piątek, 29 stycznia 2016

Kasyno zawsze wygrywa - czyli słowo o forex

Przeczytałem niedawno, w krótkim odstępie czasu dwa artykuły na temat rynku forex i problemów, które dotknęły handlujących na nim rok temu gdy umocnił się skokowo kurs franka. polecam lekturę w tej właśnie kolejności (bo drugi wyjaśnia problemy opisane w pierwszym):
A teraz czas na moje przemyślenia. Otóż statystyki wskazują, że spośród grających (tak grających o czym dalej) na forexie zarabia de facto jedynie kilka do kilkunastu procent traderów. Reszta traci pieniądze. Forexowi bliżej do hazardu niż zwykłej giełdzie także ze względu na dźwignię finansową i związane z nią ryzyko poniesienia strat przewyższających wniesiony kapitał.

Kto wygrywa na tym procederze? Kasyno zawsze wygrywa. Zarabiają brokerzy, a w ostatecznym rozrachunku nawet w przypadku krachu jaki dotknął rynek 15 stycznia 2015 roku, wygrywają "dostawcy płynności" czyli organizatorzy całego forexowo hazardowego procederu - wielkie banki z Wall Street i Londyńskiego City. To one ostatecznie zmuszały pozostałych brokerów do spłaty należnych depozytów po krachu 15 stycznia, bo to one były stroną zawieranych z brokerami kontraktów na płynność walutową. tak na prawdę forex to nie sieć międzybankowych transakcji, ale drzewo w którym pieniądze płyną od liści (drobnych inwestorów) do korzenia (wielkich banków organizujących większość światowych przepływów finansowych). Ci wielcy gracze mają niesymetryczny dostęp do informacji (wiedzą więcej i szybciej), grają na milisekundy (są w stanie wyprzedzać zlecenia innych bo to one mają dostęp do danych rynkowych w pierwszej kolejności) i w ostatecznym rozrachunku zawsze wygrywają.

Kasyno zawsze wygrywa, a gra przeciwko kasynu dla nikogo nie skończyła się jeszcze dobrze. można się łudzić, że jest inaczej, ale życie pokazuje, że tak właśnie jest. Polecam lekturę obu artykułów, które podlinkowałem na początku wpisu.

czwartek, 28 stycznia 2016

Coś o FATCA...

Słyszeliście o czymś takim jak FATCA? Otóż ja do niedawna nie słyszałem. Pisze o tym teraz dlatego, że moją uwagę (i złość) zwróciła korespondencja jaką dostałem od banku. Okazuje się, że administracja USA uchwaliła przepisy przeciwko unikaniu opodatkowania przez własnych obywateli. na mocy tych przepisów USA wymusiły na innych krajach, w tym Polsce, przekazywanie swoim służbom podatkowym informacji o kontach bankowych posiadanych za granicą przez obywateli USA. 

Tak się jednak składa, że banki, na które nałożono ustawą obowiązek zebrania od klientów danych FATCA każą wszystkim klientom wypełniać stosowne deklaracje (o ile mi wiadomo dotyczy to na razie posiadaczy środków powyżej 50 tyś USD i obywateli USA).

Co gorsza za złożenie nieprawdziwego oświadczenia ma grozić odpowiedzialność krana za składanie fałszywych zeznań a rząd polski będzie przekazywał dane osobowe "amerykańskich rezydentów podatkowych" do USA. Nie złożenie oświadczenia zaś może skutkować zablokowaniem dostępu do środków na rachunku bankowym.

Co o tym wszystkim myślę? Nie podoba mi się tego rodzaju ingerencja dominującego na świecie supermocarstwa w funkcjonowanie obywateli w innych krajach. Obrazuje to w jaki sposób poprzez dominację gospodarczą USA są w stanie wymusić na świecie rozszerzenie swojej jurysdykcji. 

Tak więc jeżeli nie chcecie stracić dostępu do swoich (zakładam, że dużych)pieniędzy - nie ignorujcie korespondencji z banku dotyczącej FATCA (spluwając przy tym przez lewe ramię i klnąc pod nosem).

środa, 27 stycznia 2016

1000 wpis na blogu

Tak się składa, że dzisiejszy wpis jest tysięcznym (!) wpisem na blogu, co mnie niezmiernie cieszy. Nie sądziłem, kiedy siadałem do tworzenia tego bloga 27 stycznia 2009 roku, że pięć lat później będę go prowadził dalej i rozwijał w takim zakresie jak teraz. Ha! udało mi się wstrzelić z tym wpisem dokładnie w piątą rocznicę!

Czy coś zmieniło się przez te ostatnie pięć lat? Na świecie wiele. Jeżeli chodzi o bloga i moje nastawienie... też. Wydaje mi się, że jako inwestor dojrzałem i znacznie spokojniej i z dystansem podchodzę do rynku i inwestycji. nauczyłem się też, że warto patrzeć bardziej długoterminowo i całościowo na swoje działania i portfel.

Sama koncepcja bloga też ewoluowała. Pomijam zmiany wyglądu, bo to drugorzędna rzecz. Staram się teraz prezentować więcej własnych przemyśleń a mniej syntetyzować informacje z różnych źródeł. Natomiast co do zasady, nadal pozostaje aktualne to, że chciałbym patrzeć na całość rynków czy gospodarki, znajdować jakiś globalny kontekst tych wydarzeń, o czym bardzo często zapomina się w mediach. Staram się także podsuwać Wam warte przeczytania lektury


Koncepcja bloga zmieniała się podobnie jak zmieniały się moje przemyślenia. Zmieniła się tez szata graficzna - aż dziwię się że tak długo wytrzymałem z tamtą czarną, która była na początku. W międzyczasie byliśmy świadkami zmian otaczającej nas rzeczywistości, zmieniały się rynki zmieniał się świat. Nie chcę robić kolejnego wpisu z podsumowaniem poprzednich. Napiszę co chciałbym na tym blogu w tym roku zrobić.

Przede wszystkim chciałbym aby wpisy ukazywały się mniej więcej regularnie. Może nie często, ale za to troszkę treściwsze. Raczej nie zmienię tego, że staram się patrzeć na konteksty trochę bardziej globalnie a nie uganiać się za kolejną ofertą "najlepszej lokaty".

czwartek, 21 stycznia 2016

Czy kolejny kryzys bankowy wybuchnie we Włoszech?

Europa nie ma łatwej sytuacji - powiązana sznurkiem integracja ekonomiczna, która trzeszczy w szwach z powodu rozjazdu krajów "południa" i "północy", kryzys polityczny i kryzys wartości. W tych oto okolicznościach przyrody mieliśmy już kilka odsłon kryzysu greckiego, mieliśmy "haircut" na Cyprze i mamy teraz obcięcie ratingu dla Polski. Ale w gronie państw z potencjalnymi problemami jest więcej kandydatów. Jednym z nich są Włochy.

Sektor bankowy we Włoszech jest w coraz trudniejszej kondycji. Przedwczoraj ECB zapytał sześć największych banków we Włoszech o jakość ich portfeli kredytowych.  Oczywiście oficjalnie nie chodziło o pytanie TYCH KONKRETNYCH banków, ale o REPREZENTATYWNĄ PRÓBKĘ. Takie tłumaczenia nie pomagają jednak kursom akcji włoskich banków, które od początku tego roku lecą w dół.

Wygląda na to, że rynki antycypują poważniejsze kłopoty. Smart money zwykle wie lepiej... Najbardziej spada cena akcji banku Monte dei Paschi, którego akcje spadły już 46% w tym roku. Problem w tym, że 17% kredytów we Włoszech jest zagrożonych, a Monte dei Paschi ma ich aż 22%. Oczywiście zarządzający zapewniają, że jest wszystko w porządku, ale... komisja nadzoru giełdy już zakazała krótkiej sprzedaży akcji aby próbować powstrzymać spadki. Ostatni raz takie interwencje wiedzieliśmy na giełdzie w... Szanghaju...

Należy zwrócić uwagę, że od tego roku obowiązują nowe regulacje, które w przypadku problemów finansowych banku przerzucają część kosztów bail-outu na akcjonariuszy i posiadaczy największych depozytów. Komisja Europejska nie zgodziła się przy tym na proponowane przez rząd włoski mechanizmy utworzenia bad-banku albo rządowego wsparcia sektora bankowego upatrując właśnie w akcjonariuszach i depozytariuszach pierwszej linii do "odstrzału" w przypadku problemów finansowych banków. W sumie może to i dobrze bo Włochy są równie zadłużone jak Grecja i więcej mogłyby nie udźwignąć?

Pytanie tylko czy ewentualne problemy dużego włoskiego banku nie pociągną na dno innych banków włoskich i europejskich. Coś czuję, że będziemy mieli powtórkę z greckiej tragedii...

niedziela, 17 stycznia 2016

Obniżenie ratingu Polski przez Standard&Poors

15 stycznia nie jest szczęśliwą datą dla posiadaczy kredytów walutowych. Dokładnie rok temu 15 stycznia SNB uwolnił kurs franka szwajcarskiego, co poskutkowało skokowym jego umocnieniem się. W piątek, dokładnie rok po tamtym wydarzeniu zaniepokojona perspektywami dewastacji polskiej gospodarki przez nowy rząd, agencja Standard&Poors obniżyła w piątek rating naszego kraju do z A- do BBB+. W reakcji na to ogłoszenie polska waluta osłabiła się. Jakie ten fakt pociągnie za sobą konsekwencje?

Przede wszystkim spodziewam się w poniedziałek dalszego osłabienia waluty na fali paniki, później zapewne przyjdzie uspokojenie. S&P ogłosiła ten komunikat już po zamknięciu giełdy więc na otwarciu GPW może być nerwowo. W średnim terminie pewnie zarówno kurs walutowy, jak i giełda się ustabilizuje, wszak sama zmiana ratingu nie ma istotnego wpływu na gospodarkę realną.

Na co więc ma wpływ rating? Otóż może być tak, że Ministerstwo Finansów będzie musiało płacić wyższe odsetki za sprzedawane obligacje. Może być tez tak, że niektóre fundusze inwestujące w obligacje będą zmniejszać zaangażowanie w nasze papiery i w konsekwencji nasze obligacje na rynkach międzynarodowych potanieją. 

Oczywiście nie tylko ja odniosłem wrażenie,że obniżenie ratingu miało być demonstracją, pogrożeniem palcem politykom aby zbytnio nie podskakiwali lobby bankowemu. Domyślam się jednak, że w dłuższym terminie jeśli nasi rządzący będą dalej tacy pewni siebie i w kontrze do kartelu bankowego to szybko poczują to co tysiące obywateli dawno już poczuły - bankom się nie podskakuje.
-->