wtorek, 9 czerwca 2015

Czy opisywanie na blogu oferty obligacji jest zgodne z prawem?

Zacząłem się ostatnio zastanawiać nad pytaniem postawionym w tytule. Szczególnie, że trafiłem na wpis na blogu prawainwestora.pl który zahaczył o ten temat. rzecz w tym, że jest sobie taki przepis w ustawie o ofercie (USTAWA z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych):

"Art. 99. 1. Kto dokonuje oferty publicznej papierów wartościowych bez wymaganego ustawą:
1) zatwierdzenia prospektu emisyjnego lub jego udostępnienia do publicznej wiadomości albo
2) zatwierdzenia memorandum informacyjnego albo stwierdzenia równoważności informacji w memorandum informacyjnym z informacjami wymaganymi w prospekcie emisyjnym lub udostępnienia memorandum informacyjnego do publicznej wiadomości lub osobom, do których skierowana jest oferta publiczna, albo
3) dokumentu informacyjnego, o którym mowa w art. 38a, lub bez jego złożenia do Komisji lub udostępnienia do publicznej wiadomości lub osobom, do których skierowana jest oferta publiczna
– podlega grzywnie do 10 000 000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 2, albo obu tym karom łącznie.
2. Tej samej karze podlega, kto udostępnia 150 osobom lub większej liczbie osób lub nieoznaczonemu adresatowi, w dowolnej formie i w dowolny sposób, informacje w celu promowania bezpośrednio lub pośrednio nabycia lub objęcia papierów wartościowych albo zachęca, bezpośrednio lub pośrednio, do nabycia lub objęcia tych papierów wartościowych, które nie są i nie będą przedmiotem oferty publicznej w rozumieniu art. 3 ust. 1.
3. Tej samej karze podlega, kto dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 lub 2, działając w imieniu lub interesie osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej.
4. W przypadku mniejszej wagi sprawca czynu określonego w ust. 1–3 podlega grzywnie do 2 500 000 zł."

Jeżeli  rozbierzemy ten przepis na czynniki pierwsze i zobaczymy na jego ustęp drugi to stwierdzimy, że:
  • kto udostępnia 150 osobom lub większej liczbie osób lub nieoznaczonemu adresatowi,
  • w dowolnej formie i w dowolny sposób,
  • informacje w celu promowania bezpośrednio lub pośrednio nabycia lub objęcia papierów wartościowych,
  • które nie są i nie będą przedmiotem oferty publicznej 
  • podlega grzywnie do 10 000 000 zł albo karze pozbawienia wolności do lat 2, albo obu tym karom łącznie,
  • w przypadku mniejszej wagi sprawca czynu (określonego w ust. 1–3) podlega grzywnie do 2500000 zł.
Rzecz w tym, że na niektórych blogach napotkać można od czasu do czasu informacje o nowych ofertach obligacji, które jak rusz wyglądają na oferty niepubliczne. Mamy tam opis oferty (czyli informacje w celu promowania pośrednio nabycia papierów wartościowych), mamy udostępnienie tego na stronie internetowej (czyli nieoznaczonemu adresatowi) i mamy papiery, które nie są przedmiotem oferty publicznej. Moim zdaniem takie coś jak najbardziej podpada pod powyższy przepis. Dlatego też na moim blogu takich rzeczy nie znajdziecie.

Fakt, że nikt jeszcze nikogo nie ścigał z tego paragrafu nie oznacza, że nie będzie. Zastanawiam się czy blogerzy, którzy wrzucają takie materiały na swoje blogi zdają sobie sprawę z ewentualnego ryzyka.  Nie wiem, powinni mieć to na uwadze.





poniedziałek, 8 czerwca 2015

Złodzieje złota

Złoto jest wdzięcznym przedmiotem kradzieży. Ma w sobie tę cechę, że łatwo pozbawić go właściwości, które mogłyby zidentyfikować jego pochodzenie. Wystarczy przetopić sztaby, czy monety i upłynnić jako złom. Ponieważ całkiem spora ilość złota na rynku pochodzi z recyklingu, to złoto świetnie się nadaje na przedmiot złodziejskiego rzemiosła.

Nic więc dziwnego, że skoro trzyma w sobie wartość, a jednocześnie jest anonimowe – żółty metal przyciągał uwagę rabusiów różnego autoramentu. Nie ma się też co dziwić, że jedne z większych skoków dokonywanych przez różnej maści przestępców były właśnie na skarbce bądź transporty złota. Można byłoby wymieniać wiele takich historii, poprzestańmy jednak na trzech.

Był rok 1933, okres wielkiej depresji w Stanach Zjednoczonych. Linie lotnicze Imperial Airways zajmowały się w tym czasie przewozem towarów na cały świat. Jednym z dóbr, które przewożono było także złoto. Nie przejmowano się przy tym specjalnie procedurami bezpieczeństwa. Wartę w nocy pełnił zaledwie jeden pracownik, który klucze do skarbca miał przy sobie. Doskonały cel napadu. 

 

W istocie, 4 marca 1933 roku trzech rabusiów weszło do budynku lotniska. Pracownik linii lotniczych (nie wiem czy uprawnione jest nazywanie go strażnikiem) był wtedy poza budynkiem by przyjąć samolot, który właśnie wylądował. Gdy wrócił, odkrył, ze zrabowano złoto warte według dzisiejszych cen około 19 milionów dolarów. Tak się jednak złożyło, że rabusie zaliczyli wpadkę, sukces policji był jednak połowiczny. Spośród trzech podejrzanych do więzienia trafił jeden - na siedem lat, dwóch pozostałych zwolniono z braku dowodów. Złota nigdy nie odnaleziono.

Inny rabunek miał miejsce w roku 1976. W Libanie trwała właśnie wojna domowa. Grupa złodziei powiązanych z Organizacją Wyzwolenia Palestyny włamała się do filii British bank for the Middle East w Bejrucie. Budynek banku przylegał do budynku kościoła. Rabusie nie zaprzątali sobie głowy żadnymi wymyślnymi metodami, tylko najzwyczajniej w świecie wysadzili w powietrze ścianę łączącą oba budynki. Budynek banku okupowany był przez dwa dni (nie do pomyślenia w normalnej sytuacji, ale zauważmy, że Liban pogrążony by wtedy w chaosie wojny), podczas których sprowadzeni z Korsyki ślusarze/kasiarze otwierali sejf i skrytki depozytowe, a z banku wywożono setki złotych sztabek i kosztowności. 

Wartość łupu według dzisiejszych cen wynosiła około trzystu milionów dolarów. Korsykańczycy otrzymali podobno jedną trzecią, a OWP pozostałą część łupu wywiozło do Szwajcarii. Co ciekawe OWP sprzedawało potem łupy… prawowitym właścicielom, za jedną trzecią wartości. Chętnych nie brakowało, bo lepiej było zapłacić niż przyznać się do posiadania nielegalnie zgromadzonych fortun.

Kolejny rabunek miał miejsce w 1983 roku. Sześciu rabusiów wdarło się do skarbca firmy Brinks Mat na londyńskim lotnisku Heathrow. Sterroryzowali strażników i zabrali im klucze do pomieszczenia, w którym składowane było złoto przygotowane do wysłania. Choć rabusie spodziewali się, że zrabują tylko trzy miliony funtów w gotówce, natknęli się na palety ze złotem warte 40 milionów dolarów. Próbując upłynnić wywieziony łup, złodzieje postanowili go przetopić. Duże ilości gotówki pochodzącej ze sprzedaży złota, zwróciły uwagę Scotland Yardu. Wkrótce grupa zamieszanych w upłynnianie skradzionego złota, znalazła się pod obserwacją. Mimo to, aż kilka lat trwało wyłapywanie poszczególnych osób. Policja nie mogła zebrać wystarczających dowodów, że pieniądze, którymi posługiwali się przestępcy pochodzą ze sprzedaży skradzionego złota.



Większości z 3,5 tony złota skradzionego w skarbcu Brinks Mat nie udało się odzyskać. Co ciekawe, miesiąc po napadzie przy okazji innej sprawy policja natrafiła na dziesięć sztabek posiadających identyczne oznaczenia i numery seryjne, jak te skradzione z lotniska Heathrow. Po bliższym zbadaniu okazało się jednak, że są to… wolframowe falsyfikaty jedynie platerowane złotem. Coś w tym jest, złoto lubi tajemnice i zagadki…

W 2008 roku prasa doniosła o znalezieniu przy okazji innego śledztwa skrytki ze złotem, które mogło pochodzić z tej kradzieży...

Cykl artykułów „Złote ciekawostki i tajemnice”  publikowany jest we współpracy z blogiem rynekzlota24.pl, który porusza szereg tematów związanych z inwestowaniem w złoto, inwestycjami alternatywnymi i rynkiem metali szlachetnych. Blog zawiera najnowsze informacje rynkowe, ciekawostki, poradniki i analizy. 

Artykuł publikowany w ramach współpracy odpłatnej.

środa, 3 czerwca 2015

Lokaty bankowe - czerwiec 2015

Wraz z początkiem nowego miesiąca tradycyjnie przeglądamy oferty banków na czerwiec.

Na pierwszy ogień weźmy lokaty promocyjne:
  • Na jeden miesiąc BIZ bank (alias FM Bank) proponuje 4% na Smart Lokacie na powitanie, zaś  Bank Ochrony Środowiska proponuje 3% na "Ekolokoacie bez kantów", jedynym warunkiem jest posiadanie konta w tym banku.
  • Na dwa miesiące mamy w Deutsche Banku ofertę dbLok@tę która daje 5% jeżeli założymy ją razem z kontem osobistym dbNET, BIZ bank (alias FM Bank) proponuje 4% na Smart Lokacie na powitanie, poza tym mamy oferty Aliora i Meritum Banku  na 4% dla nowych klientów, którzy założą konto. Niestety konta w obu bankach nie są darmowe, jeżeli nie przelewamy tam wynagrodzenia w odpowiedniej wysokości, a nawet wtedy każą płacić za kartę.
  • Na trzy miesiące zarówno Eurobank (Lokata procentująca), Idea Bank (Lokata Happy), jak i mBank (4% na wejście) proponują w promocji 4% na swoich lokatach dla nowych klientów. mBank dodatkowo wymaga założenia konta.
  • Na cztery miesiące i na sześć miesięcy BIZ Bank proponuje 2,9% na "Lokacie BIZ PRO" - warunek to posiadanie konta.
  • Na sześć i na dziewięć miesięcy mamy "Lokatę Power" na 2,9% od Idea Banku tylko dla nowych środków.
Na dłużej wg. mnie pieniędzy na lokacie nie ma sensu ładować więc poszukiwania w tym miejscu
sobie odpuszczam.

Mając większą kwotę (ponad sto tysięcy złotych) możemy zainteresować się lokatami na 3,5%:
  • w Noble Banku ( Lokata na otwarcie II) na dwa miesiące,
  • w Lions Banku na trzy miesiące (konieczne pofatygowania się osobiście, online jest tylko 3,25%).

"Bez haczyków"jest dużo mniej ciekawie i powiedziałbym - podobnie jak w ubiegłym miesiącu:
  • na jeden miesiąc Idea Bank daje 2,1%,
  • na dwa miesiące BIZ Bank daje 2,3%,
  • na trzy lub na cztery miesiące także BIZ Bank daje 2,8%,
  • na sześć miesięcy Idea Bank daje 2,85%,
  • zaś na dziewięć miesięcy także Idea Bank proponuje 2,7%.

Zaznaczam, że powyższy przegląd lokat jest nieco subiektywny. Po prostu wybieram te oferty, które wydają mi się sensowne. jeżeli jakaś promocja jest zbyt skomplikowana, czy zawikłana, to zapewne jej tutaj nie znajdziecie.


wtorek, 2 czerwca 2015

Wpisy sprzed lat - czerwiec: Chiny, złoto, waluty i druk pieniądza, a w międzyczasie o oszczędzaniu i inwestowaniu w siebie

Jak co miesiąc, zaczynamy od retrospekcji. Niektórzy powiedzą zapewne, że należy patrzeć w przyszłość, a nie za siebie, niemniej jednak uważam, że wartościowe wpisy powinno się przypominać.

W czerwcu 2009 pisałem o ówczesnych planach sprzedaży złota MFW i powołaniu Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Temat jest o tyle aktualny, że pisałem o tych dwóch wydarzeniach w kontekście Chin, które od tego czasu dosyć konsekwentnie budują międzynarodową pozycję swojej waluty. Niewykluczone, że w październiku w ramach długo oczekiwanej dyskusji nad reformą koszyka SDR, Międzynarodowy Fundusz Walutowy postanowi o włączeniu do tego koszyka Juana. Nie można też wykluczyć, że w międzyczasie Chiny ogłoszą, że w ciągu ostatnich pięciu lat znów zwiększyły swoje rezerwy złota...

Czerwiec 2011 to artykuł na temat własnego programu systematycznego oszczędzania. Temat wiecznie aktualny, bo jak się okazuje bardzo niewielu polaków oszczędza. Każdy mówi, że nie ma z czego, tymczasem wystarczy odrobina determinacji, samozaparcia i konsekwencji - przede wszystkim konsekwencji. Na prawdę można odłożyć niemałe sumy.

Rok 2013 - piszę o inwestowaniu w siebie. Tak, zwrot z zainwestowania w kurs, szkolenie czy książkę może nie jest wymierny i nie łatwo obliczyć stopę zwrotu do zainwestowanego kapitału, ale mamy pewność, że wiedza pozyskana na pewno nie zostanie nam zabrana przez nikogo.

Na koniec przypomnienie z roku 2014 - Jak NBP produkuje pieniądze. Mało kto wie co w praktyce oznacza "dodrukować pieniądze". Jakie to z kolei ma skutki przeczytacie tu.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Kant na niemieckim złocie

Niemiecki Bank Federalny (Deutsche Bundesbank) posiada drugie co do wielkości (oficjalnie) rezerwy złota na świecie, liczące łącznie 3384 tony. Problem polega na tym, że są to rezerwy złota państwa, które po drugiej wojnie światowej było okupowane przez aliantów i było jednocześnie państwem frontowym Zimnej Wojny. Co za tym idzie wyperswadowano Niemcom, że najbezpieczniej będzie im przechowywać złoto w skarbcach zaprzyjaźnionych państw takich jak Francja, Wielka Brytania i USA. Skończyło się więc na tym, że ponad 60% całości rezerw złota Bundesbanku znajduje się właśnie w tych trzech krajach.

 
fot: Matthew G. Bisanz źródło: Wikipedia

W styczniu 2013 roku Niemcy postanowili, że upomną się o swoje złoto i sprowadzą jego część do kraju. Okazało się, że z miernym skutkiem. Od tego czasu udało się im przywieźć do Niemiec zaledwie 157 ton z czego 67 z Paryża i 90 z Nowego Jorku. Niewiele. Cały plan repatriacji złota do kraju ma trwać do 2020roku. Tak wydłużony termin rzuca cień na zapewnienia o tym, że wszystko jest w porządku i złoto jest na miejscu bezpieczne w skarbcach. Przecież gdyby było to nie byłoby problemem załadować je na statek i przewieźć, nawet w sporej ilości. Skoro nawet Wenezuela w 2012 roku odzyskała ponad 100 ton złota z USA, a Holandia przywiozła w 2014 roku 122 tony złota z Nowego Jorku, to pytanie co z tym niemieckim złotem jest nie tak, pozostaje otwarte.

Jedna z hipotez mówi, że USA i Wielka Brytania nie chcą wzmacniać siły Niemiec w Europie i będą wykorzystywały ich złoto jako zakładnika. Nie mniej wiarygodne są pogłoski, że większości niemieckiego złota najzwyczajniej w świecie nie ma, ponieważ zostało wypożyczone na procent bankom komercyjnym i ma „pewne trudności” z powrotem. Teoria o tym, że Bank of England i FED kręcą jakieś niejasne interesy znajduje swoje oparcie w dokumentach, którym czasem udaje się ujrzeć światło dzienne.

Otóż w archiwach Banku Anglii można znaleźć notatkę z 31 maja 1968 roku, zatytułowaną "Gold and foreign exchange office file: Federal Reserve Bank Of New York (FRBNY) miscellaneous”. Powstała ona jeszcze przed zawieszeniem zagranicznej wymienialności dolara na złoto w latach siedemdziesiątych. Treść notatki wskazuje, że złoto należące do Bundesbanku, a pochodzące z USA i certyfikowane przez Amerykanów, było tak kiepskiej jakości, że zwróciło to uwagę firm zajmujących się przetopem złota, do których trafiły felerne sztaby. Okazało się, że 172 sztaby były zanieczyszczone domieszkami, co powodowało, że nie powinny były zostać zaliczone do standardu „good delivery”. Okazuje się także, że Bank of England wielokrotnie stwierdzał, że sztaby certyfikowane przez Amerykanów jako „good delivery” nie były odpowiedniej jakości (co przekładało się na niższą ilość kruszcu w sztabach). Sztaby zaś należały do… Bundesbanku.

fot: Beyond My Ken, źródło Wikipedia, CC BY-SA 4.0

Treść notatki wskazuje, że Federal Reserve Bank Of New York obiecał rozliczyć się z Niemcami w gotówce, ale obie strony tj. Bank of England i FRBNY umówiły się, żeby nic oficjalnie Niemcom nie mówić w tej sprawie.

Czy Niemcy ostatecznie dowiedziały się ile z pośród sztab, które formalnie posiadają jest gorszej jakości, tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że coś powoduje, że odmówiono im możliwości fizycznego przeaudytowania sztab, które choć składowane w Nowym Jorku, nadal formalnie do nich należą. Czyżby dlatego, że jakość tego złota jest poniżej standardów i aby Amerykanie mogli (bez skandalu) wydać je „na świat” muszą te setki ton złota przetopić i uzupełnić braki? O tym głośno się nie mówi… złoto wszak lubi tajemnice. 

Cykl artykułów „Złote ciekawostki i tajemnice”  publikowany jest we współpracy z blogiem rynekzlota24.pl, który porusza szereg tematów związanych z inwestowaniem w złoto, inwestycjami alternatywnymi i rynkiem metali szlachetnych. Blog zawiera najnowsze informacje rynkowe, ciekawostki, poradniki i analizy. 

Artykuł publikowany w ramach współpracy odpłatnej.

-->