruchomości mogą spaść nawet o 35%, wstrzymany może zostać ruch pociągów Eurostar i połączenia lotnicze z Wielkiej Brytanii do Unii.

Ostatnio coraz częściej ostrzega się przed jakimś wydarzeniem, które wywoła kolejny globalny kryzys. Czy będzie to twardy Brexit?

Warto pamiętać, że zestaw narzędzi, którymi dysponuje BoE aby ratować gospodarkę jest mocno ograniczony. Stopy procentowe są już ścięte niemal do zera. czymże jest bowiem poziom 0,75% wobec dwucyfrowej inflacji, która może nastąpić po Brexicie? Czy rodziny z Polski będą musiały wysyłać swoim krewnym w UK paczki żywnościowe?

czwartek, 13 września 2018

Porównywarka kont osobistych. Porównanie ofert na 2018 rok dla 17 banków. - artykuł sponsorowany

Nikt nie lubi przepłacać – i dotyczy to zarówno zakupów spożywczych, sprzętu RTV/AGD, podróży zagranicznych jak i…opłat za konto bankowe. Nic dziwnego, że dużą popularnością cieszą się wszelkie porównywarki. Ich obsługa jest zazwyczaj stosunkowo prosta, chociaż w niektórych przypadkach brakuje odpowiednich filtrów. Najczęściej wyszukiwarki i porównywarki wykorzystuje się przy poszukiwaniu najkorzystniejszych ofert wycieczek. Od teraz można porównywać także…konta bankowe.
 

Konto bankowe: jak sprawdzić, gdzie założyć?

Pierwsze konto bankowe zakłada się zazwyczaj niedługo po osiągnięciu pełnoletności. To najczęściej skutkuje mało trafnymi decyzjami. Młode osoby zazwyczaj nie wiedzą czym powinny kierować się przy otwieraniu rachunku bankowego i bardzo często kilka lat później (np. po ukończeniu studiów czy założeniu rodziny) szukają konta, które rzeczywiście spełni wszystkie ich potrzeby. Co ważne – wiedzą już, na czym im zależy, dlatego w teorii poszukiwania powinny szybko zakończyć się sukcesem. Nie zawsze jednak jest to takie proste. Nierzadko trzeba spędzić sporo czasu na tym, by porównać oferty poszczególnych banków. Z tego względu dobrym pomysłem może być skorzystanie z porównywarki ofert.

Porównywarka kont osobistych: jak to działa?

Aby włączyć porównywarkę osobistych kont bankowych wystarczy wejść na stronę https://www.nestbank.pl/indywidualny/porownywarka-kont.html. Ta porównywarka umożliwia zestawienie dwóch ofert kont osobistych – ofertę Nest Banku i dowolnego wybranego banku. W tym celu należy z menu rozwijanego wybrać interesujący nas bank, a następnie konkretną ofertę. Przykładowo – możemy porównać ofertę Nest Banku i ofertę PKO BP (tutaj do wyboru mamy dwa rodzaje kont osobistych). Jakie dane pokazuje porównywarka? Jest ich wiele, wymieńmy więc trzy podstawowe wskaźniki, dzięki którym możemy porównać wysokość opłat za podstawowe usługi. Pierwszy wskaźnik dotyczy opłat za prowadzenie konta bankowego; dwa kolejne wskaźniki pokazują, ile będziemy musieli zapłacić za posiadanie karty bankomatowej oraz jakie opłaty będą wiązać się z wypłaceniem pieniędzy z bankomatu innego niż bankomat danego banku (czyli np. z Euronetu). Skorzystanie z porównywarki może być szczególnie przydatne w momencie, gdy wahamy się nad ofertami dwóch konkretnych banków i chcemy zestawić informacje, które w największym stopniu nas interesują.


Disclosure: Artykuł powstał w ramach odpłatnej współpracy. Otrzymałem wynagrodzenie za jego publikację

wtorek, 11 września 2018

Moral hazard

Jest takie angielskie pojęcie "moral hazard" tłumaczone czasem nie do końca poprawnie na polski jako "konflikt interesów". Jednak "moral hazard" znaczy coś znacznie więcej niż tylko interesy. pojęcie to tłumaczy się jako "pokusa nadużycia", choć według mnie to też nie do końca oddaje jego znaczenie. To pojęcie z pogranicza etyki - i niestety w kontekście współczesnej ekonomii, gospodarki i post-kryzysu ma ono znaczenie istotne bo na nim opiera się cały zachodni model funkcjonowania gospodarczego.

Dziesięć lat temu zaczynał się największy kryzys finansowy jakiego mogło doświadczyć nasze pokolenie. Kryzys wywołały działania finansistów w instytucjach giełdowych, bankowych i nadzorczych, którzy wszyscy popełnili moim zdaniem grzech krótkoterminowego myślenia podsycanego chciwością i opartego właśnie o taki moralny hazard.

System finansowy działa praktycznie w całości w oparciu o pieniądze innych, które są powierzone instytucjom finansowym. te zaś obracają nimi podejmując ryzyko. Instytucje te zarabiają pieniądze dla siebie i swoich klientów, ale ryzyko ponoszą przede wszystkim klienci. 

W tym właśnie znajduje się esencja "moral hazard" rynków finansowych i współczesnej ekonomii zachodu - wszyscy (przedsiębiorcy, politycy, finansiści) podejmują ryzyko, którego koszty ponosi ktoś inny. Gotowi są poświęcać długoterminowe cele i zdrowe fundamenty w imię krótkoterminowych korzyści, przyjmują kapitały które nie mają jak zabezpieczyć i gotowi są podejmować zbyt ryzykowne przedsięwzięcia w imię prowizji czy zysków.

Sposoby radzenia sobie z kryzysem roku 2008 nie usunęły tych konfliktów interesów. Wręcz je spotęgowały. Sytuacja, w której sektor finansowy otrzymał praktycznie ramowe pieniądze od rządów, chcących zasypać dziurę po kryzysie, czy też sytuacja, w której nacjonalizowano "systemowo ważne" instytucje "zbyt duże aby upaść" stanowiła zachętę dla menedżerów aby podejmować jeszcze bardziej ryzykowne, ale krótkoterminowo zyskowne przedsięwzięcia. Nikt z nich nie poniósł jakiejkolwiek odpowiedzialności ani przed 2008 rokiem, ani po.

Oczywiście to, że podejmujący decyzję nie ponosi konsekwencji ryzyka, na które wystawia zarządzaną przez siebie instytucję, powoduje, że nie ma mechanizmu oczyszczającego system ekonomiczny z ludzi i organizacji działających w ten sposób. Politycy i banki centralne czy regulatorzy zdają się dążyć przy tym do konserwowania takiego stanu rzeczy.

Kolejny kryzys będzie moim zdaniem konsekwencją takiego stanu rzeczy.



piątek, 7 września 2018

PPK jak Hotel Calfornia

Pamiętacie taką piosenkę The Eagles pt "Hotel California"? - całkiem sympatyczna swoją drogą, są tam takie słowa na końcu:
'You can check out any time you like,
But you can never leave!'

No więc tak moi drodzy będzie właśnie z ufundowanym nam przez miłościwie nam panująca władzę programem Pracowniczych Planów Kapitałowych.  Będzie można się wypisać, a jakże, ale żeby się od nas to ustrojstwo odkleiło kiedy już raz się zapiszemy, to nie będzie takie proste.

Sugerują uważne przestudiowanie wad i zalet oraz mechanizmów pułapki, którą fundują nam rządzący w ramach tego systemu - ZANIM się zdecydujemy z niego nie wypisywać.

Ano tak, bo pierwsza pułapką będzie to, że wszyscy z automatu zostaniemy do systemu PPK zapisani i dopiero na naszą wyraźną wolę będziemy mogli się z niego wypisać.
Ustawa będzie obowiązywała:
  •     od lipca 2019 r. - w firmach zatrudniających co najmniej 250 osób
  •     od stycznia 2020 r. - w firmach z 50-249 pracownikami
  •     od lipca 2020 r. - w firmach z 20-49 osobami "na pokładzie"
  •     od stycznia 2021 r. - w pozostałych firmach, zatrudniających co najmniej jednego pracownika oraz w sferze budżetowej
Więc decyzję trzeba będzie podjąć zanim będzie za późno.

Dlaczego napisałem, że to będzie działać jak Hotel California? Otóż  będziemy ieli już coś uzboerane w PPK, ale postanowimy całkiem zrezygnować to wycofując środki stracimy wszystko to, co dopłaciło państwo, czyli składkę powitalną i dopłaty roczne. Dodatkowo odzyskamy wyłącznie własną część składek oraz 70% składek od pracodawcy (pozostałe 30% pójdzie na subkonto w ZUS). Dalej - od tego co wypłacimy - będziemy musieli zapłacić podatek dochodowy.

Chodzi generalnie o to aby zniechęcić do wypisania się. Więc środki w PPK będą nasze "teoretycznie" bo praktycznie nie zrobimy nimi zbyt wiele. jedynie w przypadku poważnej choroby będzie można wypłacić 25% (cóż za łaska, ciekawe czy w ustawie zdeiniowano jakie to są poważne choroby). Ewentualnie będzie można wpłacić jako wkład własny przy zakupie pierwszego mieszkania (też absurd, bo aby w PPK uzbierać tyle aby się nadawało na wkład własny minie wiele lat a przez te lata trzeba będzie gdzieś mieszkać, zatem pewnie w kupionym na kredyt mieszkaniu bez wkładu własnego, a na wkład na drugie PPK się nie nada).

Nie wyczytałem nigdzie że wpłaty składek na PPK będzie można zawiesić. Wygląda więc na to, że nie będzie możliwości zrobienia takiego czegoś aby po kilku latach składania po prostu przestać na jakiś czas odkładać w PPK. Albo wszystko, albo nic. I to właśnie mnie ostatecznie zniechęca. Bo jest to rodzaj zobowiązania długoterminowego co do którego nie mamy możliwości wywinięcia się z niego w razie, gdybyśmy chcieli - a jako wolni ludzie dysponujący swoimi środkami, swoim życiem i pracą, a przede wszystkim własną przyszłością - powinniśmy mieć do tego prawo.

 

środa, 5 września 2018

Inwestycje w złoto fizyczne - kompendium

Temat inwestowania w złoto pojawiał się na niniejszym blogu już wielokrotnie, postanowiłem go jednak odświeżyć. Rzecz w tym, że posiadanie złota jest dla portfela inwestycyjnego swego rodzaju ubezpieczeniem przez zawieruchą jaką może nam uczynić globalna gospodarka i miłościwie nam panujący rząd. Mówię przy tym o inwestowaniu w złoto fizyczne bo tylko posiadanie fizycznego metalu daje możliwość swobodnego dysponowania ulokowanym w nim kapitałem. 

Chciałbym zatem zebrać w tym jednym miejscu informacje, które być może pojawiały się na blogu, ale się już mogły trochę zdezaktualizować. Chodzi mi o to dlaczego warto trzymać część portfela w fizycznym zlocie i jak to robić.

Ceny złota


Na początek jednak pewne małe wyjaśnienie dotyczące rynku złota i pojęcia jakim jest cena złota. W jaki sposób ustalane są ceny złota? Handel na tym rynku w większości przypadków przechodzi przez ręce niewielkiej grupy tzw. „banków bulionowych” które zajmują się handlem kruszcem. Są to takie instytucje jak między innymi HSBC, Scotiabank, UBS, JP Morgan, Morgan Stanley czy Goldman Sachs a do 2014 roku także Deutsche Bank.

W Londynie cena złota ustalana jest w ramach tzw. London Gold Fixing polegającego na tym, że codziennie rano uczestniczące banki w ramach telekonferencji wymieniają się informacjami o aktualnym poziomie zleceń kupna i sprzedaży a następnie ustalają nową cenę równowagi rynku. Od wielu lat istnieją dowody na to, że uczestniczące w fixingu banki podawały fikcyjne wysokości zleceń po to aby manipulować ceną. Deutsche Bank przyznał się nawet w trakcie procesu z grupą niezadowolonych inwestorów, że uczestniczył w procederze manipulacji na rynku kontraktów terminowych na złoto. Działo się tak dlatego, że w oparciu o cenę ustalaną w Londynie określane są wyceny pochodnych instrumentów finansowych „opartych na złocie”.

Drugie miejsce na którym ustala się i manipuluje cenę złota to giełda Comex w USA. Handluje się tam kontraktami terminowymi na złoto. Aby zawierać takie kontrakty banki utrzymują depozyty stanowiące zaledwie około 5-10% wartości handlowanych kontraktów. Tak potężny lewar pozwala multiplikować zyski bez angażowania rzeczywistego kapitału. Rzecz w tym, że rozliczanie kontraktów zazwyczaj następuje w gotówce. Mało kto życzy sobie dostawy fizycznego metalu. Gdyby tak się stało giełda by natychmiast zbankrutowała albo zmuszona była zawiesić rozliczanie kontraktów w kruszcu. Ilość handlowanego ”papierowego złota” wielokrotnie przekracza bowiem ilość tego fizycznego.

Z dwóch podanych powyżej powodów przywiązywanie nadmiernej wartości pojęciu ceny złota może prowadzić do błędów interpretacji sytuacji na rynku. Bywały bowiem takie momenty w czasie kiedy cena złota spadała (spadały ceny kontraktów na "papierowe złoto") a dostępność fizycznego kruszcu była bardzo ograniczona . Taki rozjazd cen złota fizycznego i papierowego może się zdarzyć w przyszłości.

Czymś zatem zupełnie innym jest wartość złota (fizycznego), a czymś zupełnie innym jego cena, będąca pochodną spekulacji na rynku sztucznych instrumentów pochodnych, których "wydrukowano" 100 razy więcej niż samego złota fizycznego.

Warto w tym miejscu wyjaśnić pojęcie „cena spot” – jest to cena po jakiej handluje się złoto danego dnia, średnio na rynkach, bez spreadu i marży. Za taką cenę raczej nie uda nam się nigdy kupić ani sprzedać, ale stanowi ona punkt odniesienia.

Gdzie znaleźć ceny złota?

Napisaliśmy sobie teoretycznie jak to jest z tą ceną złota, ale należałoby sobie powiedzieć gdzie można sprawdzić aktualny kurs złota. Jeszcze jakiś czas temu miało sens sprawdzanie na stronie Narodowego Banku Polskiego informacji o aktualnej cenie skupu złota za gram. tak się jednak składa, że NBP zaprzestał skupu złota i zaprzestał także publikować taką informację.

To co aktualnie możemy znaleźć na stronie NBP to aktualne ceny sprzedaży monet uncjowych "Orzeł Bielik" i wyliczany kurs referencyjny złota wyliczany raz dziennie. Można je znaleźć na tej stronie: http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/statystyka/ceny_zlota.html

Jeżeli chodzi o sprawdzenie aktualnej ceny rynkowej, to ja najczęściej korzystam z serwisu stooq, na którym można sprawdzić wykres cen złota aktualizowany w czasie niemal rzeczywistym. Należy pamiętać, że jednostką jest cena za uncję złota. Wykres jest dostępny tutaj: http://stooq.pl/q/?s=xaupln

Jeżeli zaś mamy złom złota i chcielibyśmy go sprzedać to aktualne ceny skupu złomu złota można sprawdzić  na kilku stronach internetowych. Oczywiście w zależności od tego do jakiego punktu skupu się udamy to dostaniemy inne ceny, ale warto zweryfikować je wcześniej w internecie aby mieć punkt odniesienia. Ja polecam sprawdzenie ceny złota w skupie na następujących stronach:

Rola złota w portfelu

Historycznie złoto służyło jako środek akumulacji wartości. Te historyczne uwarunkowania są nadal w mocy. Złoto jest niezależnym od rządów, spekulantów i rynków środkiem, który pozwala zabezpieczyć się od zawieruchy. Złoto jest ubezpieczeniem przed nieprzewidywalnymi, chciwymi i głupimi zachowaniami rządów i bankierów. Złota nie można wydrukować, a odebrać możne jedynie przemocą (fizyczną bądź prawną). 

Złoto posiada wartość poprzez to, że jest akceptowalne powszechnie, jest niepodrabialne, pewne w obrocie, anonimowe i nie da się sterować jego ilością. Czy widzicie już różnice między fizycznym metalem a papierowym kontraktem "odzwierciedlającym cenę złota"?

Złoto stanowi stabilny punkt odniesienia względem walut, których podaż oparta jest na administracyjnych decyzjach, a nie na obiektywnych zjawiskach gospodarczych. Złoto stanowi w portfelu inwestycyjnym swego rodzaju stabilizator chroniący go przed wpływami inflacji i zmian na rynku walutowym.

Inwestycje w złoto fizyczne

Cena złota fizycznego składa się zazwyczaj z wielu składników takich jak cena kruszcu, koszt bicia (marża mennicy), marża dealera, koszty transportu, wartość kolekcjonerska, etc. Należy zwracać uwagę jaki jest stosunek ceny danego rodzaju złota od konkretnego wytwórcy i sklepu, w stosunku do ceny czystego kruszcu zawartego w przedmiocie. Pamiętać należy także żeby dobrze przeliczyć zawartość kruszcu wg. próby.

Wagę złota bardzo często podaje się albo w gramach albo w uncjach (oz). W odniesieniu do złota stosuje się uncję trojańską (jubilerską) równą 31,1035 g.

Z kolei próba złota to sposób określenia zawartości czystego złota w stopie. Pierwszym sposobem określania próby jest podanie w promilach zawartości kruszcu w stopie. Przykładowo stop zawierający 99,9% czystego złota będzie określony próbą 999 (lub c999 czy 0,999 zależnie od zapisu).

Istnieje jeszcze inny podział czystości złota, określanej w karatach, gdzie 1 karat odpowiada zawartości wagowo 1/24 czystego złota w stopie. Zatem 24 karatowe złoto będzie miało próbę 1000, 22 karatowe próbę 916, a 8 karatowe próbę 333. Wyroby jubilerskie oznacza się odpowiednia cechą probierczą - wizerunki polskich cech probierczych dostępne są na stronie Głównego Urzędu Miar.


Formy złota fizycznego


1. Sztabki - sztabki złota mają formę płaskich prostokątnych odlewów wykonanych ze złota próby .999. Najczęściej występują one w wagach 1,2,5,10,20,100,1000 gram oraz 1/2 uncji oraz 1 uncja. Każda sztabka zwykle opisana jest nazwą producenta, próbą złota z którego została wykonana oraz wagą. Bardzo często sztabki zamknięte są w plastikowych hermetycznych opakowaniach zwanych "certi card" ze względu na kształt karty kredytowej. Opakowanie takie często zawiera dodatkowy certyfikat wybicia. Czasem spotyka się na sztabkach lub certyfikatach podane numery seryjne (można je zweryfikować na stronach internetowych producenta).
  • Sztabki Mennicy Polskiej - 5g, 10g, 20g, 1 uncja (31,1g), 50g, 100g i 250g, zapakowane w ochronne opakowanie z certyfikatem, niestety trudno dostępne i dosyć drogie (cena potrafi sięgać 30% ponad cenę spot złota). Poniżej przykładowe zdjęcie.
  • Sztabki innych mennic - dostępne w Polsce są sztabki mennicy australijskiej, PAMP w Szwajcarii, mennicy niemieckiej i innych. Zwykle ceny u dealerów kształtują się około 15% ponad cenę spot. Zwykle pakowane w opakowania plastikowe z certyfikatem. Poniżej kilka przykładowych zdjęć.

2. Monety bulionowe - czyli innymi słowy monety lokacyjne, są to monety bite przez mennice różnych państw, czasem nie nie posiadające oznaczenia waluty, mające za to wartość określoną w kruszcu z którego zostały wybite. Najczęściej można spotkać następujące:
  • Orzeł Bielik - próby 999,9 emitowany przez NBP. Na rewersie - stylizowana sylwetka orła bielika oraz informacja o masie monety. Na awersie godło RP oraz nominał. Brzeg gładki. Do monety dołączony jest certyfikat wraz z danymi technicznymi oraz krótkim opisem. Dostępne nominały to: 50 zł o masie 1/10 oz średnica 18,0mm; 100 zł - 1/4 oz, 22,0 mm; 200 zł - 0,5 oz, 27,0 mm; 500 zł - 1 oz, 32,0 mm.

  • Krugerrand - bite ze złota próby .916 w mennicy południowoafrykańskiej są prawnym środkiem płatniczym w RPA (obecnie nie używanym jako waluta, a raczej lokata). Jest to najpopularniejsza moneta bulionowa na świecie. Dostępne są monety 1 oz, 1/2 oz, 1/4 oz i 1/10 oz. Szczegółowe parametry monet można znaleźć tutaj. Poniżej zdjęcie:
 3. Monety kolekcjonerskie - wykonane ze złota (różnej próby w zależności od parametrów emisji) mogą stanowić lokatę kapitału ze względu na dwie podstawowe składowe swojej ceny. Pierwszą składową jest wartość zawartego w monecie kruszcu. Można obliczyć jego wartość mnożąc wagę monety przez wyrażoną w promilach próbę zawartego w niej złota. Przykładowo, typowa moneta kolekcjonerska emitowana ostatnimi laty przez NBP o nominale 200zł waży 15,5g i wykonana jest ze złota próby 900. Zawiera zatem 13,95g czystego złota. Inna moneta o nominale 100zł wydawana przez NBP waży 8g i także wykonana jest z także ze złota próby 900, zawiera zatem 7,2g złota. W ten sposób można znając zawartość złota w monecie obliczyć jego cenę.
Drugą składową ceny monet kolekcjonerskich jest ich wartość kolekcjonerska wynikająca z ich artystycznego wykonania i wysokości nakładu. W przypadku inwestowania w złoto jako takie, interesuje nas ona o tyle aby była jak najniższa w momencie zakupu i najwyższa w momencie sprzedaży, ale przede wszystkim interesuje nas cena złota. W przypadku zakupu monet po cenie emisyjnej, wartość "kolekcjonerska" przekłada się na marżę emitenta (NBP).

4. Biżuteria i złom złota - może stanowić także pewnego rodzaju lokatę kapitału, aczkolwiek ceny są tu znacznie bardziej zróżnicowane. W przypadku biżuterii mamy do czynienia z wielością prób (przykład obliczenia rzeczywistej zawartości kruszcu podałem powyżej), i zróżnicowaniem cen (wynikającym z walorów artystycznych wyrobu). Biżuteria jako lokata powinna być wyceniana w portfelu po cenie złomu złota aby uniknąć niespodzianek w przypadku sprzedaży. Takie podejście rzutuje oczywiście na podejście do zakupu. Należy jednak pamiętać, że podstawowym przeznaczeniem biżuterii jest ozdabianie, a nie lokata.

Źródła zakupu złota fizycznego

1. Dealerzy w internecie - jednym ze źródeł zakupu złota są sklepy internetowe. Zestawienie macie podlinkowane na stronie. Zwracam uwagę aby kupować u poważnych sprzedawców i nie godzić się na dostawę terminową choćby była tańsza (o tym dalej).

2. Stacjonarne punkty sprzedawców złota inwestycyjnego. Niektórzy sprzedawcy tacy jak np. Mennica Polska, Mennica Wrocławska czy e-Numizmatyka mają w niektórych miastach swoje stacjonarne sklepy. Można w nich (na różnych wprawdzie warunkach) kupić pewną ilość złota za gotówkę.
3. Sklepy numizmatyczne - mogą być przede wszystkim źródłem monet kolekcjonerskich. Rzadko spotyka się tam sztabki czy monety bulionowe (te prędzej). Stanowią raczej bezpieczne źródło zakupów za gotówkę, jednak marże mają często (choć nie zawsze) wyższe niż w internecie. Odpadają jednak koszty transportu.

4. NBP - Narodowy bank polski może być źródłem złotych Orłów Bielików i złotych monet kolekcjonerskich. Ceny tych walorów jakie są każdy może sobie sprawdzić i porównać. Zaleta jest taka, że to bank i raczej bezpieczne źródło złota.

5. Banki - w wybranych oddziałach niektórych banków (Raiffeisen, Alior, niektóre banki spółdzielcze) można kupić fizyczne złoto. Tracimy przy tym na anonimowości i cena zwykle też jest wyższa, ale kupno w banku daje większe poczucie bezpieczeństwa przy dużych transakcjach.

6. Kantory/lombardy - złotem handlują owszem niektóre z nich, ale jako źródło do zaopatrywania się nie polecam ze względu na wysokie marże. 

Jeszcze ostrzeżeni - istnieje coś takiego jak zakup złota w dostawie terminowej i głupotą jest z niego korzystać. Coś takiego jak dostawa terminowa złota u dealera jest zaprzeczeniem sensu inwestycji w złoto. Albo dealer złoto ma i wtedy kupujemy od ręki, albo go nie ma i wtedy nie kupujemy. Propozycja kupna w dostawie terminowej zazwyczaj ma w sobie zaszyte obracanie naszymi pieniędzmi przez 45 dni. Wielu inwestorów się na tym przejechało kiedy zamówili coś w dostawie terminowej i potem płakali kiedy sprzedawca ogłosił upadłość.

Jak bezpiecznie kupić złoto?

Podstawą jest oczywiście zdrowy rozsądek i kierowanie się kilkoma podstawowymi regułami:
  1. pewne źródło - uznany dealer jest bezpieczny i daje gwarancję, że wyrób który kupujemy jest takiej jakości jak się nas zapewnia; należy unikać wszelkich okazji, wyprzedaży, promocji jeżeli nie jesteśmy absolutnie pewni co kupujemy, nigdy nie kupować na ulicy od nieznajomych, na targach, etc;
  2. gwarancja jakości - nie kupować wyrobów nie ocechowanych, z nieznanej mennicy, dziwnie wyglądających, pokawałkowanych, w ostateczności udać się do zaufanego jubilera a najlepiej do Urzędu Probierczego;
  3. uważać z pieniędzmi - to się wiąże z punktem pierwszym, kupując u poważnego dealera transakcji dokonuje się w bezpiecznym otoczeniu lub zaufanym sklepie internetowym, kupując w bramie nie mamy pewności, czy zaraz nie ostaniemy gazrurką w głowę, albo czy potem nas ktoś nie będzie śledził;
  4. anonimowość - złoto jest bezpieczne jeżeli nikt nie wie o jego istnieniu, a jego właściciel jest bezpieczniejszy, jeżeli nikt nie wie, że jest właścicielem złota, stąd im mniej informacji o nas podajemy drugiej stronie transakcji tym lepiej;
  5. limitować transakcje - nie kupować za zbyt duża kwotę na raz, jeżeli zostaniemy oszukani lub przesyłka do nas wysłana zostanie skradziona - stracimy duża kwotę, lepiej dokonywać mniejszych transakcji partiami;
  6. być krytycznym - mieć wyczulone zmysły i każde odstępstwo od normy w powyższych punktach, każdą niejednoznaczność w opisie przedmiotu, każdą wątpliwość interpretować na niekorzyść takiej transakcji - ostatecznie to my dysponujemy pieniędzmi i chcemy je wydać, okazji nie zabraknie;
  7. wiedzieć co się kupuje - jeżeli kupujemy monetę to trzeba wiedzieć jak ona powinna wyglądać, jakie są jej rodzaje, warianty, czym się różnią i jak rozpoznać fałszerstwo, jeżeli kupujemy sztabki to tak samo wiedzieć jakie i ile powinny być warte.

Złoto niealokowane? Co to jest?

Czasem sprzedawcy proponują zakup certyfikatów, które niby mają pokrycie w fizycznym kruszcu, ale w formie tak zwanej niealokowanej. Co to jest złoto niealokowane? To po prostu udział w pewnej puli złota przechowywanego przez firmę, która wystawiła nam certyfikat. Trąci to Amber Goldem i niestety tak jest, widzę dwa ryzyka:
  1. Po pierwsze wystawca certyfikatów może spekulować złotem znajdującym się w takiej puli. Może je w szczególności shortować, a więc w oczekiwaniu spadku ceny sprzedać, aby potem odkupić taniej. Rodzi to ryzyko, że rynek się odwróci i nie zdąży zareagować, odkupi drożej i poniesie straty, albo co gorsza nie będzie w stanie odkupić bo rynek się załamie i zostanie bez złota. Niestety klienci nie są o tym ryzyku informowani.
  2. Po drugie, wystawca certyfikatów może wielokrotnie sprzedać to samo złoto. No bo jak interpretować zapis, że "może korzystać z całego lub z części towaru (...) na własny rachunek, tak jakby był Właścicielem"? Przecież może to oznaczać, że już raz sprzedane złoto na które został wystawiony certyfikat zostanie sprzedane po raz drugi komuś innemu i też zostanie mu wystawiony certyfikat. W szczególnym przypadku istnieje ryzyko, że do tego samego kawałka złota będzie rościć sobie prawa kilku posiadaczy certyfikatów. innymi słowy, że ilość złota nie wystarczy na ich pokrycie, gdyby wszyscy się jednocześnie zgłosili. 
Reasumując - trzymajcie się z daleka od takich konstrukcji.

Gdzie sprzedać złoto

NBP niestety zaprzestał skupu złota od inwestorów indywidualnych. Mamy jednak szereg innych możliwości:
1. Kantor/lombard - miejsce sprzedaży dla desperatów - cena skupu istotnie niższa od rynkowej. Zaleta jest taka, że gotówkę dostajemy natychmiast.

2. Sklep numizmatyczny - dobre miejsce do sprzedaży monet kolekcjonerskich. Niestety cena jaka za nie dostaniemy będzie pomniejszona o marżę sklepu lub będziemy je mogli jedynie oddać w komis.

3. Skup złota u dealerów - Duzi sprzedawcy zaś zazwyczaj oferują skup złota, które sami sprzedali. Niektórzy także skupują dowolne złoto także nie pochodzące z ich sprzedaży po cenie bliskiej spot lub nieco niższej. generalnie trzeba zwracać uwagę na cenę skupu - jak bardzo odbiega ona od spot.

4. Jubiler - bardziej można u jubilera sprzedać złotą biżuterię. Ewentualnie każde złoto zawsze można u jubilera przetopić na cokolwiek. Cena silnie zależy od tego z kim rozmawiamy i czego chcemy.

5. Firmy skupujące - np. "GoldBuyers", "Cash for gold" - etc. Tutaj raczej na pewno dostaniemy dużo niższą cenę także jest to raczej ścieżka dla desperatów

Zadano mi jakiś czas temu pytanie, w jaki sposób - bezpiecznie można sprzedać posiadane złoto. Pytanie nie jest trywialne bo w pierwszej kolejności należałoby zastanowić się co to znaczy "sprzedać bezpiecznie złoto"? Otóż "bezpiecznie" = bez ryzyka obrabowania, napadu, etc., ale także "bezpiecznie" = bez ryzyka, że stracimy nie wiadomo ile pieniędzy sprzedając po złej cenie.

Przy okazji warto pamiętać o tym, że cena będzie funkcją tego jak szybko chcemy sprzedać.

A więc do rzeczy - po pierwsze wystrzegajmy się przygodnych kupców. Sprawdźmy cenę złota na stronie Narodowego Banku Polskiego i policzmy ile jest warte nasze złoto w tzw. cenie spot. NBP niestety nie prowadzi już skupu złota, ogłasza jedynie jego cenę. Niestety także musimy wziąć poprawkę na to, że prawdopodobnie nie uda nam się sprzedać go w cenie spot, tylko kilka procent niższej. Na takiej zasadzie działa cały rynek i niewiele możemy na to poradzić.

Problem z powyższym może pojawić się, jeżeli nie wiemy co mamy w ręku. Np dostaliśmy monetę co do której nie wiemy jak się nazywa. Tutaj z pomocą przyjdzie nam Internet - na podstawie zdjęć zamieszczonych w sklepach internetowych ze złotem z łatwością możemy sprawdzić czym dysponujemy.
Kiedy już wiemy ile nasze złoto jest teoretycznie warte możemy udać się spieniężyć.  Jeżeli złoto kopiliśmy u porządnego dealera to możemy sprawdzić za jaką cenę odkupią od nas złoto które u nich nabyliśmy. 

Złote monety kolekcjonerskie - wartość kolekcjonerska i wartość kruszcu


Kiedy pisałem o formach fizycznego złota, w które można zainwestować swój kapitał wspomniałem także o tym, że złote monety kolekcjonerskie są droższe niż cena samego metalu. Otóż wartość tych monet powiększa wartość numizmatyczna czy też kolekcjonerska stanowiąca niejako marżę za rzadkość i stan zachowania monety.

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że wartość numizmatyczna tych monet podlega wahaniom nie do końca zależnym od cen złota. Bo kiedy temat monety staje się popularny, a sama moneta rzadka, to jej wartość numizmatyczna rośnie szybciej. Szybciej może także spadać kiedy moda na daną monetę przeminie. 

Jak pokazują analizy, z korelacją cen złotych monet kolekcjonerskich do ceny złota, bywa różnie. Bardzo różnie i czasem nawet bez jakiejkolwiek korelacji. Oczywiście cena takiej monety nie spadnie raczej poniżej ceny kruszcu bo szybko zostałaby wykupiona i przetopiona, ale wartość numizmatyczna waha się czasem dramatycznie.

Jaki z tego wniosek dla inwestora? Uważnie dobierać monety. Bo ryzyko związane ze zmiennością ich wartości jest zdecydowanie większe niż w przypadku sztabek. W zasadzie kupując złote monety kolekcjonerskie kupuje się „strukturę” złożoną z ceny złota i wartości numizmatycznej. Pierwsza stanowi dolne zabezpieczenie inwestycji, a druga podlega zmianom i może generować większy zysk.

Przechowywanie złota


Niektórzy skłonni są wydać sporą gotówkę, kupić złoto i zostawić je na "przechowanie" ... gdzieś. To "gdzieś" może przyjąć formułę oddawania dealerowi, czy też wkładania złota do jakiejś "puli". Uświadommy sobie jednak jeden fakt - w razie totalnego załamania (przed którym złoto ma nas podobno uchronić), żaden dealer będący spółką z o.o., akcyjną, czy czymkolwiek innym, nie odda nam naszego złota. Nie ważne jak ładnie wydrukowane certyfikaty nam za nie wystawił. Złoto fizyczne będzie warte tyle, że będzie się opłacało je ukraść, zdefraudować, etc... Będzie można sobie pozwać potem spółkę o wydanie "towaru", w najlepszym wypadku odzyskamy jakąś gotówkę, która pewnie już będzie wtedy znacznie mniej warta.

Sens posiadania złota fizycznego polega na jego roli ubezpieczeniowej. nie da się zrealizować tej roli kiedy oddajemy kontrolę nad naszym złotem komuś innemu.

Niech nas nie zwiedzie to, że podobnie działają banki - wszak nie wyciągamy z banku tych samych banknotów, które włożyliśmy na konto. Otóż system bankowy jest iluzją, "my myślimy, że mamy pieniądze w banku, a bank myśli, że wszyscy na raz się po nie nie zgłosimy" - poczytajcie sobie na czym polega system rezerw cząstkowych.

Kupując złoto przed tym właśnie chcemy się zabezpieczyć, nie dajmy się więc wpuścić w kanał, że ktoś nam je "przechowa", a w międzyczasie to on sobie będzie nim obracał, ale nam solennie obieca, że przecież odda. Obietnice mają to do siebie, że ludzie czasem ich nie dotrzymują. 

Kupując złoto, trzeba założyć, że będziemy je przechowywać pod naszą kontrolą. Im wyższy stopień tej kontroli tym lepiej. 

Zainwestujmy w skrytkę bankową (niektórzy się nie zgodzą i powiedzą, że to też jest poza naszą kontrolą - kwestia jest dyskusyjna - są różne stopnie kontroli, ten uważam za całkiem niezły), albo sejf, albo ostatecznie zakopmy pod jabłonką. Ale, nie zostawiajmy komuś na "przechowanie" bo to mija się z sensem.

Poza tym złoto lubi ciszę. Najbezpieczniej dla nas i naszego złota jeśli nikt poza nami samymi nie będzie o nim wiedział. Najbliższa rodzina? To kwestia zaufania – niech każdy rozważy we własnym sumieniu. Reszta świata? Absolutnie nie. Po co mają wiedzieć? 

Własny fundusz bezpieczeństwa a korzystanie z ubezpieczeń

Wielokrotnie na różnych blogach poświęconych finansowej niezależności pojawiał się temat stworzenia sobie funduszu bezpieczeństwa. Pomysł słuszny i potrzebny w zasadzie każdemu, jako że każdego z nas mogą spotkać nieprzewidziane okoliczności życiowe.

Niemniej jednak należy zastanowić się jak posiadanie takiego zasobu finansowego na wypadek jakiś nieprzewidzianych niepowodzeń czy okoliczności ma się do możliwości, czy też potrzeby ubezpieczania różnego rodzaju ryzyk. Wszak sam fundusz bezpieczeństwa jest swego rodzaju ubezpieczeniem.

Na wstępie należy zauważyć istotną kwestię. Ubezpieczenie (takie jak zwykle możemy kupić od firmy ubezpieczeniowej) zaczyna obejmować nas ochroną w pełnej wysokości od momentu zawarcia umowy z ubezpieczycielem. Czyli jeżeli zawieramy ubezpieczenie od kradzieży na dziesięć tysięcy złotych to już w dniu zapłacenia składki ono obowiązuje. Ma to swoje zalety, bo płacimy stosunkowo niewielkie pieniądze, a od razu jesteśmy objęci pełną ochroną. 

Fundusz bezpieczeństwa (który jak zakłada definicja gromadzimy samodzielnie) ma z założenia inną konstrukcję. Polega on na odkładaniu pewnej sumy na osobne konto i zbieraniu "na wszelki wypadek". Problem polega na tym, że mało kogo stać na to aby od razu założyć sobie taki fundusz na pełną kwotę zabezpieczającą wszelkie stojące przed nami ryzyka (np. koszt utraty samochodu). Stajemy więc przed problemem, że na początku tworzenia naszego awaryjnego zasobu gotówki nie mamy jej wystarczająco dużo aby pokryć jakąś większą potencjalną szkodę.

Druga kwestia to ekonomiczność ubezpieczenia względem wartości ubezpieczanego ryzyka. Tutaj kłaniają się ceny ubezpieczeń oferowanych na rynku. Krótko mówiąc, nie opłaca nam się ubezpieczać samochodu wartego cztery tysiące płacąc rocznie składkę w kwocie pięćset złotych. Całkowity koszt takiego ubezpieczenie zrównuje się z wartością przedmiotu ubezpieczenia po 8 latach, przy czym kwota nie jest na tyle duża aby nie dało się pokryć jej z funduszu bezpieczeństwa (pod warunkiem, że taki mamy).

Do czego zmierzam? Bo przecież nie chodzi mi o to aby rezygnować z ubezpieczeń. Chodzi o racjonalne przemyślenie ryzyk i kosztów ich ubezpieczenia. W przypadku ubezpieczenia na życie na kwotę stu tysięcy złotych jesteśmy chronieni od dnia zawarcia polisy. Niech każdy policzy sobie ile musiałby zbierać (ponosząc ryzyko) aby dojść do stu tysięcy w dajmy na to dziesięć lat. Koszt polisy jest przy tym ryzyku i czasie trwania oraz koniecznych do odkładania oszczędnościach dużo mniejszy. Podobnie z drogim autem i ubezpieczeniem mieszkania. Ale w przypadku drobnych rzeczy albo tanich przedmiotów może nie opłaca się płacić za polisę w firmie ubezpieczeniowej i potraktować własne oszczędności jako formę takiej poduszki bezpieczeństwa.

Pamiętać należy też, że  jeżeli koszt uzyskania polisy jest niewielki w stosunku do kwoty ubezpieczenia, a pokrycie tej kwoty z funduszu bezpieczeństwa (jeżeli jego wielkość nam na to pozwala) byłoby bolesne i skutkowało jego wyczerpaniem to należałoby rozważyć zakupienie polisy.

Chodzi o to, że fundusz bezpieczeństwa według mnie stanowi uzupełnienie takich polis ubezpieczeniowych, które mają uzasadnienie ekonomiczne i stanowią adekwatne zabezpieczenie przed różnego rodzaju ryzykami. Innymi słowy, należy się ubezpieczać od tych ryzyk, od których da się ubezpieczyć na sensownych warunkach finansowych i których ro ryzyk nie jesteśmy w stanie "ubezpieczyć" sobie sami z funduszu bezpieczeństwa. Sam fundusz bezpieczeństwa traktowałbym jako ubezpieczenie dodatkowe od wszelkiego wypadku.

Artykuł stanowi zaktualizowaną wersję wpisu z 2009 roku.

piątek, 31 sierpnia 2018

Rynki wschodzące czy rynki tonące?

Czytam sobie dzisiejszy wpis na Zerohedge i na załączonym tam wykresie rzuca mi się w oczy fakt, że Polska pod względem uzależnienia się od zagranicznego finansowania (czytaj długu) wcale nie ma daleko do Argentyny czy Turcji. Przypomnijmy, że te dwa kraje są ostatnio tonące i niestety tak jest, że inwestorzy do tego samego worka mentalnie wrzucają Polskę, niezależnie od tego jak nasz wzrost gospodarczy i siła gospodarki by wyglądały.



Po prostu zadłużamy się nadal, ciągniemy na deficycie (niezależnie od papki propagandowej produkowanej przez obecną władzę, rok do roku mamy deficyt budżetowy) pożyczając pieniądze za granicą. Jak wszystko dupnie to pociągnie w dół i złotówkę - tak mówiąc po chłopsku.

Patrząc na to, że nasze rezerwy nie pokrywają w całości rocznych potrzeb pożyczkowych należy być ostrożnym jeśli chodzi o przewidywania co może się wydarzyć gdyby na świecie się finansowo posypało.


czwartek, 30 sierpnia 2018

REITy PPK ale co z reformą OFE?

Plany rządu związane z umożliwieniem tworzenia w Polsce funduszy inwestujących w nieruchomości, były już raz ogłaszane i potem wstrzymywane. Prace nad REITami mają spory poślizg, ale  chyba rząd jednak ma parcie na ostateczne wprowadzenie do polskiego systemu prawnego czegoś takiego jak Firmy Inwestujące w Najem Nieruchomości (FINN) - kiedy to nastąpi nie wiemy.

Rząd tymczasem ogłosił, że na finiszu są prace nad powołaniem Pracowniczych Programów Kapitałowych. W dużym skrócie - rząd "zmusi" pracowników do odkładania w kolejnym wcieleniu OFE. Mówi się, że mają to być programy dobrowolne, ale z tego co wiem mechanizmy wypisywania się z nich ma być maksymalnie utrudniony. Moim zdaniem będzie coś a'la OFE biz - pytanie tylko, kto przy okazji zarobi. 



Będąc już przy OFE warto przypomnieć, że na początku lipca tego roku miała wejść w życie reforma OFE, którą Morawiecki zapowiadał szumnie w 2016 roku. Według ówczesnych zapowiedzi OFE miały przekazać z pozostałych im jeszcze po kradzieży przez państwo zasobów  wartość 75% aktywów na prywatne konta emerytalne Polaków (IKE i IKZE), a pozostałe 25% do Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD). Potem OFE zostałyby przekształcone w fundusze inwestycyjne polskich akcji, a PTE zarządzające teraz OFE stałyby się TFI.

Nic się jednak w temacie nie działo i chyba nic się nie stanie.  W samym rządzie zdania dotyczące tego jak podskubać resztę OFE były podzielone, przestraszono się także spadków giełdy, która dobrze nie ciągnie w ostatnich latach. Obawiam się jednak, że istnieje ryzyko, że reszta oszczędności w OFE też zostanie po prostu znacjonalizowana w całości.

Pytanie czy Polacy nauczeni tym co się stało z OFE będą chcieli się w ogóle w nowy wynalazek pod tytułem PPK pakować. Ja niespecjalnie mam na to jakąkolwiek ochotę.


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Jak zdalnie z Polski otworzyć rachunek w banku w Wielkiej Brytanii?

Bywa tak, że potrzebujemy założyć konto za granicą. Nie zawsze jest to możliwe, czasem nawet kiedy jest możliwe, nie jest to łatwe. Do niedawna założenie konta w Wielkiej Brytanii, nie mając tam adresu zamieszkania, było mocno utrudnione. Oferta istniała, ale kierowana była przede wszystkim do klientów private bankingu dysponujących dużymi sumami.

Niedawno weszło w życie jednak prawo Unii Europejskiej, które nakazuje aby wszystkie instytucje bankowe w UE umożliwiały założenie podstawowego rachunku płatniczego każdemu obywatelowi UE. Wielka Brytania JESZCZE jest w Unii - prawo to zatem działa i taki rachunek można tam założyć. Sądzę, że jest to okazja do tego aby skorzystać bo nie wiadomo jak zmienią się przepisy po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE i czy będzie można równie prosto założyć rachunek w banku w Anglii.

Uprzedzając pytania - tak pytałem w kilku bankach i nikt nie był w stanie odpowiedzieć mi co będzie po Brexicie. Sami tego nie wiedzą. Sądzę jednak, że te rachunki, które zostaną założone przed Brexit pozostaną aktywne. Być może nie będą otwierać nowych, ale obsłużą tych klientów, z którymi będą mieli już jakąś relację.

Jak założyć konto w Anglii będąc w Polsce?


A więc poniżej opiszę krok po kroku co jest potrzebne aby otworzyć w Wielkiej Brytanii rachunek bankowy w funtach z numerem IBAN, i kartą płatniczą Visa, którą przyślą nam na adres w Polsce. Instrukcja będzie dotyczyć banku Barclays ponieważ tę procedurę w tym banku przeszedłem na własnej skórze. 


Inne banki też umożliwiają zdalne otwarcie podstawowego konta płatniczego, ale mają np. bardziej restrykcyjne wymagania dotyczące poświadczania dokumentów (np. ograniczona lista kancelarii radcowskich i adwokackich w Polsce), co jest niewygodne.  Barclays jest pod tym względem bardziej liberalny.

A więc krok po kroku. Będzie nam potrzebne na początek kilka dokumentów, które warto sobie przygotować. Będziemy musieli je poświadczyć za zgodność z oryginałem - napiszę poniżej kto może takiego poświadczenia dokonać.

Acha - ważna informacja - wszystko (wszystko, korespondencja z bankiem, obsługa, dokumenty, umowy, etc) jest po angielsku. jak ktoś nie czuje tego języka, niech sobie odpuści czytanie dalej.

Zaczynamy

Na początek warto odwiedzić stronę banku Barclays. Informacje o podstawowym rachunku płatniczym są na niej trochę zakopane. Można je znaleźć tutaj:

Można na tę stronę wejść z podstrony "Current Accounts" i pod sekcją "Everyday banking" trzeba szukać małego tekstowego linka.

Ważna informacja - Basic Account można otworzyć wyłącznie jeżeli nie mamy żadnego innego rachunku w UK.

Potrzebne dokumenty
Lista dokumentów potrzebnych do otwarcia rachunku jest dostępna pod tym linkiem:

Potrzebujemy dwa rodzaje dokumentów:
1. Proof of ID - identyfikacyjny (w naszym polskim przypadku na 99% będzie to dowód osobisty, albo paszport ewentualnie prawo jazdy). Ja przy otwieraniu konta posłużyłem się paszportem.
2.Proof of Address (uwaga. na stronie jest mowa o UK address documents - nie dajcie się zwieźć, adres nie musi być w UK) - najwygodniej posłużyć się w tym celu wyciągiem bankowym albo karty kredytowej z jakiegoś naszego banku w Polsce - uwaga druga na wyciągu bankowym/kartowym musi być widoczny pełen adres i pełen numer rachunku bankowego/karty kredytowej.
W moim przypadku posłużyłem się wyciągiem z karty kredytowej, na którym numer karty był częściowo "wygwiazdkowany", poproszono mnie wtedy o przesłanie skanu karty kredytowej poświadczonego jak pozostałe dokumenty, tak aby było widać na nim imię, nazwisko i pełen numer karty. Najlepiej zatem w takim przypadku zawczasu przygotować sobie skan karty i wyciąg.
Nie próbowałem z prawem jazdy, aczkolwiek powinno to zadziałać bo tam mamy wpisany adres zameldowania.

Dokumenty będziemy poświadczać za zgodność, ale o tym dalej.

Wypełniamy formularz

Aby założyć konto trzeba wypełnić formularz dostępny na stronie. Jest to trochę zwodnicze, bo aby otworzyć Basic Account, trzeba wypełnić normalny formularz dla Current Account na tej stronie:

Aby otworzyć rachunek jednoosobowy wybieramy przycisk "Apply sole" i odpowiadamy na serię pytań jak na poniższym obrazku:


Istotna jest odpowiedź, że nie będziemy się przeprowadzać do UK w ciągu najbliższych 90 dni. Jesli odpowiemy tak, system zaprosi nas do placówki uznając, że nie uda się wcześniej załatwić sprawy pocztą; jeżeli odpowiemy że nie, to zapyta czy mieszkamy w UE (odpowiadamy TAK) i czy złożymy depozyt 25tyś funtów (odpowiadamy NIE - aby nas zakwalifikował do biedoty, której należy się rachunek za darmo).

Na dole strony jest niebieski przycisk "CONTINUE", klikamy go, potwierdzamy regulaminy, znowu klikamy "CONTINUE" i przechodzimy do rozbudowanego formularza.

Nie będę po kolei omawiał co wpisywać w kolejne pola. Dość powiedzieć, że spowiadamy się dosyć dokładnie z naszych danych osobowych, adresu zamieszkania, miejsca pracy, przychodów i celu założenia rachunku. Potrzebny będzie adres e-mail i numer telefonu.

Po wypełnieniu formularza dostaniemy nasz indywidualny numer wniosku, który WAŻNE - należy zapisać bo będzie potrzebny na papierowych dokumentach poświadczających naszą tożsamość. Dostaniemy też na maila potwierdzenie złożenia wniosku a na stronie linka do guide co należy zrobić z papierowymi dokumentami:

Kopie dokumentów tożsamości

Dokument w pdf należy przeczytać dokładnie. Jest to instrukcja jak należy poświadczyć za zgodność kopie naszych dokumentów i kto może tego dokonać.
Z tego guide drukujemy sobie dwie ostatnie strony. 
Jedna to checklista - trzeba ją wypełnić i odesłać z restą dokumentów na podany w niej adres. Pamiętajcie aby wpisać na niej nasz Appliaction number, który dostaliśmy po wypełnieniu formularza online.


Druga strona to formularz poświadczenia ID:


Używamy go w ten sposób, że kładziemy na nim swój paszport i kserujemy oba dokumenty. Następnie wypełniamy resztę pól i idziemy do adwokata/radcy/notariusza który uzupełni pozostałe i przybije swoją pieczątkę.


Poświadczenie za zgodność

Dokumenty poświadczające naszą tożsamość i adres zabieramy do kogoś kto poświadczy ich autentyczność. Zgodnie z tym co twierdzi Barclays poświadczenia może dokonać prawnik (adwokat, radca, notariusz) - jeżeli nie mamy znajomego, pewnie przyjdzie nam za to zapłacić. Dowiedzmy się u różnych bo kwestia jest też w tym, że muszą umieścić na jednym z dokumentów formułkę po angielsku.

Generalnie poświadczenie wygląda tak, że:
  1. w przypadku dokumentu ID, bierzemy ksero naszego formularza z do-kserowanym dowodem/paszportem i oryginalny dokument, Na formularzu poświadczający przystawia swoją pieczęć, wpisuje adres i numer wpisu do rejestru a następnie podpisuje.
  2. w przypadku poświadczenia adresu bierzemy dokument, którego zamierzamy użyć (w moim przypadku wyciąg z karty VISA + karta), robimy z tego ksero i z tymi oryginałami i kopiami idziemy do poświadczającego prawnika. Ona na kserach przystawia formułkę: “I certify this is a true copy of the original...." wpisuje datę, przystawia pieczątkę, wpisuje numer wpisu itd. 

Ja na wszelki wypadek dołączyłem też wydruk ze strony okręgowej rady adwokackiej poświadczający wpis na listę adwokatów tego kto potwierdzał za zgodność i dopisałem długopisem tłumaczenie na angielski poszczególnych rubryk.


Wysyłamy do UK

Teraz pakujemy wszystko do koperty i wysyłamy na adres, który mamy podany w tym pdf guide. Najlepiej wysłać wszystko poleconym.

Czekamy na listy

Mamy dwie opcje, albo przyjdzie do nas mail, że dokumenty dotarły i wszystko jest w porządku - w takim przypadku czekamy na listy z banku w formie papierowej. 
Opcja druga jest taka, że dostaniemy mailem wezwanie do uzupełnienia dokumentów. 
jeśli nas poproszą to nie ma co próbować dopytywać się o szczegóły mailowo - nie odpiszą. Można zadzwonić. 

Generalnie odpowiedź pozytywna powinna składać się z następującej korespondencji:
  1. e-mail z banku z numerem użytkownika do zalogowania do bankowości online
  2. list papierowy z PIN do zalogowania się do bankowości online
  3. list papierowy z kartą VISA
  4. list papierowy z PIN do karty VISA
  5. list papierowy z PIN do bankowości telefonicznej

Logujemy się na konto 
Po otrzymaniu danych listownych do zalogowania możemy uruchomić bankowość internetową.

Numer rachunku

Żeby przelać pieniądze na swój rachunek potrzebny nam będzie numer IBAN, nie znajdziemy go na dokumentach przesłanych z banku. Jedynie na karcie wytłoczony będzie oprócz numeru karty także "sort code" i "account number" w wersji skróconej (nie IBAN). Ten sort code i account number przyda się przy przelewach między bankami w UK, ale nie do międzynarodowych transferów.

Numer IBAN naszego rachunku znajdziemy w bankowości internetowej w informacjach o koncie.

To chyba wszystkie najważniejsze informacje dotyczące założenia bezpłatnego rachunku bankowego w UK siedząc sobie w Polsce. Myślę, że wyjeżdżającym do Wielkiej Brytanii może się to przydać. Mnie cała procedura zajęła około półtora miesiąca, ale dlatego, że musiałem ponownie przesłać proof of address, o czym pisałem wyżej.

Jeżeli macie jakieś pytania chętnie odpowiem w komentarzach.

PS. To nie jest artykuł w żaden sposób sponsorowany. Opisałem zakładanie konta w Barclays tylko dlatego, że w innych bankach ta procedura wydawała się trudniejsza do przejścia. Przykładowo w LLoyds poświadczenia za zgodność mogą dokonać tylko kancelarie wymienione na liście brytyjskiego MSZ, a z kolei w innych bankach nie dało się załatwić tego przez internet.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Ekonomia krótkowzroczna

Do napisania tego wpisu natchnęła mnie trochę tragedia w Genui, ale nie tylko. Otóż liberalni ekonomiści karmią nas opowieściami o tym jak to siły ekonomiczne i samo-regulujący wszystko rynek są w stanie lepiej zadbać o świat, ludzi, społeczeństwo, alokację zasobów (niepotrzebne skreślić). Rzecz w tym, że to nie do końca tak działa bo każdy prywatny rzedsiębiorca działa dla zysku, a mechanizmy zarządzania i odpowiedzialności korporacyjnej powodują, że zarządy działają w sosób maksymalizujący własne i kororacyjne korzyści przede wszystkim wkrótkim terminie. Dlatego srywatyzowane autostrady czy przedsiębiorstwa komunalne podnoszą ceny a przestają inwestować w odtwarzanie infrastruktury. 

Z kolei przerzucanie ubezpieczeń społecznych czy zdrowotnych na prywatny sektor skutkuje tym, że ceny usług stają się tak wysokie, że są one niedostępne dla większości populacji. 
Politycy w systemach demokratycznych działają z resztą z równie ograniczonym horyzontem. Generalnie mam wrażenie, że ostatnie dekady fiducjarnego taniego pieniądza, nauczyły pokolenia polityków, że infrastrukturę można budować na kredyt i potem prywatyzować by ten kredyt spłacić. Prowadzi to do tego, żew pewnym momencie ne ma za co tej infrastruktury sołecznej utrzymywać i mamy katastrofę.
Bynajmniejjednak alternatywa w postaci socjalizmu to przegięcie w drugą stronęi nie ma sensu. Może są jakieś modele pośrednie? Jakieś idee?

wtorek, 7 sierpnia 2018

Dochód gwarantowany - moja opinia

Przeczytałem ostatnio, że rząd Ontario wycofał się z pilotażowego projektu dotyczącego eksperymentu z tzw. dochodem gwarantowanym. Pomyślałem sobie, że chyba powinienem napisać co ja o tym myślę, bo w różnych kręgach temat jest dyskutowany, ma swoich zajadłych przeciwników i zwolenników, etc.

Generalnie w dwóch słowach co to jest ta koncepcja dochodu gwarantowanego - chodzi o to, że wymyślono, że może by tak wypłacać ludziom dochód na pewnym stałym poziomie niezależnie od tego czy pracują czy nie bo może od tego staną się bardziej kreatywni, twórczy itd.

Co ja o tym myślę? Jestem przeciwny. Z kilku powodów.

Powód pierwszy - filozoficzny
Chodzi o to, że moim zdaniem jest czymś głęboko nieuczciwym dawać jednym za darmo coś co inni muszą wypracować własną pracą. Co więcej, uważam, że to jest dyskryminacja ludzi, którzy pracują. Oczywiście ktoś powie, że w teorii wszyscy na świecie powinni dostawać taki dochód gwarantowany, ale... Tak nie jest to po pierwsze, po drugie niektóre kraje chciałyby płacić więcej a inne mniej, stosownie do "kosztów życia" - etc. Moim zdaniem przechodzenie na ręczne sterowanie jest gorsze niż pozostawienia rynkowi tego co powinien robić czyli wyceny pracy. Z resztą jest ona i tak mocno zaburzona przez przepisy z jednej i dominująca pozycję dużych pracodawców z drugiej strony. lepiej popracować nad tym aby prawo pracy uelastycznić i ułatwić zatrudnianie (ale i zwalnianie) ludzi. Ale to temat na inną dyskusję. Generalnie moim zdaniem dawanie komuś czegoś "za nic" jest nieuczciwe. No i właśnie - teraz mamy pewne formy dochodu gwarantowanego, które moim zdaniem też tak należy postrzegać. Sorry. Poza zapewnieniem minimum socjalnego dla osób które nie mogą lub nie mają skąd wziąć na chleb nie widzę potrzeby sprawiać że za siedzenie w domu przed telewizorem ktoś miałby pobierać pieniądze.

Powód drugi - skąd to wziąć
No z podatków, które płacą ci wstrętni kapitaliści - powiecie. Tylko, że prawda jest taka, że w większości to źródłem podatków jest jednak opodatkowanie pracy, czyli zabrać bogatym i rozdać biednym. Tak samo nieuczciwe jak progresywna skala podatkowa.

Powód trzeci - zaburzenia
Moim zdaniem to zaburza relacje na rynku pracy bo ci co dostaną taki dochód, jeżeli zdecydują się pracować to być może za niższą stawkę niż gdyby go nie mieli. Zrobią tym lepiej przedsiębiorcom i wypchną z rynku tych, którzy gwarantowanego dochodu nie mają. To nie zadziała.

I na koniec. Nie uważam by idea dochodu gwarantowanego miała cokolwiek wspólnego ze sprawiedliwością społeczną i wyrównywaniem szans. Jest to opaczne pojmowanie pojęcia sprawiedliwość i równość. Zabieranie (podatki) jednym by dać drugim jest niesprawiedliwe. Dawanie jednym więcej niż drugim też. Sprawiedliwość i równość moim zdaniem polega na ustanawianiu praw w przestrzeganiu których wszyscy są równi i mają takie same kryteria oceny, a nie na tym aby na siłę kogoś promować (bo jest innego koloru, rasy, religii, nosi okulary, jeździ rowerem, wózkiem, etc.).

wtorek, 31 lipca 2018

Jak KNF nadzoruje rynek

Kolejny wpis z cyklu "dlaczego tak jest jak jest" - w poprzednim wpisie pisałem o funkcjonowaniu firm w środowisku kiepskiego prawa. teraz do tego kolejna cegiełka to kiepscy urzędnicy realizujący to kiepskie prawo. Weźmy na przykład KNF, którego poczynania w kontekście nadzoru nad rynkiem krytykowałem nie jeden raz. W kontekście afery GetBacku okazuje się, że funkcjonowanie na regulowanym rynku nie daje żadnej rękojmi. Z resztą nie tylko o Get Backu mowa, bo firm, które nie wykupiły obligacji w aurze podejrzanych działań ich zarządów jest więcej. 

Tymczasem urząd nadzoru działa opieszale, nieskutecznie i mam wrażenie, że pozoruje działania.

Czasem te działania są wręcz kuriozalne. Czytam sobie artykuł o giełdzie kryptowalut BitBay, na której handluje się między innymi bitcoinem.

W wywiadzie były prezes i szef rady nadzorczej Sylwester Suszek opowiada jak to firma, która starała się działać w  oparciu o niedoskonałe prawo, ale jak najbardziej legalnie, została wpisana na listę ostrzeżeń publicznych a potem zaproszona do konsultacji nad przepisami. W sumie Amber Gold też był wpisany na listę ostrzeżeń - co ta lista w ogóle daje.

Najpierw kilka lat KNF nie podejmuje żadnych działań, potem nie wiadomo czemu wpisuje firmę na listę ostrzeżeń a potem zaprasza do konsultacji nad nowymi przepisami. Bez sensu. Pytanie za co urzędnicy biorą pieniądze. 

Co ciekawe dla urzędników pojęcie zdrowy rozsądek nie istnieje a zabicie nowej rozwijającej się branży nie stanowi żadnego problemu. Przykre jest czytanie takich historii: "KNF, działając w imię bezpieczeństwa klientów i ich finansów, przez pewien okres prawie zablokował możliwość spłat naszych wierzytelności wobec nich".

Co lepsze kiedy upadła giełda Bitcurex to nie widziałem przed jej upadkiem i w okolicy nikogo z KNF.

Koniec końców jest taki, że niepoważne firmy oszukują klientów bezkarnie, a poważne wynoszą się z Polski.

czwartek, 26 lipca 2018

Dlaczego jest tak jak jest?

W kontekście pewnej refleksji nad wtorkowym wpisem i po przeczytaniu w paru miejscach o tym jak urzędnicze absurdy gonią absurd i wyciskają czas i energie z gospodarki, zacząłem się zastanawiać dlaczego tak jest?

Mam wrażenie, że odpowiedź jest wieloaspektowa i niestety polityczna. Po pierwsze, mamy bardzo złą jakość prawa stanowionego w Polsce. Jeżeli chodzi o prawo stanowione dla gospodarki to uchwalają je zazwyczaj ludzie, którzy nie kalali się prowadzeniem biznesu czy zarabianiem pieniędzy. Politycy mają też manierę "wiedzenia lepiej" i gardzenia wszelakimi poradami ekspertów. W konsekwencji mamy niespójne prawo, które daje mnóstwo pola do wykorzystywania przez przestępców, czy interpretacji przez urzędników.

W tym systemie prawnym poruszają się dwa rodzaje bytów. Byt pierwszy to międzynarodowe koncerny, i duże polskie firmy, które przekroczyły pewną masę krytyczną i które stać na kancelarie prawne i podatkowe. One stosują optymalizację podatków, potrafią lawirować w gąszczu przepisów, nie jest im straszny PIP czy Urząd Skarbowy. Generalnie urzędnicy nic im nie mogą zrobić bo te firmy są odpowiednio "opapierkowane". Byt drugi, to mali przedsiębiorcy, którzy często nie znają dobrze prawa, działają intuicyjnie i starają się jak mogą konkurować i zarabiać. Oni nie są w stanie albo nie umieją wyłożyć kasy na kancelarie doradcze i zabezpieczyć się przed najazdem urzędników. Oni tez najczęściej padają ofiarą urzędniczych absurdów. 

Zarówno jeden jak i drugi rodzaj przedsiębiorców ponosi koszty funkcjonowania w środowisku kiepskiego prawa, którego dochodzenie w sądzie jest długotrwałe i obarczone wieloma problemami. Zarówno jeden jak i drugi ma z tego tytułu straty. Jedni na prawników, a inni na nadmierne podatki, kary, grzywny czy stracony czas.

Wielkie firmy nie płaca w Polsce tyle podatków ile by mogły bo wyprowadzają zyski za granicę. Zajmują one rynek małym firmom. Małe firmy coraz częściej podejmują zaś decyzję o zamknięciu działalności albo wyniesieniu się za granicę (znam coraz więcej takich przypadków). Jest pewnym aktem heroizmu prowadzić biznes w Polsce. 

Problem w tym, że większość wzrostu gospodarczego tworzą małe firmy, ale wsparcie dla nich jest fasadowe a nie faktyczne. Małe firmy najbardziej potrzebują aby im nie przeszkadzać rosnąć i gromadzić kapitału. Czyli potrzebują aby urzędnicy zostawili je w spokoju. Tymczasem to one są najczęściej celem kontroli, uciążliwych sprawdzeń, czy wynikającej z nieogarnięcia urzędników i niespójności przepisów udręki.

Mam jednak wrażenie, że głos tyg przedsiębiorców nie jest reprezentowany politycznie. Podobnie jak tych młodych specjalistów, których dochody są obciążane coraz większymi podatkami. Oni generalnie abdykowali trochę z roli wyborców i pozwalają dochodzić do władzy ludziom kompletnie nie reprezentującym ich interesów. W takiej sytuacji nie będzie lepiej, tylko gorzej. W starzejącym się społeczeństwie grozi nam socjalistyczna gerontokracja i kolejna fala emigracji. tym razem nie będzie to emigracja za pracą - tej w Polsce jest sporo. Będzie to emigracja rodzimych biznesów i rodzimego kapitału, który uciekać będzie do krajów, w których prowadzenie interesów będzie normalne.

wtorek, 24 lipca 2018

Jak to będzie na emeryturze?

Nie raz zastanawiałem się co pokolenie obecnych trzydziestolatków pomyśli sobie kiedy przejdzie na emeryturę. Przedsmak mogli poczuć niedawno kiedy dostali z ZUS listy z "prognozą". Niejedna osoba może doznała przerażenia. Bo fakty są takie, że dla przeciętnie zarabiających emerytury będą bardzo niskie. Nawet dla tych, którzy są w grupie 1% najlepiej zarabiających będą one niskie, ale ci przynajmniej mają z czego odłożyć. Większość osób zarabia jednak poniżej średniej krajowej i oni niestety nie mają z czego zaoszczędzić. Temat oszczędzania na emeryturę jest modny na blogach finansowych, ale wydaje mi się, że wiele osób ma po prostu tak niski dochód rozporządzalny, że poczynienie istotnych oszczędności jest fatamorganą.

Zastanawia mnie jeszcze jeden aspekt. Bardzo wiele osób pracuje na własnej działalności gospodarczej. Takie mamy państwo, że wypycha ludzi z umów o pracę na działalność. Wynika to z faktu, że efektywna stopa podatkowa dla osób pracujących jest bardzo wysoka, a elastyczność rynku pracy niska. Problem polega na tym, że politycy chyba sobie wyobrażają, że wszyscy przedsiębiorcy to krezusi tymczasem bardzo wielu zarabia na swojej działalności na prawdę przeciętnie. Na dokładkę zarabia przeciętnie, a składki emerytalne płaci jeszcze niższe. Do tego dochodzi polityka "małego zusu", który powoduje, że takie osoby na działalności gospodarczej nie odkładają praktycznie nic na swoją emeryturę. To jest w pewien sposób krótkowzroczne. Nie każda działalność gospodarcza pozwoli zarabiać także po wejściu w wiek emerytalny. Wielu z tych samozatrudnionych nie odkłada też żadnych oszczędności bo po prostu też im nie starcza. 

W konsekwencji kiedyś dojdzie do sytuacji, że do ZUSu będzie zgłaszać się coraz większa grupa osób, które będą miały głodowe (autentycznie głodowe) emerytury. Co wtedy zrobia politycy? Pewnie będą ustanawiać świadczenia czy emerytury socjalne, finansowane z podatków tych co jeszcze zostali na rynku pracy czy w biznesie. 

Nie podoba mi się ten obraz. Podobnie jak nie podoba mi się obraz kolejnych podatków czy obowiązkowych składek. Mam przeczucie, że podnoszenie obciążeń podatkowych nie przyspieszy wzrostu i nie pozwoli nam się wyrwać z pułapki w której wzrost gospodarczy nie wystarczy żeby zbudować rezerwy i kapitał na pokrycie przyszłych kosztów emerytur. 

Teraz gospodarka rośnie, mamy taką fazę cyklu, ale obciążenia podatkowe nie są kierowane na pobudzenie rozwoju. Patrząc uczciwie to mam wrażenie, że wielkie pomysły, strategie i projekty pro-rozwojowe przypominają bardziej "Misia" Barei. Żaden z promowanych przez rząd programów nie ruszył na poważnie, z resztą sama konstrukcja tych projektów sprzyja przepalaniu pieniędzy a nie ich kreowaniu. 

Złudzenia o tym, że będziemy mieli w Polsce drugą dolinę krzemową przy obecnym nastawieniu polityków i rządu do przedsiębiorców, inwestycji, prawa, czy podatków pozostaną mrzonką. Żaden centralnie sterowany program rządowy tego nie zmieni. Co najwyżej najedzą się przy nim i napoją rzesze partyjnych zaufanych działaczy i konsultantów. Do podtrzymania i pobudzenia wzrostu gospodarczego trzeba mieć warunki polegające na tym, że przedsiębiorca nie może się bać ryzykować, musi mieć pewność przepisów prawa, szybkość działania sądów i administracji, spójność systemu podatkowego i obciążenia dające się znieść. U nas w zależności od branży brakuje jednego lub kilku elementów, a reformy mamy fasadowe. Wymiana kadry w sądach czy prokuraturze nie zmieni tego, że przepisy są konstruowane tak, że cwaniak i złodziej radzi sobie w ich gąszczu lepiej niż uczciwy przedsiębiorca czy pracownik. Tymczasem jakość stanowionego prawa nie rośnie.

Smutno się zrobiło na koniec i politycznie, choć nie planowałem. 


To na koniec - jedna jedyna recepta mi przychodzi do głowy. Nie dajmy się karmić złudzeniami tylko myślmy i działajmy za siebie.

środa, 11 lipca 2018

Jak zaufać bankowi, który ... nie działa?

Zapewne nie jeden raz każdemu korzystającemu z bankowości internetowej zdarzyło się, że nie mógł zalogować się do banku. Czasem bywa tak, że serwis transakcyjny teoretycznie działa, ale nie można wykonać jakiejś operacji bo "coś się psuje". O gorszych wpadkach banków i przygodach różnych użytkowników z bankowością elektroniczną nie wspominam. Można sobie poczytać w sieci - jest tego sporo. 

Rzecz w tym, że to czym dziś jest interfejs bankowości elektronicznej, to subsytut otwartych drzwi placówki bankowej. Kiedyś w przypadku kłopotów banku ustawiała się przed nim kolejka ludzi chcących wypłacić pieniądze. Dziś ... pada interfejs bankowości elektronicznej.

Nawet nie posuwając się do tak skrajnych przykładów, to generalnie obietnica marketingowa, którą słyszymy od banków jest taka, że możemy korzystać z ich usług gdzie chcemy i kiedy chcemy. Tymczasem kiedy interfejs strony internetowej pada jesteśmy odcięci i bezradni. Generalnie zwykle zdarza się to (prawo Murphy'ego) kiedy najbardziej potrzebujemy, najbardziej się spieszymy i w ogóle jesteśmy pod ścianą, w dżungli, na końcu świata, etc. W innych przypadkach drobna awaria po nas spływa, ale w takiej skrajnej sytuacji stajemy przed dylematem, czy bankowi można zaufać skoro nie jest w stanie zapewnić sprawnego działania swoich systemów?

Odnoszę tymczasem wrażenie, że złożoność tych systemów zaczyna banki i instytucje finansowe trochę przerastać. Mieliśmy ostatnio awarię Revoluta, wczoraj (i dziś chyba też) Aliora, co rusz to jakiś bank ma "kłopoty techniczne"... pytanie czy są w stanie zapanować nad technologią, czy ich to nie przerasta. Bo wrażenie jest takie, że zaczyna przerastać. A klientów korzystających z elektronicznych kanałów dostępu nie będzie mniej tylko więcej. Jak mają zatem zaufać instytucjom finansowym, którym powierzają swoje pieniądze? Może KNF powinien się zainteresować tematem przed wystąpieniem jakiś większych systemowych problemów, a nie jak zwykle po fakcie?


poniedziałek, 9 lipca 2018

"Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora." Damian Kleczewski - recenzja książki

Za mną kolejna książka o inwestowaniu w nieruchomości. tym razem jest to "kompendium" pod redakcją Damiana Kleczewskiego. Musze przyznać, że nazwa "kompendium" jest tu jak najbardziej trafiona bo znajdziemy w tej książce, na ponad czterystu stronach, mnóstwo ciekawych i przydatnych informacji i odpowiedzi na szereg pytań związanych z inwestowaniem w nieruchomości.

Książka jest nowa - wydana końcem 2017 roku, co ma tę niebagatelną zaletę, że traktuje o temacie w sposób aktualny. Szczególnie w kwestii np. ostatnich zmian w opodatkowaniu najmu. 

Część materiału jest autorstwa Damiana Kleczewskiego, niektóre rozdziały zostały opracowane przez innych równie doświadczonych w kwestii nieruchomości. Znajdziemy w tej książce omówienie zagadnień począwszy od wyszukiwania właściwych nieruchomości do zakupu, przez proces sprawdzania, kupowania, remontu, porównanie mieszkań w kamienicach i wielkiej płycie, omówienie sposobu zarabiania na flipach, najmie i podnajmie, zagadnienia związane z kredytowaniem nieruchomości, czy nawet rozdział o tym jak można inwestować w blaszane garaże.

Muszę powiedzieć cze czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. Były takie rozdziały, które przekartkowałem ale tylko dlatego, że albo wiedziałem już co w nich jest albo nie interesowały mnie z punktu widzenia tego co bym chciał się dowiedzieć. Dla innych byłyby one pewnie interesujące.Taki jest z resztą charakter kompendium, czy podręcznika - czytamy go jak chcemy, w przód, w spak lub na wyrywki. Chodzi o zawartą w nim wiedzę, a tej jest sporo.

Nie ma w tej książce zbędnego lania wody czy motywacyjnych tyrad. jest konkret i to jest fajne, bo jeśli ktoś motywację już ma tylko poszukuje wiedzy, to ta książka mu się przyda.

Niewątpliwie poleciłbym tę książkę wszystkim, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z nieruchomościami. Jest to pozycja do której zapewne będą wracać.
"Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora." Damian Kleczewski - recenzja książki
Książka o tym jak inwestować w nieruchomości.
Wydawca: Imprint Media
Data wydania: 2017
ISBN: 9788364299681
Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora.
"Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora." Damian Kleczewski - recenzja książki
Koompendium zawierające szereg bardzo przydatnych i praktycznych informacji o inwestowaniu w nieruchomości
Date published: 15/07/2018
5

czwartek, 28 czerwca 2018

Fundamenty kryzysu tak na prawdę nigdy nie zostały usunięte

Nie mam czasu na długi wpis, ale kilka rzeczy skłoniło mnie do pewnej refleksji. Otóż od jakiegoś czasu zaczynam zauważać w nagłówkach mainstreamowych portali internetowych wzmianki, że znów nadchodzi kryzys. No i tak zastanawiam się czy fundamentalnie cokolwiek się zmieniło w kontekście poprzedniego kryzysu?

Wydaje mi się, że fundamenty naszego systemu ekonomiczno politycznego są od dawna nie zmienione. Kryzys roku 2008 nie wpłynął na nie zasadniczo. System zareagował tak jak potrafił, dodrukiem pieniądza i zwiększeniem koncentracji kapitału w rękach tych, którzy sprawują ekonomiczno polityczną kontrolę nad strumieniami przepływu pieniędzy.

Czytałem dziś artykuł o tym jakoby ogłoszono, że kryzys  Grecji się skończył. Objawia się to tym, że zanotowano wzrost gospodarczy, ale przy 20% bezrobociu i totalnej prywatyzacji państwa. Cała pomoc międzynarodowa dla Grecji była zaś tylko ratowaniem niemieckich i francuskich banków, które pożyczały jej pieniądze. Ratowanie to odbywało się za pieniądze podtaników (albo wydrukowane co wychodzi na to samo bo to podatnicy doświadczają inflacji).

W tym kontekście film, który ostatnio trafiłem bije w punkt.

Mamy do czynienia z kryzysem, ekologicznym, ekonomicznym i politycznym. System ekonomiczny oparty na nieustannym wzroście, długu i dewaluacji pieniądza w długim terminie jest nie do utrzymania. Podobnie jak to, w jaki sposób eksploatujemy naszą planetę, która jest systemem zamkniętym. Polecam książkę "Świat na rozdrożu", którą recenzowałem tu na blogu - tam jest wyjaśnione dlaczego te elementy są ze sobą powiązane. Na to nakłada się kryzys polityczny - nie da się utrzymać systemu polityczno ekonomicznego w sytuacji kiedy zarówno politycy jak i wyborcy przedkładają cele krótkoterminowe nad długofalowe. Niestety jest to immanentną dysfunkcją demokracji...
-->