środa, 24 września 2014

Wrześniowe wpisy sprzed lat - o złocie, kredytach studenckich, wymianie zagranicznych banknotów, obligacjach...

Postanowiłem podobnie jak miesiąc temu przypomnieć czytelnikom o starcy wpisach, które wiszą na blogu od paru lat. Spróbuje raz w miesiącu w ramach tego cyklu przypominać wartościowe wpisy powstałe w danym miesiącu od 2009 roku. Zaczynamy:
Uff... nazbierało się tego.  Mam nadzieję, że czytelników, którzy nie znają starszych wpisów, zainteresują te wspomniane wyżej.

piątek, 19 września 2014

Nowa lokata na 3,8% w Meritum

Meritum bank wyskoczył z ofertą nowej lokaty bardzo korzystnie oprocentowanej na 3,8% na 2 miesiące. Niestety oprocentowanie promocyjne dotyczy tylko tak zwanych "nowych środków" a dokładniej - kwoty stanowiącej nadwyżkę ponad saldo posiadane w Meritum na dzień 15 września. Lokatę można założyć online i wydaje mi się, że jest to ciekawa propozycja jak ktoś ma środki, które może na dwa miesiące zaparkować. Szczegóły tutaj.

Ale teraz uwaga - wszyscy, którym przez myśl przeszło, żeby środki z innego banku przelewać na lokatę w Meritum tylko dla tych wyższych odsetek niech wezmą głęboki wdech, usiądą i policzą.

Załóżmy, że w innym banku mamy na koncie oszczędnościowym 3% (jest to założenie PESYMISTYCZNE bo np. Bank Smart daje na koncie oszczędnościowym 4%!!!). Przymijmy tak dla uproszczenia obliczeń.

Załóżmy, że mamy 10.000zł (dziesięć tysięcy).

Na koncie oszczędnościowym dostaniemy po dwóch miesiącach w przybliżeniu (pomijam kapitalizację odsetek) 3%*10.000*2/12=50zł brutto, czyli 40,50zł netto

Na lokacie w meritum dostaniemy za te same dwa miesiące 3,8%*10.000*2/12=63,33zł brutto tj. 51,29zł netto.

Różnica wychodzi 10,79zł na rzecz lokaty. Oszałamiające, nieprawdaż? Czy warto się fatygować, niech każdy odpowie sobie sam.

środa, 17 września 2014

Szkockie referendum niepodległościowe - co na to rynki?

Jutro odbędzie się referendum niepodległościowe w Szkocji. Ostatnie tygodnie to nerwowy okres dla
wszystkich, których temat może dotyczyć bo nagle okazało się, że zwolennicy niepodległości mają szansę wygrać. Sondaże dają praktycznie równy podział głosów z niewielką przewaga na secesję.

Zastanawiam się jak na wynik referendum zareagują rynki finansowe. Sądzę, że wygrana zwolenników niepodległości odbije się negatywnym echem dla rynków finansowych. Nawet nie ze względu na niechęć do niepodległości Szkocji, ale ze względu na niepewność, którą taka decyzja wygeneruje. W naszym poukładanym świecie, nagle z dnia na dzień pojawi się szereg problemów, które nie wiadomo jak będzie można rozwiązać.

Rynki nie lubią niepewności, niestety mało kto dziś jest w stanie podać jednoznaczną odpowiedź jak miałby wyglądać proces odłączania się Szkocji od Wielkiej Brytanii. Pamiętajmy,że organizmy te są ze sobą zrośnięte od ponad trzystu lat. Jak miałby wyglądać podział majątku? Co z prawem pobytu i obywatelstwem dla dotychczasowych poddanych królowej? Co z imigrantami? Co z walutą? Co z armią? Członkostwo w NATO i UE - nie wiadomo. Dopłaty bezpośrednie z UE dla szkockich farmerów? Znikną? System bankowy? Nie wiadomo. System emerytalny? Nie wiadomo.

Royal Bank of Scotland (sic!) zapowiedział, że przeniesie swoją siedzibę do Londynu jeżeli wygra w referendum opcja niepodległościowa. Podobnie zapowiedziały Lloyds Banking Group i Clydesdale Bank. Nie wiadomo ile jeszcze przedsiębiorstw wybierze ewakuację z obszaru niepewności na znane wody brytyjskiego prawodawstwa. Obawiam się, że wielu. Co wtedy zrobią Szkoci? Znacjonalizują? 

Generalnie ilość pytań bez odpowiedzi jest niepokojąca. Sądzę, że rezultat secesji Szkocji może być znaczącą turbulencją dla funta i sektora finansowego. Wszyscy będą sobie zadawali pytanie "co teraz?" i będą powstrzymywali się od spekulacji w obawie przed nieznanym. Obawiam się, że takie wstrzymanie oddechu może spowodować, że z pompowanych baniek spekulacyjnych zejdzie trochę powietrza. Czy wywoła to lawinę? Jest takie ryzyko. 

Zostaje nam obserwować sytuację i trzymać rękę na pulsie.

piątek, 12 września 2014

Dlaczego nie korzystam z bankowości mobilnej?

Banki robią bardzo wiele aby zachęcić nas do korzystania z usług bankowych poprzez urządzenia mobilne. Sądzę, że interes w tym mają taki, że im więcej będziemy korzystać tym więcej na nas zarobią. Nie w tym jednak tkwi problem, ale w bezpieczeństwie takich transakcji. Mam co do tego poważne zastrzeżenia. 

Siedzę w temacie komputerów od ponad dwudziestu lat. Śmiem twierdzić, że znam się na rzeczy i jestem w stanie zrozumieć co dzieje się w trzewiach systemu operacyjnego w moim pececie. Niestety, w temacie urządzeń mobilnych i systemu Android jestem imbecylem i nie podejmuję się twierdzić o czymkolwiek w kwestiach bezpieczeństwa. Problem nie leży nawet w ignorancji, co w technicznym braku możliwości zweryfikowania, co oprogramowanie w moim telefonie robi, a także skali wiedzy, którą trzeba posiąść aby móc to zrobić. Aplikacjom na komórkę mogę wierzyć, albo nie. Mam nawet zainstalowanego antywirusa, ale prawda jest taka, że nie jestem de facto w stanie stwierdzić, co dzieje się w trzewiach mojego telefonu. Na takiej platformie (do której, nie oszukujmy się nie mam zaufania)nie ośmielę się zalogować do banku. 

Kolejna sprawa - SMSy z hasłami jednorazowymi. Obecnie systemy bankowe są tak skonfigurowane, że autoryzują transakcje za pomocą haseł jednorazowych wysyłanych przez SMS na podany numer telefonu. Telefon staje się więc tokenem do autoryzacji transakcji. Konieczne jest fizyczne posiadanie go i odczytanie na nim hasła z SMS. Jeżeli jednak na tym samym telefonie loguję się do bankowości mobilnej to istnieje ryzyko,że moje hasło statyczne zostanie przechwycone przez jakieś złośliwe oprogramowanie zainstalowane w telefonie. Jeśli teraz na ten sam telefon przyjdzie SMS autoryzacyjny to dla hackera otwiera się morze możliwości. Pojawia się tez pytanie - a co jeśli ktoś mi ten telefon ukradnie? Nie wiem jakie zabezpieczenia są wykorzystane i czy są one wystarczające, ale wg. mnie istnieje znacząco większe ryzyko włamania na konto kiedy na telefonie jest aplikacja mobilna niż kiedy jej nie ma.

Brakuje mi tez możliwości ustawienia w banku oddzielnego limitu transakcji dokonywanych przez kanał mobilny. Powitałbym to z rozkoszą.

wtorek, 9 września 2014

Skrytki bankowe w Polsce

Jeżeli interesowałyby cię informacje o inwestowaniu w złoto polecam mój wpis pt. "Małe kompendium inwestowania w fizyczne złoto".

Skrytka bankowa jest dobrem przydatnym, ale rzadkim. Przekonałem się o tym niedawno, jak bardzo rzadkim. Ale idźmy po kolei.

Co to jest skrytka bankowa?

Skrytka bankowa, nazywana czasem skrytką depozytową (ang. safe deposit box) jest to rodzaj sejfu indywidualnego, zabudowanego w wydzielonym pomieszczeniu skarbcowym w banku lub firmie zajmującej się działalnością skarbcową. Skrytkę można wynająć, najemca otrzymuje klucz, drugi klucz posiada bank (lub operator). Można ją otworzyć tylko używając du kluczy na raz. Wymiary skrytek są różne w zależności od skarbca, w którym się znajdują. Najmniejsze mają wymiary kartki A4 i wysokość kilku centymetrów.

Do czego jest przydatna skrytka bankowa?

Wydaje się to oczywiste - chodzi przecież o przechowywanie rzeczy wartościowych. Co jest wartościowe dla kogo, to kwestia indywidualna. Warto wspomnieć, że w skrytce przechowywać można dokumenty, nośniki danych, kosztowności, złoto (o którym piszę tu często na blogu). Zasada jest prosta - pewnych rzeczy nie przechowujemy w domu (bo jak się spali to byłby kłopot), albo wszystkich wartościowych rzeczy nie przechowujemy w jednym miejscu.

Dlaczego skrytki depozytowe stają się coraz trudniej dostępne?

Wydaje mi się, że są dwie główne przyczyny. Po pierwsze, banki dążąc do maksymalizacji zysków porzucają sektory tradycyjnie uznawane za bankowe, takie jak operacje gotówkowe, przechowywanie depozytów i właśnie skrytki, na rzecz wirtualizacji i sprzedaży "produktów inwestycyjnych" opartych na różnorakich finansowych sztuczkach. To pozwala im zarabiać większe pieniądze niż trzymanie sejfu wmurowanego w kloc betonu. Trend ten zaobserwować można w całej Europie.  

Drugi trend to taki, że wbrew bankom, które wycofują się z biznesu skrytkowego, jest coraz więcej ludzi (moja prywatna opinia), którzy chcieliby przechować swoje "kosztowności" w bezpiecznym miejscu. te dwa trendy powodują, że rynku skrytek nie ma, a ceny u nas są wyższe niż np. w USA.

Moje perypetie ze skrytką

Miałem niedawno taką historię, która pozwoliła mi doświadczyć jak rzadkim dobrem jest skrytka bankowa. Otóż bank, w którym wynajmowałem skrytkę postanowił wdrożyć nową tabelę prowizji i opłat podnosząc cenę najmu o trzysta procent. Stwierdzili, że pewnie mogą sobie na to pozwolić bo rynek jest tak zabetonowany, że klienci nie będą mieli dokąd uciec.  Obdzwoniłem w związku z tym wszystkie banki w promieniu 20 kilometrów i okazało się, że większość dużych banków albo się z biznesu wycofała, albo ma wszystkie skrytki wynajęte od lat, na lata na przód. A mówimy o dużym mieście, jednym z czterech największych w Polsce. Przykładowo w PKO wynajmuje skrytki tylko w jednej lokalizacji i nie ma żadnej wolnej, ING ma skrytki 100km dalej w innym mieście, podobnie Getin, BGŻ się z biznesu wycofał, BNP Paribas nowych umów nie zawiera, a PEKAO ma skrytki w  czterech oddziałach, w którym w JEDNYM znalazłem JEDNĄ wolną, bo przypadkiem zwolniła się tydzień temu.
Jest potencjał na rynku?



-->