wtorek, 28 lipca 2015

Indie inwestują w złoto (artykuł gościnny)

Dla dziennikarza New York Timesa najlepszym przykładem marnotrawstwa zasobów w Indiach jest sytuacja ze świątyni bogini Mahalakshmi. Każdego dnia ludzie przynoszą jej podarunki – złoto, klejnoty. Masa kruszcu, która leży potem zamknięta w sejfie i nie przynosi pożytku nikomu, poza ofiarodawcami. O ile rzeczywiście w nią wierzą.
Indie to kraj, w którym złota jest pod dostatkiem. A premier Narendra Modi ma zamiar wykorzystać je dla rozwoju gospodarczego.

 


Złoto bezużyteczne?

Indie posiadają jedne z największych  zasobów złota na świecie. Każdego roku Hindusi sprowadzają z zagranicy kolejne tony kruszcu. Niemniej większość z przeznaczeniem na ozdoby, biżuterię i cele religijne. Indyjski premier, Narendra Modi, ma dość tej sytuacji.
A przecież złoto to konkretne pieniądze, które mogłyby zostać wykorzystane na poprawę sytuacji gospodarczej tej największej na świecie demokracji. Modi stawia więc sprawę jasno: zamiast marnować złoto na ozdoby, zaprzęgnijmy je do pracy. W ten sposób szybciej dościgniemy Chiny i podniesiemy poziom życia ludzi – zdaje się przekonywać premier.
Modi ma na myśli około 20 tysięcy ton złota, z których aż 2,5 tys. znajduje się w rękach zarządzających świątyniami. Kruszec, o którym mowa, wart jest ponad 700 mld dolarów. Tyle, ile połowa rocznego produktu krajowego brutto Indii. Łatwo sobie wyobrazić, jaki skok rozwojowy czeka kraj, jeśli uda się wykorzystać choćby część z tego majątku.

Uwaga: deficyt handlowy

Jednak sama wartość złota to nie wszystko. Indie borykają się od lat z ogromnym deficytem handlowym. Jego roczna wartość to nawet 5 proc. PKB. Aż jedna trzecia z tego przypada na złoto, które mieszkańcy Indii importują z zagranicy. Co w praktyce oznacza, że ciężko wypracowane na miejscu pieniądze odpływają z kraju zasilając kieszenie przedsiębiorstw działających gdzie indziej.
Sytuacja, w której kraj więcej importuje niż eksportuje na dłuższą metę jest trudna do utrzymania. Zwłaszcza w przypadku gospodarki ledwie rozwijającej się, której główną przewagą jest tania siła robocza.

Zachęty i głosy sprzeciwu

Plan premiera Modiego zakłada wdrożenie zachęt, które skłonią Hindusów do umieszczania złota w bankach, zamiast domowych sejfach czy świątyniach. Instytucje finansowe mają oferować specjalne, stałe stopy dla „kont kruszcowych”. W planie są także obligacje oparte na złocie oraz wypuszczenie na rynek złotej monety.
Czy się uda? Nie wiadomo. Chodzi bowiem nie tylko o procesy gospodarcze, ale także zwyczaje zakorzenione w indyjskim społeczeństwie od pokoleń. Wierzenia religijne, kultura ale także przekonanie, że na wszelki wypadek dobrze mieć w domu złoto, mogą być trudne do przezwyciężenia.
Już teraz odzywają się głosy sprzeciwu. Niektórzy z liderów religijnych argumentują, że chęć wykorzystania złota przez rząd to zamach na bogactwo obywateli. I bogów.
Czy premierowi z partii odwołującej się do tradycji religijnej uda się osiągnąć sukces na tak ryzykownym polu?
Ilustracja: Arian Zwegers / Foter.com / CC BY



Współpraca:
Materiał zrealizowano we współpracy z Mennicą Staropolską zajmującą się sprzedażą złota i innych metali szlachetnych.

niedziela, 26 lipca 2015

Czy pieniądze w SKOKach są bezpieczne i SKOKi są niewypłacalne?

Co ciekawe na pytanie postawione w tytule można powiedzieć dwa razy tak... Jak to jest możliwe? Cóż po pierwsze wygląda na to, że jak się dobrze przyjrzano systemowi SKOKów, to po przeanalizowaniu wyników pięciu największych kas - jak to dobitnie określił minister Szczurek 
"Wszystkie pięć największych SKOK-ów reprezentujących 70 proc. aktywów sektora, 67,8 proc. depozytów, ma fundusze własne ujemne. Według tego badania wszystkie pięć Kas było niewypłacalnych. Ten wynik łączny to było minus 1,23 mld zł. (...) Niewypłacalność w powiązaniu z ujemnym wynikiem finansowym daje sytuację jak w przypadku piramidy finansowej, która może jakiś czas działać, a potem przestaje i upada. I to jest ten przypadek "
Faktycznie nie wygląda to różowo i jak tak dalej pójdzie to cały sektor SKOKów stanie przed dylematem czy nie zwinąć sztandaru i się nie rozwiązać, zasypując dziurę finansową ("27 Kas wymaga restrukturyzacji, ale tylko osiem realizuje program naprawczy rekomendowany przez KNF. W 30 Kasach (na 50 działających) wykazano wynik ujemny.") pieniędzmi podatników. Częściowo to już ma miejsce. Wszak jak słyszeliśmy na komisji sejmowej:

"3,2 mld zł wypłacone przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) klientom dwóch upadłych SKOK-ów to cztery razy więcej niż kwota, jaką przez 20 lat istnienia BFG wypłacił właścicielom depozytów we wszystkich bankach, które popadły w kłopoty"
I to jest właśnie przyczyna, dla której odpowiedź na drugie pytanie brzmi tak - do kwoty 100 tysięcy euro depozyty w SKOKach sa bezpieczne bo gwarantuje je BFG. Stety i niestety. Stety - bo przynajmniej chroni większość przed paniką. Niestety - bo za pieniądze wszystkich klientów banków (każdy bank płaci "podatek" na BFG).

Dlaczego tak się stało? Od dawna było wiadomo, że sytuacja w Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo Kredytowych, nie wygląda najlepiej. Od dawna było wiadomo, że idea spółdzielczej samoregulacji i w ogóle cała idea spółdzielczych unii kredytowych została w wydaniu polskiego sektora SKOKów wypaczona.  Jednak dzięki działaniom grupy polityków mocno powiązanych z PIS i uwłaszczającą się na SKOKach grupą zaufanych biznesmenów, udało się na tyle opóźnić objęcie sektora kontrolą, żeby jak najwięcej nakraść (przykład: "SKOKi z Radiem Maryja i fundacją 'Lux Veritatis'"), a sprawowanie nadzoru przez Kasę Krajową było oględnie mówiąc "kontrowersyjne". Amber Gold przy skali tego przekrętu, to jest mały misio. No ale w końcu o co ich winić, przecież to nie banki...



środa, 22 lipca 2015

Jak poprawić swoją sytuację finansową?

Niejeden z nas zapewne zadaje sobie wielokrotnie to pytanie, które postawiłem w tytule. Niejeden z czytających ten artykuł zapewne ma problemy finansowe lub bagaż długów. Sprawa nie jest trywialna, spróbuję jednak poniżej zaprezentować kilka naprawdę podstawowych porad, które mam nadzieję, każdemu pomogą podjąć pewne – przynajmniej pierwsze i podstawowe działania. Rzecz dotyka praktycznie wszystkich, tzn. chodzi o to, że poniższe kwestie interesują zapewne nie tylko tych, którzy mają naprawdę bardzo kiepską sytuacją, ale także tych, którzy mają potencjalnie dobrą. Wszakże każdy chciałby, żeby było lepiej – czyż nie?

1.    Ustalmy fakty

Pierwsza i na prawdę najbardziej podstawowa kwestia to jest ustalenie jaka rzeczywiście jest nasza sytuacja. Niejednokrotnie spotykałem w swoim życiu osoby, które narzekały, że jest bardzo źle, a tak na prawdę nie miały pojęcia, ani ile mają przychodów, ani na co wydają pieniądze. Spotykałem także osoby, które nawet nie miały pojęcia ile wynosi ich aktualne zadłużenie. Taki stan rzeczy jest dla mnie nie do zaakceptowania. Jeżeli chcemy cokolwiek zmienić i poprawić naszą sytuację finansowa to musimy wiedzieć o niej wszystko.

Ustalmy zatem fakty – z zeszytem w ręku dokonajmy spisu inwentarza. Musimy wypisać z jednej strony nasze dochody, z drugiej nasze comiesięczne wydatki. Jeśli nie wiemy na co wydajemy pieniądze spisujmy przez miesiąc lub dwa wszystkie nasze wydatki w zeszycie. Uwierzcie mi, że można się z tego dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. 

Druga ważna rzecz to spisać nasze aktywa i pasywa. Jednym słowem z jednej strony wypiszmy nasz majątek – ten który przedstawia jakąś wartość. Z drugiej wypiszmy wszystkie swoje długi. Jeżeli ich nie ogarniamy, to czas najwyższy odrobić zadanie domowe(!), weźmy w dłoń wszystkie papiery, umowy, idźmy do banków, sprawdźmy w Internecie. W efekcie powinniśmy otrzymać bilans, który pokaże czy unosimy się na powierzchni, czy już jesteśmy pod wodą.

2.    Przychody i koszty

Wypisanie przychodów i wydatków w ujęciu miesiąca ma bardzo ważny aspekt. Jeżeli nasze wydatki przewyższają przychody, to znaczy że schodzimy pod wodę z naszą sytuacją finansową. Taki przypadek oznacza, że albo przejadamy oszczędności, albo się zadłużamy. Żeby poprawić naszą sytuację musimy zrobić wszystko, aby nasze przychody przewyższały nasze koszty – jednym słowem musimy mieć w budżecie nadwyżkę.  Jasne, jest że zdarzają się incydentalne większe wydatki, ale ja mówię o ujęciu długoterminowym. Średnio w ciągu kilku miesięcy powinniśmy wychodzić na plus. Jeżeli tak się nie dzieje, to problem jest albo z przychodami, albo z kosztami życia.



3.    Spirala długów

Problem, który pojawia się kiedy przychody są niższe niż nasze wydatki - to niebezpieczeństwo popadnięcia w spiralę zadłużenia. W pewnym momencie zaczyna się pożyczanie „do pierwszego”. Wiadomo, że pożyczka kosztuje więc trzeba będzie oddać więcej niż się pożyczyło. Ale z czego oddać, skoro nasze przychody nie pokrywają wydatków? Pojawia się pokusa aby pożyczyć na zwrot poprzedniej pożyczki. W pewnym momencie, coraz większy udział w naszym budżecie zaczną zajmować odsetki od kredytów. Nie daj Boże jeszcze stopy procentowe skocza w górę i będziemy ugotowani. Nie róbcie takich rzeczy! 

Spirala długów to coś co należy jak najszybciej przeciąć i za wszelką cenę uniknąć zwiększania zadłużenia, nawet kosztem rezygnacji z pewnych wydatków.

4.    Przejęcie kontroli

Pamiętajcie, wasza sytuacja finansowa jest przede wszystkim w waszych rękach. Nikt za was jej nie zmieni i nikomu nie powinno bardziej zależeć na jej poprawie niż wam samym. To wy musicie przejąć kontrolę nad waszymi finansami i wy musicie podjąć odpowiedzialność za niektóre, czasem bardzo trudne decyzje. Niejednokrotnie droga do poprawy prowadzi przez pasmo wyrzeczeń, ale uwierzcie mi – czasem jeśli dziś zrezygnuje się z pewnych przyjemności (które wiążą się z wydatkami)to przyniesie to wielokrotny plon później. Jak uważacie, czy lepiej hodować długi czy oszczędności? Odpowiedzcie siebie sami.

Musicie zatem przejąć kontrolę nad tym co dzieje się z waszymi pieniędzmi. Ustalcie na początku każdego miesiąca plan wydatków. Kwoty przeznaczona na najbardziej niezbędne rzeczy włóżcie do osobnych kopert, albo przelejcie na osobne konta. Na tzw. życie przeznaczcie odpowiednia kwotę, ale pamiętajcie też żeby budżet przewidywał także odłożenie pewnej kwoty na tak zwaną „czarną godzinę”. Zacznijcie budować sobie poduszkę bezpieczeństwa, która w razie turbulencji zapewni wam amortyzację. Nie będę pisał ile powinna ona wynosić – dla kogoś kto buduje ją od zera sam fakt, że musi na nią odkładać może okazać się trudny. Zadajcie sobie jednak pytanie co by się stało w przypadku poważnej awarii w mieszkaniu, poważnej choroby czy też utraty pracy. Jakie oszczędności na czarną godzinę byłyby dla was wystarczające? Zacznijcie je budować.

5.    Konsolidacja zobowiązań?

Kolejna rzecz to długi. Jeżeli zrobiliście przegląd długów to zapewne wiecie już ile wynoszą wasze zobowiązania i ile was kosztują (w sensie odsetek).  

Zastanówcie się nad tym, czy nie da się drogich kredytów połączyć w jeden większy, ale oprocentowany niżej? Nazywa się to kredytem konsolidacyjnym. Zazwyczaj wiąże się to także z wydłużeniem okresu spłaty, co przekłada się na niższą ratę. W efekcie taki kredyt w ostatecznym rozrachunku może wyjść tak samo, albo trochę drożej, ale w bieżącym miesięcznym budżecie, niższa rata da wam trochę powietrza i ulgi. Uważajcie jednak, na kilka aspektów. 

Po pierwsze nie ulegajcie złudzeniu – długi się nie zmniejszyły, to reorganizacja ich spłaty sprawiła, ze mniej bolą. Jeśli dzięki niższej racie kredytu konsolidacyjnego udało się wam wypracować nadwyżkę w miesięcznym budżecie – pod żadnym pozorem nie rozluźniajcie dyscypliny finansowej. Nie przejedzcie tych pieniędzy, odłóżcie je. Najpierw przeznaczcie je na zbudowanie poduszki finansowej, a potem nadpłacajcie kredyt konsekwentnie zmniejszając zadłużenie. 

Po drugie, zanim podejmiecie decyzje o konsolidacji – policzcie koszty. Usiądźcie z kalkulatorem i sprawdźcie czy bank nie dolicza wam dodatkowych prowizji, które sprawią, że koszty urosną nadmiernie. Policzcie ile będzie wynosić rata miesięczna i ile ostatecznie spłacicie. To wam da obraz czy się taka operacja opłaci. No i oczywiście porównujcie oferty różnych banków.

6.    Jak spłacić dług?

Strategia likwidacji zadłużenia opiera się na podstawowym filarze, jakim jest nadwyżka przychodów nad kosztami. Jeżeli jej nie ma, to należy podjąć działania, aby przynajmniej w krótkim terminie ją wygenerować. 

Skoro zatem wiecie już jakie macie długi i ile was kosztują, spróbujcie najpierw spłacić te najbardziej uciążliwe i najdroższe. Praktyka pokazuje, że najczęściej są to długi na kartach kredytowych. Te trzeba spłacić w pierwszej kolejności. 

A co z kartami? Cóż, jeśli nadrobiliście na nich długów i nie byliście w stanie sobie z nimi poradzić, to oznacza, że chyba karta kredytowa nie jest narzędziem dla was. Do tego aby się nią posługiwać trzeba naprawdę dużej dyscypliny finansowej. Może zatem lepiej będzie kartę zlikwidować i nie ponosić także kosztów jej odnawiania?

W dalszej kolejności tak jak pisałem wcześniej za wygenerowane nadwyżki warto nadpłacać kolejne kredyty, których chcecie się pozbyć. Psychologicznie najlepiej atakować najpierw te najmniejsze. Od razu odczujecie satysfakcję kiedy pozbędziecie się pierwszego małego garba zadłużenia. 

Zanim jednak zaczniecie nadpłacać kredyt przeanalizujcie umowę. Sprawdźcie czy się to opłaca. Czasami w umowach pożyczkowych są zapisy o karnych opłatach za wcześniejszą spłatę. W takiej sytuacji może być lepiej odłożyć pieniądze na koncie oszczędnościowym.

7.    Jak zaoszczędzić?

A skąd te nadwyżki finansowe? Cóż, trzeba przyjrzeć się uważnie na co wydajecie pieniądze. Jeżeli będziecie spisywali swoje wydatki, a jeszcze lepiej jeśli podzielicie je na kategorie (np. dom, samochód, życie, rozrywka) to zobaczycie gdzie się one podziewają. Może się okazać, że zamiast jeść na mieście można samemu coś ugotować i zaoszczędzić w ten sposób dwieście złotych w miesiącu? 

Może warto rzucić palenie (paczka papierosów dziennie to ponad cztery tysiące złotych rocznie!), albo odpuścić sobie impulsywne kupowanie przekąsek? Warto rozważyć, czy koniecznie musicie korzystać z samochodu lub taksówki, czy też czasem nie warto iść piechotą inwestując trochę czasu, albo przesiąść się na autobus czy tramwaj. 



Warto także porównywać ceny produktów i analizować ich skład, czasem może okazać się, że rzeczy które kupujemy nie są warte ceny, którą za nie płacimy a w innym sklepie, są po prostu tańsze odpowiedniki. Dokonując każdego wydatku warto zawsze zadawać sobie jedno fundamentalne pytanie – „po co mi to jest potrzebne?”. 

Niejednokrotnie spotykałem się z sytuacjami, kiedy ludzie kupowali rzeczy „na zapas”, którego to „zapasu” nigdy nie wykorzystywali. Co gorsza, jeżeli chodzi o produkty żywnościowe, to one się potem psuły i lądowały w koszu. Może warto zrobić mniejsze zakupy, a potem wybrać się do sklepu znowu kiedy będzie rzeczywiście taka potrzeba? 

Czasami także warto zadać sobie pytanie, czy nie da się np. naprawić jakiejś rzeczy zamiast kupować nowej? Może się to wydać śmieszne, bo przecież skoro nas stać, to dlaczego nie kupić nowych butów, jeśli w starych jest w podeszwie dziura? Otóż dobry szewc podzeluje buty za 60 złotych – warto zainwestować w naprawę, jeśli takie buty np. skórzane, nowe kosztują 250zł.

8.    Jak uzyskać dodatkowe przychody?

A skąd wziąć dodatkowe pieniądze? Zastanówmy się. Jeśli spisaliście także składniki swojego majątku, to może widzicie tam rzeczy, których nie używacie, a które można sprzedać? Nawet kilkadziesiąt złotych to zawsze dodatkowy pieniądz (będzie na nowe zelówki), a też jest to jakaś realizacja idei życia w sposób minimalistyczny (która mi się całkiem podoba) i otaczania się tymi przedmiotami, które rzeczywiście są nam potrzebne albo nas w jakiś sposób ubogacają. 



Może warto także zastanowić się nad wykorzystaniem swojego wolnego czasu? Znam przykłady ludzi, którzy dorabiają w ten sposób ogłaszają się, że podejmą się pewnych dodatkowych prac np. w weekend, za drobną opłatą. Oczywiście, zawsze ktoś może powiedzieć, dlaczego mielibyście pracować za jakieś marne grosze, że to już lepiej siedzieć w domu. Cóż, to w końcu chcecie poprawić swoją sytuację materialną czy nie chcecie? Każdy nawet drobny grosz, jest jak kropelka, która napełnia kielich. W pewnym momencie dostrzeżecie, że z tych drobnych kropelek nakapało całkiem sporo.

Wiem, że to co napisałem powyżej jest mocno pobieżne. To są w zasadzie tylko główne tezy, które każdy może w jakimś tam stopniu zaaplikować do swojego życia. Nie twierdzę, że mam monopol na prawdę objawioną – na pewno warunki życiowe każdego z was są różne i nie wszystkie wskazówki z tego wpisu a się bezpośrednio zaimplementować. Wydaje mi się, jednak że może to być jakaś inspiracja do poszukiwania rozwiązań bo naprawdę da się jeśli tylko się chce.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Co oznacza skrót IPO?

Często w przypadku giełdy i akcji spotykamy się z pojęciami rynek pierwotny i rynek wtórny. Z tymi pojęciami nierozerwalnie związany jest skrót IPO powstały od angielskiego Initial Public Offering co oznacza w wolnym tłumaczeniu: pierwsza oferta publiczna. Oznacza to pierwszą ofertę spółki akcyjnej na giełdzie i wiąże się z wprowadzeniem spółki na giełdę. Każda spółka akcyjna, której akcje handlowane są na giełdzie, musi przejść procedurę dopuszczenia do handlu na giełdzie.

Zanim akcje spółki będą mogły być sprzedawane na giełdzie, spółka musi przejść proces dopuszczenia do handlu przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF). Komisja jest organem państwowym i nadzoruje działanie giełdy a przy wejściu spółki na rynek publiczny wydaje zgodę na handel akcjami spółki na giełdzie. Aby chronić inwestorów przed ewentualnymi próbami oszustwa, musi sprawdzić jej wiarygodność.

Musi zostać także ustalona wejściowa ceny akcji spółki, co nie jest wcale takie proste. Akcje tej spółki jeszcze nigdy nie były w obrocie publicznym i nikt tak naprawdę nie wie ile one są warte. Czym wyższa cena, tym lepiej dla spółki, bo może dostać więcej pieniędzy za swoje akcje. Gdy cena będzie za wysoka, istnieje niebezpieczeństwo, że na akcje po zawyżonej cenie nie znajdą się kupcy i wtedy przedsiębiorstwo może nie sprzedać swoich akcji i w rezultacie stracić, ponieważ będzie je musiała sprzedać po niższej cenie. Stracą też inwestorzy, którzy zakupili akcje po zawyżonej cenie i mogą zwątpić w wiarygodność spółki. Jeśli cena będzie za niska, spółka także może stracić, ponieważ sprzeda swoje akcje po zaniżonej cenie, a cena może już w pierwszych dniach handlu poszybować wysoko. Zyskują inwestorzy, ale utraconych potencjalnych korzyści spółka nigdy już nie odzyska.

czwartek, 16 lipca 2015

Czy inwestowanie w nieruchomości na wynajem się opłaca? (wpis gościnny)

W czasach gdy waluty zachowują się na rynku w sposób nieprzewidywalny, a złoto przestaje być pewną lokatą kapitału, osoby poważnie myślące o inwestycjach zaczynają szukać pewnego i opłacalnego sposobu na pomnożenie swoich oszczędności. Jednym z niezmiennych, od lat wartych uwagi sposobów na inwestowanie pieniędzy jest rynek nieruchomości. W niniejszym tekście zajmiemy się szczególną sytuacją, czyli nieruchomościami na wynajem.


Mieszkania czy lokale użytkowe
Pierwsze pytanie, jakie musi sobie zadać każdy inwestor, planujący zarobić na wynajmie nieruchomości, zawsze brzmi: czy bardziej opłaca się inwestować w branżę mieszkaniową, czy raczej szukać klientów wśród firm, poszukujących miejsc na biura i powierzchnie magazynowe? Zdaniem Andrzeja Wrońskiego, polskiego przedstawiciela P3 Logistic Parks, europejskiego inwestora z branży nieruchomości, absolutnym hitem są obecnie powierzchnie magazynowe dla firm zajmujących się sprzedażą internetową. Dynamiczny rozwój e-commerce sprawił, że zyski z wynajmu hal magazynowych przekroczyły te z inwestycji w nowe biura. Warto pamiętać, że to właśnie biura były wcześniej wskazywane jako najbardziej opłacalna lokata kapitału w przypadku zakupu nieruchomości na wynajem. Wynajem mieszkań oczywiście również jest opłacalny, ale uważa się, że ten segment rynku nie jest obecnie tak bardzo dynamiczny i nie rozwija się w zbyt dużym tempie.

Inwestowanie w dużych miastach
Oczywiście rynek nieruchomości na wynajem zupełnie inaczej wygląda w dużych miastach, do których ludzie przeprowadzają się w poszukiwaniu pracy, a inaczej w mniejszych miejscowościach, w których raczej ubywa mieszkańców. Dlatego właśnie to to większe, prężnie działające ośrodki są o wiele pewniejszym miejscem na tego rodzaju inwestycje. Warto zaznaczyć, że tendencja ta dotyczy nie tylko mieszkań, ale również powierzchni magazynowych i biur. To zrozumiałe, ponieważ wszystko to łączy się ze sferą ekonomiczną – tam gdzie powstają nowe zakłady i rozwijają się już istniejące firmy, ożywa również rynek mieszkań. Portal Money.pl pod koniec ubiegłego roku informował czytelników, że zyski z wynajmu w dużych miastach rosną. Średnia stopa zwrotu wynosiła 4,71% netto. Choć wydaje się to niewielką wartością, wypada zauważyć, że wzrost ten miał miejsce w czasie gdy obniżano stopy procentowe, więc kredyty mieszkaniowe stawały się bardziej atrakcyjne. Mimo to rynek mieszkań na wynajem miał się bardzo dobrze.

Przeciętna opłacalność wynajmu
Portal Money.pl, publikując dane statystyczne dotyczące opłacalności inwestowania w nieruchomości na wynajem pokazał poniższy wykres, z którego wynika, że w ciągu ostatnich czterech lat sytuacja na rynku była wprawdzie dość dynamiczna, ale wszystko wskazuje na to, że ostry spadek cen, który miał miejsca na przełomie 2012 i 2013 roku jest już raczej opanowany i obecnie mamy do czynienia przede wszystkim z drobnymi korektami na rynku. Stopa zwrotu waha się w ciągu ostatnich dwóch lat o około 0,2-0,35. Wskazuje to na stabilną sytuację inwestorów.

Nieruchomości a giełda
Mówiąc o inwestycjach zazwyczaj wskazuje się przede wszystkim na giełdę. Inwestowanie w nieruchomości na wynajem pojawia się w tym kontekście dopiero na którejś z pozycji. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim dlatego, że giełda cieszy się wśród inwestorów o wiele większym zainteresowaniem. Wysoka stopa zwrotu działa na nich jak magnes. I rzeczywiście, inwestowanie w giełdę może przynieść o wiele większe zyski, zwłaszcza w krótkim terminie. Trzeba jednak pamiętać o tym że inwestowanie w aktywa giełdowe łączy się również z o wiele wyższym progiem ryzyka. Branża nieruchomości na wynajem nie gwarantuje tak spektakularnych zwyżek, ale w zamian może zaproponować stabilną sytuację i o wiele mniejsze ryzyko, co pozwala na większą swobodę inwestycyjną w dłuższej perspektywie.
Wykres: Money.pl
 
Autor artykułu
Artykuł przygotował Michał Polaczko z bloga finansepolaka.pl, który porusza tematy finansowe Polaków.
-->