niedziela, 7 lipca 2019

NBP kupił 100 ton złota

Interesująca informacja wyszła w piątek z Narodowego Banku Polskiego. Jak podano w tym roku NBP dokupił 100 ton złota. Przypomnijmy, że w końcówce ubiegłego roku dokupił także około 25 ton.

Informacja jest interesująca jeszcze w jednym aspekcie - oróż jak przeanalizowałem dokumenty statystyczne NBP to wyszło mi, że ten zakup 100 ton dokonał się stosunkowo niedawno, w czerwcu bądź na przełomie czerwca i lipca kiedy cena złota była najwyższa od ponad pięciu lat.

Sprawia to, że mam co do tego zakupu ambiwalentne odczucia. Bo z jednej strony uważam, że to dobrze a i tak za późno, bo moim zdaniem NBP powinien był nadążając za wzrostem PKB konsekwentnie od lat dokładać do rezerw z złocie. Taki timing tego zakupu jak teraz jest chyba dośc niefortunny, choć zapewne z perspektywy wielu lat (za dekadę lub dwie) będzie i tak uznany za korzystny.

Jestem bowiem przekonany, że przeobrażenia polityczno gospodarcze sprawią, że cena złota wzrośnie.

Inny apekt sprawy, o którym pisze NBP w swoim komunikacie, to zamiar przetransportowania złota do Poslki. Tu też mam dwojakie odczucia. Bo z jednej strony cały czas ise mówiło,że trzymanie całości w Londynie nie jest dobrym pomysłem. Szczególnie wobec zachowania Banku Anglii, który na telefon z Waszyngtonu gotów jest zablokować dostęp do złota jka to zrobił w przypadku Wenezueli.

Z drugiej strony zawsze NBP argumentował, że złoto trzyma tam gdzie jest ośrodek jego handlu tak, aby w razie kryzysu mógł go użyć na rynku. I to jest prawda.

Wobec powyższego mam taką opinię, że szanujący się bank centralny dużego europejskiego państwa z aspiracjami, powinien trzymać swoje rezerwy (większe jeszcze) w kilku miejscach na świecie: we własnym skarbcu, w Londynie, Zurychu i w Hong Kongu.

 
Zdjęcie: Andrzej Barabasz (Chepry) [CC BY-SA 4.0], via Wikimedia Commons

środa, 3 lipca 2019

Sezon ogórkowy - polecane lektury

Plaża, wakacje, czas wolny, upał. idealne, żeby poczytać parę książek. Pozwolę sobie polecić Wam kilka na ten ciepły czas:

Mamy poradnik, filozofię polityczną i tajemnicę życia - idealny mix na plażę ;)

piątek, 14 czerwca 2019

Wojna handlowa a łańcuchy dostaw

Przeczytałem niedawno interesujący artykuł na stronie Geopolitical Futures. Podjęto w nim temat tego w jaki sposób potencjalna wojna handlowa i cła na linii USA-Chiny wpłyną na gospodarki obu tych państw. Artykuł zwraca uwagę na interesujący fakt. Otóż towary importowane z Chin są wykorzystywane w mnóstwie różnych miejsc łańcuchów logistycznych produktów wytwarzanych w USA. Brak dostępu do jakiegoś elementu, który stanowi relatywnie niewielką wartość, może wywołać nieproporcjonalnie większe skutki w skutek zakłócenia procesu dostaw i produkcji na późniejszych etapach. 

Przykładowo jakiś materiał, który wykorzystywany jest do produkcji różnych towarów, kiedy przestanie być dostępny będzie wymagał znalezienia substytutu, przestawienia łańcucha dostaw, złożenia zamówień, przeliczenia cenników, przezbrojenia maszyn albo wręcz wstrzymania produkcji w oczekiwaniu na realizacje wcześniej wymienionych czynności. Może się stać tak nawet jeżeli jest to śrubka za 10 centów, bo zamówienie nowej partii śrubek o odpowiednich parametrach, w wystarczającej ilości i odpowiedniej cenie może wymagać np. kilku tygodni. To są realne straty dla gospodarki. 

Problem w tym, że sieć łańcuchów logistyczno-produkcyjnych w dużej gospodarce takiej jak amerykańska jest tak złożona,że nie sposób jej zamodelować. Nie sposób zatem przewidzieć w którym miejscu i jakie pojawią się zakłócenia. Oczywiście niektóre można wychwycić, ale nie wszystkie. Podobny problem mają Brytyjczycy z oceną wpływu Brexitu na gospodarkę. Nie sposób przeanalizować wszystkich łańcuchów produkcyjnych i oszacować związanych z ich przerwaniem kosztów. 

Ten sam importowany zza granicy produkt może być wykorzystywany w różnych gałęziach przemysłu do różnych celów. W niektórych z nich będzie posiadał łatwe do znalezienia substytuty, w innych będzie niezastąpionym ogniwem, którego przerwanie będzie wymagało zmiany całej technologii wytwarzania finalnego wyrobu.



Analiza potencjalnego konfliktu handlowego USA-Chiny i jego wpływu na gospodarki obu stron może więc niedoszacowywać wpływu jaki np. sankcje czy cła wywołają na gospodarkę USA. Może się zatem okazać, że to USA odczuje je bardziej niż Chiny bo więcej zakłóceń związanych z dostępnością czy ceną sprowadzanych zza granicy produktów, wywołanych zostanie po stronie amerykańskiej.

niedziela, 9 czerwca 2019

"Pułapka. Dlaczego ekonomiczne myślenie blokuje innowacje i postęp?" Jacek Giedrojć - recenzja

Wiele razy sam poruszałem temat tego że współczesne działania firm są ukierunkowane na krótkoterminowe korzyści zamiast na długofalowy rozwój. Co leży u podstaw tego zjawiska?  Do czego prowadzi takie ekonomiczne myślenie? Oto jakiś czas temu dostałem do zrecenzowania książkę Jacka Giedrojcia pt. “Pułapka. Dlaczego ekonomiczne myślenie blokuje innowacje i postęp?” Sądzę że powszechnie zarządzanie firmami przez finansistów i dostęp do taniego pieniądza wpływają negatywnie na gospodarkę, innowacje i życie społeczne - ciekaw byłem jakie są poglądy autora książki w tej kwestii?

Książka jest próbą wyjaśnienia jaki wpływ na otaczająca nas rzeczywistość gospodarczą i społeczną ma sposób myślenia, który autor nazywa “ekonomicznym” czyli takim, dla którego funkcja rezultatu jest definiowana wyłącznie w kategoriach ekonomicznych - efektywności, właściwej alokacji zasobów, czy zysku.

Autor stawia tezę, że efektywność rozumiana jako maksymalizacja bieżących korzyści kosztem inwestycji i budowania wartości jest czymś co hamuje innowacje: “o ile ekonomiczne myślenie jest dobrym doradcą w racjonalizacji, o tyle przy podejmowaniu nowych wyzwań już nie.

Neoklasyczna ekonomia traktuje przedsiębiorczość jak wymianę, a nie jak działalność twórczą. Neoklasyczna ekonomia ma też problem z wartościami, które nie są materialne. Autor stawia tezę, że do wzrostu populizmu i nierówności przyczyniła się ideologia ekonomicznego myślenia stawiająca na pierwszym miejscu maksymalizację korzyści i użyteczności bieżącej. Co więcej jest to ideologia oderwana od rzeczywistości, udająca jakoby człowiek był istotą idealnie racjonalną i idealnie ekonomiczną, maksymalizującą efektywność i posiadającą dostęp do pełnej informacji, a jednocześnie egoistyczną i materialistyczną - są to założenia błędne.

Mało kiedy w pracach ekonomicznych spotyka się tak czytelnie zarysowaną absurdalność założenia o racjonalności jednostki. Autor w kilku akapitach pierwszego rozdziału rozprawia się z nim całkowicie bo po pierwsze ani wybory jednostek nie są racjonalne, ani świadome, ani wiedza o konsekwencjach pełna. Autor zwraca też uwagę na absurdalne i szokujące konsekwencje do których może prowadzić rozpatrywanie wszystkiego wyłącznie w kategoriach zysków i kosztów ekonomicznych. Ekonomia neoklasyczna oparta jest na założeniach które prowadzą do sprzeczności. 

Autor w pierwszym rozdziale przystępnie wykłada te błędne założenie teorii ekonomii, wskazuje na błędne założenia jej filozoficznych korzeni. Chodzi o to że ekonomia ignoruje preferencje wyborów nie przekładane na pieniądze, a mające grunt psychologii i socjologii potrzeb ludzkich. Okazuje się że ekonomia nie wystarcza i trzeba odwoływać się jednak do kryteriów nie ekonomicznych. Kolejny błąd ekonomii to założenie o naturalnym stanie równowagi - ma to jednak wątpliwe podstawy empiryczne naturalnym stanem jest tymczasem stan nierównowagi. Świat istnieje pomimo tego że jest w stanie permanentnej nierównowagi. “Skoro porządek społeczny się nie zawalił, mimo że materialne bodźce nie wystarczają, aby go podtrzymać, to znaczy że jakieś inne czynniki przyczyniły się do jego podtrzymania naturalnie chodzi o normy społeczne zwyczaje kulturę.” Problemem jest także zdefiniowanie roli i natury rynku.

Jednostki z natury psychologii nie są świadome rzeczywistych przesłanek etycznych, hedonistycznych czy kulturowych które nimi kierują. Jak więc można ekonomię opierać na aksjomacie o racjonalności wyboru jednostki? Ekonomiści analizują gospodarkę opierając się na tym fałszywym założeniu i nie widzą sprzeczności w tym że sama gospodarka używa powszechnie takich narzędzi jak marketing do kreowania potrzeb. Próba zaś oderwania ekonomii od wartości prowadzi na manowce. Maksymalizacja dochodu może zminimalizować ludzką godność. Ludzie to nie maszyny. Ekonomia która ignoruje wartości - dehumanizuje człowieka i sprowadza do roli automatu. Neoklasyczna definicja dobra jednostkowego zaniedbuje cenione aspekty życia.

Autor czytelnie obnaża absurdy kryteriów ekonomicznych wyborów takie jak analiza kosztów i korzyści agregujących pewne sumy, a nie konkretnych uczestników. Okazuje się że gdy rolę mają przejąć wyłącznie bodźce materialne nad moralnymi, to sytuacja staje się katastrofalna - bodźce materialne definiują świat wyłącznie jako transakcyjny. Skrajny ekonomizm sankcjonuje chciwość i staje się wytłumaczeniem - jak w przemowie Gordona Gekko “greed is good”. Wzrost gospodarczy staje się w nowym bożkiem, a ekonomia jego religią, która zastępuje moralność. Ekonomia nie przypisuje żadnej wartości dla norm moralnych, altruizmu czy choćby zwykłej przyzwoitości - one są dla ekonomii zupełnie nieistniejące, a tymczasem one przecież kształtują nasze wybory życiowe.

Autor formułuje postulat ekonomii humanistycznej, która z innymi naukami ekonomicznymi winna być w ściślejszym związku. Nawet przecież ekonomistom, którzy starają się jedynie opisywać rzeczywistość, trudno jest zgodzić się, co do podstawowych związków przyczynowo-skutkowych. Tymczasem schematy i założenia teorii determinują nasze myślenie.

Autor zwraca też uwagę na to, że matematyczne modele służące ekonomistom są z natury rzeczy upraszczające i niewiele mają wspólnego z realnym światem. Matematyka stosowana w modelach wymusza założenia nie zawsze spójne z rzeczywistością. Autor wylicza szereg przykładów na to, że argumentacje które używane są czasem na poparcie neoklasycznych teorii ekonomicznych, są niespójne wewnętrznie lub odnoszą się do przykładów świadomie dobranych w sposób wybiórczy czy też nawet zupełnie nieadekwatnych (pomijając niuanse i uwarunkowania szczególne). Ekonomiści nadmiernie przypisują sukces gospodarek zachodnich eliminacji nieefektywności a nie innowacjom i kreatywności.

Książka zwraca uwagę na zjawisko finansjalizacji. Branża finansowa rozrosła się ponad miarę i potrzebę, zajmując centralne miejsce w gospodarce. Branży finansowej udało się też przekonać otoczenie do sposobu myślenia, że to rynki finansowe są najważniejsze, a nie dobre produkty i ludzie którzy je kupują. Autor wskazuje, że generuje to krótkoterminową mentalność tak dewastującą w sferze gospodarczej społecznej i politycznej. “Wspólnym mianownikiem tych różnych zjawisk jest przekonanie, że generowanie zysku dla inwestorów to najważniejszy cel przedsięwzięć gospodarczych”.

Autor wskazuje na początek zjawiska finansjalizacji związany z podażą petrodolarów w latach 70, pokazuje też jak bankierzy skorzystali na kryzysie zadłużenia lat 80, czy kryzysie w Grecji. “Koszty kryzysu zadłużenia lat 80 ponieśli akcjonariusze banków oraz społeczeństwa. Insiderzy systemu finansowego nie tylko wyszli bez szwanku, ale wręcz skorzystali. Rozwiązanie kryzysu zadłużenia wymagało dekady ciężkiej i znakomicie wynagradzanej pracy bankierów i prawników

Tymczasem finansjalizacja powoduje degradację relacji etycznych i społecznych “W procesie finansjalizacji relacje ulegają zmianie na produkty i transakcje”. Banki odeszły od zarabiania na udzielaniu kredytów na rzecz prowizji od transakcji finansowych (na przykład emisji obligacji). Prowadziło to do zmiany roli banków i instytucji kredytowych z ponoszących ryzyko, do roli pośredników finansowych którzy żadnego ryzyka nie ponoszą. Autor pisze  “(...) o obecnej skali finansjalizacji przesądza fakt, że jest ona samonapędzającym się mechanizmem. (...) pośredniczenie przy emitowanie papierów wartościowych jest dla banków samo w sobie lukratywne i z czasem stało się samoistną działalnością, która zastąpiła tradycyjną bankowość. Później to szukanie przez banki zysku z prowizji stało się motorem generowania instrumentów finansowych.

Zabrakło mi jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego zatem od lat ‘80 powstała jednak cała masa innowacyjnych przedsiębiorstw w branżach technologii informatycznych, telekomunikacji czy biotechnologii. 

Autor rozprawia się też z mitem że rozrost sektora finansowego przyczynia się do wzrostu PKB. Wcale tak nie jest, a  może wręcz prowadzić do sekularnej stagnacji. Współcześnie problemem staje się nadmiar środków inwestycyjnych względem możliwości inwestowania.

Autor wskazuje że teoretycznie idealna alokacja kapitału do ryzyka na rozbudowanych rynkach finansowych jest tylko iluzją. Co gorsza Iluzją która wymyka się spod kontroli bo nikt do końca nie wie, w bilansie jakiej instytucji są na przykład, niosące niebezpieczne ryzyko derywaty. Okazuje się że lepsza alokacja ryzyka przez rynki to złudzenie.

Dzisiejsza branża finansowa wydaje się być rentierem żyjącym na koszt gospodarki, transferując do swojej kieszeni zasoby finansowe, które mogłyby być przeznaczone na inwestycje w sferę realną. W zamian daje złudzenie, że płynność rynków zapewnia lepszą alokację ryzyka czy lepsze finansowanie, co nie zawsze jest prawdą.

Autor wskazuje jeszcze na jeden aspekt finansjalizacji - to jest wpływ branży finansowej na stanowienie i egzekucję prawa oraz na prace naukowe. To powoduje zamknięte koło zwiększającego się wpływu instytucji finansowych drenujących realną gospodarkę. Znowu wracamy do dewastującego wpływu ekonomizacji myślenia na postrzeganie ról społecznych, moralności, etyki, demokracji, etc...

W ostatnim rozdziale autor wskazuje do jakich dochodzimy konsekwencji. Stawia tezę że akceptacja efektywności jako nadrzędnego celu psuje spoistość społeczną i prowadzi do zubożenia tkanki instytucjonalnej, prowadzi też do wzrostu nierówności. “Liberalna wyrozumiałość dla nierówności materialnych opiera się na przekonaniu, że jest to tylko jedna ze sfer wartości”. Samowykluczenie elit (traktujących świat wyłącznie w ujęciu transakcyjnym) źle wpływa na innowacje i tkankę społeczną oraz polityczną. Teoria neoklasyczna psuje państwo i prawo, tworzy system egoizmu i interesowności i buduje podwaliny populizmu i materializmu. 

Tymczasem decyzje ekonomiczne są i muszą być z natury rzeczy rozpatrywane także na płaszczyźnie etycznej. Jest to logiczna konsekwencja. Nie zawsze działanie motywowane czysto ekonomicznie okazują się obiektywnie dobre dla społeczeństwa (tak jak chcieliby to malować liberalni ekonomiści).

Ekonomiczne myślenie wypaczyło jednak ideę misji firmy. Wypacza także rozumienie tego co powinno być dobrem wspólnym tak jak zdrowie ludzi czy środowisko. Biznes ma być bardziej efektywny za wszelką cenę. Do czego to doprowadza? Czasem wystarczy się rozejrzeć aby dostrzec skutki. Autor podaje jeszcze bardziej ekstremalny przykład ekonomizacji demokracji w USA - gdzie pieniądze decydują o poparciu polityków dla przedstawicieli biznesu. Korporacje w efekcie płacą politykom a ci uchwalają prawo które na to zezwala.

To wpływa też dewastująco  na poczucie wyborców co do tego czy uczestnictwo w procesie demokratycznym “się opłaca”. Skoro mój głos ma nikłe szanse przeważyć szalę, a korzyści żadnej z tego nie ma, zaś oddanie głosu to wysiłek - to nie idę głosować oddaję tym samym pole populistom i lobbystom. Prowadzi to też do ekonomizacji przestrzegania prawa - korporacjom czasem opłaca się płacić kary za jego nieprzestrzeganie.

Autor Podaje przykłady jak pod wpływem liberalnej teorii ekonomicznej prawo antymonopolowe zostało zmodyfikowane w USA tak, że de facto dopuszcza powstawanie monopoli. Podobnie dzieje się w odniesieniu do prawa własności intelektualnej oderwanie systemu sądów patentowych od ogólnego sądownictwa utrudnia sędziom oceny wpływu ich orzeczeń na społeczeństwo.

Znajdziemy też w książce istotny rozdział o tym jak finansjalizacja i ekonomizacja zarządzania zniszczyła idee spółki publicznej. Dążenie do maksymalizacji zysku i ceny akcji sprawiło że korporacje są mniej chętne do inwestowania w przyszłość. Autor wskazuje na drastyczny wzrost udziału wynagrodzeń opcyjnych od 1970 do 2000 roku. Prowadzi to do manipulowania przez zarządy informacjami a przez to kreowania ceny akcji. ”Orientacja na maksymalizowanie korzyści dla akcjonariuszy rozumiane jako cena akcji przynosi szkody pozostałym interesariuszom społeczeństwu i ostatecznie również samym akcjonariuszom.” Taka sytuacja prowadzi też do skłonności zarządów do poświęcenia potencjalnych biznesów jeśli tylko mogłyby obniżyć one ceny akcji. 

Neoklasyczne podejście powoduje w ramach korporacji “dyktat liczb” skutkujący na przykład przenoszeniem produkcji czy procesów do innych krajów, z całkowitym ignorowaniem skutków mniej mierzalnych dla organizacji takich jak na przykład innowacje. Autor zwraca uwagę jak “zarządzanie przez arkusz kalkulacyjny” powoduje oderwanie zarządzających od realiów firmy, a przez to zatracenie innowacyjności wynikającej ze znajomości procesów czy relacji z klientem.

Kolejny przykład wypaczeń to mechanizm polegający na tym że IPO są organizowane przez firmy nie po to aby pozyskać gotówkę na rozwój, ale aby pozwolić założycielom realizować zyski. Cały model rynku finansowego i rozwoju korporacji staje na głowie, a na to nakłada się dyktat funduszy oczekujących krótkoterminowych szybkich zysków z posiadanych pakietów akcji.


Zabrakło mi jednak odniesienia to tego, że od lat 70 nastąpiły zasadnicze zmiany w systemie monetarnym świata. Dowolność kreacji pieniądza bez jego wymienialności na złoto mogła być tym czynnikiem, który z jednej strony przyczynił się do ekspansji ekonomicznego myślenia, a z drugiej przerwał cykl innowacji poprawy warunków pracy w którym pisze autor. Czy zatem tylko ekonomiczne myślenie? Tani kapitał i bezkosztowa kreacja pieniądza sprzyja zastępowaniu pracy ludzkiej maszynami, a co za tym idzie bogaceniu się posiadaczy z pominięciem robotników. Sprzyja temu też migracja kapitału w zglobalizowanej gospodarce. To z kolei moim zdaniem było jednym z powodów, dla których ekonomiczne myślenie się tak rozpowszechniło.

Autor nie stawiał sobie za cel odpowiedzi na pytanie co dalej robić. Ograniczył się do zasygnalizowania problemu i prowokowania przemyśleń. Postawił mimo to szereg postulatów takich jak uzdrowienie systemu finansowego przez ograniczenie możliwości spekulacji i finansjalizacji, postuluje powrót do korzeni w sprawach ładu korporacyjnego, czy  ograniczenie wyceny poprzez rynek  (mark to market). Mimo to na koniec zostają nieco zawieszone w powietrzu niewesołe prognozy mające sprowokować do przemyśleń. 


Książkę tę czytałem z zainteresowaniem. W wielu aspektach zgadzam się z poglądami autora i było to dla mnie znajdowanie potwierdzenia swoich własnych spostrzeżeń. Jest to kolejna z cyklu lektur, które demaskują ortodoksyjną neoklasyczną myśl ekonomiczną jako ślepą uliczkę. Przy czym broń Boże nie jest to Picketyzm czy neosocjalizm. Raczej próba wyjaśnienia zainteresowanym dlaczego jest tak jak jest. Książka jest głosem w sporze pomiędzy wyznawcami torii liberlnych czy wręcz libertariańskich, a socjalistycznych czy socjaldemokratycznych. Przy czym autor nie uzurpuje sobie prawa definiowania programów naprawczych. Wyciąga tylko wnioski i wskazuje na sprzeczności teorii ekonomicznych i myślenia ekonomicznego i rezultaty do których one prowadzą. Wnioski co o recept na rozwiązanie obiektywnie istniejących problemów trzeba formułować samodzielnie. Dla niektórych to, że nie mamy na końcu jasno sformułowanej recepty może być postrzegane jako wada tej książki. Rzecz jednak w tym, że przecież ekonomia neoklasyczna dawać miała właśnie jasno sformułowaną receptę, która nie działa. Tak łatwo recept formułować się nie da.

Polecam książkę jako interesującą lekturę. Szczególnie warto aby przeczytali ją studenci ekonomii, aby zrównoważyć trochę wyobrażenia o skuteczności wykładanych w podręcznikach modeli.


środa, 5 czerwca 2019

"Pacyfik i Eurazja. O wojnie" Jacek Bartosiak - recenzja książki

Zwykle czytam i recenzuję tutaj książki o tematyce ekonomicznej. jednak nie zawsze, czego przykładem były książki Georga Friedmana o geopolityce i Europie. Książka Jacka Bartosiaka jest kolejną lekturą, która traktuje o  nadchodzącym nieubłaganie nowym geopolitycznym rozdaniu. Jest to wnikliwa refleksja o geopolityce i geostrategii,o globalnej zmianie układu sił, Pacyfiku, Nowym Jedwabnym Szlaku, Rosji, nowoczesnej sztuce wojennej. Wszystkie te rzeczy wpływają na nasz świat otoczenie ekonomiczno polityczne. Aby zrozumieć świat trzeba spojrzeć na mapy. Jacek Bartosiak bardzo precyzyjnie wykłada, dlaczego jest to takie ważne i w jaki sposób otaczający nas świat determinuje procesy, które zachodzą w różnych jego obszarach.


Autor sucho i bezlitośnie pokazuje, jak ważne jest położenie geograficzne położenie danego państwa, jak determinuje historię i dyplomację i jak bardzo wpływa na pozycję na świecie. Zapomnijmy o marzycielstwie, romantyzmie czy naiwności politycznej. Strategia każdego państwa powinna być oparta na pragmatyzmie i realistycznej ocenie sytuacji w kontekście własnego położenia geopolitycznego. Jacek Bartosiak w swojej książce poddaje takiej metodycznej analizie narastający na linii USA-Chiny konflikt o dominację na Pacyfiku, oceanie Indyjskim, wodach przybrzeżnych Azji czy w globalnej ekonomii.

Jest to wieloaspektowa analiza koncentrująca się wprawdzie na aspekcie wojskowym, ale bez pominięcia wątku ekonomicznego. Autor wgłębia się w determinanty geostrategiczne Chin i USA, analizuje możliwe scenariusze, które (dwa lata po napisaniu tej książki) realizują się na naszych oczach. Dla mnie lektura była ucztą intelektualną. tego typu opracowania otwierają oczy i pozwalają poskładać w jedną całość puzzle rozsypane z całej geopolitycznej układanki. Wg. mnie jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich polityków, którym wydaje się, że idealizm coś w geostrategicznej układance coś znaczy. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą wyobrazić sobie jakie są interesy wielkich mocarstw.

Ogromną zaletą tej książki jest bibliografia. Jedyna uwaga jaką bym miał to może w innej kolejności ułożyłbym rozdziały i rozdział pt. 'Przebudzenie smoka" dał wcześniej, ale to drobiazgi.


"Pacyfik i Eurazja. O wojnie" Jacek Bartosiak - recenzja książki
Niezwykle ciekawa intelektualnie lektura o narastającym na naszych oczach konflikcie USA-Chiny
Wydawca: Wydawnictwo Asian Century
Data wydania: 2018
ISBN: 978-83-945749-0-1
"Pacyfik i Eurazja. O wojnie" Jacek Bartosiak - recenzja książki
Niezwykle ciekawa lektura o geopolitycznych uwarunkowaniach narastającego konfliktu na linii USA-Chiny
Date published: 05/06/2019
5
-->