poniedziałek, 30 czerwca 2014

Inwestycje kontrariańskie i książka pt. "Cykle giełdowe" J. Bernsteina - recenzja książki

Popełniłem jakieś parę lat temu wpis na temat "inwestowania kontrariańskiego". Pomyślałem sobie, że dobrze byłoby temat trochę odświeżyć i rozwinąć. Tym bardziej, że jestem świeżo po lekturze książki pt. "Cykle giełdowe" J. Bernsteina. Pozycja trochę może już leciwa, ale wciąż, w swoich głównych tezach nadal aktualna.


Jaka jest zatem ta główna teza? Otóż Bernstein twierdzi, że większość inwestorów jest zazwyczaj w błędzie. Kumulacją tego błędu kiedy zdecydowana większość inwestorów się myli jest moment górki lub dołka, a sam rynek pomiędzy tymi momentami "przegięcia" porusza się w cyklach. Rynki poruszają się w trendach które zmieniają się wbrew opinii większości. Według autora książki należy zatem przyjąć strategię aby podążać za trendem do momentu kiedy większość opinii o danym walorze będzie skrajnie optymistyczna lub skrajnie pesymistyczna. Wtedy należny przyjąć strategię kontrariańską.

Są to strategie inwestycyjne, które mówią, że należy grać wbrew panującej ogólnej opinii inwestorów. Kiedy wszyscy mówią, że należy kupować bo ceny będą nadal rosły, to jest to sygnał, ze możemy być w szczycie bańki zakupowej - wtedy my sprzedajemy. Kiedy zaś wszyscy mówią, że już będzie tylko spadać w otchłań, oznacza to, że ogół inwestorów ma tendencję do ignorowania pozytywnych informacji, wtedy można zacząć kupować. Teoria ta opiera się na założeniu, że większość nie zawsze ma rację, a tłum ma skłonność do przesady i zachowań stadnych. Kiedy obserwujemy takie zachowania stadne, to oznacza że jesteśmy w bańce albo u końca bessy i należy zastanowić się czy trend się właśnie po cichu nie odwraca.

Rynki finansowe poruszane są nie tylko przez fundamentalne informacje, ale przede wszystkim przez psychologię zachowań inwestycyjnych. Inwestorem targają zazwyczaj dwie zwalczające się namiętności: chciwość i strach. To one odpowiadają za niekonsekwencję, błędy, zbyt wczesne lub zbyt późne zajmowanie pozycji na rynku. To one też przyczyniają się do stadnych zachowań i ignorowania pewnych, napływających z rynku, informacji.

Sytuacje kiedy wszyscy mówią, że rynek jest w hossie lub bessie można zauważyć obserwując media. Kiedy takie, które dotychczas nigdy nie podejmowały tematyki rynków finansowych, zaczynają o tym mówić i pisać, znaczy, że coś jest na rzeczy.

Inwestowanie kontrariańskie może mieć też swój aspekt w doborze spółek do inwestycji. Kiedy wszyscy zachwalają jakiś sektor czy jakąś kompanię to można się zacząć zastanawiać czy towar nie jest "grzany". Może jakiś duży inwestor planuje wyjść ze swojego pakietu i potrzebuje upłynnić go na rynku po dobrej cenie?

Oczywiście paradygmat bycia "wbrew rynkowi" nie może być traktowany zbyt ortodoksyjnie. Nie chodzi o grę przeciw trendowi cenowemu, ale o zajmowanie pozycji wbrew opinii większości - w kluczowych punktach przegięcia. Należy wypatrywać sygnałów i rynkowych emocji, które mogą wskazywać, że dzieje się coś co może spowodować jego odwrócenie, a do podejmowania decyzji nalezy też użyć innych narzędzi np. analizy technicznej.

Więcej można poczytać tutaj.

Na koniec dwa słowa o samej książce. Przeczytałem ją dosyć szybko, a to ze względu na sporą ilość wykresów w treści. Gdyby ją wycisnąć z esencji to zostałoby jej może na kilkanaście stron. Momentami miałem wrażenie, że autor się powtarza. Często też miałem wrażenie, że jest zbyt mało konkretny. Podaje wiele przykładów użycia cykli do prognozowania momentów wejścia i wyjścia z rynku, ale zbyt mało konkretów a zbyt wiele intuicji w jego aparacie narzędziowym. Nie tłumaczy bowiem dlaczego należy dobierać takie a nie inne np.wskaźniki czy średnie, a odwołuje się do tego aby stosować je konsekwentnie. Konsekwencja owszem jest dobra, ale trzeba mieć pewne podstawy do dokonywania wyboru narzędzi. Wyjaśnienia tych podstaw mi w tej książce zabrakło.

Podsumowując, pozycja warta przeskanowania dla wyłowienia kluczowych tez, ale jeśli ktoś oczekuje konkretnych narzędzi to się zawiedzie.


Tytuł:"Cykle giełdowe"
Autor:Jake Bernstein
Rok wydania: 1996
Wydawca:WIG PRESS
ISBN:8390329689

środa, 25 czerwca 2014

A ten kawałek z taśm warto przeczytać, bo to kawałek intelektualnej rozmowy!

Nie uwierzycie, na taśmach wprost jest kawałek intelektualnej rozmowy. Nikt się tym nie ekscytuje (bo nie klną), a okazuje się że jest tam trochę interesujących przemyśleń. Pozwolę sobie zacytować portal racjonalista.pl, który wyłowił ten fragment:
"Media głównego nurtu koncentrują się na wyrwanych z kontekstu najbardziej wybuchowych sformułowaniach z rozmów podsłuchanych polityków. Na menu i rachunku oraz wulgaryzmach. Moim zdaniem jednym z najciekawszych fragmentów aferalnych nagrań jest druga godzina rozmowy Belki, Sienkiewicza i Cytryckiego (szef gabinetu Belki). Panowie toczą tam dyskusje o Bliskim Wschodzie, historii, problemach państw muzułmańskich, trendach cywilizacyjnych. (...) W tych nieprzytaczanych przez głównonurtowe media fragmentach dyskutanci pokazują wysoką kulturę intelektualną, choć w żadnym razie nie chodzi tutaj o jednoznacznie pozytywny stosunek do ich wywodów. Są to wszelako wywody stymulujące intelektualnie, w przeciwieństwie do sieczki, która dominuje w mediach."
Polecam lekturę.

wtorek, 24 czerwca 2014

Bundesbank rezygnuje z repatriacji zlota z USA?

Jakiś czas temu poruszenie wywołała wiadomość, że niemiecki bank centralny zaczął domagać się od amerykanów wydania części rezerw złota przechowywanych w skarbcu w Nowym Jorku. Później ta ekscytacja przeszła w zażenowanie kiedy okazało się do Niemiec wróciło zaledwie kilka ton złota i nie z USA ale z Paryża, a w sumie cały proces repatriacji ma trwać kilka lat. Argumenty podawane na uzasadnienie tego, ze nie da się tego złota po prostu wydać ze skarbca były najprzedziwniejsze i co najważniejsze bardzo naiwne. Teraz okazuje się, że Bundesbank jednak zupełnie podda się i zrezygnuje z wycofania swojego złota ze skarbców w USA. Oficjalnie dlatego, że "jest mu tam dobrze", nieoficjalnie? Może po prostu nie chce ujawnić pewnych faktów np. dotyczących niskiej jakości, ilości lub czystości przechowywanego w Nowym Jorku złota? Ciekawy artykuł o tym na zerohedge (jeszcze sprzed ostatniego newsa). Coś jest na rzeczy skoro takie tańce odprawia się nad pozornie prostą operacją typu "wyjąć ze skarbca, zapakować i wysłać".

piątek, 20 czerwca 2014

Baltic Dry Index

Chciałbym napisać dziś kilka słów o pewnym wskaźniku, który warto od czasu do czasu obserwować aby wyrobić sobie obraz globalnej sytuacji gospodarczej. Tym wskaźnikiem jest tzw. Baltic Dry Index. Co to takiego?

Jest to wskaźnik wymiarowany w USD, który publikowany jest codziennie przez londyńską Baltic-Exchange - coś w rodzaju giełdy czy izby przemysłowej zrzeszającej przewoźników morskich z całego świata. Indeks Baltic Dry (BDI) wyznacza syntetyczny koszt transportu morskiego materiałów i towarów. Oblicza się go uwzględniając ceny przewozów różnymi rodzajami statków na 23 trasach.

Wskaźnik ten jest interesujący z tego powodu, że cena przewozu morskiego w dobry sposób odzwierciedla koniunkturę w światowej gospodarce. Kiedy gospodarka się kręci w szybkim tempie pojawia się zapotrzebowanie na międzynarodowe przewozy morskie, więcej towarów jest transportowanych, więc wzrasta cena transportu. Wskaźnik BDI wtedy rośnie. Kiedy zaś koniunktura jest słaba i przewozy są niskie, statki stoją w portach a ceny przewozów spadają, wtedy BDI także jest niskie.

Najwyższy poziom w historii wskaźnik BDI osiągnął 20 maja 2008 roku - niedługo przed światowym kolapsem, pół roku później spadł o 94% najniżej od 1986 roku. 

Aktualnie wskaźnik ten jest cały czas w "dolnej strefie stanów niskich" w okolicach poziomów z 2009 roku, co dobitnie pokazuje, że kryzys gospodarczy jeszcze się nie skończył i powrót do tego co było w 2008 roku jeszcze nie nastąpił.


Więcej informacji w Wikipedii (niestety angielskiej).

wtorek, 17 czerwca 2014

Jak NBP produkuje pieniądze?

Na fali histerii związanej z aferą taśmową i rozmową prezesa NBP z ministrem Sienkiewiczem, warto może byłoby przypomnieć sobie na czym polega emisja pieniądza czy też popularnie zwany druk pieniądza. Otóż wbrew pozorom fizyczne drukowanie banknotów jest jednym z drobnych fragmentów końcówki tego procesu. po pierwsze wyjaśnijmy sobie pewne fakty - skąd się bierze pieniądz? 

W dużym skrócie.
 
Zgodnie z przepisami NBP ma wyłączne prawo emisji pieniądza, który jest prawnym środkiem płatniczym. Jak NBP to robi? tak samo jak każdy bank centralny, kreuje najpierw pewne zapisy na rachunkach księgowych. Zapisuje więc w pozycji "Winien" i w pozycji "Ma" w bilansie jakąś sumę pieniędzy, które w wyniku tego magicznego aktu kreacji pojawiają się z niczego. Teraz, za tak wykreowane środki NBP może:
  • wypłacić odsetki bankom komercyjnym trzymającym wkłady na rachunkach w NBP,
  • dokonać tzw. operacji otwartego rynku np. kupując jakieś aktywa (instrumenty finansowe, waluty, obligacje, aktywa materialne),
  • pożyczyć pieniądze jakimś bankom komercyjnym na procent pod zastaw jakiś aktywów (np. obligacji).
W wyniku każdej z tych operacji pieniądz trafia do obiegu w formie zapisów na rachunkach bankowych.

Element gotówkowy pojawia się dopiero wtedy kiedy bank komercyjny wypłaca gotówkę z bankomatów i kas do swoich klientów. Otóż wtedy zamawia w NBP jakąś kwotę gotówki w zamian za pieniądze posiadane na rachunku w NBP. Tutaj nie mamy już kreacji pieniądza, jest to jedynie akt zamiany zapisów księgowych na banknoty.

Tak więc kochani, bez histerii, NBP (i każdy inny współcześnie bank centralny) produkuje pieniądze znacznie szybciej niż drukuje banknoty ;)

-->