środa, 11 lipca 2018

Jak zaufać bankowi, który ... nie działa?

Zapewne nie jeden raz każdemu korzystającemu z bankowości internetowej zdarzyło się, że nie mógł zalogować się do banku. Czasem bywa tak, że serwis transakcyjny teoretycznie działa, ale nie można wykonać jakiejś operacji bo "coś się psuje". O gorszych wpadkach banków i przygodach różnych użytkowników z bankowością elektroniczną nie wspominam. Można sobie poczytać w sieci - jest tego sporo. 

Rzecz w tym, że to czym dziś jest interfejs bankowości elektronicznej, to subsytut otwartych drzwi placówki bankowej. Kiedyś w przypadku kłopotów banku ustawiała się przed nim kolejka ludzi chcących wypłacić pieniądze. Dziś ... pada interfejs bankowości elektronicznej.

Nawet nie posuwając się do tak skrajnych przykładów, to generalnie obietnica marketingowa, którą słyszymy od banków jest taka, że możemy korzystać z ich usług gdzie chcemy i kiedy chcemy. Tymczasem kiedy interfejs strony internetowej pada jesteśmy odcięci i bezradni. Generalnie zwykle zdarza się to (prawo Murphy'ego) kiedy najbardziej potrzebujemy, najbardziej się spieszymy i w ogóle jesteśmy pod ścianą, w dżungli, na końcu świata, etc. W innych przypadkach drobna awaria po nas spływa, ale w takiej skrajnej sytuacji stajemy przed dylematem, czy bankowi można zaufać skoro nie jest w stanie zapewnić sprawnego działania swoich systemów?

Odnoszę tymczasem wrażenie, że złożoność tych systemów zaczyna banki i instytucje finansowe trochę przerastać. Mieliśmy ostatnio awarię Revoluta, wczoraj (i dziś chyba też) Aliora, co rusz to jakiś bank ma "kłopoty techniczne"... pytanie czy są w stanie zapanować nad technologią, czy ich to nie przerasta. Bo wrażenie jest takie, że zaczyna przerastać. A klientów korzystających z elektronicznych kanałów dostępu nie będzie mniej tylko więcej. Jak mają zatem zaufać instytucjom finansowym, którym powierzają swoje pieniądze? Może KNF powinien się zainteresować tematem przed wystąpieniem jakiś większych systemowych problemów, a nie jak zwykle po fakcie?


poniedziałek, 9 lipca 2018

"Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora." Damian Kleczewski - recenzja książki

Za mną kolejna książka o inwestowaniu w nieruchomości. tym razem jest to "kompendium" pod redakcją Damiana Kleczewskiego. Musze przyznać, że nazwa "kompendium" jest tu jak najbardziej trafiona bo znajdziemy w tej książce, na ponad czterystu stronach, mnóstwo ciekawych i przydatnych informacji i odpowiedzi na szereg pytań związanych z inwestowaniem w nieruchomości.

Książka jest nowa - wydana końcem 2017 roku, co ma tę niebagatelną zaletę, że traktuje o temacie w sposób aktualny. Szczególnie w kwestii np. ostatnich zmian w opodatkowaniu najmu. 

Część materiału jest autorstwa Damiana Kleczewskiego, niektóre rozdziały zostały opracowane przez innych równie doświadczonych w kwestii nieruchomości. Znajdziemy w tej książce omówienie zagadnień począwszy od wyszukiwania właściwych nieruchomości do zakupu, przez proces sprawdzania, kupowania, remontu, porównanie mieszkań w kamienicach i wielkiej płycie, omówienie sposobu zarabiania na flipach, najmie i podnajmie, zagadnienia związane z kredytowaniem nieruchomości, czy nawet rozdział o tym jak można inwestować w blaszane garaże.

Muszę powiedzieć cze czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. Były takie rozdziały, które przekartkowałem ale tylko dlatego, że albo wiedziałem już co w nich jest albo nie interesowały mnie z punktu widzenia tego co bym chciał się dowiedzieć. Dla innych byłyby one pewnie interesujące.Taki jest z resztą charakter kompendium, czy podręcznika - czytamy go jak chcemy, w przód, w spak lub na wyrywki. Chodzi o zawartą w nim wiedzę, a tej jest sporo.

Nie ma w tej książce zbędnego lania wody czy motywacyjnych tyrad. jest konkret i to jest fajne, bo jeśli ktoś motywację już ma tylko poszukuje wiedzy, to ta książka mu się przyda.

Niewątpliwie poleciłbym tę książkę wszystkim, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z nieruchomościami. Jest to pozycja do której zapewne będą wracać.
"Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora." Damian Kleczewski - recenzja książki
Książka o tym jak inwestować w nieruchomości.
Wydawca: Imprint Media
Data wydania: 2017
ISBN: 9788364299681
Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora.
"Jak inwestować w nieruchomości. Kompendium inwestora." Damian Kleczewski - recenzja książki
Koompendium zawierające szereg bardzo przydatnych i praktycznych informacji o inwestowaniu w nieruchomości
Date published: 15/07/2018
5

czwartek, 28 czerwca 2018

Fundamenty kryzysu tak na prawdę nigdy nie zostały usunięte

Nie mam czasu na długi wpis, ale kilka rzeczy skłoniło mnie do pewnej refleksji. Otóż od jakiegoś czasu zaczynam zauważać w nagłówkach mainstreamowych portali internetowych wzmianki, że znów nadchodzi kryzys. No i tak zastanawiam się czy fundamentalnie cokolwiek się zmieniło w kontekście poprzedniego kryzysu?

Wydaje mi się, że fundamenty naszego systemu ekonomiczno politycznego są od dawna nie zmienione. Kryzys roku 2008 nie wpłynął na nie zasadniczo. System zareagował tak jak potrafił, dodrukiem pieniądza i zwiększeniem koncentracji kapitału w rękach tych, którzy sprawują ekonomiczno polityczną kontrolę nad strumieniami przepływu pieniędzy.

Czytałem dziś artykuł o tym jakoby ogłoszono, że kryzys  Grecji się skończył. Objawia się to tym, że zanotowano wzrost gospodarczy, ale przy 20% bezrobociu i totalnej prywatyzacji państwa. Cała pomoc międzynarodowa dla Grecji była zaś tylko ratowaniem niemieckich i francuskich banków, które pożyczały jej pieniądze. Ratowanie to odbywało się za pieniądze podtaników (albo wydrukowane co wychodzi na to samo bo to podatnicy doświadczają inflacji).

W tym kontekście film, który ostatnio trafiłem bije w punkt.

Mamy do czynienia z kryzysem, ekologicznym, ekonomicznym i politycznym. System ekonomiczny oparty na nieustannym wzroście, długu i dewaluacji pieniądza w długim terminie jest nie do utrzymania. Podobnie jak to, w jaki sposób eksploatujemy naszą planetę, która jest systemem zamkniętym. Polecam książkę "Świat na rozdrożu", którą recenzowałem tu na blogu - tam jest wyjaśnione dlaczego te elementy są ze sobą powiązane. Na to nakłada się kryzys polityczny - nie da się utrzymać systemu polityczno ekonomicznego w sytuacji kiedy zarówno politycy jak i wyborcy przedkładają cele krótkoterminowe nad długofalowe. Niestety jest to immanentną dysfunkcją demokracji...

sobota, 16 czerwca 2018

"Pomysł do wynajęcia" - praca zbiorowa mieszkaniczników pod redakcją Sławka Muturi - recenzja

Skończyłem właśnie czytać kolejną książkę związaną z nieruchomościami na wynajem - tym razem nie jest to historia jednego człowieka, jak w poprzednim przypadku, ale zbiór relacji wielu osób, które zostały zebrane w jedną książkę.

Z samego charakteru tego, że nie jest to jedna ciągła opowieść, ale zbiór wypowiedzi wielu różnych ludzi wynika, że książkę tę czyta się inaczej niż zwykłe. To, że zebrano w jednym miejscu wypowiedzi różnych ludzi, opisujących swoje przygody, sukcesy i niepowodzenia związane z wynajmem nieruchomości, jest bardzo fajne. Lektura tych krótkich, kilku kartkowych historii jest inspirująca bo pokazuje jak w zasadzie każdy, na różne sposoby może zajmować się nieruchomościami na wynajem.

Przykłady są "z życia" bo historie są prawdziwe. Można się wiele nauczyć analizując decyzje podejmowane przez innych i można wiele wniosków wyciągnąć zarówno temat sposobu działania "w nieruchomościach". Osoby, które opisały swoje historie na potrzeby tej książki to przeróżni ludzie i wydaje mi się, że chyba każdy w jakimś stopniu odnajdzie na jej łamach kogoś podobnego do siebie. poczytanie o przykładach tego jak inni robią to o czym my na razie tylko myślimy pozwala przełamać trochę opór i lęk przed podjęciem działania. Wielu z nich przyznaje, że w ich przypadku to strach przed wykonaniem tego pierwszego kroku był największym problemem i później już (nawet wobec trudności) nie było tak strasznie.

Polecam lekturę tej książki wszystkim, którzy zastanawiają się czy nie zainwestować w mieszkanie na wynajem, ale boją się i szukają informacji, inspiracji czy przykładów tego jak robią to inni. Sądze, że warto ją przeczytać

"Pomysł do wynajęcia" - praca zbiorowa mieszkaniczników pod redakcją Sławka Muturi - recenzja
Zbiór relacji osób zajmujących się wynajmowaniem nieruchomości.
Wydawca: Mzuri
Data wydania: 2012
ISBN: 9788393516605
"Pomysł do wynajęcia" - praca zbiorowa mieszkaniczników pod redakcją Sławka Muturi
"Pomysł do wynajęcia" - praca zbiorowa mieszkaniczników pod redakcją Sławka Muturi - recenzja
Polecam lekturę tej książki wszystkim, którzy zastanawiają się czy nie zainwestować w mieszkanie na wynajem, ale boją się i szukają informacji, inspiracji czy przykładów tego jak robią to inni. Sądzę, że warto ją przeczytać
Date published: 16/06/2018
5

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Pieniądz suwerenny padł...

Początkiem kwietnia pisałem o inicjatywie Volllgeld w Szwajcarii i planowanym referendum w sprawie zniesienia modelu bankowości opartego o kreację pieniądza w systemie rezerwy cząstkowej. Jakkolwiek mądrze to brzmi to fakty są takie, że pod wpływem opinii ekonomistów tzw. "głównego nurtu", popieranych przez sam Szajcarski Bank Narodowy (a być może też z powodu niskiej generalnie na świecie świadomości ekonomicznej skąd się bierze pieniądz) inicjatywa ta we wczorajszym referendum padła

Oznacza to, że nic się nie zmieni. Końca świata nie będzie. Początku nowej ery również. Będzie tak jak jest ze wszystkimi dobrodziejstwami i przekleństwami obecnej rzeczywistości, w której system bankowy może bez absolutnie żadnej siły hamującej generować pieniądz kredytowy na niespotykaną skalę.



Można doszukiwać się pozytywnej informacji w tym, że inicjatywę Vollgeld poparło jednak aż 25% głosujących a debata na jej temat skłoniła niektórych do myślenia, a oponentów do rewizji swojej argumentacji.


wtorek, 29 maja 2018

Misseling w aferze Getback - rzecznik finansowy otrzymał skargi na Lions Bank i Idea Bank

Rzecznik Finansowy otrzymuje liczne skargi na sposób w jaki Lion's Bank i Idea Bank sprzedawały swoim klientom obligacje spółki GetBack. (czyt. więcej) Chodzi o to, że obligacje miały byc przedstawiane jako bezpieczna alternatywa dla lokat bankowych.

Cóż, sądy zapewne ocenią czy doszło do tak zwanego missellingu. Mnie natomiast przypomniało się doświadczenie jakie miałem z Lion's Bankiem. 

Otóż parę lat temu miałem okazję korzystać  z usług tej instytucji. Przekonałem się wtedy, że poza niezłymi na one czasy oprocentowaniami depozytów (które potem się skiepściły) i dostępem do produktów strukturyzowanych "szytych na miarę" do których dostęp mają klienci z grubym portfelem, jest to jednak przede wszystkim przybytek sprzedający z jednej strony ułudę wyjątkowości, a z drugiej najnormalniej w świecie wmasowujący produkty finansowe.

Cały biznes polega na tym, że mając dostęp do klientów z grubszym portfelem można im sprzedawać różne konstrukcje mniej dostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. Miałem jednak okazję przekonać się, że bankowi doradcy, są takimi samymi sprzedawcami jak w każdej innej instytucji finansowej. Niestety często prezentującymi przed klientami świetlane wizje przyszłości bez ryzyka i z wysokimi zyskami.

Doświadczyłem także bycia zachęcanym do kupna obligacji korporacyjnych Ganta (taki deweloper co upadł). Przekonywano mnie o bezpieczeństwie tej inwestycji i to pomimo faktu, że już wtedy na forach w internecie można było przeczytać, że spółka ma problemy z rolowaniem obligacji. Moje obawy zbyto stwierdzeniem, że tak duża spółka na pewno nie upadnie... po kilku miesiącach Gant upadł.

Wszystkim korzystającym z usług różnej maści bankowości osobistych czy prywatnych, niech to i ostatnie wydarzenia z GetBackiem, będą przestrogą. "Doradca" jest niejednokrotnie sprzedawcą. On dostaje prowizje za upchnięcie tego czy innego produktu. Niech nas nie zwiedzie to, że w tzw. "kanale premium" będzie on bardziej szanował klienta. On go po prostu skroi na większą kasę i dostanie z tego większą prowizję. Na tym mu będzie zależało.


wtorek, 22 maja 2018

Jak blockchain zmieni gospodarkę?

Do bitcoina byłem i jestem nastawiony ostrożnie sceptycznie. Żeby nie było, że teoretyzuję. Miałem, swoje zarobiłem trochę problemów z tym było. Opisałem to swego czasu na blogu.

Dziś chciałem o czym innym. Stawiam taką tezę, że tym co zrewolucjonizuje gospodarkę nie będzie bitcoin per se. Będzie to technologia blockchain (łańcuch bloków) i wszystkie inne technologie, które z niej wy-pączkują.

Dlaczego tak uważam? Wiele opinii i czynników ma wpływ na to czy bitcoin jako waluta osiagnie sukces i szerszą adopcję. Ja jestem sceptyczny. Nie wykluczam, że być może będa inne waluty cyfrowe, które będą w powszechnym uzyciu. technologie tak mają. To nie MySpace albo Grono.net rządzą dziś w internecie (ciakwych co to za nazwy odsyłam do google) tylko Facebook. To nie ICQ rządzi dziś, ale Whatsapp i tysiące innych komunikatorów. To co zmieniły te serwisy to wprowadzenie do świata nowej technologii (sieci społecznościowe czy instant messaging) bez których nie wyobrażamy sobie dziś funkcjonowania.

Moja teoria jest taka, że z bitcoin/blockchain będzie podobnie. Technologia łańcucha bloków rozprzestrzeni się w gospodarce tak, że przestaniemy ją zauważać i uważać za coś niezwykłego. Jakiś tysiąc statrupów eksperymentujących z nią upadnie po drodze, a jeden czy dwa wyrosną na multi-miliardowe korporacje. W tle zaś, pod spodem gospodarczego ruchu będziemy korzystać z rozproszonych rejestrów wszędzie. Będzie to np. tzw "trwały nośnik" w bankowości, międzynarodowe międzybankowe rozliczenia walutowe, rozproszone rejestry akcji (już czytałem o pomyśle wpisania przepisów umożliwiających to do kodeksu handlowego), jakieś notarialne rejestry spółek, zastawów, weksli czy czego sobie tam wymyślicie, międzynarodowe giełdy wierzytelności, kontraktów walutowych, etc. Pole do zastosowań jest ogromne i zapewne będzie ich multum.

Po drodze będziemy mieli bańkę firm inwestujących w blockchain (już to widać na giełdach, że wystarczy zmienić nazwę na taką "blockchainową" i akcje rosną), potem krach. Trochę firm zbankrutuje, trochę inwestorów straci pieniądze, paru zarobi... będzie tak jak zwykle. Za dziesięć, czy piętnaście lat będziemy powszechnie używać łańcucha bloków do zastosowań których dziś nie podejrzewamy, a z tych, które dziś są przewidywane jako najważniejsze ... będziemy się śmiać (że takie bzdury ludzie wymyślali).

Uważam, że technologia jako tak ma potencjał jeszcze nam nieznany. Ciekawie będzie się temu przyglądać.

A Wy co o tym sądzidzie?

poniedziałek, 14 maja 2018

Dawno nie pisałem o złocie

Temat złota był dosyć modny na blogach finansowych początkiem roku 2009. Miało to związek z tym, że w związku z doświadczeniami kryzysu i gaszenia go świeżo drukowaną gotówką nad wszystkimi zawisł lęk utraty wartości pieniądza.

Po paru latach okazało się, że:
  • hiperinflacja wystąpiła, wobec czego run na złoto wśród szerokiej publiki przycichł
  • ceny sobie rosną w sposób trudniejszy do uchwycenia, wobec czego wartość pieniądza papierowego i tak eroduje ale może nie tak szybko jak niektórzy wieszczyli,
  • zakup złota wtedy okazał się niezłym zakupem bo się na tym nie straciło, 
  • inwestorzy na świecie generalnie nadal transferują swoje dobra do złota fizycznego.

Stało się jednak tak, że rynek sprzedawców detalicznych złota fizycznego w Polsce dosyć mocno się skurczył. Jest to rynek na którym sprzedawcy operują na bardzo niskich marżach więc siłą rzeczy do utrzymania firmy konieczny jest duży obrót. Byli tacy jak Hyath co przekręcili kasę, po drodze był jeszcze Amber Gold z całym swoim "pseudo złotym" interesem. Generalnie na rynku zostaje coraz mniej firm, ale te co zostają mają np. sieć oddziałów w większej liczbie miast i generalnie zakup złota fizycznego dziś jest znacznie łatwiejszy niż te dziewięć lat temu.

Na tej kanwie postanowiłem trochę przywołać niektóre treści ze swoich starych tekstów i wrzucić je tu przeredagowane jeszcze raz z linkami do innych wpisów. Może się to komuś przyda, aczkolwiek niektóre historyczne wpisy mogły się zdezaktualizować.


Rola złota (wpis oryginalny: https://www.przeglad-finansowy.pl/2009/02/rola-zota-w-portfelu-inwestycyjnym.html)

Złoto stanowi tak naprawdę jedyny stabilny punkt odniesienia względem walut, których podaż oparta jest na administracyjnych decyzjach a nie na obiektywnych zjawiskach gospodarczych. Ma też tę cechę, że ze względu na swoje własności fizyczne i chemiczne, od czasów przedhistorycznych nabyło statusu uniwersalnego pieniądza. Niektórzy zwyzywali go od "barbarzyńskich reliktów" co nie zmienia faktu, że banki centralne nadal złoto mają, kupują i wiedzą dobrze, że na wypadek totalnego kolapsu będzie ono użyteczne.

Złoto stanowi w portfelu inwestycyjnym swego rodzaju stabilizator chroniący go przed wpływami inflacji i zmian na rynku walutowym. Dlatego tez ceny złota w Polsce należy rozpatrywać w odniesieniu do dwóch czynników: cen złota globalnie i zmian kursowych złotówki. Złoto jest też stabilizatorem ze względu na to, że chroni nas przed wariactwem rządu. Jest jednak jeden warunek - musi być pod naszą kontrolą.

Jak to jest z ceną złota?

Warto wiedzieć, że na cenę złota wyrażoną w złotówkach ma wpływ kurs walutowy. Poza tym jest jeszcze jedno "ale".

Od wielu lat istnieją dowody na to, że uczestniczące w londyńskim fixingu banki podawały fikcyjne wysokości zleceń po to aby manipulować ceną. Drugie miejsce na którym ustala się i manipuluje cenę złota to giełda Comex w USA. Handluje się tam kontraktami terminowymi na złoto. Aby zawierać takie kontrakty banki utrzymują depozyty stanowiące zaledwie około 5-10% wartości handlowanych kontraktów. Tak potężny lewar pozwala multiplikować zyski bez angażowania rzeczywistego kapitału.

Z dwóch podanych powyżej powodów przywiązywanie nadmiernej wartości pojęciu ceny złota może prowadzić do błędów interpretacji sytuacji na rynku. Bywały bowiem takie momenty w czasie kiedy cena złota spadała (spadały ceny kontraktów na "papierowe złoto") a dostępność fizycznego kruszcu była bardzo ograniczona .

Czymś zatem zupełnie innym jest wartość złota (fizycznego), a czymś zupełnie innym jego cena, będąca pochodną spekulacji na rynku sztucznych instrumentów pochodnych, których "wydrukowano" 100 razy więcej niż samego złota fizycznego.

Zoto fizyczne czy "papierowe"

Generalnie forma posiadania złota ma wpływ na bezpieczeństwo "schowanego" w nim kapitału. Złoto fizyczne pozostające pod własną kontrolą ma tu przednie znaczenie. Pisałem o tym jakie formy może ono przybrać i jak je kupić: https://www.przeglad-finansowy.pl/2016/12/mae-kompendium-inwestowania-w-fizyczne.html

Złoto "papierowe" to wszelkiego rodzaju instrumenty finansowe oparte na złocie a także umowy na zakup i przechowywanie złota na rachunkach tzw. niealokowanych.

Co to jest złoto niealokowane? To po prostu udział w pewnej puli złota przechowywanego przez firmę, która wystawiła nam certyfikat. O tym także pisałem w przywołanym wpisie bi to duże ryzyko defraudacji (tak Amber Gold się kłania, ale i nie tylko).

Przechowywanie złota

Sens posiadania złota fizycznego polega na jego roli ubezpieczeniowej. nie da się zrealizować tej roli kiedy oddajemy kontrolę nad naszym złotem komuś innemu. Kupując złoto przed tym właśnie chcemy się zabezpieczyć, nie dajmy się więc wpuścić w kanał, że ktoś nam je "przechowa", a w międzyczasie to on sobie będzie nim obracał, ale nam solennie obieca, że przecież odda. Obietnice mają to do siebie, że ludzie czasem ich nie dotrzymują. 

Kupując złoto, trzeba założyć, że będziemy je przechowywać pod naszą kontrolą. Im wyższy stopień tej kontroli tym lepiej. 

Pisałem o skrytkach bankowych w Polsce (niektórzy się nie zgodzą i powiedzą, że to też jest poza naszą kontrolą - kwestia jest dyskusyjna - są różne stopnie kontroli, ten uważam za całkiem niezły), albo sejf, albo ostatecznie zakopmy pod jabłonką. Są też skrytki za granicą. Warto rozważyć.




czwartek, 10 maja 2018

Nieruchomości na wynajem jako lokata kapitału i sposób na osiąganie pasywnych dochodów

Wczoraj opublikowałem gościnnie wpis o apartamentach na wynajem, ale naszła mnie refleksja, ze w zasadzie inwestycje w nieruchomości na wynajem ogólnie jest doskonałą lokatą kapitału. generalnie, nie tylko drogie apartamenty, ale także niskobudżetowe mieszkania mogą być doskonałym sposobem na osiągnięcie strumienia pasywnej gotówki.

Aktualnie zgłębiam temat, będę chciał poświęcić mu kilka wpisów. Inspiracją była lektura książki "Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości". Chciałbym omówić temat szerzej, będzie też recenzja paru książek, ale muszę je najpierw przeczytać.

środa, 9 maja 2018

Apartament – świetna lokata kapitału

Jeszcze kilka lat temu osoby, które dysponowały większymi oszczędnościami umieszczali je na lokatach bankowych. Ci, którzy mieli naprawdę bardzo duże oszczędności częściej lokowali je w sztabkach złota, a jeśli lubili pewne ryzyko, wybierali inwestowanie na giełdzie. Chętnie inwestowano także w zakup nieruchomości.
Ale możliwości w tym zakresie były wówczas niewielkie, można się było jedynie zdecydować na zakup ziemi. Lokaty bankowe z uwagi na niskie oprocentowanie nie cieszą się obecnie zbyt dużą popularnością. Osoby, które dysponują dużymi oszczędnościami mogą dzisiaj nie tylko grać na giełdzie czy inwestować w złoto. Coraz chętniej osoby bardzo zamożne inwestują w zakup mieszkań. Coraz większą popularnością wśród osób, które dysponują naprawdę dużymi pieniędzmi jest zakup lub budowa apartamentu. Większość osób, które wybierają tę opcję inwestowania decyduje się następnie na ich wynajmowanie. Tego typu inwestycja będzie opłacalna pod pewnymi jednak warunkami. Jednym z nich jest lokalizacja. Apartament powinien znajdować się w miejscowości, która jest atrakcyjna zarówno dla turystów jak i dla świata biznesu. Miastem, które spełnia oba te warunki jest stolica Dolnego Ślaska, Wrocław.

O tym, czy apartament będzie bezpieczną i pewną lokatą kapitału zadecyduje jeszcze jeden warunek: jego lokalizacja. Jeżeli chodzi nam o to, aby go wynajmować i czerpać z tego po pewnym czasie spore zyski, powinniśmy postawić na apartament w atrakcyjnej dzielnicy miasta. Przeznaczając apartament na wynajem musimy wziąć pod uwagę, że turyści, ale także inne osoby, które zatrzymują się w apartamentach mają coraz większe wymagania. Idealne lokalizacje to apartamenty w budynkach położonych blisko ośrodków biznesowych, sąsiadujące z instytucjami kulturalnymi i miejscami, które są szczególnie atrakcyjne dla turystów. Budynek, w którym będzie znajdował się apartament, w który zamierzamy zainwestować niemałe przecież pieniądze nie może sąsiadować z ruchliwą ulicą. Chętnie wynajmowane są za to te apartamenty, które znajdują się w sąsiedztwie parków i terenów rekreacyjnych.

Wiele uwagi należy poświecić również w urządzeniu i wyposażeniu apartamentu. Nie może w nim zabraknąć wyposażenia, które niezbędne jest do wypoczynku, ale także do pracy. Goście z zadowoleniem przyjmą również możliwość korzystania z dostępu do bezprzewodowego internetu Wi-Fi, balkon, taras lub loggię, parking i szybką oraz cicho pracującą windę. Dobrze widziane są także apartamenty, w których jest przynajmniej aneks kuchenny z lodówką, zmywarką i kuchenką gazową lub elektryczną.

Inwestowanie w nieruchomości to jedna z bardziej bezpiecznych możliwości inwestowania dużego kapitału. Inwestowanie w apartamentu to dobry pomysł. Zainteresowanie apartamentami na wynajem już obecnie jest bardzo duże, z pewnością sytuacja nie ulegnie zmianie na gorsze w najbliższym czasie. Można pokusić się o stwierdzenie, że inwestowanie w apartamenty na wynajem to obecnie niezwykle atrakcyjna inwestycja, która przyniesie spore zyski.


Autor artykułu
Artykuł został przygotowany przy współpracy z portalem luxurysleeping.pl

wtorek, 8 maja 2018

Afera GetBack zatacza coraz szersze kręgi?

Mamy od niedawna na tapecie aferę na rynku finansowym, która niewykluczone, że okaże się drugim po Amber Goldzie spektakularnym wybuchem. Mam na myśli historię spółki GetBack, o której zacząłem pisać w poprzednim wpisie.

Otóż czytałem dziś artykuł Bartłomieja Godusławskiego  na temat tego jakich dziwnych i  "nieszablonowych" chwytów imali się przedstawiciele GetBacku aby uwikłać "w temat" władze Polskiego Funduszu Rozwoju, PKO BP czy nawet samego premiera. Cytując wspomniany artykuł "Nasi rozmówcy przekonują, że głównym celem mógł być Mateusz Morawiecki. Chodziło o uwikłanie państwa w sprawę, która już wtedy wydawała się nie do uratowania.". Czytam dalej o jakiś kopertach do rąk własnych, których przezornie nie odebrano i zaczynam się zastanawiać na ile cała afera jeszcze się rozkręci. 

Bo że afera jest to już nie mam żadnych wątpliwości. Mamy bowiem ewidentnie przekredytowaną spółkę, która stała się kontenerem na wierzytelności odkupione od banków między innymi z grupy Idea Banku i Getinu. Czy cały proces miał na celu zdjęcie z bilansów banków wierzytelności, przerzucenie ich do spółki finansowanej przez obligacje sprzedawane w dużej mierze inwestorom indywidualnym a następnie sprzedanie całej spółki? KNF do pewnego momentu na to przyzwalał. Mieliśmy więc transfer funduszy od grupy mniej zorientowanych do bardziej zorientowanych, a w drugą stronę transfer pakietów wierzytelności o jakości trudnej do określenia. Jakoś nie wiem dlaczego ale przypomina mi to modus operandi banksterów z Wall Street przed kryzysem 2008 roku.

Co gorsza na spółkach z grupy Idea Banku i Getin Banku cieniem kładą się oskarżenia o misselling papierów Get Backu. Żeby jeszcze doprawić ten sos, to mamy wysyp fantastycznych rekomendacji dla tej spółki, który chmara analityków wydawała przed debiutem (który nota bene był hojnie opłacony przez zainteresowaną spółkę). Czy to jest tak, że KNF po prostu zbyt późno zorientował się, że mamy do czynienia ze spółka, która jest nadmiernie zlewarowana? Czy ktoś chciał wpakować kogoś na minę (KNF bankierów, bankierzy klientów)?

Co lepsze jak czytamy na BusinessInsiderze "w ubiegłym roku jeden z inwestorów zwrócił się do KNF z zapytaniem o obligacje GetBacku. W odpowiedzi Komisja poinformowała go, że nie sprawuje nadzoru nad prywatnymi ofertami papierów wartościowych". mamy więc kolejny przykład "skuteczngo działania" KNF. Szczerze, nie znalazłem dotąd przykładów rzeczywiście uzasadniających istnienie tej instytucji.

Przecież jeszcze nie tak dawno temu mieliśmy debiut giełdowy spółki, która teraz nie jest w stanie albo nie chce pokazać raportu rocznego. Jej notowania są zawieszone co zabetonowało posiadane przez indywidualnych inwestorów akcje i obligacje, które są teraz de facto warte równe ZERO ZŁOTYCH. Szanse na jakiś sensowny układ z wierzycielami są też moim zdaniem równe ZERO skoro spółka proponuje spłatę w ramach układu w tym roku zaledwie około 1 % zobowiązań.

Kryzys dotknie nie tylko posiadaczy bezpośrednich, którzy nabyli akcje lub obligacje GetBacku, ale także posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych, które zainwestowały w te papiery jako instytucje. Kto sprytniejszy ratował się wypychając te papiery do innego portfela tak jak zrobił to Quercus TFI (po to aby nie stracić wiarygodności) inni przecenili jednostki i stracili ich klienci (Trigon TFI). Są jeszcze fundusze emerytalne... Ilu jeszcze klientów instytucji, regulowanego bądź co bądź, rynku będzie poszkodowanych?

To jest z resztą coś co odróżnia tę historię od Amber Golda - tamten funkcjonował na pewnej ziemi niczyjej, pomiędzy przepisami prawa i nikt nie chciał lub nie mógł go skontrolować. Tutaj mamy aferę ze spółką notowaną na GPW, kontrolowaną przez KNF, w której papiery inwestowały kontrolowane i podlegające przepisom fundusze a wierzytelności spółka ta kupowała od banków. Czy to sprawi, że ta afera się rozleje, czy też zostanie skutecznie zakopana pod dywanem?

Ciekawie brzmi w tym kontekście hasło z logo firmy "Razem wygramy z każdym długiem"...


wtorek, 24 kwietnia 2018

Czy państwo zdaje egzamin w przypadku nadużyć na rynkach kapitałowych, czy ogólnie w gospodarce? - afera GetBack

Pytanie postawione w tytule pojawia się w mojej głowie regularnie. Postanowiłem napisać o tym bo zbiegają się w czasie dwie rzeczy. Oto mamy sytuację kiedy spółka GetBack po festiwalu zamieszania jakie ufundowała swoim inwestorom nie spłaca odsetek od obligacji. Pojawiają się więc tacy inwestorzy, którzy chcą pisać doniesienia do prokuratury. Życzę im szczęścia bo moje osobiste doświadczenia są raczej negatywne. Oto mija właśnie cztery lata jak po doniesieniach inwestorów prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie upadłości Rodan Systems. Cóż takiego wydarzyło się w tym śledztwie przez te cztery lata? Absolutnie nic. ZERO. Kompletnie nic. 

Dla mnie państwo polskie abdykuje generalnie na całej linii w takich tematach. mamy kolejne afery, małe i duże. Amber Gold był jednym przykładem. Raz na jakiś czas pokazowo wsadzi się kogoś do ciupy aby trzymać bez wyroku parę lat. Tylko kiedy przychodzi do rzetelnego wyjaśnienia poszczególnych spraw to prokuratura, KNF i inne instytucje polskiego państwa kompletnie sobie nie radzą.

Co lepsze - KNF teraz twierdzi, że w prospekcie GetBacku, który sam zatwierdzał (!) mogły być nieścisłości. jaką więc rolę pełnią ci urzędnicy skoro pozwalają spółce, która prezentuje bardzo wysokie ryzyko prze-lewarowania i utraty płynniściu wchodzić na rynek, być dystrybuowaną pomiędzy indywidualnych inwestorów, a potem sami przyznają, że coś było nie tak? Po co dyrektywy MIFID, KNFy, i inne tego typu głupoty, skoro to i tak NIE DZIAŁA.

Mamy niewydolne urzędy, wykonujące niewydolne prawo. jak to jest że upadłość spółki takiej jak np. Budostal 5 trwa pięć (chyba, jak nie więcej) lat? Jak to jest, że nadal mogą emitować obligacje firmy, które są ewidentnie zagrożone niewypłacalnością? Jak to jest, że kiedy doradcy Lions Banku naganiali klientów na obligacje Ganta i zapewniali że to bezpieczna inwestycja podczas gdy widać było że to jest bardzo duże ryzyko (które się później zmaterializowało) - to nie ponieśli jako ludzie i jako instytucja finansowa żadnych konsekwencji?

Jak to jest, że przeciętny człowiek w państwie polskim, kiedy ktoś mu nie odda pieniędzy jest bezradny bo dochodzenie własnych praw jest praktycznie nieopłacalne, a instytucje państwowe wcale mu nie pomagają? Jak to jest, że prawo chroni nieuczciwego dłużnika (którego nie można normalnie, za pośrednictwem sądu namierzyć kiedy się np. wymelduje), a porządny obywatel, który został oszukany nie ma żadnego wsparcia?

Albo wracając do tematu obligacji - mamy takie sytuacje gdy inwestor zostaje umoczony z nic nie wartym papierem, którego nie może ani sprzedać ani nawet do kosza wyrzucić (bo zdematerializowany) i nie jest w stanie zaliczyć go w straty podatkowe? 

Moim zdaniem niezależnie od kłapania mordą polityków tej czy innej maści, nie mamy porządnego pro obywatelskiego państwa, które stoi na straży uczciwych ludzi. Państwo teoretyczne istnieje nadal, choćby się aktualnie, miłościwie nam panująca władza święcie oburzała, bo prawda jest taka, że czy to pięć lat temu, czy teraz - instrumenty prawne i mechanizmy działania są takie same. Dlatego obawiam się, że obligatariusze GetBacku piszący donosy do prokuratury, będą mieli jedynie wątpliwą przyjemność składać zeznania w walących się obskurnych komisariatach z odpadającym tynkiem i rozpadającymi się meblami, a potem długo czekać na wynik śledztwa, które absolutnie do niczego nie doprowadzi.


czwartek, 19 kwietnia 2018

Czy zakaz handlu w niedzielę wywoła inflację?

Mamy ostatnio przyjemność lub nie (zależy od punktu widzenia) doświadczać zakazu handlu w niedzielę. Miłościwie nam panujący rząd za punkt honoru postawił sobie udupienie handlu. ponieważ z podatkiem od galerii handlowych (jeszcze) nie wyszło, to przynajmniej zakaz handlu działa. W kwietniu mamy trzy niedziele "niehandlowe". Czym to się objawia? Ano wszystkie te punkt, których ruch nie przeniósł się na inne dni (czyli przede wszystkim gastronomia) zlokalizowane w galeriach, mają teraz problem. Koszty funkcjonowania, które ponoszą nie zmniejszyły się, za to obroty w niedziele spadły niemal do zera. Grycan żalił się, że nie opłaca się utrzymywać tych punktów otwartych bo w niedziele i tak nikt nie przychodzi. To są tego rodzaju zakupy, które dokonuje się impulsywnie albo przy okazji. Nikt nie pojedzie do galerii handlowej specjalnie na lody albo do piekarni, nawet jeśli te punkty będą tam otwarte. Chleb to pewnie jeszcze kupi w sobotę, ale lodziarnia czy restauracja, w której zjadłby coś "przy okazji" może się na niedzielę również zamknąć.

Mamy więc stałe koszty, których nie pokrywa niedzielny utarg. Co więc może zrobić taki punkt aby przetrwać? Musi podnieść ceny tak aby skompensować choć trochę ubytek utargu.

Refleksja ta nadeszła mnie nad talerzem zupy, która kiedyś kosztowała 6,85zł a dziś zapłaciłem za nią 10,10zł to jest wzrost o 47%!!!! Przecież nikt nie wmówi mi, że o tyle w ciągu miesiąca podrożały warzywa czy wsad mięsny! 

To prowadzi mnie do innego pytania, czy takie zmiany cen przyczynią się do wzrostu inflacji? Nie wiem, jest pewna elastyczność cenowa konsumentów. Wzrost o 47% jest może ekstremalny, ale powoduje, że niejeden (być może także ja) tej zupy już więcej nie kupi. Jej udział w moim koszyku dóbr więc de facto zmaleje. Pytanie tylko ile jeszcze produktów tego rodzaju będzie? A co z innymi produktami? Czy w ich cenach też zostaną ujęte podwyższone koszty? pewnie markety sprytnie zamaskują ten wzrost "promocjami" w sobotę. Chętnie bym zobaczył jakieś dane na ten temat. Tymczasem napiszcie jakie Wy macie spostrzeżenia.


wtorek, 17 kwietnia 2018

Jak ustalić numer księgi wieczystej?

Księga wieczysta to ogólnodostępny rejestr danych reprezentujący stan prawny nieruchomości. Zakłada się ją i prowadzi przede wszystkim w celu zabezpieczenia obrotu. Zapisy w KW warto sprawdzić, kiedy chcemy nabyć nieruchomość lub, gdy jesteśmy zainteresowani najmem. Najlepiej przed podpisaniem umowy przedwstępnej – polegającej na zobowiązaniu się do zawarcia właściwej umowy w przyszłości. Następnie dobrze jest śledzić informacje zawarte w księdze regularnie, aż do momentu podpisania ostatecznej umowy. Na portalu Elektronicznego Systemu Ksiąg Wieczystych można bez trudu przeglądnąć zawartość każdej księgi wieczystej w naszym kraju. Wystarczy do tego znajomość jej numeru. Nie trzeba po temu mieć jakichkolwiek zgód czy i praw. Niestety, aby ustalić ten numer czasem trzeba się nagimnastykować. 

Numer księgi ten podzielony jest na trzy części:
  • kod wydziału Sądu Rejonowego (listę zrobiłem tu),
  • dawny numer przydzielony w repetytorium ksiąg wieczystych uzupełniony o zera do ośmiu znaków,
  • cyfra kontrolna.

Do czego to potrzebne? A bywa tak, że np. do spraw spadkowych, zakupu nieruchomości, sprawdzenia oferty czy kontrahenta albo poszukiwania majątku dłużnika. Z tego typu tematami sam się spotkałem.

Jak uzyskać numer działki i skąd?
Najpierw warto ustalić numer działki ewidencyjnej i jej położenie (obręb, jednostkę ewidencyjną). Korzystając z portalu www.geoportal.gov.pl można ustalić numer, obręb i jednostkę ewidencyjną.

Co do numeru KW jest kilka sposobów formalnych.
Przykładowo - w teorii numer elektronicznej księgi wieczystej  można ustalić kontaktując się z właściwym ze względu na miejsce położenia nieruchomości Sądem Rejonowym - Wydziałem Ksiąg Wieczystych. Niestety sądy nie chcą udzielać takiej informacji.

Jak uzyskać numer księgi wieczystej w urzędzie?
Można zwrócić się z wnioskiem do wydziału geodezji i po wykazaniu, że ma się interes prawny albo że jest się właścicielem nieruchomości otrzymać numer kw przypisanej do danej działki.

Problem w tym, że urzędy zasłaniają się różnymi przepisami byle takich danych nie podać. Co z tego że nie ma ścisłej definicji "interesu prawnego". urzędnicy powołują się na ustawę o ochronie danych osobowych (choć numer księgi wieczystej daną osobową nie jest)

Po nazwisku? 
Jeżeli mamy interes prawny to znalezienie KW po nazwisku jest możliwe. Trzeba tylko uzupełnić nazwisko o numer pesel albo datę urodzenia. Urząd raczej jest w stanie na podstawie takich danych udzielić nam odpowiedź jeśli mamy ten nieszczęsny interes prawny.

Jak inaczej?
Jest możliwość skorzystania z komercyjnych wyszukiwarek, które pozwalają za opłatą wyszukanie numeru księgi po numerze działki albo na podstawie adresu. Jedną z nich opisywałem kiedyś na blogu. Ustalenie numeru księgi - recenzja.


Serwis działa w ten sposób, że najpierw sprawdzamy, czy w ogóle jesteśmy w stanie uzyskać numer księgi wieczystej. Podając adres lub wpisując numer działki możemy dokonać wyszukania. System  poda numer księgi w formie zamaskowanej, aby było wiadomo czy taki numer KW istnieje w bazie. Po dokonaniu opłaty zostanie on nam wyświetlony w całości.  

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" - Sławek Muturi, Robert Zduńczyk - recenzja książki

Kolejna książka po którą sięgnąłem w dziedzinie inwestowania nieruchomości to "Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości". Podobnie jak ostatnio recenzowana jej autorem jest Sławek Muturi wspólnie z Robertem Zduńczykiem. O ile poprzednia pozycja, miała zasadniczo autobiograficzno/filozoficzny charakter ta jest przede wszystkim poradnikiem.

Jest to książka dla wszystkich tych, którzy zastanawiają się czy nie zacząć inwestować w nieruchomości. Opisana prostym i przystępnym językiem, czyta się szybko, ale nie znaczy to, że nie jest pełna praktycznych wskazówek. Jest ona naszpikowana praktycznymi poradami. 

Na początku autorzy wykładają koncepcję wolności finansowej. Dla kogoś kto czytał już blog fridomia.pl czy jakąś książkę Sławka Muturi, nie będzie to nic nowego. Ważne jest to, że przypominają różnicę między wolnością finansową i bogactwem, wskazując rolę pasywnych przypływów gotówki. 

Dalej zaczyna się "mięsko". Po pierwsze mamy wyjaśnienie pewnych mitów związanych z inwestowaniem w nieruchomości. Mamy pewne praktyczne wskazówki od czego zacząć, jak finansować i kupować a potem utrzymywać i zarządzać swoim mieszkaniem/portfelem mieszkań. Jest to pewien podstawowy zasobnik wiedzy pozwalający z rozmysłem wejść w temat. Nie wiem czy jest wystarczający - sądząc po tym, że mam na półce do przeczytania jeszcze dwie książki z praktycznymi wskazówkami na ten temat, to pewnie ta nie wyczerpuje tematu. Ale nie o to chodzi chyba w tej pozycji. Ona ma na celu uświadomić że inwestowanie w nieruchomości jest w zasięgu ręki i jest praktycznie wykonalne. Ma ona na celu dostarczyć podstawowy zasób wiedzy, który każdy będzie mógł rozbudować.

Ważne są praktyczne wskazówki w rozdziale o tym jak dobrze kupować mieszkania. Są to kwestie, o których ktoś kto nie kupował na cele inwestycyjne dowiaduje się pewnie pierwszy raz. Podobnie jak informacje zawarte w rozdziale o finansowaniu. Autorzy wskazują na zalety i wady każdego sposobu finansowania, włącznie z zakupem za gotówkę czy posiłkowaniem się kredytem. Pozwala to na spokojnie zastanowić się nad swoją strategia przed podjęciem dalszych kroków. Jest także trochę praktycznych porad dotyczących tego co zrobić aby mieszkanie wynajmowało się w miarę bezproblemowo i bez przerw.

Jest to przy tym pozycja, która traktuje o inwestowaniu w nieruchomości w sposób wyważony i racjonalny. Autorzy tłumaczą jak liczyć czy inwestycja się opłaci. Opisują czy i w jaki sposób rozważać wsparcie się kredytem, ale nie namawiają i wskazują też ryzyka. Jasno piszą, że każdy może znaleźć swój własny sposób, który będzie mu pasował do niego samego, jego możliwości czasowych i finansowych i do lokalnego rynku, na którym będzie operował.

Książkę czyta się szybko - 240 stron wchłonąłem w dwa popołudnia. Sądzę, że pewnie będę do niej wracał.

"Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" - Sławek Muturi, Robert Zduńczyk - recenzja książki
Książka o tym jak zacząc iwestowac w nieruchomości.
Wydawca: Studio Emka
Data wydania: 2009
ISBN: 9878388607936
Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości
"Wolność finansowa dzięki inwestowaniu w nieruchomości" - Sławek Muturi, Robert Zduńczyk - recenzja książki
Lektura tej książki to dawka wiedzy i inspiracji dla każdego kto zastanawia się nad tym aby zacząć inwestować w nieruchomości na wynajem.
Date published: 15/04/2018
5

czwartek, 5 kwietnia 2018

Szwajcarzy zagłosują za zniesieniem bankowości opartej na rezerwie cząstkowej

Zaglądając na stronę SNB znalazłem interesującą informację. Otóż 10 czerwca odbędzie się w Szwajcarii referendum nad - uwaga; zniesieniem bankowości opartej na rezerwie cząstkowej. nie będę się tu wgłębiał na czym polega "fractional reserve bankig" - zainteresowani wiedza o co chodzi, ci co nie wiedzą łatwo znajdą wyjaśnienie w internecie. rzecz w tym, że samo takie referendum jest ewenementem na skalę światową i gdyby (co mało prawdopodobne) odniosło sukces - wywróciłoby (również jako precedens) bankowość całkiem sporego kraju.

Interesujące jest także, że SNB prezentując swoje argumenty (a jakże) przeciw tej inicjatywie nie wgłębia się zbytnio w merytoryczną dyskusję. Wygląda to tak, że bankierzy centralni nie chcąc zmieniać status quo nie są także zbyt chętni do odkrywania swojej "kuchni" w publicznej dyskusji. Padają zatem argumenty w stylu:
  • "tak jak jest to jest dobrze więc po co to zmieniać"
  • "nie mamy problemów, które wymagałyby naprawy"
  • "mamy wystarczające instrumenty aby realizować swoją politykę"
  • "wszystkie banki centralne tak działają"
  • "boimy się upolitycznienia banku centralnego"
i w końcu uwaga (to mnie rozbawiło): "nie oparty na długu pieniądz osłabiłby zaufanie do franka"!

Hah, spodziewałem się nieco bardziej wnikających w meteorytykę argumentów, a ostatni mnie rozwalił. Rzecz w tym, że SNB chce chyba po prostu zdyskredytować inicjatywę zamiast z nią dyskutować na odpowiednim merytorycznie poziomie.

Nie spodziewam się jednak sukcesu autorów inicjatywy. Podobnie było z pomysłem powrotu do franka opartego o złoto, jakiś czas temu. Jest mniejszość bardziej świadomych procesów ekonomicznych obywateli i większość raczej podążająca za kursem wyznaczanym przez finansowo polityczny establishment.

Z ciekawości jednak sprawdzę w czerwcu jak to się skończy.

Źródła:

sobota, 31 marca 2018

Sławek Muturi - "Życie postkorporacyjne" - recenzja

Jako, że dzielę się z Wami moimi lekturami, mam dla Was kolejną. Chodzi o książkę Sławka Muturi pt. "Życie postkorporacyjne - czy jesteś gotowa do wcześniejszej emerytury?". Sławek jest postacią znaną w pewnych kręgach jako osoba, która po zbudowaniu portfela mieszkań na wynajem porzuciła doskonale płatną pracę w firmie konsultingowej aby udać się na wcześniejszą emeryturę i jeździć po świecie. Jest też twórcą firmy Mzuri, która zajmuje się zarządzaniem najmem i autorem bloga fridomia.pl

Po książkę Sławka Muturi sięgnąłem z ciekawości. Od dłuższego czasu jestem regularnym czytelnikiem jego bloga fridomia.pl i uważam, że strategia inwestowania w nieruchomości na wynajem jest bardzo sensowna dla uzyskania wolności finansowej. Chciałem poznać jak to było w przypadku Sławka. Sięgnąłem więc za te mocno autobiograficzną lekturę, w której opisuje on na swoim własnym przykładzie w jaki sposób od pracy w konsultingu doszedł do tego co nazywa wcześniejsza emeryturą. Wskazuje on na jedną bardzo ważną rzecz, która jest kluczowa dla osiągnięcia wolności finansowej – chodzi o umiejętność życia poniżej swoich możliwości finansowych. Jest to rzecz niezwykle trudna. 

Ta książka to w istocie autobiografia, z mnóstwem opowiastek, refleksji i dygresji pozornie nie związanych z tematem, ale czy na pewno? W końcu mowa w książce o tym jak się przygotować na przejście na inny sposób funkcjonowania jako człowiek niepracujący a utrzymujący się wyłącznie z pasywnych dochodów. Sławek pisze o tym, że trzeba sobie zmienić system operacyjny – przygotować się mentalnie na zupełnie inny sposób myślenia o świecie i innej kategorii problemy do rozwiązania niż te, z którymi mamy do czynienia w korporacjach. 

Pisze dużo o tym, że do osiągnięcia stanu postkorporacyjnego trzeba się mentalnie, finansowo i życiowo przygotować. Bo wbrew pozorom trzeba mieć plan na zagospodarowywanie swojego czasu.

Dużą część książki poświęca swoim rozważaniom o tym, jak to w naszym społeczeństwie jesteśmy zaprogramowani do tego aby żyć powyżej swoich możliwości finansowych. Tłumaczy dlaczego tak się dzieje i w jaki sposób jesteśmy manipulowani przez korporacje. Tłumaczy dlaczego jest to dla nas rujnujące i czemu tak ważne jest aby trzymać się poniżej swoich możliwości finansowych. Chodzi o uświadomienie sobie swoich potrzeb i możliwości finansowych i mentalne dostrojenie się do tego aby zmieścić się w tych możliwościach. 

Sławek opowiadając o sobie promuje minimalistyczny styl życia, w którym kupowanie produktów tylko dlatego, że nas na nie stać jest nie do zaakceptowania. Dla niektórych to może być trudne. Trudne może też być zderzenie się z opiniami innych co to takiego sposobu życia. 

Niektórych zapewne ta książka zainspiruje. Innym da do myślenia. Pewnie będą tacy, których znuży bo zainspirowani już będą, albo i tak nic im nie jest w stanie takiej inspiracji dostarczyć. Jeżeli o mnie chodzi to przyznam się, że książkę tę czytało mi się ciekawie. Rzekłbym nawet egzotycznie. Może dlatego, że jeszcze daleko mi do tego momentu, w którym jest już Sławek? Opisuje on swoje pomysły na dalszą część życia, jak je realizuje po rezygnacji z pracy w korporacji. Dla mnie tydzień, w którym nie rozróżnia się weekendów jest jeszcze egzotyką. 

Przeczytałem tę książkę szybko. Nie była to lektura, która wymaga jakiegoś wielkiego intelektualnego wysiłku. Te parę godzin spokoju w zupełności wystarcza. Mam jednak wrażenie, że książka ta na pewno bardziej trafi do tych, którzy są znacznie bliżej osiągnięcia stanu wolności finansowej i którzy mogę wkrótce zdecydować się na to aby przestać pracować. Dla wielu, którzy są na początku drogi, może ona być tyleż inspirująca, co odległa i trochę frustrująca poprzez to, że do celu jeszcze daleko. Oczywiście trzeba zrobić ten pierwszy krok i mieć wizję swojej drogi, jednak dla kogoś kto jest na jej samym początku wiele spraw związanych z przejściem na wcześniejszą emeryturę jest bardzo, ale to bardzo odległych. 

Sławek Muturi Życie postkorporacyjne - czy jesteś gotowa do wcześniejszej emerytury? – recenzja
Książka o drodze do osiągnięcia wolności finansowej.
Wydawca: Mzuri
Data wydania: 2014
ISBN: 9788393516629
Życie postkorporacyjne - czy jesteś gotowa do wcześniejszej emerytury?
Sławek Muturi Życie postkorporacyjne - czy jesteś gotowa do wcześniejszej emerytury? – recenzja
Książka ta na pewno bardziej trafi do tych, którzy są znacznie bliżej osiągnięcia stanu wolności finansowej i którzy mogę wkrótce zdecydować się na to aby przestać pracować.
Date published: 31/03/2018
3

środa, 28 marca 2018

Chiny uruchomiły kontrakty na ropę denominowane w juanach

W poniedziałek na giełdzie w Szanghaju ruszył handel kontraktami na ropę denominowanymi w juanach. Wydaje mi się, że pisałem już o tych przymiarkach kiedyś na blogu. Rzecz w tym, że jako wielki importer ropy Chiny chcą uniezależnić się od ropy wycenianej w dolarze, chcą też poczynić tez pewien krok do umiędzynarodowienia juana jako waluty światowej.

Jest to zdecydowanie krok uderzający w system petrodolara. System, który przez wiele lat zapewniał USA przewagę w światowej gospodarce.

Wygląda na to, że trading się rozpoczął z całkiem niezłymi obrotami. W ciągu pierwszej godziny notowań zawarto 23tyś kontraktów. 
 
 
 
Sądzę, że w związku z tym, że Chiny są coraz większym importerem ropy, wolumen ten będzie rosnąć. Rosnąć będzie też skala międzynarodowych transakcji z wykorzystaniem chińskiej waluty. Chiny "atakują" międzynarodowy system gospodarczy na wielu frontach i z długofalowym celem.

Warto też wspomnieć, że te kontrakty mają być wymienne na złoto. Tworzy się więc narzędzie w którym eksporterzy ropy będą mogli z całkowitym pominięciem dolarów wymieniać ropę na złoto albo juany. Czy wpłynie to na wzrost popytu na złoto? Zobaczymy.

Warto będzie obserwować jak to się będzie rozwijać.

czwartek, 22 marca 2018

Jaki będzie następny krach?

O tym, że rynki akcji zaczynają przypominać napiętą poza granice rozsądku sprężyną, słychać już od dawna. Mam wrażenie, że doszliśmy do sytuacji, kiedy wszyscy są przekonani, że nastąpi globalny giełdowy krach, ale nie są pewni jeszcze kiedy. takie podejście powoduje, że inwestorzy grają w grę poszukiwania większego głupca od siebie licząc na to, że aktualnie rosnące jeszcze w wartości akcje, zdążą jeszcze przed krachem odsprzedać jakiemuś naiwnemu.

Skąd przyjdzie kolejny krach? Cóż, wpadły mi dziś dwa artykuły, które dały mi pewien materiał do refleksji. Pierwszy wpis na stronie MoneyWeek sugeruje, że wkrótce możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której inwestorzy dojdą do wniosku, że wyceny wszystkich tych "gigantów technologicznych" jak Facebook, Google, Amazon czy Apple, są przewartościowane i to znacznie. Bywało tak w przeszłości - przypomnijmy sobie krach DotComów. Mamy w tym momencie narastający negatywny sentyment do tych spółek ale nie po stronie inwestorów, ale po stronie szerokiej publiki atakowanej co raz informacjami o wyciekach danych, szpiegowaniu, "analizie prywatności", wykorzystywaniu danych w celach politycznych, etc. Czy to będzie wyzwalaczem? A może posunięcia podatkowo polityczne mające z jednej strony zmusić te kompanie do płacenia podatków w EU, a po drugie dające im po piętach w kwestii ochrony danych osobowych? Wydaje mi się, że zaczynamy się zbliżać do momentu, gdy euforyczny wzrost nie ważne jak dana kompania robi swój biznes, zaczyna zderzać się z kolejnymi falami pytań.

Drugi wpis to analiza Saxo Banku - znacznie szersza. Wskazująca, że jesteśmy w ostatniej fazie giełdowych wzrostów. Mamy drugi od 1900 roku okres ciągłego "ożywienia gospodarczego" - piszę w cudzysłowie bo to "ożywienie" w USA i na świecie bazuje na pompowaniu drukowanego pieniądza i manipulacji statystykami (np. bezrobocia). W każdym razie giełdy rosły. Jak długo jeszcze? Wzrost bez końca jest z punktu widzenia logiki niemożliwy.

Saxo Bank wieszczy, że kryzys nadejdzie w 2019, a rok 2018 będzie jeszcze w fazie "szukania większego idioty" . Czy się ziści - zobaczymy.



piątek, 9 marca 2018

Thomas Sowell „Bieda bogactwo i polityka w ujęciu globalnym” – recenzja

Opisywałem już kiedyś na blogu książki Thomasa Sowella. Jestem pełen podziwu dla jego bezkompromisowej dążności do nazywania rzeczy po imieniu i obalania mitów, szczególnie jeżeli chodzi o idee „równości rasowej”. Ma on przy tym pewien szczególny walor – jako przedstawiciel jednej z grup, która uważana jest za dyskryminowaną, może on szczerze mówić o tym co sądzi o wszelkich politykach „antydyskryminacyjnych” – nie będąc przy tym posądzonym o rasizm. Tego rodzaju opinie są szczególnie warte wysłuchania.



W książce, którą chcę opisać Sowell odnosi się globalnie do problematyki nierówności. Częściowo tematyka pokrywa się z poprzednio recenzowaną przeze mnie książką Roberta Gwiazdowskiego. Sowell rozprawia się z „Pikettyzmem” pałując go twardymi faktami w sposób jeszcze bardziej dosadny. Dowodem na to niech będzie fakt, że bibliografia w przypisach liczy sobie sześćdziesiąt stron.

Pomimo naszpikowania przykładami i faktami książkę tę czyta się dobrze. Nie jest to ciężkostrawna lektura, wchodzi łatwo i przemawia do rozsądku oraz wyobraźni. Otwiera oczy na przekłamania, które ostatnimi czasy dominują w debacie publicznej na temat biedy, nierówności, ich przyczyn oraz moralnej oceny tychże.

W pierwszych rozdziałach swojego wywodu Sowell wskazuje, że geografia nie zważa na egalitaryzm. Podając przykłady wywodzi, że położenie geograficzne ma niebagatelny wpływ na rozwój społeczeństw, bo o ile „nie może stworzyć geniuszu, może jednak zapewnić warunki sprzyjające wykorzystywaniu przez ludzi ich potencjału umysłowego”. Zróżnicowanie geograficzne różnych rejonów świata jest ogromne. Z samego tylko tego powodu nie da się traktować wszystkich jednakowo. Jednak warunki geograficzne determinują procesy ekonomiczne na różne nieoczywiste sposoby. Sowell wskazuje na uwarunkowania kulturowe jako kluczowe dla tego czy dane społeczeństwo w określonych warunkach geograficznych poradzi sobie, pod względem ekonomicznym, lepiej od innych.

Autor wskazuje jednak, że kultura to także nie wszystko. „Żadna kultura nie jest nieustannie najlepsza we wszystkim”, brak otwartości na innowacje pochodzące od innych kultur może przesądzić o upadku cywilizacji, na co w historii były przykłady.

O roli kultury Sowell wypowiada się także w odniesieniu do czarnej mniejszości. Wskazuje na regres kulturowy społeczności czarnego getta, która jak pisze „ jak potwierdza wiele dowodów jest odnogą dysfunkcjonalnej kultury południa Stanów”. Zdecydowanie krytykuje przy tym jej wartości, postawy i zachowania skutkujące roszczeniową postawą, brakiem szacunku do pracy, rozpadem więzi rodzinnych i społecznych oraz „równaniem w dół” pod względem edukacyjnym. Wskazuje przy tym na zwodnicze błądzenie filozofii multikulturalizmu, która odrzuca tezę jakoby jedne grupy etniczne, czy społeczne mogły być lepsze lub gorsze od innych. Chodzi o to, że są obiektywne fakty, które mówią, że tak jest, a „przesadzone reakcje wobec determinizmu genetycznego mogą być szczególnie szkodliwe dla grup pozostających w tyle, odwracają bowiem ich uwagę i wysiłki od wielu ścieżek życiowych oferujących szanse poprawy standardu życia (…) i zamiast tego kierują je w ślepą uliczkę zawiści i uprzedzeń wobec innych”. Te słowa w ustach Afroamerykanina wybrzmiewają tym mocniej i tym bardziej zasługują na rozważenie.

Autor zwraca uwagę że politycy i liderzy mniejszości mają tendencję do wykorzystywania gorszego położenia przewodzonej przez siebie grupy nie w celu walki o poprawę jej „dobrostanu” ale w celu ugruntowania własnej pozycji politycznej. Ochrona ego obywateli staje się przy tym ważniejsza od korzyści ekonomicznych pochodzących z wykorzystania silnych stron i talentów społeczności. Łatwiej zrzucić winę za niepowodzenia na „innych” niż wymagać od własnych współziomków poświęcenia, ciężkiej pracy i szacunku do prawa. Pisze on „jeszcze niebezpieczniejszy jest wymysł, że niewątpliwie niesprawiedliwy rozkład szans życiowych uzasadnia przyznanie politykom jeszcze większej kontroli nad zasobami narodowymi i władzy nad życiem jednostek”. Niestety pisze dalej „ludzie zawodowo zajmujący się wzniecaniem zawiści i oburzenia w społeczeństwie nie zaprzestaną swoich destruktywnych działań tylko dlatego, że osiągnięta została równość w pewnym sensie, skoro wyklucza ona równość rozumianą inaczej.

Poza krytyką polityków Sowell wskazuje jeszcze na prawo, jako kolejny element decydujący o ekonomicznym zróżnicowaniu społeczeństw. Chodzi o korupcję, która powoduje, że wiele przedsięwzięć gospodarczych nie jest podejmowanych. Ten element jakim jest stosunek społeczeństwa do przestrzegania prawa, jest kolejnym elementem układanki, który decyduje, że jedne kraje stają się bogatsze a inne tkwią w biedzie. „Wiele metodycznych badań międzynarodowych nad korupcją wykazało, że większość krajów najbardziej skorumpowanych to jednocześnie jedne z najbiedniejszych krajów świata – nawet jeśli dysponują obfitością surowców naturalnych”.

Jeżeli zaś weźmiemy na tapetę zróżnicowanie wewnątrzspołeczne, to Sowell zwraca uwagę na fakt, o którym wielu badaczy zapomina.

Sowell wskazuje, że „istnieją dwa zasadniczo różne rodzaje statystyk wykorzystywanych do ilustrowania rozkładu oraz zmian dochodów w czasie – a ich stosowanie prowadzi do dwóch diametralnie różnych wniosków”. Pierwszy rodzaj statystyk uwzględnia zmiany tych samych osób w czasie. Otóż naturalnym procesem jest, że z wiekiem ludzie się bogacą. Jednocześnie „rozbieżności między kohortami wiekowymi rosną, gdyż wartość siły fizycznej i młodzieńczego wigoru spada, w miarę jak mechaniczne źródła energii czynią ludzką siłę mniej istotną, a coraz bardziej skomplikowane technologię sprawiają, że wiedza i zdolności analityczne stają się coraz cenniejsze”. Drugi rodzaj statystyk, którym chętnie posługują się lewicujący badacze powstają przez zestawienie dochodów zbioru najbogatszych i najbiedniejszych 20%. Korzystanie z takich porównań pomija fakt, że pojedynczy ludzie w ciągu swojego życia migrują pomiędzy przedziałami dochodowymi. Mylnie jednak promuje się je jakby dotyczyły konkretnych grup ludzi, a nie tylko wyodrębnionych statystycznie zbiorów abstrakcyjnych. Okazuje się bowiem (biorąc dane z USA), że dochody osób, które początkowo należały do dolnych 20% z biegiem lat rosły w coraz szybszym tempie niż dochody osób zaliczających się początkowo do najbogatszych 20%. 95% ludzi należących w 1975 roku do dolnego kwintyla w 1991 należało do kwintyli wyższych, 29% spośród nich awansowało do górnych 20%. W tym samym czasie „ludzie zaliczający się początkowo do 20 procent najlepiej zarabiających odnotowali najmniejszy wzrost realnych dochodów – zarówno w ujęciu procentowym jak i kwotowym”.

Autor punktuje tu Thomasa Piketty, wskazując, że autor „Kapitału w XXI wieku” ignoruje fakt, że większość amerykańskich gospodarstw domowych (56%) w jakimś momencie istnienia zalicza się do najlepiej zarabiających 10%. „Kluczowym błędem w rozumowaniu Piketty’ego jest słowne przekształcenie, rozłożonego w czasie procesu w sztywną strukturę, a szczycie której znajduje się mniej lub bardziej stały 1 procent najbogatszych, żyjących w izolacji od reszty społeczeństwa pozostającego rzekomo pod ich kontrolą”. Wskazuje przy tym na kolejny błąd metodologiczny polegający na operowaniu jako równoważnymi pojęciami „dochód” i „bogactwo” podczas gdy są to zasadniczo różne rzeczy. „W praktyce podnoszenie stopy podatku dochodowego aby zmusić ‘bogatych’ do płacenia niesprecyzowanej ‘uczciwej doli’ to kompletny nonsens, ponieważ podatku dochodowego nie płaci się od posiadanego bogactwa. Podatek ten nakładany jest na osoby, które starają się bogactwo zgromadzić, natomiast tych, którzy posiadają już duże majątki (czy to zgromadzone osobiście, czy odziedziczone) nie dotyczy”.

Polityczne dyskusje o ubóstwie Sowell celnie punktuje, zauważając, że najpierw trzeba byłoby zdefiniować to pojęcie obiektywnie. W różnych krajach to pojęcie definiowane jest różnie, przez co dyskusje na temat biedy stają się całkowicie nieporównywalne. Skoro bowiem urząd statystyczny jednego kraju klasyfikuje jako ubogie gospodarstwa domowe posiadające kablówkę i mikrofalę, a na przestrzeni lat ta definicja wciąż się zmienia, to jak można mówić o rzetelnej analizie tego problemu, na potrzeby rozwiązań politycznych.

Serwowanie rozwiązań dla grup społecznych, które mają problemy ekonomiczne musi być oparte na dogłębnej analizie ich faktycznej sytuacji. Niestety, na co wskazuje autor, „żarliwej walce w interesie pozostających w tyle mniejszości rzadko towarzyszy równie żarliwa analiza danych empirycznych”.

Sowell rozważa też istotę pojęcia sprawiedliwości. Fakt, że życie nie jest sprawiedliwe, nie oznacza, że społeczeństwo nie jest sprawiedliwe. Należy jednak wystrzegać się iluzji, że stwarzając równe szanse rozwiążemy wszystkie problemy. O ile można i powinno się stwarzać równe szanse (rozumiane jako równość bycia osądzanym i nagradzanym wedle tych samych kryteriów), to nie należy się łudzić, że sprawi to, iż automatycznie wszelkie nierówności znikną. Ludzie wychowani w skrajnie różnych warunkach nie będą mieli równych szans, nie można mieć co do tego złudzeń. Czy jednak należy przez to zrezygnować ze sprawiedliwego oceniania wszystkich wedle tych samych kryteriów merytorycznych?

Jako przykład podaje nieskuteczność akcji antydyskryminacyjnych na uczelniach w USA. „Wywodzący się z mniejszości etnicznych studenci z potencjałem kończyli jako nieudacznicy, gdyż w ramach polityki antydyskryminacyjnej niepotrzebnie przyznawano im miejsca na uczelniach, na których nie poradziłaby sobie znakomita większość populacji. Tym sposobem czarnych studentów, których wyniki testów matematycznych należały do najlepszych 10 procent w kraju, przyjmowano na MIT, gdzie automatycznie stawali się najgorszymi uczniami, ponieważ aby dostać się do tej elitarnej politechniki w normalnym trybie, trzeba było należeć do najlepszego 1 procenta. Ponad jedna piata spośród tych czarnych studentów nie kończyła studiów, a ci którzy zdołali się utrzymać, osiągali wyniki niższe niż ich biali koledzy. Inaczej mówiąc, czarnych studentów mających wystarczające kwalifikacje, by otrzymywać wyróżnienia na większości uniwersytetów, na siłę wysyłano na MIT, gdzie poziom nauki w większości przypadków przerastał ich możliwości.

Autor zdecydowanie krytykuje też ideologię państwa opiekuńczego, jako promującą poczucie iż niektórym należy się coś więcej niż innym. Zdaniem Sowella promuje się w ten sposób szkodliwe i roszczeniowe postawy życiowe, poczucie krzywdy i zawiści, nieprzyzwoitość w korzystaniu z polityki socjalnej oraz pobłażliwość względem nadużyć tej polityki. „W społeczeństwie bezkrytycznym powszechna przyzwoitość staje się opcjonalna i w konsekwencji przestaje być powszechna”. Powoduje to, na co wskazują fakty, wzrost przestępczości, który znowu zrzucany jest na karb nierównego traktowania, zamiast (jak jest w rzeczywistości) na karb dysfunkcjonalnych postaw kulturowych.

Podkreśla on, że to kapitał ludzki przede wszystkim determinuje zróżnicowane rezultaty ekonomiczne narodów, krajów czy społeczności. „Zależność między kapitałem ludzkim a dobrobytem daje się zauważyć zarówno w skali krajów, jak i grup w ich obrębie”. Przestrzega też przed nadmiernymi uproszczeniami. Wskazuje na mnogość czynników, które warunkują ekonomiczny poziom dobrobytu. Dla zaistnienia danego rezultatu niezbędna jest interakcja wielu czynników, obecność części z nich niekoniecznie skutkuje proporcjonalnie mniejszym rezultatem – często skutkiem braku jednego z tych czynników jest całkowity brak rezultatu i skrajnie nierówny ich rozkład względem innych miejscy czy grup. „Jednostka, grupa czy kraj mogą spełniać kilka, wiele a nawet większość warunków wstępnych danego osiągnięcia, a mimo to nie zbliżać się do jego dokonania – a gdy zaczną dysponować brakującymi czynnikami mogą wystrzelić naprzód”.

Rozważania Sowella to (generalizując) krytyka lewicowego spojrzenia na rzeczywistość, oderwanego od empirycznych faktów, a opartego na swoistej filozofii społecznej wartościowania grup ludzkich wedle subiektywnych kryteriów i dokonywanych pod hasłami sprawiedliwości społecznej i humanizmu działań, które obiektywnie krzywdzą ludzi faworyzując jednych kosztem innych.

Lektura tej książki to paliwo do rozmyślań i solidna dawka przykładów pozwalających krytycznie spojrzeć na politykę ekonomiczno społeczną. Polecam ją wszystkim, którzy pragną aby rozsądek wziął górę nad emocjami i oderwanymi od rzeczywistości teoriami.



Thomas Sowell „Bieda bogactwo i polityka w ujęciu globalnym” – recenzja
Książka o przyczynach różnic ekonomicznych na świecie i rozważania o prowadzonej względem nich polityce.
Wydawca: Fijorr publishing
Data wydania: 2016
ISBN: 9788364599422
Bieda bogactwo i polityka w ujęciu globalnym
Thomas Sowell „Bieda bogactwo i polityka w ujęciu globalnym” – recenzja
Lektura tej książki to paliwo do rozmyślań i solidna dawka przykładów pozwalających krytycznie spojrzeć na politykę ekonomiczno społeczną. Polecam ją wszystkim, którzy pragną aby rozsądek wziął górę nad emocjami i oderwanymi od rzeczywistości teoriami.
Date published: 09/03/2018
5

poniedziałek, 5 marca 2018

Prognozy dla rynku złota

Miałem okazję ostatnio przejrzeć raport opracowany przez firmę analityczną CPM Group i dotyczący rynku złota. Chciałbym wypisać tu najważniejsze tezy tego raportu:

  • krótkoterminowo CPM prognozuje, wzrost cen złota w roku 2018 o około 2,3% i podobnie w kolejnym roku, długoterminowo zaś spodziewają się znaczącego wzrostu w perspektywie 2021-2024
  • wskazują, że pro-wzrostowo działają czynniki polityczne stymulujące zapotrzebowanie inwestycyjne, zakupy ze strony banków centralnych, spadająca produkcja kopalń po roku 2019
  • bitcoin i kryptowaluty nie mają dla złota znaczenia, znacznie bardziej na rynek złota wpływają zawirowania na rynku długu - taki fajny slajd znalazłem w ich prezentacji:

  • nie jest prawdziwe twierdzenie, że kopalnie złota nie są dochodowe, koszty wydobycia w większości operacji są poniżej tysiąca dolarów za uncję
  • nie zawsze złoto i dolar są w odwrotnej korelacji
  • wyższe stopy procentowe nie koniecznie oznaczają niższe ceny złota

środa, 28 lutego 2018

Historia jest trudna do prognozowania, szczególnie jeżeli chodzi o przyszłość...

Taka refleksja jak w tytule nasunęła mi się po lekturze tekstu Georga Friedmana na jego portalu Geopolitical Futures. Cały tekst polecam lekturze - jest dostępny pod linkiem:

Poniżej kilka fragmentów, które pozwalam sobie przetłumaczyć na polski:
"gdy system geopolityczny ulega zmianie, jest tendencja aby te zmiany interpretować jako tymczasowe zaburzenia stałego stanu, wywołane przez jakieś nieszczęśliwe wydarzenia"

"W 1900 r. Europa była spokojna i dostatnia, i zdominowała świat. Założono, że jest to stała rzeczywistość. W 1920 r. Europa rozdarła się, zubożała w krwawej wojnie. Założono, że Niemcy, po pokonaniu, zostały wykończone. W 1940 r. Niemcy ponownie opanowały Europę. Założono, że niemieckiej fali nie można się oprzeć. W 1960 r. Niemcy były krajem okupowanym i podzielonym. Założono, że wojna między najsilniejszymi z okupantów, Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim była nieunikniona. W 1980 r. doszło do wojny, ale w Wietnamie, a nie w Europie, a Stany Zjednoczone zostały pokonane. Stany Zjednoczone spoufaliły się z Chinami przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Założono, że Sowieci są trwałym i niebezpiecznym wrogiem dla obu krajów. Do roku 2000 Związek Radziecki przestał istnieć. Założono, że kluczowym interesem wszystkich krajów jest wzrost gospodarczy, a tradycyjny konflikt między narodami stał się marginalną sprawą."

"8 sierpnia 2008 r. Rosja i Gruzja poszły na wojnę, co zanegowało ideę, że Rosja stała się permanentnie nieistotna, lub że konwencjonalna wojna stała się przestarzała. 15 września 2008 r. Upadł Lehman Brothers, niszcząc złudzenie, że globalna gospodarka może tylko rosnąć. W ciągu zaledwie pięciu tygodni podstawowe założenia ery zaczęły się zmieniać."

"Mamy obecnie to czas dysfunkcji ekonomicznych, określony przez powolny wzrost i nierówny podział bogactwa, prowadzący do wewnętrznego napięcia politycznego i głębokich tarć międzynarodowych. Kraje będą się koncentrować na własnych problemach, a te problemy będą stwarzać problemy za granicą"

środa, 14 lutego 2018

Podatek od Bitcoina...

Rok 2017 można śmiało nazwać rokiem pod znakiem kryptowalut. Spektakularny wzrost dla niektórych okazał się pod względem finansowym bardzo korzystny. Nie ma się zatem co dziwić, że w Ministerstwie Finansów pojawiają się w ramach grup roboczych pomysły co do ktyptowalut. Jeden z nich dotyczy opodatkowania. 

Doświadczenie życiowe podpowiada, że od pomysły do prawa drogi mogą być różne, niemniej jednak nie ma to znaczenia dla tych, którzy sprzedając swoje Bitcoiny dorobili się kokosów. Teraz trzeba zapłacić od tego podatek. W tym miejscu mam dla wszystkich "zarobionych na Bitcoinie" dobrą radę, aby nie brali zbyt pochopnie wszelkiej maści porad opublikowanych tu i ówdzie w jakiś prasowych artykułach czy internetowych stronach. Z tego co czytałem tego typu materiały, to roi się tam od merytorycznych błędów. Status prawny kryptowalut krystalizuje się w polskim prawie stosunkowo powoli. Niestety, ale przygoda z Bitcoinem wiąże się też z koniecznością przestudiowania przepisów podatkowych. To traumatyczne doświadczenie zalecam każdemu jeśli chce mieć niejaką świadomość tego co wpisuje do PIT. Podpowiem, że nie zawsze ni nie w każdym przypadku można sobie uwzględnić koszty. Tyle w temacie, nie zamierzam bawić się w doradcę podatkowego, z resztą każda sprawa jest inna. Zastanawiam się tylko ilu tak na prawdę dobrze policzy podatek od osiągniętych na Bitcoinie zysków. No i ilu postanowi ten fakt ukryć ryzykując karnym 75% podatkiem.

piątek, 9 lutego 2018

Inflacja oficjalna i odczuwalna

Jadąc sobie dziś na zakupy pomyślałem sobie jak to jest, że w sumie od ładnych paru lat niby mówi się o tym, że inflację mamy niską, w 2016 była nawet deflacja, a jak popatrzy się na swoje wydatki "na życie" to czuje się tylko wzrost. Być może za część tego wzrostu odpowiada tzw. inflacja stylu życia, polegająca na tym, że czasem gdy mamy poczucie, że powodzi nam się lepiej do koszyka wkładamy produkty z wyższej półki, a przez to droższe.

Mam jednak przekonanie, że odczuwalna inflacja związana jest z tym, co robi urząd statystyczny, czyli kompozycją tak zwanego statystycznego koszyka. Właśnie chodzi o to, że każdy z nas ma nieco inne przyzwyczajenia i co innego do tego koszyka wkłada, aby zmierzyć inflację trzeba więc uśrednić. Robi się więc statystyczny koszyk w którym oprócz jakiegoś procenta żywności jest pewien procent wydatków na wakacje, jakiś procent wydatków na auta, trochę na ciuchy, etc... No właśnie. Ten zabieg powoduje, że w przypadku tych osób które odbiegają pod względem dochodowym od średniej w dół, inflacja nie uwzględnia tego, że w ich przypadku ceny żywności i mieszkania mają znacznie większy udział w koszyku niż w przypadku osób mogących sobie pozwolić na auto i wakacje.

Weźmy na tapetę rocznik statystyczny za 2016 rok (za 2017 rok jeszcze nie ma, a chciałem użyć jednej tablicy aby coś pokazać). W tablicy 13 mamy wskaźniki cen towarów i usług:

Widać z tej tabeli, że w latach 2015 i 2016 mieliśmy deflację także jeśli chodzi o ceny żywności, ale jeżeli popatrzymy na te ceny w dłuższym ujęciu to zauważymy, że w stosunku do 2000,2005 jak i 2010 roku ceny żywności rosły szybciej niż wskaźnik inflacji ogólnej.

Jeżeli zaś wgłębimy się jeszcze bardziej i zerkniemy na tabelę 14 gdzie są rozpisane wskaźniki cen żywności, to zobaczymy, że sama żywność bez napojów rosła w jeszcze szybszym tempie. Najbardziej zaś rosły ceny pieczywa, mięsa wołowego, wędlin, mleka, ryb, jajek, owoców, ziemniaków. Spadały wprawdzie ceny odzieży i butów, ale artykuły naprawdę pierwszej potrzeby drożały najbardziej. 


Weźmy więc takiego statystycznego mniej zamożnego człowieka, który ma dochód powiedzmy, że waloryzowany inflacją. Ten człowiek z roku na rok ma do wydania realnie mniej bo podstawowe produkty, które kupuje są coraz droższe. On rezygnuje z zakupu ubrań, butów ale kupuje pieczywo i masło, które kosztują więcej bo ich ceny rosną szybciej niż inflacja.


-->