niedziela, 5 lutego 2017

Początki na Forex – od czego zacząć? - artykuł sponsorowany

Rynek Forex stwarza inwestorom duże szanse rozwoju. Dzięki korzystnym pod względem finansowym rozwiązaniom stosowanym na rynku walutowym (między innymi dźwignia finansowa), każdy trader, bez względu na wysokość kapitału początkowego, którym dysponuje, może zlecać transakcje przynoszące duże zyski, pomnażając tym samym swoje oszczędności.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, początki na Forex nie muszą być trudne. Wystarczy tylko właściwie przygotować się do zawierania pierwszych transakcji. Jak to zrobić?

Wybieramy dobrego brokera i odpowiednią platformę inwestycyjną

Wybór brokera Forex i platformy inwestycyjnej, która zapewni nam dostęp do rynku Forex jest ze sobą ściśle powiązany. Kiedy podejmujemy decyzję o przystąpieniu do rynku walutowego, pierwszą kwestią, którą musimy rozważyć staje się wybór brokera będącego pośrednikiem pomiędzy nami i naszymi inwestycjami a rynkiem walutowym. W tym względzie musimy wziąć pod uwagę ogólne warunki, jakie dany dom brokerski proponuje swoim klientom, poziom zaufania i zadowolenia, jakim cieszy się wśród inwestorów korzystających z jego usług oraz różnorodność i jakość udostępnianych platform inwestycyjnych, przekładającą się bezpośrednio na wygodę zlecania korzystnych dla inwestora operacji.
Zazwyczaj domy maklerskie oferują swoim klientom kilka platform, zróżnicowanych miedzy innymi ze względu na poziom zaawansowania technologicznego udostępnianych narzędzi, dzięki czemu każdy trader może dopasować rodzaj platformy do własnych umiejętności operacyjnych i posiadanego doświadczenia inwestycyjnego. Zanim wybierzemy którąkolwiek z nich, upewnijmy się, że udostępnia ona inwestorom specjalne konta demo, które umożliwiają zdobywanie tak potrzebnego doświadczenia w sposób zupełnie bezpieczny dla ich kapitału.
Konta demo można znaleźć w propozycji większości domów brokerskich, jak chociażby XTB (tutaj możesz założyć bezpłatne konto demo). Zasady ich działania są wyjątkowo proste – konta zapewniają traderom nieograniczony dostęp do rynku walutowego, dzięki czemu mogą oni dokonywać każdego rodzaju operacji. Każda transakcja opiera się na środkach wirtualnych, co zapewnia początkującemu inwestorowi maksymalne poczucie bezpieczeństwa finansowego. Korzystanie z tego typu kont to prosta recepta na inwestycyjny sukces, która doskonale sprawdza się zwłaszcza wśród traderów stawiających swoje pierwsze kroki na rynku Forex.

Poszerzamy wiedzę na temat inwestycji

Wspomniane konta demo to świetny sposób na zdobywanie praktycznego doświadczenia z zakresu inwestowania na Forex. Warto jednak owe doświadczenie oprzeć na solidnych fundamentach wiedzy dotyczącej rynku walutowego. Aby móc w pełni zrozumieć mechanizmy rządzące na Forex, każdy początkujący inwestor powinien rozpocząć swoje przygotowanie inwestycyjne od zaznajomienia się z podstawowymi pojęciami rynku walutowego. Bez nich nie sposób bowiem umiejętnie zarządzać swoimi zlecaniami i dopasowywać je do zmieniających się tendencji rynkowych. Oprócz tych, które bezpośrednio dotyczą głównych cech Forex, warto przyswoić także te, które umożliwiają tworzenie i odczytywanie prognoz rynkowych, stanowiących podstawę przewidywania kierunku zmian, będącego gwarantem powodzenia każdej transakcji.
Dzięki ich dobremu poznaniu, nawet początkujący trader może nauczyć się, jak i kiedy zlecać poszczególne operacje i ograniczać towarzyszące im ryzyko inwestycyjne. W tym celu można skorzystać z gotowych baz wiedzy, które skupiają w sobie wszystkie najważniejsze informacje na temat Forex. Dobrym sposobem na przygotowanie się do przystąpienia do rynku walutowego są także szkolenia udostępniane przez niektóre domy maklerskie (warto sprawdzić np. https://www.xtb.com/pl/edukacja/szkolenia-online), których zróżnicowany zakres można dopasować do stopnia posiadanego doświadczenia inwestycyjnego. Tego typu szkolenia doskonale sprawdzają się w przypadku początkujących traderów, gdyż nie tylko w realny sposób uzupełniają ich wiedzę, ale zapewniają im poczucie bezpieczeństwa sprzyjające podejmowaniu stosownych działań inwestycyjnych.

Disclosure:  Powyższy tekst stanowi artykuł sponsorowany i nie jest tekstem mojego autorstwa. Za opublikowanie na blogu powyższego tekstu otrzymam wynagrodzenie.





wtorek, 31 stycznia 2017

Nie ma efektu 500+, brak wpływu na PKB

Główny Urząd Statystyczny podał dziś dane o wzroście gospodarczym w 2016 roku. PKB wzrosło o 2,8%. Analitycy obstawiali 2,7%, więc teoretycznie niby lepiej, ale... wynik jest gorszy od tego za 2015 rok, kiedy PKB urosło o 3,9%. Wartość dodana brutto w przemyśle wzrosła o 3,5% - w porównaniu do 2015 roku kiedy wzrosła o 6,5% to wygląda to słabo.

Dlaczego tak słabo to wygląda i gdzie jest efekt 500 plus, na który wszyscy liczyli?

Okazuje się, że wobec "dobrej zmiany" i inflacji zmian w przepisach, inwestycje zostały drastycznie wstrzymane. Oczywiście wstrzymane zostały zarówno te inwestycje finansowane z funduszy UE (praktycznie w ubiegłym roku projekty finansowane z funduszy unijnych nie były uruchamiane), jak również inwestycje przedsiębiorców finansowane ze środków własnych. Wydatki związane z inwestycjami spadły aż o 5,5% (w 2015 roku był notowany ich wzrost o 6,1%) - tak dużego spadku inwestycji NIE BYŁO NIGDY w ciągu ostatnich 10 lat. 


Jeżeli przyjrzeć się temu wykresowi dokładnie to widać jeszcze jedną zależność. Nie ma efektu 500+, na który wszyscy liczyli.

Nie zgadzam się tu z opiniami analityków wyrażanymi w prasie, które stanowią: 
"Wzrost PKB wyglądałby jeszcze gorzej, gdyby nie rosnąca konsumpcja. W 2016 wydaliśmy w sklepach o 3,6 procent więcej pieniędzy niż w 2015 - to największy wzrost od roku 2008. Ludzie wydają więcej pieniędzy, bo mają większe dochody. Te z kolei rosną bo po pierwsze sytuacja na rynku pracy jest coraz lepsza - maleje liczba osób bezrobotnych, po drugie rośnie płaca minimalna i generalnie poziom płac staje się powoli coraz wyższy, a po trzecie sporej części gospodarstw domowych pomaga program Rodzina 500 plus. "
Wygląda to tak, że spożycie w sektorze gospodarstw domowych rosło w tym samym tempie (3,6%) co w ubiegłym roku (3,2%) - oznacza to, że (przynajmniej na razie) dodatkowe pieniądze z 500+ nie trafiły w znaczącej ilości na konsumpcję. Skoro bowiem przy stymulacji programem 500+ i spadającym bezrobociu wzrost konsumpcji jest praktycznie taki sam jak w 2015 (3,2%) czy 2014 (2,6%) to znaczy, że te pieniądze dodatkowe nie działają (jeszcze?) w gospodarce.

Być może te środki przeznaczone zostały na spłaty zadłużenia lub oszczędności? Nie byłoby to wykluczone bo spotkałem się osobiście z wieloma opiniami o tymczasowości tego świadczenia. Są to, co ciekawe opinie osób, które otrzymują 500 złotych na dziecko. Wiele z tych osób ma przeczucie, że po pierwszym roku działania tego programu zostanie on wstrzymany. Co więcej utwierdzają ich w tym treści decyzji, które przyznawały świadczenie na czas określony do 30 września 2017 roku. 


Dane GUS:  http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rachunki-narodowe/roczne-rachunki-narodowe/produkt-krajowy-brutto-w-2016-roku-szacunek-wstepny,2,6.html
Źródło wykresu: http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/informacja-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej-kraju-w-2016-r-,1,56.html







piątek, 27 stycznia 2017

Co nas może zaskoczyć w 2017 roku?

Poniższy wpis jest treścią ostatniego wydania Newslettera. 

Szanowni Czytelnicy,

Odpowiedź na postawione w tytule pytanie okazała się zaskakująca również dla mnie. Otóż okazało się że w ramach ubogacania naszego świata wymyślono przepisy, które na parę sposobów utrudniają wysyłkę takich newsletterów jak ten. Jak wiecie nie zbierałem nigdy żadnych informacji o Was, ani danych dotyczących personaliów czy adresu fizycznego. Jedyne co interesowało mnie to zgoda na wysyłanie maili. Cenię sobie anonimowość w sieci, która służy swobodzie wypowiedzi odpowiedzialnych jednostek. Tymczasem w chęci naprawiania świata funduje się nam "utrudnienia". Chodzi konkretnie o regulacje dotyczące podawania w kampanii mailowej adresu fizycznego rozsyłającego ją podmiotu. Jedni mogą uważać, że jest to genialny pomysł inni wręcz przeciwnie. Ponieważ należę do tych drugich postanowiłem niniejszym, że ten numer Newslettera będzie ostatnim, który otrzymacie.

W związku z tym zamieszaniem dostajecie dziś Newsletter wysłany zwyczajnym mailem a nie w ramach kampanii. Nie ma w nim także linka do wypisania się (poniżej wyjaśniam dlaczego). Jeśli ktoś chce aby go wykreślić z listy już teraz, uprzejmie proszę niech odpowie na tego maila, a ja natychmiast skasuję jego maila.

Zapewne zadacie w związku z tym pytanie, co z listą mailową. Nie sprzedam Waszych adresów nikomu - możecie być o to spokojni. Przestaniecie dostawać Newslettery i lista zostanie usunięta z systemu newsletterowego tak jakbyście się sami z niej wypisali. Pozwolę sobie ją zachować prywatnie do jednego wyłącznie celu. Gdybym w pewnym momencie wpadł na pomysł reaktywacji Newslettera wtedy wyślę Wam o tym wiadomość. Nie wiem jednak, czy tak się stanie. Mam nadzieję, że te artykuły, które rozsyłałam Wam przez ostatnie dwa lata, były dla Was interesujące. Będzie je można znaleźć na stronie w sekcji "Archiwum newslettera". Liczę na to, że będziecie odwiedzać mojego bloga. Aby nie przegapić nowych wpisów można skorzystać z kanału RSS albo śledzić stronę na Facebooku.

A teraz czas na właściwy wpis.

Mamy nowy rok 2017 a z nim nowe wyzwania i zagrożenia. Wygląda na to, że wokoło jest całkiem ciekawie i co nieco może nas zaskoczyć, albo przynajmniej sprawić, że się zdziwimy. Chociaż może niekoniecznie, bo pewne ryzyka z pewnym prawdopodobieństwem można wychwycić już dzisiaj.
  
Nie będę tym razem pisał jednak o potencjalnych zagrożeniach politycznych związanych z Brexitem czy też wyborami we Włoszech. Chciałbym napisać kilka słów o trzech krajach: Niemczech (nasz sąsiad, z którym nasza gospodarka jest dosyć mocno związana), Rosji (drugi sąsiad, którego sytuacja gospodarcza ma wpływ na geopolitykę) i Chinach (jedna z największych gospodarek świata, z niemałymi aspiracjami).

Niemcy
  
Niemcy są krajem w pewien sposób uzależnionym od eksportu. Cały koncept wspólnej strefy euro i integracji europejskiej był wymyślony między innymi po to aby zapewnić niemieckiej gospodarce rynek zbytu. Jednakże od czasów kryzysu 2008 roku handel międzynarodowy ulega pewnej degradacji. Spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie spowodowało spadek zapotrzebowania na produkty dostarczane między innymi przez gospodarkę niemiecką (czwartą największą gospodarkę świata).

Eksport niemiecki w 2016 roku był niższy niż przewidywały prognozy. Niemiecki Bundesbank przewiduje "umiarkowany" wzrost eksportu w latach 2017-2018. Należy jednak mieć na uwadze, że wzrost gospodarki europejskiej raczej nie wystrzeli, a czeka ją jeszcze sporo innych problemów. Wielkiego wzrostu gospodarki amerykańskiej (a co za tym idzie importu z Niemiec) w 2017 też nie należy się spodziewać. Także popyt na niemieckie produkty ze strony Chin będzie spadał. Wobec problemów "brexitowych" nie należy się spodziewać także, że eksport do UK skompensuje spadek popytu z innych rynków.

Warto pamiętać, że 47% gospodarki niemieckiej jest napędzane eksportem. Warto także pamiętać, że eksport z Polski do Niemiec odpowiada za około 1/4 do 1/3 całego naszego eksportu i spowolnienie w Niemczech może być odczuwalne także w Polsce.
   
Rosja
     
Gospodarka drugiego naszego dużego sąsiada jest napędzana ropą. Spadek jej cen znacząco wpłynął zatem na jej siłę. Rosja zaczęła się zmagać ze spadkiem wartości waluty i nawet z dwucyfrową inflacją i PKP za 2016 rok prawdopodobnie spadnie.

Wprawdzie pojawiają się prognozy sugerujące, że dołek gospodarka rosyjska ma za sobą, ale o ile ceny ropy nie wzrosną w znaczący sposób w 2017 to należałoby do tych prognoz podchodzić ostrożnie.

Rosja na dokładkę wydaje sporo pieniędzy na kwestie militarne dociskając śrubę już i tak dociśniętej gospodarce.

Kwestią niepokojącą jest to, w jaki sposób te problemy ekonomiczne przełożą się na politykę naszego wschodniego sąsiada. Obawiam się, że możemy być świadkami potrząsania szabelką i zimno-wojennej retoryki skierowanej na "rynek wewnętrzny" bardziej niż na zewnątrz. Z drugiej strony Rosja ma prawo czuć się osaczana i będzie starała się sprawić wrażenie groźniejszej i poważniejszej niż w rzeczywistości.
 
Chiny
      
Chiny mają aspiracje do bycia znaczącym graczem na arenie świata. Co więcej mają potencjał i starają się te aspiracje realizować. Nie ukrywam, że od wielu lat powtarzam, że należy z uwagą śledzić Chiny.

Z obserwacji wynika, że dotychczasowe tempo wzrostu gospodarki chińskiej jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Powoduje to szereg napięć, które będzie się próbować rozwiązywać w klasyczny sposób - poprzez włączanie ręcznego, centralnego sterowania. Tym właśnie było ostatnie działanie zmierzające do ograniczenia wypływu Juanów za granicę poprzez kontrole przepływu kapitałów czy giełd Bitcoina i tym jest ostatni nakaz przyhamowania udzielania nowych kredytów.

Niestety spowolnienie gospodarcze w Chinach podminowuje wysiłki zmierzające np. do umiędzynarodowienia Juana. Chińczycy będą musieli zmagać się z próbami odpływu kapitału z kraju i desperacko będą próbowali budować zagraniczny popyt stabilizujący swoją walutę (przykład z ostatniej wizyty prezesa Bank of China na Węgrzech).

Jednak wyzwaniem są dla Chin też problemy wewnętrzne, a przede wszystkim wzrastające bezrobocie, bańka na rynku nieruchomości i wzrastające zadłużenie. Należy przy tym z ostrożnością interpretować statystyki podawane oficjalnie - wielokrotnie okazywało się, że były one manipulowane, a z resztą same liczby (np. bezrobocie na poziomie 4%) wyglądają niewiarygodnie.

Wstrząsy i spowolnienia w Chinach mają zaś tendencję do przekładania się na gospodarkę światową. Kiedy gospodarka chińska przestaje zasysać z rynku surowce i towary, siadają ceny co przekłada się... a jakże na sytuację gospodarczą naszych najbliższych sąsiadów czyli Niemiec i Rosji. Należy się zatem przyglądać uważnie sytuacji, bo wbrew pozorom sytuacja tak odległa jak w Chinach może przełożyć się na nasze krajowe podwórko.
   
   
Co na blogu?
   
   
Chciałbym polecić lekturę czterech wpisów, które ukazały się na blogu na przełomie grudnia i stycznia:

Pierwszy wpis to "Małe kompendium inwestowania w fizyczne złoto" - jest to pewne odświeżenie tematu,który był już wielokrotnie w ciągu poprzednich lat poruszany na blogu, tym razem w formie nowego uaktualnionego i skumulowanego w jeden artykuł wpisu.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2016/12/mae-kompendium-inwestowania-w-fizyczne.html)

Drugi wpis to "Prognozy na rok 2017" - który można czytać w zasadzie łącznie z dzisiejszym newsletterem.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2017/01/prognozy-na-rok-2017.html)

Trzeci artykuł to "Skrytki depozytowe za granicą" - dla zainteresowanych, zebrałem oferty dostępne w ościennych krajach.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2017/01/skrytki-depozytowe-za-granica.html)

Czwarty wpis ro recenzja książki "Czarny łabędź" Nassima Taleba - zapraszam do lektury.
(http://www.przeglad-finansowy.pl/2017/01/nassim-nicolas-taleb-czarny-abedz.html)

 

wtorek, 24 stycznia 2017

Gdzie kupić złoto?

Pomimo tego, że temat złota inwestycyjnego jest wałkowany w blogosferze finansowej już od wielu lat, to nadal czasem natykam się na zadawane tu i ówdzie (w komentarzach na niektórych blogach czy na forach) pytania od niezorientowanych osób "gdzie kupić złoto"?. Często pada pytanie gdzie można kupić złoto jakby się już chciało zainwestować.

Oczywiście w praktycznie każdym większym mieście są kantory czy jubilerzy, którzy w swojej ofercie posiadają także sztabki czy złote monety. Problemu z samym zakupem jako takim nie ma, znacznie istotniejsza jest odpowiedź na pytanie gdzie i jak kupić aby nie przepłacić.

Osobom poszukującym odpowiedzi na to pytanie polecam przygotowany przeze mnie ostatnio wpis pt. "Małe kompendium inwestowania w złoto", w którym znajdziecie szereg wyczerpujących informacji na temat tego jak i gdzie można je kupić czy sprzedać. Znajdziecie tam także wyjaśnienie w jaki sposób kształtowane są ceny złota i gdzie można sprawdzić czy porównać je tak, aby nie przepłacić za zakup.

Na moim blogu jest także aktualizowana periodycznie lista sprzedawców metali szlachetnych, którzy posiadają swoje internetowe sklepy, tam można się rozejrzeć. 


sobota, 21 stycznia 2017

Polak (nie)potrafi oszczędzać

Wśród analityków nieustannie toczą się spory na temat rzeczywistej sytuacji finansowej Polaków. Według nich coraz mniej oszczędzamy, a coraz więcej pożyczamy i kupujemy. Chciałoby się powiedzieć „ oszczędny jak Polak”, ale nie zawsze ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości.


Finansowa roztropność nie jest naszą mocną stroną, co w dużej mierze uwarunkowane jest ograniczonym lub całkowitym brakiem edukacji finansowej. W szkole ta sfera edukacji ogranicza się do stwierdzeń „ bez pracy nie ma kołaczy” i „aby mieć pieniądze należy pracować”. Dzieci wizualizują w głowach obraz przyszłości i z niecierpliwością oczekują dorosłości. Nie wiedzą jeszcze, że wkroczą w świat nie mając odpowiedniej wiedzy na temat pomnażania i inwestowania gotówki, a także, że kredyt kredytowi nierówny. Dowiedzą się tego w praktyce na własnej skórze, ucząc na własnych błędach i słono płacąc za te lekcje.
Historia kołem się toczy
Nasze pojęcie o finansach i planowaniu wydatków w dużej mierze zależy od tego, jak do tej kwestii podchodzili nasi rodzice. Wzorce mają ogromne znaczenie i są pewnego rodzaju drogowskazem. Zmysł obserwacji i umiejętność wyciągania wniosków są niezwykle przydatne w dorosłym życiu i niezbędne przy realizacji wszelkiego rodzaju przedsięwzięć finansowych.
Skala problemu
Chcąc w pełni zrozumieć skalę problemu należy przyjrzeć się faktom, które nie nastrajają optymistycznie. Jednym z nich jest bezwzględne zaufanie do produktów i usług oferowanych przez banki i inne instytucje finansowe. Lubimy pożyczać i robimy to na potęgę. Nie korzystamy z usług doradców kredytowych, co pozwoliłoby uniknąć wielu rozczarowań. Nie dajemy sobie chwili na zastanowienie, przeanalizowanie tylko działamy pod wpływem impulsu. A świadomość, że być może za chwilę będziemy mieć dodatkowe fundusze sprawia, że pojęcia typu – racjonalnie i bez pośpiechu stają się nam obce.
Ponad połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności i żyje z dnia na dzień. Naszym problemem jest idealizowanie okoliczności w których przyszło nam żyć. Nie mamy pieniędzy, nie myślimy perspektywicznie i długofalowo. Zachowujemy się jakby nie miało być jutra i wydajemy więcej niż pozwala na to nasz domowy budżet. Nieprzemyślane wydatki są głównym problemem współczesnego Polaka. Posiłkowanie się chwilówkami stało się sposobem na załatanie dziury budżetowej. Jednak jest to rozwiązanie krótkotrwałe, często nakręcające spiralę długów. A te, spłacamy niechętnie. Gdy tylko opada euforia spowodowana „nagłym bogactwem ” zaczyna docierać do nas, że wpadliśmy w pułapkę, zastawioną często przez nas samych.
Dobre planowanie
Głównie dlatego, że pieniądze towarzyszą nam na każdym kroku, na co dzień, nie podejmujemy prób zastanowienia się jak i czy dobrze gospodarujemy dostępnym budżetem. Zbyt często nadużywając słów „ jakoś to będzie”. Chcąc nauczyć się panowania nad finansami należy zastosować metodę małych kroków. Najprostszym sposobem jest sporządzenie listy przychodów i wydatków. Żeby w coś uwierzyć trzeba to zobaczyć na własne oczy, a zapisując wydane sumy mamy pełny wgląd w nasze poczynania. Biorąc pod uwagę okoliczność, że często „zamiatamy fakty pod dywan”, w przypadku planowania budżetu nie warto tego robić i sumiennie zapisywać każdy, nawet najmniejszy wydatek. Oszukując samego siebie nigdy nie osiągnie się finansowej harmonii.
Oszczędzanie bez tajemnic
Szary koniec – to pozycja Polski w rankingu na najbardziej oszczędny naród. Biorąc pod uwagę informacje zawarte powyżej, obłudą byłoby oczekiwanie pozycji na podium. Mniej oszczędności od nas mają Łotysze i Litwini. Pocieszające? Nie sądzę. Przed nami są Czesi, Węgrzy, Niemcy i Szwedzi. Część osób zgodnie twierdzi, że na pewno zaczęli by oszczędzać, gdyby więcej zarabiali. Tymczasem oszczędności są wszędzie. A zaradność to nie skąpstwo. Dlatego warto stanąć z boku i przyjrzeć się swojemu stylowi życia. Wyłączanie ładowarek z kontaktów, robienie prania tylko gdy zapełnimy całą pralkę czy wyłączanie światła po wyjściu z pomieszczenia, to także formy oszczędzania. Zwłaszcza, że opłaty za media pochłaniają lwią część naszego domowego budżetu. Do wydatków stałych zaliczamy także wyżywienie. I tu należy zadać sobie pytanie, ile i jak często wrzucamy produktów spożywczych. Robiąc zakupy z głową możemy liczyć na spore oszczędności. Pieniądze nie leżą na ziemi, nie wyrzucajmy ich więc w błoto. Stołowanie się na mieście również nie poprawia kondycji naszego portfela. Jeśli będziemy stosować zasadę – najpierw obowiązki, potem przyjemności to z pewnością na tym zyskamy. Świadomość, że sprawujemy kontrolę nad własnym życiem wpływa pozytywnie na postrzeganie własnej osoby.
Człowiek uczy się całe życie i jest istotą omylną. Pół biedy jeśli wyciąga wnioski i uczy się na własnych błędach, nie powielając ich.
Jedno jest pewne, jeśli decydujemy się wsiąść na pożyczkową karuzelę to nie zapominajmy zapiąć pasów. Niejednokrotnie przyda się także poduszka powietrzna bo upadek może być bardzo dotkliwy. Oszczędzanie to trudna sztuka, ale warto podjąć trud i poznać wszystkie jej tajniki. Spokój i poczucie bezpieczeństwa to wartości bezcenne.
Więcej informacji
Publikację przygotował Niezależny Doradca Kredytowy Tomasz Wostal - kredyty to nasza specjalność.

Wpis jest wpisem gościnnym autorstwa redaktorów współpracującego serwisu
-->