Czy obligacje korporacyjne są alternatywą dla lokat?
Zapisz się na newsletter aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Zapisując się otrzymasz dwa darmowe e-booki o inwestowaniu w złoto i inwestycjach alternatywnych (wyłącznie dla subskrybentów)!

Najnowszy wpis na blogu:

środa, 6 maja 2015

Czy obligacje korporacyjne są alternatywą dla lokat?

W ciągu ostatnich tygodni kilkukrotnie odniosłem wrażenie, że niektóre osoby traktują obligacje korporacyjne jako alternatywę dla lokat bankowych. Niektórzy wręcz wypowiadali się z entuzjazmem, jakie to doskonałe narzędzie dla początkujących inwestorów. Inni non stop naganiają na różne oferty i (moim zdaniem) nie prezentują realnego obrazu ryzyka i tego czym faktycznie jest inwestycja w obligacje korporacyjne.

Ja rozumiem, że mamy kiepski okres, jeżeli chodzi o odsetki z lokat. Z tego co wczoraj analizowałem, to wynika, że poziom 3% odsetek należy uznać za górną strefę stanów średnich. Tymczasem obligacje korporacyjne nie raz kuszą odsetkami rzędu 9,5%. Pytanie tylko: za co tak wysoki bonus? Za ryzyko. Jeśli ktoś jest nowy w temacie to proponuję niech zapozna się z wpisami o obligacjach na moim blogu,  niech poczyta trochę historie bankructw, czy spóźnionych odsetek

Wielokrotnie to powtarzałem i powtórzę jeszcze raz - obligacje korporacyjne są bardziej ryzykowne niż akcje. Na obligacjach bankruta można stracić 100% zainwestowanego kapitału bez możliwości wycofania się. Obligacje są mało płynne - w przypadku problemów emitenta, na 100% będzie kłopot z pozbyciem się papierów.

W odróżnieniu od teoretyków, którzy smarują na swoich blogach przepastne artykuły o tym, jakie to obligacje są fajne, podczas gdy w życiu nie mieli ich nigdy na rachunku, to ja mam w tym temacie niestety doświadczenie praktyczne. Dwa razy bujałem się z upadłością emitenta, obie sprawy trwają już ze dwa lata i żadnego progresu nie widać. W jednym temacie poszło doniesienie do prokuratury bo szwindel w spółce był ewidentny. Sprawa się "toczy" końca nie widać... Kilka razy udało mi się rzutem na taśmę uciec (ze stratą) z papierów spółki, która miesiąc później poszła na dno. Kilka razy udało mi się uniknąć "ubrania" w papiery przyszłego bankruta. Uważam zatem, że wiem co mówię.

Problem z ryzykiem w przypadku obligacji jest taki, że aby je zmniejszyć trzeba mocno zdywersyfikować portfel. Ryzyko straty 100% kapitału na jednym emitencie wymaga trzymania w portfelu kilkunastu papierów - minimum. To z kolei rodzi koszty. Rozdrobniony portfel to wyższe koszty transakcyjne,które pożerają zyski. Kosztem jest także czas bo wypadałoby co dziennie śledzić co się dzieje w kilkunastu spółkach. Nie wystarczy zerkać raz na kwartał czy płacą odsetki. Życie nauczyło mnie, że złe wiadomości przybywają niespodziewanie, krótkimi seriami mocnych strzałów. Wczoraj spółka raportowała, że jest pięknie, dziś publikuje katastrofalny raport, a jutro składa wniosek o upadłość. Czasu na reakcję jest dramatycznie mało.

Bardzo niewiele jest rzetelnych spółek, które wypuściły obligacje do drobnych inwestorów. Należy sobie odpowiedzieć na pytanie - dlaczego spółka puszcza drobnym inwestorom wysoko oprocentowane obligacje? Po pierwsze - prawdopodobnie żaden bank nie chce jej kredytować, a żaden duży inwestor pakietu obligacji też nie chce kupić. Po drugie, drobni inwestorzy są podzieleni i się nie są w stanie zorganizować żeby wpływać na zarząd w razie problemów z wykupem. 

Powiedzmy sobie szczerze, wpis sądowy od wniosku o upadłość kosztuje 1000zł, nawet dla kogoś kto ma niewykupione obligacje za 10 tysięcy, to jest dużo kasy. Rozumiecie już o czym mówię?

A zabezpieczenia? No to wskażcie mi kogoś kto odzyskał pieniądze z zabezpieczenia niewykupionych obligacji. Same koszty sądowe, mogą w przypadku detalisty, który ma dwie czy trzy sztuki skutecznie zniechęcić do czegokolwiek.

Tak więc obligacje korporacyjne nie są żadną alternatywą dla lokat. Stawianie ich obok, nawet w kontekście kiepskiego oprocentowania w bankach, nawet nie ma sensu. To jest po prostu zupełnie inna klasa inwestycji - zdecydowanie nie dla początkujących.
 

Zdjęcie: Flickr, autor: Ken Teegardin, link: www.SeniorLiving.Org, licencja CC BY-SA 2.0

3 komentarze :

Inwestor giełdowy pisze...

To przykre, że tak to wygląda, ale jest dokładnie tak, jak piszesz. Wg mnie w obecnych polskich realiach to jedna z najgorszych możliwych form inwestycji.

Inna sprawa, czy nie dałoby się sensownie inwestować w obligacje za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Tu w teorii masz kogoś, kto mniej lub bardziej profesjonalnie ocenia emitenta. No, i oczywiście masz dużą dywersyfikację, której inwestor indywidualny na tym rynku nie osiągnie. Może tędy droga?

Przegląd Finansowy pisze...

Może tak, ale... mieliśmy przykłady spektakularnych wpadek funduszy, które traciły bardzo mocno po upadłości jakiegoś emitenta.

Grzegorz Deuter pisze...

Ponadto przy korzystaniu z fundusz trzeba się liczyć z opłatą za zarządzanie, co przy kategorii fund. obligacji korp. w Polsce obniża skutecznie poziom oprocentowania do niewiele wyższego od lokat, a poziom ryzyka i tak jest niemały.

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane. Zastrzegam sobie prawo do zablokowania komentarza bez podania przyczyn. Komentarze zawierające linki wyglądające na reklamowe lub pozycjonujące - nie będą publikowane.

Related Posts with Thumbnails