SNB ogłosił dziś, że podejmuje kolejne działania mające na celu powstrzymanie nadmiernego umacniania się franka szwajcarskiego. Miałoby to polegać na zwiększeniu wysokości depozytów na żądanie złożonych w przez banki w SNB z 80 mln CHF do 12 mln CHF, a także na podjęciu bezpośrednich działań w ramach transakcji swap na rynkach walutowych w celu zwiększenia płynności na walucie. Na razie patrząc na kursy nie widać aby specjalnie rynki przejęły się tym oświadczeniem. Histeria trwa w najlepsze.
środa, 10 sierpnia 2011
Walka ze spłatą kredytów walutowych
Dwie informacje, które zapewne zainteresują posiadaczy kredytów walutowych:
- Wczoraj Prezydent podpisał "ustawę antyspreadową", jej treść nie została jeszcze opublikowana w Dzienniku Ustaw, wejdzie w życie 14 dni od publikacji, tutaj link do tekstu przesłanego Prezydentowi do podpisu uchwalonego przez Sejm.
- Dodałem do katalogu "internetowych kantorów" serwis ratomat.pl
sobota, 6 sierpnia 2011
Rating USA w dół
Standard & Poor's obniżył ocenę wiarygodności kredytowej USA z obecnego maksymalnego poziomu AAA do AA+. To pierwsze obniżenie oceny wiarygodności kredytowej USA w historii. Moody's i Fitch Ratings, utrzymały jeszcze dla USA ocenę wiarygodności kredytowej na poziomie maksymalnego ratingu AAA.
Szykuje się po weekendzie mocne bujanie na walutach.
Swoją drogą nie wydaje się wam że agencje ratingowe i ich ogłaszane ratingi mają siłę sprawczą? Jeśli S&P "grozi" obniżeniem ratingu jeśli nie zostanie spełniony jakiś warunek uchwalanego kompromisu w sprawie długu - to czy nie jest to swego rodzaju szantaż? A potem obawa przed kryzysem związanym z obniżką ratingu staje się samospełniającą się przepowiednią. Coś tu jest mocno nie tak. na moje oko agencje ratingowe powinny opisywać rzeczywistość a nie próbować ją definiować i na nią wpływać.
PS. W ślad za powyższa informacją chińska agencja Xinhua napisała cytuję: "Chiny, które są największym wierzycielem jedynego supermocarstwa świata, mają wszelkie prawo, by domagać się od Stanów Zjednoczonych rozwiązania problemu ich długu strukturalnego i zagwarantowania bezpieczeństwa dolarowych aktywów Chin (...) Należy wprowadzić międzynarodowy nadzór nad amerykańskim dolarem. Rozwiązaniem może być także wprowadzenie nowej, stabilnej i pewnej waluty rezerw światowych, aby uniknąć spowodowania katastrofy przez jedno państwo"
Się dzieje...
PS2. Ciekawy komentarz dał Warren Buffet - cytuję za Pulsem Biznesu: - "Jeśli nic innego się nie stanie, to znaczy, jeśli inne czynniki nie ulegną zmianie, np. nie wypłyną nowe problemy w Europie, nie będzie to miało większego znaczenia. – Pomyślcie. USA według mojej wiedzy nie mają długów w innej walucie niż dolar amerykański, którego mogą drukować do woli. Jeśli mówimy jednak o inflacji, to inna kwestia." Prawdziwe...
Co będzie w poniedziałek to się okaże.
PS. W ślad za powyższa informacją chińska agencja Xinhua napisała cytuję: "Chiny, które są największym wierzycielem jedynego supermocarstwa świata, mają wszelkie prawo, by domagać się od Stanów Zjednoczonych rozwiązania problemu ich długu strukturalnego i zagwarantowania bezpieczeństwa dolarowych aktywów Chin (...) Należy wprowadzić międzynarodowy nadzór nad amerykańskim dolarem. Rozwiązaniem może być także wprowadzenie nowej, stabilnej i pewnej waluty rezerw światowych, aby uniknąć spowodowania katastrofy przez jedno państwo"
Się dzieje...
PS2. Ciekawy komentarz dał Warren Buffet - cytuję za Pulsem Biznesu: - "Jeśli nic innego się nie stanie, to znaczy, jeśli inne czynniki nie ulegną zmianie, np. nie wypłyną nowe problemy w Europie, nie będzie to miało większego znaczenia. – Pomyślcie. USA według mojej wiedzy nie mają długów w innej walucie niż dolar amerykański, którego mogą drukować do woli. Jeśli mówimy jednak o inflacji, to inna kwestia." Prawdziwe...
Co będzie w poniedziałek to się okaże.
Etykiety:gospodarka , świat , waluty
piątek, 5 sierpnia 2011
Lokaty bankowe w sierpniu 2011
Dosyć dawno nie przyglądałem się lokatom. Ostatnim razem był maj. Tymczasem w międzyczasie okazało się, że najprawdopodobniej w tej kadencji sejmu nie przejdzie pomysł rządu na utrącenie lokat antybelkowych. Jak w związku z tym podejść to zakładania lokat? czy długi czy krótki termin będzie lepszy? Ja sam mam ostatnio do lokat sentyment ambiwalentny. To znaczy zakładam raczej te krótkoterminowe - maksimum półroczne. Dzieje się tak mimo, że teoretycznie po pierwszym stycznia lokaty anty-belkowe pozostaną nieopodatkowane. Poza tym są przecież oferty gwarantujące oprocentowanie mimo zmiany przepisów. Cóż, po prostu wydaje mi się, że przed końcem tego roku chyba jeszcze RPP będzie podnosiła stopy procentowe. Poza tym, analizowanie oferty lokat staje się coraz bardziej zagmatwane i uciążliwe. Coraz więcej jest gwiazdek i haczyków. A to trzeba mieć konto, albo mamy pakiety z planem oszczędnościowym, albo mamy pakiety po trzy lokaty w jednej paczce. Jak tu cokolwiek można porównywać?
Spróbuję zatem wyciągnąć na wierzch ciekawostki warte bliższego przeanalizowania.
Ciekawą ofertę lokat internetowych proponuje neoBANK. Przykładowo lokata e-Codzienna bis na 4 miesiące daje 5,7% co po przeliczeniu belkowego jest równoważne 7,04% na zwykłej lokacie. Analogiczna lokata na 5 miesięcy daje 5,8% co jest równoważne 7,16% na zwykłej lokacie. Niestety (pisałem coś o haczykach i ofertach łączonych?) aby założyć lokatę musisz posiadać dowolny rachunek osobisty: neoKONTO, neoKONTO BANKOMATOWE lub neoKONTO PRESTIŻ.
Najlepsze oprocentowanie banki proponują oczywiście dla nowych środków i tak w Getin Banku mamy "Lokatę sierpnia", w Meritum Banku "Lokatę powitalną", w Getinonline"Lokatę na start".
Z ciekawostek:
- Idea Bank proponuje Lokatę Antyinflacyjną II gdzie oprocentowanie jest liczone jako inflacja z przedostatniego miesiąca + 1% marży (co implikuje rzecz jasna, że jest ono zmienne - na dziś dla 12 miesięcznej lokaty wynosi coś koło 5,2% co jest równoważne 6,58% na zwykłej lokacie, nie mamy tu jednak gwarancji na wypadek zmiany przepisów podatkowych).
- Meritum Bank z kolei proponuje Lokatę z gwarancją na zmianę przepisów podatkowych na 12 miesięcy oprocentowaną nominalnie 5,52% co odpowiada 7,01% na zwykłej lokacie. Lokatę możemy założyć przez internet i na moje oko wygląda ona całkiem atrakcyjnie.
czwartek, 4 sierpnia 2011
Sztorm na walutowym oceanie
Ostatni miesiąc, a ostatnie dni w szczególności przynoszą na walutowym oceanie niezłe chybotanie. Powstrzymywałem się ostatnio od komentarzy w tej materii bo w sumie mógłbym albo ograniczyć się do podawania (a w zasadzie powielania) informacji o faktach (które dostępne są wszędzie i w zasadzie nie ma to specjalnego sensu), albo do spekulowania na temat zmian kursów walut (co też niespecjalnie miałoby sens zważywszy na wysoką zmienność). Teraz postanowiłem trochę spojrzeć na kwestię z pewnej (może nie do końca bezstronnej bo sam mam kredyt walutowy) perspektywy.
Gwoli retrospekcji, zaczęło się od problemów Grecji, której ratowaniem zajęło się pospolite ruszenie europejskich polityków. po drodze mieliśmy wybuchy paniki w kontekście Hiszpanii i Portugalii, a kulminacja nastąpiła kiedy przed 2 sierpnia Stany Zjednoczone zbliżały się do granicy zakredytowania (czytaj. bankructwa). Ostatecznie kongres uchwalił a Obama podpisał ustawę zwiększającą limit długu. Spekulanci jednak chyba niezależnie od możliwego wyniku, obstawiali jedno - osłabienie dolara i umocnienie do franka. Tak mi się zdaje, że scenariusz, który właśnie się rozgrywa (bo trudno powiedzieć, że już się rozegrał) został napisany już wcześniej i co więcej został napisany tak aby niezależnie od wyniku głosowania w kongresie i senacie USA, wynik był taki sam. Kapitał spekulacyjny grał na zwyżkę franka. W końcowych momentach nabierało to już tragikomicznego wyrazu kiedy mieliśmy praktycznie hiperbolę na kursie franka do wszystkich walut.
Pojawia się pytanie (sakramentalne dla tych co mają kredyt w szwajcarskiej walucie) jak dalece jeszcze frank może się umacniać. Odpowiedź jest nieprosta i nie podejmuję się prognozowania do ilu złotych kurs franka jeszcze wystrzeli. Zbyt wielu, zbyt wiele razy już mówiło o oporach do których frank miał dojść maksymalnie. I potem się okazywało, że były kolejne roczne maksima.
Po prostu w sytuacji takiej jaka jest teraz w systemie kursów płynnych i pieniądza fiducjarnego, przy olbrzymiej ilości kapitału spekulacyjnego obecnego na rynkach - w takiej sytuacji nie ma innej perspektywy niż gigantyczne falowanie kursów jednej waluty względem drugiej. W takiej sytuacji w przypadku franka teoretycznie "sky is the limit". Praktycznie jak popatrzy się na hiperbolę na wykresie można dojść do wniosku, że prędzej czy później ta bańka tez pęknie i jest to w zasadzie kwestią czasu.
Co może być impulsem? Cóż. Może interwencje walutowe, choć są sceptycy. Niemniej jednak może SNB prędzej czy później zacznie najnormalniej w świecie drukować walutę bo już dziś gospodarka szwajcarska ledwie dyszy. Na dłuższa metę straci oddech i zacznie się kurczyć, a stąd do osłabienia waluty niedaleko. Poza tym, w sytuacji słabnącego dolara (co jest nieuniknione) prędzej czy później inne kraje zaczną dewaluować na wyścigi swoje waluty. Japończycy już dziś zaczęli (bo czują, że słaby dolar i mocny jen nie jest im na rękę).
Zakredytowanym we franku pozostaje mieć nadzieję, że Szwajcaria dostanie zadyszki i też zacznie psuć swój pieniądz. Dokąd wtedy zacznie uciekać spekulacyjny kapitał? Słowo "złoto" nasuwa się samo. To wtedy dopiero będzie jazda. A na razie? Sztorm będzie chyba trwał. Przerywany okresami względnego spokoju. Dokąd nas to zaprowadzi nie podejmuję się w tym momencie odpowiadać...
Subskrybuj:Posty ( Atom )

